isma
18.09.09, 22:41
Pod oknem ascetycznie umeblowanego pokoju stoi fortepian, na którym kiedyś
uczyły się grać Marysia i Kasia. Na ścianie trzy zdjęcia w ramkach: męża i
dwójki dzieci. W trzech pokojach z kuchnią na piętrze niewysokiego domu
niedaleko Wzgórza Lasoty w Podgórzu toczyło się przeciętne życie. Wczesne
wstawanie, wyprawianie dzieci do szkoły, płacenie rachunków, obieranie
ziemniaków, pranie i sprzątanie, pisanie wykładów o sprężaniu zbiorników,
rozmowy z Danutą... Na mistykę św. Jana od Krzyża czasu było niewiele. Czy tak
się praktykuje heroiczność cnót, o którą pytają kurialni urzędnicy prowadzący
proces kandydata na ołtarze?
Danuta skończyła 80 lat. Szczegółami z życia męża dzieli się niechętnie. Życie
nie jest na pokaz. Heroiczność cnót? Może chodzi o pasję robienia wszystkiego
dobrze? Albo nie: chodzi o to, by starać się zrozumieć innych i pomagać im,
czy proszą o radę, czy o rozmowę, czy po prostu tylko o to, by z nimi być.
Danuta: – To chyba jest najtrudniejsze: do końca doprowadzić każdą sprawę, bez
względu na to, ile by to kosztowało czasu, wysiłku, cierpliwości. Trudu, po
prostu.
Maria przekroczyła pięćdziesiątkę. Przez lata borykała się z piętnem „tej, co
ocalała”. Nie zadaje ojcu retorycznych pytań: „co byś zrobił na moim
miejscu?”. Nie uważa, że ocalała po to, by pamięć o nim nie zaginęła.
Heroiczność cnót to dla niej praktykowanie codzienności, ale tak, żeby być i
punktualnym, i lojalnym, i cierpliwym, i umieć sprawiedliwie dzielić czas
między pracę, męża, dzieci, przyjaciół. A jeszcze w tym kieracie znaleźć
miejsce na miłość bliźniego.
tygodnik.onet.pl/32,0,32800,program_na_zycie,artykul.html