Dodaj do ulubionych

Świadectwo amiszów

22.10.06, 13:07
Jakiś czas temu prasę obiegła wiadomość o morderstwie w jednej z wiejskich
szkół w Pensylwanii, gdzie 32-letni napastnik sterroryzował i zastrzelił pięć
należących do zboru amiszów dziewczynek. Poruszyło mnie to bardzo. Zwłaszcza
to, że natychmiast mówiono o przebaczeniu i nawet obok fundacji
wspomagających rodziny dziewczynek, założono fundację wspomagającą rodzinę
mordercy. Prawdziwa szkoła przebaczenia , o której ciągle myślę. Staram się
wyobrazić tych rodziców i ich troskę o rodzinę mordercy...
W " Życiu Garwolina", które wczoraj kupiłam jest wywiad z rodziną amiszów
mieszkającą w Cięciwie, w Polsce.
37 letni Jakub Martin mówi :
" Różnica między prawdziwym chrześcijaninem a zwykłym człowiekiem polega na
tym,że chrześcijanin najpierw patrzy na cudze dobro, a zwykły człowiek
bardziej przejmuje się swoim (...) Podaje prosty przykład. Kiedyś miał zwieźć
z pola siano, swoje i samotnej sąsiadki, wdowy. Najpierw zajął się jej
sianem, dopiero na końcu swoim, chociaż w powietrzu wisiał deszcz..."
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Świadectwo amiszów 22.10.06, 13:16
      A mną to nie wstrząsnęło.
      Bo choć wybaczanie uważam za coś bardzo trudnego i jestem pełna podziwu dla
      każdej osoby, która to potrafi zrobić, to nie widzę powodu, dla którego mam
      podziwiać amisza bardziej niż innych. I te hasła, ze chrześcijanie mają się od
      nich uczyć. Jak gdyby nigdy chrześciajnie nikomu niczego nie wybaczyli.
      Tak, postapili pięknie i szlachetnie i podziwiam. Ale nie bardziej niż
      koleżankę, którą skrzywdził ojciec, a ona mu w chorobie przynosiła obiady do
      szpitala.
      • godiva1 Re: Świadectwo amiszów 24.10.06, 20:35
        Mamalgosiu, ale Amysze ta sa chrzescijanie...
    • sion2 Re: Świadectwo amiszów 22.10.06, 14:20
      A ja uwazam ze to swiadectwo byloo bardzo piękne i jaka szkoda ze swiat tak
      malo je zauwazyl, bo sensacja jest waznijesza niz swiadectwo dobra-
      przebaczenia. U nas analogiczna sytuacja wyrok dla kierowcy ktory w styczniu
      tego roku zabil w Warszawie przez nadmierna prędkosc na wiadukcie 5 osób. On ze
      łzami w oczach przeprasza rodziny ofiar, dawno wiadomo ze zaluje, ze sam
      przeazywa osobista tragedie - i kamera na te rodziny, na twarze pelen
      nienawisci i zalu "a co mi z jego przeprosin, oby szczezł w tym więzieniu". Nie
      chodzi o to ze to przebaczenie amiszów było wieksze niz np. moze sie wydarzyc w
      naszym zyciu ale o to ze bylo to wydarzenie medialne, ja mialam wrazenie ze
      ogladam sceny z pierwszych wiekow chrzescijanstwa gdy wierzacy byli mordowani i
      blogoslawili swych katów. Piękne, prawdziwe chrzewscijanstwo choc co do znakow
      zewnetrznych - odrzucania przez nich cywilizacji to nie popieram.
      • mary_ann Re: Świadectwo amiszów 23.10.06, 15:24
        Podobnie jak Sion, uważam, że to piękne (zawstydzajaco piekne!)świadectwo.

        I choć też jakoś nie bardzo "pasuje" mi radykalizm amiszów w codziennym zyciu ,
        to z drugiej strony ich postawa w dzisiejszym świecie wzbudza we mnie ogromny
        szacunek.
    • kulinka3 Re: Świadectwo amiszów 22.10.06, 15:43
      Też byłam pod ogromnym wrażeniem, szczególnie tej natychmiastowej troski o
      rodzinę mordercy, która została również dotknięta tą tragedią.
      To przykład, jak można topić zło w obfitości dobra.Piękny i zawstydzający.
      Czasami nawet nie chowamy w sercu urazy czy nienawiści do osób, które nas jakoś
      zraniły czy skrzywdziły, ale tak trudno nam wyjść z dobrem w ich stronę,z
      uśmiechem, z dobrym słowem.
      Takie historie budzą we mnie wołanie, aby Chrystus ciągle przemieniał moje
      serce, bym miłowała bardziej.
    • dorotkak Re: Świadectwo amiszów 22.10.06, 18:26
      kiedy byłam w Stanach miałam styczność z Amiszami, ich wioska znajdowała się
      niedaleko miejsca naszych wakacyjnych wypadów, wtedy zrobili na mnie ogromnie
      duże wrażenie ze swoimi bryczkami, strojami i całą postawą życiową, tym z
      wielkim smutkiem przyjęłam wiadomość o tragedii, która ich dotknęła, a my/ja
      możemy się wiele wiele od nich nauczyć
    • jusiadyk Re: Świadectwo amiszów 23.10.06, 22:03
      A moją uwagę przykuła pewna wypowiedź jednego z tych Amiszów, mniej więcej
      taka "Słyszałem, że wy macie takie gry w komputerze w których się strzela do
      ludzi. Jak tak może być? No jeżeli naprawdę takie rzeczy istnieją to takich
      historii jak u nas może się zdarzać więcej". Zaskoczyło mnie to zderzenie tego
      co dla nas zwyczajne (strzelanie w grach komputerowych) z jego zdziwieniem.
      Trochę tak jak w kolędzie "Silent night" w wydaniu Simona&Gurfankela.
      Też będąc w Stanach stykałam się z Amiszami, którzy (o zgrozo) podróżowali
      ichnim PKSem. Ich strój robił wrażenie, siłą powstrzymałam sie przed robieniem
      zdjęć, bo wiem, że tego też nie akceptują.
      • oleswava Re: Świadectwo amiszów 24.10.06, 23:27
        Ja powiem szczerze, że również byłam bardzo poruszona całą tą sprawą i ich
        postawą po tej tragedii - bo ja nie wiem, czy potrafiłabym wybaczyć, gdyby ktoś
        w szkole strzelił w głowę mojej Basi. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie bólu
        jaki musiałoby to spowodować - gdyby ktoś dał mi w takim momencie broń do ręki
        i tego, który to spowodował, to naprawdę nie wiem... Dlatego tym bardziej
        podziwiam tych ludzi, nie wiem, czy kiedykolwiek dojdę do takiej wiary... Wiem,
        jedno - na pewno nie chciałabym się o tym przekonać.
    • mader1 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 20:27
      Gdy pisałam o świadectwie amiszów, nie przyszło mi do głowy, że wkrótce
      przeczytam o przebaczeniu zupełnie blisko sad
      W zawiązku z samobójstwem upokorzonej nastolatki
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3702122.html
      "- Córka nie interesowała się chłopcami - mówi cicho matka Ani. Mąż obejmuje ją
      milcząc. - Była bardzo skromna, nawet wstydliwa. Krępowała się, by odsłonić
      choćby kawałek brzucha. W szkole szło jej przeciętnie, ale wszystko nadrabiała
      pilnością... Do końca życia nie wybaczymy sobie, że nie domyśliliśmy się, że
      tam w szkole stało się coś tak poważnego. Napiszcie, że nie winię za śmierć
      córki tych chłopców, ani ich rodzin. Zadzwonię do ich matek, żeby wiedziały."
      • kulinka3 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 20:46
        • kulinka3 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 20:48
          Nie wiem, czy to przebaczenie, czy wyrzuty sumienia rodziców?
          Ale nie mnie to oceniać.
          • samboraga Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 22:14
            > Nie wiem, czy to przebaczenie, czy wyrzuty sumienia rodziców?

            dlaczego wyrzuty sumienia? czemu rodzice są winni? że nie mieli córki z żelaza?
            a przebaczenie - jakoś nie potrafię uwierzyć, niby wierzę, że są ludzie wierzący
            'aż tak', ale ci chcłopcy (i całą klasa, nie reagując) dopuścili się potwornego zła
            • kulinka3 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 22:49
              Choćby dlatego,że po takim upokorzeniu, jakie spotkało tę biedną dziewczynę, ona
              w domu nie pisnęła ani słowa.Ani ona ani jej brat, który o sprawie wiedział od
              nauczycielki.
              Uważasz,że to normalne?
              • agrescik75 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 23:15
                To nie było upokorzenie, to był zwykły gwałt!
              • samboraga Re: Jeszcze jedno świadectwo... 25.10.06, 23:38
                nie znamy rodziny, ale dziewczyna, po tym co zaszło, mogła działać w szoku,
                to co się stało pod pewnymi względami było gorsze do morderstwa, było śmiercią
                cywilną
                poza tym w pewnym wieku tulenie się do mamy i taty już nie pomaga, z pewnymi
                bólami zostajemy sami, nawet w tak młodym wieku
                nie zrozum mnie źle - gdyby coś przytrafiło się mojemu synowi też bym chciała by
                przyszedł z tym do mnie, żebym mogła mu pomóc...ale nadejdzie czas, gdy nie
                będzie przybiegał ze swoimi problemami nie dlatego, że mi nie ufa (na razie mamy
                dobry kontakt i marzę by tak pozostało) ale dlatego, że 'stanie się sobą',
                odejdzie psychicznie
                tę dziewczynę spotkało coś ze świata dorosłych, coś z czym nawet osoba dorosła
                miałaby problemy
                • kulinka3 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 26.10.06, 06:02
                  Ja naprawdę rozumiem,że dziewczynka była w szoku, bo macie rację że można to
                  wydarzenie skawlifikować jako gwałt, wiem też że dziewczynki w tym wieku nie
                  tulą się do mamy opwiadając wszystko jak 6 latki, nie znam też rodziny i jak
                  napisałam wczesniej, nie mnie oceniać.Ja osobiście miałabym jednak poczucie
                  ogromnej klęski wychowawczej.
                  Po pierwsze i przede wszystkim postawa brata.
                  Po drugie, dziewczyny można nie biegać do rodziców z byle problemem, ale jednak
                  gdy dzieje coś naprawdę poważnego, nie byłabym w stanie tego
                  ukryć.Przepraszam,że powiem, jak stara ciotka. Za moich czasów dziewczyny
                  chodziły do łóżka z chłopakami, piły alkohol i rodzice o tym nic nie wiedzieli,
                  ale jednak, kiedy któraś zaszła w ciążę albo wydarzyło się coś naprawdę
                  poważnego, mówiło się rodzicom.
                  Nie wiem, nie mam w domu nastolatki, ale chciałabym, aby moje dziecko potrafiło
                  w domu powiedzieć nawet o takiej straszliwej rzeczy.
                  Bardzo współczuję tej rodzinie i polecam ją w modlitwie.
                  • mader1 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 26.10.06, 10:02
                    Swoją wiedzę czerpiemy tylko z tego, co napisali dziennikarze, a oni napisali:

                    Gimnazjum nr 2 stoi w centrum Gdańska. Jest piątek, 20 października. Polonistka
                    próbuje ustalić, co z nieobecną dziewczynką. Dzwoni do jej domu w odległym od 6
                    km. Kiełpinie (to przedmieście Gdańska). Telefon odbiera 18-letni brat, Patryk.
                    Nauczycielka, sądząc, że rozmawia z ojcem, prosi go o zajęcie się Anią: - Niech
                    pan zwróci uwagę na jej zachowanie i zapyta, co właściwie zaszło w szkole.

                    Patryk mówi mamie o telefonie ze szkoły, Ania wraca tymczasem do domu. Pytana
                    przez matkę, bagatelizuje ranne zajście. - Poradzę sobie, mamo - odpowiada.
                    Jednocześnie przyjaciółkom wysyła SMS-y z informacją: "mam już dość".

                    Iwona jeszcze tego samego dnia przychodzi do domu Ani i rozmawia z nią
                    szczerze. Ania mówi przyjaciółce, że po takim upokorzeniu do szkoły nie wróci.
                    Woli popełnić samobójstwo.

                    To było tak odrażające, że nikt, nikt, żaden rodzic nie myśli, że coś takiego
                    mogło się po prostu zdarzyć na lekcji !!! sad(((
                    Moja córka też czasem przychodzi smutna ze szkoły. Czasem jest po prostu
                    zmęczona, czasem ( w tej nowej szkole) zniesmaczona podejściem nauczycieli do
                    uczniów ( kiedy wyśmieją kogoś, kto się zwyczajnie pod tablicą wystraszył),
                    dawniej bywało, że pokłóciła się z koleżanką, przyjaciółką. Oczywiście mama
                    widzi, że coś nie tak. Oczywiście pyta. I jak dziecko opędza się " Nic się nie
                    stało...", " poradzę sobie", to trzeba odczekać, żeby się otworzyło.
                    Z wyjątkiem sytuacji, kiedy było publicznie zgwałcone. Ale kto normalny
                    przypuszcza, że coś takiego mogło stac się w trakcie lekcji w szkole !!!!!!!!!!!
                    Moje dziecko zaczęło chodzić do państwowej, dużej szkoły. Czy mam za każdym
                    razem podejrzewać ??? Też jest ładna, też nie chce na razie " chodzić" z żadny
                    z kolegów. Też paru pisze do niej na gadu - gadu lub przysyła esms- y bardzo
                    często.
                  • samboraga usprawiedliwianie zła 26.10.06, 10:06
                    bardziej niż postawa rodziny szokują mnie usprawiedliwiające komentarze
                    gimnazjalistów ('chcieli się popisać') i niektórych osób dorosłych ('to były
                    takie żarty, chłopcy w tym wieku tacy są') w ogóle nie słyszę głosów
                    solidarności z tą dziewczyną, żadnych 'marszów milczenia', to pewnie można
                    psychologicznie czy socjologicznie wyjaśnić, biernie brała udział cała klasa,
                    ALE...sad(((
                    niezależnie jak pomogliby jej rodzice to przeżyć, to wróciłaby do takiego
                    środowiska, środowiska, któe uważa, że 'nic się nie stało wielkiego'...nadal nie
                    rozumiem pochopnego wybaczenia, moim zdaniem tutaj potrzeba raczej NAJPIERW
                    nazwania, że zło jest złem (ale żeby była jasność - nie jestem za specjalnymi
                    szkołami dla trudnej młodzieżycrying()
                    przy zabójstwie, jak to było w przypadku amiszów, to było oczywiste - tutaj jak
                    widać niestety niesad(((

                    • marzek2 Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 12:23
                      Ja jestem w szoku sad Cały wczorajszy wieczór męczyłam Ciumaka swoimi czarnymi
                      wizjami przyszłości naszych córek w gimnazjum i syna też, jako mającego wszelkie
                      zadatki na ofiarę klasową z powodu nikłego wzrostu sad
                      Jak pomyślę o tych chłopakach, to nijak nie mogę uczuć chrześcijańskich
                      wykrzewać z siebie. I to o czym piszesz Samboraga - to usprawiedliwiania zła
                      mnie dobija i wkurza.

                      Ja nie wiem, czego mam swoje córki uczyć - gryźć??? Kopać między nogi??? Bo na
                      pomoc klasy by liczyć nie mogły sad
                      • addria Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 12:38
                        > Ja nie wiem, czego mam swoje córki uczyć - gryźć??? Kopać między nogi??? Bo na
                        > pomoc klasy by liczyć nie mogły sad

                        Chyba tak, niestety. Już tak w życiu jest, że silniejszy słabszego wyczuje i
                        zaszczuje sad Ciekawe dlaczego akurat ta dziewczynka stała się ich ofiarą...?
                        • mader1 Re: chodzenie do szkoły - wyrokiem 26.10.06, 12:46
                          I w gdańskim gimnazjum i we wsi usłyszeliśmy też plotki o zadawnionych
                          konfliktach między chłopcami a Anią. Jeden z nich miał się podkochiwać w
                          dziewczynce. Odrzucony, zagroził zemstą. Cała piątka zaczepiała Anię i
                          dokuczała jej od kilku tygodni.

                          Znowu wyjęłam fragment artykułu. To chyba dlatego znęcali się nad tą
                          dziewczynką. Nie widziała dla siebie wyjścia. Nie widziała szans na pomoc ze
                          strony dorosłych...
                          • kulinka3 Re: chodzenie do szkoły - wyrokiem 26.10.06, 12:56
                            mader1 napisała:

                            Nie widziała szans na pomoc ze
                            > strony dorosłych...
                            >
                            I to jest dla mnie w tej historii drugie dno.Bardzo smutne.Nie było wokół tej
                            dziewczynki nikogo dorosłego, któremu mogłaby zaufać, komu mogłaby wysłać sygnał
                            o ratunek.

                            • mamalgosia Re: chodzenie do szkoły - wyrokiem 26.10.06, 13:04
                              To nawet nie drugie dno, tylko pierwsze, bardzo ważne. Co zrobić, żeby dzieci
                              nam ufały? Nie tylko nam jako rodzicom. Ale żeby miały jakąś ciocię, której
                              mogą się zwierzyć, starszą kolezankę, nauczycielkę, nie wiem, kogo jeszcze...
                              Sięgam pamięcią wstecz, gdy sama byłam w tym wieku. Siedziałyśmy z kolezankami
                              na ławce i podchodził facet i zapraszał w krzaki, żeby się pobawić, on nam coś
                              pokaże i da czekoladę. Byłyśmy w grupie, więc cha cha cha i żadna nie szła. Ale
                              wiem, że również nikomu z dorosłych tego nie powiedziałam. Dlaczego? Z
                              rodzicami porozumienie pozostawiało wiele do zyczenia, ale ufałam babci, miałam
                              jedną panią w szkole, której czasem się zwierzałam, lubiłam księdza z religii.
                              A nikomu ani słowa. Dlaczego?
                              • samboraga Re: chodzenie do szkoły - wyrokiem 26.10.06, 14:26
                                > To nawet nie drugie dno, tylko pierwsze, bardzo ważne. Co zrobić, żeby dzieci
                                > nam ufały? Nie tylko nam jako rodzicom. Ale żeby miały jakąś ciocię, której
                                > mogą się zwierzyć, starszą kolezankę, nauczycielkę, nie wiem, kogo jeszcze...

                                też myślę, że to pierwsze dnosad
                                a z zaufaniem nie mam pomysłu, bo jest tak jak piszesz, tyle tylko, że 'za
                                naszych czasów' te zatajane sprawy nie były tak traumatyczne, a może mi się zdaje?
                      • mamalgosia Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 12:54
                        I ja bardzo dużo myślę o tym wydarzeniu.
                        Od strony technicznej największą winą obarczam dyrektora - i to nie przez
                        ogólną niechęć do szefów. Jeżeli zwolnił nauczycielkę z lekcji (nie wiem, z
                        jakich powodów), MUSIAŁ zapewnić opiekę. Zapewnił w ten sposób, że pani ucząca
                        obok powinna do nich "zaglądać". Nie raz byłam proszona o coś takiego i teraz
                        wiem, że zgodzić się na to nie można. Bo nie sposób upilnować obu klas. Jeżeli
                        zadaję coś do zrobienia jednym, nie ma mnie u drugich, no nie ma. Oczywiście
                        można tylko łazić z jednej klasy do drugiej i nie przeprowadzać lekcji - tak,
                        to jest sposób, teraz widzę, że jedyny, jeśli wymigać się nie uda. Albo
                        wszystkich wcisnąć do jednego pomieszczenia. Dyrektor miał obowiązek pójść do
                        tej klasy i pilnować młodzieży. Pewnie zostanie odwołany - tylko co z tego -
                        dziewczynce życia to nie wróci.
                        To prawda, że chłopcy w wieku gimnazjalnym są bardzo rozbudzeni seksualnie, u
                        nas w klasie biologicznej trzeba było nawet zdjąć tablicę z rysunkiem ucha
                        wewnętrznego, bo jeden łebek zapytał, dlaczego pani wywiesiła rysunek ch..a i
                        dokładnie opisał, gdzie co jest. Pewnie, że nie wszyscy, ale większość i jakoś
                        tak się nawzajem napędzają, że nie sposób wyhamować.
                        Dziewczynki bardzo różne. Są i takie, które mocno prowokują, które może nawet
                        by się cieszyły, gdyby im zrobiono coś takiego jak Ani. Ale są i takie, które
                        właśnie zareagowałyby tak jak ona. Myślę o niej ze strasznym bólem, nie wiem,
                        co czuła, ale wiem, że dzieciakom w ich wieku chce się żyć, że widzą piękno
                        świata, że kochają zabawę, że marzą o tylu rzeczach - świadomie z tego
                        zrezygnowała, jakaż to musiała być desperacja, jaki wstyd.
                        A co z resztą klasy... Nie patrzyli? Nie wiem. Tak, bywa tak, że połowa klasy
                        nie wie, co robi druga połowa, ale czy Ania nie miała nikogo w tej klasie, kto
                        pobiegłby po panią? To jest tak straszne, że naprawdę nie wiem, co myśleć.
                        Przepraszam, że tak tu się uzewnętrzniam, choć nic nowego w dyskusję nie wnoszę.
                        Jednej z moich uczennic kolega z klasy wyciągnął z torby zeszyt i na KAŻDEJ
                        stronie napisał moje nazwisko z adnotacją, że jestem k..... Dziewczynka nie
                        pojawiła się na następnej lekcji, nie wiedziałąm dlaczego. Na kolejną przyszła
                        z przepisanym zeszytem. Zapytałam, dlaczego jej poprzednio nie było, a ona w
                        płacz i nic nie mówi. Chyba ze trzy przerwy ją podchodziłam zanim powiedziała.
                        Powiedziała, że mnie lubi i że on wiedział, w którym zeszycie to zrobić.
                        Wiecie, że zupełnie nie wiedziałam co zrobić. Prosiła, żeby nie mówić rodzicom,
                        bo jak się ten chłopak dowie, to ją zabije. Nie mówić również wychowawcy - z
                        tych samych powodów. I ja naprawdę się bałam. Bo co zrobię to źle. Uznałam
                        jednak, że tak być nie może i zrobiła się grubsza awantura - grubsza o tyle, że
                        wszyscy się dowiedzieli. I wszyscy się przejęli z wyjątkiem winowajcy, który z
                        papierosem w zębach stwierdził, że ma nas wszystkich w dupie. Dziewczynce nic
                        nie zrobił - chyba, ja przynajmniej nic o tym nie wiem, a zaraz potem poszłam
                        na L-4 ciążowe, a potem dziewczynka skończyła gimnazjum.
                        Bardzo się boję tego wszystkiego co się dzieje w szkołach. Widzę parę
                        rozwiązań, ale nikt ich nie stosuje. Do mojego gimnazjum np. uczęszcza młodzież
                        z poprawczaka. Jeden taki rozwala całą klasę. Teoretycznie ma być odizolowany,
                        a praktycznie się nie da, bo nie ma pieniędzy. Druga rzecz, to po jakiego
                        diabła jest obowiązek szkolny do 18 roku życia? Mamy takiego 17latka w I klasie
                        gimnazjum. On nie chce chodzić do szkoły, my nie chcemy żeby chodził, a trzeba
                        go zmuszać i ścigać. Więc przychodzi, siada w ostatniej ławce w kapturze
                        zasuniętym na oczy i stwierdza, że w takim razie to on mi nie da poprowadzić
                        lekcji i przez całą godzinę wrzeszczy "masturbacja". Przychodzi dyrektor i
                        prosi go "Adasiu, bądź grzeczny", na co Adaś "dobra" lub "nie" - zależy jaki ma
                        humor, ale oczywiście skutków żadnych. Na panią z fizyki zamachnął się
                        krzesłem - kobieta w szóstym miesiącu ciąży, strasznie się zdenerwowała, kilka
                        dni później straciła dziecko (być może w wyniku czegoś innego, a być może
                        nie).Więc sprawa zgłaszana jest wychowawcy w poprawczaku, który bezradnie
                        rozkłada ręce, bo on też nie wie jak do niego dotrzeć itp itd etc. temat rzeka.
                        No przepraszam, wybaczcie, chyba musiałam. Bo bardzo się martwię, że na jednej
                        Ani się nie skończy
                        • mader1 Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 13:36
                          Mamalgosiu,
                          właściwie mogłabym się podpisać pod Twoimi myślami.
                          Może błądzę, ale sama nie wiem, co zrobić z dziećmi, które " nie chcą" się
                          uczyć. Wydaje mi się, ze hasło powszechnej edukacji jest trochę naiwne. Tak jak
                          hasło " u nas nie rodzą się wariaci" w komunizmie. Wydawało się, że pęd do
                          wiedzy charakteryzuj homo sapiens sapiens. Że wystarczy " zanieść kaganek",
                          ułatwić, dać psychologa, reedukatora, lekarza i pedagogów. A jednak... to nie
                          wystarczy, żeby chcieć.
                          Myślę sobie, że powszechna edukacja - w sensie nie tylko możliwości, ale i
                          przymusu szkolnego jest wspaniałą ideą i wielkim eksperymentem współczesnych
                          czasów. Coraz częściej myślę, że eksperymentem nieudanym.

                          Swoją drogą tak bardzo myślałam o tej klasie, dzieciach które to obserwowały.
                          Myślałam też o sali. O szkole. Ci pozostawieni sobie uczniowie, nie
                          spodziewali się nawet kontroli. Skoro położyli opierającą się dziewczynę na
                          ławce, rozebrali ją...To trwało. To nie było rozrzucenie książek, przewrócenie
                          ławki. Wcale się nie bali kontroli. ONI NIE SPODZIEWALI SIE, ZE KTOS ZAJRZY !
                          • agrescik75 Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 14:14
                            > Myślałam też o sali. O szkole. Ci pozostawieni sobie uczniowie, nie
                            > spodziewali się nawet kontroli. Skoro położyli opierającą się dziewczynę na
                            > ławce, rozebrali ją...To trwało. To nie było rozrzucenie książek,
                            przewrócenie
                            > ławki. Wcale się nie bali kontroli. ONI NIE SPODZIEWALI SIE, ZE KTOS ZAJRZY !

                            Dawno, dawno temu kiedy chodziłam do szkoły też zdarzało się, że zostawalismy w
                            klasie sami. Od razu robił się wielki rumor - wszyscy gadali, krzyczeli - i
                            najczęściej kończyło się to na interwencji jakiegos nauczyciela z klasy obok.
                            Tutaj hałas musiał być ogromny. I co? Wszyscy w tej szkole ogłuchli? A może
                            wszyscy nauczyciele poszli sobie na spotkanie, a dzieci w całej szkole
                            zostawili samym sobie? Dziwne w tym kontekście wydaje mi sie tłumaczenie
                            nauczycielki, że poprosiła koleżankę z klasy obok o zaglądanie do jej sali.
                            • mamalgosia Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 15:04
                              agrescik75 napisała:

                              Dziwne w tym kontekście wydaje mi sie tłumaczenie
                              > nauczycielki, że poprosiła koleżankę z klasy obok o zaglądanie do jej sali.

                              Z tego co słyszałam, to nauczycielka legalnie załatwiła sobie wyjście (nie
                              wiem, jaka była przyczyna, przypuszczam, że nie pójście po mleko do sklepu
                              tylko może rzeczywiście coś pilnego) - nie poprosiła kolezankę, tylko zgłosiła
                              dyrektorowi. To jest różnica.
                              • agrescik75 Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 15:30
                                Z wypowiedzi dyrektora wynika coś innego:
                                "- Klasa nie powinna zostać bez opieki - przyznaje dyrektor. - Nauczycielka
                                języka polskiego miała w tej klasie dwie lekcje. Na pierwszej wyszła na apel.
                                Jej obowiązkiem było poproszenie innego nauczyciela, który prowadził lekcje w
                                sąsiedniej sali, żeby co jakiś czas zajrzał i sprawdził, jak sprawuje się
                                klasa. Nie wiem, czy to zrobiła."
                                W paru miejscach pojawiła sie informacja, że nauczycielka prosiła o opiekę
                                kogoś z klasy obok.
                                Pomijając jednak czy faktycznie to zrobiła, czy nie, to nadal dziwne wydaje się
                                niereagowanie kogokolwiek.
                                Jeśli (teoretycznie) mam lekcję w jakiejś klasie i słyszę, że zza ściany
                                dobiega dziki wrzask to reaguję, a nie olewam sytuację bo nikt mnie o to nie
                                poprosił.

                                A poza tym.... nie ma legalnego wyjścia nauczyciela z lekcji i pozostawienia
                                uczniów bez opieki.

                                serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3702122.html
                                • mamalgosia Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 15:54
                                  agrescik75 napisała:

                                  > Z wypowiedzi dyrektora wynika coś innego:
                                  > "- Klasa nie powinna zostać bez opieki - przyznaje dyrektor. - Nauczycielka
                                  > języka polskiego miała w tej klasie dwie lekcje. Na pierwszej wyszła na apel.
                                  > Jej obowiązkiem było poproszenie innego nauczyciela, który prowadził lekcje w
                                  > sąsiedniej sali, żeby co jakiś czas zajrzał i sprawdził, jak sprawuje się
                                  > klasa. Nie wiem, czy to zrobiła."
                                  Bzdura!! Dyrektor się miga jak nie wiem! No to się teraz zdenerwowałam!! Co za
                                  palant! Jak jest apel i nauczycielka ma na nim być, to ON musi zapewnić klasie
                                  opiekę. Myślałam, że miała jakąś prywatną sprawę.
                                  Ależ moja nieprzyjaźń z dyrektorami szkół się pogłębiłasad


                                  > W paru miejscach pojawiła sie informacja, że nauczycielka prosiła o opiekę
                                  > kogoś z klasy obok.
                                  No to fajnie, że prosiła. Ale to była tylko i wyłącznie jej dobra wola, a
                                  zaniedbanie dyrektora.


                                  > Pomijając jednak czy faktycznie to zrobiła, czy nie, to nadal dziwne wydaje
                                  się
                                  >
                                  > niereagowanie kogokolwiek.
                                  To tak, oczywiście



                                  > Jeśli (teoretycznie) mam lekcję w jakiejś klasie i słyszę, że zza ściany
                                  > dobiega dziki wrzask to reaguję, a nie olewam sytuację bo nikt mnie o to nie
                                  > poprosił.
                                  A wiesz, ja też reagowałam. We wrześniu. Ale jak dzikie wrzaski pojawiają się
                                  codziennie, na każdej lekcji, to przestajesz reagować


                                  >
                                  > A poza tym.... nie ma legalnego wyjścia nauczyciela z lekcji i pozostawienia
                                  > uczniów bez opieki.
                                  >
                                  Legalne wyjście może być. Nie może być pozostawienia dzieci bez opieki.


                                  > serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3702122.html
                                  • agrescik75 Re: usprawiedliwianie zła 27.10.06, 09:59
                                    > Bzdura!! Dyrektor się miga jak nie wiem! No to się teraz zdenerwowałam!! Co
                                    za
                                    > palant! Jak jest apel i nauczycielka ma na nim być, to ON musi zapewnić
                                    klasie
                                    > opiekę. Myślałam, że miała jakąś prywatną sprawę.
                                    > Ależ moja nieprzyjaźń z dyrektorami szkół się pogłębiłasad


                                    Sam też chyba doszedł do tego wniosku, bo podał się do dymisji.
                                    • kulinka3 Re: usprawiedliwianie zła 27.10.06, 12:49
                                      Polecam lekturę dzisiejszego "Dziennika".
                                      Są bardzo ciekawe opinie dotyczące sprawy gdanskiej( mi.Lwa Starowicza i
                                      prof.Nalaskowskiego) i przerażający artykuł o codzienności polskich gimnazjów.
                          • samboraga Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 14:24
                            piszecie o szkole, że to problem szkoły, wychowania, możliwości edukacji...
                            a to chyba problem szerszy, społeczeństwa - braku kontroli społeczenej, tego, że
                            wszyscy boją się takich wyrostków, wystarczy, że trzech takich idzie całą
                            szerokością chodnika...to od takich 'drobiazgów' zaczyna się przekazywanie
                            młodszym, słabszym, dzieciom, że 'nic nie można poradzić', że dorosłym nie ma co
                            ufać, bo sami się boją

                            Mamałgosiu, naprawdę jest teraz obowiązek edukacji do 18 r. ż.? myślałam, że do
                            15-16, jak dawniej
                            • mamalgosia Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 15:02
                              samboraga napisała:


                              > wszyscy boją się takich wyrostków, wystarczy, że trzech takich idzie całą
                              > szerokością chodnika...to od takich 'drobiazgów' zaczyna się

                              czy ja wiem, cyz to taki drobiazg... Jeden z nich jest prawdopodobnie
                              silniejszy niż Ty, a co dopiero trzech. Chciałąbyś takich spotkać wieczorem na
                              ulicy?


                              > Mamałgosiu, naprawdę jest teraz obowiązek edukacji do 18 r. ż.? myślałam, że
                              do
                              > 15-16, jak dawniej
                              Naprawdę.
                              • samboraga Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 15:12
                                właśnie...tak sobie zażartowałam, że to drobiazgsad((
                                pewnie, że nie chcę spotkać!
                                ale ten nasz strach świetnie wychwytują dziecisad((
                                wylejesz takiego młodego bandytę ze szkoły, więc szkoła niby bedzie wolna, a on
                                stanie na ulicy za rogiem, przy szkole...więc dla prześladowanego dziecka to
                                będzie żadna zmiana...

                                Mamałgosiu, jeszcze tylko dodam, że podziwiam Cię za reakcję w sprawie tej
                                uczennicy, nawet nie wiesz jak bardzosmile
                                • mamalgosia Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 15:48
                                  Podziw nieuzasadniony.
                                  Ale skoro poruszyłaś problem wywalenia ze szkoły, to ja znowu się wypowiem.
                                  Napisałaś, że szkoła niby będzie wolno, ale dla prześladowanego dziecka żadna
                                  zmiana, bo wywalony stanie za rogiem. Pewnie to prawda, ale ja uważam, że
                                  jednak zmiana by była - przynajmniej w szkole można by czuć się bezpiecznym.
                                  Jasne, że nie załatwi to porachunków pozaszkolnych - ale w obecnej sytuacji
                                  jest problem i w szkole i poza nią - a tak byłby tylko poza nią.
                                  Osobiście jestem za relegowaniem ze szkoły uczniów, którzy własnie takie rzeczy
                                  robią. W szkołach elitarnych właśnie tak się robi. W szkołach z rejonizacją nie
                                  ma takiej możliwości. Najpierw nagana, potem przesunięcie do równoległej klasy
                                  (co nie jest żadną karą, bo zazwyczaj ci uczbiowie tak świetnie sie bawią w
                                  szkole, że poznawanie nowej klasy to wręcz nagroda), potem dopiero relegacja do
                                  innego gimnazjum - ale musi się zgodzić tamten dyrektor (a on się nie zgodzi,
                                  bo po kija mu taki ancymon), no i trzeba mu zapewnić dojazd do tej nowej
                                  szkoły... W efekcie wszyscy się kiszą w jednym miejscu. Ze szkodą własciwie dla
                                  wszystkich - znowu z wyjątkiem winowajcy
                                  • samboraga Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 22:54
                                    > Jasne, że nie załatwi to porachunków pozaszkolnych - ale w obecnej sytuacji
                                    > jest problem i w szkole i poza nią - a tak byłby tylko poza nią.

                                    wątpięsad
                                    to naczynia połączonewink
                                    powiedzmy że uczeń ubliżył nauczycielce, dyrektor chce go wyrzucić - niestety,
                                    wyobrażam sobie wahania nad tą decyzją, bo nauczycielka będzie się bała właśnie
                                    tej sytuacji pozaszkolnej
                                    a swoją drogą też uważam, że relegowanie to dobry pomysł - ale wtedy musiałby
                                    zniknąć obowiązek szkolny, taki długi
                          • mamalgosia mader 26.10.06, 15:09
                            mader1 napisała:
                            Wcale się nie bali kontroli. ONI NIE SPODZIEWALI SIE, ZE KTOS ZAJRZY

                            Prawda jest taka, że rzeczywiście nikt nie zajrzał, choć trwało to na pewno
                            dość długo. Ale nie zgodzę się z Tobą, że się nie spodziewali (co sugeruje, że
                            takie zachowanie nauczycieli mogło być na porządku dziennym). Znowu kwiatek z
                            mojego ogródka. Gdy byłam na wycieczce z moją klasą wychowawczą (II licealna),
                            chłopcy kupili wódkę. część zauważyłam już w sklepie, a części nie. No i upili
                            się - pomimo tego, że wiedzieli, że łażę wieczorem po pokojach. Co więcej -
                            opróżnionymi butelkami turlali po podłodze - no nie powiesz mi, że się
                            spodziewali, że tego nie usłyszę.
                            Marzenko, prawda jest taka, że młodzieży wcale nie przeraża wizja kontroli, nie
                            wstydzą się tego co robią, a w skrajnych przypadkach są wręcz z tego dumni.
                            Załóżmy, że nauczyciel wszedł w odpowiednim momencie. Uratowałby Anię, ale
                            sprawcom co by się stało? Nic, moja droga, NIC. Jakaś nagana, obniżenie
                            sprawowania (które pewnie i tak mają już obniżone) - takimi marnymi narzędziami
                            dysponuje szkoła. A rodzice przecież nie powiedzieliby nic gorszego niż
                            powiedzieli teraz - znaczy, że to takie żarty, nic takiego się nie stało.
                            Fatalnie, pod każdym względem fatalnie
                            • mader1 Re: mader 26.10.06, 15:18
                              Więc stało się tak, jak myslałam. Ona zabiła się z bezsilności.

                              Mam nadzieję, że słowa matki, rodziców tej dziewczyny to nie wyraz strachu,
                              bezsilości wobec sprawców. Albo lekceważenia tego, co przeżyła ich córka. Mam
                              nadzieję, że to akt przebaczenia, choć muszę przyznać, że we mnie takiej wiary
                              chyba ( nie chcę się przekonywać) nie ma. Z czasem, nie tak szybko.
                              W przypadku amiszów sytuacja była inna.
                        • maadzik3 Re: usprawiedliwianie zła 26.10.06, 18:21
                          Mamalgosiu, masz w wielu aspektach racje i bliskie mi sa Twoje przemyslenia. Z
                          jednym wyjatkiem wiec bedzie o wyjatku. Gwalt nie jest aktem seksualnym. Gwalt
                          jest skrajnym aktem agresji nastawionym na zniszczenie drugiej osoby i w tym
                          aspekcie przypomina zabojstwo. Chyba nikt nie wmowi mi ze wpolzaglodzone
                          wiezniarki balkanskich obozow koncentracyjnych byly oszalamiajaco pociagajace.
                          Albo ze rytualne gwalty "za kare" - zbiorowe i publiczne w wioskach Jemenu,
                          Afganistanu i pewnie kilku innych muzlumanskich krajow sa aktem seksualnym -
                          sprawcy postanawiajac o gwalcie nawet nigdy ofiary nie widzieli. To po prostu
                          akt skrajnej przemocy, jak torturowanie kogos (i ten sam motyw - czyjes
                          cierpienie, strach i bol podnieca sprawce). I dlatego sprawcy gwaltow to dla
                          mnie chyba najgorszy rodzaj przestepcow. Czasem latwiej zrozumiec zabojstwo.
                          M.
                          • mamalgosia maadziku 26.10.06, 21:09
                            jak najbardziej. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie, że gwałtu dokonuje ktoś,
                            kto nie jest zainteresowany seksem
                            • maadzik3 Re: maadziku 27.10.06, 10:58
                              A ja tak. Zdarzaly sie gwalty przez mezczyzn na innych mezczyznach mimo ze opcji
                              homoseksualnej nie reprezentowal nikt (najczesciej narzedziem), zdarzaly sie
                              (choc ekstremalnie rzadko) gwalty popelniane na kobiecie przez inne kobiety -
                              wygladalo to wtedy w przyblizeniu jak opis tego zdarzenia w Gdansku. Wreszcie -
                              masowe gwalty popelniane na wiezniarkach czy w warunkach wojny chyba niewiele
                              maja wspolnego z pociagiem seksualnym skoro ich ofiary bywaja stare i
                              nieatrakcyjne. Tu chodzi o zniszczenie wroga, zadanie mu skrajnego cierpienia.
                              Oczywiscie to pewna specyficzna sytuacja, ale niestety nie az tak odosobniona.
                              Smutno sie robi na mysl do czego czlowiek jest zdolnysad(
                              M.
              • maadzik3 Re: Jeszcze jedno świadectwo... 26.10.06, 18:08
                No wlasnie, a teraz jeszcze slowa ojca dziewczyny "Co sie stalo to sie nie
                odstanie a my tu mieszkamy i chcemy miec dobre stosunki z sasiadami" (w tym z
                rodzicami gwalcicieli. I naprawde uwazacie ze ona mogla liczyc na pomoc? Chyba
                sama wiedziala ze nikt jej nie pomoze. To straszne.
                M.
                • addria Re: Jeszcze jedno świadectwo... 26.10.06, 20:49
                  Odpowiadasz na :
                  maadzik3 napisała:

                  > No wlasnie, a teraz jeszcze slowa ojca dziewczyny "Co sie stalo to sie nie
                  > odstanie a my tu mieszkamy i chcemy miec dobre stosunki z sasiadami" (w tym z
                  > rodzicami gwalcicieli. I naprawde uwazacie ze ona mogla liczyc na pomoc? Chyba
                  > sama wiedziala ze nikt jej nie pomoze. To straszne.
                  > M.

                  No własnie. Taka postawa rodziców wiele wyjasnia sad
    • mader1 Re: Sumienie rodzica 26.10.06, 16:40
      Wiem, że rodzic kocha swoje dziecko. Ja swoje też kocham nad życie. Mam bardzo
      duży podziw dla rodzicow tej dziewczynki.
      I proszę, by moje sumienie , sumienie rodzica nie zawiodło mnie nigdy na takie
      manowce :

      Według relacji radia RMF w pewnym momencie z sali wyszedł adwokat, którego
      wynajęli rodzice chłopców. Powiedział, że będzie dążył do tego by przekonać
      sąd, że to nie chłopcy są winni tego co się stało, a szkoła i nauczyciele.
      • pawlinka Re: Sumienie rodzica 26.10.06, 19:21
        Krótko tylko... Szok.
        W mojej klasie w dyskusji powiedziano dziś: "To oni, owi czternastolatkowie
        mieli wiedzieć, że robią źle. My nie widzimy w tym winy nauczycieli i szkoły. W
        klasie nie było przedszkolaków, których trzeba pilnować". Powiedzieli jeszcze,
        że w swojej klasie czują się bezpieczni...
        • samboraga Re: Sumienie rodzica 26.10.06, 20:26
          teraz mnie powaliło do końca...to zdanie rodziców chłopców o ich braku winy, i
          zdanie rodziców dziewczyny, że chcą mieć dobrosąsiedzkie stosuki...

          jeszcze tylko bardzo bym chciała, by na niedzielnym kazaniu (zakładam, że są
          chrześcijanami) ktoś powiedział tej społecznośći, że to ZłO...ale jakoś wątpię...




      • addria Mader, to nie jest takie piękne, jak Ci się wydaje 26.10.06, 20:46
        Niestety, rodzicami tej dziewczynki szlachetne uczucia raczej w tym przypadku
        nie kierowały, a jak się okazuje, tylko zwykła troska o WŁASNĄ pozycję w
        lokalnej społeczności sad


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=51004255
        Wątek na ten temat z cytatami wypowiedzi rodziców.
        • kulinka3 Re: Mader, to nie jest takie piękne, jak Ci się w 26.10.06, 21:26
          Samobójstwo dziecka jest zawsze klęską dorosłych, także rodziców.Ta tragedia
          pokazuje w jakim kryzysie jest rodzina i szkoła, niestety.
        • oleswava Re: Mader, to nie jest takie piękne, jak Ci się w 26.10.06, 21:27
          Ja szczerze mówiąc, nie mogłam uwierzyć właśnie w słowa matki tej dziewczyny.
          Powiedziała, że nikogo nie wini i na dobrą sprawę sama usprawiedliwiła
          zachowanie tych chłopców mówiąc, że u chłopców w tym wieku takie zachowanie
          jest czymś normalnym (lub coś w tym stylu, taki był ogólny sens jej wypowiedzi)-
          tak w sumie uzasadniła fakt, że "nikogo nie wini". Dla mnie takie słowa to
          żaden wyraz przebaczenia, ale kompletnego niezrozumienia tego przez co przeszła
          jej własna córka.

          W ogóle najbardziej jestem zszokowana postawą dorosłych.
          Pod żadnym względem nie chcę usprawiedliwiać postawy tych chłopców, ale
          zastanawiam się jacy oni mają być skoro ojciec jednego z nich z taką
          zaciętością twierdził, że jego syn jest niewinny i uważał wyrok sądu za
          skandal. Jeśli rodzice zarówno dziewczynki jak i tych chłopców uważają, że to
          co się wydarzyło to tylko głupi wybryk, to naprawdę nie wiem w jakim świecie my
          żyjemy.
        • mader1 Re Niestety :( ((( 26.10.06, 21:37
          Niestety, nawet w połowie nie było to takie, jakie mi się z początku wydawało.
          sad(((((((
          Nie ma nikogo, kto by się o Nią upomniał sad((((((
    • aka21 Następna tragedia:(( 27.10.06, 10:11
      Właśnie usłyszałam w radiu... teraz dziewczynka, 16 lat w Elblągu, w salce
      katechetycznejsad(

      Nawet nie mogę o tym wszystkim pisać, czy naprawdę te biedne, dzisiejsze dzieci
      nie mogą do nikogo wykrzyczeć tej swojej samotności? Czy naprawdę wszyscy
      bagatelizują ich problemy? czy ten świat, aż tak się zmienił?
      • mama_kasia Re: Następna tragedia:(( 27.10.06, 10:50
        Może dodatkowo śmierć Ani była impulsem sad((

        Jak przeczytałam, dziewczynka mieszkała z dziadkami.
        Ojciec przebywał za granicą, a z mamą miała kontakty sporadyczne.
        • aka21 Re: Następna tragedia:(( 27.10.06, 11:08
          A ja się jeszcze zastanawiam nad postawami "przyjaciół" obu dziewczynek.
          Koleżanka Ani wiedziała co się stało i milczała, Monika wysyłała pożegnalne
          SMS-y i też nikt nie zareagował. Czy napewno jest to uszanowanie prywatności?
          czy jest to zwyczajna obojętność, a może strach przed innymi, silniejszymi?
          Dlaczego tak trudno jest demaskować zło?

          Mamałgosiu! też gratuluję odwagi i Twojej i dziewczynki!
          • mama_kasia Re: Następna tragedia:(( 27.10.06, 11:13
            A może tym przyjaciołom wydaje się, że to jest niemożliwe?
            Chyba nikt do końca nie wierzy, że druga osoba może popełnić
            samobójstwo. Chyba, że ktoś jest w podobnej sytuacji.
            Boją się ośmieszenia, gdyby okazało się to tylko żartem?
            • aka21 Re: Następna tragedia:(( 27.10.06, 11:42
              To, że uwierzyć w to trudno to się całkowicie zgadzam, ale chyba taka wiadomość
              jest jakimś sygnałem, że "coś" się dzieje złego. chyba takich SMS-ów nie śle
              się do znajomych tylko do kogoś bliskiego i zaufanego. Może to jest szukanie
              ostatniej deski ratunku...sprawdzenie, czy komuś na mnie zależy?

              Piszesz, że boją się ośmieszenia - czyli znów ważniejsze to co powiedzą inni
              niż dobro które może z tego wyniknąć (choć niestety nie musi!)

              Przypomniała mi się wzmianka o kobiecie która uratowała życie samobójcy tylko
              dlatego, ze zadzwoniła na policję, nie zbagatelizowała telefonów nękających ją
              w nocy. Policja również się zaangażowała i uratowali człowieka w ostatniej
              chwili....a zadzwonił do kobiety która miała numer tel taki jak jego data
              urodzenia...
              • mama_kasia Re: Następna tragedia:(( 27.10.06, 11:56
                Tak, to jest szukanie ostatniej deski ratunku, ale ...może nawet tak
                być, że przyjaciele się zastanowią i pomyślą: pogadam z nią o tym
                jutro. Coś się dzieje. ...Ale tego jutra nie ma.
                To nie jest zła wola, nie obojętność. To jest może nieumiejętność
                spojrzenia realnie na zło; na to, że coś złego może się stać.

                Mnie martwi, jak zrobić, aby dzieci chciały z nami rozmawiać.
                I jeszcze, aby umiały wczuć się w przeżycia innych, i aby nie bały się.
    • nordynka1 Re: jeszcze o Ani 27.10.06, 14:36
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3706584.html
      to link do artykułu w którym dziennikarze piszą że w tej szkole dochodziło do
      takich sytuacji częsciej, często! Dyrektor był powiadamiany. Nic nie robił.
      Dziś twierdzi że nigdy się to nie zdarzało.
      To po części tłumaczy obojętność obserwatorów. Ale nadal jest to straszne...

      znacie pewnie ten eksperyment psychologiczny w którym ludzi oswajano z przemocą
      i obserwowano ich reakcje
      wiadomo wszytkim jak co poniektórzy żołnierze walczący w Iraku traktowali
      jeńców..
      Najgorsze wydaje mi się w tym wszystkim to, że przemoc jest oswajana do tego
      stopnia do jakiego doszło u mnie w Gdańsku, nie w warunkach wojny, ale zwykłego
      codziennego życia.
      • nordynka1 Re: jeszcze o Ani 27.10.06, 22:55
        wiecie co, myślałam że w tej historii już nic więcej mnie bardziej nie zasmuci
        niż to co już wiemy, ale jednak...
        w dzisiejszym Dzienniku Bałtyckim jest rozmowa z psychiatrą i seksuologiem
        pracującym w szpitalu, w tekście jest także informacja o tym, że w internecie
        pojawiły się pytania, czy gdzieś można zobaczyć zdjęcia jakie wtedy robiono
        komórką..to jest dla mnie niewyobrażalne, mój mózg nie umie tego ogarnąć i
        przyjąć sad(((
        • aszlan Re: relacje z pogrzebu 28.10.06, 10:20
          Nie wiem jakiego użyć słowa, ale jestem podbudowana, że ten pogrzeb tak
          wyglądał. Arcyb. Gocłowski, powiedział m.in. "To co się stało było złem. Ania
          wolała śmierć niż życie z poczuciem zhańbionej dziewczęcej godności. (...) Wasza
          szkoła stała się słynna w całej Polsce, ale nie z sukcesów (..) tylko z powodu
          klęski. Chciałabym abyście z tej klęski wyciągnęli wszyscy właściwie wnioski.
          Nie możemy nie dostrzegać zła!"
          Moim zdaniem, to bardzo ważne słowa, skierowane do rodziców Ani (których
          wypowiedzi są też przytaczane w tym wątku), jak i a może przede wszystkim do
          sąsiadów. Mam nadzieję, że w niedzielę to samo powtórzy proboszcz miejscowej
          parafii, zwłaszcza w kontekście przytoczonych niżej słów brata jednego z
          chłopaków "widziałem ten film, bo to był mój telefon (...) ale to nie koledzy z
          klasy ja zabili, mój brat jest niewinny, on nic nie zrobił. Oni ja tylko tak
          dziwnie dotykali, a on tylko nagrywał film".
          No i jeszcze o postawie rodziców, która można tłumaczyć wieloma czynnikami
          (środowisko, szok, predyspozycje indywidualne), nijak się ma to jednak do
          przebaczenia, oni nie przecież nie przebczają sprawcom, bo ich nie obwiniają.

          • samboraga Re: relacje z pogrzebu 28.10.06, 11:36
            dziękuję, że napisałaś, ja już nie miałam sił śledzić dalszego ciągu, co
            wiadomość to gorszasad(
            cieszę się, że arcybiskup osobiście włączył się w całą sprawę i stanął na
            wyskości zadania, że znalazł się ktoś, kto stanął w obronie prawdy, pokrzepiającesmile
      • maadzik3 Re: jeszcze o Ani 31.10.06, 10:22
        Przyzwolenie na przemoc jest jednym z najgorszych bledow spolecznych i dla ,mnie
        strasznym grzechem. Prowadzi do eskalacji okrucienstwa bez refleksji. Wykazano
        to juz wielokrotnie seria eksperymentow psychologicznych (np. takim w ktorym
        czesc studentow miala udawac wiezniow a czesc straznikow - zaplanowany na 6
        tygodni eksperyment trzeba bylo przerwac po dwoch bo przemoc tak sie nasilila -
        wsrod studentow jednej uczelni wiedzacych ze biora udzial w eksperymencie!!!! Na
        pewno wczesniejsze milczace przyzwolenie nauczycieli wiele wyjasnia i jest
        znacznie gorszym zaniedbaniem niz wyjscie nauczycielki gdzies na lekcji. Gdyby
        wczesniej reagowano i konsekwentnie tepiono przemoc nie staloby sie pewnie nic
        strasznegosad((
        M.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka