Dodaj do ulubionych

Problem. Dość ważny, wydaje mi się...

03.04.04, 13:17
Co mają odpowiedzieć swemu, dziewięcioletniemu dziecku rodzice (obydwoje
rozwiedzeni, po bardzo nieudanych poprzednich związkach) na pytanie: "dlaczego
mamusia i tatuś nie przystępują do komunii świętej?
Dziecię, od czasu swej własnej pierwszej komunii, traktuje tę kwestię
niezwykle poważnie i, np. bardzo się dziwi, że nie wszyscy na mszy ową komunię
przyjmują. Zaznaczam, że rodzice nie chcą okłamywać dziecka, wciskając mu kit,
że, np., przyjmują ową komunię na innej mszy. (nb. do kościoła chodzą
wyłącznie z dzieckiem)

No, więc - co odpowiedzieć takiemu dziecku, by:

- po pierwsze: nie urazić jego niewinych uczuć religijnych
- po drugie: nie uprzedzić go do rodziców
- po trzecie: nie uprzedzić go do kościoła katolickiego

Pozdrawiam,

Solphernus.
Obserwuj wątek
    • ogolone_jajka Re: Problem. Dość ważny, wydaje mi się... 03.04.04, 15:04
      Odpowiedz, że tylko ludzie absolutnie czyści mogą przyjmować komunię, więc ci którzy tego nie robią mają jakieś grzechy na sumieniu.
      • solphernus Re: Problem. Dość ważny, wydaje mi się... 03.04.04, 15:43
        ogolone_jajka napisał:

        > Odpowiedz, że tylko ludzie absolutnie czyści mogą przyjmować komunię,
        > więc ci którzy tego nie robią mają jakieś grzechy na sumieniu.


        To na nic, gdyż dzieciak wie, że po spowiedzi wszyscy są czyści jak łza.
        Spowiedź dla niego to sama przyjemność, biega do konfesjonału jak pod ciepły
        natrysk. Nie może zrozumieć, dlaczego mamusia z tatusiem tego nie chcą robić.
        Jest inteligentny, byle jakim wytłumaczeniem się nie zadowoli.

        S.
        • 18lipiec Re: Problem. Dość ważny, wydaje mi się... 03.04.04, 16:52
          "Spowiedź dla niego to sama przyjemność, biega do konfesjonału jak pod ciepły
          natrysk."

          Recz ta nie mieści się w mojej głowie....
    • sion2 Re: może tak... 04.04.04, 14:19
      ja bym spróbowała pomimo wszystko powiedzieć prawdę tzn. jeżeli synek wie o
      waszych poprzednich zwiazkach to mozna jakos delikatnie mu wytłumaczyć, że po
      prostu nie wzięliście ślubu, bo nie mozecie a jak ktoś nie brał slubu a
      mieszka z pania lub panem, którego kocha to nie może przyjmowac Komunii sw.

      Ale... najwazniejsze to bym dodała, że to nie znaczy, że nie lubicie Boga,
      albo, ze On was nie kocha, że możecie z Nim rozmawiać i modlic się i On was
      kocha tak samo jak waszego synka. No i ze cieszycie się że synek przystepuje do
      Komunii sw...

      A wogóle to myslałes o duszpasterstwie małżeństw niesakramentalnych?
      Polecam!
      • solphernus Re: może tak... 04.04.04, 23:42
        sion2 napisała:

        > ja bym spróbowała pomimo wszystko powiedzieć prawdę tzn. jeżeli synek wie o
        > waszych poprzednich zwiazkach to mozna jakos delikatnie mu wytłumaczyć, że po
        > prostu nie wzięliście ślubu, bo nie mozecie a jak ktoś nie brał slubu a
        > mieszka z pania lub panem, którego kocha to nie może przyjmowac Komunii sw.

        Sprawa nie dotyczy mnie, ja jestem z wyboru niepraktykujący, bezżenny (póki co)
        i bezdzietny, lecz moich bardzo bliskich znajomych, u których funkcjonuję na
        etacie "przyjaciela domu", więc automatycznie żyję też ich problemami i
        radościami. Oboje są głęboko wierzącymi, bardzo dobrymi, mądrymi i pełnymi
        empatii ludźmi, żyjącymi w zgodzie z przykazaniami. Życie mocno doświadczyło
        oboje, ale w końcu się jednak odnaleźli i wreszcie założyli szczęśliwą rodzinę.
        Wiem, że akurat im brakuje kontaktu z kościołem, ale nie chcą się zgodzić na to,
        by traktowano ich jak wiernych drugiej kategorii. Stąd właśnie te pedagogiczne
        problemy.

        > Ale... najwazniejsze to bym dodała, że to nie znaczy, że nie lubicie Boga,
        > albo, ze On was nie kocha, że możecie z Nim rozmawiać i modlic się i On was
        > kocha tak samo jak waszego synka. No i ze cieszycie się że synek przystepuje
        > do Komunii sw...

        To już było przerabiane. Skutek był mizerny, gdyż od kolegów, pani katechetki
        i księdza proboszcza słyszy coś zupełnie innego. I to właśnie jest problem.
        Nie chcą powiedzieć mu wprost, że np. ksiądz jest niemądry, żeby nie budzić
        w nim jakichś generalizujących uprzedzeń do Kościoła, o co łatwo w takim wieku.
        Mieszkają w niedużym mieście i, niestety, skazani są na takiego, a nie innego
        duszpasterza.

        > A wogóle to myslałes o duszpasterstwie małżeństw niesakramentalnych?
        > Polecam!

        To może działa w dużych miastach. Na prowincji spora liczba duchowieństwa nigdy
        nie nazwie związku niesakramentalnego - małżeństwem. Dobrze już będzie, jeśli
        taki ksiądz nie nazywa dziecka, pochodzacego z takiego związku - owocem grzechu.


        Pozdrawiam i dziękuję za pochylenie się nad problemem,

        Solphernus.
        • luzer Re: może tak... 05.04.04, 00:22
          solphernus napisał:


          > To już było przerabiane. Skutek był mizerny, gdyż od kolegów, pani katechetki
          > i księdza proboszcza słyszy coś zupełnie innego. I to właśnie jest problem.
          > Nie chcą powiedzieć mu wprost, że np. ksiądz jest niemądry, żeby nie budzić
          > w nim jakichś generalizujących uprzedzeń do Kościoła, o co łatwo w takim
          > wieku.

          Niestety, obawiam się, że - jeśli sprawa tak wygląda, to w końcu jednak zostaną
          postawieni "pod ścianą" i nie uciekną od konieczności powiedzenia, że nie
          wszystkie panie katechetki i nie wszyscy księża to mądrzy ludzie. Zresztą,
          nie ma się czego wstydzić - to przecież prawda. Odsetek ograniczonych mentalnie
          katechetek i księży jest pewnie bardzo zbliżony do odsetka ograniczonych
          mentalnie: nauczycieli, lekarzy, inzynierów, policjantów, itd. Utrzymywanie
          dziecka w błędnym mniemaniu, że wszyscy dorośli są mądrzy, nie jest chyba
          najlepszym zabiegiem pedagogicznym, pomijając fakt, że jest to też okłamywanie
          dziecka, a, jak pisałeś, nie chcą tego robić.

          No więc - niech powiedzą synkowi, że po prostu, TA katechetka i TEN ksiądz nie
          mają racji i już. Dobrze byłoby też, gdyby mogli się gdzieś "wychylić" ze swego
          miasteczka i, jak radziła Sion, znaleźć mądrzejszego, o bardziej otwartym
          umyśle, księdza, z którym dziecko mogłoby szczerze porozmawiać.
          Skutek mógłby być całkiem niezły. smile))

          Pozdrawiam,


          LV23R smile)


          PS. To krzepiące, Solphernusie, że tak potrafisz przejmować się problemami
          bliźnich. Chciałbym mieć takiego "przyjaciela rodziny". smile))




          --
          Najcenniejszą rzeczą w życiu jest spokój ducha.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka