Dodaj do ulubionych

Poddaję się - nie lubię...

03.10.06, 09:06
Powinnam być rozsądna, ale poddaję się sad
Nie lubię, jak mój synek chodzi do przedszkola i już sad
Nie dlatego, że przedszkole złe. Przedszkole jest fajne. Ale on jest... jaki
jest. Drobny wrażliwiec. Ogromny indywidualista. Musi gadać i zadaje mnóstwo
pytań. Jest zbyt stanowczy i władczy na swój wiek. Ze zbyt wielu rzeczy zdaje
sobie sprawę.Lubi eksperymentować i zaraz wszystko wypróbować. Rusza się.Nie
cierpi " ram". W czasie jedzenia szkoda mu czasu na jedzenie - wtedy chce
rozmawiać, ma jakieś nie cierpiące zwłoki problemy, pytania...
Wiem, że jemu szczególnie przyda się przedszkole, ale te codzienne
dyskusje... Niby jak pytam o szczegóły, to się rozjaśnia. Ale ze mną i tatą
ciekawiej... Łatwiej.Podobno weselej smile Czeka na wolny dzień.
No nie mam siły już tego rozpatrywać.
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 09:31
      Maderku, a musi chodzić? Macie taką sytuację, że musi?
      • mader1 Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 09:46
        no właśnie... Jak w tamtym roku powinien, to bardzo chorował i i tak w
        praktyce nie chodził. Teraz, nie wiem jak długo, jestem właściwie w domu.
        Ale sama nie wiem. Bo jeżeli jest aż takim władczym indywidualistą -
        samotnikiem ( ma przyjaciela - syna znajomych - ten sam typ), to pewnie
        przydałoby mu się jakieś funkcjonowanie w grupie, w jakiś rygorach w przyjaznej
        atmosferze ( a taka wokół niego jest) zaliczyć.
        Zobaczyć, że jest fajnie w czasie wycieczek...
        Boję się czy ze mną sam na sam nie utrwalą mu się pewne cechy sad
        • kulinka3 Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 10:32
          Mader, a czy aby to nie za wcześnie na decyzję o rezygnacji z przedszkola?
          Ja wiem,że to jest trudne, ale minął dopiero pierwszy miesiąc, a mały nie jest
          chyba niedojrzałym 3 latkiem?
          Z rodzicami dziecku zawsze jest najlepiej to normalne,ale pomyśl czy za rok nie
          będzie mu trudniej poddać się dyscyplinie grupowej,a w perspektywie jest
          przecież zerówka i szkoła, gdzie dziecko musi funkcjonaowac w pewnych ramach
          organizacyjnych.
          Może rozwiązaniem mogłoby być skrócenie czasu pobytu w przedszkolu?
          To tak na szybko.
          • mader1 Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 10:47
            no to właśie tak robimy.Skracamy, wydłużamy. I wcale nie rezygnujemy. Ale nie
            lubię tych "głupich" rozmów sad Mały jest przejrzałym prawie 4-latkiem wink
            • kulinka3 Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 10:58
              Myślę,że to słuszny krok.
              A ja też nie lubię, a mam jeszcze łzy, bóle brzucha itp....
              Musimy wytrwać!
        • mama_kasia Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 11:47
          Może niesłusznie, ale wierzę w wychowywanie domowe smile

          Może z Tobą utrwalą mu się pewne cechy, a może równie dobrze
          poprzez kontrast i brak zrozumienia utrwalą mu się w przedszkolu.
          Myślę, że dziecku może być taka samo trudno poddać się dyscyplinie
          grupowej w przedszkolu jak i potem w szkole. To tylko przesunięcie w
          czasie. A może właśnie potem będzie łatwiej... Tego nie wiesz.
          Ale zdać się tylko na intuicję? Trudna sprawa. Ja się zdałam smile
          Gdy nasz syn był w wieku przedszkolnym, zrezygnowaliśmy z przedszkola.
          Nawet nie próbowaliśmy. Nie było potrzeby, a on baaaardzo nie chciał.
          Były wielkie problemy na początku zerówki. Ale takie same byłyby
          na początku przedszkola. Co zyskałby idąc wcześniej do przedszkola?
          Nie wiem, ale mam przekonanie, że zyskał dużo będąc w domu. Może też
          stracił. Może teraz jest mu trudniej ode mnie się oderwać. Nie zostaje
          sam w domu. To są jakieś moje przeoczenia. Czy 2, 3 lata w przedszkolu
          zmieniłby go na tyle, aby teraz był inny? Mimo wszystko wątpię.
          • kulinka3 Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 13:15
            A czy ja gdzieś naspiasłam,że nie wierzę w wychowanie domowe wink).
            Wychowanie domowe jest podstawą, poza wszelką dyskusją.
            Nie jestem też zdania,że wszystkie dzieci MUSZĄ chodzić do przedszkola.To nie
            jest obowiązek.
            Są dzieci chorowite nad wyraz, niedojrzałe itp, którym przedszkole nic nie ułatwi.
            Dom jednak nie zapewni dziecku grupy rówieśniczej i wszystkiego co się z nią
            wiąże, interakcji,pozanania swoich możliwości.
            Moja córka miało bardzo dobre przedszkole i bardzo fajnie w nim
            funkcjonwała.Dowiedziałam się o niej wielu rzeczy, które były dla mnie trochę
            zaskakujące, a których pewnie nie dostrzegłabym bez grupy ( mi. również dzięki
            współpracy z mądrą wychowawczynią, która była obiektywnym i życzliwym człowiekiem).
            Nauczyła się też wielu fajnych aktywności.W domu nie miałaby na to szansy.
            Oczywiście w przypadku kazdego dziecka trzeba zrobić bilans zysków i
            strat.Jestem jednak zadnia,że dobre przedszkole a nie przechowalnia , nawet
            indywidualiście nie zrobi krzywdy. Może go najwyżej trochę znudzićwink).Może
            jednak uczyć funkcjonowania w grupie,poddania się jakiejś dyscyplinie.
            Szkoły często też się nie uwielbia, ale jednak się do niej chodzi.
            Sprawę trzeba rozważać indywidualnie, a często warto też zapytać kogoś, kto
            dziecko zna i jest trochę obok naszych emocji.







    • rycerzowa Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 12:08
      Dzieci są różne, nie można wszystkich traktować "pod sznurek".
      Dla wiekszości przedszkole jest dobrodziejstwem, zatem gorąco polecam, komu
      mogę. Sama byłam i w żłobku, i w przedszkolu.

      Ale mój syn nie chodził.
      Z perspektywy czasu widzę, że była to słuszna decyzja.

      Po pierwsze wrażliwość, niechęć do tłumu, do hałasu.
      Nie miałam sumienia go dręczyć.

      Po drugie indywidualność, niechęć do "stadnych" zachowań, do robienia tego, co
      wszyscy. Jeśli to prawdziwa indywidualność, a nie zwykła niesubordynacja, to się
      nie da wykorzenić, i pozostaje na zawsze jako cecha pozytywna.

      Po trzecie rozwój ponad wiek, niechęć do przedszkolnego infantylizmu.
      Jeśli dziecko jest naprawdę mądre, nie przemądrzałe, to wśród przeciętnych
      maluszków po prostu się nudzi, marnuje.

      Po czwarte "naukowe"zacięcie, pragnienie obserwacji, eksperymentów.
      W przedszkolu nie ma na to warunków. Nie ma też z kim na tematy "naukowe"
      podyskutować. Nie ma kiedy czytać.
      Diecko ma wrażenie,że marnuje czas.

      Nie chodzi mi przy tym o jakieś nadzwyczajne zdolności, ale o cechy osobowości.

      W szkole syn radził sobie dobrze, ale jej nie lubił i korzystał z każdej okazji,
      by zostać w domu. Niezbyt dobrze wspomina też zorganizowane wakacje, kolonie
      obozy. Na szczęście zawsze była tam biblioteka.
      Dopiero w dobrym liceum - w super klasie - czuł sie dobrze. Ale tylko ze
      względu na kolegów, wśrod których znalazł podobnych sobie.

      Obecnie pracuje naukowo, właśnie skończył doktorat.
      Umie pracować w zespole, ale z podobnymi sobie.
      Nie znosi marnowania czasu, nigdy się nie nudzi, chodzi swoimi ścieżkami.
      Nie nauczył się i chyba nigdy nie nauczy się porządku, dyscypliny,
      podporzadkowania się innym, polegania na autorytetach.

      Maderku, jeśli masz podobnego "typa" w domu, daruj sobie wszelkie próby
      uspołecznienia, poza niezbędne minimum.
      Jak pisał Korczak: "By było, czem jest".


      • brucha Re: Poddaję się - nie lubię... 04.10.06, 19:34
        nie wiem jak u Mader ale do mojego 5-latka opis pasuje jak ulał. oby tylko tak
        dobrze wylądował jak syn Rycerzowej. Ale my już trzeci rok przedszkole
        ćwiczymy. żeby uspołecznić. trafiliśmy na panią która znalazła z młodym nić
        porozumiena i to chyba pomogło. ale tytułu największego dziwoląga w historii
        przedszkola to nikt nam raczej nie odbierze.
        Podejrzewałam Zespół Aspergera, zaciągnęłam do psychiatry, obserwował go
        psycholog. w końcu odpuściłam. czasami nawet usłyszę, że w przedszkolu
        było 'nie tak strasznie', co jest wielkim komplmentem.
        • joanka741 Re: Poddaję się - nie lubię... 05.10.06, 06:46
          Brucha pociezylas mnie..............
          Ja tez jak uslysze ze nie bylo tak zle to sie ciesze............
          Tez zastanawaiam sie czy isc do PPP ale boje sie chyba troszke.......
          I mam nadzieje ze jednak jest OKBoje sie bo w ciazy zarazilam sie pod koniec
          cytomegalia.
          Niby pediatra od chorob zakaznych mnie uspakajal ze wirus nie zdazyl przejsc
          przez lozysko, przeszly ponoc tylko P/ciala ale...
          Jak pisalam w poniedzialaek rozwail okulary koledze, wczoraj pobil sie z drugim
          gackiem.
          Dobrze ze ponoc tamten pierwszy go walnal.
    • samboraga Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 12:23
      no tak, ja jestem za przedszkolem, jednak...
      Mamo_KAsiu, to nie miało być konfrontacyjne sfomułowaniesmile))

      mój też dużo chorował, w pierwszym półroczu odbierałm go wcześniej, raczej
      'musiał' być w przedszkolu, bo pracowałam, ale duzo chorował
      Mader, ja 'walczyłam' z moim do piątego roku życia...droga przezz mękę czasami
      to była, ale teraz uważam, że warto było...
      walczyłam tzn. rozmawialiśmy, tłumaczyłąm, jemu zdarzało się płakać i w
      pięciolatkach (jedynemu w grupie, np. po dłuższym przeziębieniu), zazdrościłam
      mamom dzieci które nie miały czasu by pomachać na pożegnanie, bo tak się
      spieszyły do zabawy, albo po prostu lubiły panią, zajęcia...mój też lubił
      zajęcia, ale też chciał po swojemu (do łazienki szli gęsiego śpiewając 'jedzie
      pociąg...' mój jak nie był 'maszynistą' to w proteście albo szedł z panią za
      rękę albo obok pociągu....), do tego drobiazgi wytrącały go z równowagi (bo
      jakieś dziacko usiadło obok niego a on nie chciał...)
      w wątku o sukcesie napisałam, że teraz towarzysko jest mu dobrze - nie jest to
      moja zaśługa w sensie że dobierałam mu kolegów z klasy, ale jest to wielka i
      ciężka praca pań z przedszkola i moja, i nie piszcie proiszę że jakby nie był
      jedynakiem to by 'nie musiał' bo by miał trrening - dziecko w grupie zachowuieje
      się inaczej(obserwowałąm też kolegów syna w przedszkolu, ktrózy mimo posiadania
      rodzeństwa wejść w grupę nie potrafią do tej pory), mojemu przedszkole się b.
      przydało (tylko ood tej strony patrząc a sa i inne plusysmile
      efekt był już w zerówkowej grupie - inaczej zaczął 'być' z dziećmi, ale tam były
      już wewnętrzne podgrupy i nie do końca tak było jak chciał
      a teraz w nowej grupie, gdy od początku były tworzone związki, okazało się, że
      daje sobie dobrze radę, że zdobywa nowych kolegówsmile)) (z przedszkola przeszło
      tylko trzech z jego grupy)
      życzę wytrwałości i argumentów do rozmów z bystrzakiemsmile))

      • mama_kasia Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 12:30
        smile
        • samboraga Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 13:10
          smile

          dodam jeszcze, bo pisałam na szybko, bo mały się budził - sprawa z przedszkolem
          to dla mnie nie tylko związki z kolegami czy nauka (akurat u nas ważna, bo
          program ciekawy, autorski, nie infantylny)
          Mader pisała o tym, że wiek szkolny to siłą rzeczy standaryzacja dzieci...
          wiecie, ja jestem bardzo za oryginalnością, indywidualizmem, ale mam też w
          otoczeniu karykaturę takiej postawy i po różnych przemyśleniach uważam, że
          dzieckjo musi jednak znaleźć się w jakichś standardowych 'widełkach', tak chyba
          jest jednak lepiej...że teraz czytamy, teraz piszemy, a mówi tylko ten kto
          podniesie rękę...i to zadanie przedszkole spełnia dobrze - jest czas zabawy i
          czas pracy
          • samboraga i najważniejsze.... 03.10.06, 13:39
            i jeszcze jedno, bodaj najważniejsze wg mnie - człowiek staje się całością w
            grupie społecznej, wiele cech dopiero wtedy wychodzi, ja też miałam szansę
            poznać w całości moje dziecko, a w przedszkolu wspaniale pracowano nad jego
            mocnymi i słabymi stronami i z tego się b. cieszęsmile)) nad wieloma trzeba
            trzymać rękę na pulsie i teraz, ale sa juz oswojone, rozpoznanesmile
            uważam, że bez przedszkola, naszego przedszkola, mielibyśmy teraz do
            przepracowania nie tylko koncentracjęwink)

            ps. przepraszam, że w odcinkach piszę, ale w doskoku od niemowlakawink
    • joannab-o Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 12:59
      Ja też nie lubię przedszkola, moje dzieci nie chodziły.
      To co nazywa się uspołecznieniem, to w wypadku dziecka tak małego, nie
      mającego dystansu do siebie, innych, do tego, co przekazują mu dorośli jest
      raczej nauką konformizmu. Szkodzi i temu dziecku, które, jak Twoje, buntuje się
      i temu, które wchodzi w przedszkole jak w masło (temu nawet bardziej).
      Obydwaj moi synowie zaaklimatyzowali się w zerówce bez żadnych problemów,
      potrafią bawić się z każdym i są jak najbardzej uspołecznieni. Taką postawę
      "wybrali", a nie została im narzucona, może metodami, których nie umiałabym
      zaakceptować...
    • joanka741 Re: Poddaję się - nie lubię... 03.10.06, 21:33
      A ja podobnie nie lubie jak moj syn chodzi do przedszkola,ale uwazam ze dobrze
      mu zrobi........
      jest ruchliwym, blyskotliwy rozmownym 5 latkiem.
      Co czesto jest klopotliwe.
      gada kiedy trzeba siedziec cicho, nie slucha.
      w poniedzialek rozwalil koledze okulary- podobno kolega sie chcial
      boksowac........
      co z takim robic???
      Maz chcial go wypisac, jednak uwazam ze pewne granice musi poznac, a im
      wczesniej je pozna tym lepiej dla niego.
      przedszkole dla niego to nie nowosc...... chodzi tam juz 4 rok.
      Nie wiem dlaczego tak opornie mu idzie.
      Nie wychowuje go bezstresowo, jednak tez nie karam za kzde przewinienie bo jego
      zycie byloby pasmem kar.........
      Zostaje modlitwa, rozmowa i nadzieja ze bedzie lepiej
    • addria Re: Poddaję się - nie lubię... 04.10.06, 10:41
      I dlatego ja posłałam swojego dopiero wtedy, gdy sam się poczuł na to gotowy i
      gdy wyraził takie życzenie.
      Wiem, że jako 3 czy 4-latek nie czułby się w przedszkolu dobrze. Zbyt
      intensywnie przeżywałby rozstanie z nami, przymus podporządkowania się regułom,
      a poza tym wtedy nie był jeszcze wystarczająco samodzielny. I choć teraz też
      tęskni, nawet czasem mówi, że nie chce iśc, to jednak za chwilę już zmienia
      zdanie, przypomina sobie, że coś ciekawego ma być do zrobienia w przedszkolu,
      że koleżanka fajna tam jest wink i idzie.
      Wiem, że mojemu synkowi przedszkole dobrze zrobi, ponieważ on też jest z tych
      nieprzystosowywalnych indywidualistów, co to chcą wszystko po swojemu robić,
      dyskutować i wyrażać sprzeciw wink A w zerówce już luzu nie będzie. Przedszkole
      ma go zaprawić przed tym wyzwaniem. Dom to dom, tu jest inaczej, mimo starań
      nie przygotowalibyśmy go w pełni do rygorów życia szkolnego. Pewnie, że są
      dzieci co bez bólu idą do zerówki, ale są dzici, które potrzebują na
      przystosowanie się więcej czasu. Dla nas ten rok w przedszkolu temu ma m.in.
      służyć. Wolę, by w miarę bezbolesnie wdrożył się do takiego życia, poprzez
      przedszkole, niż żeby od razu rzucać go na głęboką wodę. Znając swoje dziecko,
      wiem, że byłoby mu bardzo trudno, a tak już widzę pewne efekty. Nasze
      przedszkole, choć państwowe wink, na szczęście też jest dość ambitne w
      zamierzeniu i z tego co wiem, dzieci stąd są bardzo dobrze przygotowane do
      szkoły. Chociaż mój synek już mając 2,5 roku znał cały alfabet, cyfry, kolory,
      itp, bo do nauki i poznawania nowych rzeczy jest chętny, to tutaj musi już
      robić rzeczy, których wyjątkowo nie lubi, a jednak powinien już zacząć, np.
      pisania liter "pisanych" (on uznaje tylko drukowane, choć zna takie i takie,
      to "pisane" mu nie leżą i już wink, czy np. dokładności i cierpliwości, których
      wymaga rzetelne i dokładne zamalowanie kredką figury geometrycznej. Panie też
      zaszczepiają w dzieciach ideę patriotyzmu (na razie lokalnego wink , o czym ja,
      przyznam się, na razie nie myślałam w ogóle wink Wreszcie uczy się typowo
      społecznych zachowań, typu jak wspópracować w większej grupie, jak dawać sobie
      radę z nie zawsze uprzejmymi rówieśnikami (i to przez dłuższy czas, a nie jak
      dotąd tylko podczas spaceru na plac zabaw), no i jak samemu ustępować, dzielić
      się z innymi, czekać na swoją kolej, itp. To wszystko to dobry trening przed
      szkołą i prawdziwymi obowiązkami.
      Oczywiście ja też zawsze odbieram mojego wcześniej, tak żeby te zmiany były
      jednak stopniowe.
      Ale póki co, to zaliczamy kolejną chorobę sad((
    • mader1 Re: Poddaję się - nie lubię... 04.10.06, 10:51
      Mały nie jest agresywny, choć miał takie zapędy, gdy miał koło 2 lat. Na
      szczęście się udało jakoś go uporządkować.
      Ale trudno go podporządkować a jemu trudno ustąpić, choć swoje niezadowolenie
      wyraża raczej krzykiem ew. płaczem bezsilności.
      Potrafi wyczuć każdą kpinę i zart ze swojej osoby. Jest wtedy ogromnie zły i
      mówi to, niezależnie z kim ma do czynienia smile)))
      Przemawiają do mnie wszystkie argumenty i to jest najgorsze, niestety.
      Natomiast na razie najbardziej to, co pisze Samboraga.
      Jedyna obawa dotyczy tego, czy w przedszkolu synek będzie rozwijał swoje
      interpesonalne ( dotychczas kiepskie) umiejętności, czy zamknie się w swoim
      świecie. Uchodząc za dziwaka. I jeszcze... ile ten rozwój będzie go kosztował.
      Czuję, ze muszę jeszcze trochę poczekać, jeszcze poobserwować.
      Ale nie lubię, nie lubię...
      Ta walka, walka w gruncie rzeczy o stopniowe " odchodzenie" dziecka jest bardzo
      dla mnie przykra.
      • alex05012000 Re: Poddaję się - nie lubię... 04.10.06, 11:39
        wiecie co? czytając waszą dyskusję odnoszę wrażenie, że to mamy chodzą do
        przedszkola a nie ich dzieci... oraz, że to mamom trudno, o wiele trudniej, się
        przystosować do sytuacji, w której dziecko jest w przedszkolu a nie w domu...
        to mama powinna uciąć "pępowinę" a nie moze lub nie chce... może nie trzeba aż
        tak analizować i przemyśliwac z 10 stron?!
        ja jestem z tych "wyrodnych", najpierw niania, potem przedszkole, na pełny
        dzień, nie na 2-3 godzinki... poszłam do pracy jak Ola miałą 11 miesiecy,
        niania była dopóki ola była mała, tzn miała 3,2 jak poszla do przedszkola, od
        marca, adaptacja nie była wcale łatwa, na początku siedziała całe dnie w kącie
        i czekała, az ją babcia ok 16h00 odbierze... , w nastepnym roku też od września
        z powrotem na nie, z czasem było lepiej, a od zeszłego roku przedszkole
        najlepiej zeby było 7 dni w tygodniu, a jest tam naogół 9 godzin dziennie! od
        8h15 do 17h15...
        poszła do przedszkola bo po pierwsze uważam, że obecnie przedszkole, zwłaszzca
        dla jedynaków, i pracujacych matek to idealne rozwiązanie, a po drugie rachunek
        ekonomiczny był prosty: niania kosztowała 900-1000 zł a przedszkole 350...; i
        mogłam sobie lubić czy nie lubić, nie miałam wyboru... moze niektórym może sie
        to wydać okrutne, ale takie jest życie..., nie widzę w moim dziecku jakiejs
        traumy wyrządzonej przez przedszkole... a w każdym razie ani niania ani ja nie
        byłabym w stanie zapewnic jej takiego rozwoju jaki ma tam...
        ja do przedszkola nie chodziłam i z perspektywy lat żałuje! byłam i potem w
        szkole zostałam właśnie samotnikiem, indywidualistą, nieprzystosowanym, miałam
        mało koleżanek a kolegów wcale... towarzysko szkołe podstawową wspominam jako
        horror, liceum nieco lepiej, najlepiej studia...
        • mader1 Re: Poddaję się - nie lubię... 04.10.06, 11:53
          no tak. Moje dzieci chodziły do przedszkola. I w moim życiu było różnie. Jak
          musiały , to musiały i już. Tak jak piszesz. Inna sprawa, że wcale się mocno
          nie broniły.
          Zapewne sytuacja ta jest przeze mnie rozpatrywana z wielu stron, dlatego
          właśnie, że nie ma sytuacji, że synek " musi". Tak się zdarzyło, że gdy mnie
          prosi czy nie mógłby zostać, nie mam takiego argumentu - " nie, wychodzę do
          pracy". Ani to moja wina, ani zasługa Alex. Tak się życie potoczyło po prostu.
          W związku z tym mogę się zastanowić nad tym , co jemu potrzebne, co dla niego
          korzystniejsze.
          I mogę nie lubić tych wszystkich dylematów.
          Zwłaszcza, że jeżeli prosi, to odruch jest taki, pierwszy odruch serca, że
          właściwie dlaczego nie ?
          W końcu jest mały, nie ma obowiązku przedszkola, nie " musi zarabiać" na dom i
          od wiekow dzieci były z matkami.
          Wyraziłam tylko swój chwilowy, mam nadzieję, stan ducha. Prawdziwy. Może dla
          kogoś dziwaczny.
          • alex05012000 Re: Poddaję się - nie lubię... 04.10.06, 14:14
            mader!
            mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona, twój stan ducha wcale nie jest
            dziwaczny, rozumiem go, ja też miałam chwile zwątpienia, dylematy, ze złami
            odjeżdżałam spod przedszkola, - ja raczej pisałam tak w kontekście: "chciałabym
            mieć takie problemy i dylematy!! ..." nie obraź się Boże broń... obowiązku
            przedszkola nie ma, wiem, że od wieków dzieci były z matkami, też, ale to nie
            jest dla mnie osobiście dobry argument...
            ja akurat jestem BARDZO za przedszkolem, nie tylko z racji tego, że pracuję, i
            nie ma mnie w domu, ale może głownie dlatego, że nigdy w przedszkolu nie byłam
            i zabrakło mi tego etapu życia, jak napisałam byłam kompletnie nieprzystosowana
            do szkoły i towarzysko... uważam, ze każdemu dziecku, no moze niekoniecznie od
            2,5 czy 3 lat, ale tak od 4-5 napewno socjalizacja przedszkolna dobrze zrobi,
            napewno jest bardziej "miękka" niz szkolna..., te wszystkie zajęcia, nauka
            wierszy i piosenki, zabawy, ruch, rówieśnicy, wspólne wyjścia, przyjaźnie...
            dom tego nie zapewni, nawet najbardziej cudowny...
            wiesz, Ola czasem, myślę, że każde dziecko ma dni, w które nie chce isć do
            przedszkola, nie ulegam, bo nie mam jak, ale nie ulega
            • alex05012000 Re: CD... 04.10.06, 14:21
              WYSŁAŁO...
              nie ulegałabym tez raczej gdybym mogła, tak dla zasady...(czasami mam dzień
              wolny inny niz polskie święta, a Ola wtedy jest w przedszkolu mimo, iż ja do
              pracy nie idę...)
              poza tym to co mówią dzieci (m. in o przedszkolu ) należy prze 1/2 podzielić,
              moja Olka ostatnio okropnie konfabuluje, opowiada niestworzone historie, jej
              koleżanki też...
              a tak a propos możesz przecież posyłac synka na kilka godzin, do obiadu...
              • mader1 Re: CD... 04.10.06, 14:42
                dziękuję za ten list. Nie czułam się urażona, a raczej sklasyfikowana. Uważam,
                że każda sytuacja rodzinna po prostu jest wypadkową wielu różnych okoliczności.
                I człowiek w każdej z nich powinien zachowywać się racjonalnie i
                odpowiedzialnie.
                W takiej został postawiony, jeżeli jestem wierząca, to mam nadzieję, że przez
                Boga i w niej musi się poruszać.
                I własnie dylemat tu polega na tym, że nie muszę , a " mogę" i to jest nowość.
                i nie jest dla mnie proste odpowiadanie " musisz", choć dziecko nie musi. Sama
                dla siebie muszę znaleźć inne argumenty.
                Twój drugi post bardzo mi pomógł, o podałaś mi jakieś argumenty.
                Ja nie chodziłam do przedszkola - mama odebrała mnie po pół roku, gdy
                zaczynalam się zgrywać z grupą. Do dziś pamiętam, że żałowałam, bo chociaż ona
                widziała liczne wady dzieci i pań , ja uważałam to za normę smile))) w stosunkach
                z ludźmi.Wolałam chodzić.
                Ale, żeby namieszać napiszę, że mój mąż nie cierpiał przedszkola. Pomimo, iż
                wcześniej był w żłobku i nie była to pierwszyzna. Nie chciał, choć nie czepiał
                się nogi matki. Chorował. Wreszcie uciekł i wrócił do domu na wycieraczkę.
                Dopiął swego, choć nie mogli, musieli móc. Wychowywał się w domu aż do szkoły.
                • samboraga Re: CD... 06.10.06, 10:22
                  to ja chyba miałąm łatwiej, że moje pierwsze dziecko jest tym ‘trudnym’smile i
                  przyjęłam tę trudność z dobrodziejstwem inwentarzawink) pewnie i mi by się serce
                  krajało gdyby starsze dziecko weszło w przedszkole jak w masło a tu takie
                  dylematy…sad(

                  u nas zasada ‘dzieci w wieku przedszkolnym maja swoje zajęcia w przedszkolu, a
                  rodzice swoje w pracy i w domu’ była dla mnie oczywistością (miałąm okresy wolne
                  w pracy np. cały tydzień, i chodził, brałam go wcześniej, jak pisze Alex), nie
                  rozpatrywałam ‘czy przedszkole’ - chciałam tylko uniknąć warunków w jakich ja
                  spędziłąm wczesne dzieciństwo, a ktore były na granicy zwyrodnieniasad( (może
                  tamte czasy? kto słyszał o prawach dziecka...) - zajęcia ciekawe, urozmaicone
                  jak na ówczesne normy, ale...35 dzieci w grupie (tyle jest rok w rok na
                  zdjęciach), o wychowywaniu, rozmawianiu z dziećmi nie było więc mowy, zresztą
                  nie te czasy…dyscyplina nie zdrowa tylko ślepa, niektóre panie karały fizycznie,
                  było zamykanie nieposłusznych w ciemnym schowku na leżaki, oczywiście jako
                  ‘grzeczna dziewczynka’ nigdy nie doświadczyłam tego na sobie, ale strach był
                  dużysad( a krytyka przedszkola odpadała, przecież ‘walczylo się o miejsce’crying po
                  prostu musiałam chodzić (w żłobku nie byłam, bo dużo chorowałam, prowadzano mnie
                  do jakijś ‘cioci’wink
                  moje dziecko czy zaczynając w przedszkolu, czy w szkole miałoby ze swoim
                  charakterem ‘pod górkę’, cieszyłam się, że reaguje autentycznie (tj. płaczem),
                  że nie wpada w apatię – otóż ja przestałam płakać po kilku tygodniach
                  przedszkola (więc wyglądało, że się zadomowiłamwink, ale z apatią, bezwolnością,
                  walczyłam prawie do końca szkoły...on do tej pory pozostał ‘otwarty’, mówi co go
                  ‘boli’, jak mu coś nie wyjdzie, dalej na nowe sprawy, niepowodzenia reaguje
                  płaczem i to wolęwink) taki typwink
                  natomiast jest ogromna różnica między ‘idziesz do przedszkola i już’ a
                  rozmwianiem i propozycjami ‘to ci się nie podoba – chodź, porozmawiamy z panią,
                  może usiądziesz przy innym stoliku’ itp., ale to na pewno wiesz i samasmile)) w
                  przypadku mojego syna to zdało egzamin, bo zamiast uciekać od
                  ‘nowego/nieznaneg/, obcego/ groźnego’ wyrabialiśmy w nim poczucie, że na coś też
                  ma wpływsmile) że przedszkole to miejsce i dla niego
    • mader1 Re: Dobra, już nie zrzędzę. 04.10.06, 14:59
      Dziękuję za wszystkie rady. Na razie mały chodzi do przedszkola - większość
      tygodnia krócej, dwa dni z leżakowaniem.
      Przyjrzę się jednakże, jak mu idzie.
      Jak będę miała " dołek", zajrzę na wątek ponownie.
      • my-cha Re: Dobra, już nie zrzędzę. 10.10.06, 13:46
        A mogę ja trochę pozrzędzić - bo teraz u mnie dół?
        Isia chodzi drugi rok do przedszkola. Było zawsze bardzo dobrze, cieszyła się, w
        wakacje czekała kiedy już pójdzie, we wrześniu pobiegła radośnie i ...
        i od tygodnia coś się zmieniło, prosi ze łzami żeby zostawić ją (samą) w domku.
        Nie wiem dlaczego
        część spraw w przedszkolu się zmieniła (sala, pani), część została (ulubione
        dzieci, inne panie)
        Obserwujemy, myślimy, wyciągamy z niej o co chodzi - jak dotąd bez rezultatów.
        Smutno mi gdy o niej myślę.
        I pocieszam się czytając o innych maluszkach.
        Pomyślcie o nas ciepło, żeby się wyjaśniło.
        • kulinka3 Re: Dobra, już nie zrzędzę. 10.10.06, 14:14
          Może podpytaj panią, może wydarzyło się coś z rówieśnikami albo jakiś incydent z
          nową wychowawczynią.
          Życzę sukcesu w rychłym rozwiązaniu tej zagadki.
        • samboraga Re: Dobra, już nie zrzędzę. 10.10.06, 15:04
          pomyślęsmile)
          to jednak duża zmiana jak na malucha, może przeżywa aż tak...
          • zuzanna56 Przedszkole 10.10.06, 19:06
            Mój obecnie 9 i pół letni syn poszedł do przedszkola dopiero w wieku 4,5 roku.
            Przez 3 lata chodził na 4-5 godzin dziennie. Bardzo lubił przedszkole chociaż
            na początku twierdził że nigdy tam nie pójdzie.

            Córkę(teraz ma 5,5 roku) posłałam dwa lata temu bo bardzo tego chciała. Starszy
            brat jej opowiadał jak jest tam fajnie. Ona tez chodzi na 4-5 godzin. Ja
            pracuję dłużej ale odbierają i czasami zaprowadzają ją dziadkowie.

            Myślę że posłanie dziecka na 4 godziny dziennie to dobre rozwiązanie gdy mama
            nie pracuje albo ktoś może odebrac dziecko wcześniej. Ale chyba niewiele
            przedszkoli zgadza się na to.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka