piesica
13.08.09, 15:00
Sytuacja spzed miesiąca-jadę na zakupy rzekomo sama-nagle brat widzi że jade i
mówi bratowej wiec ta szybko sie ubiera i jak gdyby nigdy ic jedzie ze
mną,drugi raz to samo.Wczoraj byłam znów przygotowana na zakupy-nie mówiłam im
nic,dziecko ze mną i babcią jedzie-i juz wychodzę z domu a tu brat biegnie
poczekaj i :ona: jedzie.Pytam jak to nikt mnie nie pytała i nie uprzedzała
więc mama na to,że ona miała niby jechac z nią więc w zamian niech pojedzie z
nami.Więc nie zgodziłąm się powiedziałm prosto w oczy co myślę-oczywiscie
nastapiło wielkie oburzenie jak to??/przeciez jak ja jade to i ona może po
drodze...no tak ale w tym wypadku wszystko musze jej podporządkować-żadnej
samodzielności a i fakt że ngdy nie da mi czy na benzynę złamanego grosza czy
powie zwykłe dziękuję.Poczułam się jak kozioł ofiarny wiem to ja sama
zapoczątkowałam bo zgadzałam się na taki stan rzeczy wożąć ją zawsze bo to
"po drodze' jednak już chyba na oczy przejrzałam,mówiac szczerze jestem zła.A
może nie ma racji?Tylko że dziwnym zbiegiem okoliczności jak ja muszę jechac w
jakiejs sprawie to i ona ma raptem coś do załatwienia...