Dodaj do ulubionych

dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczyny,..

08.08.09, 21:45
Witam, nie wiem czy był już taki wątek, ale zapytam, bo od dawna nurtuje mnie
pytanie, jak wyżej. Dlaczego się rozwiodłyście? Jakie dokładnie były przyczyny
a może tylko jedna? Pytam z czystej ciekawości, bo niedługo biorę ślub i chyba
za dużo rozmyślam ;)
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • llatarnik Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 08.08.09, 21:48
      Myślę, że większe powodzenie miałby wątek pt 'dlaczego jeszcze się nie
      rozwiodłyście',
      he he he
      • dzikoozka Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 08.08.09, 21:49
        bingo, latarniku
    • kora3 z powodu raczej mało popularnego 09.08.09, 10:10
      statystycznie nie szło o zdrade, ani o inne temu podobne sprawy.
    • kitek_maly Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 10:13

      > Pytam z czystej ciekawości, bo niedługo biorę ślub

      Wyrazy współczucia dla narzeczonego. :) Nie ma to jak panna młoda rozmyślająca o
      rozwodzie w przeddzień ślubu.
    • jan_hus_na_stosie Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 10:13
      Przyczyny rozwodów w Polsce:

      -niezgodność charakterów: 32%
      -zdrada: 24%
      -nadużywanie alkoholu: 23%
      -naganny stosunek do członków rodziny: 9%
      -problemy finansowe: 9%
      -inne: 3%

      źródło: dane GUS
      • kitek_maly Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 10:29

        I to oczywiście wszystko z winy puszczalskich kobiet. :))
        • jan_hus_na_stosie Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 10:56
          nie tylko kobiety rozwalają małżeństwa, faceci również i myślę, że robią to
          nawet częściej niż kobiety :)
          • kitek_maly Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 10:56

            ż i myślę, że robią to
            > nawet częściej niż kobiety :)

            Nie wierzę w to, co czytam! :PP
            • coyotegirl2 Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 11:24
              ale zawsze w jakiś sposób jest to na piśmie :)
      • uma.t Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 14:16
        no i właśnie ta "niezgodność charakterów" zastanawia mnie najbardziej,( tym
        bardziej że to najczęstsza przyczyna) nie rozumiem tego, rozumiem zdradę,
        alkoholizm, jakieś zaburzenia itp.,ale przecież zanim wezmą ślub to się POZNAJĄ,
        tzn.poznają swoje charaktery, temperament i dobrze wiedzą, że ta druga połowa
        jest INNA niż Ja i mimo tej inności chce z nią zawrzeć związek małżeński i nagle
        po parunastu latach okazuje się że żyli w "niezgodzie charakterów". Myślę że za
        tą niezgodnością kryje się coś innego...
        • kora3 dobrze myslisz:) 09.08.09, 14:28
          Choć zdarza sie tak, ze młodzi ludzie podejmuja decyzje o slubie
          mimo, ze zdają sobie sprawę z ogromnych róznic miedzy nimi.
          Czasem dzieje sie tak, bo sa dosc długo w związku i sa przeonani, że
          nie należy tego zaprzepaszczać, czasem z powodu presji rodziny, a
          czasem bo sie kochaja zwyczajnie i zdaje im się, ze mimo tych róznic
          bedzie im razem dobrze. Potem się okazuje, ze uczucie przygasa, a
          rónice coraz bardziej dziela.

          Czesto jednak jest tak, ze ludzie chcący się rozwiesc nie podają w
          sądzie prawdziwej przyczyny, bo nie chcą wywlekać osobistych, czesto
          smutnych i intymnych spraw, za to chcą szyko uzyskać rozwód.
          • baba67 Re: dobrze myslisz:) 10.08.09, 15:13
            Korciu zainspirowalas mnie bo kiedys wspominalas ze przyczyna Twojego rozwodu
            byla nietypowa. Wymyslilam zatem historie-sklejke troche zaslyszana troche nie.
            Facet jest wegeterianinem wlasciwie probuje nawet weganstwa. Zakochuje je sie w
            panne ktora mieso je ale niewiele, glownie drob i ryby zatem stwierdza ze mu to
            nie przeszkadza wspolnych posilkow unikaja, panna wsuwa zreszta chetnie wszystko
            to co wegetarianskie. Mija rok biora slub i zaczyna sie prowadzenie wspolnej
            kuchni. W miare upluwu czasy facet robi sie nie tylko weganski ale wrecz
            obsesyjny, kazde miesko w zasiegu wzroku napawa go obrzydzeniem i naciska aby
            zona tez przeszla ma jego wiare jedzeniowa.
            Po roku robi sie nie do wytrzymania i zwiazek sie rozpada. Czy uwazacie ze to
            prawdopodobny sceniariusz?
            Pod wegetarianizm mozna zreszta posdtawic wszystko z miloscia do post
            komunistow i wiara w kosmitow wlacznie.
            • ritsuko Re: dobrze myslisz:) 10.08.09, 15:39
              O w mordkę... To już wiem co mnie i mojego mięsożercę czeka! Teraz
              on wtranżala sojowe, ale już przecież wstawia do lodówy wędliny czy
              inne kabanosy, więc co będzie później? ;)
              I co gorsza to ja jestem ta zła, bo już teraz muy pozwalam spożywać
              mięso w mojej obecności! Czy to się skończy naszym przyszłym
              rozwodem??
              :D
              Nie mogłam się powstrzymać :)
            • kora3 no babo :) dołozyła do pieca :) 11.08.09, 03:18
              owszem przyczyna mego rozwodu była nietypowa, ale nie az tak :)
              Faktycznie jestem wegetarianką, a mój eks nie :) ale to akurat nie
              stanowiło zadnego problemu, ani dla mnie, ani dla niego.
              Qrcze :) weszłam tu zeby sobie sciagnać jedną info, a ty mnie
              słoniłas do wspomnień, które nie są zbyt miłe - trudno. Zaraz sie
              rozerwe bo smigam do pracy :)
              Otóz Babo przyczyna mego rowodu jest znana dopiero teraz własciwie,
              po prawie 6 latach od orzeczenia. Te dawniejszą podciagnełam
              pod ...nezxgodnosc charakyerów, araczej swiatopogladow - choć z
              jedzeniem nie miało to nic wspólnego. Nikomu bym nie życzyła takich
              przezyc - nie da się ich opisac tak, zeby ktos z zewnątrz zrozumiał.
              Moj eks cierpi na oewna chorobe natury psychicznej. Wiecej nie
              chciałabym tu pisać. dośc jeśli powiem, ze jesli komus sie zdaje, ze
              to mozna przezywcięzyć to jest w błedzie, takichory uwaza się za
              zdrowego i nie chce sie leczyć. Nic fajnego, ale nietypowe
              • baba67 Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 11.08.09, 16:26
                No to oczywiste ze takiej rzeczy nie mozna przezwyciezyc. Nawet gdybys byla
                religijna i wziela slub koscielny toby Ci taki slub uniewazniono.
                Ja nie chcialam sugerowac ze sie rozwiodlas z byle powodu, ani wyciagac
                szczegolow.Po prostu przypomnialo mi sie e powody moga byc dla ludzi z zewnatrz
                zaskakujace. No bo jak nie pije nie bije i jakies pieniadze do domu przynosi to
                wszystko powinno byc OK.
                Bo tak naprawde w historii z wegetarianinem nie chodzi tak naprawde o mieso
                tylko o cos duzo powazniejszego-zniewolenie, scisle podporzadkowanie zefo
                tolerancji a za tym idzie przemoc psychiczna.
                • ritsuko Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 11.08.09, 16:36
                  Dołączę się, bo uważam, że ile przypadków, tyle rozwiązań. Choroby
                  psychiczne też się da przezwyciężyć (chociaż ponoć psychopatów
                  wyleczyć się nie da), mimo, że na pewno są piekłem dla ludzi
                  wewnątrz rodziny. Kora, w pełni przyznaję rację, że kto czegoś
                  takiego nie przeżył, nie ma pojęcia o temacie i naprawdę nie dziwi
                  mnie, że nie wytrzymałaś (nawet nie wdając się w szczegóły jakiego
                  rodzaju zaburzenie to było).
                  Natomiast czasem wystarczy się zastanowić gdzie jest problem i czy
                  da się go obejść (oraz czy sami osobiście mamy na to siły)- czy to
                  bedzie terapia dla par, czy przymusowe zamknięcie w szpitalu i
                  podjęcie leczenia, czy odejście
                  • kora3 Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 12.08.09, 06:04
                    ritsuko napisała:

                    > Dołączę się, bo uważam, że ile przypadków, tyle rozwiązań. Choroby
                    > psychiczne też się da przezwyciężyć (chociaż ponoć psychopatów
                    > wyleczyć się nie da),

                    Nie tylko psychopaty

                    mimo, że na pewno są piekłem dla ludzi
                    > wewnątrz rodziny. Kora, w pełni przyznaję rację, że kto czegoś
                    > takiego nie przeżył, nie ma pojęcia o temacie i naprawdę nie dziwi
                    > mnie, że nie wytrzymałaś (nawet nie wdając się w szczegóły jakiego
                    > rodzaju zaburzenie to było).

                    tego rodzaju, że chory nieleczący się jest przekonany, iz jest
                    zdrów, wiec leczyc się nie chce.

                    > Natomiast czasem wystarczy się zastanowić gdzie jest problem i czy
                    > da się go obejść (oraz czy sami osobiście mamy na to siły)- czy to
                    > bedzie terapia dla par, czy przymusowe zamknięcie w szpitalu i
                    > podjęcie leczenia, czy odejście

                    wiesz, zamkniecie kogos wszpitalu psychiatrycznym wcale nie jest
                    łatwe - to tak na marginesie. Co do rezty, masz racje, weź jednak po
                    uwage dwie rzeczy.
                    Pierwsza to taka, ze na terapie muszą sie zgodzić obie strony, a
                    druga, ze po pewnym czasie mozesz po prostu mieć dosyć kogos i już
                    ci sie nie chce podejmowasc terapii małzeńskiej.
                    • ritsuko Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 12.08.09, 09:30
                      kora3 napisała:

                      > ritsuko napisała:
                      >
                      > > Dołączę się, bo uważam, że ile przypadków, tyle rozwiązań.
                      Choroby
                      > > psychiczne też się da przezwyciężyć (chociaż ponoć psychopatów
                      > > wyleczyć się nie da),
                      >
                      > Nie tylko psychopaty

                      Z resztą zaburzeń można (jest sens przynajmniej) pracować
                      niezależnie czy to urojeniowe, psychoza dwubiegunowa, osobowość
                      narcystyczna, depresja czy lęki itd.

                      >
                      > mimo, że na pewno są piekłem dla ludzi
                      > > wewnątrz rodziny. Kora, w pełni przyznaję rację, że kto czegoś
                      > > takiego nie przeżył, nie ma pojęcia o temacie i naprawdę nie
                      dziwi
                      > > mnie, że nie wytrzymałaś (nawet nie wdając się w szczegóły
                      jakiego
                      > > rodzaju zaburzenie to było).
                      >
                      > tego rodzaju, że chory nieleczący się jest przekonany, iz jest
                      > zdrów, wiec leczyc się nie chce.

                      Ale w większości tak jest :). Spróbuj np. skierować kogoś, kto ma
                      urojenia prześladowcze na leczenie- od razu będzie miał
                      przeświadczenie, że chcesz go się pozbyć.
                      >
                      > > Natomiast czasem wystarczy się zastanowić gdzie jest problem i
                      czy
                      > > da się go obejść (oraz czy sami osobiście mamy na to siły)- czy
                      to
                      > > bedzie terapia dla par, czy przymusowe zamknięcie w szpitalu i
                      > > podjęcie leczenia, czy odejście
                      >
                      > wiesz, zamkniecie kogos wszpitalu psychiatrycznym wcale nie jest
                      > łatwe - to tak na marginesie. Co do rezty, masz racje, weź jednak
                      po
                      > uwage dwie rzeczy.
                      > Pierwsza to taka, ze na terapie muszą sie zgodzić obie strony, a
                      > druga, ze po pewnym czasie mozesz po prostu mieć dosyć kogos i już
                      > ci sie nie chce podejmowasc terapii małzeńskiej.

                      Ja to piszę przede wszystkim do osób, ktore mogą to przeczytać w
                      momencie kiedy same mają taki problem. Ja doskonale wiem jak ciężko
                      jest umieścić kogokolwiek w szpitalu, nawet jeśli sam się chce
                      leczyć, to jak trafisz na buca, który uzna, że nie ma zagrożenia
                      życia, to w niczym Ci nie pomoże. Podstawa to znaleźć dobrego
                      psychiatrę i dobrego psychologa. Bo czasem wykazanie, że osoba jest
                      naprawdę chora psychicznie, a nie jest to Twój wymysł czy chęć
                      pozbycia się osoby jest szalenie trudne.
                      Dajmy na to człowiek ma urojenia zdrady. I dla niego jest to całkiem
                      logiczne, że go zdradzasz. Jechałaś w delegację- zdradziłaś, w pracy-
                      masz romans. I teraz udowodnij lekarzowi, że to on ma urojenia, a
                      nie na serio go zdradzasz. Więcej pracy niż na jedną wizytę i
                      potrzeba psychiatry, który nie pracuje na odwal.

                      Co do terapii... ważne jest właśnie szybkie działanie, póki się chce
                      i ma siły, bo po pewnym czasie nawet anioł by zwątpił. Szczerze, to
                      sama nie wiem jak ja bym się zachowała, gdyby mój partner zachorował
                      i czy miałabym na to siłę.
                      >
                      • kora3 Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 12.08.09, 09:58
                        ritsuko napisała:
                        >
                        > Z resztą zaburzeń można (jest sens przynajmniej) pracować
                        > niezależnie czy to urojeniowe, psychoza dwubiegunowa, osobowość
                        > narcystyczna, depresja czy lęki itd.

                        skoro juz o tym rozmwiamy, to po pierwsze choroba na którą cierpi
                        mój eksmąż obajwai sie m.in. zespołem urojeniowo - lekowym, ale nie
                        jest o zaburzenie moja droga. To nieuleczalna i b. podstepna
                        choroba. naprawde nie chce wdawc sie w szczegóły.
                        >
                        > Ale w większości tak jest :). Spróbuj np. skierować kogoś, kto ma
                        > urojenia prześladowcze na leczenie- od razu będzie miał
                        > przeświadczenie, że chcesz go się pozbyć.

                        np dokładnie, tyle,ze wiesz luźno się o takim czyms gada, jak sie
                        nie ma kogos takiego w domu.
                        > >

                        > Ja to piszę przede wszystkim do osób, ktore mogą to przeczytać w
                        > momencie kiedy same mają taki problem. Ja doskonale wiem jak
                        ciężko
                        > jest umieścić kogokolwiek w szpitalu, nawet jeśli sam się chce
                        > leczyć, to jak trafisz na buca, który uzna, że nie ma zagrożenia
                        > życia, to w niczym Ci nie pomoże.

                        Posłuchaj - chory musi się zgodzić na leczenie, mozna go skierowac
                        odgórnie tylko wówczas, gdy jego zachowanie wskazuje na bezposrednie
                        zagrozenie dla niego, albo innych, albo jesli popełni czyn
                        zabroniony w sposób wskazujący na zaburzenia psychiki.


                        Podstawa to znaleźć dobrego
                        > psychiatrę i dobrego psychologa. Bo czasem wykazanie, że osoba
                        jest
                        > naprawdę chora psychicznie, a nie jest to Twój wymysł czy chęć
                        > pozbycia się osoby jest szalenie trudne.

                        Jak wyzej nie zmusisz kogoś do rozmowy z spychologiem, ani
                        psychiatrą.

                        >
                        > Co do terapii... ważne jest właśnie szybkie działanie, póki się
                        chce
                        > i ma siły, bo po pewnym czasie nawet anioł by zwątpił. Szczerze,
                        to
                        > sama nie wiem jak ja bym się zachowała, gdyby mój partner
                        zachorował
                        > i czy miałabym na to siłę.

                        Wiesz powiem ci tak: mój eksmaz zachorował duzo wczesniej niz sie
                        nawet jako znajomi poznalismy. Został zdiagnozowany i leczył się.
                        jego choroba nie zaburza intelektu, a jest to człowiek inteligentny.
                        Zdał mature, popracował rok chyba i dostał się na studia. Na drugim
                        roku zwiazał sie z grupą religijną o charakterze charyznatycznym.
                        Pod jej wpływem uznał, ze nie jest wcale chory, a to, co mu sie
                        zdaje w zakresie religuijnym, bo jego obsesje i urojenia czesto mały
                        z tym zwiazek później to nie urojenia, a bajw działania świetych,
                        Ducha swietego i szatana oraz Boga.
                        Przestał się leczyć i brac lekarstwa, a jego rozdice, bardzo wrecz
                        fanatycznie religijni, mimo ze są to ludzie niegłupi w sensie
                        wykształcenia uznali tak samo, bo pewnie było im tak lepiej - mieć
                        syna chorego psychicznie było trudniej niz nawiedzonmego.

                        pametac wszakze nalezy, ze grupa do której nalezał jest dosc
                        hermetyczna, momo ze w obrebie Koscioła Katlickiego, a do tego jego
                        choroba nie sprawia, ze się mysli mniej analitycznie, po prostu
                        inaczej. Doskonale wiedział, ze jego zachowania, czy poglady poza tą
                        grupa sa postrzegane jako hmmm conajmniej dziwne, wiec się z nimi
                        nie afiszował.

                        Ogólnie jak zaczlismy byc parą był spokojnym facetem, opiekuńczym,
                        czułym, religijnym, ale bez narzucamia swych pogladów innym.
                        Zaczeło się to zmieniac po slubie, nie sposób było udawac non stop,
                        a ponadto choroba się pogłebiała, stopniowo. To nie było tak, ze z
                        nagła zaczął wyprawiac cyrki.

                        W pewnym momencie zaczął być tak dziwny, ze zaczeło to być
                        niepokojące. Namiawiałam go do spotkania z psychologiem, rozmawiałam
                        z jego rodzicami. Nikt słowem nie wspomniał o diagnozie sprzed lat i
                        leczniu, ani wówczas, ani przed slubem.
                        Sprawa wyszła podczas procesu stwierdzania niewaznisci w Kurii, mój
                        eks bał się tam najwyraxniej skłamać, bos kłada się przysięgę przed
                        Bogiem, ze sie bedzie mówić prawde. Jego rodzina też dopiero tam
                        wyznała, jak było.
                        > >
                        • ritsuko Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 12.08.09, 10:14
                          > skoro juz o tym rozmwiamy, to po pierwsze choroba na którą cierpi
                          > mój eksmąż obajwai sie m.in. zespołem urojeniowo - lekowym, ale
                          nie
                          > jest o zaburzenie moja droga. To nieuleczalna i b. podstepna
                          > choroba. naprawde nie chce wdawc sie w szczegóły.
                          Czasem to leczenie sprowadza się do ostrej farmakoterapii i niestety
                          nigdy to już nie będzie człowiek taki jak przedtem. Mam nadzieję, że
                          jednak lekarze będą szli w kierunku leków kolejnych generacji- te
                          trzeciej już tak nie otępiają człowieka. Miejmy nadzieję, ze kolejne
                          będą coraz lepsze.

                          > np dokładnie, tyle,ze wiesz luźno się o takim czyms gada, jak sie
                          > nie ma kogos takiego w domu.
                          Mój Tata miał zaburzenia urojeniowe z przewagą prześladowczych. To
                          nie jest tak, że rzucam suchą teorią, niestety wiem dobrze co to
                          oznacza w praktyce. Dlatego pisałam, że nie wiem jakbym się
                          zachowała w przypadku partnera, sama już mając tego wszystkiego
                          swiadomość.

                          > Posłuchaj - chory musi się zgodzić na leczenie, mozna go skierowac
                          > odgórnie tylko wówczas, gdy jego zachowanie wskazuje na
                          bezposrednie
                          > zagrozenie dla niego, albo innych, albo jesli popełni czyn
                          > zabroniony w sposób wskazujący na zaburzenia psychiki.
                          Wiem to bardzo dobrze. Dlatego tak ważny jest dobry psychiatra i
                          psycholog. A trafialiśmy do różnych. NA szczęście w końcu jedna pani
                          doktor uznała, że to, że Tata nie je (bo uważał, że w jedzeniu,
                          które mu podajemy jest trucizna), a reszta rodziny jest wykończona,
                          to jest powód do umieszczenia w zakładzie. Choć pamiętam, jak Mama
                          wykrzyczała specjalistce, ze najwyraźniej chory musi biegać z nożem
                          po ulicy, zeby ktoś coś w końcu zrobił...

                          Co do Twojej historii to bardzo nie fair, że nikt Cię nie
                          poinformował, hmm choć przecież przewidzieć się tego nie da, bo może
                          się przytrafić każdemu w każdym wieku (np. bo urazie). Głupotą ze
                          strony rodziców było olanie leczenia- często niestety leki już
                          zostają do końca życia.
                          • kora3 Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 12.08.09, 11:34
                            ritsuko napisała:

                            >
                            Miejmy nadzieję, ze kolejne
                            > będą coraz lepsze.

                            wiesz, oby, ja obecnie niw wiem jak przebiega leczenie mojego eksa.
                            >

                            sama już mając tego wszystkiego
                            > swiadomość.

                            współczuje, w przypadku rodzica to musi być dopiero trauma.


                            Choć pamiętam, jak Mama
                            > wykrzyczała specjalistce, ze najwyraźniej chory musi biegać z
                            nożem
                            > po ulicy, zeby ktoś coś w końcu zrobił...

                            no wiesz, moj eks nie miała na tle trucia zwidów, wiec zasadniczo
                            jego urojenia nie odbijały się na nim fizycznie.

                            >
                            > Co do Twojej historii to bardzo nie fair, że nikt Cię nie
                            > poinformował, hmm choć przecież przewidzieć się tego nie da, bo
                            może
                            > się przytrafić każdemu w każdym wieku (np. bo urazie).

                            Owszem, tyle tylko że to nie tyle nie fair, co przebiegła złosliwosc
                            i podłosc. czlowiek z tą chorobą moze zabić, życie z kims takim jest
                            okropnoscią - oni byli zdrowi i wiedzieli o chorobie syna.


                            Głupotą ze
                            > strony rodziców było olanie leczenia- często niestety leki już
                            > zostają do końca życia.

                            nie tylko głupotą, ale krzywdą dla niego. tyle tylko, ze jak on
                            przerwał leczenie to był już dorosły, wiec nawet gdyby tego nie
                            akceptowali nie mogli go zmusic. inna sprawa, ze zaakceptowali
                            szybko "diagnoze" wspólnoty
                        • baba67 Bardzo Ci wspolczuje:-(nt 12.08.09, 11:48

                          • kora3 nie wiem dokladnie, czy to do mnie 12.08.09, 11:51
                            ale jeśli tak Babo, to dzięki, ale już nie ma czego. JEstem ponad 5
                            lat po rozwodzie, od ponad 6 nie meiszkam już z eksem, wiec czas
                            pozwolił mi juz nabrać dystansu do tej sytuacji.
                            • baba67 Re: nie wiem dokladnie, czy to do mnie 12.08.09, 14:39
                              Wspolczuje Ci zlych wspomnien.Moglas zniecheciec sie do malzenstwa a przy okazji
                              do KK jako takiego.Swiadomie i z wyrachowania zrobiono Ci krzywde (mowa o bylych
                              tesciach), banda nawiedzencow zrobila kkrzywde Twojemu eksmezowi.Tym sie
                              powinien biskup zainteresowac. Jako osoba niegdys zaangazowana zetknelam sie z
                              kilkoma ruchami (oaza, Odnowa w Duch Swietym )i nie zauwazylam zeby ci ludzie
                              zachecali kogokolwiek do przerywania leczenia, wrecz przeciwnie. To nie jest
                              normalne.Nikt tam nie opowiada jak to matka Boska go nawiedza przy robieniu
                              obiadu, a Duch Swiety w lazience...
                              • kora3 Re: nie wiem dokladnie, czy to do mnie 12.08.09, 14:55
                                baba67 napisała:

                                > Wspolczuje Ci zlych wspomnien.
                                no raczej miłe nie są, ale to już za mną, nie mam zwyczaju żyć
                                przeszłoscią stąd po prostu traktuję to jako zamkniety rozdział

                                Moglas zniecheciec sie do malzenstwa a przy okazj
                                > i
                                > do KK jako takiego.

                                wiesz, do malzeństwa jako takiego nigdy nie miałam przekonania, w
                                sensie formalizowana zwiazku. Zalezało na tym, zarówno jesli chodzi
                                o cywilny, jak i kościelny, mnie to do niczego nie było potrzebne i
                                nie jest nadal. Źle zrobilam, ze odstapiłam od swojej zasady - mój
                                błąd.
                                co do kosciola to jako dorosla osoba nie byłam z nim jakoś powazniej
                                zwiazana, wiec ta sytuacaj nie wplynęła na jakieś powazne zmiany,
                                szanuje instytucje, ale swiadomie zrezygnowałam z bycia członkiem
                                wspólnoty tego koscioła (formalnie nie, bo korowody)i nie żałuje.

                                Swiadomie i z wyrachowania zrobiono Ci krzywde (mowa o bylyc
                                > h
                                > tesciach), banda nawiedzencow zrobila kkrzywde Twojemu
                                eksmezowi.Tym sie
                                > powinien biskup zainteresowac.

                                Wiesz, nie wdając sie w szczegóły. próbowałam zainteresować kilku
                                duchownych faktem, iż wspólnota mojego eksa ma charakter zwykłej
                                sekty. mieli swoje zdanie, ale nieoficjalnie, oficjalnie nikt
                                dzialąć nie chciał.


                                Nikt tam nie opowiada jak to matka Boska go nawiedza przy robieniu
                                > obiadu, a Duch Swiety w lazience...

                                no wiesz, ja mam swoje zdanie, wiem co widzialam i nie chce rozwijac
                                tego tematu.
                                • baba67 Re: nie wiem dokladnie, czy to do mnie 12.08.09, 16:28
                                  Masz swoje zdanie na temat okreslonej tej wlasnie grupy dzialajacej pod
                                  okreslona nazwa. Tej w ktorej byl Twoj eks. Nie oznacza to wcale ze jest to
                                  probka reprezentatywna. Sekciarstwem capi na kilometr. A w KK niestety tak jest
                                  ze najchetniej sie udaje ze nie widzi, nie slyszy i nie zauwaza.zamiast krzyczec
                                  pozostawia sie wlasnemu sumieniu. Dlatego mam poglady antyklerykalne raczej.
                • kora3 Re: no babo :) dołozyła do pieca :) 12.08.09, 06:00
                  baba67 napisała:

                  > No to oczywiste ze takiej rzeczy nie mozna przezwyciezyc. Nawet
                  gdybys byla
                  > religijna i wziela slub koscielny toby Ci taki slub uniewazniono.

                  Miła Babo :) jakkolwiek mi na tym nie zależy i nie zależało - jestem
                  w trakcie procesu w Kurii, trwa juz od kilku lat owo stwierdzanie
                  niewaznosci, choc przyczyna, która wypłyneła w jego trakcie
                  oficjalnie jest oczywista:)

                  > Ja nie chcialam sugerowac ze sie rozwiodlas z byle powodu, ani
                  wyciagac
                  > szczegolow.

                  Nic się nie stało :)

                  No bo jak nie pije nie bije i jakies pieniadze do domu przynosi to
                  > wszystko powinno byc OK.

                  No tak się wydaje czasem z boku niektórym - a jest to błedne
                  załozenie.

                  > Bo tak naprawde w historii z wegetarianinem nie chodzi tak
                  naprawde o mieso
                  > tylko o cos duzo powazniejszego-zniewolenie, scisle
                  podporzadkowanie zefo
                  > tolerancji a za tym idzie przemoc psychiczna.

                  na przyklad
        • pan_i_wladca_mx prawda jest taka 09.08.09, 16:25
          ze tzw. niezgodnosc charakteru to wieli worek, do ktorego wrzuca sie inne powody
          rozpadu malzenstwa niz przedstawione w statystykach, czyli ludzie moga sie
          rozwiesc nawet jezlei jedno nie jest alkoholikiem/przemocowcem
          pdych-fiz/zdrada/etc..
          pod niezgodnosc charakteru mozna dopasowac wszytsko, od tego ze slub byl brany
          bo dziecko po stwierdzenie po 10 latach malzenstwa, ze moj maz/zona jest
          idota/idiotka i nie chce juz z nia zyc, wchodza tam tez roznice typu: ja robie
          na 2 etatach i on/ona siedzi w domu i maluje paznokcie/pije piwsko

          powodow rozwodu jest tyle co i przyczyn brania slubow
        • big__mama Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 10.08.09, 12:16
          niezgodność charakterów = spadnięcie różowych okularów
          • papryczka.online Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 10.08.09, 12:29
            Ja rozwiodłam się z mężem ponieważ:
            1. Tylko ja pracowałam a on nie chciał iść do pracy chociaż nie
            mieliśmy kasy na życie bo moja wypłata ledwie starczała na opłaty
            2. Bardzo często nadużywał alkoholu i po nim był nienormalny
            3. Nigdy nie miał czasu dla mnie ani dla córki bo wolał towarzystwo
            swoich kumpli
            Dlatego odeszłam od niego do moich rodziców a teraz układam sobie na
            nowo życie.
        • skarpetka_szara Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 11.08.09, 15:47
          hehehehe, TY NAIWNA !!!


          uma.t napisała:

          > no i właśnie ta "niezgodność charakterów" zastanawia mnie
          najbardziej,( tym
          > bardziej że to najczęstsza przyczyna) nie rozumiem tego, rozumiem
          zdradę,
          > alkoholizm, jakieś zaburzenia itp.,ale przecież zanim wezmą ślub
          to się POZNAJĄ
          > ,
          > tzn.poznają swoje charaktery, temperament i dobrze wiedzą, że ta
          druga połowa
          > jest INNA niż Ja i mimo tej inności chce z nią zawrzeć związek
          małżeński i nagl
          > e
          > po parunastu latach okazuje się że żyli w "niezgodzie
          charakterów". Myślę że za
          > tą niezgodnością kryje się coś innego...
          • uma.t Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 11.08.09, 16:05
            szara_skarpetko możesz szerzej się wypowiedzieć o mojej rzekomej naiwności,
            ciekawam bardzo Twego zdania
            • skarpetka_szara Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 11.08.09, 20:04
              Chodzi mi o twoja wypowiedz ze przed slubem poznaje sie partnera
              wady/zalety.

              Z wiekszoscia rozwodow jest tak, ze osoba zeni sie/wychodzi za maz
              za przyjaciela, a rozwodzi sie z wrogiem.

              Ludzie zmieniaja sie przez cale zycie. Szczegolnie gdy para zeni
              sie w mlodym wieku - z czasem lubia i interesuja sie innymi
              pasjiami. I jesli para ma szczescie - zmienia sie "w tym samym
              kierunku", ale jezeli maja pecha, to za 10 lat obudza sie w nocy i
              zrozumieja ze przy nich jest calkowicie obca osoba ktorej nawet nie
              lubia.

              Zamiast zastanawiac sie nad rozwodami - zastanow sie co powoduje
              dobre malzenstwo. To powiem ci szczerze, trudno znalesc jakis wzor
              udanego, zakochanego malzenstwa. Ja mam: moja ciocie i mezem.
              Bardzo fajna para, wzor rodzicielstwa- spedzalam z nimi wakacjie
              gdy bylam mala, wiec dobrze im sie przyjrzalam. I oni mnie
              inspiruja aby moje bylo tez takie.

              Malzenstwo to duzo pracy. trzeba wspierac siebie i swoje passjie,
              trzeba rowniez byc niezalrznym i wzbudzac zachwyt w partnerze.
              Trzeba o siebie wzajemnie dbac, i byc cierpliwym. bla bla bla...
              tak duzo czynnikow w to wchodzi a i tak nie masz gwarancji ze tobie
              sie uda. A przede wszystkim trzeba wiedziec ze malzenstwo to
              wybor. Wybierasz byc wierna tej osobie, wybierasz z ta osoba
              budowac przyszlosc.
    • rachela25 Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 15:24
      bo rodzina im karze brać ślub gdy dziecko w drodze , a później
      wychodzi ,,niezgodność charakterów,, a oni tylko chcieli sobie
      pobaraszkować
      • cus27 Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 16:48
        Cale szczescie,ze pierwsze ...po 5 latach(malzenstwa) przyszlo na
        swiat... .
        • kora3 :) 09.08.09, 16:49
          cus27 napisała:

          > Cale szczescie,ze pierwsze ...po 5 latach(malzenstwa) przyszlo na
          > swiat... .

          u mnie jeszcze bardziej podejrzana syuacja - wcale nie przyszło :)
      • llatarnik Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 16:55
        rachela25 napisała:

        > bo rodzina im karze brać ślub gdy dziecko w drodze , a później
        > wychodzi ,,niezgodność charakterów,, a oni tylko chcieli sobie
        > pobaraszkować

        To nie rodzina ich karze, ale los. Za bezmyślność i brak wyobraźni...
        • musam Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 21:39
          fakt, brak dojrzalosci, doswiadczen, nawal obowiazkow i przeciazenie
          zyciowe.

          Wielu mlodych rwie sie z motyka na ksiezyc, i potem budzi sie po
          paru latach "z reka w nocniku", hopla? zycie to nie bajka, nad
          zwiazkiem trzeba CIAGLE I NIEUSTANNIE pracowac. to w 90% powod
          rozwodow, i ZAWSZE winne sa obie strony.
          • agaoki Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 09.08.09, 22:02
            >Wielu mlodych rwie sie z motyka na ksiezyc,


            Wioletta Kubasińska?
            • kkk Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 10.08.09, 11:39
              Z głupoty.
              Dopadłą nas rutyna i codzienność, nie zawalczyliśmy o szczęście,
              poddaliśmy się bez najmniejszej walki.
              Po 8 latach razem, 2 latach małżeństwa. Bez dzieci, bez długów, z
              własnym pięknym mieszkaniem itd...
    • annjen Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 10.08.09, 11:50
      Bo:
      1) facet nie był zainteresowany mną jako kobietą
      2) nadużywał alkoholu
      3) nie zamierzał mieć dzieci
      4) wpędził mnie w długotrwałą depresję
      5) skutecznie przepuszczał każdą ilość kasy mojej, swojej i nieswojej też
      5) okazał się oszustem i malwersantem
      Czy któraś jest w stanie mnie przebić?
    • twojabogini Re: dlaczego się rozwiodłyście? - powody, przyczy 10.08.09, 12:09
      Ja pierwsze małżeństwo zawarłam "na próbę". Mój eks mnie prosił o
      szansę, gdy dowiedział się, ze jestem w ciąży - i ją dostał. Nie
      sprawdził się. Nie dorósł wtedy do roli ojca, męża itd. odreagowywał
      stres ładując się w dragi. Powiedziałam mu do widzenia.
      Nie żałuję: ani małżeństwa, ani rozwodu.
      W pracy zawodowej często mam do czynienia z rozwodami. Najczestsze
      przyczyny: alkoholizm (nie chodzi o patologię, popijają panowie i
      panie na stanowiskach i jest to bardzo destrukcyjne dla związku),
      narastające latami nierozwiązywane na bieżąco konflikty o duperele,
      przemiana kobiety w leniwą dupę, która sobie z niczym nie radzi (to
      często kończy się kochanką), kobiety odchodzące do "lepszych
      egzemplarzy".
      Kobiety, które znajdą się pod męska dominacją, przemocą psychiczną -
      rozwodzą się bardzo rzadko. W jakimś sensie to one przyczyniają się
      do swojej sytuacji w sposób, którego do dziś nie rozumiem,
      pozwalając na brak szacunku do siebie, zgadzając się na wszystko,
      aby tylko był, aby nie poszedł.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka