Dodaj do ulubionych

ewangelizacja uliczna

15.07.08, 10:11
Jak się do tego odnosicie?
Mieliście okazję widzieć taką ewangelizaję?

...Dopóki nie doszło do świadectw, było w porządku - śpiew,
taniec (młodzież angażowała dzieci), słowa, scenka biblijna.
A jednak świadectwa, osobiste przeżycia mówione na ulicy - czułam
się (jako słuchacz) zażenowana.
Ale może to ma sens?
Obserwuj wątek
    • kudyn Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 10:28
      A dlaczego ma nie mieć sensu, skoro św. Piotr, św. Paweł i wielu innych mówią
      publicznie świadectwa.
      • mama_kasia Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 10:34
        Źle zadane pytanie wink))
        Raczej zastanawiam się, dlaczego ja czułam się niepewnie.
        Bo moja niepewność we mnie mnie zaniepokoiła.
        Masz doświadczenia z taką ewangelizacją? Mógłyś coś napisać?
        • mader1 Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 10:44
          też byłoby to dla mnie trudne... Ale ja jestem wierząca, choć
          nawracać się trzeba każdego dnia... Zastanawiam sie dlaczego byłoby
          trudne...Bo zbyt cennne przezycie, żeby ... je tak... rzucać byle
          gdzie ? Siewcy... czy powinni szukać gruntu czy siać nieustannie ?
          • mama_kasia Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 11:03
            Siać nieustannie, myślę.

            Dzisiaj jest takie czytania w jutrzni (mogą być rozbieżności,
            ale akurat franciszkanie mają święto, więc czytanie takie):

            "Mt 5, 14-16
            Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone
            na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem,
            ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu.
            Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli
            wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie."
          • kudyn Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 11:36
            Jeśli doświadczenie jest cenne, jeśli chcemy, żeby inni też mieli w nim udział,
            to trzeba mówić. Chociaż przy ewangelizacji raczej mowa o podstawowym
            doświadczeniu Boga, nie o przeżyciach mistycznych wink
        • kudyn Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 11:28
          Większość z ewangelizacji w których brałem udział, miała podobną strukturę:
          kerygmat, świadectwo, pieśni, modlitwa. Jeśli była na wizji, to często jakaś
          scenka. Świadectwo na pewno jest trudne, bo osobiste, ale pokazuje autentyczność
          orędzia. To co było mówione jest możliwe, bo tego doświadczyłem, moje życie się
          zmieniło…
          Kiedyś w czasie takiej ewangelizacji ulicznej, chodziłem z moją żoną po parku,
          zapraszaliśmy na to miejsce gdzie była ewangelizacja i zaczepiliśmy Świadków
          Jehowy. Byli bardzo zdumieni, że ktoś ich zaczepił i mówił o Bogu.
          Są różne formy świadectwa, słowem, przykładem, ale pierwsze bez drugiego być nie
          może. Ale warto, nawet nie mówiąc go publicznie, spróbować sobie powiedzieć,
          napisać takie świadectwo, żeby np. podziękować za to Bogu.
      • isma Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 10:39
        Sens zapewne ma. Ale jednak sw. Piotr, ekhm, nie mial zbyt wielkiego
        wyboru srodkow przekazywania, zwlaszcza w porownaniu z czasami
        dzisiejszymi...
    • mama_kasia Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 11:08
      A wiecie, jakie z tych głoszonych świadectw było dla mnie
      najpiękniejsze? smile
      Jeden chłopak (nastolatek z dziwną fryzurą wink)) podziękował
      Bogu za to, że zawsze był gdzieś blisko. Chłopak wychował
      się w rodzinie wierzącej i jak się wyraził, Bóg zawsze był
      gdzieś obok (w znaczeniu w pobliżu). Żadnych sensacji, odejść.

      Jest nadzieja dla rodziców wychowujących w wierze wink))
    • alex05012000 Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 12:23
      ja zdecydowanie uciekam... też bym sie czuła dziwnie, zażenowana?
      nieswojo? sztucznie? sama nie wiem dokładnie ale nie leży mi ta
      forma wyrażania wiary ani jako słuchacz czy widz, ani tym bardziej
      głosiciel...
      z własnego życiorysu pamiętam, raz w zyciu w wieku lat 17 chyba, 18
      może pojechałam na tzw Oazę i tam pod koniec tejze wysłano nas na
      ulice (Zakopanego zresztą), po 2 osoby, ewangelizować ludzi ... moje
      wspomnienie jest teraz dość mgliste, ale raczej całkiem negatywne w
      odbiorze...pamiętam, zę to było okropne przezycie, w dodatku
      narzucone, nam kazano to robić... może dgybyśmy sami chcieli, mieli
      taką potrzebę byłoby inaczej, ale nie z przymusu niejako...
      gdyby mnie ktoś zaczepiał obecnie na ulicy w celu ewangelizacji też
      bym delikatnie i stanowczo odmówiła, to nie jest temat do porusznia
      na środku Marszałkowskiej, cokolwiek by Pismo Święte nie mówiło...
      chodziłam kiedyś na gimanstykę prowadzoną przez taką nawiedzoną
      babkę, były jeszcze jej koleżanki jedna czy dwie, ciągle mówiły Bóg
      jest z tobą albo będę się modlić za ciebie... ale tak jakoś dziwnie,
      brrr... we mnie to powoduje natychmiastowy odruch ucieczki...
      • verdana Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 19:47
        Moje odczucie, jako osoby ewangelizowanej jest zdecydowanie
        negatywne. mam zawsze wrazenie, ze osoby zaczepiajace mnie na ulicy
        widzia we mnie gorszy, nieoswiecony gatunek czlowieka. Wciskanie mi,
        wbrew mojej checi, jedynie slusznej wiary, jedynie odstrecza mnie od
        wiary. Kiedys przerywaładelikatnie i stanowczo, teraz juz nawet nie
        jestem grzeczna, co w realu zdarza mi się nadzwyczaj rzadko.
        A na proby (bywały) ewangelizacji ulicznej mojego dziecka reaguję
        autentyczną agresją.
        • a_weasley Tolerancja 22.07.08, 10:17
          verdana napisała:

          > mam zawsze wrazenie, ze osoby zaczepiajace mnie
          > na ulicy widzia we mnie gorszy, nieoswiecony
          > gatunek czlowieka.

          Projekcja?
          Nieoświecony widzą, ja zresztą też, ale dlaczego z tego powodu gorszy?

          > teraz juz nawet nie jestem grzeczna, co
          > w realu zdarza mi się nadzwyczaj rzadko.
          > A na proby (bywały) ewangelizacji ulicznej
          > mojego dziecka reaguję autentyczną agresją.

          Agresji nie pochwalam, ale rozumiem. Chwalenia się tym - nie rozumiem.
          • verdana Re: Tolerancja 22.07.08, 18:50
            Chwale się albowiem nawracanie dzieci uznaję za daleko idace
            naduzycie, wiecej - pogwalcenie konstytucji. I uwazam,z e w tym
            wypadku mam prawo zareagowac agresywnie, zniechęcajac osoby lamiące
            prawo do dalszych tego typu działań.
      • magdalaena1977 Re: ewangelizacja uliczna 15.07.08, 22:26
        alex05012000 napisała:
        > z własnego życiorysu pamiętam, raz w zyciu w wieku lat 17 chyba, 18
        > może pojechałam na tzw Oazę i tam pod koniec tejze wysłano nas na
        > ulice (Zakopanego zresztą), po 2 osoby, ewangelizować ludzi ...
        Ja też ewangelizowałam na oazie , ale na szczęście była to głucha wieś i
        ewangelizowaliśmy nasze kucharki u nich w domu. Dla mnie najgorszy był brak
        profesjonalnego przygotowania.
        Bo owszem wiem, że w chwili próby Bóg będzie mówił moimi ustami, ale nie podoba
        całkowite pójście na żywioł i wyrzeczenie się ludzkich środków przekazu w
        planowej ewangelizacji.
        Niedawno przeszłam bardzo sensowne warsztaty z wizerunku i przekonałam się jak
        bardzo liczy się świadomy wysiłek włożony w publiczne wystąpienia.
        Bo dla mnie takie typowe świadectwa są straszliwie nieautentyczne - jakkolwiek
        sprzecznie by to brzmiało. Ja niby wiem, że ci ludzie mówią o swoich osobistych
        przeżyciach, ale zwykle używają strasznie schematycznego słownictwa, związków
        frazeologicznych ...
        • minerwamcg Re: ewangelizacja uliczna 18.07.08, 17:24
          U nas taka oazowa ewangelizacja odbywała się trochę mądrzejszą
          metodą. Szło się, owszem, na wieś, ale pomagać. Babci trawę na wózek
          załadować i do domu zaciągnąć, gospodarzowi siano pograbić,
          gospodyni porzeczki oberwać (część dla nas, do oazowej kuchni smile. I
          z tymi ludźmi gadało się o Bogu - przy okazji. Wiadomo, że jak to na
          polskiej wsi, byli to ludzie wierzący, praktykujący, katolicy
          parafii tutejszej - a rozmawiało się z nimi, żeby zaciekawić,
          obudzić zainteresowanie wiarą, pokazać, że to rzecz nie tylko
          niedzielno-sumowa ale codzienna, do pracy i rozmowy. I żeby się od
          nich czegoś nauczyć, też. Ile się nasłuchałam przykładów ludowej
          pobożności! Łącznie z tym, co robić, jak się przechodzi koło
          miejsca, gdzie "strasy" smile))
    • sunday brrr 16.07.08, 11:21
      Brrr, często słuchając tych "świadectw" czuję zażenowanie. Te uśmiechy
      przyklejone do twarzy, to wywlekanie swoich intymnych historii, to dopasowywanie
      swojego życia do schematów wziętych z amerykańskich książeczek, ta nieco
      wymuszona hasłowość i odtwórczość powodowana dobrymi intencjami... Brr.

      Oczywiście, staram się nie osądzać ludzi - każdy z mówiących ma swoją historię i
      swoją drogę do Niego. Ale źle się czuję na większości tego typu spotkań.
      • kudyn Re: brrr 16.07.08, 12:13
        Wszyscy Żydzi znają moje życie. Od początku upływało ono wśród mego narodu w
        Jerozolimie. Wiedzą o mnie od dawna - gdybyż chcieli zaświadczyć! - że żyłem
        według [zasad] najsurowszego stronnictwa naszej religii jako faryzeusz. A teraz
        stoję przed sądem, gdyż spodziewam się obietnicy, danej przez Boga ojcom naszym,
        której spełnienia ma nadzieję doczekać się dwanaście naszych pokoleń, służących
        Bogu wytrwale we dnie i w nocy. Z powodu tej nadziei, królu, oskarżyli mnie
        Żydzi. Dlaczego uważacie za nieprawdopodobne, że Bóg wskrzesza umarłych?
        Przecież mnie samemu zdawało się, że powinienem gwałtownie występować przeciw
        imieniu Jezusa Nazarejczyka. Uczyniłem to też w Jerozolimie i wziąwszy
        upoważnienie od arcykapłanów, wtrąciłem do więzienia wielu świętych, głosowałem
        przeciwko nim, gdy ich skazywano na śmierć, i często przymuszałem ich karami do
        bluźnierstwa we wszystkich synagogach. Prześladowałem ich bez miary i ścigałem
        nawet po innych miastach. Tak jechałem do Damaszku z upoważnienia i z polecenia
        najwyższych kapłanów. W południe podczas drogi ujrzałem, o królu, światło z
        nieba, jaśniejsze od słońca, które ogarnęło mnie i moich towarzyszy podróży.
        Kiedyśmy wszyscy upadli na ziemię, usłyszałem głos, który mówił do mnie po
        hebrajsku: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Trudno ci wierzgać
        przeciwko ościeniowi". "Kto jesteś, Panie?" - zapytałem. A Pan odpowiedział: "Ja
        jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Ale podnieś się i stań na nogi, bo
        ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem tego, co
        zobaczyłeś, i tego, co ci objawię. Obronię cię przed ludem i przed poganami, do
        których cię posyłam, abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła,
        od władzy szatana do Boga. Aby przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie
        grzechów i dziedzictwo ze świętymi". Temu widzeniu z nieba nie mogłem się
        sprzeciwić, królu Agryppo! Lecz nawoływałem najprzód mieszkańców Damaszku i
        Jerozolimy, a potem całej ziemi judzkiej, i pogan, aby pokutowali i nawrócili
        się do Boga, i pełnili uczynki godne pokuty. Z tego powodu pochwycili mnie Żydzi
        w świątyni i usiłowali zabić. Ale z pomocą Bożą żyję do dzisiaj i daję
        świadectwo małym i wielkim, nie głosząc nic ponad to, co przepowiedzieli Prorocy
        i Mojżesz że Mesjasz ma cierpieć, że pierwszy zmartwychwstanie, że głosić będzie
        światło zarówno ludowi, jak i poganom».

        A oto jaka reakcja:

        «Tracisz rozum, Pawle - zawołał głośno Festus, gdy on tak się bronił - wielka
        nauka doprowadza cię do utraty rozsądku».
        • isma Re: brrr 16.07.08, 12:54
          No, nie, nie, z calym szacunkiem, ale to nie jest zaden przyklad
          mniej lub bardziej spontanicznej "ewangelizacji ulicznej", tylko
          mowa obroncza uwiezionego sw. Pawla postawionego przed krolem
          Agryppa (bardzo sprytnie pozbawiona pierwszych wersetow, ktore na to
          wyraznie wskazuja wink)).

          Sytuacja gloszenia jest tutaj, ekhm, nieco przymusowa...
          • kudyn Re: brrr 16.07.08, 13:42
            Widzę, że nic się nie zmieniło w sposobie czytania.
            Nikt tu przed Tobą o mniej lub bardziej spontanicznej ewangelizacji ulicznej nie
            pisał. Nie wiem jak Ty, ale ja brałem udział w ewangelizacjach zaplanowanych i
            myślę, że dosyć dobrze przygotowanych.
            Mowa jest o świadectwie której wygląda tak samo na ulicy, jak w kościele, radiu
            czy gazecie. Przykład św. Pawła pokazuje klasyczne świadectwo, czy jak kto woli,
            wywlekanie swoich intymnych historii - jak wyglądało życie przed nawróceniem,
            moment nawrócenia, jak wyglądało po nawróceniu. Sam Paweł sugeruje, że nie jest
            to jedyne miejsce gdzie świadczy o Bogu. A przymusowość wyraźnie wskazują,
            bardzo sprytnie przeze mnie zatajone słowa Pawła „uważam to za szczęście, że
            mogę dzisiaj bronić się przeciwko wszystkim zarzutom, jakie stawiają Żydzi,
            przed tobą, królu Agrypo”. Nie miał innego wyjścia, musiał złożyć świadectwo.
            Jeżeli chcesz spontanicznego świadectwa, głoszonego bez przymusu na ulicy,
            polecam Dz 22.
            • isma Re: brrr 16.07.08, 14:10
              NIKT? Alex i Magdalaena nie pisaly o "mniej lub bardziej
              spontanicznej ewangelizacji ulicznej"? To, ze Ty brales udzial,
              oczywiscie, w zaplanowanych i dosyc dobrze przygotowanych"
              ewangelizacjach, to nie znaczy, ze nikt nie mial do czynienia z
              innymi, naprawde.

              Co zas do mowy sw. Pawla - oczywiscie, ja nie jestem teologiem, ale
              uczono mnie, ze mowy obroncze maja swoja okreslona retoryczna
              konstrukcje. Pawel byl obywatelem rzymskim i czlowiekiem
              wyksztalconym. Mysl o tym, ze jego wypowiedz, utrzymana w dosyc
              wyrazistej strukturze (sam zreszta o tym mowi, ze jest przemyslana)
              ma byc przykladem, jak dzielic sie osobistym przezyciem religijnym z
              nieznajomymi, wydaje mi sie dosyc osobliwa. Wydaje mi sie, ze
              apologia podlega nieco innym regulom, niz formy ewangelizacji, o
              ktorych tu dyskutujemy, i dlatego przyklad wydaje mi sie niezbyt
              adekwatny. No, ale ja sie nie znam.
              • mama_kasia Re: brrr 16.07.08, 14:19
                Chwileczkę Ismo, ale dlaczego mowa Pawła nie miałaby być
                dobrym przykładem przygotowanego świadectwa? Bo ja jednak
                wolałabym, aby te świadectwa właśnie były przygotowane.
                Aby nie były eomocjonalne (to kto teraz chce, może się
                podzielić).
                • isma Re: brrr 16.07.08, 14:46
                  No, i wlasnie o to chodzi! Ze sw. Pawel, moim zdaniem, akurat w tym
                  fragmencie Dziejow, nie opowiada jakichs swoich "przezyc" napotkanym
                  postronnym osobom, tylko przeprowadza poddany okreslonym retorycznym
                  wymogom wywod. To ma wiecej wspolnego z argumentacja niz
                  z "dzieleniem sie" (oczywiscie, on przywoluje przyklad wlasnego
                  zycia, bo tego wymaga sytuacja komunikacyjna: ma bronic siebie
                  samego jako oskarzony).

                  I to jak najbardziej jest godne nasladowania. Moj sprzeciw dotyczy
                  natomiast uzywania tego przykladu w dyskusji o emocjonalnych
                  osobistych "swiadectwach", takich, jakie byly krytykowane w tym
                  watku.

                  A co do "przygotowywania" swiadectw. Jak jeszcze bywalm hospicyjna
                  skarbonka, to to byl jeden z gorecej dyskutowanych twmatow: czy
                  wolno odwolywac sie do swojego osobistego doswiadczenia, zbierajac
                  datki. Mielismy taka wolontariuszke, ktora kazde podejscie z puszka
                  zaczynala od zdania "Moj ojciec umarl na raka trzustki w Hospicjum
                  sw. Lazarza..." Zartowalam zawsze, ze ja powinnam zaczynac od
                  zdania "Na nieszczescie dla Pani/Pana nie trafilam do Hospicjum sw.
                  Lazarza, bo gdybym trafila, to bym sie juz pewnie dzisiaj Pani/Panu
                  nie naprzykrzala wink))". To by wlasnie byl przyklad czystej
                  kwestarskiej retoryki, chociaz z zycia wzietej...

                  [Napisala Isma w nastroju do zartow makabrycznych wink))].
                  • kudyn Re: brrr 16.07.08, 15:38
                    W dwóch przywoływanych mowach św. Paweł opowiada swoje przeżycia, w Dz 22 mówi
                    na ulicy więc tłumu. Tak przy okazji, ciekawe ile jest w Biblii świadectw, wobec
                    osób z którą ma się głęboką intymną relację.
                    A co do tego ma zbieranie pieniędzy w hospicjum to nie mam pojęcia.
                    • isma Re: brrr 16.07.08, 18:32
                      kudyn napisał:

                      > W dwóch przywoływanych mowach św. Paweł opowiada swoje przeżycia,
                      w Dz 22 mówi
                      > na ulicy więc tłumu.

                      To moze wlasnie ten ostatni trzeba bylo dac jako przyklad bardziej
                      adekwatny? Choc tam tez, o ile mnie pamiec laika nie myli, Pawel
                      wyglasza wobec chcacych go zabic Zydow OBRONE, a nie nagabuje
                      przypadkowych przechodniow...


                      Tak przy okazji, ciekawe ile jest w Biblii świadectw, wobe
                      > c
                      > osób z którą ma się głęboką intymną relację.

                      Wiesz, ja nie jestem AZ TAK biegla w Pismie sw., ale sadze, ze fakt
                      zamieszkiwania np. przez Pawla w czyims domu uprawnia do tego, aby
                      mowic o relacji miedzy osobami. "Przyjecie kogos pod swoj dach" to
                      nie tylko jest figura relacji, ale i relacja sama.


                      > A co do tego ma zbieranie pieniędzy w hospicjum to nie mam pojęcia.

                      A, to szkoda. No, ale za to masz rozleglejsze doswiadczenia w
                      ulicznej ewangelizacji.
                      • kudyn Re: brrr 16.07.08, 23:07
                        Pewnie da się zauważyć, przy odrobince dobrej woli, że nie próbowałem nigdzie
                        promować ewangelizacji jako nagabywania przechodniów. Owszem Paweł nie nagabuje
                        przechodniów, nagabuje tłum. A co do kurczowego trzymania się tego, że obrona
                        nie ma żadnego związku ze świadectwem, to może tą osobliwość rozjaśni trochę
                        literatury:

                        Nowy Testament i Psalmy (Edycja św. Pawła, 2005)
                        tytuł perykopy Dz 22, 1-21: „Świadectwo Pawła o nawróceniu”
                        tytuł perykopy Dz 26, 12-18: „Drugie świadectwo Pawła o nawróceniu”

                        Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego (Verbinum 2000)
                        „W Dziejach Apostolskich obraz Pawła misjonarza idzie w parze z obrazem Pawła
                        więźnia, któremu poświęca się mniej więcej tyle samo miejsca. Świadczy to o
                        znaczeniu, jakie przywiązuje Łukasz do tej części historii Pawła, w której ma
                        być świadkiem (martyr) Chrystusa wobec przedstawicieli władzy religijnej i
                        świeckiej, zarówno żydowskiej, jak i rzymskiej” s. 1398

                        Katolicki komentarz biblijny (Vocatio 2001)
                        „Obwieszczenie wypełnienia obietnicy potwierdza, że ostatecznie to sam
                        zmartwychwstały Chrystus przemawia do Żydów i pogan za pośrednictwem swojego
                        „świadka” (w.16), który staje teraz przed sądem wykształconego króla. Ponieważ
                        Pawłowa Ewangelia jest jego ostateczną odpowiedzią na żydowskie oskarżenia,
                        apologia Apostoła i głoszona przez niego kerygma dokładnie sobie odpowiadają
                        (ww. 28-29); występując we własnej obronie, Paweł pełni jednocześnie rolę
                        świadka” ss.1243-1244.
                        „daję świadectwo: Porównaj ze „stoję przed sądem” (w. 6); składanie świadectwa i
                        obrona łączą się ze sobą (por. w. 17)” s.1245.

                        Przyjmując, że faktycznie wspólne zamieszkiwanie oznacza intymną relację, to
                        jednak nie wyciągałbym z tego wniosku, że świadectwo dopiero po bliższym poznaniu.
                        • isma Re: brrr 17.07.08, 00:58
                          Dobra, Kudyn, masz racje, daruj sobie zlosliwosci.

                          Co prawda w Tysiaclatce tytuly perykop sa inne, zas sytuacja w
                          ktorej Apostol, stawiany przed sadem z powodu konkretnych czynow,
                          oklicznosci tych czynow relacjonuje, nieszczegolnie sie moim zdaniem
                          ma do sytuacji, w ktorej opowiada sie szczegoly swojej osobistej
                          relacji z Panem Bogiem osobom, ktore nie wydaja sie byc nimi
                          przesadnie zainteresowane - ale w porzadku, to przeciez nie ja musze
                          miec biblijne uzasadnienie dla swojej metody ewangelizacji (albowiem
                          zadnej metody nie stosuje).

                          No, jakos wole sw. Piotra, co do ktorego Pismo sw. nie informuje,
                          jakoby zameczal niechetnych sluchaczy okolicznosciami uzdrowienia
                          swojej osobistej tesciowej lub trzykrotnego piania koguta. I sw.
                          Pawla z Areopagu, ktory nie widzi potrzeby streszczania swojego
                          zyciorysu i opowiadania swoich osobistych przezyc. Bo nie glosi
                          siebie, osobistego kumpla Pana Boga - tylko po prostu, "Pana nieba i
                          ziemi".
                          • kudyn Re: brrr 17.07.08, 10:43
                            isma napisała:

                            > Co prawda w Tysiaclatce tytuly perykop sa inne

                            Tytuły perykop nie należą do objawienia, więc w każdym wydaniu mogą być inne. A
                            przy okazji, spotkałem kilku biblistów sugerujących, żeby się zbytnio do
                            komentarzy w Tysiąclatce nie przywiązywać.

                            > Apostol, stawiany przed sadem z powodu konkretnych czynow,
                            > oklicznosci tych czynow relacjonuje, nieszczegolnie sie moim zdaniem
                            > ma do sytuacji, w ktorej opowiada sie szczegoly swojej osobistej
                            > relacji z Panem Bogiem

                            Świadectwo w czasie ewangelizacji nie polega na opowiadaniu szczegółów swojej
                            osobistej relacji z Panem Bogiem, podobnie jak nie polega na głoszeniu siebie,
                            czy osobistego kumpla Pana Boga.

                            > osobom, ktore nie wydaja sie byc nimi przesadnie zainteresowane

                            czy ktoś jest zainteresowany jest pewnie istotne w rozmowie osobistej, w
                            ewangelizacji ulicznej nie jest to tak ważne, nie da się tego zweryfikować. I
                            nie wiem na jakiej podstawie przyjmujesz takie założenia.

                            >cryingalbowiem zadnej metody nie stosuje)

                            Rozumiem, że ewangelizujesz bardziej spontanicznie.

                            > I sw. Pawla z Areopagu, ktory nie widzi potrzeby streszczania swojego
                            > zyciorysu i opowiadania swoich osobistych przezyc.

                            Ja wolę św. Pawła takiego jaki jest, czasem mówiącego tak jak na Areopagu,
                            czasem tak jak wobec Żydów czy Agryppy.
                            • isma Re: brrr 17.07.08, 11:33
                              Ech, Kudyn, Kudyn. Jak Kudyn przywolywac tytuly perykop, to to jest
                              argument w dyskusji, jak ktos inny przywolywac - to one "nie naleza
                              do Objawienia". No, oczywiscie, ze nie naleza. Wiec moze czytajmy,
                              co w tekscie i kontekscie, a nie probujmy nabierac adwersarza oraz
                              publicznosci na "literature", z ktora zapoznanie sie sugerowales?

                              Co do "kilku biblistow", zapewne, sa tacy (jak tez sa i inni).
                              Jakkolwiek jednak to wciaz Tysiaclatka jest zatwierdzona do uzytku
                              liturgicznego...

                              Jesli chodzi o "metody ewangelizowania". No, coz. Ten ladny
                              termin "martyria", ktory sie nam przy okazji sw. Pawla pojawil,
                              odnosi sie nie tylko do swiadczenia slowem, ale i zyciem. Wiec, jak
                              kazdy, zyje wsrod ludzi - czasem swiadczac, czasem pewnie
                              antyswiadczac, tyle. No i takie zwykle zycie zajmuje mi 24 godziny
                              na dobe, przewaznie.

                              A co do slow, to staram sie w kazdym razie, kiedy mnie ktos pyta o
                              wiare mojego Kosciola czy moja wlasna, nie odwracac sie plecami ze
                              zdaniem: "nie bede wyznania wiary przed toba skladac". To na
                              poczatek. Ale pewnie rownie dobre jest nagabywanie ze swoja
                              hagiografia masowo wystepujacych w naszym kraju pogan (na czym, byc
                              moze, swiadectwo "nie polega", ale jakos relacje sluchaczy takowych
                              w tym watku do tego wlasnie sie sprowadzaja).

                              Tyle z mojej strony. Ja sie nie zaliczam do (nad)gorliwych slug
                              zniwa. Co przynosi owoce, to sie w swoim czasie okaze.
                              • kudyn Re: brrr 17.07.08, 12:14
                                isma napisała:

                                > Ech, Kudyn, Kudyn. Jak Kudyn przywolywac tytuly perykop, to to jest
                                > argument w dyskusji, jak ktos inny przywolywac - to one "nie naleza
                                > do Objawienia". No, oczywiscie, ze nie naleza. Wiec moze czytajmy,
                                > co w tekscie i kontekscie, a nie probujmy nabierac adwersarza oraz
                                > publicznosci na "literature", z ktora zapoznanie sie sugerowales?

                                Przywołując tytuł perykopy nie sugerowałem, że przynależą do Objawienia, a w
                                poprzednim poście odpowiadałem na informację o odmiennych tytułach w
                                Tysiąclatce. Z tekstu wynika że jest to mowa obronna, która jest również
                                świadectwem, co literatura potwierdza, a czemu Tysiąclatka nie przeczy.

                                > Co do "kilku biblistow", zapewne, sa tacy (jak tez sa i inni).
                                > Jakkolwiek jednak to wciaz Tysiaclatka jest zatwierdzona do uzytku
                                > liturgicznego...

                                Tekst, nie komentarze i tytuły perykop. Swoją drogą zatwierdzenie do użytku nie
                                usuwa błędów które w Tysiąclatce liturgicznej są nadal a w jej nowszych
                                wydaniach zostały poprawione. I poczytaj uważnie wstępy do ksiąg, jest szansa,
                                że się z owymi biblistami zgodzisz.

                                > Jesli chodzi o "metody ewangelizowania". No, coz. Ten ladny
                                > termin "martyria", ktory sie nam przy okazji sw. Pawla pojawil,
                                > odnosi sie nie tylko do swiadczenia slowem, ale i zyciem. Wiec, jak
                                > kazdy, zyje wsrod ludzi - czasem swiadczac, czasem pewnie
                                > antyswiadczac, tyle. No i takie zwykle zycie zajmuje mi 24 godziny
                                > na dobe, przewaznie.

                                Nigdzie nie negowałem świadectwa życiem, wręcz odwrotnie. A w tym przypadku
                                Paweł martyr oprócz świadectwa życia, świadczy również słowem.

                                > A co do slow, to staram sie w kazdym razie, kiedy mnie ktos pyta o
                                > wiare mojego Kosciola czy moja wlasna, nie odwracac sie plecami ze
                                > zdaniem: "nie bede wyznania wiary przed toba skladac". To na
                                > poczatek. Ale pewnie rownie dobre jest nagabywanie ze swoja
                                > hagiografia masowo wystepujacych w naszym kraju pogan (na czym, byc
                                > moze, swiadectwo "nie polega", ale jakos relacje sluchaczy takowych
                                > w tym watku do tego wlasnie sie sprowadzaja).

                                Mam również nadzieję, że nie rozpowiadasz o nich wyssanych z palca informacji,
                                objawiając w co rzekomo wierzą, jak również nie mówisz o sprytnym pomijaniu
                                informacji.
                                Podobnie jak relacje słuchaczy takowych świadectw do tego się nie sprowadzają co
                                próbujesz udowodnić. Chyba że podzielimy uczestników forum na tych poprawnych co
                                się z Tobą zgadzają i tych innych których nie bierzemy pod uwagę.
                                • isma Re: brrr 17.07.08, 13:03
                                  No, tosmy sobie poswiadczyli, kazde na swoj sposob.

                                  Aby do zniw, Kudyn, aby do zniw.
                                  Forum Www wprawdzie juz wtedy byc moze nie bedzie, ale
                                  niewykluczone, ze przed tym czasem zdazy na nim przybyc ktos
                                  autentycznie zbudowany uliczna ewangelizacja, bo na razie zadnego -
                                  w przeciwienstwie do licznej grupy zdecydowanych jej przeciwnikow
                                  oraz osob czujacych sie wobec niej niezrecznie - nie widze (czy Ty
                                  takowym jestes, nawet nie probuje sie domyslac)...
                                  • mama_kasia Re: brrr 17.07.08, 13:08
                                    Ależ chwila, chwila, przecież ja byłam zbudowana smile, choć
                                    też świadectwami (ale tylko nimi) spłoszona smile
                                    Natomiast scenki, muzyka, śpiew, zabawy z dziećmi, a także
                                    modlitwa z sąsiadami - mnie to zbudowało, a i sąsiadów także,
                                    o czym sobie porozmawialiśmy.
                                    • isma Re: brrr 17.07.08, 13:23
                                      No i w porzadku. Przeciez wywody Kudyna na temat sw. Pawla nie mialy
                                      uzasadniac zasadnosci ewangelizowania przez zabawe, spiew i muzyke
                                      (chyba, bo nigdy nie wiadomo, co kto ma na mysli), tylko dzielenia
                                      sie zyciorysem. Co do dzielenia sie przezyciami napisalas, ze bylas
                                      sploszona (czy zazenowana, nie pomne).

                                      Moze ja zle czytanm, ale nie zauwazylam zadnej wypowiedzi, w ktorej
                                      ktos by kategorycznie napisal: "tak, to jest portrzebne, to mnie
                                      umocnilo, zbudowalo", bo ja wiem co jeszcze. Wiec, z tym "aby do
                                      zniw" to ja oczywiscie troche zartuje, natomiast mysle, ze czasem
                                      warto brac pod uwage reakcje uczestnikow jakiegos przedsiewziecia,
                                      zwlaszcza, jak ono dla ich dobra ma sie odbywac. Feedback czyli.
                                      Jesli dominujaca reakcja na inicjatywe ma byc rezerwa, a nawet
                                      protest, to ja jakos nie mam przekonania do takiej ewangelizacji.

                                      Ale mowie - kazdy ma swoja droge. Na szczescie.
                                      • kudyn Re: brrr 17.07.08, 13:29
                                        Wysłuchałem wielu świadectw w czasie różnych ewangelizacji w tym także
                                        ulicznych. Tak, to jest potrzebne, to mnie umocniło, zbudowało. Również osoby
                                        które się w czasie takich akcji nawróciły, opowiadały mi, że było to dla nich ważne.
              • kudyn Re: brrr 16.07.08, 14:46
                Widzisz, ja w wypowiedzi Alex nic o żadnej formie spontanicznej ewangelizacji
                się nie doczytałem, Magdalaena pisała o tym, że nie została przygotowana do
                ewangelizacji, która jest normalnym punktem każdej oazy I stopnia, która nie
                jest ewangelizacją uliczną. W tym konkretnym przypadku dotyczyła kucharek u nich
                w domu. Podobnie jak ja nie napisałem, że nikt tutaj nie miał do czynienia z
                ewangelizacjami spontanicznymi.

                Zjawiskiem, ośmielę się powiedzieć powszechnym, we wszelakich szkołach
                ewangelizacji jest wzorowanie struktury świadectwa na mowach św. Pawła.
                Świadectwo ma mieć wyrazistą strukturę – jak wyglądało życie przed nawróceniem,
                nawrócenie, co się zmieniło w życiu, ma być przemyślane i przygotowane, ma być
                krótkie i skoncentrowane na Jezusie. Niezależnie jak nazwiemy mowy św. Pawła pod
                względem literackim, na pewno są świadectwem jego spotkania z Jezusem.

                A najczęstsza forma ewangelizacji ulicznej wygląda następująco: konkretne
                miejsce gdzie są śpiewane pieśni, odgrywane scenki, jest głoszony kerygmat (Boża
                miłość, grzech, zabawienie w Chrystusie, wyznanie wiary, w grupach katolickich
                często jeszcze Duch Święty i wspólnota), świadectwa, modlitwa, w okolicy osoby
                które zapraszają do udziału, jakieś plakaty, banery, ulotki w zależności od
                finansów organizatora. Myślę, że o takim czymś pisała Mama Kasia.
                • mama_kasia Re: brrr 16.07.08, 14:58
                  Tak, tak, właśnie o to mi chodziło i o taką ewanangelizację
                  się dopytywałam smile
                • alex05012000 aaa, to ja w takim razie nie zrozumiałam "pojęcia" 17.07.08, 09:51
                  mnie się wydawało, że ta oazowa "ewangelizacja" to włąśnie była
                  uliczna ewangelizacja, ja pisałam o tym samym co magdalaena, tylko
                  nam zamiast kucharek zaserwowano ludzi na ulicach Zakopanego... czy
                  to było spontaniczne? i tak i nie...rzekłabym spontaniczność
                  wymuszona - mieliśmy podchodzić do ludzi i mówić im o Chrystusie czy
                  jakos tak... nawet nie o własnym nawróceniu, bo ja od boga nie
                  odchodziłąm żebym się miała nawracać... przygotowani byliśmy może
                  ale napewno nie wystarczająco... i moja ocena tego typu doswiadczen
                  jest negatywna ...
                  opisywanej przez mame-kasie ewangelizacji nigy nie widziałam ...
        • mader1 Ismo, Kudynie 17.07.08, 13:40
          Jak się dwoje MĄDRYCH ludzi spiera, inni mają okazję sporo się
          dowiedzieć smile Dziękuję Wam za ten spór, w którym przytoczyliście
          wiele ważnych argumentów smile
          Najważniejsze, że chcecie służyć Bogu z całego serca. I służycie
          nawet się spierając wink
      • mama_kasia Re: brrr 16.07.08, 12:22
        A ja czuję, że one są szczere smile
        Moje zażenowanie raczej wynika z faktu, że głupio mi słuchać
        tak osobistych wyznań. Spuszczam głowę, bo naruszona zostaje
        (a dzieje się to na ulicy) jakś intymna sfera.
        A z drugiej strony czuję, że dobrze się dzieje, że to wychodzi
        na ulice. Nikt ode mnie niczego nie chce. Tylko stań i posłuchaj.
        • sunday Re: brrr 16.07.08, 13:17
          > A ja czuję, że one są szczere smile

          Oj tak! Szczere i pełne dobrych intencji. A jednocześnie często auto-wymuszone.
          Wiem, bo znam (a raczej znałem) takie sytuacje też od drugiej strony.

          > A z drugiej strony czuję, że dobrze się dzieje, że to wychodzi
          > na ulice. Nikt ode mnie niczego nie chce. Tylko stań i posłuchaj.

          Tak. Tak samo dobrze, jak krzyżyk na czyjejś szyi, różaniec na palcu czy w ręku,
          procesja, świadectwo życia, modlitwa przed jedzeniem, elementarna uczciwość w
          interesach.

          W ulicznej ewangelizacji razi mnie jednak, jak i Ciebie, to łamanie swojej (i
          nagabywanego) intymności, epatowanie emocjami. Zbyt to amerykańskie - takie
          otwarte, uśmiechnięte, super i w ogóle jak na hollywoodzkich filmach. Sam wolę
          świadczyć życiem, niż zaczepiać ludzi na ulicy. Ale każdy ma swoją drogę -
          pewnie są potrzebni i tacy ludzie, a ja nie muszę tego rozumieć ani czuć.
          • isma Re: brrr 16.07.08, 13:38
            Moge sie podpisac pod Sundayem.

            Przy czym, to nie chodzi o to, ze mowi sie rzeczy intymne - zdarzylo
            mi sie byc sluchczka czy uczestniczka bardzo intymnych rozmow o Panu
            Bogu, dotykajacych bardzo podstawowych osobistych doswiadczen,
            emocji. Ale one wynikaly z tego, ze i wiez miedzy mowiacymi byla
            gleboka, intymna. Ze bylo osobiste zaufanie. Co zas do osob
            postronnych - najczesciej samo zycie wymusza dawanie swiadectwa.
            Tylko wlasnie niekoniecznie swiadectwa w postaci mowienia "na dzien
            dobry" o rzeczach intymnych...

            Podobnie, jak wiez miedzy mezczyzna a kobieta nie zaczyna sie (no,
            nie powinna) od intymnosci, tylko od tego, co zewnetrzne,
            powszednie, codzienne - tak i wiara, moim zdaniem, trzeba sie
            dzielic z ludzmi na miare zaawansowania w relacji.
            • mader1 Re: brrr 16.07.08, 22:02
              Chyba czuję to podobnie jak Wy, choć przyznaję, ze nie mam tematu
              przemyślanego. Ale, może niesłusznie, czuję jakby obdarowywało się
              kogoś zbyt... pochopnie dając mu złudzenie wejścia w relacje
              intymne, w które się nie zamierza wchodzić...
              To z pewnością zalezy od sposobu, od okoliczności...
          • mama_kasia Re: brrr 16.07.08, 14:04
            Mnie nikt na ulicy nie zaczepiał. Stałam i przyglądałam się.
            Razem z sąsiadami. I po raz pierwszy w życiu razem z nimi
            modliłam się na podwórku smile Cała ta ewaneglizajca - śpiew, zabawy
            z dziećmi, scenki biblijne - to jak najbardziej do mnie trafiało.
            Owszem, próbowali przełamać bariery, ale moim zdaniem w
            bardzo wyważony sposób. Jedno "nie" wystarczało smile
            • sunday Re: brrr 16.07.08, 15:34
              > Mnie nikt na ulicy nie zaczepiał. Stałam i przyglądałam się.
              > Razem z sąsiadami. I po raz pierwszy w życiu razem z nimi
              > modliłam się na podwórku smile

              I to jest niewątpliwy plus. Choć prawdopodobnie wcześniej wielokrotnie modliłaś
              się wspólnie z nimi w kościele. smile
    • trolka72 Re: ewangelizacja uliczna 16.07.08, 12:14
      Moje odczucia są negatywne.
      Nawet jeśli głosiłby poglądy zgodne z moimi- nie życzę sobie być
      epatowana wyznaniami, poglądami innych, w końcu każdy6 ma swój
      rozum, a mnie sie zdaje, ze z takiej ewangelizacji wynika; chodź,
      cię oświecę. Nie, dziekuję.
      • sion2 Re: ewangelizacja uliczna 16.07.08, 12:26
        z calym szacunkiem ale nie zgodze sie z trollka ani z verdana w
        kwestii ze skoro ktos chce ewangelizowac to znaczy ze uwaza sie za
        kogos lepszego, oswieconego i patrzy z wyzszoscia na pospolite tlumy

        bo nie ewangelizuje sie SOBĄ, nie glosi sie SIEBIE, nie mowi "JA cie
        oswiece" ale dzieli sie radoscia tego co Jezus Chrystus uczynil w
        moim zyciu - pojdz za Nim, doswiadczysz wiekszych cudow

        ja sie czuje nieswojo wobec ewangelizzacji ulicznej ale nigdy nie
        uiwazalam ewangelizujacych za pyszalkow

        i nie glosi sie "jednynie slusznej religii" a Jezusa Chrystusa, tym
        bardziej ze bracia protestanci o wiele czesciej taka ewangelizacje
        uliczna prowadza niz katolicy
        • verdana Re: ewangelizacja uliczna 16.07.08, 12:56
          Sa jednakze ludzie, ktorzy w ogóle nie są chrześcijanami - i dla
          nich denominacja głoszących wiarę w Jezusa Chrystusa jest
          nieistotna. I nie zgodzę się z brakiem "poczucia wyzszosci" -
          wielokrotnie spotkałam się wlasnie z tym, ze ewangelizujący (akurat
          nie katolicy) usilowali tłumaczyć mnie i synowi, ze oni, w
          przeciwieństwie do mnie, sa oświeceni i naprawde wiedza, w co
          wierzyć.
          • a_weasley Re: ewangelizacja uliczna 21.05.09, 16:22
            Verdana napisała:

            > usilowali tłumaczyć mnie i synowi, ze oni, w
            > przeciwieństwie do mnie, sa oświeceni i naprawde wiedza, w co
            > wierzyć.

            Było to może mało dyplomatyczne, ale merytorycznie mieli rację.
    • madziaq Re: ewangelizacja uliczna 16.07.08, 13:46
      Nie mam pozytywnych doświadczeń. W ogole nie lubię jak ludzie "łapią" mnie na
      ulicy i próbują do czegoś nakłonić, obojętnie czy chcą mi coś sprzedać,
      przeprowadzić ankietę, nawracać na jakąkolwiek religię, czy co tam jeszcze...

      Poza tym, nie wiem czy często to się zdarza, mam nadzieję, że nie, ale takie
      osoby wywierają czasem ogromną presję. pamiętam kiedyś, jak na warszawskiej
      starówce zaczepili mnie i rodziców członkowie Odnowy w Duchu Św (chyba, w każdym
      razie na pewno jakaś charyzmatyczna grupa katolicka) Było ich kilkanaście osób i
      ksiądz. Zaproponowali, że się za nas pomodlą, na co moi rodzice się zgodzili.
      Wzięli nas więc do kółeczka, odmawiali jakąś modlitwę, w czasie której płynnie
      przeszli na niezrozumiałe dla mnie słowa (przez chwile mówili jakby pół na pół -
      cześć słów po polsku a część w jakimś dziwnym języku) Wzbudziło to mój niepokój,
      ale moim zdaniem niedobra rzecz zdarzyła się dopiero później. Kiedy skończyli
      się modlić, ksiądz powiedział, że każdy aby zostać zbawionym, musi uznać Jezusa
      za swojego Pana i Zbawiciela. I zapytał po kolei moich rodziców, czy uznają w
      tym momencie Jezusa za Pana i Zbawiciela. Moim zdaniem nie powinien tego robić,
      bo taka deklaracja jest ważna, a trzeba mieć dużo asertywności, żeby powiedzieć,
      że np nie jestem w tym momencie na to gotowa, jeśli 15 osób patrzy na mnie
      wyczekująco...
    • elwinga Re: ewangelizacja uliczna 16.07.08, 16:23
      W czasach, gdy byłam związana z Kościołem Zborów Chrystusowych, uczestniczyłam w
      dwóch młodzieżowych obozach misyjnych, których celem było prowadzenie
      ewangelizacji w miastach, w których się owe obozy odbywały. Pojechałam, bo
      chciałam się przełamać do tego typu rzeczy - w moim ówczesnym zborze kładziono
      bardzo duży nacisk na osobiste dawanie świadectwa przy każdej możliwej okazji, a
      mnie to szło średnio, żeby nie powiedzieć fatalnie. smile Cóż, pojechałam i
      przekonałam się, że to nie dla mnie. Dla mnie mówienie o Bogu jest czymś zbyt
      osobistym, abym potrafiła to robić wobec nieznajomych na ulicy.

      A za dowód lekkomyślności organizatorów uważam wywiezienie nas na jednym z
      obozów na festiwal w Jarocinie, żebyśmy (dzięki Bogu - tylko przez jeden dzień)
      ewangelizowali tych, którzy przybyli na festiwal.
      • zuq1 ludzie wolą wróżki... 10.09.08, 10:11
        Tak sobie czytam te wpisy na temat ewangelizacji i podzielę się
        własnymi wrażeniami. Oto one:
        1. generalnie moje "ciało" nie lubi ewangelizacji, ale gdy już jego
        opór został przełamany, były dobre efekty.
        2. Nowy Testament uczy nas, że świat jest dwubiegunowy (Bóg-szatan,
        światłość-ciemność, zbawieni-niezbawieni) i ludzie muszą być
        skonfrontowani z Dobrą Nowiną, aby móc zdecydować, z kim chcą być w
        wieczności.
        3. Jakieś 10 lat temu w Krakowie podczas ewangelizacji na Rynku
        spostrzegłem, że ludzie ustawiają się w kolejce do wróżki siedzącej
        w Sukiennicach chętniej niż biorą traktaty i rozmawiają z nami.
        Dlaczego więc nie próbować docierać do nich bezpośrednio i oddawać
        pole sługom okultyzmu? Ale podeszliśmy do osób z kolejki i mieliśmy
        dobre rozmowy, może coś z zasianego ziarna wyrosło/wyrośnie?
        4. Cieszmy się, że w Polsce (jeszcze) można ewangelizować. We
        Francji jest to podobno zabronione ustawowo. Nie wspominając już
        krajów "niechrześcijańskich".
        • aka21 Re: ludzie wolą wróżki... 10.09.08, 10:43
          We
          > Francji jest to podobno zabronione ustawowo

          Ewangelizacje we Francji (i innych krajach) jak najbardziej są
          realizowane. Nie wiem, czy doszła do skutku planowana na ten rok
          izacja Paryża tańcem (hip hopemwink). Z pewnościa sa to ewangelizacje
          legalne. Były też ewangelizacje innych miast. Tam często chodzi o to
          zeby (zwłaszcza ludziom młodym) powiedzieć "coś" o Jezusie, żeby
          zaszczepić to ziarenko. czasem Ci ludzie pierwszy raz o Nim słyszą.
          U nas ewangelizacja też powinna być zgłoszona. Określa się miejsce i
          forme jej przeprowadzenia.
          W Polsce ludzie w większości wierzą. Ewangelizacja ma inne potrzeby
          niż na Zachodzie.
          Nasza Wspólnota prowadzi ewangelizacje uliczne. Jakaś grupa śpiewa,
          pozostali chodza i zapraszaja ludzi do krótkiej Adoracji
          Najswiętszego Sakramentu, spotkania z Bogiem sam na sam. Mozna
          napisać intencję w której prosi się o modlitwę i ja zostawić pod
          ołtarzem, a także wziąć dla siebie jeden z wielu przygotowanych
          krótkich fragmentów Pisma Św. Jest tez mozliwość spowiedzi.
          Był czas, ze taką ewangelizację organizowaliśmy w akademikach,
          chodziliśmy po pokjach i zapraszalismy na Adorację. Owoce zawsze
          były budującesmile Choć prawda jest taka, że jest to trudne
          doświadczenie i modlitwa współbraci bardzo pomaga, przynajmniej
          mniesmile
        • minerwamcg Re: ludzie wolą wróżki... 10.09.08, 16:13
          >2. Nowy Testament uczy nas, że świat jest dwubiegunowy (Bóg-szatan,
          > światłość-ciemność, zbawieni-niezbawieni)

          Przepraszam, tak z ciekawości - jesteś manichejczykiem?
          • zuq1 Re: ludzie wolą wróżki... 10.09.08, 16:44
            Boże broń... A ten Mani, to kto taki? Zresztą manicheizm później
            chyba nastał niż chrześcijaństwo? A tak z ciekawości, to nie widzisz
            takiej opozycji w NT? Czy może jest niebo-czyściec-piekło?
            • minerwamcg Re: ludzie wolą wróżki... 10.09.08, 17:16
              zuq1 napisał:

              > A tak z ciekawości, to nie widzisz
              > takiej opozycji w NT? Czy może jest niebo-czyściec-piekło?

              Jestem katoliczką smile
              I nie, nie uważam, żeby istniała opozycja Bóg-szatan. Bóg jest
              Bogiem, szatan jest stworzeniem, co czyni pomiędzy nimi zasadniczą
              nierówność.

              Aj, zaraz nas wyleją za wszczynanie sporów doktrynalnych smile
    • mader1 kobieta z różańcem... 16.07.08, 22:10
      wracałam dziś autobusem po jednej Medycznej Przygodzie, spiesząc
      się przed Drugą... Usiadłam obok dobrze ubranej, ładnej kobiety...
      ja wiem... koło pięćdziesiątki. W pewnym momencie ta kobieta zrobiła
      delikatny znak krzyża, wyciągnęła używany różaniec, wcale nie
      ostentacyjnie, z drugiej stony nie kryjąc go też nadmiernie. Lekko
      zamyslona, ale nie tracąca kontaktu z otaczającymi ludźmi,na których
      spoglądała przyjaznym wzrokiem, modliła się cichutko... Natychmiast
      przypomniał mi się ten wątek.
      To było w tej chwili i w tym miejscu potrzebne.
      Autobusowe świadectwo modlitwy.
      • isma Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 01:01
        mader1 napisała:

        >
        > To było w tej chwili i w tym miejscu potrzebne.
        > Autobusowe świadectwo modlitwy.

        A, no wlasnie. Mniej gadac O Panu Bogu, wiecej Z Panem Bogiem.
      • kudyn Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 10:44
        Takie świadectwo jest bardzo cenne, ale bardziej dla tych którzy już wierzą. Nie
        zastąpi to ewangelizacji.
        • mama_kasia Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 11:12
          Myślę, że ewangelizacja również w warunkach Polskich często
          skierowana jest do tych, co już wierzą, a w każdym razie takm im
          się wydaje.
          • kudyn Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 12:19
            Dlatego podstawowy podręcznik szkół ewangelizacji nosi tytuł „Jak ewangelizować
            ochrzczonych”.
        • mader1 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 13:31
          myslę, że i tych, którzy nie wierzą może zainteresowac, przynajmniej
          w Polsce. Rzadko widać ludzi modlących się czy czytających Pismo św.
          lub choćby coś na temat wiary w miejscach publicznych.
          To jest zetknięcie się , przypomnienie o Bogu czy pokazanie, że On
          jest ijeżeli ma ono coś człowiekowi dać - da. Pewnie, że sam widok
          kobiety z różańcem nie zastapi czytania Pisma św, wejścia we
          wspólnotę parafialna, osobistej modlitwy czy lektury oraz dania
          świadectwa życiem, czynem, słowem . Ale jeżeli ma dotknąć, dotknie.
          Nie mówiąc ( pisząc smile)) już o samej modlitwie.
          Modlitwa, cicha, pokorna, przyjazna, też jest bardzo osobistą
          relacją. Tyle że bardzo dyskretną.
          Ale zgoda, do każdego może docierać coś innego.Problem polega na
          tym, że " na tym polu" jest to w zasadzie niemierzalne. Trudno
          bowiem ocenić jak wiele osób zniechęca się ( i do czego ?jedynie do
          tego typu ewangelizaji czy do KK, do chrześcijan ?)a jak wiele
          skłania ona do myslenia, do przyjścia na mszę, do modlitwy. Jestesmy
          skazani na nasze odczucia smile zwłaszcza, że często nie ma bardzo
          istonej informacji zwrotnej - czasem widok różańca czy widok
          człowieka dającego świadectwo uruchamia cały łańcuszek mysli i
          działań i nie do końca ma się świadomość, co go zapoczątkowało.
          Każdy też ma swoje dary, którymi powinien się dzielić.
          • kudyn Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 14:20
            Zainteresować się może. Mnie jednak oprócz zainteresowani, zależy na wierze.
            Zwyczajną drogą jest głoszenie Słowa „Przeto wiara rodzi się z tego, co się
            słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”. Więc naprawdę nie chodzi
            o świadectwo które ma wspierać, ale o głoszenie Słowa. Nie jest to droga jedyna,
            słuchałem kiedyś świadectwa Żyda, który miał bezpośrednie objawienie, trochę jak
            św. Paweł i w ten sposób uznał Jezusa jako Mesjasza. Nieprawdopodobne a jednak
            możliwe. Ale wg. mojego rozumienia Bogu nie chodzi o załatwianie wszystkiego za
            nas.
            Zniechęcać może zarówno ewangelizacja jak i różaniec. Na pewno trzeba dbać o
            warsztat, dlatego dobrze, że powstają szkoły ewangelizacji. Jednak najlepszy
            warsztat nie zapewni 100% owocu, tu jest coś głębiej.
            • mader1 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 14:29
              Ale od zainteresowania się , idzie się dalej, nieprawdaż ?
              Mam wrażenie, że człowiek, który opowiada o swojej drodze do Boga,
              swoich przeżyciach związanych z nawróceniem czy nawracaniem się (
              nie mówilismy o wspólnym czytaniu Pisma św. tylko o tym aspekcie ?),
              też zasiewa jedynie.
              To jest też tylko " dotknięcie" , za którym musi pójśc coś więcej.
              Głoszenie Słowa ... No chyba nikt nie może powiedziec, że to
              nieważne...
              • kudyn Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 14:47
                Może iść dalej.
                Jak ktoś głosi Słowo też zasiewa. W czasie ewangelizacji punktem centralnym jest
                głoszenie kerygmatu, świadectwo ma tylko pomóc. Jestem w stanie sobie wyobrazić
                ewangelizację bez świadectw, bez głoszenia nie.
                I fundamentem każdej ewangelizacji jest modlitwa, m.in. o takie dotknięcia które
                przygotują serce.
                • mader1 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 14:58
                  Ewangelizacja jest potrzebna. Ja myslę, że nikt tego nie negował. Po
                  to jesteśmy, każdy ma tylko na to swój sposób smile)))
                  Taka ewangelizacja uliczna - mówienie o Jezusie w różny sposób jest
                  bardzo piękne i potrzebne.
                  Właściwie sporne w tym wątku jest jedynie osobiste świadectwo i to
                  świadectwo uliczne takie do tłumu, a nie samo świadectwo ,które w
                  innych warunkach już sporne nie jest.
                  Pomyslałam sobie, że kobieta, która siedzi modli się, też daje
                  świadectwo i to głębokiej relacji z Bogiem, w tłumie. Czynem.
                  Wyobraźmy sobie, że modli się tak podczas zorganizowanej
                  ewangelizacji ulicznej smile To tez świadectwo.
                  W autobusie w dodatku spontaniczne.

                  Jestem w stanie sobie wyobrazić
                  > ewangelizację bez świadectw, bez głoszenia nie.

                  To w tym zagmatwanym świecie, jakoś można się dogadać.
                  • kudyn Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 15:29
                    Jesteś pewna, że sporne w tym wątku jest dawanie świadectwa na ulicy?
                    Przejrzałem jeszcze raz wątek i znalazłem raptem 2 osoby piszące na ten temat.
                    Większość dotyczyła ewangelizacji w ogólności jako narzucanie innym swojej
                    prawdy, traktowanie z góry, wywlekania prywatnego życia które ma miejsce w
                    każdym świadectwie, kilku innych pojedynczych problemów. Więc nie odnoszę
                    wrażenia, że sprawa ewangelizacji i świadectwa poza tłumem jest oczywista.
                    • mader1 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 18:19
                      Wątek czytam i wydawało mi się, że problem własnie dotyczy tego
                      osobistego świadectwa dawanego na ulicy, choć ktoś napisał też i o
                      ewangelizaji w ogólności. Jak tylko znajdę czas, doczytam jeszcze
                      raz. Zauważyłam już wcześniej, że jeżeli coś jest dla człowieka ...
                      szczególnie ważne, sprawia mu przykrość,jest dla niego problemem -
                      bardziej na to w wątku zwraca uwagę. Może dlatego odczytaliśmy
                      inaczej wypowiedzi forumowiczów ? smile
                      No to potraktuj mój głos w ten sposób, że cieszę się każdą
                      ewangelizają, natomiast mam mieszane odczucia co do tak mocnych
                      ulicznych świadectw. Wydaje mi się, że trzeba miec ogromną charyzmę,
                      by z tłumem nawiazać osobistą relację - tu są ważne nie tylko fakty
                      i przeżycia ale i odpowiednie słowa, gesty, mimika...
                      Sama, poproszona, dawałam świadectwo w czasie chrztu mojego synka -
                      przed wspólnotą zakonną i gośćmi. Nie wiedziałam, że zostanę o to
                      poproszona. Przygotowałabym się jakoś... No ale stało się, jak się
                      stało. Było to dla mnie wielkie przeżycie. Okazało się, że to, że
                      chwilę dobierałam adekwatne słowa, mówiłam... trochę chyba
                      chaotycznie,a w pewnym momencie miałam łzy w oczach, było dla sióstr
                      zakonnych bardzo... ja wiem... cenne, autentyczne ?
                      Ale mój kuzyn, który nagrywał wtedy całą uroczystośc na kamerę,
                      wyłączył ją. Nie był przygotowany ...
                      ( choć historię, tak jak każdy, znał)
                      Może to kwestia kultury w jakiej żyjemy ?
      • kann2 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 12:28
        Eeee, gdyby pani z różańcem krzyknęła na cały autobus: I gdzie się
        pani pcha, nie widzi, że się modlę! - to by było świadectwo. A tak,
        mało kto widział.
        • mader1 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 13:33
          smile)))))))))
          ta dobra kobieta na szczęście RZECZYWIŚCIE się modliła smile
          • ekan13 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 16:05
            Osobiście nigdy z ewangelizacją uliczną KK nie miałam okazji się spotkać, jedynie z Mormonami i Świadkami Jehowy, chyba że do takiej można zaliczyć Drogę Krzyżową ulicami miast i procesję na Boże Ciało.
            Natomiast zawsze przejeżdżając np autobusem obok Kościoła robię znak krzyża, klękam gdy mijam kapłana z Najśiętszym Sakramentem,czy czytam Pismo Święte w autobusie, a często czuję, że ktoś obok czyta mi przez ramię (i tylko wtedy to toleruję)i to chyba taka moja wrodzona ewangelizacja uliczna...
            A i sąsiadów upierdliwie ewangelizuję słuchając ostatnio wcale niecicho (dzieci nie ma chwilowo w domu) 2TM2,3 "Dementi"smile

            Teraz w niedzielę byłam w Częstochowie nieświadoma tego, że odbywałą się tam akuratnie pielgrzymka Rodziny Radia Maryja (!) i o tak, tam na kazdym kroku ewangelizowano mnie jak godnie przyjmować Komunię wreczając stosy ulotek i blankietów z numerem konta radiasmile
            • mader1 Re: kobieta z różańcem... 17.07.08, 18:21
              > Natomiast zawsze przejeżdżając np autobusem obok Kościoła robię
              znak krzyża, kl
              > ękam gdy mijam kapłana z Najśiętszym Sakramentem,czy czytam Pismo
              Święte w auto
              > busie, a często czuję, że ktoś obok czyta mi przez ramię (i tylko
              wtedy to tole
              > ruję)i to chyba taka moja wrodzona ewangelizacja uliczna...

              Myslę, ze tak. I pewnie nawet nie wiesz, ile to dla innych znaczy smile
              O ile nie krzyczysz tego, co tam Kann napisał, żeby być bardziej
              skuteczna smile))))))))
              • ekan13 Re: kobieta z różańcem... 18.07.08, 10:36
                No Mader, gwarancji nie dam, że z wiekiem nie stanę się bardziej skutecznasmile))


                Przypomniałam sobie o takim pięknym świadectwie publicznym jakie wygłosił Piotr Fronczewski na pogrzebie Gustawa Holubka.
                To była ewangelizacja z najwyższej półki.
                • minerwamcg Re: kobieta z różańcem... 18.07.08, 17:35
                  Ekan, czy ta mowa jest gdzieś spisana? Błagam! Bo znam ją tylko we
                  fragmentach (tyle znalazłam w google) a chciałabym przeczytać
                  całość.
                  • kudyn Re: kobieta z różańcem... 18.07.08, 18:47
                    Spisanego nie znam, ale jest nagranie:
                    www.youtube.com/watch?v=9X5vSmlcpYQ
    • minerwamcg Re: ewangelizacja uliczna 18.07.08, 17:46
      U nas takie formułkowe świadectwa tępił zawzięcie moderator Oazy,
      ś.p. już teraz ks. Janusz Nanowski. Mówił nam, że jako ludzie z
      katolickich rodzin, chodzący na religię, swoje nawrócenie przeżywamy
      nie raz jako spektakularną zmianę całego życia, ale po drobniutkim
      kawałeczku na każdy dzień. To jest dużo mniej widowiskowe niż u
      kogoś, kto nie znał Jezusa a potem trzask, poznał i wszystko się
      zmieniło - i na pewno dużo trudniejsze do opowiedzenia, ale tym
      bardziej wartościowe. "Nie mów 'nie znałem Jezusa' - bo ty Go
      znałeś, znałeś od dzieciństwa, tylko ci się nie chciało przychodzić
      do kościoła, żeby się z Nim spotkać!"
      • kudyn Re: ewangelizacja uliczna 18.07.08, 19:00
        Czy bardziej wartościowe to nie wiem, każde nawrócenie jest cudowne i z każdego
        jest wielka radość w niebie, tak samo ze spektakularnego jak i mniej widowiskowego.
        Kiedyś pisałem o ProChrist, było osiem wieczorów, osiem świadectw, księdza
        katolickiego który z pobożnej rodziny pochodził i zawsze się przy Bogu starał
        być, gangstera, biznesmena, babci, rodziny... Nie wiem które było bardziej
        wartościowe, wiem które mnie poruszyło, ale myślę, że każde było potrzebne.
        • minerwamcg Re: ewangelizacja uliczna 18.07.08, 19:38
          Kydyn, czytajże, co napisane... nie "bardziej wartościowe", tylko "TYM bardziej
          wartościowe" smile)
          • kudyn Re: ewangelizacja uliczna 18.07.08, 20:30
            mea culpa
            • ekan13 Re: ewangelizacja uliczna 20.07.08, 21:13
              Minerwo, jeśli niezadawala Cię forma wizualana mowy Fronczewskiego, to odkopię ja dla Ciebiesmile

              Co do tego "tym bardziej poznania", to coś jest w tym, co mówił ów ksiądz. My, którzy mamy Chrystusa "podanego na tacy" od dzieciństwa, czasem nie zadajemy sobie trudu, by zakochać się w Nim na nowo, świadomie. Świadectwa ludzi, którzy poznają go własnym wysiłkiem są dla mnie tak poprostu zawstydzające, że oni Go szukają,są głodni Jego poznania, próbują zrozumieć, a my tak mało szukamy, bo wydaje nam się, że tak dobrze znamy.
              Nasuwa mi się Roman Brandstaetter i jego "Krąg biblijny i franciszkański" On, Żyd z rodziny konserwatywnej, wychowany na Starym Przymierzu, który nie zna wogóle Jezusa, zaczyna jako dziecko zbierać zlepki informacji, Jezus zaczyna go niepokoić, by jako dorosłego człowieka rozkochać w Sobie.
              Jego opisy prób poszukiwania Jezusa w Jerozolimie nieziemsko mnie wzruszają, zwłaszcza punkt kulminacyjny tych niezwykłych poszukiwań...

              "Wyciągnąłem na chybił trafił kilka numerów (tygodników). Z jednego z nich wypadła na podłogę dużych rozmiarów wkładka. Podniosłem ją. Była to reprodukcja rzeźby z XVII wieku Innocenza da Palermo z koscioła San Damiano w Assyżu, przedstawiająca ukrzyżowanego Chrystusa.(...)
              Wyobrażała Chrystusa w chwilę po Jego śmierci. Z półrozchylonych warg uszedł ostatni oddech. Kolczasta korona spoczywa na Jego głowie jak gniazdo uwite z cierni. Miał oczy zamknięte, ale widział. Głowa Jego wprawdzie opadała bezsilnie ku prawemu ramieniu, ale na twarzy malowało się skupione zasłuchanie we wszystko, co się wokół działo. Ten martwy Chrystus żył.
              Pomyślałem: Bóg. "
    • ant777 Re: ewangelizacja uliczna 16.09.08, 13:49
      mama_kasia napisała:
      > Ale może to ma sens?

      Nie ma. Większy sens byłby jakby ta sama grupa regularnie sprzątała
      jakąś ulicę/park/czy cokolwiek. Bybym wdzięczny gdyby w czystym
      parku mógł przeczytać ogłoszenie "park jest społecznie sprzątany
      przez..." zamiast: "przyłącz się do nas".
      • a_weasley Re: ewangelizacja uliczna 16.09.08, 14:19
        ant777 napisał:

        > Większy sens byłby jakby ta sama grupa regularnie
        > sprzątała jakąś ulicę/park/czy cokolwiek.

        Krótko mówiąc, odwalała robotę, za którą ja, podatnik (a poniekąd również i oni,
        też podatnicy) komuś płacę. Utrzymujemy firmę, która to robi, urzędnika, który
        od niej wziął łapówkę, żeby to robiła ona, a nie ktoś inny, jego komórkę,
        laptopa i gabinet. Może wystarczy?

        > Bybym wdzięczny gdyby w czystym
        > parku mógł przeczytać ogłoszenie
        > "park jest społecznie sprzątany
        > przez..." zamiast: "przyłącz się do nas".

        Problem polega na tym, że tu nie chodzi o Twoją wdzięczność, tylko o powiedzenie
        Ci o Bogu. A także paru osobom, którym trzeba to wcisnąć na ulicy, bo bez
        wciskania nie posłuchają.
        • ant777 Re: ewangelizacja uliczna 16.09.08, 14:42
          Pewnie również nie wrzucasz ani grosza na różnego rodzaju akcjach
          charytatywnych, bo rzeczy kupowane np. do szpitali powinny być
          kupowane z podatków które już zapłaciliśmy, a część kasy pójdzie na
          utzymanie zarządu fundacji. Albo zbiórki na operacje dzieci. Można
          zadać pytanie: gdzie się podziały nasze pieniądze?

          Z tego co zauważyłem to wciskane rzeczy prędzej czy później ląduja w
          koszu.
          Ostatnio otrzymałem ręcznie (!) napisany list od Świadka Jehowy
          wiadomo o czym. Za ten ręcznie napisany i podpisany z imienia i
          nazwiska list gość zyskał moje uznanie. Ale nie zamierzam brać
          udziału w budowaniu kolejnego oddziału ŚJ w mieście. więc list do
          kosza.
          Ale jakby gość przez kilka tygodni najpierw sprzątałby i dbał o
          podwórko, a później napisał list to może ktoś spojrzałby łaskawszym
          okiem. A tak jest wrażenie "co oni znowu ode mnie chcą".
          • a_weasley Re: ewangelizacja uliczna 18.09.08, 10:03
            ant777 napisał:

            > Pewnie również nie wrzucasz ani grosza

            Powodowany uprzejmością poprzestanę na zwróceniu uwagi, że to jest moja sprawa i
            moje pieniądze.

            > Z tego co zauważyłem to wciskane rzeczy prędzej czy później
            > ląduja w koszu.

            Zapewne większość, ale nie jest to wyłącznie cechą wciskanych ulotek o treści
            religijnej.
            No i, zauważmy, wątek zaczął się trochę od czego innego.

            > Ale nie zamierzam brać udziału w budowaniu kolejnego oddziału
            > ŚJ w mieście. więc list do kosza.
            > Ale jakby gość przez kilka tygodni najpierw sprzątałby i dbał o
            > podwórko, a później napisał list to może ktoś spojrzałby łaskawszym
            > okiem.

            Może by i spojrzał, i na onym spojrzeniu by się skończyło. Podobnie w moim
            przypadku, mogę bardzo poważać ŚJ za to czy tamto, ale nie skłoni mnie to do
            przejścia na jehowizm; przeszedłem natomiast na protestantyzm, mimo iż
            protestanci nie sprzątają mojego podwórka ani zresztą żadnego innego w okolicy.
    • aka21 Re: ewangelizacja uliczna 21.05.09, 13:46
      Chciałam Wam coś napisaćsmile, podzielić się radościąsmile
      Po kilku latach przerwy, w miniona sobotę nasza wsapólnota
      zorganizowała ewangelizację uliczną. Nie było na zewnątrz śpiwu,
      świadectw, a jedynie zaproszenie na adorację do małego kościoła.
      Zapraszaliśmy indywidualnie podchodzac do ludzi na ulicy, jedni
      wchodzili od razu, inni po chwili rozmowy, jeszcze inni
      odchodzili... Było cudownie, Jezus czekałsmile Przejmujace były kręcące
      się w oku łzy, czasem słowo: dziękuję. Naprawdę, nie spodziewaliśmy
      się, że tyle osób skorzystasmile Można było napisać na kartce intencje
      (w tych intencjach będzie odprawiona Msza Św.), wziąć z koszyczka
      fragment Pisma Św.
      Jezus przychodzi w takiej ciszy, spokojusmile Wystarczyło kogoś do
      Niego zaprosić!
      Dziękuję Bogu, że dał nam odwagę wyjść...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka