Dodaj do ulubionych

historie o duchach - wersja współczsna?:-(((

08.12.05, 16:12
moje dziecko opowiedziało mi jakie to historie opowiadają sobie koledzy...
włosy mi stanęły na głowie...
dodam, że 'za moich czasów' dzieci straszyły się wzajemnie historiami o
duchach, o cmentarzach itp. tymczasem wczoraj usłyszałam prawdziwy horror...
"...w szkole (jest obok przedszkola) jest morderca, nie jest to człowiek
dorosły, ale zwykły chłopiec ze szkoły, wysyła sms-y do innych dzieci, umawia
się na spotkanie i ich morduje...."
nie wymyśliły tego przedszkolaki, usłyszały od starszego (ale niewiele
starszego) rodzeństwa ze szkoły - a potem rozmawiały o tym w swojej grupie,
zastanawiając się jak tego mordercę 'zlikwidować'...oczywiście wszyscy wierzą,
że to prawda i się boją....
jestem w szoku!!!!
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 08.12.05, 18:28
      może to jakieś echo okrutnej gry?
    • minerwamcg Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 08.12.05, 19:19
      Iii, jak chodziłam do szkoły, też co jakiś czas wybuchała taka czy inna baja.
      Czarną wołgę pamiętacie? A u nas w szkole kursowała jeszcze w opowieści jakaś
      banda, która rzekomo robiła dzieciom straszne rzeczy na pobliskich
      Krzemionkach. Oczywiście nikomu nie stała się krzywda, baję dorośli
      wykorzystali dydaktycznie ("no widzisz, dlatego lepiej nie chodzić samemu na
      Krzemionki"), a gadanie jak się zaczęło, tak się i kończyło.
      • minerwamcg "Zabić drozda" - pamiętacie? 08.12.05, 20:24
        Czy pamiętacie książkę Harper Lee "Zabić drozda"? Tam dość ładnie jest opisane,
        jakie głupie strachy potrafią sobie generować dzieci. Szczególnie podobały mi
        się "gorące opary" smile))
    • maadzik3 Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 08.12.05, 22:32
      "Zabic drozda" -REWELACJA (jedna z moich ukochanych ksiazek).
      Co do historii, jak ja bylam w przedszkolu rodzice pozwolili mi obejrzec komedie
      kryminalna (prawdziwego kryminalu by mi nie pozwolili ogladac) a potem okazalo
      sie ze placze po nocach. Jeszcze potem pewnie zeby oswoic strach zrobilam z tego
      zabawe i razem z grupa rowiesnikow tropilismy "skrzydlatego msciciela" - przez
      dobre dwa lata! Ale jakos nam nie zaszkodzilosmile))
      Prawdziwy horror to dla mnie opowiadanie mojego taty jak majac ok. 8 lat (a wiec
      w roku 1950) czekal ze swoim kolega az ich mamy wroca z zakupow a poniewaz sie
      spoznialy plakali ze ich mamusie aresztowalo UB (bez komentarza).
      Magda
      • mamaemmy Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 09.12.05, 00:40
        Samborago,ja jak chodziłam do 1 klasy,poznałam opowiesc,że kierowniczka
        swietlicy zabija małe dzieci,że zamordowała kilka już,a jak przyszli rodzice to
        wmontowała im jakies coś ,że te trupy dzieci jadły i siedziały..brrr

        a w przedszkolu...jeszcze gorzej..
        Ktoś tam zamordował dziecko a głowę tego dziecka połozył na czubku pagórka-
        odrąbaną głowę....

        Ale pamiętam,że ja bardziej się bałam po obejrzeniu jakiegoś filmu
        kryminalnego,niż po tych opowiesciach dzieci-choć zrobiły na mnie wrażenie....
    • samboraga Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 09.12.05, 10:11
      a co sądzicie o tym, że tym 'złym' czy 'okrutnym' jest kolega z ławki czy ze
      szkoły? bo mnie to najbardziej uderzyłosad(
      Nie mówię tu oczywiście o przedszkolakch, bo one tylko powtarzają. Ale czy te
      starsze dzieci nie boją się, aby kolegów?

      'Zabic drozda' nie czytałam, chociaż pamietam jak ktoś mi ją polecał, więc
      pewnie szkoda, ale też myślałam o wpływie gier na wyobraźnię - tylko czy to już
      nie o krok za daleko, że dzieci wplatają takie wątki w swoje życie?
      • minerwamcg Gry? Hmm. Może. Ale nie zawsze. 09.12.05, 14:20
        Z grami to bywa różnie. Teraz już trochę rodziców się obudziło i zwraca jaką
        taką uwagę, w co grają ich dzieci, zwłaszcza małe. A my tu wszak mówimy o
        makabreskach, którymi straszą się nie nastolatki, ale przedszkolaki, a te na
        ogół w Diablo nie grają (mówię - na ogół). Przedzkolanki-morderczynie i inne
        horrorki mogły się zalęgnąć co najwyżej w głowach starszego rodzeństwa, które -
        w to chętnie uwierzę - może je opowiadać maluchowi na dobranoc "bo on się tak
        fajnie boi... a jak się posika do łóżka, to dopiero będzie zabawa".
        • jol5.po Re: Gry? Hmm. Może. Ale nie zawsze. 09.12.05, 14:30
          to było zawsze, ja pamiętam czarną wołgę porywającą dzieci
          na kolonie jeździłam od pierwszej klasy, tam pamietam chodziły na giełdzie popwieści, że dziewczyna z starszej grupy została zgwałcowa - ktoś wszedł przez okno i ją zgwałcił (inna sprawa, że to była okazja do wygłaszania przez starsze dziewczynki madrości o tym co to znaczy owe zgwałcić) , ktoś widział także odcisk buta na stole, który stał przy oknie, itd. itp.
          (i jak tu było iść w nocy do łazienki, która na drugim koncu korytarza, brrr)
          więc w tym wypadku takie opowiesci powstawały na okresloną okoliczność - wymyślały dzieciaki, pewnie ktoś widział jakiś film, albo miał bujną wyobraźnię, plotka rosła - jak w zyciuwink
          to było, jest i pewnie będzie
          • a_weasley Jak przestałem się bać czarnej wołgi 09.12.05, 20:34
            Byłem chyba w trzeciej klasie podstawówki. Wersja, która do mnie dotarła, była
            taka, że po Warszawie jeździ czarna wołga bez numerów rejestracyjnych, w której
            siedzą źli ludzie, którzy porywają przypadkowe osoby i mordują przez spuszczanie
            krwi.
            Powiedziałem o tym ojcu. Nie próbował mnie przekonywać, że koledzy gadają
            głupstwa ogólnie, że to niemożliwe. Podszedł do sprawy konkretnie, jak inżynier
            dziecku o ścisłym umyśle.
            (tu muszę nadmienić, że ojciec wykładał na politechnice i to właśnie na wydziale
            Samochodów i Maszyn Roboczych, do dziś jest dla mnie autorytetem w sprawach
            samochodów i bezpieczeństwa drogowego)
            Powiedział otóż:
            - Synku, jak to? Bez numerów? To jakaś bzdura. Ktoś sobie coś wymyślił. Ktoś,
            kto robi coś złego, zabronionego, robi wszystko, żeby się nie rzucać w oczy, ma
            porządny samochód i wszystko w idealnym porządku. Samochód bez numerów to
            pierwszy milicjant by zatrzymał i wszystko by się wydało. Więc tej wołgi albo
            już nie ma, albo jej nigdy nie było.
            Przeszło jak ręką odjął. Słyszałem potem jeszcze o czarnej wołdze, ale już mnie
            to nie ruszało.
        • samboraga Re: Gry? Hmm. Może. Ale nie zawsze. 09.12.05, 16:50
          no właśnie straszenie - to chyba to - chociaż w tym przypadku stawiałabym na
          straszenie siebie nawzajem przez starsze dzieci, bo starszy brat przedszkolaka
          raczej z tych grzecznych i bojących się
          to prawda, że dzieci zaszwsze sie straszyły, sama pisałam o opowieściach o
          duchahc, ale trupy z cmentarza czy czarna wołga (to znam tylko z opowiadań) to
          jakby inna bajka, tak mi się przynajmniej wydaje?
          chociaż piszecie też o straszeniu przez dzieci przedszkolankami...
          tak czy inaczej mnie to co usłyszałam od syna przeraża, a on sie autentycznie
          boi szkoły, która jest w jednym, złączonym, budynku z przedszkolemsad(
    • pawlinka Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 10.12.05, 00:44
      a może jeszcze inaczej...
      Dziecko naszych znajomych uczęszcza na angielski razem z naszym synkiem. Kiedyś
      ułyszałam taką oto rozmowę:
      - wiesz, ta nasza pani od angielskiego to jest najfajniejsza, bo inne panie nie
      są takie fajne, bo mordują dzieci.
      -???
      Tu nie wytrzymam i opanowując sie z wielkim trudem, poprosiłam o sprecyzowanie
      owego poglądu, lekko kontrowersyjnego powiedziałabym.
      -Dlatego- słodko dziecię poczęło opowiadać- Siedzimy sobie tak kiedyś, to chyba
      było już na wiosnę(sic!), w sali, kolorujemy rysunek, aż tu nagle słyszymy
      strasznych wrzask. Nasza pani powiedziała "mordują kogoś, czy co?" I dlatego
      wiem, że inne panie mordują dzieci na angielskim.
      Efekt: synek mocno przestraszony nie chcia mieć zastępstw z innym
      nauczycielem...
      • samboraga Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 10.12.05, 23:24
        >Nasza pani powiedziała "mordują kogoś, czy co?" I dlatego
        > wiem, że inne panie mordują dzieci na angielskim.

        pięknewink)))
        fakt, że niezbadane są drogi wyobraźni dziecięcejwink
        • sion2 Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 11.12.05, 20:45
          Ja pamietam wyjazdy kolonijne w wieku 8-10 lat, zawsze wieczorem gdy
          wyhcowawczyni wyszła z sali dziewczynki zaczynały opowiadać sobie straszne
          historie. Za najgroźniejszą uważam o tym że z ubikacji jak ktoś na niej siedzi
          wyhcodzi wielka czarna ręka i wciąga do środka. Przez całe kolonie dziewczynki
          wchodziły po dwie do toalety i zalatwialy się tylko trzymając się kurczowo
          stojącej sąsiadki. Ja też.

          • jol5.po Re: historie o duchach - wersja współczsna?:-((( 11.12.05, 23:32
            a wracając jeszcze do sławnej czarnej wołgi i to bez numerów
            (>- Synku, jak to? Bez numerów? To jakaś bzdura. Ktoś sobie coś wymyślił.< napisała a_weasley) a to nie taka bzdura, bo po wojnie takimi wołgami jeździli ci z resortu bezpieczeństwa, zdaje się, że bez numerów tez mogli się poruszać. czarna legenda wołgi wzięła się oczywiście stąd, że przyjeżdżał taki samochód po delikwenta i delikwent znikał. Dzieci po prostu opowiadały sobie to co dorosli mówili po cichu - ciekawe, że tak długo przetrwało to, bo ja o wołdze słyszałam w latach 70. a chyba już wtedy to wołgi przestały byc "służbowymi" samochodami.
            • a_weasley O wołgach, cytrynach i nieporozumieniach 13.12.05, 14:35
              jol5.po napisała:

              > a wracając jeszcze do sławnej czarnej wołgi i to bez numerów
              > (>- Synku, jak to? Bez numerów? To jakaś bzdura. Ktoś sobie coś wymyślił.&#
              > 60; napisała a_weasley) a to nie taka bzdura, bo po wojnie takimi wołgami jeźdz
              > ili ci z resortu bezpieczeństwa, zdaje się, że bez numerów tez mogli się porusz
              > ać. czarna legenda wołgi wzięła się oczywiście stąd, że przyjeżdżał taki samoch
              > ód po delikwenta i delikwent znikał.

              Wołga? Znikanie ludzi przez bezpiekę i wołga? Ktoś Ci jakichś bzdur naopowiadał.
              Znikanie ludzi przez bezpiekę to są czasy stalinowskie, kiedy UB nie mogło
              jeździć wołgami, bo ich wtedy nie produkowano. Jeździli początkowo tym, co było
              pod ręką, najczęściej wozami poniemieckimi, a potem dostali citroeny BL 11, o
              takie: auta5p.car.cz/vystavy/brno_2005/salon_032.htm. Wołga, o taka:
              auta5p.car.cz/srazy/roztoky_2003/roztoky_155x.htm, pojawiła się w roku
              1957, a po Październiku mody na znikanie nie było. Jeździli tym aparatczycy i
              oficerowie od bodajże majora w górę.
              A już brak numerów to zupełny pomysł z Księżyca.
              • a_weasley Errata - linki 13.12.05, 14:36
                auta5p.car.cz/vystavy/brno_2005/salon_032.htm

                auta5p.car.cz/srazy/roztoky_2003/roztoky_155x.htm
              • maadzik3 Re: O wołgach, cytrynach i nieporozumieniach 13.12.05, 16:44
                Coz, w swiadomosci dzieci przetrwala wolga, ale poczatek opowiesci byl
                faktycznie prawdziwy i ponury nawet jesli szczegoly przeinaczano w miare uplywu
                czasu. Czytalam kiedys historie - w pelni prawdziwa pewnej nocnej i mocno
                zakrapianej imprezy w daczy Stalina pod Moskwa, w trakcie ktorej Stalin wyrazil
                zainteresowanie jaka gwiazda swieci nad dacza. Z tym pytaniem zadzwoniono do
                dyrektora moskiewskiego obserwatorium astronomicznego. Poniewaz obserwatorium
                bylo po czystkach politycznych a dyrektor z nadania na gwaiazdach sie nie znal
                sprobowal skontaktowac sie z bylymi pracownikami - wszycy drzeli przed
                konsekwencjami niedawnych czystek personalnych. Telefonow oczywiscie nie bylo,
                wyslano samochod. Widzac zatrzymujacy sie przed domem w srodku nocy samochod
                pierszy z astronomow zmarl na zawal, drugi wyskoczyl przez okno. Wczesnym ranem
                dyrektor ustalil nazwe gwiazdy i zadzwonil do daczy, odebral ciec z informacja
                ze "wszyscy spia". Nic dziwnego ze czarna wolga (nawet jesli oryginalnie nie
                wolga i nawet nie zawsze czarna) straszyla dlugo. Z historii wlasnej rodziny
                pamietam kilka wydarzen przed 56 po ktorych doroslym trudno byloby spac.
                Magda
                • a_weasley I dziwić się potem... 13.12.05, 18:16
                  ...że dzieci wierzyły w czarną wołgę...
                  (proszę Wysokiego Moderatorstwa, jak to jest niedopuszczalny OT to proszę o sygnał)

                  Maadzik3 napisała:

                  > czasu. Czytalam kiedys historie - w pelni prawdziwa pewnej nocnej i mocno
                  > zakrapianej imprezy w daczy Stalina pod Moskwa, w trakcie ktorej Stalin wyrazil
                  > zainteresowanie jaka gwiazda swieci nad dacza. Z tym pytaniem zadzwoniono do
                  > dyrektora moskiewskiego obserwatorium astronomicznego. Poniewaz obserwatorium
                  > bylo po czystkach politycznych a dyrektor z nadania na gwaiazdach sie nie znal
                  > sprobowal skontaktowac sie z bylymi pracownikami - wszycy drzeli przed
                  > konsekwencjami niedawnych czystek personalnych. Telefonow oczywiscie nie bylo,
                  > wyslano samochod.

                  No cóż. Do anegdot należy podchodzić podobnie jak do plotek - zanim się uwierzy,
                  zastanowić się nad prawdopodobieństwem elementów, bez których opisywane
                  zdarzenie bądź miałoby zupełnie inny przebieg, bądź wcale nie mogłoby się zdarzyć.
                  W opisywanym przypadku takim elementem jest brak prywatnych telefonów w Moskwie.
                  Na tyle dojmujący, że nie można było się skontaktować przez telefon z żadnym
                  akademikiem - astronomem.
                  Telefonu to mogło nie być w kołchozie "Czerwone Mleko", ale to, żeby w Moskwie w
                  latach trzydziestych nie było astronoma z telefonem w domu, można śmiało między
                  czarne wołgi włożyć.

                  > Nic dziwnego ze czarna wolga (nawet jesli oryginalnie nie
                  > wolga i nawet nie zawsze czarna) straszyla dlugo.

                  Tyle, że psychoza czarnej wołgi wybuchła w latach 70-tych.
                  • jol5.po Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 13:30
                    tak, piszesz o faktach, ale my wszak w kregu plotek się poruszamy. Fakt, że głebszą wiedzę posiadam w późniejszym PRL-u, ale to co piałam o czarnej wołdze to nie od zyczliwych, a z książki "Imperium plotki, czyli amerykańskie śniadanie z niemowląt" - tam właśnie tak albo jeszcze podobnie została przedstawiona droga powstania tej wiadomości przekazywanej z ust do ust. Fakt, czytałam jakiś czas temu, no i było trzeba przedstawić z odpowiednim komentarzem - jakoby, jak głosi plotka itd. ale cóż - nikt nie jest doskonały i nie zawsze dogłębnie zastanowi się nad tym co pisze.
                    Nie jest to takie oczywiste, że droga owej plotki właśnie nie była taka - fakt, ze wołgą jeździli ludzie władzy ją uprawomacniał (w oczach tych, którzy powtarzali dalej). No i jeszcze w książce wyczytalam (ale nie tylko w tejwink, że jednak PRL był inną krainą pod względm przekazywania i wytwarzania informacji - ta podawana oficjalnie była bardzo okrojona i nieprawdziwa często - z czego ludzie często zdawali sobie sprawę. A to otwiera drogę własnie informacji nieformalnej, plotce, która rozwija się w najlepsze.

                    a skąd wiesz, że czarna wołga to tylko lata 70.?
                    • direta Re: I dziwić się potem... 06.12.06, 21:07
                      A nie wydaje Ci się, że SB miało interes w podsycaniu tej plotki? A moze nawet w
                      jej wygenerowaniu? Chodziło o tworzenie "atmosferki". Psychozy innymi słowy.
                      Zauważ, że opowieści nasilały się każdorazowo przed wyborami.

                      Ja z dziecinstwa pamiętam taką wyliczankę:
                      Czarna Wołga czarny Fiat
                      zabierają dzieci w świat
                      a tam krewkę pobierają
                      za granicę wy-sy-ła-ją.

                      To była mniej wiecej druga połowa lat 70-tych
                  • maadzik3 Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 14:32
                    Po pierwsze w tej sprawie widzialam materialy zrodlowe - tak sie sklada. Po
                    drugie napisalam ze to bylo zaraz PO czystkach politycznych i nawet jesli ci
                    panowie mieli telefony (czego nie wiem, ale wiekszosc ludnosci nie miala) to
                    mozna je bylo po prostu odlaczyc. Jesli ktos oczekuje zeslania do lagru lub
                    procesu politycznego w czasach najwiekszego terroru to zwykle telefon nie jest
                    dobrem mu danym (wzor powtorzyl sie i powtarza w kilku dyktaturach). Rozumiem ze
                    zyles w Moskwie tamtych lat lub jestes historykiem okresu.
                    M.
                    • jol5.po Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 15:53
                      Maadzik tak się składa (smiesznie albo gupio), ze ja jestem akurat historykiem i akurat teraz mam styk z PRL-em, ale tym późniejszymwink

                      może faktycznie w tej profesji nie można sobie ot tak czegoś pisac, ale znów w takim miejscu jak forum czy zawsze musi się na każdy temat pojawic referat naukowy? i bardziej chodziło o ciekawostkę, skojarzenie skąd informacja o czarnej wołdze mogła się wziąść, bardziej chodziło mi o podejście jakie w Twoim poscie można było wyczytać niz u a_weasleya. Bo pamiętam, że jako małe dziecko zetknęłam się z opowiściami o czarnej wołdze a potem wyczytałam w książce jaka mogłą byc droga tej informacji i się zdziwiłam - bo jakby świat bajkowy zetknął sie ze światem rzeczywistym. To wydało mi się ciekawe.
                      Ale może faktycznie nie ma się co wgłębiac w wyjasnianie informacji, które mają tak enigmatyczne podłoze jak plotka czy jakaś wiedza nieformalna, przecież tego nie da się udokumentowac. Może podejmuja się tylko tego tacy wariaci jak Gajdziński w wyżej wspomnianej książce o plotce.
                      Tylko, że dla mnie historia w wersji "twardej" gdzie miejsce tylko dla faktów jest ciężka do przyswajania, lubię dodatkowe "smaki" wynikające z analizy zjawisk nie zawsze czysto faktograficznych.
                      pozdrawiam jola
                      • jol5.po Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 16:01
                        a co do historii moskiewskiej - kurcze w tym kraju pełno było paradoksów i to takich od których skóra cierpnie - i ksiązki historycznych pełne są takich paradoksalnych faktów (dobrze udokumentowanych)
                        w tym wypadku to kilka ofiar, w innym kilka milionów zagłodzonych na terenach dawnego ukraińskiego "spichlerza Europy" czy ginących w czasie przesiedlania całych narodów
                        inwencja ludzka w tym wypadku byla chyba nieograniczona
                        • jol5.po Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 20:40
                          o rany, tutaj zgubiłam kawałek tekstu
                          miało być:
                          >czy ginących w czasie przesiedlania całych narodów kilkuset tysięcy jego członków<
                      • maadzik3 Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 19:54
                        Tez uwazam ze to nie miejsce na referaty naukowesmile)) Oryginalny post dotyczyl
                        zreszta zupelnie czego innego. Po prostu zirytowalo mnie wysmiewanie i
                        odrzucanie a priori wszystkiego z czym weasleyowi nie po drodze. Wysmiac
                        najlatwiej. A co do styku bajek i rzeczywistosci - kiedys (jak pewnie wieszsmile))
                        bajki byly dla doroslych, np. w oryginalnej bajce o spiacej krolewnie krolewne
                        nie budzi pocalunek,a stosunek seksualny. Potem przerabiano je na wersje
                        bardziej dzieciece, choc te stare bajki i tak krwia i smutkiem ociekaja, ale
                        mialy wlasnie przygotowac dzieci na zycie w swiecie, tak troche alegorycznie.
                        Mysle wiec ze schemat czarnej wolgi (co do ktorego pochodzenia z Toba sie
                        zgadzam choc intuicyjnie bo dowodow nie mamwink))) jest stray. Ale to nie znaczy
                        nieciekawy.
                        Pozdrawiam serdecznie.
                        magda
                        • jol5.po Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 20:55
                          albo po prostu opis życia zastosowany przez dorosłych (czesto pochodzacy nie z pierwszej ręki, a tylko - słyszałem, ze coś tam, ktoś tam) na zasadzie odprysków przechodził do wiedzy dziecięcej, a te dzieliły się nią z rówiesnikami.
                          Grzebiąc w internecie (zdopingowana przez a_weasleyawink znalazłam, że opowiadania o czarnej wołdze przez niektórych klasyfikowane sa jako tzw. legendy miejskie, wspólczesne bajki właśnie
                          bardzo ciekawa jest teoria, że taki opowieści można porównać ze starymi bajkami, które były kiedyś całkiem czym innym niż dzisiejsze ich wersje ugładzone

                          może więc dzieci tak czy siak stykają się z elementami świata dorosłych, także tymi przerażającymi - mimo, że świat ich bajek i to co oferujemy im do czytania jest inne, to jakimiś krętymi drogami strach, ból i inne doświadczenia docierają chociazby na zasadzie takich strasznych opowiści przekazywanych z jednych dziecięcych ust do drugich

                          hmm, ciekawe to wszystko
                          pozdrowienia raz jeszcze Jola
                          • maadzik3 Re: I dziwić się potem... 14.12.05, 21:26
                            Mysle ze strachu, bolu, prawdy o cierpieniu uczymy sie cale zycie (podobnie jak
                            radosniejszych uczuc) i ta edukacja wczesnie sie zaczyna. Dorosli siedza czasem
                            przerazeni przed ekranem ogladajac thriller (i sciskajac w lapce pilota), a
                            dzieci siedza w ciemnym pokoju z reka na wlaczniku swiatla. Moze jedni i drudzy
                            oswajaja strach - majac (w tym wypadku) pelna kontrole nad jego zrodlem?
                            Czytalam kiedys, ze bajki czytane (czy opowiadane) nawet gdy sa brutalne raczej
                            nie wyrzadza dziecku krzywdy bo to co w nich brutalne trzeba zrozumiec i sobie
                            wyobrazic - a nie wyobrazamy sobie rzeczy przekraczajacych nasza mozliwosc
                            poradzenia sobie z nimi. Inaczej jest z obrazem - bajka telewizyjna - tu prog
                            "okropnosci" jest narzucony czy dziecko jest na to przygotowane czy nie - obraz
                            jest bardziej sugestywny niz slowo. Oczywiscie to tylko teoria, ale dla mnie
                            dosc przekonujaca (choc bajek braci Grimm, tych nieuladzonych, poki co Mlodemu
                            nie czytamwink)))
                            Pozdrawiam cieplutko, mozesz pisac tu i na priva.
                            Magda
                            • jol5.po Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 11:41
                              o tak, pamiętam, że w dzieciństwie bałam się rzeczy związanych z obrazem - czasami przypadkowym. pamietam strach przed wojną, bo pełno było wojennych filmów w tv, ale pamietam tez konkretne sceny, które mnie przweśladowły (rany do dzisiaj pamietam scenę, gdzie niemiecki żołnierz zabiera dziecko do obozu koncentracyjnego i wychodziąc depcze lalkę) pamietam strach przed pozarem - bo widziałam w tv jakiś przypadkowy obraz, pamiętam strach przed włamaniem, bo widziałam całkiem przypadkowo fragment filmu kryminalnego z taką sceną. Te strachy uaktywniały się najbardziej, kiedy byłam sama w domu.
                              A nie pamietam strachów związanych z opowiadaniami, nawet ta wołga - może wązne, że te straszne opowieści słyszałam w grupie, słyszały je też inne dzieci.

                              a teraz jeszcze z innej beczki - co do dzieci odwzorujących dorosłych to widziałam kiedyś rewelacyjny film "niedzielne igraszki", to co się działo w powojennej Polsce i trauma przeżyć wojennych, a wszysto to odbite w zabawach dzieci. Byłam pod wrażeniem tego filmu.

                              może masz rację Magda, my tu sobie gadu-gadu na tematy nie dokładnie forumowe, może się trzeba bylo przenieść na priva
                              wielkie pozdrowienia, także dla Młodegosmile
                              jola
                              • mama_kasia Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 12:39
                                Dziewczyny, nie przenoście się. Ja to czytam smile
                                • my-cha Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 13:47
                                  Acha!!
                                  Ja też czytam
                                  I pamiętam wołgę
                                  wink
                              • maadzik3 Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 14:51
                                "Niedzielne igraszki" tez pamietam. W pewnym sensie jeszcze bardziej
                                wstrzasajacy niz "Przesluchanie" bo pokazujacy jak dzieci kopiowaly okrutne
                                zachowania doroslych zupelnie bezkrytycznie. Pamietam to koleczko dzieci stojace
                                wokol glownej bohaterki i skandujace "gdzie bylas? co robilas?".
                                A co do historii nie bedac, jak Ty, profesjonalistka, jestem pasjonatka pewnych
                                kresow czy tematow (bardziej chyba to drugie).
                                Usciski
                                Magda
                              • mader1 Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 14:52
                                I ja czytam wink)))
                                Pamiętam jeszcze , jak bałam się, gdy RODZICE oglądali kryminał smile)))
                                Podsłuchiwałam ze swojego pokoju muzykę i poszczególne słowa, a wyobraźnia moja
                                działała lepiej niż autorów tych koszmarków sad(((
                                • jol5.po Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 16:10
                                  no własnie, chciałam się dziewczyny zapytać czy Wy też macie takie wspomnienia z dzieciństwa, gdzie obraz odgrywa dużą rolę (mogła to być migawka z tv np., coś na co starszy nie zwróciłby uwagi) i ciekawa jestem z drugiej strony, czy ktoś zapamietał może z dzieciństwa tak straszną bajkę (opowiadaną), że długo się jej bał?

                                  Magda ta moja historia to taka trochę chyba nieprofesjonalna, skoro zdażają mi się takie kwiatki jakie wytknął mi a-weasley (mimo, że faktycznie zaczepiłam się na studium doktor. aczkolwiek cały czas zdaje mi się, że mnie ktoś wyczai, iż ja chyba tutaj przypadkowo się znalazłam, a poza tym wiem na 100% jakie były moje motywacje - dużo dzieci i próba zrealizowania jeszcze czegoś, zarobienia przy tym kilku groszy i wierzyć czy nie, ale będąc kilka lat po studiach i nie będac orłem na nich, nie mając poparcia promotora dostałam się, dostałam stypendium - postrzegam to jako bonus od Góry - w czasie studiów przybyło mi znowóz kilka dzieci, a jakos się toczy i zbliża sie do finału - po propstu bomus), ale prawdziwą moją pasją - caly czas niezrealizowaną jest filozofia.
                                  bardzo wielkie dzieki za ciekawą rozmowęsmile
                                  • mader1 Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 16:27
                                    Śniła mi się wojna. Lecące samoloty.I strzelano mi w plecy - czułam wtedy we
                                    śnie ostry , krótki ból (!) - to było pokłosie filmów wojennych.
                                    Drugie wspomnienie - wielkie wrażenie zrobiła na mnie, małej, interpretacja
                                    wiersza K.K. Baczyńskiego wyśpiewana przez E. Demarczyk i frazy "jeno wyjmij mi
                                    z tych oczu szkło bolesne..." i " który czaszki białe toczy przez płonące łaki
                                    krwi" przyśniły mi się i zapamiętałam je na całe życie."Jak znalazł" w szkole smile
                                    I.... jeszcze... będziecie się śmiały.... Była taka kobra bodajże a w niej
                                    sparaliżowaną kobietę straszyły dłonie w białych rękawiczkach. Bałam się przez
                                    nie wystawić nogę spod kołdry. Brrr..... Tak więc kobiety, jeżeli chcecie , by
                                    dzieci pozostawały w nocy zakryte, polecam....
                                    • glupiakazia Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 16:49
                                      Tak, tez sie balam tej Demarczyk...smile
                                      Ale najbardziej sie balam - pytasz Jolu o obraz - Hieronima Boscha. W
                                      bibliotece rodzicow byl duzy album i siegalam po niego zawsze, kiedy chcialam
                                      sie pobac. Zauwazylam zreszta cos ciekawego. Do pewnego wieku mialam POTRZEBE
                                      bania sie. Sama siegalam po rzeczy, ktorych sie balam, lubilam horrory. W
                                      pewnym momencie - chyba odkad mam swoja rodzine - przeszlo mi. Boscha
                                      podziwiam z innych wzgledow, a horroru nie widzialam z 10 lat. Moze po prostu
                                      teraz boje sie o swoja rodzine i to mi "wystarcza"?smile
                                  • jol5.po Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 16:45
                                    brak profesjonalizmu wyszedł też przy zdarzeniu przez "ż", a fuj
                                    • jol5.po Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 16:46
                                      Mader to było do mnie (tak sama ze sobą sobie rozmawiamwink masz bardzo ładne dzieci - i ta najstarsza już taka duża, myślałam, że masz mauchy
                                      • mader1 Re: jol5.po :) 15.12.05, 17:19
                                        Ja też tak czasem mam smile))) Choć raczej w realu smile)))
                                        dzięki za dzieciaki smile))) sama się dziwię, kiedy ( powtarzając za Gabrysią
                                        Borejko) widzę jak mi się ta moja maska zmarszczyła pod oczami wink))) ( nie
                                        jestem pewna dosłowności, więc nie zaznaczam cytatu).
                                  • mama_kasia Re: I dziwić się potem... 16.12.05, 09:19
                                    Nie mam obrazów z dzieciństwa. Pamiętam, że się bałam, ale
                                    pamiętam to przez mgłę. Była czarna wołga i biała noga.
                                    Kryminałów nie oglądałam, bo mi rodzice nie pozwalali.
                                    Wydaje mi się, że mam ogólnie bogatą wyobraźnie, a z drugiej strony
                                    jakoś to przez mnie przelatuje szybko. Np. czytam książkę, oglądam film
                                    i za parę miesięcy mogę jeszcze raz czytać, czy oglądać to samo i zupełnie
                                    nie kojarzę zakończenia... Może ze mną jest coś nie tak, zastanawiam
                                    się czasami...
                                    Jola, "jakos się toczy i zbliża sie do finału" - "jakoś" ? Niezły mi
                                    "jakoś". Dużo sił dzielna kobieto smile
                        • a_weasley Re: I dziwić się potem... 15.12.05, 20:02
                          maadzik3 napisała:

                          > Po prostu zirytowalo mnie wysmiewanie i odrzucanie a priori wszystkiego
                          > z czym weasleyowi nie po drodze. Wysmiac najlatwiej.

                          Ależ ja niczego nie wyśmiewam. Ja po prostu doradzam krytyczny stosunek do tego,
                          co się słyszy. Nie jesteśmy w stanie weryfikować na bieżąco informacji, które do
                          nas docierają, z różnych powodów - także dlatego, że jest ich po prostu za dużo.
                          Jedyne, co można zrobić, to zastanawiać się: czy tak mogło być?
                          To samo dotyczy przekazów z miejsc i czasów, o których niewiele wiadomo. I to
                          samo dotyczy plotek.
                          Z historią o astronomach jest mi akurat po drodze. Ta anegdota świetnie
                          ilustruje ducha czasów. Tyle, że to, co wiem o realiach epoki, daje mi powód,
                          żeby nie wierzyć w jej prawdziwość.
                      • direta Re: I dziwić się potem... 06.12.06, 21:12
                        > i się zdziwiłam - bo jakby świat bajkowy zetknął sie ze
                        > światem rzeczywistym. To wydało mi się ciekawe.

                        A ciekawa jestem czy wiecie skąd być może wywodzi się
                        Entliczek-pętliczek czerwony stoliczek...

                        Niektorzy historycy (powołując się na nieznaną mi wersję Entliczek-pętliczek
                        czerwony stoliczek/ pana Jana Kapistrana/na kogo wypadnie/temu głowa spadnie/
                        osobiscie nie spotkałam sie z taka odmianą w formie "dzikiej")
                        twierdzą, ze to dalekie echa inkwizycji.
                        A pętliczek (jednak nie pentliczek) to od pętli wisielczej.

                        Co na to mówią Twoje materiały jol5.po?
                        • mader1 Re: I dziwić się potem... 06.12.06, 21:26
                          na kogo wypadnie/temu głowa spadnie

                          hmm... to może bardziej echa Rewolucji Francuskiej ?
                          Ale historykiem nie jestem smile i wersji tej nie słyszałam
            • minerwamcg Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 15.12.05, 20:06
              Ciekawe też to, że w wołdze miały siedzieć osoby przebrane za księdza i
              zakonnicę. Gdyby to nie była koncepcja zbyt paranoidalna, można by pomyśleć, że
              baję puściła w obieg władza ludowa, chcąc zaszczepić dzieciom strach przed
              duchownymi...
              • jol5.po Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 15.12.05, 21:04
                znalazłam, że były różne odmiany opowieści o czarnej wołdze była wersja o podróżująch nią księżach i zakonnicach, ale też Żydach, SB i wampirach. Były też odmiany o pasażerach wołgi, którzy mieli porywac dzieci, żeby sprzedawać ich krew lub nerki bogatym Niemcom. Co ciekawe rózne wrsje typowe były dla róznych kręgów (wśród dzieci partyjnych oczywiście bardziej popularna była wersja z księzmi)
                A_wesleyu dlaczego uwazasz za tak nierealną "andegdotę" o Stalinie? Ja też mam wrażenie, że się już gdzies z nią zetknęłam. Wydaje mi się całkiem prawdopodobna. To było paranoidalne państwo. Nie za bardzo mam teraz czas szukac, ale jest to do sprawdzenia jak to było z telefonami i warunkami zycia w Moskwie. Jednak ten tryb zawiadamiania poprzez wysłanie samochodu - całkiem prawdopodobny. Stalin był chory od podejrzliwości, nawet gdyby to było możliwe być moze wcale nie chciałby o swoich sprawach rozmawiac przez telefon.

                No i jeszcze czy ta wołga była popularna tylko w latach 70.? - tak nam się wydaje na podstawie doswiadczenia jednostkowego. Chciałam Ci tylko zwrócić pytaniem uwagę, że czasanmi jedne rzeczy weryfikujemy dokładnie inne przyjmujemy z rozpędu.

                • a_weasley Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 17.12.05, 00:45
                  jol5.po napisała:

                  > A_wesleyu dlaczego uwazasz za tak nierealną "andegdotę" o Stalinie?

                  Zgrzyta mi prawdopodobieństwo sytuacyjne - ten brak telefonu.

                  > prawdopodobna. To było paranoidalne państwo. Nie za bardzo mam teraz czas
                  > szukac, ale jest to do sprawdzenia jak to było z telefonami
                  > i warunkami zycia w Moskwie.

                  Jeślibyś miał okazję, to sprawdź, rad się dowiem.

                  > No i jeszcze czy ta wołga była popularna tylko w latach 70.?

                  Rozmawiałem z ludźmi w różnym wieku i o ile wśród rówieśników czarną wołgę
                  pamięta każdy, o tyle ci, co do szkoły chodzili za Gomułki, tego stracha nie znają.
                  • jol5.po Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 18.12.05, 01:12
                    A_weasley'u kurcze nie za bardzo mam czas, ale nic
                    przyjrzałam się jeszcze raz tekstowi maadzika:
                    >Z tym pytaniem zadzwoniono do
                    > dyrektora moskiewskiego obserwatorium astronomicznego. Poniewaz obserwatorium
                    > bylo po czystkach politycznych a dyrektor z nadania na gwiazdach sie nie znal
                    > sprobowal skontaktowac sie z bylymi pracownikami - wszycy drzeli przed
                    > konsekwencjami niedawnych czystek personalnych. Telefonow oczywiscie nie bylo,
                    > wyslano samochod.

                    pierwsze zdanie świadczy o tym, że telefonizacja dotarła do Moskwy - wszak zadzwoniono do obserwatorium. Co do telefonów "wśród ludu" - hmm, w PRL-u moi rodzice coś w poczatku lat 70 złożyli podanie o tel. dostali go po 20 latach i było to już po 1989 r., a PRL był jednak do tyłu jeśli chodzi o realizację komunistycznej idei państwa niż ZSRR - ZSRR był zawsze do przodu.
                    Co do do telefonów w tym kraju to nie mam wiedzy, ale:
                    jesli chodzi o poziom zycia, do 1935 r. w ZSRR obowiązywały kartki zywnościowe. Wg historyków przytłaczająca większość ludności kraju żyje gorzej niż przed rewolucją (np. najemny parobek w jednej z guberni rosyjskich po koniec XIX spożywał sredni rocznie 420 kg produktów zbozowych, obywatel sowiecki rocznie pod koniec lat 20. tych samych produktów spożywał 260 kg i nie znaczyło to wcale, że rekompensowano sobie różnice innymi rodzajami produktów.)
                    Bieda, ale winę za to ponosiły nie niesprzyjające warunki pogodowe na przestrzeni kilkudziesieciu lat, ale polityka państwa. Państwo radzieckie było jak z ksiązki Orwella, poddane totalnej kontroli na wszelkich mozliwych poziomach. Odgórne zarządzenia regulowały co i ile można posiadać. W 35 r. pozwolono kołchoźnikom (bo rolników indywidualnych nie było) na posiadanie 1 krowy, 2 cielaków, 1 świni i 10 owiec. Niespecjalnie wpłyneło to jednak na zaopatrzenie rynku w zywnośc. Idąc dalej nie istniało coś takiego jak wolny rynek (na Ukrainie w latach 30 z powodu polityki ZSRR doszło do wielkiego głodu, który pochłonął prawdopodobnie ok. 10 mln ludzi).
                    Miasta - tutaj powierzchnia mieszkalna wynosi niecałe 2mkw na osobę, do mieszkań często dokwaterowani są dodatko nowi mieszkańcy.
                    Także panuje bieda, ale mimo to odbywa się ogromny ruch ludności do miast z powodu zachamowania swobody urawy ziemi na wsi. Miedzy 29 a 30 r. ludność miast wzrosła z 28 do 40 mln ludzi. Brakuje podstawowych wygód, w tzw komunałkach często sanitarne pomieszczenia używa znaczna ilość osób

                    kurcze, naprawdę mogło nie być telefonów
                    ale nawet gdyby były, to uzywanie ich w przepełnionych mieszkaniach byłoby arcy niebezpieczne. Z jednej strony za dużo mogli usłyszec sąsiedzi, z drugiej strony świadoma polityka państwa dązyła do tego aby prywatność nie była tylko prywatną sprawą obywateli - dlatego telefony prywatne telefony byłyby nie na reke władzy (tak jak myslę, że internet nie zaistniałby w PRL-u, tak jak dzisiaj nie istniejej np w Korei Pół.)
                    • jol5.po Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 18.12.05, 01:14
                      W ZSRR Stalina szczegółowymi wskazówkami objęte było mnóstwo dzidzin zycia - zaczynając od początku (o gospodarce już było) rodzina, wychowanie (Makarenko), sztuka, nauka - tu obowiązywała metoda Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina, w skrócie - "jest prawda o kwiatach, o zwierzetach, o ludziach o wszechświecie! prawdę tę zna Partia i Wódz". Uczeni są straszeni ("zabijemy dzieci, zamęczymy zonę, zabijemy ciebie samego - słysze jeden z nich) i aresztowani najpierw pojedynczo, a potem całymi grupami. W efekcie znikają całe dziedziny nauki - genetyka, socjoligia, psychologia, cybernetyka przestają istnieć, inne mają swoje zadanie w systemie. "Historia opisując przeszłość tworzy społeczeństwo bez pamięci" jak określił to Orwell.
                      I jeszcze jedna cecha ZSRR lat 30. - terror. W latach 30-34 zwrócony był on w kierunku konkretnych grup społecznych też narodowych. Wtedy odbyła się np. prawdziwa eksterminacja chłopstwa (wielki głód na Ukrainie). Lata 35-38 zaś nazywane sa okresem "Wielkie Terroru", przedmiotem jego było całe społeczeństwo. Historycy mają kłopot z ustaleniem całkowitej liczby ofiar. Po wielu zniknieciach nie pozostawało sladu w postaci dokumentów. Szacuje się, że tylko od I.37 do XII.38 aresztowano ok. 7 mln osób, z czego 1 mln rozstrzelano, a 2 mln zmarło w łagrach i więzieniach
                      (dla porównania w 1912 r. - kiedy to był najwyższy wskaźnik więźniów w całej dotychczasowej historii Rosji uwięzionych było - także w łagrach, ok 180 tyś osób)
                      Terror był częścią systemu i spełniał cele polityczne. O ile poważne objawy wskazują, że po wojnie Stalin byl chory psychicznie, to takie przesłanki nie występują w latach 30. chociaż człowiek ten uczestniczył sam w sledztwach, a wielu obserwatorów mówi o widocznym zadowoleniu z jakim dręczył ludzi.

                      To naprawdę nie było normalne państwo. Tam wiele rzeczy mogło sie zdarzyć i to takich, które podnoszą włos na głowie. Ale akurat respektowanie prawa do prywatności (a taką jest posiadanie prywatnego telefonu) mozna poddać w watpliwość. A zresztą po co dzwonić, jak mozna do człowieka pojechać służbowym samochodem - a nuż się wystaszy...

                      Fakty i cytaty pochodzą z książki Michała Hellera i Aleksandra Niekricza, Utopia u władzy (t.I)
                      • jol5.po Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 18.12.05, 01:15
                        przepraszam drodzy forumowicze, że tak dużo, ale A_wesley sam chciał
                        • maadzik3 Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 18.12.05, 15:32
                          Dzieki, z zainteresowaniem przeczytalam Twoje posty. Czytalam o tym, ale tak
                          szczegolowych danych tak szybko bym nie znalazlasmile))
                          Co historyk to historyk.
                          Magda
                    • jol5.po Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 18.12.05, 22:45
                      ps. do informacji o krówkach, świnkach itd. warto dodać, że wcześniej czyli przed 35 r. posiadanie zwierząt na własnośc (prywatnie a nie w kołchozie) było zabronione
                      • jol5.po Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 18.12.05, 22:47
                        Magda, uff dobrze, że wytrwałaś do końca, bo duzo tegosmile
              • direta Re: Ksiądz i zakonnica w czarnej wołdze... 06.12.06, 21:23
                minerwamcg napisała:

                > Ciekawe też to, że w wołdze miały siedzieć osoby przebrane za księdza i
                > zakonnicę. Gdyby to nie była koncepcja zbyt paranoidalna, można by pomyśleć, że
                >
                > baję puściła w obieg władza ludowa, chcąc zaszczepić dzieciom strach przed
                > duchownymi...

                Ja osobiście z taką wersją się nie spotkałąm, ale jak już to rozwinęłam wyżej,
                teoria o takim właśnie źródle owej plotki jest całkiem sensowna. Bo im bardziej
                się ludzie władzy boją tym łatwiej się podporządkują i tym mniej będą
                podskakiwać. A najlepiej żeby już skorupka za młodu nasiąkła...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka