Dodaj do ulubionych

o modlitewniku mojej córki - niestety, na smutno

10.02.05, 11:46
W czasie ostatniego spotkania przedkomunijnego u mojej córki dzieciakom
wręczono uroczyście poświecone książeczki do nabożeństwa. Po powrocie do domu
z apetytem rzuciłam się na lekturę – gł. z ciekawości i w nadziei, że coś
poza szatą graficzną się w tej dziedzinie zmieniło. Niestety. Sami oceńcie.
Modlitwa za ojca /cytuję in extenso/: „Boże, miej w swej szczególnej opiece
mego ojca. On tak ciężko pracuje na utrzymanie całej rodziny. On się troszczy
o cały nasz dom. Spraw, by mu sił nie zbrakło. Czuwaj, Panie, aby go źli
ludzie nie ciągnęli do wódki. Aby umiał zawsze zachować spokój i równowagę
ducha. Aby się częściej do nas uśmiechał. Daj mu odwagę wyznawania wiary
świętej, Mnie zaś, Panie naucz całym sercem kochać mego ojca i dawać mu tego
dowody na co dzień”.

Ja wiem, że treść tej modlitwy prawdopodobnie boleśnie przystaje do
doświadczeń życiowych wielu dzieci w Polsce. Kłopot w tym, że takie dzieci,
jak moja córka, nie mają najmniejszej szansy się w tej wizji świata odnaleźć.
Czy modlitwa nie mogłaby być nieco bardziej uniwersalna, mniej konkretna? Czy
nie lepiej modlić się po prostu o potrzebne łaski Boże dla ojca i miłość do
niego?
Modlitwa do matki też mocno mnie zirytowała: „... dla mego dobra poświęca
cały swój czas, poświęca młodość i siły...” O babci: „Widzę, jak bardzo się
męczy codzienną pracą w naszym domu (/... ) Ty daj jej jeszcze długie lata
życia.
Udręczone matki Polki, utracona młodość i siły, żadnej radości (co za
kontrast z cudownymi miłosnymi faworkami Mader!smile), miłość jako ciężki
obowiązek...sad

Twardo trzymają się w książeczce stare „pytania-wyznania” rachunku
sumienia: „Dobrowolnie przyzwalałem na wyobrażenia... myśli... pożądania
nieskromne (ile razy?) /to miejsce na liczby nieodmiennie mnie wzrusza, co za
precyzja!/ (...) Namawiałem... zachęcałem innych do grzechów nieczystości...
(ile razy?) Dopuściłem się grzechu nieskromnego sam... za innymi... (ile
razy? z kim?)" Kurczę, moja córka ma 8 lat i czyta „Dzieci z Bullerbyn”,
jeśli może zgrzeszyć nieczystymi myślami, to na pewno nie w związku z szóstym
czy dziewiątym przykazaniem! Ponury paradoks polega na tym ,że modlitewnik
ma sporą szansę podsunąć jej zainteresowanie w/w kwestiami. Powiecie może,
że książeczka jest na całe życie. I może tu tkwi błąd? Zuzka ma bardzo fajny
modlitewnik dla dzieci. Czemu nie dawać modlitewników „dorosłych” np. dopiero
w momencie Bierzmowania?

I jeszcze próbka wzruszających definicji z „Podstaw katechizmu”, które tak
zawsze szokowały moich znajomych-francuskich katolików:

„Kto to jest człowiek?
Człowiek jest to stworzenie rozumne, złożone z ciała i duszy nieśmiertelnej”.

„Na co /po jakiemu to???/ Pan Bóg stworzył człowieka?

Pan Bóg stworzył człowieka, aby Pana Boga czcił, kochał i służył Mu, a przez
to osiągnął życie wieczne”

Powala swoją łopatologiczną prostotą. I nasuwającą się nieodparcie analogią
ze słynnymi pytaniami typu „Co ma żołnierz w spodniach?” – „Długo chodzić”.

A jak u Was? Pocieszcie mnie, że ja tylko pechowo trafiłam...
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 12:29
      Mogę powiedzieć jedno: modlitewniki są b.różne. Ich wybór nigdy nie jest
      okreslony "odgórnie" tzn. biskup danje diecezji coś tam sugeruje ale też przede
      wszytskim katechetka czy ksiądz proboszcz dbają o wybór modlitewnika dla dzieci.
      On się co jakiś czas zmienia, a w ogóle są róznice między parafiami a diecezjami
      to juz w ogóle.
      Trudna sprawa jest, ze taki modlitewnik powinien służyć więcej niz 4 lata, a
      więc ja formułowac pytania czy modlitwy dla tak dużej rozpiętości wiekowej?
      Według mnie modlitewniki powinny być na czas II i III klasy podstawówki a potem
      dzieci powinny dostawac nowe, inne.
      Pocieszeniem jest to, że wrażliwosć sumienia twojej córki, jej wiara, jej sposób
      modlitwy jest kształotowany przede wszystkim przez środowisko domowe i nawet
      najbardziej głupi modlitewnik nie jest w stanie tego zepsuć :0).
      Ale nie miej złudzeń, ze dziecko 8 letnie nie jest zdolne zrozumiec co to jest
      grzech nieczysty, że np. oglądania gołych pań na kartach do gry wujka
      znalezionych w domu podczas wizyty u koleżanki, że to jest coś złego. Bo pisze
      to z doswiadczenia znajomych mi drugoklasistów sad.
      Te dzieci oczywiście nie wiedzą co to jest cudzołożenie, ale potrafią opowiadac
      między sobą świńskie dowcipy albo podkradać starszemu rodzeństwu playboya -
      mówię tu o dzieciach z normalnych, przeciętnych rodzin. Dlatego uważam że
      słusznie jest uczulac dzieci w tym wieku dzieci na grzechy nieczyste. Tylko może
      nie tak dziwnie jak ten twój modlitewnik...
    • isma Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 12:31
      O, nie.
      Ja bym wyrzucila za okno.
      Pomijam juz fakt, ze czesc tych tekstow jest obrzydliwie hipokryckich (co to
      znaczy, ze kogokolwiek "zli ludzie ciagna do wodki" ??????????? Znaczy, ten, co
      pije na umor, jest w porzadku, tylko zli ludzie sa be??????????) i
      nieprzystajacych do rzeczywistosci (ciekawe, jak by sie modlilo za zajmujacego
      sie domem tatusia i "ciezko pracujaca na utrzymanie calej rodziny" mamusie,
      oraz bynajmniej nie wybierajaca sie na emeryture i zajmujaca sie praca w SWOIM
      domu babcie - moje dziecko?).

      Co gorsza, przepraszam, bom wprawdzie laik, ale tam sa jakies teologiczne
      herezje. Otoz Bog wcale nie stworzyl czlowieka po to, zeby go kochal i czcil,
      no, chyba, ze Sobor Watykanski II sie grubo strzelil, zapisujac w jednym swoich
      najwazniejszych dokumentow, ze czlowieka jako jedyna istote na ziemi Bog chcial
      dla niego samego. Dla samego czlowieka, a nie dla oddawania Bogu poklonow. Z
      tym "zlozeniem" z odrebnych: ciala i duszy, to tez Ratzinger chyba nie tak
      pisal.


      Przepraszam, wkurzylam sie ;-(((.
      • sion2 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 13:04
        isma napisała:

        > O, nie.
        > Ja bym wyrzucila za okno.
        > Pomijam juz fakt, ze czesc tych tekstow jest obrzydliwie hipokryckich (co to
        > znaczy, ze kogokolwiek "zli ludzie ciagna do wodki" ??????????? Znaczy, ten, co
        >
        > pije na umor, jest w porzadku, tylko zli ludzie sa be??????????) i
        > nieprzystajacych do rzeczywistosci (ciekawe, jak by sie modlilo za zajmujacego
        > sie domem tatusia i "ciezko pracujaca na utrzymanie calej rodziny" mamusie,
        > oraz bynajmniej nie wybierajaca sie na emeryture i zajmujaca sie praca w SWOIM
        > domu babcie - moje dziecko?).
        >
        > Co gorsza, przepraszam, bom wprawdzie laik, ale tam sa jakies teologiczne
        > herezje. Otoz Bog wcale nie stworzyl czlowieka po to, zeby go kochal i czcil,
        > no, chyba, ze Sobor Watykanski II sie grubo strzelil, zapisujac w jednym swoich
        >
        > najwazniejszych dokumentow, ze czlowieka jako jedyna istote na ziemi Bog chcial
        >
        > dla niego samego. Dla samego czlowieka, a nie dla oddawania Bogu poklonow. Z
        > tym "zlozeniem" z odrebnych: ciala i duszy, to tez Ratzinger chyba nie tak
        > pisal.
        >
        >
        > Przepraszam, wkurzylam sie ;-(((.



        A własnie! przypomniało mi się, ze jak ja się uczyłam katechizmu to była
        odpowiedź, ze człowiek jest jedynym stworzeniem, którego Pan Bóg stworzył dla
        siebie samego (znaczy człowieka stworzył jakby dla samego człowieka, jako osobę)
        - jakoś tak to brzmiało. To chyab mój katechizm był jakiś postępowy, wszak
        sprzed 22 lat już (matko, stara jestem ;0))!
        Ja bym za okno nie wyrzucała ale jakoś specjalnie nie zachęcala dziecka do
        modlitwy z niego... Na szczęście w każdej większej księgarence jest dużo takich
        pomocy dla małolatów co i graficznie i teologicznie poprawne są :0).

        Zresztą te błędy to jeszcze nic, niedawno koleżanka moja ze studiów mi
        pokazywała podręcznik do religii w liceum, matko herezje tam były że aż w oczy
        kłuło...
        takie herezje bardzo madre tzn. nie pisali bynajmniej że NMP to 4 osoba trójcy
        św. lecz takie rzeczy na których nawet zwykły katecheta się nie połapie że cos
        nie tak...
        zaraz jade do Ani, jej Milenka w tym roku ma I Komunię, dostała już modlitewnik,
        wezmę i zobaczę - zaciekawił mnie temacik...
        • mader1 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 13:14
          Ale jakby sie zgubil, zal by nie bylo.... takie rzeczy to sie
          lubia gubic... wink
          • mary_ann Re: no, właśnie:-))) 10.02.05, 13:19
            Wiesz, mader, ja straaaaszna bałaganiara jestemsmile))
            • mader1 Re: :)))) b/t 10.02.05, 13:46
      • mader1 Re: Isma ;) 10.02.05, 14:01
        isma napisała:


        > nieprzystajacych do rzeczywistosci (ciekawe, jak by sie modlilo za
        zajmujacego
        > sie domem tatusia i "ciezko pracujaca na utrzymanie calej rodziny" mamusie,
        > oraz bynajmniej nie wybierajaca sie na emeryture i zajmujaca sie praca w
        SWOIM
        > domu babcie - moje dziecko?).

        Isma, za Ciebie ( nie mowiacc juz o Babci i Tacie ) to nawet
        dziecko nie ma szans sie pomodlic ! A fe smile)))))
        >

        >
        >


        • isma Re: Isma ;) 10.02.05, 14:08
          E, no, jak by przeprowadzic poglebiona analize, to za mnie by moze troche
          moglo, bo poswiecam caly swoj czas (znaczy, caly czas, ktorym moge swobodnie
          dysponowac), sily niby tez, no, z ta mlodoscia to by tylko bylo troche
          naciagane wink)).
          Ale za Tate to ani dudu - nie pracuje na utrzymanie calej rodziny. No, chyba,
          ze chodzi o utrzymanie biezace - domu w czystosci wink)).
          No, i jeszcze z ta babcia. Dlaczego autor zaklada, ze - potencjalnie mogacy byc
          zmeczonymi i schorowanymi - dziadkowie maja psi obowiazek forsownie zajmowac
          sie pomoca w domu swoich doroslych dzieci? To nawet jakos tak, ekhm,
          niebiblijnie, wziawszy pod uwage, za mezczyzna ma opuscic ojca i matke, zeby
          sie zlaczyc z niewiasta wink)).
          • mader1 Re: Isma ;) 10.02.05, 14:32
            isma napisała:
            , no, z ta mlodoscia to by tylko bylo troche
            > naciagane wink)).

            Wniosek,ze im starsza matka, tym mniej modlitwy jej sie nalezy.
            Chyba, zeby ja "pod " babcie jakos podciagnac ? Z racji wieku ?wink))))

            Stara matka trzeciego dziecka
            • isma Piekne!!!!! 10.02.05, 14:44
              mader1 napisała:

              > Wniosek,ze im starsza matka, tym mniej modlitwy jej sie nalezy.

              wink))))))))))))
          • luccio1 Re: Isma ;) 11.02.05, 16:05
            >Dlaczego autor zaklada, ze - potencjalnie mogacy byc
            >
            > zmeczonymi i schorowanymi - dziadkowie maja psi obowiazek forsownie zajmowac
            > sie pomoca w domu swoich doroslych dzieci?
            Zupełnie poważnie: stały kontakt, zwłaszcza z wnukami jest to najważniejszy
            czynnik utrzymujący Dziadków w sprawności umysłowej. Zupełnie niedawno
            zaliczyłem serię spotkań ze znajomymi, którzy byli niegdyś przyjaciółmi jeszcze
            Rodziców; teraz, kiedy ich własne dzieci poszły na swoje, zostało dwoje
            samotnych ludzi, z każdym dniem coraz starszych, zapatrzonych coraz bardziej
            każde w swój organizm, interesujących się w zasadzie głównie chorobami swoimi i
            współmałżonka, no i narzekających na straszne czasy, których dożyli (a dawniej
            to było tak wspaniale!).
            • verdana Re: Isma ;) 11.02.05, 16:21
              Ech!
              Moich rodziców i teściów w sprawności umysłowej zupełnie dobrze utrzymywała i
              troje z nich nadal utrzymuje, mimo ze ukonczyli już siedemdziesiątkę
              z "hakiem"!, praca zawodowa. Wielu ludzi pracuje jeszcze w tym wieku, albo ma
              własne zainteresowania (tesciowie np. zwiedzają świat, a matka ma rodzona
              poczuła grzeszną namiętność do gier komputerowych). Mniemanie, ze na starość
              mozna już zyć tylko zyciem dzieci i wnuków jest stereotypem i to w dodatku nie
              zasługujacym na poparcie.
            • isma Re: Isma ;) 14.02.05, 10:20
              Luccio, poczytaj no dokladnie. Babcia z tego modlitewnika "MECZY SIE CODZIENNA
              PRACA W NASZYM DOMU". To bynajmniej nie idzie o emocjonalny kontakt z wnukami,
              zabawe czy wspolny wypoczynek. To idzie o ciezka harowe na cudzym ;-(((.
    • mader1 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 13:10
      to teraz przynajmniej wiesz, co robisz w domu. Poswiecasz sie sad
      Swiat to padol lez i rozpaczy - a za to wszystko odpowiedzialne
      dziecko.
      Podaj nazwe tego modlitewnika - sama bede wybierac egzemplarz dla
      mojej corki, to juz tego przegladac nie bede... dam znac, czy cos
      sensownego znajde, swiecenie marcu.
      Moja coreczka nie chodzi do szkoly rejonowej. Kiedys dzieci z naszej
      szkoly mialy swoja oddzielna komunie. To byly cudne czasy. Kazdy byl
      zaangazowany w przygotowania. Szly w Wielki Czwartek do Stolu
      Panskiego ze swoimi rodzicami, rodzenstwem, badz opiekunami. Byly
      traktowane powaznie.
      Teraz nie wypada mi sarkac, bo same zglosilysmy sie do komunii w
      parafii, ale... szkoda gadac. Lubilam te nasza dotychczasowa parafie.
      Najpierw czekalam miesiac az oddzwonia z kontaktem do katechetki.
      Sama go wczesniej zdobylam. Rozmawialam z nia pare razy przez
      telefon i wtedy dowiedzialam sie, ze jestem wyjatkowa mama, bo inne
      nie przejmuja sie tak komunia (!).
      Czy Wy tez macie tzw. indeksy ?
      Wpisuje sie tam kazda msze i nabozeenstwo, na ktorym dziecko bylo,
      niektore mmodlitwy -np. rozaniec w pazdzierniku no i oczywiscie
      zaliczenia ze stopniami z modlitw.
      Napawa mnie ta ksiazeczka niechecia. Raz, ze czuje sie jak gowniarz,
      ktorego sie spradza. Zupelnie bez szacunku. Dwa - ksiazeczka jest
      niechlujna i niechlujnie wydana. Np. w pazdzierniku mieli codziennie
      zaznaczac odmawianie rozanca na koralikach. Koralikow bylo wiecej niz
      dni pazdzierniku. " Mamo,jak to nieladnie wyglada"- zmartwila sie
      corka po pilnym wykonaniu zadania. W grudniu za kazde nabozenstwo
      roratnie kolorowalo sie listki. Listkow bylo wiecej niz nabozenstw
      roratnich dla dzieci w parafii. Wpisujemy msze sw. Tu dla odmiany,
      jezeli wpiszemy tez obowiazkowe swiateczne - nie starczy miejsca.
      Rozczarowalam sie.

      A teraz jak juz sie wyzalilam...
      Mozesz wybrac inny modlitewnik ( jezeli jakis dobry znajdziemy) i
      dac go z okazji komunii.
      Mozecie tez poczytac te modlitwy i pogadac o nich. Powiesz, co o
      nich sadzisz, ulozycie swoje modlitwy i zakleicie tamte.
      Ale co z tym rachunkiemm sumienia, to glupia jestem .... , nie wiem. :
      ((((
      • mary_ann Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 13:28
        mader1 napisała:

        > to teraz przynajmniej wiesz, co robisz w domu. Poswiecasz sie sad
        > Swiat to padol lez i rozpaczy - a za to wszystko odpowiedzialne
        > dziecko.


        Otóż to. To najwyraźniej mój krzyżsmile) Trzeba zacisnąć zębysmile


        > Podaj nazwe tego modlitewnika - sama bede wybierac egzemplarz dla
        > mojej corki, to juz tego przegladac nie bede... dam znac, czy cos
        > sensownego znajde, swiecenie marcu.


        Masz wyżej.

        > Moja coreczka nie chodzi do szkoly rejonowej. Kiedys dzieci z
        naszej
        > szkoly mialy swoja oddzielna komunie. To byly cudne czasy. Kazdy
        byl
        >
        > zaangazowany w przygotowania. Szly w Wielki Czwartek do Stolu
        > Panskiego ze swoimi rodzicami, rodzenstwem, badz opiekunami. Byly
        > traktowane powaznie.

        No, ja tez bym tak bardzo chciala, ale tego wariantu nie dało się
        przeforsowac.Musimy się dostosowaćsad(


        > Czy Wy tez macie tzw. indeksy ?
        > Wpisuje sie tam kazda msze i nabozeenstwo, na ktorym dziecko bylo,
        > niektore mmodlitwy -np. rozaniec w pazdzierniku no i oczywiscie
        > zaliczenia ze stopniami z modlitw.
        > Napawa mnie ta ksiazeczka niechecia. Raz, ze czuje sie jak
        gowniarz,
        >
        > ktorego sie spradza. Zupelnie bez szacunku. Dwa - ksiazeczka jest
        > niechlujna i niechlujnie wydana. Np. w pazdzierniku mieli codziennie
        > zaznaczac odmawianie rozanca na koralikach. Koralikow bylo wiecej
        niz
        > dni pazdzierniku. " Mamo,jak to nieladnie wyglada"- zmartwila sie
        > corka po pilnym wykonaniu zadania. W grudniu za kazde nabozenstwo
        > roratnie kolorowalo sie listki. Listkow bylo wiecej niz nabozenstw
        > roratnich dla dzieci w parafii. Wpisujemy msze sw. Tu dla
        odmiany,
        > jezeli wpiszemy tez obowiazkowe swiateczne - nie starczy miejsca.
        > Rozczarowalam sie.


        Koszmar! Nie, na razie żadnych indeksow nie widać. Dzieci ani dorośli nie są
        tez rozliczanio z obecności na spotkaniach, i to mi się podoba. Czuję się
        przynajmniej traktowana jak dorosła. Oczywiście chodzimy, nawet jeśli tak sobie
        nam się podoba.



        > A teraz jak juz sie wyzalilam...
        > Mozesz wybrac inny modlitewnik ( jezeli jakis dobry znajdziemy) i
        > dac go z okazji komunii.
        > Mozecie tez poczytac te modlitwy i pogadac o nich. Powiesz, co o
        > nich sadzisz, ulozycie swoje modlitwy i zakleicie tamte.
        > Ale co z tym rachunkiemm sumienia, to glupia jestem .... , nie
        wiem.
        > :


        Nie, no, ja jestem duża dziewczynka i sobie poradzę, tylko wyżalić sie
        chciałam.... To nie jest tak, ze chodze podłamana jednym modlitewnikiem od rana
        do wieczorasmile Jak słusznie zauważyła Sion - jeden modlitewnik Zuzce w głowie
        nie zamąci, jeśli bedą tez inne źrodła i "prawidłowy" przekaz z innych źrodeł.
        Tylko czegoś smutnosad(
        Przyszło mi do głowy, że pogadam z naszą katechetką, a potem moze z księdzem z
        parafii (parafialna katechetka, wybaczcie niechrześcijańskie słowa, nie wydaje
        się podatna do rozmowy). Niech mają chociaż jakąś informację zwrotną...
        • mader1 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 13:57
          mary_ann napisała:


          >
          >
          > Otóż to. To najwyraźniej mój krzyżsmile) Trzeba zacisnąć zębysmile

          Ale z takimi zacisnietymi, to przynajmniej na dzieci nie
          krzyczymy smile)) Moze to jest sposob na przemoc slowna wobec dzieci w
          rodzinie smile))) a na fizyczna to nic, tylko rece w balie
          wlozyc smile))
          >


          To nie jest tak, ze chodze podłamana jednym modlitewnikiem od rana
          >
          > do wieczorasmile

          A mowia, ze slaba plec smile no niczym, niczym nie zalamiesz takiej
          baby, nawet jak jej czarno na bialym napiszesz, jakie jej
          miejsce smile)))
          Ja tez sie tylko tak pozalilam na ten indexik smile

    • mary_ann Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 13:15
      Pocieszające dla mnie to, co pisze Sion – że modlitewniki są różne (tak
      podejrzewałam) i nie narzucane odgórnie. Szkoda tylko, że TAKIE też są... W
      końcu imprimatur to nie wszystko, publikacje dla dzieci ktoś powinien jednak
      konsultować hmm... nie wiem, jak to określić – psychologiczno-pedagogicznie?
      Wzrost wiary to taka delikatna sprawa, tak łatwo tu mimo najszlachetniejszych
      intencji coś na samym początku zepsuć....(Przy okazji dla ostrzeżenia podaję
      namiary naszego modlitewnika: Ks. Stanislaw Chabiński SAC, „Z Tobą, Panie
      Jezu!”, Wyd. Apostolicum, Ząbki 2000.)

      My jako rodzice jesteśmy w tym wypadku w dość niekomfortowej sytuacji.
      Katechetka w parafii, w której odbędzie się I Komunia, nie jest katechetką
      szkolną naszych dzieci (nasza cudowna pani Kasia, która zapewne optowałaby za
      innym modlitewnikiem, została wybrana przez szkołę, a nie wyznaczona przez
      biskupa - choć została przez tego ostatniego zwizytowana i jak
      najbardziej„zatwierdzona”smile). Proboszcz właściwej szkole parafii (obrażony?)
      odmówił zatem przyjęcia do Komunii naszych dzieci, miłosiernie przygarnął nas
      za to pod swoje skrzydła ksiądz w parafii w pobliskim Piasecznie. I tu
      zaczynają się schody: naszych dzieci jest garsteczka (7 łebków), z największym
      trudem wywalczyliśmy sobie osobny termin Komunii (nie chcieliśmy, aby odbyła
      się w 50 (!)-osobowej grupie, zwłaszcza, że wszystko ze strony tamtych rodziców
      wskazywało na przygotowania do wariantu z wielką pompą, którego chcielibyśmy
      uniknąć). No, i teraz mamy swoisty dług wdzięczności nie możemy za bardzo
      podskakiwać...smile

      Ad meritum jeszcze – podobnie jak Sion myślę, że te modlitewniki powinny być
      różne w zależności od wieku odbiorców. Co do nieczystości zaś, to sprawa jest
      bardziej złożona. Być może jakieś „przeczucie” istoty tego typu grzechu moja
      córka ma, choć będę się upierała, że raczej szczątkowe – po prostu – na
      szczęście albo nieszczęście – w takim środowisku się obraca. Natomiast zapewne
      diabeł tkwi w szczegółach – może rzecz sprowadza się do formy? Zamiast mgliście
      pisać o nieczystości, otwierając drogę do przeróżnych spekulacji i niezdrowej
      ciekawości, być może należałoby nie uciekać od sformułowań konkretniejszych,
      aczkolwiek dostosowanych do wieku? W przypadku ośmiolatków sprowadziłabym chyba
      rzecz do odnoszenia się bez szacunku do swojego ciała lub ciała innych ludzi –
      w myślach, słowach i uczynkach. A choćby i z przykładami. Jak sądzicie?

      Oczywiście tak jak Ismę wkurzyła mnie stereotypowość ról przedstawianych w
      Modlitewniku. I mnie też te pytania i odpowiedzi pachną jeśli nie herezją, to
      przynajmniej uzurpacją. Jeśli już chcemy wchodzi w buty Pana Boga (co za pycha,
      skądinąd!), to może lepiej byłoby zacząć od takiego drobiazgu jak „miłość” jako
      pobudki stworzenia człowieka?

      Pozdrawiam i czekam dalej na Wasze wypowiedzi
      Mary_ann, trochę pocieszonasmile
      • mader1 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 14:57
        Patrz... proboszcz w parafii , na terenie ktorej jest nasza szkola,
        tez sie obrazil na szkole - czy raczej uczeszczajace do niej dzieci.
        W zwiazku z tymm kazde z nas zabralo dziecko do jego wlasnej
        parafii.
        Na szczescie stroje sa ujednolicone, skromne.
        Katechetka jest sympatyczna, ale... jakas taka "luzacka".
        • mary_ann Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 15:40
          mader1 napisała:

          > Patrz... proboszcz w parafii , na terenie ktorej jest nasza szkola,
          > tez sie obrazil na szkole - czy raczej uczeszczajace do niej dzieci.
          > W zwiazku z tymm kazde z nas zabralo dziecko do jego wlasnej
          > parafii.
          > Na szczescie stroje sa ujednolicone, skromne.
          > Katechetka jest sympatyczna, ale... jakas taka "luzacka".


          Wiesz, ja już bym chyba chciała osobno, bo wtedy poszłabym z nia po prostu do
          Dominikanów, których bardzo lubię... Ale raz, że dzieciaki są zżyte ze sobą i
          chciały razem, dwa, że na szczęście panowała wśrod nas, rodziców, jednomyślność
          co do oprawy (maksymalnie skromna) i liczyliśmy, że w kupie mamy szansę taką
          wersję przeforsować. Teraz, jako współorganizatorka poniekąd, muszę być lojalna.
          • verdana Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 18:40
            Jesli chodzi o role męża i żony, nie mowiac już o babuni - to zgroza. A gdzie
            dziadek? Odgórnie go uśmiercono, czy jakoś potraktowano rozsądniej?
            Prawdę mówiąc, dla mnie sprawa jest trudna. Bo czegos takiego za nic nie
            dałabym do czytania ośmioletniemu dziecku. Zaczynanie edukacji seksualnej od
            nieczystosci, niezrecznych, dwuznacznych i niesmacznych aluzji, to grzech
            gorszenia maluczkich (przynajmniej w moim rozumieniu). A jak powiedzieć
            dziecku - masz modlitewnik, ale go nie czytaj?
            • mader1 Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 10.02.05, 19:16
              verdana napisała:

              > Jesli chodzi o role męża i żony, nie mowiac już o babuni - to zgroza. A gdzie
              > dziadek? Odgórnie go uśmiercono, czy jakoś potraktowano rozsądniej?

              Oj verdano, wiadomo, ze pijacy zyja krotko smile)) Dziadek jest w
              modlitwach za zmarlych wink



              • mary_ann ad dziadek 10.02.05, 22:26
                Sprawdziłam, dziadka rzeczywiście nie masmile Z listy rodzinnej są już tylko
                bracia i siostry. Chyba macie rację, że dziadek najwyraźniej zapił się na
                smierć, tj.,pardon, źli ludzie skutecznie ciągnęli go do wódkismile
    • otryt Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 15.02.05, 12:02
      Witaj Mary Ann !!!

      W książeczkach moich dzieci rachunek sumienia zawierał pytania o to czy dziecko
      nosi medalik i czy w domu wiszą święte obrazki? Musieliśmy z żoną tłumaczyć, że
      brak medalika na szyi nie jest żadnym grzechem a wiszący krzyżyk na ścianie
      świadczy o tym, że jesteśmy rodziną katolicką, że nie ma obowiązku wieszania
      obrazów. Mieliśmy wiele zastrzeżeń do sposobu uczenia religii oraz
      przygotowania do pierwszej spowiedzi przez siostry zakonne, które uczyły je
      religii. Np. mówienie 8-letnim dzieciom o aborcji, że to najcięższy grzech i że
      wielu rodziców się tego dopuszcza. Znam przypadki, że dzieci zaczynały bać się
      swoich rodziców, że żyją z mordercami pod jednym dachem. Takie postępowanie
      pokazuje, że siostry nie rozumieją psychiki i wrażliwości małych dzieci, ich
      niewinności a przedwcześnie wprowadzając ich w te sprawy niszczą to co u
      dziecka najcenniejsze. Moja 17-letnia teraz córka powiedziała nam niedawno, że
      aby zachęcić dzieci do częstej spowiedzi siostry mówiły maluchom, że Saddam
      Husajn może spowodować wojnę światową a tym samym koniec świata, że następnego
      dnia już wszyscy mogą nie żyć. Kiedyś była nauka dla rodziców dzieci idących do
      pierwszej komunii, którą w kościele miała siostra katechetka. Mówiła słusznie,
      że najważniejszy jest dobry przykład, ale (potem przeszła do konkretów) z tym
      różnie bywa: rodzice kłócą się przy dzieciach, przynoszą do domu rzeczy
      skradzione, nie chodzą do kościoła a dziecku każą iść no i wielu z nich
      dopuszcza się aborcji. Takie mają pojęcie o życiu rodzinnym, samo zło i
      rozpusta.

      Inną sprawą jest archaiczne i nieprzystające do normalnie używanego języka
      słownictwo w tych książeczkach, innych publikacjach kościelnych i kazaniach.
      Ale to obszerny temat.

      Pozdrawiam serdeczniesmile

      • mary_ann Re: Witam z radością:-)))) 15.02.05, 18:42
        Och, Otryt, jak fajnie znów Cię spotkać!

        To, co opowiadasz, to już prawdziwy horror. To nawet gorsze, niż posiadana
        przeze mnie Biblia dziecięca, którą przez dziećmi dosłownie chowam (choć
        właściwie lepiej zrobiłabym wyrzucając ją do śmieci...). Są w niej
        naturalistyczne opisy męki Jezusa w stylu (cytat przybliżony, z pamięci, ale
        wydźwięk taki): „Pan Jezus wisi na krzyżu. Ma przebite gwoździami obie dłonie.
        Spływa z nich krew. Cierpi za twoje grzechy. To ty spowodowałeś, ze Pan Jezus
        tak bardzo cierpi”.
        Cudowny przekaz dla kilkulatka....

        Sprawa języka to rzeczywiście szerszy i niesłychanie bolesny temat, dotyczący w
        tym samym stopniu dzieci, co dorosłych. I nie chodzi nawet o to, że tekst jest
        niezrozumiały, że muszę Zuzi tłumaczyć co trzecie słowo, ale raczej o to, że
        wywołuje automatycznie skojarzenie: „to nie do mnie”, „to nie o mnie”, „to nie
        odnosi się, do świata, jaki znam”. Ot, kolejna fikcja literacka.


        Pozdrawiam raz jeszcze (skrobnę na privsmile)

        Mary_ann

        • verdana Re: Witam z radością:-)))) 15.02.05, 18:58
          Kiedy chodziłam z pieciolatkiem na katechizację (wtedy jeszcze w salce
          katechetycznej) siostra rozpoczęła pierwsze zajęcia od zdania "Drogie dzieci,
          zawsze módlcie się wieczorem, bo nie wiadomo czy się rano obudzicie"
          Kolejne zajecia były naturalistycznym opisem katastrofy motocyklisty ( z
          efektem smiertelnym) i pouczeniem, ze to może spotkać kazdego, wiec nie trzeba
          grzeszyć.
          Na trzecich zajęciach dwuletnia córka, której nie miałam z kim zostawić,
          została ostro skarcona za nieestetyczne pomalowanie obrazka.
          Dalej nie wiem, bo odmówiłam współpracy. Chodził mąż, mniej wrazliwy.
          • mary_ann Re: Witam z radością:-)))) 15.02.05, 19:30
            verdana napisała:

            > Kiedy chodziłam z pieciolatkiem na katechizację (wtedy jeszcze w salce
            > katechetycznej) siostra rozpoczęła pierwsze zajęcia od zdania "Drogie dzieci,
            > zawsze módlcie się wieczorem, bo nie wiadomo czy się rano obudzicie"
            > Kolejne zajecia były naturalistycznym opisem katastrofy motocyklisty ( z
            > efektem smiertelnym) i pouczeniem, ze to może spotkać kazdego, wiec nie
            trzeba
            > grzeszyć.
            > Na trzecich zajęciach dwuletnia córka, której nie miałam z kim zostawić,
            > została ostro skarcona za nieestetyczne pomalowanie obrazka.
            > Dalej nie wiem, bo odmówiłam współpracy. Chodził mąż, mniej wrazliwy.

            No, cóż, jak mówił cudowny doktor Strossmeier, "gdyby głupota umiała
            fruwać..., itd."smile))
            W ogóle strasznie trzeba uważać na to, co się do dzieci mówi (ale jestem
            odkrywcza, chłe chłe)- zwłaszcza w delikatnych kwestiach metafizycznych.
            Słyszałam o dziecku, które, dowiedziawszy się, że Pan Bóg jest wszechobecny i
            wszystko widzi, nie potrafiło się przez dłuższy czas bez oporow wysiusiać...

          • luccio1 Re: Witam z radością:-)))) 17.02.05, 19:45
            Przypominam sobie przykład z mojej katechezy przedszkolnej u Sióstr Felicjanek
            w Krakowie na Smoleńsku: historia o człowieku, który postanowił założyć
            silniejszą żarówkę do lampy sufitowej, zatem ustawił taboret na stole, wspiął
            się na niego, stracił równowagę i runął na podłogę skręcając kark. Nagła śmierć
            tego człowieka miała być karą Bożą za to, że był niezadowolony z tego, co miał
            dotychczas i chciał coś więcej, czegoś lepszego (konkretnie: chciał mieć w
            pokoju jaśniej, niż miał dotychczas) - całość miała tłumaczyć, że Pan Bóg chce,
            abyśmy byli zadowolenie z tego, co mamy i nie szukali niczego więcej.
        • otryt Re: Witam z radością:-)))) 16.02.05, 12:02
          mary_ann napisała:

          >To, co opowiadasz, to już prawdziwy horror.

          Horrorem jest moim zdaniem pedagogika strachu stosowana przez siostry
          katechetki. Moim zdaniem to łatwizna i robienie krzywdy dzieciom. To nie jest
          właściwa droga do Boga, myślę, że pokazywanie dzieciom miłości Boga jest lepszą
          drogą. Tygodnik Powszechny przed laty zachęcił czytelników by pisali o swoich
          doświadczeniach religijnych z dzieciństwa, katechezy i późniejszych. Pisało
          sporo osób urodzonych w latach 30-tych i jak refren pojawiało się w każdej
          wypowiedzi, że lęk przed Bogiem, wpojony na lekcjach religii, zatruwał całe
          późniejsze życie wielu z nich, nie pozwalając na bliższe i głębsze przeżycia
          religijne, odsuwając Miłość na dalszy plan.

          Moje dzieci również korzystają z książeczki autorstwa ks. Tymoteusza "Mój
          Panie". Myślę, że jest dobra. Znaliśmy inne dobre książki dla przedszkolaków
          tego autora. Jedyne moje zastrzeżenia budzi ten medalik, własny krzyżyk i
          obrazek. Czy posiadanie bądź nie tych przedmiotów powinno obciążać sumienie
          dziecka? To pytanie w rachunku sumienia pojawia się również u innych autorów.
          Prędzej jest to grzech rodziców, że nie kupili tego. Rachunek sumienia w tej
          książeczce, gdyby je traktować jako pozytywny przykład, co należy robić w życiu
          mógłby być bardzo pomocny. Jak traktować pytanie: "czy uprawiasz sport, aby
          poprawić swoje zdrowie?". Przecież negatywna na nie odpowiedź nie jest
          grzechem, jednak rozsądny sport dobrze jest uprawiać. Czy wszystko dobre co
          robi się lub nie robi się w życiu musi być objęte sankcją grzechu, zerwaniem
          łączności z Bogiem. Dzieciom bardzo trudno jest to oceniać. A co z
          pytaniem: "czy czytasz dobre książki?" Oczywiście, że warto to robić. Ale które
          książki wg 8-letniego dziecka są dobre? No i sprawa ostatnia, czy rodzice,
          którzy mówią, że nienoszenie medalika nie jest grzechem nie podważają
          autorytetu katechetki, Kościoła i w konsekwencji nie wbijają sobie samobójczego
          gola ucząc dzieci, że takie sprawy można poddawać w wątpliwość samemu ustalając
          co jest grzechem a co nie, co dobre a co złe?

          PS. W moim wydanym za komuny modlitewniku w kontekście czwartego przykazania
          było pytanie:"czy wykonujesz polecenia władz szkolnych i państwowych?" Bywało,
          że organizowali czyny społeczne w niedziele. I w ten sposób trzecie i czwarte
          przykazanie w głowie dziecka przeczyły sobie. Na szczęście byli dorośli, którzy
          potrafili to młodemu człowiekowi wyjaśnićsmile

          Pozdrawiam
          • alex05012000 Re: do otryt 16.02.05, 16:50
            Znaliśmy inne dobre książki dla przedszkolaków tego autora...
            JAKIE???? dziękuję z góry - maria
            • otryt ks Tymoteusz/bp Józef Zawitkowski 17.02.05, 09:41
              Moje dzieci dawno wyrosły z wieku przedszkolnego a książki poszły w świat do
              młodszych dzieci. Pamiętam jeden tytuł "Kwiatki dla Pana Boga". Odpowiadając
              na Twoje pytanie odnalazłem częściowo odpowiedź na swoje. Czytając biografię ks
              Tymoteusza zrozumiałem dlaczego dla małego Józia obrazek i medalik były tak
              ważne. Nie wiedziałem, że ks Tymoteusz to biskup łowicki Józef Zawitkowski,
              którego zapamiętałem jako wspaniałego kaznodzieję, gdy kiedyś przypadkowo
              włączyłem Radio Maryja. Leciała właśnie jego homilia przedstawiająca postać
              świętego Andrzeja Boboli. Kazanie było wspaniałe i wzruszające, pamiętam je
              do dziś. Pod jego wpływem zacząłem szukać innych materiałów o św Andrzeju.
              Zamieszczam link do biografii ks Tymoteusza, gdzie są także kolejne linki do
              jego twórczości.

              Pozdrawiam serdeczniesmile
              otryt

              www.mateusz.pl/bpjz/_biskup.htm
              ks. Tymoteusz/ bp Józef Zawitkowski
              ZNASZ MNIE PO IMIENIU

              Panie mój!
              Zastanawiałem się,
              dlaczego takie imię wybrali mi rodzice?
              Wybrali pewnie najładniejsze.
              Są mody na imiona.
              Z niektórymi ktoś nam się kojarzy.
              Maciek - bo gruby,
              Filip - bo z konopi,
              Jacek - bo z plackiem.
              Każde imię jest ładne,
              jeśli nosi je dobry człowiek.
              Każde imię coś znaczy:
              Feliks - szczęśliwy,
              Barbara - dzika,
              Adam - z ziemi wzięty,
              Ewa - matka,
              Piotr - skała.
              Do imion dodali nam przydomki,
              Były to przezwiska:
              krzywousty, pobożny, mały, wielki.
              Potem dodano miejsce pochodzenia
              - Maciej ze Spychowa,
              a stąd już blisko do nazwisk.
              Jedne są nazwiskami
              szlachetnie urodzonych - herbowymi,
              a inne są w Liber Chamorum.
              To dla niektórych bardzo ważne.
              Panie mój!
              Dla mnie ważne jest to,
              jak Ty do mnie mówisz.
              Ludzie różnie do mnie się zwracają:
              dobrodzieju, księże, ojcze.
              Uśmiecham się do tych tytułowań.
              Są one czasem pochlebstwem,
              czasem życzeniem
              i powinienem ich słuchać.
              Ja też czasem mówię:
              proszę pani.
              Nie każda mieszczka jest panią.
              Mówię - proszę pana.
              Nie każdy z nich jest panem.
              Dziś trzeba by wiele nazwisk
              dopisać do Liber Chamorum.
              A jak Ty do mnie mówisz, Panie?
              Wiem - Ty mówisz po imieniu:
              Piotrze, Mario, Tomaszu...
              Wiem, znasz i przenikasz mnie całego.
              Powiedziałeś, że już nie nazywasz mnie sługą,
              ale przyjacielem.
              Ja Twoim przyjacielem?
              Powiesz o mnie
              - to jest człowiek,
              w którym nie ma podstępu?
              Przecież ja zmieniłem swoje imię.
              Poznasz mnie?
              A co ja powiem, gdy Ciebie spotkam?
              Znam Twoje Wielkie Boga Imię.
              Przecież nie będę Ci mówił
              po imieniu.
              Powiem:
              Rabbuni!

    • grrrrw Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 15.02.05, 15:39
      A u nas, mimo ze jestem katechetka, dzieci posługiwały sie jedna ksiazeczka
      ksiedza Tymoteusza.
      W parafii sie nie spodobala rodzicom, bo ma czerwona okladke!
      Ksiązeczka jest fajna, przechodziła kolejno z dziecka na dziecko.
      Idea ksiazeczki - pamiatki od I Komunii jest mi obca. Juz predzej warto miec
      własne Pismo Swiete, ale to akurat jakos na bierzmowanie nasze dzieci
      otrzymywały w prezencie.
      Z ksiazeczki dla dzieci sie wyrasta bardzo szybko i potrzebna jest nowa,
      odpowiednia dla gimnazjalisty.

      W parafii były sprzedawane ksiazeczki z okazji zebran przed pierwsza komunia,
      ale nie kupowalismy.
      Obeszlismy sie tez jedna swieca. I jedna sukienka.

      Co do medalikówmałe dzieci stanowczo nie powinny ich nosic, bo jest to
      niebezpieczne.
      • mary_ann Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 15.02.05, 19:33
        grrrrw napisała:

        > A u nas, mimo ze jestem katechetka, dzieci posługiwały sie jedna ksiazeczka
        > ksiedza Tymoteusza.

        Nie znam. Możesz przybliżyć?

        > W parafii sie nie spodobala rodzicom, bo ma czerwona okladke!


        No, nie, Grrrrw, powiedz, proszę, że żartujesz....


        > Ksiązeczka jest fajna, przechodziła kolejno z dziecka na dziecko.
        > Idea ksiazeczki - pamiatki od I Komunii jest mi obca. Juz predzej warto miec
        > własne Pismo Swiete, ale to akurat jakos na bierzmowanie nasze dzieci
        > otrzymywały w prezencie.

        Zgadzam się w 100%.


        > Z ksiazeczki dla dzieci sie wyrasta bardzo szybko i potrzebna jest nowa,
        > odpowiednia dla gimnazjalisty.


        tyz prawdasmile


        > W parafii były sprzedawane ksiazeczki z okazji zebran przed pierwsza
        komunia,
        > ale nie kupowalismy.
        > Obeszlismy sie tez jedna swieca. I jedna sukienka.


        Och, jak bardzo mi to bliskie...


        > Co do medalikówmałe dzieci stanowczo nie powinny ich nosic, bo jest to
        > niebezpieczne.


        Absolutna racjasmile
      • otryt Medalik 16.02.05, 12:26
        grrrrw napisała:

        >Co do medalików małe dzieci stanowczo nie powinny ich nosic, bo jest to
        >niebezpieczne

        Dlaczego niebezbieczne?

        Pozdrawiam serdeczniesmile

        PS. Ostatnio rozmawialiśmy na forum nauczycielskim. Ale ten wirtualny świat
        malutkismile
        • alex05012000 Re: Medalik 16.02.05, 14:34
          bo łańcuszkiem można małą szyjkę przydusić, a medalik np połknąć! albo
          conajmniej pociagnąć i urwać wszystko, niewygodne przy pielęgnacji, kąpieli,
          smarowaniu kremem, w ogóle nie polecałabym dla małych dzieci jakichkolwiek
          elementów biżuterii, nawet gdyby to był łańcuszek z krzyzykiem czy medalikiem...
          • otryt Re: Medalik 16.02.05, 15:44
            Dziękuję, jednak pytając myślałem o 8-9-latkach a nie o niemowlętach.smile

            Pozdrawiam
            • alex05012000 Re: Medalik 16.02.05, 16:46
              nic nie szkodzi, ja jestem na etapie 5 latki, która np. nie założyłaby za
              skarby świata nic na szyję, nawet część garderoby cięzko czasami przymierzyć!
              pozdrawiam - maria
    • darthx Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 15.02.05, 19:51
      "Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu
      służył, a przez to zbawił duszę swoją" - to cytat z "Ćwiczeń Duchowych" św.
      Ignacego Loyoli. Jak wiadomo św. Ignacy żył długo przed Soborem Watykańskim II
      i pewnie miał takie wyobrażenie o człowieku. Pytanie natomiast dlaczego takiej
      to definicji przeznaczenia człowieka użyto w modlitewniku jakby nie było w XXI
      w.
      • grrrrw Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 15.02.05, 21:52
        ksiadz Tymoteusz "Panie mój" wydawnictwo Nasza rodzina.
        Okładka naprawde jest czerwona.
        W intencji Babci

        Ty tez Panie miałes swoja babcie, Dziekuje Ci Panie ze dajesz mi odczuc dobroc
        mojej babci. Kocham ja za to, ze wychowała moja mame, ze zastepuje mi tyle razy
        mame i kocha mnie nie mniej niz mama. Wiem, ze nie przestaje modlic sie za
        mnie, bardzo pragnie zebym wyrosł na dobrego człowieka. Daj jej Panie zdrowie
        i wiele lat zycia, abym choc troche zdolal sie jej odwdzieczyc.

        Przed odrabianiem lekcji
        Przed wyjazdem na wakacje
        w czasie zniw
        przed nauka
        na dzien matki
        na dzien nauczyciela
        modlitwa dziwczynki sypiacej kwiatki w procesji
        po przedstawieniu teatralnym
        po koncercie
        gdy cos zgubilem
        gdy brat idzie do wojska
        gdy jest slub siostry
        gdy rodzice sa zmeczeni
        aby ludzie byli dobrzy dla zwierzat.....
      • genepis do darthx 15.02.05, 23:10
        darthx napisał:

        > "Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu
        > służył, a przez to zbawił duszę swoją" - to cytat z "Ćwiczeń Duchowych" św.
        > Ignacego Loyoli. Jak wiadomo św. Ignacy żył długo przed Soborem Watykańskim II
        > i pewnie miał takie wyobrażenie o człowieku. Pytanie natomiast dlaczego takiej
        > to definicji przeznaczenia człowieka użyto w modlitewniku jakby nie było w XXI
        > w.

        A co Ci się w tej definicji nie podoba?
    • grrrrw Re: o modlitewniku mojej córki - niestety, na smu 16.02.05, 20:34
      Starsze dzieci chetnie uzywaja modlitewnika ks Malinskiego, jest to rodzaj
      brewiarza dla młodziezy "Modlitwa na kazdy dzien".
      Istnieje w wydaniu popularnym i luksusowym.
    • darthx Re: do genepsis 17.02.05, 20:19
      Nie chodzi o to, że mi się nie podoba, tylko kwestia tej definicji była
      poruszona w pierwszych odpowiedziach na post mary-ann. Sobór Watykański II
      mówi, że Bóg stworzył człowieka dla niego samego, a nie w jakimś celu. Ignacy
      miał inne wyobrażenie po prostu. Po prostu odpowiedziałam skąd w ogóle taka
      definicja się wzięła.
      • isma Inigo de Loyola 01.03.05, 11:06
        Przepraszam, ale jeszcze jedno. To nie jest definicja Ignacjanska. To jest jej
        parafraza, moim zdaniem dosc znaczaca i wypaczajaca mysl Ignacego. Bo Ignacy
        nie pisze "Bog stworzyl czlowieka, aby..." tylko "Czlowiek zostal stworzony,
        aby..." (a potem nastepuje jeszcze kilka rozwijajacych te mysl refleksji o
        czlowieku, jakim on sam siebie widziec powinien).

        Podmiotem - nie tylko gramatycznym wink)) - w formule Ignacego nie jest Bog, bo
        Jego intencji, mysle, Ignacy by sie nie podjal okreslic wink)), tylko czlowiek,
        ktorego poznanie jest ograniczone, i ktorego pewien szczegolny sposob widzenia
        wlasnej kondycji jako "skierowanej ku Bogu" Ignacy proponuje.

        Umieszczenie tej parafrazy, w dodatku wyrwanej z kontekstu, we
        wspolczesnym "malym katechizmie" jest nieporozumieniem, jesli nie naduzyciem.
    • samboraga Śliczny modlitewnik dla dzieci-polecam 09.03.05, 23:03
      Znalazłam dzisiaj i kupiłam, choć moje dziecię ma jescze czas.
      Jest naprawdę śliczny, kolorowy a jednocześnie dostojny-no nie wiem jak to Wam
      opisać, naprawdę mnie urzekł. No i modlitwy na poziomie dzicka.
      Wydany przez Wydawnictwo Św. Wojciecha, Poznań 2004 "Pamiątka Pierwszej Komunii
      Świętej-Moje spotkania z Jezusem".

      • mader1 Re: Śliczny modlitewnik dla dzieci-polecam 18.03.05, 17:23
        polecanego przez Ciebie nie bylo. Ogladalam 3 modlitewniki . Wybralam
        ks.Z.Monka, " Garmond". Szata graficzna O.K. Podobalo mi sie, ze jest
        duzo modlitw, niektore przepisy dot. mszy sw. , o komunii
        duchowej,obrzedy mszy sw, rozaniec, gorzkie zale itp. Modlitw za tatusia,
        mamusie nie ma i podoba mi sie to - bo moje dzieci potrafia i
        modla sie wlasnymi slowami. Ale... calej ksiazeczki w sklepie przeczytac
        nie moglam. Otwieram Droge Krzyzowa w domu. St.V a tam " Rozwaz, jak
        Zydzi nie ze wspoczucia, ale z obawy, by Pan niie ustal w drodze,
        zmuszaja Szymona z Cyreny...." Rece mi opadly. Nie myslalam, ze musze
        przegladac droge krzyzowa !
        I choc reszta jest O.K., przykro mi.
        • samboraga Re: Śliczny modlitewnik dla dzieci-polecam 19.03.05, 17:07
          był albo na Mazowieckiej (taka malutaka ksieęgarenka kat. zaraz przy
          Siwetokrzyskiej), albo na Grochowskiej (nowa ksiegarnia kat.na Grochowie), albo
          na Kaweczynskiej przy bazylice (w warszawie oczywiscie)
          rozumiem ze juz po zakupach, ale tak informacyjnie dodaje
    • a_weasley Dlaczego jest pożytecznie? 18.03.05, 15:46
      mary_ann napisała:

      > „Kto to jest człowiek?
      > Człowiek jest to stworzenie rozumne, złożone z ciała i duszy nieśmiertelnejR
      > 21;.
      >
      > „Na co /po jakiemu to???/ Pan Bóg stworzył człowieka?
      >
      > Pan Bóg stworzył człowieka, aby Pana Boga czcił, kochał i służył Mu, a przez
      > to osiągnął życie wieczne”

      Na plebanii stryja znalazłem podobny katechizm sprzed stu lat czy jakos tak.

      - Czy jest pożytecznie często żegnać się znakiem Krzyża Świętego?
      - Żegnać się często znakiem Krzyża Świętego jest pożytecznie, a nawet bardzo
      pożytecznie.

      - Dlaczego jest pożytecznie, a nawet pożytecznie często żegnać się znakiem
      Krzyża Świętego?

      i tu niestety konczyła się strona, a następna kartka była wyrwana. Ktoś zna dalej?
      • mary_ann ja też, ja też poproszę!:-) 19.03.05, 09:59
        a_weasley napisał:

        Na plebanii stryja znalazłem podobny katechizm sprzed stu lat czy jakos tak.
        >
        > - Czy jest pożytecznie często żegnać się znakiem Krzyża Świętego?
        > - Żegnać się często znakiem Krzyża Świętego jest pożytecznie, a nawet bardzo
        > pożytecznie.
        >
        > - Dlaczego jest pożytecznie, a nawet pożytecznie często żegnać się znakiem
        > Krzyża Świętego?
        >
        > i tu niestety konczyła się strona, a następna kartka była wyrwana. Ktoś zna
        dal
        > ej?


        Bomba!smile Zupełnie jak z anegdot o studium wojskowym...
        Dołączam się z entuzjazmem do pytania - kto zna dalszy ciąg?
      • a_weasley Re: Dlaczego jest pożytecznie? - errata 20.03.05, 01:20
        jest:

        > - Dlaczego jest pożytecznie, a nawet pożytecznie często żegnać się
        > znakiem Krzyża Świętego?

        winno być:

        > - Dlaczego jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie często żegnać się
        > znakiem Krzyża Świętego?
      • minerwamcg Re: Dlaczego jest pożytecznie? 20.03.05, 22:17
        Odpowiedzi niestety nie znalazłam, ale poszukując natrafiłam na katechizm, z
        którego uczył się religii mój ś.p. tata, rocznik 1931.

        Na pierwszej stronie stoi co następuje:

        1. Która nauka jest najpotrzebniejsza?
        Nauka religii katolickiej jest najpotrzebniejsza.
        2. Dlaczego nauka religii katolickiej jest najpotrzebniejsza?
        Dlatego nauka religii katolickiej jest najpotrzebniejsza, poniewaz nas uczy,
        jak służyć Panu Bogu aby zbawić się na wieki.
        3. Jak nazywamy tę książkę, w której krótko zebrana jest nauka religii
        katolickiej?
        Katechizmem nazywamy tę książkę, w której krótko zebrana jest nauka religii
        katolickiej.
        4. Na ile części się dzieli katechizm?
        Na pięć części się dzieli katechizm.

        Mój najmilszy prawiemąż podsumował to stwierdzeniem, że tata miał trudne
        dzieciństwo.
        • wierzba_b Re: Dlaczego jest pożytecznie? 21.03.05, 10:45
          O mamo... Pięęęęękne wink Łopatologia stosowana w postaci czystej. Zwłaszcza
          składnia mnie dobiła. I wielka waga zagadnienia, z ilu części składa się
          katechizm wink
          • sion2 Re: Dlaczego jest pożytecznie? 21.03.05, 11:55
            wierzba_b napisała:

            > O mamo... Pięęęęękne wink Łopatologia stosowana w postaci czystej. Zwłaszcza
            > składnia mnie dobiła. I wielka waga zagadnienia, z ilu części składa się
            > katechizm wink



            Przypomina pytanie wojskowe: z ilu części składa się dzida?
            Dzida składa się z przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia big_grin
            • isma Re: Dlaczego jest pożytecznie? 21.03.05, 12:07
              Albo: chlebak, jak sama nazwa wskazuje, sluzy do noszenia granatow wink)).
          • a_weasley Re: Dlaczego jest pożytecznie? 29.03.05, 23:48
            wierzba_b napisała:

            > Zwłaszcza składnia mnie dobiła.

            Prawdopodobnie autor przez większą część życia miał do czynienia ze słowem
            drukowanym głównie w wersji niemieckiej, zważywszy, że podręcznik był
            przedwojenny i krakowski.
    • mary_ann Modlitewnik ks. Tymoteusza 28.03.05, 22:14
      Dziś wreszcie dane mi było obejrzeć polecany m.in. przez grrrw modlitewnik
      księdza Tymoteusza (a propos,do grrrw: ten, który oglądałam, był faktycznie
      czerwony, ale zaopatrzony w plastikową BIAŁĄ okładkę z pozłacanym tytułem, co
      może zmniejszyłoby opory "Twoich" rodzicówsmile). Jest rzeczywiście dużo
      sympatyczniejszy, niż ten, na który Wam naskarżyłam, podobał mi się szczególnie
      prosty i rozsądny zestaw pytań do rachunku sumienia. Niestety, także tutaj
      niektóre modlitwy z cyklu "za..." nadają się idealnie na skecze kabaretowe (np.
      modlitwa za kierowców). Na pewno wolałabym to dziełko, niż "Z Tobą...", ale
      nadal nie jestem usatysfakcjonowana.

      Podobno w pierwszych dniach kwietnia na Bonifacego maja byc Targi Książki
      Katolickiej, może się tam udam i coś wynajdę.

      Na razie z tego, co w ogóle widziałam, najbardziej podoba mi się aktualny
      modlitewnik dziecięcy Zuzki, z tym, że on rzeczywiście na oko adresowany jest
      raczej do dzieci młodszych, niż "komuniści".

      Dla zainteresowanych: wydało go wydawnictwo Księgarnia Świętego Jacka
      (www.ksj.pl), tu macie bezpośredni link do książki:

      www.ksj.pl/catalog/product_reviews_info.php?products_id=57&reviews_id=2&osCsid=de7f5f683e5299a04bfe4ca03e62e3fc

      Pozdrawiam świąteczniesmile)
      mary_ann
      • glupiakazia Re: Modlitewnik ks. Tymoteusza 29.03.05, 10:03
        mary_ann, a gdzie to jest "na Bonifacego"?
        • samboraga Re: Modlitewnik ks. Tymoteusza 29.03.05, 10:43
          Targi beda 1-3.IV. na ul. Św. Bonifacego 9 w Warszawie (Stegny) czesciowo w
          kosciele na tej ulicy(ul. sw. Bonifacego 10) (konferencje), czesciowo w szkole
          podst. naprzeciwko kościola (wystawcy ksiazek)
        • mary_ann Re:targi 29.03.05, 10:45
          Na ul Św. Bonifacego (Warszawa, Stegny, prawie vis a vis kościoła oo.Marianów)
          jest integracyjna podstawowka, zdaje się, że tam.

          A tu masz link:

          www.wdrodze.pl/
          Pozdrawiam poświątecznie
          mary_ann
          • mary_ann targi - szczegóły 29.03.05, 11:48
            Chyba Opatrzność mnie na te targi pchasmile Właśnie przyszedł mail od znajomej z
            linkiem do szczegółowego programu tychże targów (nie wiem, skąd wiedziała, że
            może mnie to zainteresowaćsmile)

            www.swk.pl
    • mary_ann z ostatniej chwili 31.03.05, 17:37
      Było zebranie w szkole. Pani Kasia (katechetka) po wysłuchaniu co smakowitszych
      fragmentow orzekła uroczyście, że jej zdaniem mary_ann jak najbardziej może ten
      modlitewnik zgubić. Mary_ann od dzis jeszcze bardziej lubi panią Kasięsmile)

      mary_ann, podbudowanasmile
    • minerwamcg Już wiem, skąd się wzięły te teksty 01.04.05, 22:50
      Mary_ann, znalazłam (niechcący) źródło tej pobożnej grafomanii. Otóż wzięłam
      swoją książeczkę od pierwszej komunii ("W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego,
      modlitewnik dla dzieci i młodzieży", autor: Ks dr Stefan Pruś, salezjanin,
      Warszawa 1974), a tam są żywcem te same teksty! O męczącej się pracą babci, o
      ojcu ciągniętym do wódki... Co jeszcze zabawniejsze, jest to ósme wydanie,
      imprimatur pochodzi z 1965 roku.
      Najwyraźniej komuś się nie chciało opracować albo zamówić opracowania nowego
      modlitewnika dla dzieci, tylko jeszcze raz utłukł tego samego kotleta sprzed 40
      lat.
    • mary_ann HAPPY END?:-)) 06.05.05, 17:48
      Znalazłam! Może nie jakiś najgenialniejsy pod słońcem, ale - do przyjęcia. To
      dużo, baaardzo dużo. Zdążyłam się napatrzeć na przeróżne okołokomunijne gadżety
      i wiem, że najbardziej deficytowym towarem na tym rynku jest... prostotasmile.

      Modlitewnik zatytulowany jest "Moje spotkania z Jezusem.Pamiątka Pierwszej
      Komunii Świętej"(na okładce figuruje tylko II część tytułu). Wydany przez
      Księgarnię św. Wojciecha, 2004. To modlitewnik adresowany do dzieci, na pewno
      nie na cale życie, ale dla mnie to w tej chwili zaleta. Rachunek sumienia
      dostosowany jest do realiów życia dziecka, a nie wszelkich możliwych "niecnot"
      dorosłychwink Modlitwy tematyczne są proste, bez przesadnych archaizmów czy
      takich kwiatków, jakie Wam wcześniej cytowałam. Poza tym kanon - Msza, litanie,
      pieśni. Modlitewnik jest kolorowy, ilustrowany, może nie w sposób powalający na
      kolana, ale bez wyraźnego kiczu i w sposób atrakcyjny dla dziecka.

      A ten poprzedni, za radą mader, gdzieś mi się zawieruszyłsmile))

      Pozdrawiam wszystkich uradowana
      mary_ann
      • mary_ann A nie zgadniecie, gdzie go dopadłam!:-)) 06.05.05, 18:00
        Duch wieje, kędy chcesmile
        Na przykład w... Tesco. Do którego skądinąd w zasadzie w ogóle nie chadzam.
        Dziś, kiedy poleciałam kupować drugi egzemplarz zaprzyjaźnionemu dziecku, były
        już tylko 3 egzemplarzesmile

        P.S. Przepraszm, dopiero teraz przeczytałam wpis, mowiący o tym samym
        modlitewniku. Jakoś mi umknął.
        • samboraga Re: A nie zgadniecie, gdzie go dopadłam!:-)) 06.05.05, 18:33
          o, to ten który opisywałam gdzieś powyżej
          prawda że fajny, chociaż 'kolorowy'?
          cieszą się że Ci się też podobasmile
          • mary_ann Re: A nie zgadniecie, gdzie go dopadłam!:-)) 06.05.05, 18:46
            Coraz bardziej mi się podobasmile
            Do plusow dodaję dobry format (mały) i alfabetyczny układ pieśni.
      • mama_kasia Re: HAPPY END?:-)) 09.05.05, 09:47
        Mary_ann, ależ ze mnie cieniara wink)) Wiesz, że mój syn też
        ma ten modlitewnik smile) I nawet z niego ciągle korzysta
        (a to już rok po I-ej komunii).
        Nie polecałam wcześniej, bo uznałam, że na pewno nie ma
        w ogóle dobrych modlitewników smile
        • mary_ann Re: HAPPY END?:-)) 09.05.05, 13:48
          mama_kasia napisała:

          > Mary_ann, ależ ze mnie cieniara wink)) Wiesz, że mój syn też
          > ma ten modlitewnik smile) I nawet z niego ciągle korzysta
          > (a to już rok po I-ej komunii).
          > Nie polecałam wcześniej, bo uznałam, że na pewno nie ma
          > w ogóle dobrych modlitewników smile



          Eee tam, zaraz cieniarasmile) Żebym ja tylko takich rzeczy nie pamiętałasmile)
          Najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło!

          Pozdrawiam serdecznie
          mary_ann

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka