Drugi wątąk nawiazujacy do rozmowy o ciuszkach. Też słowa Nati, które nie
pojawiły się po raz pierwszy i nie tylko Nati je wypowiadała. I na dokładkę
chyba ten problem już był poruszany kiedyś na tym forum.
Cyt: "... Wg mnie osoba otwarcie uznająca sie za
niewierzącą nie powinna sie wypowiadać w kwesti wiary innych osób,
bo po prostu nie ma o tym pojęcia. Zachodzi mi tu jakaś sprzeczność
logiczna..."
Dlaczego? Osoba samotna nie może wypowiadać się w sprawie związków? Osoba
bezdzietna w sprawie wychowywania dzieci? A osoba, która nie doznała
cierpienia nie może mówić jak rozumie sens cierpienia? Osoba wierząca o tym
jak rozumie życie i wybory ateisty?
Czy jest sens robienia takich tabu? Czy od tego, jak wzajemnie się widzimy
naprawdę nic nie zalezy? Czy wymiana poglądów na dany temat może dotyczyć
tylko "praktycznych znawców tematu"? Czy osoba, która kiedyś wierzyła nie
potrafi zrozumieć wierzących? A ateista od urodzenia? Czy pogląd obrazujący
rozumienie przez kogoś problemu ("ojciec Leon nie przekonałby mnie")jest
ingerencją w czyjąś prywatnośc i oceną czyjejś wiary?
I tak od ciuszków i zrobionych stóp poszybowało w generalia
M.