Dodaj do ulubionych

Zwyczajnie:

18.09.09, 22:41
Pod oknem ascetycznie umeblowanego pokoju stoi fortepian, na którym kiedyś
uczyły się grać Marysia i Kasia. Na ścianie trzy zdjęcia w ramkach: męża i
dwójki dzieci. W trzech pokojach z kuchnią na piętrze niewysokiego domu
niedaleko Wzgórza Lasoty w Podgórzu toczyło się przeciętne życie. Wczesne
wstawanie, wyprawianie dzieci do szkoły, płacenie rachunków, obieranie
ziemniaków, pranie i sprzątanie, pisanie wykładów o sprężaniu zbiorników,
rozmowy z Danutą... Na mistykę św. Jana od Krzyża czasu było niewiele. Czy tak
się praktykuje heroiczność cnót, o którą pytają kurialni urzędnicy prowadzący
proces kandydata na ołtarze?

Danuta skończyła 80 lat. Szczegółami z życia męża dzieli się niechętnie. Życie
nie jest na pokaz. Heroiczność cnót? Może chodzi o pasję robienia wszystkiego
dobrze? Albo nie: chodzi o to, by starać się zrozumieć innych i pomagać im,
czy proszą o radę, czy o rozmowę, czy po prostu tylko o to, by z nimi być.

Danuta: – To chyba jest najtrudniejsze: do końca doprowadzić każdą sprawę, bez
względu na to, ile by to kosztowało czasu, wysiłku, cierpliwości. Trudu, po
prostu.

Maria przekroczyła pięćdziesiątkę. Przez lata borykała się z piętnem „tej, co
ocalała”. Nie zadaje ojcu retorycznych pytań: „co byś zrobił na moim
miejscu?”. Nie uważa, że ocalała po to, by pamięć o nim nie zaginęła.
Heroiczność cnót to dla niej praktykowanie codzienności, ale tak, żeby być i
punktualnym, i lojalnym, i cierpliwym, i umieć sprawiedliwie dzielić czas
między pracę, męża, dzieci, przyjaciół. A jeszcze w tym kieracie znaleźć
miejsce na miłość bliźniego.


tygodnik.onet.pl/32,0,32800,program_na_zycie,artykul.html
Obserwuj wątek
    • otryt Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 09:11
      Dziękuję, Ismo za ten link. Kupiłem kiedyś książkę: "100 polskich
      kandydatów na ołtarze". Jerzy Ciesielski był jedyną osobą świecką.
      Był zaprzeczeniem rodzącej się w mojej głowie tezy, że świętość jest
      przywilejem zawodowym osób duchownych. W notce biograficznej o
      Ciesielskim było bardzo mało. Ten artykuł rzuca nieco światła. Ale
      wcale nie jest łatwiej. I znów Karol Wojtyła w tle. To znów w jego
      otoczeniu rodzą się święci. Jego wzrok widzi inaczej, dostrzega
      dobro. On tych świętych wynajduje i w historii i we współczesności.
      Rodzinie musi być bardzo trudno z tym procesem. Czy chciałbym, aby
      zaglądano mi w garnki, aby wykazać, że ktoś mi bliski był świętym?
      By druga strona udowadniała, ze wcale nie było tak pięknie i różowo.

      I jeszcze jeden, całkiem inny problem. Maria, ocalała z katastrofy
      na Nilu córka Ciesielskiego, mówi: "Przez lata borykała się z
      piętnem "tej, co ocalała"." Niedawno czytałem, że Wanda Półtawska
      uciekła z Lublina do Krakowa z piętnem tej która ocalała z piekła
      lagru. Czytam, że szczęśliwa matka małego dziecka czuje się winna,
      tego, że jej krewna dziecka mieć nie może. Czy jest jakiś wspólny
      korzeń tych myśli? Ludzie całkiem niewinni odczuwają winę.
      • atama Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 09:34
        Może czują, że nie mają prawa być szczęśliwi, jeśli tak blisko jest
        nieszczęście.
        Może czują się winni szczęścia, no bo jak można się śmiać, skoro
        obok ktoś płacze.
        • budzikowa Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 09:38
          I może jeszcze czują, że powinni żyć lepiej, inaczej, że nie mają prawa żyć normalnie, bo to życie darowane musi mieć jakiś cel - wzniosły i widoczny dla innych.
          Może ich bliscy nieświadomie traktują ich inaczej, bo też się spodziewają, że życie ocalone musi być życiem wyjątkowym - może w ten sposób wkładają na nich ciężary nie do uniesienia.
        • otryt Poczucie winy niewinnego 22.09.09, 09:05
          atama napisała:

          >Może czują się winni szczęścia,
          >no bo jak można się śmiać,
          >skoro obok ktoś płacze.

          Solidarność i miłość wymagają by być blisko kogoś kto jest w
          potrzebie. Brak tej bliskości może wyzwalać poczucie winy. Jest
          grzech zaniechania. W przypadkach, o których piszę mamy jednak inną
          sytuację, gdy komuś udało się cudem, z Bożą pomocą, wyrwać z piekła,
          a jakiś Oskarżyciel podpowiada mu do ucha: "Jesteś winien! Jesteś
          winien!" To jakiś absurd, że ofiara, osoba, która przeżyła wielka
          traumę, czuje się winna. Poczucie winy źle podpowiada, podsuwa złe
          rozwiązania i złe rady.

      • mamalgosia Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 09:41
        tak niewielka lizba świeckich na ołtarzach bierze się stąd, że
        ciężko o dokumenty potwierdzające ich świętość (no, dlatego pytałam,
        czy zachowają się po Was jakieś pisma)
        • otryt Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 09:14
          >dlatego pytałam, czy zachowają się po Was jakieś pisma

          Skąd taka wiara w słowo pisane? Papier wszystko przyjmie. Swój
          obraz, który tworzę na piśmie daleki jest od rzeczywistości.
      • isma Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 10:01
        E, z tym wynajdywaniem "ze wcale nie bylo tak pieknie i rozowo", to chyba nie
        jest do konca tak. Wpadl mi kiedys w rece wywiad z adwokatem diabla w procesie
        JPII, szczegolow nie pamietam, ale w kazdym razie onze nader kompetentnie
        wykladal, ze nie idzie o to, azeby jezdzic po Polsce w poszukiwaniu dowodow
        przeciwko swietosci, tylko o to, azeby procedury byly dotrzymane, material
        kompletny etc.
        Zreszta mysle sobie, ze slabosci kazdy ma - zapewne i Jerzemu Ciesielskiemu ich
        nie brakowalo. Ale rzecz chyba wlasnie w jakims takim, no... zasadniczym rysie
        osoby.

        Ja sie troche, mozna powiedziec, przyjaznie z Jerzym Ciesielskim. Co prawda
        okropnie mnie irytuje podretuszowane na uduchowionego amanta zdjecie, ktore
        postulacja na ulotkach kolportuje wink)), ale jakos lubie miejsce w kolegiacie
        akademickiej mu poswiecone, i po sasiedzku tam sobie czasem klapne. A
        dowiedzialam sie o nim od jego brata, sp. prof. Romana Ciesielskiego, w czasach,
        jakem niewierzaca byla - i mimo to historia wrazenie na mnie zrobila mocne.
        Jednoznacznosc, czytelnosc postawy.

        Czy to jest tak, ze "Karol Wojtyla w tle"? Na pewno tak (choc nie tylko, bo
        takze np. biskup Pietraszko, tez kandydat na oltarze). Ale akurat tu, mysle,
        rownie wiele Ciesielski dal, co otrzymal. Zreszta, wydaje sie (i bardzo mi sie
        to podoba), ze on sie jakby... wprawdzie rozwinal pod tym wplywem, ale potem
        dojrzale usamodzielnil (np. znalazl Focolari).
        Ale masz racje piszac o tym "wynajdywaniu dobra". To jest to, co przy innej
        okazji cytowalam z listu Wojtyly: powolaniem czlowieka jest odkrywac w drugim
        czlowieku dobro, ktore byc moze bez tego by zaginelo.
        • mama_kasia Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 10:25
          Zreszta, wydaje sie (i bardzo mi sie
          > to podoba), ze on sie jakby... wprawdzie rozwinal pod tym wplywem, ale potem
          > dojrzale usamodzielnil (np. znalazl Focolari).

          Ta postawa mnie ciekawi. Czy znalazł, bo szukał, czy znalazł,
          bo "dało się odnależć"? Na ile mieć oczy i serce (czy uszy,
          jakby to tam zwać) szeroko otwarte, czy samemu szukać możliwości
          bycia oddanym? Ciekawi mnie, jak się dzieje w życiu innych?
          • isma Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 13:42
            Mysle, ze to nie byl czlowiek, ktory potrzebowalby sie gdzies "zapisywac" wink)).
            Zreszta Danuta Ciesielska wspomina, ze w pierwszych latach malzenstwa byli przez
            Wojtyle zachecani do zainteresowania sie francuskim ruchem rodzin -
            bezskutecznie. Nie chcieli uczestniczyc tez w pracach nad powstaniem Instytutu
            Rodziny. On byl zdania, ze nie formy, struktury organizacyjne, ale autentyczne
            zycie wedlug Ewangelii jest najlepszym apostolstwem - w tym srodowisku, w ktorym
            sie jest. Podczas zwyczjanej, dostepnej kazdemu przychodzacemu z ulicy
            niedzielnej Mszy sw., na wycieczkach, w pracy.

            A potem na tych fokolarynow trafil opatrznosciowo, tuz przed wyjazdem do Sudanu
            - czyli w takim momencie, w ktorym tracil naturalne wiezi ze swoim srodowiskiem,
            z ludzmi, ktorzy go potrzebowali i ktorym on byl potrzebny.
            I wtedy jak gdyby... wszedl w gotowe: "tak autentyczna milosc, ze gdy sie z tym
            spotka, nie mozna przejsc obojetnie".
            "Bycie oddanym" w Sudanie (gdzie chrzescijanie, roznych wyznan, byli
            mniejszoscia) po prostu polegalo na czym innym - i jemu Pan Bog akurat do tego
            zeslal narzedzie, a on je w odpowiednim momencie dojrzale podjal.
        • otryt Fabryka świętych 22.09.09, 09:07
          isma napisała:

          >Czy to jest tak, ze "Karol Wojtyla w tle"?

          W niczym nie chcę umniejszyć Ciesielskiemu. Zauważam jedynie, ze to
          Wojtyła wypromował wiele postaci, które potem zostały beatyfikowane
          lub kanonizowane. Czasem zaczynało się już od młodzieńczych
          fascynacji, np Albertem Chmielowskim czy Faustyną Kowalską, by potem
          konsekwentnie doprowadzić ich do ołtarzy. On żyje tymi ludźmi, pisze
          o nich książki, są od dawna obecni w jego życiu. Czy gdyby nie Karol
          Wojtyła, ktokolwiek inny uczyniłby ich świętymi? Zarzucano mu nawet,
          że uruchomił fabrykę świętych, że produkuje ich zbyt wielu. Może
          dlatego, jak pięknie piszesz Ismo, iż "uważał, że powołaniem
          człowieka jest odkrywanie w drugim człowieku dobra, które być może
          bez tego by zaginęło." To dobro w pobliżu Karola Wojtyły nie ginie,
          ono jest wydobywane na światło dzienne, pielęgnowane. Stanowi
          tworzywo do wzrastania człowieka i rodzin. Wiemy, jak to było u
          Półtawskich. Dziś dowiadujemy się, jak to było u Ciesielskich. Ilu
          z nas patrzy na drugą osobę w taki sposób, że nasze myślenie o nim
          go buduje, tworzy i ciągnie w górę? Jestem przekonany, że taka
          relacja jest wzajemna. Dobro zauważone u drugiego człowieka też nas
          w jaki sposób buduje. Ale przecież tacy święci są także w naszym
          otoczeniu, często anonimowi. Dlaczego tylko Karol Wojtyła ich
          zauważa?
          • atama Re: Fabryka świętych 22.09.09, 09:12
            Bo nas ciągnie bardziej w stronę sprawiedliwości, a nie miłości.
            • isma Re: Fabryka świętych 22.09.09, 10:42
              No ale przeciez zgadzamy sie, ze swietosc mozemy dostrzegac tez w tych, ktorzy
              nie sa formalnie beatyfikowani czy kanonizowani. Owszem, niektorzy maja troche
              szczescia i natrafiaja na skutecznych promotorow (czy to kard. Wojtyle, czy np.
              zgromadzenia zakonne), to i na oltarze oficjalnie trafiaja, fakt.

              Ale ja mysle, ze nic nie stoi na przeszkodzie, zebysmy niezaleznie od tego na
              wlasny uzytek o tych ludziach, ktorzy sa dla nas wazni, ktorzy jakims rysem
              swietosci sie na naszych oczach zaznaczyli - mowili sobie wzajemnie (tak jak
              mnie prof. Ciesielski opowiedzial o bracie - no w tamtym czasie zeby on byl
              swierym Kosciola cudami wslawionym, to by mnie to nic nie obeszlo...). I zdaje
              sobie sprawe, ze to jest postawa wcale niepowszechna - pewien asumpt do
              refleksji moga tu np. dawac losy niedawnego watku z aleja zasluzonych. Jakos...
              z niewytlumaczalnych dla mnie powodow uwazamy za niewlasciwe mowienie o kims
              dobrze. Albo uwazamy, ze mowienie o kims dobrze jest ze szkoda (dyskryminuje
              wink))?) tych, o ktorych sie milczy.

              No wiec ja uwazam, ze mowienia o dobru w ludziach nigdy dosc.
        • mamalgosia Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 10:53
          isma napisała:


          >
          > Czy to jest tak, ze "Karol Wojtyla w tle"? Na pewno tak (choc nie
          tylko, bo
          > takze np. biskup Pietraszko, tez kandydat na oltarze).
          Może dlatego, że bp Pietraszko też ma Wojtyłę w tlewink
          • isma Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 11:20
            W sensie promocji pewnie tak (choc mysle, ze Nasza Umilowana Archidiecezja by z
            tym czy innym arcypasterzem bpa Pietraszki zapomniec nie dala). Ale w czy sensie
            wplywu, to nie wiem. To inny styl byl.
            • mamalgosia Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 13:01
              Styl stylem, ale myślę, że wpływ był. Nie będę się jakoś specjalnie
              upierać, ale sądzę, że takie wydarzenia jednak kształtują człowieka:
              - . Bp Wojtyła razem z bp. Pietraszką uczestniczyli w obradach
              Soboru Watykańskiego II, z radością wprowadzając później reformy,
              przybliżające zwykłych ludzi do Kościoła. Wiele lat potem, już w
              Watykanie, Jan Paweł II miał powiedzieć do bp. Pietraszki: „Moja
              teologia, to Twoja teologia”. Świadczy to o tym, że i on wsłuchiwał
              się uważnie w słowa głoszone przez Księdza Biskupa.
              - Jan Paweł II uważał go za swojego mistrza. „Kiedyś w obecności
              mojej żony powiedział do niego: «Biskupie Janie, ja od ciebie uczę
              się teologii»” (tu co prawda ukazany jest wpływ odwrotny, ale
              wiadomo, że wszystkie relacje międzyludzkie są wzajemne)
              - Jako Wikariusz Generalny Biskupa Krakowskiego wielokrotnie
              reprezentował Metropolitę w kontaktach z władzami PRL (co świadczy o
              pełnym zaufaniu kard. Wojtyły do bpa Jana).

              - Wg kapelana kard. Wojtyły- ks. Prałata Józefa Dowsilasa, bp Jan
              był kandydatem do sukcesji po kard. Wojtyle na Stolicy Biskupiej w
              Krakowie (przeszkodziła choroba serca). Współpracownik arcybiskupów:
              Karola Wojtyły i Franciszka Macharskiego.


              Osobiście o postać bpa Pietraszki "potykam się" ostatnio dość
              często. Musze to sobie przemysleć
    • budzikowa Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 09:35
      Dziękuję za tego linka. Bardzo chętnie słucham o takich codziennych, przyziemnych przykładach świętości. Takich świętych lubię najbardziej. Z kolei ciężko mi się przekonać do tych świętych, którym w życiu towarzyszyły jakieś niesamowitości.
      Dobrze wiedzieć, że świętość w zwykłym życiu świeckim jest możliwa. Bo jeżeli jest możliwa, to jest szansa i dla mnie smile
      • isma Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 10:04
        Prawda? Nawet jak sie czasem wspomina o swietych swieckich, to prawie zawsze
        obowiazkowym punktem programu (usprawiedliwiajacych chociaz troche to pozostanie
        w stanie swieckim wink)) jest wychowanie ktoregos dzieciecia do kaplanstwa albo
        do zycia zakonnego.

        A tu nie. Czlowiek zyl zwyczajnie, wychowal zwyczajnie corke, ktora zwyczajnie
        wlasne dzieci wychowuje.
      • sylwia0405 Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 10:09
        Do świętości jesteśmy przecież powołani wszyscy. Duchowni i świeccy.
        Przy okazji tego wątku chciałabym wspomnieć Joannę Berettę Mollę.
        Moim zdaniem jest kolejnym dowodem na to, że zwyczajne życie matki,
        żony, osoby wykształconej może być życiem świętym.

        Nie wiem, jak Wy na to zapatrujecie się, ale ja miewam
        często 'słomiany zapał' i zdarza mi się myśleć, że te wielkie czyny
        to są istotne, a te zwykłe pranie, sprzątanie to już nie. A przecież
        Pan Jezus powiedział,że kto w małej sprawie jest wierny i w wielkiej
        też będzie. I tak w rezultacie myślę, że wykonywanie z pokorą i
        miłością tych codziennych, szarych obowiązków wymaga heroizmu.
    • atama Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 09:43
      I to jest postać, którą mogę pokazać dzieciom bez obawy, że je tą
      świętością przestraszę.
    • mama_kasia Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 10:20
      Kiedyś dostałam pokutę, aby modlić się o świętość dla mnie,
      dla męża i dzieci smile No to się modliłam smile
      • kudyn Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 10:42
        Tą ołtarzową?
        • mama_kasia Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 11:01
          A nie było powiedziane którą wink))
          • kudyn Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 11:22
            Modlitwa o tą ołtarzową mnie trochę dziwi, bo wydaje mi się być mało istotna. O
            tą drugą mnie nie dziwi, bo to w moim przekonaniu podstawowy cel
            chrześcijaństwa. Niestety pojęcie obrosło balastem który wielu odrzuca, boję się
            tylko przewartościowania w drugą stronę.
            • mamalgosia Re: Zwyczajnie: 21.09.09, 17:58
              Akurat Ciebie nie powinna dziwić. Wyobrażasz sobie obrazki z Twoją
              piękną podobizną? I ten największy - na fasadzie Bazyliki Św.
              Piotra...
              • kudyn Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 09:27
                Jasne, że sobie wyobrażam. Szczególnie takie jedno z kucykami na włosach. A na
                cud za moim wstawiennictwem mogłabyś liczyć w pierwszej kolejności. Tylko tu by
                się jakaś ofiara z życia przydała, wtedy szybki proces i może by się nie
                wgłębiali w forumowe wypowiedzi.
                • mamalgosia Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 10:49
                  dziękuję. Ale ten cud jest mi potrzebny na cito
                  • kudyn Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 11:07
                    No to pozostaje jedynie cud za życia wink
              • kudyn Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 09:30
                Mam kontakt z zakonami gdzie takie procesy trwają. Ilość funduszy i energii
                którą to pochłania jest mało zachęcająca.
    • kann2 Wytęż wzrok! 21.09.09, 11:23
      I znajdź różnicę między obrazem bł. Pier Giorgio Frassati
      wystawionym podczas uroczystości beatyfikacyjnej w Rzymie:

      www.frassatiusa.org/pictures/booklet%20cover.jpg

      a tym prawdziwym:

      piergiorgiofrassati.no.sapo.pt/imagens/PGF10.jpg

      Wytęż mózgownicę i odpowiedz na pytanie, dlaczego?
      • isma Re: Wytęż wzrok! 21.09.09, 11:26
        No, wlasnie. Wiec swieci maja swoje slabosci wink)).

        A, tego, Kannie, jak tam wytezanie wzroku idzie...?
        • kann2 Re: Wytęż wzrok! 21.09.09, 11:31
          isma napisała:

          > No, wlasnie. Wiec swieci maja swoje slabosci wink)).


          I z tymi słabościami trzeba walczyć! Jak się nie udało za życia, to
          po śmierci ewentualnie ktoś może wyretuszować. Ale tylko wtedy, gdy
          adwokat diabła nie będzie się przykładal do swego zadania.
          • isma Re: Wytęż wzrok! 21.09.09, 11:38
            No tak. Jak sie ktory przylozy, to potem sa efekty - umilowany Ojciec Swiety w
            bandance, w dodatku czerwonej. Zgroza.
            • budzikowa Re: Wytęż wzrok! 21.09.09, 11:56
              A ja znam i lubię jeszcze takie zdjęcie Pier Giorgia:

              1.bp.blogspot.com/_k7HlEEr7Ojs/Sk84jx0giFI/AAAAAAAAAV8/CHKo_n80FKg/s400/P010409_12.26.JPG
              Po retuszu pewnie zamiast czapeczki byłaby aureola, a zamiast butelki wina - Biblia.

              Ale czasem i na medalikach przedstawiają go z fajką:

              www.aquinasandmore.com/images/items/6642lg.jpg
              • kann2 Re: Wytęż wzrok! 21.09.09, 12:02
                Na medaliku z fajką? Straszne! Przecież to podpada pod święte kanony!
    • budzikowa Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 09:27
      W innym artykule o Ciesielskim jest napisane tak:

      Ks. bp Jan Pietraszko w rocznicę śmierci Jerzego powiedział: "Jerzy był postacią
      wyjątkową, tak się objawił w tym kościele. Był to człowiek, który w latach
      synodu na temat apostolstwa ludzi świeckich może być postacią wzorcową. Według
      mojego rozeznania, idealnie wypośrodkował drogę laika w Kościele. Jego postawa
      skierowana była ku światu. Zawsze o tym mówił i był głęboko przekonany, że
      świadectwa ludzi świeckich nie potrzeba przy ołtarzu ani w zakrystii. Świadectwa
      człowieka świeckiego potrzeba tam, gdzie tenże świecki żyje i pracuje. Każdy na
      swoim miejscu i we własnym zakresie powinien dawać Chrystusowi świadectwo życia
      ewangelicznego". Sam Jerzy mówił: "Chcę aby moi najbliżsi szli drogą Boga, tak
      jak chodzą po ścieżkach nauki i drogach świata".

      www.franciszkanska3.pl/247/swiety_naukowiec_sluga_bozy_jerzy_ciesielski,4350.html
      To zdanie podoba mi się najbardziej:
      "Świadectwa ludzi świeckich nie potrzeba przy ołtarzu ani w zakrystii".

      Właśnie tak odczuwam moje świeckie powołanie. Na przekór tym wszystkim, dla
      których praca dla Królestwa Bożego = praca w instytucjach chrześcijańskich.
      Panuje niestety powszechne przekonanie, że wierzący student lub wykładowca musi
      pracować na uczelni katolickiej, urzędnik - w kurii, a dziennikarz - w redakcji
      katolickiej.

      Oj, polubiłam Ciesielskiego... Ismo, dziękuję smile
      • isma Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 10:34
        Przy czym, zeby to zdanie rozgryzc dokladnie: to nie jest tak, ze swiecki moze
        sie obejsc bez Kosciola. W poboznosci Ciesielskiego byl bardzo wyraznie widoczny
        rys eucharystyczny - czesto byl na Mszy sw. (charaterystyczne w tym artykule
        Matei z TP jest, jak Panie Ciesielskie sie spieraja, czy codziennie, czy nie -
        widac, ze z jednej strony uwazal to za wazne, ale z drugiej, jesli codzienne
        obowiazki mu na to nie pozwalaly, to ich na rzecz tej Mszy sw. nie zaniedbywal).

        Tyle tylko, ze jakby... ta Msza sw. to bylo wazne, uprzywilejowane miejsce,
        gdzie on otrzymywal od Pana Boga. Ale dawal Go innym, swiadczyl o Nim - poza
        kruchta.
        To mi sie wydaje bardzo wazne, zeby wlasciwie umiec te sprawy wywazyc.

        A co do Twojej obserwacji dot. pracy w instytucjach chrzescijanskich, to sie
        zgadzam - to jest taka pokusa niebycia wystawianym na probe wink)). No bo w
        dobranym towarzystwie podobnie myslacych, to mozna sie spokojnie we wlasnym
        chrzescijanstwie plawic wink)).
        • mamalgosia Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 10:51
          isma napisała:


          to jest taka pokusa niebycia wystawianym na probe wink)). No bo w
          > dobranym towarzystwie podobnie myslacych, to mozna sie spokojnie
          we wlasnym
          > chrzescijanstwie plawic wink)).
          >
          O! O!
          • kudyn Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 11:15
            Tu się nie zgodzę. Praca w instytucjach kościelnych bardzo często nie ma nic
            wspólnego z dobranym towarzystwem. Nie wspomnę już o wystawianiu na próbę. I
            moja opinia wcale nie jest odosobniona. Pewnie łatwiej ołtarzowym świętym
            zostać, ale wpierw wiarę trzeba zachować.
        • budzikowa Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 11:30
          > Tyle tylko, ze jakby... ta Msza sw. to bylo wazne, uprzywilejowane miejsce,
          > gdzie on otrzymywal od Pana Boga. Ale dawal Go innym, swiadczyl o Nim - poza
          > kruchta.
          > To mi sie wydaje bardzo wazne, zeby wlasciwie umiec te sprawy wywazyc.

          Tak właśnie to zrozumiałam. Że Eucharystia ma być punktem wyjścia do działania w świecie.
          Bądź na Mszy świętej, ale potem nie bunkruj się na terenie kościelnym, ale idź do ludzi, którzy sami na tę Mszę nie przyjdą.

          Chyba* bł. Elżbieta od Trójcy Świętej pytała kiedyś Boga jak ma postąpić: czy ma iść na bal, czy ma zostać w domu i jeszcze trochę więcej się pomodlić. I otrzymała odpowiedź: Idź na bal - bo gdy jesteś wśród ludzi, Jezus, którego przyjęłaś do swojego serca, też ma szansę pobyć wśród tych ludzi.

          No i zawsze przypomina mi się Maryja w scenie nawiedzenia św. Elżbiety. Gdy zaczęła nosić Jezusa pod sercem, nie zamknęła się w kościele, ale natychmiast udała się do swej wiekowej krewnej. I nie mówiła sama z siebie o Jezusie, ale samo jakoś tak wyszło, że się o Nim zgadały - przez samą Jego obecność. Maryja jako "przenośne tabernakulum".


          *) Chyba - bo czytałam o tym kilka lat temu i nigdy już więcej nie natrafiłam na ten cytat. Gdyby ktoś z was wiedział coś na ten temat, bardzo proszę o wiadomość.

    • isma Re: Zwyczajnie: 22.09.09, 12:51
      No to Wam powypisuje jeszcze troche, niekoniecznie naboznie:

      "Gotowanie szlo kajakami. Jurek gotowal takze dla Wujka i dla mnie (ci, ktorzy
      nie gotowali, szorowali menazki, zeby byla jakas sprawiedliwosc). Razu jednego
      Jurek, swietny kucharz, smazyl nalesniki, podrzucajac je zrecznie na patelni, by
      zmienic strone smazenia. Naiwnie myslal, ze wszyscy sie najedli, ale na wszelki
      wypadek zapytal, czy ktos nie jest jeszcze glodny. Bez wstydu powiedzialem, ze
      ja - i Jurek, po przejsciu przeze mnie "proby suchego chleba" - smazyl dalej..."

      "Zaczne od wspominanego przez uczestnikow stale, takze po latach, bezplatnego
      kursu na temat konstrukcji sprezonych. Zorganizowalem go w miejscu pracy, a
      Jurek C. byl glownym i bezplatnym wykladowca. Koledzy z pracy przychodzili przez
      kilka miesiecy na 7 rano, zeby skorzystac z jego wiedzy."

      "Mialem pewne obawy, jak sobie we dwojke z Wojtkiem poradzimy (bez Ewy), jak go
      przyjma "weterani". Okazalo sie jednak, ze wszystko ułozylo sie dobrze, a Jurek
      mimo poprzednich sprzeciwow odniosl sie do Wojtka serdecznie. Do blakajacego sie
      po obozowisku dziecka na jego pytanie "w czym moglbym pomoc?" odpowiedzial:
      "Raczej zastanow sie, co samodzielnie moglbys zrobic".

      "Na naszych poslubnych kajakach byl Neptunem na Neptunaliach. Dyskretnie czuwal
      nad nami, mlodymi malzonkami, i nawet znalazl okazje, abysmy na pare dni odbili
      od calej gromady na boczne jezioro i byli choc troche sami."

      "Pamietam, ze na tym spotkaniu pojawil sie problem kupienia spirytusu
      potrzebnego do apteczki wycieczkowej. Nikt nie chcial tego zrobic - dziewczyny,
      bo... dziewczyny; chlopcy - bo harcerze. Zeby ratowac sytuacje, kupilam te
      nieszczesna "cwiartke". Moze - absolwentka Studium Wychowania Fizycznego - nie
      czulam sie stuprocentowa dziewczyna? O tym swiadczyla takze wielkosc mojego
      placaka. Dorownywal ciezarem plecakom chlpocow, i po przeprowadzonej przez nich
      rewizji musialam odeslac do domu m.in. krotkie spodenki. Jurek uznal, ze "te
      dziewczyny" w spodenkach nie chodza. Przez dwa tygodnie upalnej pogody pieklam
      sie w welnianej spodnicy z zazdroscia patrzac na krotkie, lekkie szorty
      pozostalych uczestniczek wyprawy."

      Tu o tym, jak beztrosko zostala zmarnowana przyszla relikwia drugiego stopnia:

      "W roku 1957 na wyprawie w Bieszczady wodz - Jas B., zastosowal system bazowy.
      Zawsze ktos zostawal pilnowac obozu. Raz byl to Wujek. Kiedy wrocilismy
      wieczorem z wycieczki, Wujek stal przy ognisku i suszyl spodenki Jurka.
      Medytowal i machal nimi nad ogniem tak skutecznie, ze pozostaly z nich prawie
      wylacznie nogawki".

      A ten kawalek jest moj ulubiony:
      "Wszystkim imponowaly umiejetnosci Jurka i Danusi: skakali z jednego kajaka do
      jeziora, w rozne strony tak, zeby kajak sie nie przewrocil."

      Jak przeczytalam go znajomemu, ktory te ksiazke nam przyniosl, to popatrzyl
      przeciagle na mnie, potem na slubnego, i powiedzial: to zupelnie jak wy! Kazde
      ciagnie w swoja strone, a wierzgacie przy tym jak pasikoniki. Ale jakos moze
      dzieki temu wam sie ten... kajak... nie przewraca...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka