mamalgosia
24.03.07, 14:12
Mam pytanie.
Wiadomo, że trudno jest wybaczyć, że trudno jest zapomnieć.
Ale mimo wszytsko łatwiej jest wybaczyć, gdy ktoś o to wybaczenie prosi, gdy
przeprasza, prawda? Nie mówię, że łatwo, ale mamy wtedy poczucie, że ten
człowiek coś rozumie, że chce poprawy, że żałuje.
Albo wybaczyć komuś, kto jest nieświadomy swoich czynów. Np. gdy dziecko coś
zrobi źle, nawet gdy nie przeprosi, to wybaczamy, bo je kochamy, zresztą ono
jeszcze tak do końca nie wie, co to jest dobro i zło.
Ale jeśli ktoś nie tylko nie prosi o wybaczenie, ale jeszcze jest przekonany,
że wszystko jest w porządku? Jak wtedy trudno jest wybaczyć, prawda? Latami
mieszkałam z kimś komu nie potrafiłam wybaczyć (mader, Ty chyba miałaś to
samo). W końcu wybaczyłam (choć chyba nie tak do końca, nie wiem) - ale nie
dlatego, że jestem taka wspaniałomyślna i dobra, ale dlatego, że już nie
mieszkamy razem i ta osoba nie ma żadnego na mnie wpływu. Nigdy do winy się
nie poczuła.
Jan Paweł II wybaczył Ali Agcy, który wierzył, że robił dobrze.
I w tym kontekście mam takie pytanie: dlaczego uważamy, że Bóg nam wybacza
tylko wtedy gdy Go przepraszamy? Dlaczego żal za grzechy jest warunkiem
koniecznym odpuszczenia ich? Czy Bóg jest gorszy od nas? Wymaga żebyśmy
robili coś, czego On sam nie robi?
Jakoś nie znajduję na to odpowiedzi