16.07.07, 22:24
Napiszę szybciutko a jutro rozwinę, bo już mam wątek w głowie od miesiąca a
nie potrafię się zmobilizować. Jak już napiszę A to jutro będę musiała
napisać B i wtedy może wreszcie się uda smile

Bardzo lubię czytać o Waszych rozmyślaniach dotyczących Boga, wiary i
zazdroszczę Wam tej pewności, tego spokoju i braku wątpliwości. Domyślam się,
że każdy przeżywa swoje rozterki związane z wiarą, ale mam poczucie, że
jednak Wasza wiara jest silniejsza. Może to wynika z solidniejszych
fundamentów - moi rodzice to zdeklarowani ateiści z nastawieniem mocno
antyklerykalnym więc moje podstawy są bardzo liche.
Przeżywacie w soim życiu okresy, kiedy Bóg jest jakby obok Was? Mnie to
często dotyka - niby się modlę, niby czytam Słowo Boże, niby chodzę do
kościoła, ale brak mi zapału. Czuję się jakbym była wypalona, jakbym robiła
wszystko mechanicznie - bez większego zaangażowania. Wtedy też nachodzą mnie
złe myśli - a może to wszystko, co robię jest bez sensu, może On nie
istnieje... Takie okresy nie trwają bardzo długo, ale okropnie mi się wtedy
żyje - jestem rozdrażniona, nie mogę się skupić, brak mi poczucia
bezpieczeństwa... Próbuję się wtedy więcej modlić, ale to jest trudne, bo
jestem do modlitwy zniechęcona.

Jeśli przeżywacie coś takiego, to jak sobie wtedy radzicie?

O. Chyba wszystko napisałam. smile Dobranoc smile
Obserwuj wątek
    • isma Re: obok Boga 17.07.07, 08:04
      Eee tam...

      Jak sobie radzimy - ja mam tak, ze kiedy jest zle, to mam poczucie, ze moja
      sila jest Kosciol. Ze nawet jesli ja ten brewiarz troche bardziej machninalnie
      niz zwykle wink)) czytam, to razem ze mna czytaja go tysiace ludzi, ktorych moc
      ducha mnie niesie. Ze jesli nawet zdarzy mi sie rozproszyc podczas Mszy sw. -
      to Jezus jest obecny w Swoim Ciele. W Chlebie Eucharystycznym i w zgromadzeniu
      wiernych. Bo to jest Laska darmo dana.

      Z tym, ze ja od Pana Boga dostalam (oczywista, nie moge sie przyzwyczajac do
      mysli, ze to na zawsze wink)) bonusik w postaci tego, ze ja wlasciwie nie watpie
      w dogmaty. I o ile moge kontestowac jakies wskazania moralne Kosciola, to,
      Laska Boska do tej pory mnie ustrzegla przed zwatpieniem w to, co jest dla mnie
      esencja mojej wiary: w to, ze Jezus jest zyciem i zmartwychwstaniem, w prawde
      trynitarna i w Eucharystie.

      Teraz napisze cos osobistego - ja mialam tzw. ciekawe zycie. Bardzo dlugo mi
      sie zylo oryginalnie, mocno, z poczuciem, ze panuje nad wszystkim, co mi sie
      zdarza. Nawet jako pacjent onkologiczny mialam takie poczucie wink)).

      A potem sie okazalo, ze moje zycie wcale nie musi byc wyjatkowe. Ze "zle"
      wyszlam za maz (w sensie: za czlowieka gorzej wyksztalconego, bez grosza przy
      duszy, o okreslonych, nielatwych wink)) cechach charakteru). Ze wszystkie znaki
      na niebie i ziemi wskazuja, ze bedziemy rodzicami gluchego (!) dziecka. Ze moja
      tzw. kariera zawodowa zatrzymala sie w martwym punkcie, bo musze przede
      wszystkim utrzymac dom, a poza tym, pewnych sciezek awansu nie umiem i nie
      chce wykorzystywac.

      Ze, slowem, proza zycia, kierat codziennosci.
      I co?
      I dobrze wink)).
      • isma PS 17.07.07, 08:16
        Dziecko gluche nie jest, a nawet wprost przeciwnie wink)). Ale poza tym zaden
        spektakularny cud sie nie zdarzyl wink)).
      • warszawianka51 Re: obok Boga 18.07.07, 13:08
        > Jak sobie radzimy - ja mam tak, ze kiedy jest zle, to mam poczucie, ze moja
        > sila jest Kosciol. Ze nawet jesli ja ten brewiarz troche bardziej
        machninalnie
        > niz zwykle wink)) czytam, to razem ze mna czytaja go tysiace ludzi, ktorych
        moc
        > ducha mnie niesie. Ze jesli nawet zdarzy mi sie rozproszyc podczas Mszy sw. -
        > to Jezus jest obecny w Swoim Ciele. W Chlebie Eucharystycznym i w
        zgromadzeniu
        > wiernych. Bo to jest Laska darmo dana.

        Nigdy nie myślałam o Kościele w ten sposób... Ja jestem taka zosia-samosia -
        zawsze mi się wydaję, że ze wszystkim sobie poradzę, że mam dość sił, mądrości
        i sprytu aby wszystkiemu podołać (wiem, że brzmi to pysznie, ale tak właśnie
        często postrzegam siebie samą). I o Kościele myślałam też w ten swój
        indywidualistyczny sposób - że ksiądz powie coś co będzie DLA MNIE ważne, że
        wysłucham, że może mi się kolejne drzwi w duszy otworzą... Nigdy nie pomyślałam
        o Kościele jako o wspólnocie (no, jasne, WIEM, że to wspólnota, ale tego nie
        CZUŁAM).
        Dzięki.

        > Teraz napisze cos osobistego - ja mialam tzw. ciekawe zycie. Bardzo dlugo mi
        > sie zylo oryginalnie, mocno, z poczuciem, ze panuje nad wszystkim, co mi sie
        > zdarza. Nawet jako pacjent onkologiczny mialam takie poczucie wink)).
        >
        > A potem sie okazalo, ze moje zycie wcale nie musi byc wyjatkowe. Ze "zle"
        > wyszlam za maz (w sensie: za czlowieka gorzej wyksztalconego, bez grosza przy
        > duszy, o okreslonych, nielatwych wink)) cechach charakteru). Ze wszystkie
        znaki
        > na niebie i ziemi wskazuja, ze bedziemy rodzicami gluchego (!) dziecka. Ze
        moja
        >
        > tzw. kariera zawodowa zatrzymala sie w martwym punkcie, bo musze przede
        > wszystkim utrzymac dom, a poza tym, pewnych sciezek awansu nie umiem i nie
        > chce wykorzystywac.

        Ja mam 23 lata (no, prawie 24smile a mój życiorys jest pełen naprawdę ostych
        zakrętów. Mam nadzieję, że już wyszłam na prostą, bo nie chcę znów zmieniać,
        przewartościowywać swojego życia.
        • isma Re: obok Boga 18.07.07, 13:29
          Skad ja to znam, siostro wink)).
          Pozdrowienia od dziewczyny do wszystkiego, ktora uczy godzic sie z tym, ze nie
          wszystko od niej zalezy...
    • mader1 Re: obok Boga 17.07.07, 13:14
      Wiesz, kiedyś był taki głupiutki film " Dotyk anioła". Ale nawet w głupiutkim
      można coś znaleźć wink)) Ten odcinek był akurat o zdradzie i małżeństwie. Mąż
      zwierza się Aniołowi, że to wszstko przez to, że jest gorzej między Nim z Zoną.
      Trudno im rozmawiać.
      Anioł powiedział na to coś takiego -
      Wyoraż sobie dwóch podróznych. Wsiadają do tego samego pociągu, mają wspólny
      cel podróży. Na początku siedzi im się dobrze, rozmawia miło, potem brakuje już
      tematów, milczą. Ale czy to jest powód, by wysiąśc z pociągu ?

      Z relacją z Bogiem jest jak z każdą miłością czy przyjaźnią. Czasem są złe
      chwile, zwątpienia, rozczarowania, zwykłego zmęczenia. I to one, to
      przetrwanie ich decyduje o ... Pięknie, Prawdziwości relacji.
      • sion2 Re: obok Boga 17.07.07, 13:36
        Byc moze statystycznie rzecz biorąc smile rzeczywiscie wsrod uczetsnikow tego
        forum wiara jest glebsza niz przecietna krajowa wink. powiedzialabym tylko ze
        nawet jezeli na pewno nie wyraza sie w to w braku zniechecenia, zmeczenia,
        zwątpien i buntów, ani w codziennym odczuwaniu Boga "na full". Na pewno nie,
        gdyz jesli ktos tak ma (brak zniechecenia, zwatpienia etc.) to raczkuje w
        relacji z Bogiem.

        Bo Jego nie da sie przezywac tak, jak sie przezywa relacje z ludzmi. On jest
        duchem my zas mamy glebokie uwarunkowania psychiczno-cielesne ktore domagaja
        sie pozywki: rozum chce rozumiec, zmysly czuc przyjemnosc, wola nie doswiadczac
        zwątpien etc. Gdy Bóg bardziej kogos pociaga ku Sobie, "ukrywa sie" przed
        naszymi zmyslami, przed uczuciami, staje niezrozumialy, jakby Go nie ma. W
        rzeczywistosci jest blizej nas niz gdy daje sie nam poznac w euforii, w hymnach
        pochwalnych, w niemal ekstazie na modlitwie. Dla Niego wazniejsza jest Twoja
        modlitwa chocby 5 minut ale w oschlosci, w "nic nie czuciu", w zwatpieniu niz
        godzina emocjonalnych przezyc w kosciele.

        Ja Ciebie zachecam do odkrycia mocy Jezusa Eucharystycznego, takiego
        ogoloconego ze wszystkiego, najmniejszego, przychodzacego w pokorze do
        grzesznika... bo Jego nie dziwi zadne nasze wątpienie, On wcale nie oczekuje ze
        czlowiek sam z siebie stanie sie gleboko wierzacy, to On - Jezus czyni nas
        wierzacymi gdy Go ufnie prosimy o ten dar. Bo gleboka wiara jest darem od Boga,
        darem ktory nie moze budowac pychy duchowej, dlatego jego otrzymanie musi byc
        poprzedzone okresem gdy widzisz ze sama nie potrafisz wierzyc, ze nie panujesz
        nad swoim zyciem duchowym.

        Kiedy ja odczuwalam istnienie Boga???? bylo to daaaaaaaawno temu smile
        wlasciwie "dowody" Jego istnienia moge znalezc tylko w patrzeniu na calosc mego
        zycia, na poszczegolne wydarzenia przez ktore bylam przeprowadzana Jego mocna
        ręką.
        • warszawianka51 Re: obok Boga 18.07.07, 13:22
          Bo gleboka wiara jest darem od Boga,
          >
          > darem ktory nie moze budowac pychy duchowej, dlatego jego otrzymanie musi byc
          > poprzedzone okresem gdy widzisz ze sama nie potrafisz wierzyc, ze nie
          panujesz
          > nad swoim zyciem duchowym.

          Gdy Bóg bardziej kogos pociaga ku Sobie, "ukrywa sie" przed
          > naszymi zmyslami, przed uczuciami, staje niezrozumialy, jakby Go nie ma. W
          > rzeczywistosci jest blizej nas niz gdy daje sie nam poznac w euforii, w
          hymnach
          >
          > pochwalnych, w niemal ekstazie na modlitwie. Dla Niego wazniejsza jest Twoja
          > modlitwa chocby 5 minut ale w oschlosci, w "nic nie czuciu", w zwatpieniu niz
          > godzina emocjonalnych przezyc w kosciele.


          Myślę Sion nad Twoimi słowami od wczoraj. I tak sobie optymistycznie
          pomyślałam, że lepiej czuć niedosyt Boga, tę niemoc w modlitwie, niż żyć bez
          Boga w poczuciu spokoju.
      • warszawianka51 Re: obok Boga 18.07.07, 13:15
        mader1 napisała:


        > Z relacją z Bogiem jest jak z każdą miłością czy przyjaźnią. Czasem są złe
        > chwile, zwątpienia, rozczarowania, zwykłego zmęczenia. I to one, to
        > przetrwanie ich decyduje o ... Pięknie, Prawdziwości relacji.

        Po pierwsze - zawsze miałam i mam do tej pory problem z wytrzymaniem w
        jakiejkolwiek relacji. Teraz mam męża i uczę się nie odchodzić po każdej
        kłótni smile Teraz to dla mnie jest zabawne, bo chyba już trochę się nauczyłam
        powstrzymywać emocje, ale kiedyś to wcale nie było takie śmieszne, kiedy po
        drobnej kłótni potrafiłam wyjść z domu z decyzją o rozstaniu. Nie potrafię też
        podtrzymywać znajomości - kiedy widzę, że coś się wypala, że zaczyna nam się
        coraz trudniej rozmawiać, to odchodzę.

        Masz rację, może trzeba po prostu popracować nad tą sferą, bo nie tylko z
        Bogiem mam problem. smile
        • mader1 Re: obok Boga 18.07.07, 13:46
          Jej ! Ależ Ty ważne dla siebie słowa napisałaś ! Świetnie ujęłaś to, co
          najbardziej Ci przeszkadza. Te momenty " obok", momenty " kłótni", "wypalania
          się" ! To, co jest najboleśniejsze między nami a bliźnim, jest także
          najtrudniejsze między nami a Bogiem.
          Ale zobacz, uczysz się wracać, uczysz się czekać na spokój, uczysz się nie
          wychodzić...Każdy ma ten trudny moment - akcent może być położony za każdym
          razem gdzie indziej. Bóg chce nas uzdrowić. Uczysz się !
          To bardzo wzruszające , co napisałaś smile Bardzo Ci za to dziękuję smile
          • warszawianka51 Re: obok Boga 19.07.07, 13:05
            > To bardzo wzruszające , co napisałaś smile Bardzo Ci za to dziękuję smile

            Proszę bardzo smile Nie sądziłam, że moje publiczne przyznanie się do tego, że
            jestem wredna może kogoś wzruszyć. A jednak wink
            A tak na serio - staram się, ale pewnie gdybyś zapytała mojego Męża, czy to
            zauważa, to niestety odpowiedź byłaby przecząca sad
    • mamalgosia Re: obok Boga 17.07.07, 13:46
      Myślę, że nie do mnie ten wątek, bo nie pasuję do Twojego opisu, ale jak zwykle
      się wypowiem.

      Ja też z tych, którzy przykładu w domu nie mieli.

      Nie bardzo rozumiem, co oznacza Twoje sformułowanie, że Bóg jest "obok". To
      chyba dobrze, jak jest obok, bo dla mnie to oznacza bliskość. Ale Ty chyba
      odbierasz to inaczej. Jak byś chciała by bardziej był w Twoim życiu, jakoś
      głębiej, tak?
      Podoba mi się natomiast wyraz "niby", którego użyłaś w kontekście praktyk
      religijnych. Ono tak jakoś mi uzmysławia, co czujesz. Z tym akurat problemu nie
      mam, bo większość praktyk religijnych lubię, a gdy już mi jakoś szczególnie
      ciążą, to albo wykonuję w imię wierności wyborowi, którego kiedyś tam
      dokonałam, lub... nie wykonuję ich. Np. Msza św. niedzielna nie zawsze bywa
      radością, ale uważam, że jest na tyle ważna, że nie mogę z niej zrezygnować. Że
      mnie karmi, choć może dziś akurat nie smakuje. Więc jakby poczucie obowiązku,
      wierność, pamięć o tym, że było dobrze w tej kwestii i nadzieja, że będzie.
      Natomiast jeśli jest to np. różaniec, to mogę tego po prostu nie zrobić. Staram
      się codziennie odmówić cały różaniec. Ale bywa, że naprawdę mi się nie chce, że
      w duszy nie to, co chciałabym dać Bogu, że czuję się byle jaka i w ogóle do
      bani. Wtedy najpierw staram się zmusić - i czasem widzę bardzo dobre efekty. A
      czasem rezygnuję. Żeby nie stało się magicznym rytuałem, żeby nie czuć się
      robotem i chłopcem na posyłki, lecz człowiekiem, który czuje, a nie tylko myśli.

      Moim problemem nie jest to, o czym Ty pisałaś. Ja mam problem chyba niemalże
      bluźnierczy. Mianowicie nie czuję się kochana przez Boga. Nie mówię, że się mną
      nie opiekuje, że nie ingeruje w moje życie, że mi nic nie daje. Nie,
      bynajmniej. Ale i ja potrafię dać innym coś, nie kochając ich. I właśnie czuję,
      że On tak właśnie jest dla mnie. Bluźniercze jest to o tyle, że Bóg jest
      Miłością, a miłość do człowieka to dogmat. Więc mózg probuje przekonać serce.
      Ale marnie mu to idzie.
      • mama_kasia trochę ot 17.07.07, 23:32
        Mamałgosiu, pod wiatr idzie się ciężej, ale dojść też można smile
        Miłe zdjęcie smile
        • mamalgosia Re: trochę ot 18.07.07, 12:40
          Tak, wiem.
          Bardzo lubię taki morski zachodni wiatr w twarz.
          Ale w życiu wolałabym żeby wiatr mnie popychał
      • warszawianka51 Re: obok Boga 18.07.07, 13:25
        > Nie bardzo rozumiem, co oznacza Twoje sformułowanie, że Bóg jest "obok". To
        > chyba dobrze, jak jest obok, bo dla mnie to oznacza bliskość. Ale Ty chyba
        > odbierasz to inaczej. Jak byś chciała by bardziej był w Twoim życiu, jakoś
        > głębiej, tak?

        Napisałam "obok" bo miałam na myśli pewne poczucie obcości w relacji z Bogiem.
        Czasem się mówi tak o niedobranych małżeństwach - że małżonkowie żyją obok
        siebie a nie ze sobą. O - to znaczenie miałm na myśli.


        Kurczę, wstawiłam zupkę dla Jerzyka i mi się spaliła sad((


        Że
        >
        > mnie karmi, choć może dziś akurat nie smakuje.

        O - ładne to jest smile

        Ja mam problem chyba niemalże
        > bluźnierczy. Mianowicie nie czuję się kochana przez Boga. Nie mówię, że się
        mną
        >
        > nie opiekuje, że nie ingeruje w moje życie, że mi nic nie daje. Nie,
        > bynajmniej. Ale i ja potrafię dać innym coś, nie kochając ich. I właśnie
        czuję,
        >
        > że On tak właśnie jest dla mnie. Bluźniercze jest to o tyle, że Bóg jest
        > Miłością, a miłość do człowieka to dogmat. Więc mózg probuje przekonać serce.
        > Ale marnie mu to idzie.

        A na ten temat to chyba skrobnę maila - mogę?
        • mamalgosia Re: obok Boga 18.07.07, 21:31
          Dobry ten przykład z małżonkami, którzy żyją obok siebie, a nie ze sobą. Teraz
          wiem o co Ci chodziło. I ten wyraz "obcość".
          Mnie się wydaje, że nikt nie obcuje z Bogiem jak z Przyjacielem tak non stop.
          Nawet mistycy miewają "noce ciemne", a ekstazy to extra, a nie coś zwyczajnego.
          Jesli jednak choć czasem jest to czucie Boga silne i takie naprawdę do głębi,
          to tę całą resztę (która być może stanowi 99%) można przetrwać właśnie w
          wierności i mając w pamięci ten 1%.
          Kiedyś miałam takie bardzo bliskie odczucie obecności Bożej, było to w 1988
          roku, trwało może z godzinę. A tak poza tym... szara szarość.

          Nie wiem, jaka zupa może się przypalić, to chyba dopiero jak cała woda
          odparuje? Ale to się nie dzieje tak w ciągu kilku minut, prawda?
          Jerzyk chyba coś mniej więcej w wieku mojego Młodszego (kwiecień 2005? moj jest
          z czerwca)
          A maila zawsze...
          pod wiatr
          • warszawianka51 Re: obok Boga 19.07.07, 13:10
            mamalgosia napisała:

            > Nie wiem, jaka zupa może się przypalić, to chyba dopiero jak cała woda
            > odparuje? Ale to się nie dzieje tak w ciągu kilku minut, prawda?
            > Jerzyk chyba coś mniej więcej w wieku mojego Młodszego (kwiecień 2005? moj
            jest
            >
            > z czerwca)
            > A maila zawsze...

            Tak, cała woda wyparowała... Ja niestety mam tak, że uwielbiam robić 5 rzeczy
            na raz - to wszystko wynika oczywiście z oszczędności czasu. No, jak widać
            ostatnio nic nie zaoszczędziłam - straciłam zupę i garnek ;/ Chociaż garnek
            może jeszcze odzyskam, ale żeby go przywrócić do życia będę musiała stracić
            mnóstwo czasu eeeeeh. Kołacze mi się po głowie post o rytmie życia, ale zanim
            się wyklaruje to pewnie Boże Narodzenie nastanie smile
            Jerzyk z kwietnia smile
            A mail tworzy mi się w głowie smile
      • mader1 Re: obok Boga 18.07.07, 13:56
        > Moim problemem nie jest to, o czym Ty pisałaś. Ja mam problem chyba niemalże
        > bluźnierczy. Mianowicie nie czuję się kochana przez Boga. Nie mówię, że się
        mną
        >
        > nie opiekuje, że nie ingeruje w moje życie, że mi nic nie daje. Nie,
        > bynajmniej. Ale i ja potrafię dać innym coś, nie kochając ich.

        Więc mózg probuje przekonać serce.

        Nie przekonuj Mózgu. Nie przekonasz. Skocz. Po prostu skocz w tę Miłość. Boisz
        się. Nie wiesz, jak to będzie. Nie wierzysz, boisz się, że się zawiedziesz. Nic
        już nie myśl - myślenie czasem bardzo przeszkadza. Po prostu musisz przemóc
        strach i skoczyć.
        Są rzeczy, o których się filozofom nie śniło.
        • mamalgosia Re: obok Boga 18.07.07, 21:34
          Mader, oj, tym razem pudło. Myslenie...nie, nie, to nie w tym problem...
    • mama_kasia Re: obok Boga 17.07.07, 23:29
      A ja modlę się o wiarę dla siebie, bo im dalej w las, tym
      bardziej czuję, że mi jej brakuje. A fundamentów w postaci
      wierzących rodziców nie miałam, ale za to doprowadzili mnie
      do chrztu i eucharystii. Chociaż potem wierzyć nie pomagali,
      to za te fundamenty sakramentalne jestem im wdzięczna.

      Zapału mi brakuje, ale ja jestem obowiązkowa. Cierpię natomiast
      na brak czynienia z Miłości.

      W chwilach obrzydliwych, gdy Złe myśli podchodzą, zawsze modlę
      się do Anioła, aby walczył ze Złem. I on pomaga smile
      • warszawianka51 Re: obok Boga 18.07.07, 13:28


        > A ja modlę się o wiarę dla siebie, bo im dalej w las, tym
        > bardziej czuję, że mi jej brakuje.

        No popatrz Kasiu - a ja właśnie Twoje słowa często sobie wspominam: kiedyś
        napisałaś, że każda Twoja myśl i każdy czyn są poświęcone Bogu (no, w każdym
        razie coś w tym sensie). Wtedy sobie pomyślałam, że to jest ten cel, do którego
        chciałabym, a nie potrafię się zbliżyć.

        > Zapału mi brakuje, ale ja jestem obowiązkowa. Cierpię natomiast
        > na brak czynienia z Miłości.
        >
        Co oznacza "brak czynienia z Miłości"?
        • mamalgosia Re: obok Boga 18.07.07, 21:43
          Wtrącam się.

          Chyba trochę rozumiem, co Kasia ma na myśli, pisząc "czynienie z miłości". Mam
          nadzieję, że ona się wypowie, ale wtrącam swoje trzy durne grosze. Myślę, że
          jest to tak, że gdy Twoja ciotka jest chora, to możesz biec ją odwiedzić, bo ją
          kochasz, myślisz, jak jej sprawić przyjemność, siedzisz z nią, gadasz,
          śmiejecie się, bo przepadacie za sobą. Albo idziesz do niej dlatego, że
          powinnaś - niekoniecznie z miną skazańca i niekoniecznie klniesz w duchu, że
          tracisz czas. Może nawet jest bardzo przyjemnie, ale poszłaś jakby z obowiązku.
          Nie ma w tym drugim nic złego - przeciwnie, uważam za dużą zasługę takie
          działanie wbrew. Ale jednak byłoby dobrze, żeby było inaczej. Cenię, że ktoś
          się mną interesuje, bo powinien, bo jestem jego bliźnim, bo jest
          chrześcijaninem itp, ale pragnę, by ktoś interesował się mną, bo sprawia mu
          przyjemność bycie ze mną, bo tego po prostu chce.

          I jeszcze to "wszystko czynić na chwałę Bożą", jak mówi św. Paweł. Tak -
          niedościgniony ideał. Mówię rano Bogu na dzień dobry - spraw, Panie, aby ten
          dzień był Twój. Znaczy: pomóż do dobra, a zło obróć w dobro albo zapomnij. Taka
          intencja na całość. A jak bywa... szkoda gadać
          • mama_kasia Re: obok Boga 18.07.07, 22:22
            Tak Mamałgosiu, to jest właśnie tak. Robię często, bo wiem, że
            w ten sposób mogę pomóc, albo bo jest to moim obowiązkiem, albo
            dlatego, że wiem, że ten ktoś będzie się cieszył, że chce tego, że
            byłby zawiedziony, gdybym zachowała się inaczej. I to dzieje się
            niekoniecznie (tak jak piszesz) z miną skazańca. Ale brakuje tego czegoś,
            co ma dobrze znana mi osoba - ona idzie z Miłości. A ja, mam wrażenie,
            że najpierw włączam rozum. I nie potrafię tego zmienić. Moje myślenie,
            rozważanie jest najpierw.
            • warszawianka51 Re: obok Boga 19.07.07, 13:18
              Tak właśnie myślałam, że to miałaś na myśli, ale wolałam się upewnić smile
              A ta dobrze znana Ci osoba ma dzieci, rodzinę i liczne obowiązki z tym
              związane? Bo ja tak sobie myślę, że to może być okolicznością hamującą niekiedy
              porywy serca i altruistyczne zachowania.
              Jest taki zbiór teorii psychologicznych, któe traktują o tym, że altruizm w
              czystej postaci nie istnieje. Jeśli komuś pomagamy, to robimy to głównie dla
              siebie, żeby karmić poczucie swojej wartości. I nawet nie chodzi o jakieś
              pochwały z zewnątrz, ale o połaskotanie w duszy. Im jestem starsza, tym
              trudniej mi się zgodzić z tą teorią smile
              • mama_kasia Re: obok Boga 19.07.07, 21:40
                > A ta dobrze znana Ci osoba ma dzieci, rodzinę i liczne obowiązki z tym
                > związane?

                Ma smile Ona taka już jest smile
        • mama_kasia Re: obok Boga 18.07.07, 22:24
          > No popatrz Kasiu - a ja właśnie Twoje słowa często sobie wspominam: kiedyś
          > napisałaś, że każda Twoja myśl i każdy czyn są poświęcone Bogu (no, w każdym
          > razie coś w tym sensie). Wtedy sobie pomyślałam, że to jest ten cel, do którego
          >
          > chciałabym, a nie potrafię się zbliżyć.

          Bo to tak jest, że mam myśli nakierowane na Boga. Może jednak także
          dlatego widzę, jak wiele wiary mi brakuje, jak jest ona ciągle mała,
          jak to za-wierzenie jest niepełne.
    • ese1 Re: obok Boga 18.07.07, 07:56
      tak, czasami tak jest, jak napisalas... wiesz, ale to tak samo jest jak np z
      malzenstwem. Kiedy dwoje ludzi sie poznaje, jest to magiczne iskrzenie,
      uniesienie, radosc, milosc, malzenstwo dzieci i po latach czasami stawiaja sobie
      pytanie, czy jeszcze sie kochaja. I choc nie ma tego takiego uniesienia, czy
      przyslowiowych motylkow w brzuchu, to to, co ich silnie laczy, to wspomnienia
      tych chwil, wspolnie przezyte radosci i smutki, wspolne zycie.
      Z nasza wiara mysle, jest podobnie. Dobrze jest, gdy nie tylko ja przejmujemy od
      rodzicow, ale gdy rowniez sami staramy sie tego Boga w naszym zyciu znalezc. Ja
      w mlodosci przyechodzilam tzw bunt i postanowilam sama go odnalezc. I znalazlam,
      pozniej byly pielgrzymki, rekolekcje, uniesienia, radosc, milosc... a pozniej
      juz szara codziennosc, praca, dom, ciagly brak czasu. I w momentach, kiedy
      mysle, zastanawiam sie, czy on rzeczywiscie jest, siegam pamiecia do tych dni
      poszukiwan, i go odnajduje.
      A i w zyciu, po drodze, znajduja sie takie dni, kiedy daje mi znac, ze jest ze
      mna mimo wszystkosmile
      • warszawianka51 Re: obok Boga 18.07.07, 13:34
        Zazdroszczę Tobie i pewnie większości osób na tym forum młodości blisko Boga.
        Ja we wczesnej młodości (no bo jak się ma 23 lata, to trochę głupio mówić "w
        młodości"smile narobiłam mnóstwo głupstw i byłam bardzo daleko od wiary. Więc nie
        mam do czego się odwoływać. Teraz moje życie skupia się wokół rodziny i mam
        mniej czasu na budowanie relacji z Bogiem. Ale próbuje i staram się - sama nie
        wiem, jak bym sobie dała radę bez tego forum smile Dziękuję Wam wszystkim.
        • ese1 Re: obok Boga 18.07.07, 13:47
          warszawianka51 napisała:
          Ale próbuje i staram się - sama nie
          > wiem, jak bym sobie dała radę bez tego forum smile Dziękuję Wam wszystkim.

          tu nie chodzi o wiek, tylko bardziej o dojrzalosc do tego, aby chciec go poznac
          i przyjac.. jezeli cie to dreczy, chcesz, szukasz, to jestes na dobrej drodze, a
          modlitwy tzw w przestrzen tez nie sa pozbawione sensu..
          odwagi, on jest, na pewno go odnajdziesz!
          • warszawianka51 OT 18.07.07, 14:10
            Kwietniówka?? smile))
            Dopiero teraz skojarzyłam smile
            • ese1 tak:)) 18.07.07, 14:18
              z doskoku
          • warszawianka51 Re: obok Boga 19.07.07, 13:22
            Mi nie chodziło o wiek. Mi jest po prostu żal, że nie mam takich doświadczeń
            jak niektórzy młodzi ludzie, którzy angażują się w różne działania w ramach
            wspólnoty KK. Domyslam się, że są to piękne chwile dla nich i że mogą dać
            takiego "duchowego kopa" na całą resztę życia. To już nie dla mnie. Ja muszę
            teraz sama, bez tych wszystkich "ochów i achów" budować swoją wiarę każdego
            dnia.
            Pozdrawiam smile
            • isma Re: obok Boga 20.07.07, 08:31
              Nieeee, niekoniecznie.
              Bo wtedy z kolei powstaje niebiezpieczenstwo, ze czlowiek w takiej oazie czy
              innej tego rodzaju wspolnocie szuka raczej czysto ludzkiego wsparcia,
              towarzystwa, sposobu spedzania czasu - a niekoniecznie samego Boga.
              Ja tam sobie swoja droge od samotnego odnalezienia wiary i obecne dojrzewanie
              wsrod roznorodnosci Kosciola bardzo chwale wink)).
    • isma Bog modlitw moich 18.07.07, 18:52
      Boze moj, ja wiem: modlitwa nie musi byc koniecznie zachwyceniem i ekstaza, a
      jednak moze mnie tak zupelnie oddac w Twoja moc i wladze, ze nie zostanie nic,
      co byoby zastrzezone dla mnie. Modlitwa, zaslugujaca na to miano, nie
      potrzebuje byc glosna radoscia ani promiennym blaskiem beztroskiego rozdawania
      siebie. Moze ona byc jak wewnetrzne krawawienie, kiedy to w zgryzocie i bolu
      serdeczna krew czlowieka wewnetrznego wsiaka cicho w jego wlasna glebie. Bylbym
      szczerze rad, mogac sie modlic w ten czy podobny sposob, gdybym tylko potrafil
      dawac Ci w modlitwie to, czego jedynie chcesz: nie swoje mysli i uczucia, i
      akty woli, lecz jedynie samego siebie. Ale tego wlasnie nie potrafie, bo na
      codziennej plyciznie mego zycia, na ktorej z koniecznosci sie znalazlem, jestem
      sam sobie obcy i nie jestem u siebie. Jakze moge Cie szukac, Ciebie - dalekiego
      Boga, jak moge oddac Ci siebie, skoro sam siebie nie znalazlem?

      Badz dla mnie milosierny, Boze moj. Kiedy nie kwapie sie do modlitwy, to nie
      chce przez to uciekac od Ciebie, lecz od siebie w swojej plytkosci; nie chce
      stronic od Twojej nieskoczonosci i swietosci, lecz od pustki jalowego
      targowiska mojej duszy, po ktorym musze sie blakac, skoro uciekam od swiata, a
      nie moge wstapic w prawdziwy swiety przybytek swego serca, gdzie jedynie
      moglbym Ciebie znalezc i czcic. Czy Twoje wspolczucie dla mnie nie rozumie, ze -
      wyrugowany z miejsca, w ktorym Ty zamieszkujesz, i wygnany na plac przez Twoja
      swiatynia - napelniam go niestety krzatanina tego swiata? Czy Twoje
      milosierdzie nie rozumie, ze pusty zgielk tej krzataniny jest dla mnie milszy,
      niz straszliwa cisza, jaka nastepuje, kiedy w modlitwie nakazuje milczenie
      swiatu, a sam nie zostaje jeszcze wprowadzony w Ciebie - chocby przez Twoje
      wymowne milczenie?

      Co mam czynic? Nakazales mi modlic sie, a jakze moglbym sadzic, ze kazesz mi
      czynic cos czego mimo pomocy Twojej laski czynic nie jestem w stanie? Wierze
      zatem, ze przy wsparciu twej laski moge sie modlic. Ale w takim razie modlitwa
      jakiej ode mnie zadasz w gruncie rzeczy moze byc tylko czekaniem na Ciebie,
      postawa milczacej gotowosci, az Ty, ktory zawsze jestes obecny w najglebszym
      dnie mojej istoty, otwirzysz mi od wewnatrz drzwi, bym i ja wszedl w siebie
      samego, w ukryte sanktuarium moego zycia, aby tam przed Toba wylac przynajmniej
      czare swojej krwi serdecznej.

      I bedzie to godzina mojej milosci. Czy przyjdzie ona w chwili "modlitwy" - jak
      to sie potocznie mowi - czy w jakims inym momencie rozstrzygajacym o zbawieniu
      mej duszy, czy w chwili smierci, czy uswiadomie ja sobie jako te wlasnie
      godzine mego zycia, czy nie, czy bedzie trwac ona dlugo czy krotko - to
      wszystko Tobie jedynie jest wiadome. Ale ja musze byc gotow i cierpliwie
      czekac, abym w chwili, kiedy otworzysz drzwi dla decyzji o moim zyciu - moze
      zrobisz to cicho i ledwo dostrzegalnie - zagubiony w sprawach tego swiata, nie
      zaniedbal szansy wejscia w siebie i w Ciebie. Bede wtedy w drzacych dloniach
      trzymal siebie samego, to bezimiene cos, w ktorym wszystkie moje sily i
      przymioty sa jeszcze, jak na poczatku, jednoscia, i zwroce Ci to cos
      bezimienego w ofierze milosci.
      • isma Bog modlitw moich - visio beatifica 18.07.07, 19:01
        Nie wiem, czy ta godzina juz sie w moim zyciu nie zaczela. Wiem tylko, ze swoj
        ostateczny kres znajdzie ona dopiero w mojej smierci. W tej blogoslawionej i
        plodnej godzinie mojej milosci Ty bedziesz jeszcze milczal i pozwolisz mowic
        mnie - mnie samemu. Noca duszy nazywaja zas teologowie Twoje milczenie w taka
        godzine, ci zas, ktorzy jej doswiadczaja, ktorzy te godzine decyzji o wiecznej
        milosci nie tylko przezywali jak kazdy inny czlowiek, lecz mogli sie przy tym
        jakby przygladac samym sobie, zowia sie zwykle "mistykami" (pod ktorym to
        slowem ludzie wyobrazaja sobie wiele niedorzecznosci). A po godzinie mojej
        milosci, spowitej w Twe milczenie, przyjdzie dzien Twojej milosci: visio
        beatifica - uszczesliwiajace ogladanie.

        Teraz zatem, nie wiedzac, kiedy przyjdzie moja godzina i czy juz sie nie
        zaczela, musze czekac na dziedzincu Twego i mego sanktuarium, musze go oproznic
        ze zgielku tego swiata, musze w Twojej lasce i czstej wierze przetrwac gorzka
        cisze i pustke, jaka przez to powstaje - noc zmyslow. To jest ostateczny sens
        wszystkich moich codziennych modlitw. Nie to, co przy tym mysle, nie to, co
        przy tym postanawiam i czuje, nie te powierzchowne akty mojego umyslu i mojej
        woli sa same z siebie przyczyna, ze znajdziesz upodobanie w mojej modlitwie.
        Wszystko to wynika z przykazania i Twojej laski i sluzy ku temu, zeby dusza
        byla gotowa na owa godzine, kiedy jej pozwolisz, by sama przemieniona w
        modlitwe weszla w Ciebie.

        Daj mi, o Boze moich modlitw, laske modlitewnego czekania na Ciebie.
        • warszawianka51 Re: Bog modlitw moich - visio beatifica 19.07.07, 13:02
          O. Dziękuję bardzo.
          • isma Re: Bog modlitw moich - visio beatifica 19.07.07, 13:30
            Nie moje. Kogos, kogo trudno byloby o watpliwosci w wierze podejrzewac wink)).

            Maila dostala?
            • warszawianka51 Re: Bog modlitw moich - visio beatifica 19.07.07, 21:46
              Tak smile i już odpisała smile
    • isma Pragnienie modlitwy 25.07.07, 12:36
      A to jest komentarz do niedzielnych czytan, piotra jednego z moich ulubionych,
      i nieustannie polecanych, autorow:

      "Pośród wielu przepisów na fascynujące wakacje jest i taki, który pozwala
      spożytkować je na modlitwę. Myślę o wielu ludziach gotowych tydzień swojego
      urlopu i sporą część zaoszczędzonych pieniędzy przeznaczyć na oderwanie się od
      świata i modlitwę na osobności. Tracąc czas dla Boga. Ludzie ci czasem czekają
      na takie doświadczenie wiele lat. Bo to nie takie proste – pozwolić sobie na
      kontrolowaną samotność. Są rodziny, dzieci. Intensywna modlitwa wydaje się być
      towarem niemal luksusowym.

      Prawdopodobnie ludzkość nie zna drugiego rodzaju aktu religijnego, który byłby
      tak głęboko subiektywny, a jednocześnie tak dalece wykraczający poza ramy
      subiektywności, jak modlitwa. Tylko dzięki niej można ocenić wiarygodność
      chrześcijanina. Nasze życie jest tyle warte, ile warta jest nasza modlitwa.
      Jednocześnie nasza modlitwa jest nic nie warta, jeśli nie ma w niej troski o
      człowieka. Taka jest prawda o naszym duchowym życiu, a zarazem jeden z
      największych paradoksów chrześcijańskiego żywota.

      Nasze życie modlitewne komplikuje jeszcze inny fakt. W zasadzie nie ma
      jednolitego wzorca modlitewnego. Każda modlitwa jest inna, bo każdy człowiek
      jest inny. I całe szczęście, że tak jest, bo w przeciwnym wypadku nie tylko
      zanudzilibyśmy się na śmierć, powtarzając martwe rytuały, ale udawalibyśmy
      modlitwę, podsłuchując jedynie i podglądając modlących się ludzi. A przecież w
      swojej najgłębszej warstwie, tej warstwie zasadniczej, jest modlitwa po prostu
      rozmową z Bogiem mieszkającym w moim własnym wnętrzu.

      Czasami wydaje nam się, że musimy się sporo napracować, aby się modlić.
      Zapominamy, że już samo pragnienie modlitwy czyni modlitwę. „Pragnienie modli
      się zawsze, nawet kiedy milczy język. Jeżeli pragniesz zawsze, modlisz się
      zawsze. Kiedy zasypia modlitwa? – pyta św. Augustyn w dobrze znanym tekście. –
      Kiedy oziębia się pragnienie". Oczywiście to podnoszące na duchu nauczanie
      łatwo przyjąć jako rozgrzeszające brak modlitwy, zmęczenie, znużenie, apatię,
      lub monotonię. Istnieje niebezpieczeństwo porzucenia modlitwy właśnie w tych
      stanach uczuciowych i uzasadnienia sobie tego zaniedbania pragnieniem. Myślę,
      że jest to subtelne błądzenie, prowadzące do aberracji. Wyraża się ono w znanym
      dowcipie o irlandzkim katoliku uważającym, że lepiej jest siedzieć w pubie i
      myśleć o kościele, niż siedzieć w kościele, myśląc o pubie.

      Jezus nauczył swoich uczniów modlitwy najpierw własnym przykładem. Usuwając się
      na ubocze. Potem na prośbę uczniów objawił najważniejsze słowo modlitwy
      chrześcijanina: „Ojcze". Modlitwa w tym duchu wykracza poza wszelkie granice,
      przypominając jakże banalną prawdę: Bóg nie jest Bogiem jednej, wybranej grupki
      ludzkości, ale całej ludzkości. Nie ogranicza swojej łaskawości jedynie do
      Abrahama i jego rodziny, ale jest gotów rozlać ją nawet na Sodomę i Gomorę,
      jeśli znajdzie tam choćby dziesięciu sprawiedliwych. Nie ogranicza się jedynie
      do zadeklarowanych przyjaciół, ale także do natrętów, którzy nachodzą go w porę
      i nie w porę.

      Uczniowie Jezusa, zwracając się do Niego z prośbą o lekcję modlitwy, już nosili
      w sobie jej pragnienie. Można powiedzieć, że już wtedy byli ludźmi modlitwy.
      Jezus zaś nauczył ich tylko tego, że warto tracić czas dla Boga, nawet jeśli
      wydaje się, że drzwi jego domu są zamknięte. Nie jest to nigdy czas stracony.
    • isault Re: obok Boga 26.07.07, 22:16
      Dziekuję za ten wątek, nie ma przypadków na tym świecie - akurat tego teraz
      potrzebowałam smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka