Dodaj do ulubionych

mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :)

16.03.09, 16:50
Jako, że poprzedni jest zarchwizowany to napiszę tutaj.
Mieszkamy z dziadkami. Franio starszy synek spędza z nimi dużo czasu. I widzę,
że to jest dobre. Widzę, że gdy spokojnym okiem człowiek popatrzy na to niby
rozpieszczanie to może zobaczyć jaki jest głupi i ograniczony jako rodzic.
Dziadkowie widzą fantazje dziecka i są bardziej nastawienie na dziecko, a nie
na to całe jak to nazywamy "wychowanie". Franio ma 2 lata, trudny to okres dla
mnie bardzo. Najpierw stawiałam się, że mają być granice, że to, że tamto, że
do kąta. Potem popatrzyłam jak zajmuje się Frankiem babcia (i owszem trochę
przesadzała w drugą stronę) ale w ten sposób wyrobiliśmy określony sposób
postępowania, granice zostały ustalone na zasadzie: Teraz nie możesz wziąć
noża, ale za kilka lat Ty będziesz kroić chleb. Nie ma konta, karnych jeży czy
innych rzeczy, za to jest dużo zabawy i radości. I gdyby nie dziadkowie to
pewnie mój dwulatek byłby tak samo cierpiący i ograniczony jak rzesza jego
rówieśników.

Czasami warto na dziecko i dziadków spojrzeć z innej perspektywy. Ach i
dziadkowie wcale nie robią nam na złość. Oni się po prostu dobrze bawią smile
Obserwuj wątek
    • nikaa818 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 16.03.09, 21:24
      A ja mam mieszane uczucia. Co prawda nie mieszkaja z nami dziadkowie
      (i wcale nie żałuję) ale wystarczy , że się do nich udajemy a juz
      moja cierpliwość zostaje wsytawiona na wielka próbę. Wiem , że
      dziadkowie nie robią na złość tylko po prostu nie widzą nic
      przeciwko temu , by spełniać wszystkie zachcianki dziecka. A na to
      się nie zgadzam. Bo po co np. pozwalać dziecku oglądać kreskówki
      pół dnia (ja dawkuję je bardzo ostrożnie) albo pozwalać jeść
      słodycze na śniadanie, obiad i kolację. Moje dziecko dostaje u
      dziadków "małpiego rozumu" i kiedy powierzam im córkę na jakiś czas
      bez własnej kontrloli, to zapomina , że w ogóle są jakieś granice.
      Wcale nie uważam, by z powodu naszych zasad cierpiała czy była
      ograniczana. Ale myslę, że mówimy o zupełnie innych postawach
      dziadków.
    • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 17.03.09, 09:22
      F-olko,
      O dziadkach pisaliśmy nie raz i ja już po prostu nie mam siły. Dla
      mnie to temat-rzeka. Bo są oczywiste korzyści z kontaktów z
      dziadkami (bezinteresowna miłość na przykład). Ale to co się dzieje
      z moimi dziećmi w obecności babci jest czasem tak straszne, że mam
      ochotę wszystkich osadzic w oddzielnych celach (ze sobą włącznie).
      No i nie mogę o tym pisac
    • minerwamcg Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 17.03.09, 12:39
      Masz swoje racje i Mamałgosia też ma swoje racje. Problem w tym, że
      dziadkowie są różni. Czasem baaaardzo różni i na tym należałoby
      zakończyć dyskusję. My akurat mamy problem kompletnie nietypowy:
      wiemy, że nasi rodzice, ludzie przedwojenni, ani stylu wychowania
      dziecka nam do góry nogami nie wywrócą, ani zanadto pobłażliwi nie
      będą, raczej przeciwnie, wymagający w rozsądnych granicach. Boli nas
      co innego: że z racji nieubłaganych następstw upływu czasu będą z
      naszymi dziećmi relatywnie krótko, choć co daj Boże w nienajgorszej
      formie fizycznej i psychicznej.
      Tak więc każdy ma gryzia, co go moli.
      • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 17.03.09, 12:54
        gdybyś widziała, jak moja mama traktowała swoje dzieci, to NIGDY byś
        nie przypuszczała, że może choć w połowie zgadzać się na to, na co
        się zgadza odnośnie swoich wnuków. A ona nie tylko się zgadza, ale
        jeszcze im to proponuje i podsuwa
        • minerwamcg Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 17.03.09, 14:47
          Jakom rzekła, dziadkowie są różni. A my rodziców Arthura już od
          kilku lat dyskretnie obserwujemy w roli dziadków i swoich prognoz
          nie snujemy jedynie na podstawie Arthurowych wspomnień tego, jakimi
          byli rodzicami. Dwoje wnuków już mają, na głowę sobie wleźć nie
          dali, jakoś tam to wszystko gra. Co zaś się tyczy mojej mamy...
          myślę, że rozpieszczać jedynej wnuczki nie będzie takoż dla zasady,
          jakoż i ze zdrowo pojętego egoizmu smile "Klient w krawacie jest mniej
          awanturujący", a dzieć nierozpieszczony jest więcej energooszczędny.
          • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 17.03.09, 15:08
            minerwamcg napisała:

            > Jakom rzekła, dziadkowie są różni. A my rodziców Arthura już od
            > kilku lat dyskretnie obserwujemy w roli dziadków i swoich prognoz
            > nie snujemy jedynie na podstawie Arthurowych wspomnień tego,
            jakimi
            > byli rodzicami. Dwoje wnuków już mają, na głowę sobie wleźć nie
            > dali, jakoś tam to wszystko gra.
            nie, no, ja w ogóle nie chcę się wypowiadać o Waszych rodzicach, no
            co Ty. Ja tylko mówię, że po mojej mamie tego bym sie w życiu nie
            spodziewała

            dzieć nierozpieszczony jest więcej energooszczędny.
            Dla mnie to ważne. Ale moja mama najwyraźniej pragnie energię
            trwonićsmile
      • chrust5 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 17.03.09, 13:58
        Z ust mi to wyjelas, droga minerwo! Moi siostrzency juz sie
        dziadkami ciesza a ciesza, nasi dopiero zaczynaja. A ze juz ich
        uwielbiaja, to chcialabym, zeby trwalo to jak najdluzej, tym
        bardziej, ze ja sama mialam jedna jedyna babcie i wiem, jak mi
        dziadkow brakowalo sad
    • f-olka wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 17.03.09, 17:04
      w tym, że rodziny nie są już wielopokoleniowe. Nasi dziadkowie też przeginali
      póki nie zamieszkaliśmy z nimi. A teraz syn uczy się, że można żyć pod jednym
      dachem w zgodzie mimo ogromnych różnic w poglądach, także dotyczących wychowania.

      Dziadkowie i my korzystamy. Dziadkowie nie są sami, my nie jesteśmy umęczeni
      wychowaniem a i gdy patrzymy na dziadków z ogromną uwagą widzimy jacy jesteśmy
      zestresowani i drętwi. smile

      Reguły można omówić z każdym. No może poza moją mamą wink bo ona i tak wie swoje,
      ale dzieci nie rozpieszcza. Wręcz przeciwnie wieje chłodem jak na Biegunie. No
      cóż może jeszcze dojrzeje do roli babci smile
      • verdana Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 17.03.09, 17:14
        mam pełen wybór - dziadkow rozpieszczajacych, choć nie tak
        nadmiernie, ale zawsze i dziadkow o znacznie bardziej surowych
        zasadach niz my sami.
        Nigdy nie miałam problemu typu"dziadkowie karmia lodami i
        cukierkami, a w domu trzeba zjeść obiad". Dla dzieci było jasne, ze
        w domu nie oczekuje się tego c u dziadkowi koniec. Z wakacji wracały
        po dwoch tygodniach rozpuszczania szczęśliwe i nierozpuszczone.
        Dziadkowie, ktorzy wymagali tego, czgo my nie wymagaliśmy stanowili
        wiekszy problem - bo oceniali dzieci jako "niegrzeczne" - nie
        zjadaly np. wszystkiego z talerza, bawiły się w piżamie. Dzieci
        niezbyt chętnie z nimi jeździły. W sumie moje dorosłe już dzeci maja
        rewelacyjny kontakt z dziadkami 'rozpuszczajacymi", dzwonia,
        spotykaja sie i niemal zerowy z tymi drugimi.
      • minerwamcg Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 17.03.09, 17:22
        f-olka napisała:

        > w tym, że rodziny nie są już wielopokoleniowe.
        I pod wieloma względami chwała Bogu!!! Za dużo się ich rozpadło albo
        latami funkcjonowało źle przez tę wielopokoleniowość: wieczne
        konflikty, zwalczanie nielubianej synowej czy zięcia, wzajemne
        fochy, rywalizację o dzieci, zaborczość z jednej strony a
        wyzyskiwanie z drugiej... A dajcież mi święty spokój! Kocham moją
        mamę regularnie nad życie, ale mieszkać z nią i mężem pod jednym
        dachem??? A przecież moja mama i Arthur bardzo się lubią. Co by
        było, gdyby się NIE lubili?
        Z teściami to samo, jestem dla nich jak córka - ale może dlatego
        właśnie, że nie musimy mieszkać razem, a pod jednym dachem (tego
        samego bloku) mieszkamy tylko przez połowę roku, a i wówczas nie
        odwiedzamy się bez zapowiedzi.

        > Reguły można omówić z każdym. No może poza moją mamą wink
        Zostaw pod tym zdaniem duuuuużo miejsca.
        Żeby te wszystkie miliony mężczyzn i kobiet mogły dopisać "i poza
        moją", "i oprócz mojego ojca", "oraz z wyjątkiem mojej
        teściowej", "i poza moim teściem"...

        > No cóż może jeszcze dojrzeje do roli babci smile
        A jeśli starsza pani nie ma na to ochoty? Jeżeli uważa, że swoje
        zadanie rodzicielskie spełniła, a teraz ma ochotę trochę pożyć
        własnym życiem? Nie każda babcia musi być babcią w kapciach, piekącą
        szarlotkę i opowiadającą bajki.
        • f-olka Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 17.03.09, 21:53
          Z moją mamą dogadać się idzie smile i to był żart. Co do bycia babcią wiesz ja to
          widzę trochę tak:
          - owszem własne życie, ambicje, czas dla siebie- super bardzo bardzo to szanuje,
          ale z drugiej strony najważniejszy jest drugi człowiek. Ja widzę trochę
          uciekającą przed życiem osobę, która boi się zaangażować. Szanuje to więc nie
          naciskam, ale obawiam się, że za 5-10 lat będą pretensje iż dzieci z rodzicami
          męża mają super kontakt a z moimi żaden. Jednak nie naciskam. Szanuje i czekam.


          Co do rozbijania rodzin to zobaczcie ile teraz ludzi się rozstaje... nie mówcie,
          że mniej gdy mieszkali razem z rodzicami. Ja mieszkałam z moją babcią i bywała
          na prawdę okropna i dla mnie i dla mamy i nawet dla swojego syna. Owszem rodzice
          się rozwiedli. Kiedyś myślałam, że właśnie przez babcię ale nie. Owszem zwalili
          wszystko na babcię, bo tak było łatwiej. I myślę, że wiele historii o teściowych
          i synowych jest zwykłym uproszczeniem. Rodzice męża też mają do mnie różne swoje
          pretensje, ale potrafimy o tym normalnie rozmawiać. Nawet jeśli parujemy i
          jesteśmy bliscy eksplozji.

          Zależy nam na sobie jako rodzinie i to się liczy najbardziej smile
          • minerwamcg Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 18.03.09, 11:46
            f-olka napisała:

            > Co do rozbijania rodzin to zobaczcie ile teraz ludzi się
            > rozstaje... nie mówcie, że mniej gdy mieszkali razem z rodzicami.

            W tej chwili generalnie mniej ludzi mieszka z rodzicami. I
            generalnie więcej się rozstaje. Wciąż jednak zdarzają się teściowie
            czy rodzice rozbijający małżeństwa swoich dzieci, albo "tylko"
            zamieniający im wspólne życie w piekło. I dopóki im się to udaje,
            problem istnieje.

            > Ja mieszkałam z moją babcią i bywała na prawdę okropna i dla mnie
            > i dla mamy i nawet dla swojego syna. Owszem rodzice
            > się rozwiedli. Kiedyś myślałam, że właśnie przez babcię ale nie.
            > Owszem zwalili wszystko na babcię, bo tak było łatwiej.

            A Ty oczywiście najlepiej wiesz, jak było. Moi rodzice też mieszkali
            z dziadkami. Nie, nie rozwiedli się. Ile jednak kosztowało to
            niepotrzebnych nerwów i łez moją mamę, dowiedziałam się dopiero jako
            dorosła. A przecież ich wzajemne układy były bardzo dobre. Nie chcę
            wyobrażać sobie, co by było, gdyby były złe.

            > I myślę,
            > że wiele historii o teściowych i synowych jest zwykłym
            > uproszczeniem.

            Zapraszam na forum "Młode mężatki". Znajdziesz tam mnóstwo "zwykłych
            uproszeczń" - ale może chociaż kilka z nich da Ci do myślenia, że
            realia bywają mniej idylliczne niż w Twojej rodzinie. Welcome to
            real life!

            > Rodzice męża też mają do mnie różne swoje
            > pretensje, ale potrafimy o tym normalnie rozmawiać. Nawet jeśli
            > parujemy i jesteśmy bliscy eksplozji.

            Jesteś katoliczką? To weź pięćdziesiąt złotych, leć galopem do
            najbliższego kościoła i zamów mszę dziękczynną za otrzymane łaski.
            Albowiem wielkie są one i rzadkie.

            > Zależy nam na sobie jako rodzinie i to się liczy najbardziej smile

            Obawiam się, że kompletnie bez powodu absolutyzujesz swoje
            doświadczenia. Jest Ci dobrze ze starszym pokoleniem? Gratulacje! I
            rzeczywiście, jak pisałam, dziękuj Bogu, bo masz za co. Ale nie
            zapominaj, że to co otrzymałaś jest darem bardzo cennym i rzadkim. I
            nie, naprawdę nie wystarczy tylko chcieć...
            • sulla Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 18.03.09, 11:53
              Obiema rękami się pod Minerwą podpisuję. I czym jeszcze dam radę się podpisać.
              • fiamma75 Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 18.03.09, 12:16
                Ja też się podpisuję czym się tylko da smile
            • mader1 Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 18.03.09, 17:54
              napisze wyraźnie - nie mam zastrzeżeń do moich rodziców czy teściowej jako
              dziadków. Raz rozpuszczali, raz byli oburzeni - normalnie. Nie zaszkodzili i
              wątpię, żeby już zaszkodzili - no chyba , że jedna z mam aż tak nas zaabsorbuje,
              że ie będziemy mieli czasu porozmawiać z dziećmi.
              Ale, i nie wynika to z rozgoryczenia, podpisuję się pod tekstem Minerwy wink))))
            • a_weasley Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 19.03.09, 11:21
              Minerwamcg napisała:

              > W tej chwili generalnie mniej ludzi
              > mieszka z rodzicami. I generalnie
              > więcej się rozstaje.

              Nad którą to korelacją warto pochylić się z troską. Może nas to ubogaci?

              > Wciąż jednak zdarzają się teściowie
              > czy rodzice rozbijający małżeństwa
              > swoich dzieci, albo "tylko"
              > zamieniający im wspólne życie
              > w piekło.

              Do czego atoli wspólne mieszkanie nie jest warunkiem ani koniecznym, ani
              wystarczającym. Słyszałem o przypadku, że facet dostał problemów z potencją, bo
              mamusia dzwoniła tak często, że dość regularnie przeszkadzała mu w spełnianiu
              obowiązków małżeńskich. Inny - to akurat opowiadała jego żona dzwoniąc do Radyja
              - meldował mamusi o niemalże każdym posunięciu i każdej rozmowie z żoną, mamusia
              się wcinała, wyglądało to tak, że nawet radioksiądz po dłuższym milczeniu
              stwierdził, że jeśli sprawy mają się tak, jak ona to przedstawia, to to jest
              sprawa na stwierdzenie nieważności.
              Obie te mamuśki mieszkały osobno, i co komu z tego?
              • minerwamcg Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 19.03.09, 11:33
                Moje Szczęście napisało:

                > Obie te mamuśki mieszkały osobno, i co komu z tego?

                No to teraz sobie wyobraź te rodziny mieszkające RAZEM. Przy Twojej
                wyobraźni masz szansę zagiąć Dantego.
                • a_weasley Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 19.03.09, 11:37
                  Minerwamcg napisała:

                  > No to teraz sobie wyobraź te rodziny
                  > mieszkające RAZEM.

                  Jeszcze czego, żebym się potem rzucał w nocy po łóżku jak znerwicowany padalec
                  na patelni...
                  Oczywiście, że byłoby gorzej, ja po prostu podaję to, jak i "Opowieść na bis",
                  jako przykłady, że jak można funkcjonować dobrze w rodzinie wielopokoleniowej
                  (choć znam przykłady negatywne), tak może funkcjonować chory układ przy
                  mieszkaniu osobno. Bo rodziny nie dzielą się na poziome i wielopokoleniowe,
                  tylko na zdrowe i chore.
        • mamalgosia Re: wiecie w czym ta na prawdę tkwi problem 18.03.09, 11:48
          No aże się zadziwiłam - az tak sie zgadzam z minerwą? Prawie co do
          joty
    • fiamma75 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 10:56
      f-olka napisała:
      . I gdyby nie dziadkowie to
      > pewnie mój dwulatek byłby tak samo cierpiący i ograniczony jak
      rzesza jego
      > rówieśników.

      Wypraszam sobie - moja ponad 2,5 latka jest wesołym, szzęśliwym
      dzieckiem. I wcale nie jest to zasługa tego, że widzi codziennie
      swoich dziadków (moich rodziców) - spędza z nimi 0,5 do 1,5 godz. I
      chyba to moi rodzice bardziej potrzebują swoich wnuczek (druga to
      córeczka brata). Oczywiście jest to wzajemna wymiana.
      Dziecko czerpie od swoich rodziców.
      My z jednej strony egzekwujemy jednak od niej pewne zachowania -za
      karę idzie do kąta - dziadkowie tylko uskuteczniają przemowę
      umoralniającą smile Ale z drugiej strony dajemy większą wolność - np.
      nie naciskamy, że jakieś umiejętności powinny być nabyte teraz a nie
      później, pozwalamy iść jej wlasnym rytmem, za to dziadkowie
      biadolili np. nad odzwyczajaniem od pieluch.

      Nie wyobrażam sobie mieszkania ze swoimi rodzicami razem, oni
      zresztą też. Takie wspólne mieszkanie zazwyczaj przynosi więcej
      szkód i pożytków - sporadycznie się słyszy o udanych relacjach w
      tego typu rodzinie, zazwyczaj przynosi to wiele bólu i
      rozczarowania, często prowadzi do kryzysów małżeńskich.
      • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 11:50
        o, Kasiu, czytam co piszesz i uderzyło mnie coś, co u nas też ma
        miejsce: co prawda Synkowie uwielbiają babcię, ale to ona więcej z
        nich czerpie i to ona więcej korzysta na tych wzajemnych kontaktach
        • fiamma75 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 12:19
          Bo o tym często się zapomina - a przecież dla dziadków, którzy nie
          opiekują się na codzień wnukami, to jest wielki dar. Wydaje mi się,
          że to oraz własne zainterowania chronią ludzi w dojrzalszym wieku od
          dziwactw (porównuję moją mamę i jej siostrę, która wnuki widzi od
          święta i nie ma swoich pasji oraz pracy zawodowej).
          • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 14:13
            a ja to nawet myślę, że mój Starszy jest lekiem na depresję...
            • fiamma75 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 14:24
              coś w tym jest...
            • verdana Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 14:24
              Ja, jako starsza dama i tesciowa in spe (nawet zyczenia mi w tym
              roku złozono) bylabym w stanie zrobić WSZYSKO, aby nie mieszkać z
              moim ukochanym synem i jego przyszłą zon, ktora jest - no, cóz tu
              dużo mowic - najlepszą chyba osoba, która mogła mu się trafić.
              Przede wszystkim chcę być u siebie i nie musieć dostosowywac sie do
              innych wymagań (ja np. mam był balagan, a dziewczyna sumiennie
              sprząta). Owszem, chce byc babcią, ale zdecydowanie nie chce
              wychowywać wnuków - moge ich porozpieszczać z przyjemnoscią, ale o
              systematycznym wychowywaniu mowy nie ma - dziecko dostanie
              rozdwojenia jaźni, albo bedę musiała podporzadkowywac się rodzicom
              nawet w sytuacji, gdy jestem pewna, ze robia źle.
              Moi teściowie mieszkali ze swoimi rodzicami, nie rozwiedli się, ale
              wiem, ze o tym mysleli. Moim zdaniem dwa zawały teścia sa teo
              bezposrednia konsekwencją. Nie mowiac już o tym, ze co najmniej
              jedno dziecko (a moze i dwoje) bardzo na tym ucierpiały.
              • f-olka Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 15:43
                Minerwo wiem jak było bo rodzice się rozwiedli gdy miałam 18 lat. Znam całą
                historię niestety. I sami po latach przyznali, że owszem były konflikty z babcią
                ale nie to było powodem do rozwodu.

                Tak jestem katoliczką ale na msze dawać nie będę są inne formy.

                I nie generalizuje. Mieszkam z teściami od jakiegoś czasu. Wcześniej
                mieszkaliśmy z mężem sami i widziałam co się działo jak widzieli wnuka.
                Normalnie odbijało totalnie na jego punkcie. A teraz jest normalnie. Taka
                codzienność. I wszyscy korzystają i dziecko i my i rodzice. I widzę, że to jest
                dobre. Mamy osobne mieszkania w jednym domu ze wspólnym wejściem. Tak jak
                pisałam zdarzają się nerwowe sytuacje ale przecież między żoną a mężem też się
                zdarzają. Zawsze gdy mieszka się razem, to nerwy nie raz puszczą. Jednak dobro
                jakie niesie codzienny kontakt w dużej rodzinie przewyższa te nerwy.

                Dodam, że mój mąż jest jedynakiem i mama kocha go ponad wszystko i wkurza mnie
                tym, że go wyręcza, usprawiedliwia ale rozdzieranie tego na pył jest nic nie
                warte. Wolę przymknąć oko na takie pierdoły.
                Bo wiecie czasem sobie myślę, że większość konfliktów to są po prostu pierdoły i
                brak szczerości.

                Mnie teściowie długo źle oceniali, bardzo źle. Pewnego dnia bomba wybuchła i się
                wydało. Była wielka awantura, płacze, wyjaśnianie, przepraszanie i dwa tygodnie
                później z nimi zamieszkaliśmy. I teraz niedawno mi powiedzieli, że w życiu
                codziennym jestem zupełnie inna, że dobrze traktuje męża i dzieci i że tak jest
                lepiej gdy jesteśmy razem. Z czasem zamieszka z nami moja mama, gdy już nie
                będzie mogła zajmować się sama sobą. To jest dobre. Może i Bóg dał mi to
                szczęście, a może po prostu zdolność ustawiania się w roli innej osoby. Widzę
                jak dziadek kwitnie, jak babcia się uspokaja i widzę jak moje starsze i młodsze
                dziecko piszczy na widok dziadków.

                To jest szczęście na które chcę patrzeć każdego dnia. Nawet gdy dziadkowie mnie
                wkurzają.

                PS. Minerwa czuje, że niechęcią do mnie pałasz ogromną. Dziwne to w tym miejscu,
                dziwne.
                • sulla Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:01
                  F-olka, przeczytaj raz jeszcze "Może i Bóg dał mi to
                  szczęście, a może po prostu zdolność ustawiania się w roli innej osoby. " I
                  teraz ustaw się w miejscu innej osoby. Tej, która czyta, i dostaje taki przekaz
                  "Wszystko da się załatwić, jak się chce, a jeśli masz problem z dogadaniem się z
                  teściami/dziadkami/rodzicami, to najwyraźniej Twoja wina, bo jakbyś chciał to
                  byś się przecież dogadał. Jak ja się dogadałam, to każdy się dogada, a jeśli się
                  nie dogada, to najwyraźniej nie jest taki fajny jak ja."
                  Ja nie mówię, że Ty tak myślisz. Ja mówię tylko, że niestety tak to się czyta.
                  • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:22
                    Ale co to znaczy: "dogadać się"? Na upartego dagadać da sie z
                    każdym. Ale czy to oznacza, że trzeba z nim mieszkać?
                    Ja akurat z tych, dla których my home is my castle. Muszę bardzo
                    zaufać by wejść pod czyjś dach (no, nie na moment, ale na dłużej, na
                    częściej). Muszę bardzo zaufać, by wpuścić.
                    A zamieszkać...
                    • sulla Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:42
                      Mieszkać nie trzeba, toć nawet w Biblii napisane jest "Dlatego opuści człowiek
                      ojca i matkę i połączy się z żoną swoją, i będą ci dwoje jednym ciałem.” I starczy.
                      • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:50
                        a, tak, też pomyślałam o tym cytacie. Nawet mi zaczęło po głowie
                        chodzić na melodię rubikową "opuści człowiek ojca, matkę i złączy
                        się ze swoją żooooonąąąąą..."
                • verdana Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:04
                  Bo Ty i mieszkasz i nie mieszkasz z tesciami. Macie oddzielne
                  mieszkania - wieszość wielopokoleniowych rodzin mieszka "na kupie",
                  nie ma możliwosci bycia u siebie, odosobnienia się.
                  Problem, który pojawiał się u znanych mi osób, wiazał się z okresem
                  dojrzewania dzieci. Wiekszość dziadków usilowało wówczas zatrzymac
                  wnuki przy sobie, robilo awantury o to, ze rodzice pozwalaja późno
                  wracać, kontrolowało i ostro krytykowało ubiór nastolatków, ich
                  obyczaje i rozrywki. Bywa tez inaczej - to prawda, są dziadkowie,
                  ktorzy akceptuja zmiany i we wnukach i mijajacy czas - ale nie jest
                  to wiekszość, niestety.
                  Moja znajoma psycholog powiedziała kiedys bardzo ważne zdanie -
                  dziecko musi miec dwoje rodziców i ani jednego więcej. Nie mozna
                  pozwolić, aby dzieckiem sterowało więcej doroslych, bo to jest po
                  prostu dla niego nie do zniesienia.
                  • sulla Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:12
                    Wiesz, Verdana, ja myślę, ze i Ty możesz pamiętać taki wątek z innego forum,
                    gdzie dziewczyna miała problem z mamą lub teściową - mieszkali wszyscy razem,
                    ona miała chore dziecko, a babcia uparcie ignorowała zalecenia lekarzy. Nie
                    pomagały żadne rozmowy i prośby, babcia wiedziała lepiej, a dziewczyna bała się
                    o zdrowie córki.

                    No niestety ale i takie sytuacje się zdarzają.
                    • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:25
                      Takie to się zdarzają nawet gdy mieszkają oddzielnie. Moja
                      szwagierka (której grrr nie lubię) zawiozła syna do teściowej na
                      wakacje. Z torbą leków, które dziecko przyjmuje na stałe. Teściowa
                      uznała, że nie będzie mu dawała tych leków. Jak pomyślała, tak
                      uczyniła, dziecko zdrowe.

                      Jak to życie się różnie układasmile
                      • sulla Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:37
                        Ba,no jasne, że się różnie życie układa. Tam jednak chodziło o roczne dziecko z
                        problemami neurologicznymi i strach tej mamy wydawał się być uzasadniony.

                        • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:49
                          nie no, ja wiem. Niepotrzebnie namotałam
                          • verdana Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:57
                            Potrzebnie, potrzebnie.
                            Bo problem - i to istotny, a przemilczany na niemal kadym forum -
                            może wygladac tak, ze babcia, nie rodzice ma rację i słusznie wtraca
                            się do wychowania dziecka.
                            • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 19:16
                              Właśnie nie wiem. Bo mi też się nie podoba to co ona zrobiła (choć
                              niby wyszło na jej). Powinna przynajmniej porozmawiać o tym,
                              zapytać, no już chociażby poinformować. A nie tak od razu wszystko
                              odstawić. Mogła wyrządzić krzywdę dziecku i to wielką
                              • verdana Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 19:44
                                W tym wypadku babcia prawdopodobnie postąpila idiotycznie - moglo
                                wyjść na jej, a moglo wyjść na to, ze dziecko laduje w szpitalu. No
                                chyba, ze babcia się zna, widzi matke-hipochondryczkę, ktora zdrowe
                                dziecko faszeruje lekami - wtedy to troche inna sprawa i działanie
                                na pewno dla dobra dziecka. mam taka znajoma, która np. na smarowała
                                dziecku nosek w środku codziennie oxycortem, zeby ustrzec od
                                zaziebienia, podawała waleriane, zeby nie przeszkadzał w sprżataniu,
                                leki na alergie "bo wszystkie dzieci teraz maja" - taka babcia
                                akurat bylaby tu zbawienna.
                                • minerwamcg Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 22:24
                                  >No
                                  > chyba, ze babcia się zna, widzi matke-hipochondryczkę, ktora
                                  zdrowe
                                  > dziecko faszeruje lekami - wtedy to troche inna sprawa i działanie
                                  > na pewno dla dobra dziecka. mam taka znajoma, która np. na
                                  smarowała
                                  > dziecku nosek w środku codziennie oxycortem, zeby ustrzec od
                                  > zaziebienia, podawała waleriane, zeby nie przeszkadzał w
                                  sprżataniu,
                                  > leki na alergie "bo wszystkie dzieci teraz maja" - taka babcia
                                  > akurat bylaby tu zbawienna.

                                  No więc właśnie. U nas np. jedna babcia stanowiła antidotum na
                                  drugą smile Babcia, z którą mieszkaliśmy wkładała na nas po dziesięć
                                  swetrów i kategorycznie zabraniała jeść/pić wszystkiego, co było już
                                  nie zimne, ale NIE PODGRZANE. U drugiej babci na wakacjach latało
                                  się boso, piło zimną wodę ze sokiem, a nawet, o zgrozo, jadło lody
                                  (skądinąd pyszne, własnej babcinej roboty). O ile jednej zawdzięczam
                                  kłopoty z gardłem do dnia dzisiejszego, o tyle drugiej zachowanie
                                  jakichś resztek odporności...
                                  • sulla Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 22:29
                                    To mi przypomina,że babcia od strony taty mówiła mojemu tacie kiedy był mały,
                                    że jeśli popije parówkę wodą to umrze. I on bardzo długo bał się popić parówkę
                                    wodą. Mi z kolei i siostrze, czyli swoim wnuczkom,mówiła, że umrzemy albo co
                                    najmniej do szpitala trafimy,jeśli popijemy wodą jakiś owoc. I wiecie, że ja do
                                    tej pory się boję i nie popijam nigdy owoców wodą!
                                    Poza tym babcia jak najbardziej kochana i super smile
                                    • mamalgosia owoce! 19.03.09, 11:28
                                      No, moja Babcia mówiła mi dokładnie to samo! Owoc + woda = szpital.
                                      Woda nieprzegotowana. Bardzo, bardzo głęboko to we mnie utkwiło,
                                      nawet jakiś czas temu próbowałam dojść do tego, jak to jest, skąd
                                      się mógł wziąć ten pogląd, ale niewiele odkryłam.
                                      • mader1 Re: owoce! 19.03.09, 14:23
                                        moja babcia też tak mówiła.
                                        • verdana Re: owoce! 19.03.09, 15:37
                                          A ja częściowo wiem. Wszystkie elementarze az do lat 30-tych XX
                                          wieku pouczały dzieci, ze nie wolno pić zimnej wody (dla mnie to
                                          oczywiste, bo jak nie bylo lodówek, to ludzie byli do zimnych
                                          napojow nie przyzwyczajeni) i że nie wolno popijać owoców wodą. I
                                          rzeczywiscie taki zestaw (szczególnie gdy owoce niedojrzałe, a woda
                                          nieprzegotowana) ma charakter wybitnie przeczyszczajacy.

                                          Mops i kot

                                          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                          • minerwamcg Re: owoce! 19.03.09, 18:53
                                            Podobnie jak naszych starszych braci w wierze zasada niełączenia
                                            mleka z mięsem uratowała od niejednego zatrucia. Zwłaszcza w ciepłym
                                            klimacie.
                                            Nie wiem natomiast, skąd wzięła się zasada niełączenia mleka z
                                            jarzynami. Ale np. moja babcia, skądinąd znakomita kucharka, za nic
                                            w świecie nie zrobiłaby pieczeni wołowej w śmietanie (z której z
                                            kolei słynęła szeroko kuchnia drugiej babci!), a na mizerię ze
                                            śmietaną patrzyła jak na truciznę.
                                        • mamalgosia Re: owoce! 19.03.09, 18:42
                                          tyle babć nie mogło kłamać!
                                          • sulla Re: owoce! 19.03.09, 19:02
                                            A czy popijałyście kiedyś owoce wodą? Ja się przyznam, że nie próbowałam,
                                            babciny zakaz jest we mnie silniejszy niż ciekawość...
                                            • nikaa818 Re: owoce! 19.03.09, 19:53
                                              sulla napisała:

                                              > A czy popijałyście kiedyś owoce wodą? Ja się przyznam, że nie
                                              próbowałam,
                                              > babciny zakaz jest we mnie silniejszy niż ciekawość...

                                              Moja babcia również powtarzała często by nie popijać owoców wodą. Ja
                                              nie próbowałam, ale moja siostra - natura przekorna- postanowiła
                                              zaryzykować i zjadła jabłko z drzewa (hehe)i popiła wodą z kranu
                                              i .../Pamietam jak usiadła i czekała, aż COŚ sie wydarzy (czyli , że
                                              umrze czy cos w tym rodzaju wink/... a tu NIC! No ale na nią nigdy
                                              żadne eksperymenta kulinarne nie działają (które by niejednego
                                              wykończyły) smile)
                                          • a_weasley Re: owoce! 19.03.09, 19:34
                                            mamalgosia napisała:

                                            > tyle babć nie mogło kłamać!

                                            Podobnie jak te, które mówiły, że trzeba trzymać niemowlę w ciasnym beciku, że w
                                            czasie ciąży nie należy się myć i że zdrowe dziecko to pulchne dziecko?
                                            • sulla Re: owoce! 19.03.09, 19:40
                                              Z tym ciasnym becikiem to nie do końca głupie. Tylko nie o to chodzi, żeby
                                              trzymać dziecko cały czas zawinięte, ale można uspokoić płaczącego noworodka
                                              zawijając go w becik,łagodnie kołysząc i "szyszając" - to jest imitowanie
                                              warunków z łona matki i nazywa się teorią "czwartego trymestru".
                                              A z tym niemyciem się w czasie ciąży dobre, nie znałam!
                                              • minerwamcg Re: owoce! 19.03.09, 21:50
                                                sulla napisała:

                                                > Z tym ciasnym becikiem to nie do końca głupie. Tylko nie o to
                                                > chodzi, żeby trzymać dziecko cały czas zawinięte, ale można
                                                > uspokoić płaczącego noworodka zawijając go w becik,łagodnie
                                                > kołysząc i "szyszając" - to jest imitowanie warunków z łona matki
                                                > i nazywa się teorią "czwartego trymestru".

                                                A o tym to nam mówili na szkole rodzenia, to rozumiemy, w
                                                szczególności w odniesieniu do maluchów urodzonych przez cc. Ale w
                                                czasach naszych babek (a więcej prababek) była też teoria, że
                                                noworodka trzeba skrępować ciasno na baczność, ponieważ... ma słabe
                                                kości, i wywijając swobodnie rączkami i nóżkami może je sobie
                                                połamać. Serio! Dzisiaj jak zawijasz malucha w kocyk, to tak, żeby
                                                był otulony, ale przecież mógł się ruszyć smile.
                                                A historię z niemyciem to ja przyniosłam. We wczesnych latach
                                                siedemdziesiątych do szpitala przywieziono do porodu dziewczynę tak
                                                przeraźliwie brudną, że cały szpital stanął na równe nogi.
                                                Dziewczyna pochodziła z zabitej dechami wsi, gdzie panowała wiara,
                                                że kobieta w ciąży przez całe 9 miesięcy nie może się myć, bo
                                                dziecko będzie miało... wodę w głowie.
                                                • sulla Re: owoce! 19.03.09, 22:22
                                                  Zastanawiam się właśnie, czy bardziej mnie to śmieszy czy przeraża...
                                                  • minerwamcg Re: owoce! 20.03.09, 00:53
                                                    Z drugiej strony nie wszystkie babcine mądrości były głupie,
                                                    przeciwnie, większość z nich musiała być mądra, bo przecież
                                                    żyjemy smile Nie wyginęliśmy ani jako ludzkość, ani jako naród, więc
                                                    chyba nasi przodkowie jakoś sobie w życiu radzili, stosując zasadę,
                                                    że co nas nie zabije, to nas wzmocni...
                                                • mamalgosia Re: owoce! 20.03.09, 09:27
                                                  minerwamcg napisała:


                                                  >
                                                  > że kobieta w ciąży przez całe 9 miesięcy nie może się myć, bo
                                                  > dziecko będzie miało... wodę w głowie.

                                                  No to teraz już wiem, dlaczego jestem jaka jestemsad A czułam, że w
                                                  miejscu mózgu mam orzeszek - teraz wiem, że to woda i że ten chlupot
                                                  i szum fal w uszach, który ciągle słyszę, nie bierze się z niczego.
                                                  Moja mama uwielbia sie kąpać, na pewno nie rezygnowała z tego w
                                                  czasie ciąży. No i masz
                                                  >
                                                  • atama Re: owoce! 20.03.09, 09:53
                                                    no i teraz monitor muszę wycierać - tak się roześmiałam na ten
                                                    chlupot smile)))
                    • nikaa818 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 22:25
                      ot mam i podobny problem, tylko mniejszego kalibru.Córka ma alergię
                      na mleko i produkty mleczne. Nic sobie z tego dziadkowie nie robią,
                      pewnie uważaja , że to drobiazg . Mnie doprowadza to do szaleju
                      zupełnego. Dziecko je bo lubi i pewnie ma zupełny chaos w głowie-kto
                      ma rację? Podważanie autorytetu rodzica to jest niedopuszczalne,
                      szkodzenie jego zdrowiu niepojęte.Wszystko po to , by nie odmawiać
                      dziecku żadnej przyjemności.
                      Tak więc mam wielkie szczęście , że sama decyduje kiedy składam
                      dziadkom wizyty, a nie jestem na nie skazana smile

                • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 16:20
                  f-olka napisała:


                  >
                  > PS. Minerwa czuje, że niechęcią do mnie pałasz ogromną. Dziwne to
                  w tym miejscu
                  > ,
                  > dziwne.

                  Niechęć w żadnym miejscu nei ejst dizwna - przynajmniej w takim
                  miejscu, gdzie spotykają się ludzie.
                  Nie znam uczuc minerwy, ale sądzę, że nie masz racji.



                  • minerwamcg Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 19:07
                    Mamałgosiu, gdzież tu miejsce na uczucia? smile Kiedy uważam, że ktoś
                    nie ma racji, piszę o tym - i to wszystko. Niezależnie od
                    niewątpliwie przyjaznych uczuć do Ciebie też się nieraz ścięłyśmy
                    ostro - bo kiedy jedna uważa, że tak, a druga że stanowczo nie, to
                    co mają zrobić? To jest forum dyskusyjne, tu się rozmawia, a
                    chwilami kłóci.
                • isma Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 17:16
                  Spokojnie, spokojnie. My tu czasem sie za lby ostro bierzemy, ale duzo trzeba,
                  zebysmy sie wzajemnie do siebie zniechecili.

                  Nie zniechecaj sie tak od razu, i nie zniechecaj nas wink)).
                • minerwamcg Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 18:22
                  > PS. Minerwa czuje, że niechęcią do mnie pałasz ogromną. Dziwne to
                  > w tym miejscu, dziwne.

                  Jaaaa? Przecież ja Cię kompletnie nie znam, rozmawiam z Tobą na tym
                  forum pierwszy raz, a w mojej wypowiedzi trudno byłoby znaleźć
                  zdanie, które odnosiłoby się do Ciebie osobiście, a nie do tego, co
                  głosisz i sytuacji, którą opisujesz.

                  Ja tylko udowadniam Ci, że absolutyzujesz swoje doświadczenia i
                  kompletnie nie bierzesz pod uwagę, że inni mają inne, chwilami zaś
                  po prostu gadasz głupstwa. Czy każdy kto się z Tobą nie zgadza, musi
                  to robić z głębokiej niechęci??? I czy forum "wychowanie w wierze"
                  oznacza, że kiedy ktoś kategorycznie nie zgadza się ze swoim
                  rozmówcą, nie może mu tego powiedzieć, żeby ten nie posądził go o
                  niechęć? Cóż za pomysł.
                  • mader1 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 19.03.09, 09:53
                    chwilami zaś
                    > po prostu gadasz głupstwa.

                    eee... aż tak źle nie jest wink Mnie ucieszył taki pozytywny post na temat teściów
                    i rodziców... Jest coś miłego w takiej probie niezauważania głupot, znajdowania
                    dobrych stron pewnych sytuacji smile
                    Życzę im, żeby im się udało smile
                    • minerwamcg Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 19.03.09, 12:25
                      A nie, nie, broń Boże, ja za głupstwa uznaję bagatelizowanie lub
                      niedostrzeganie problemów, nie zaś w żadnym wypadku pozytywny
                      stosunek do teściów, bo takowy sam w sobie jest pożyteczny, a nawet
                      bardzo pożyteczny.
                • skrzynka-3 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 19.03.09, 09:32
                  F-olka ja tez mieszkam z Tesciami.

                  No wlasnie "Z" a nie "U" i to jest to co robi "wielka roznice".
                  Niestety wiekszosc mlodych rodzin jest zmuszona zamieszkac u tesciow
                  czy rodzicow i to inna bajka.

                  Nam sie od 15 lat udaje ale:
                  1) mam gleboka swiadomosc ze otrzymalam wyjatkowa, niczym z mojej
                  strony nie zasluzona laske laske i stram sie o tym pamietac

                  2) sukces w 90% zalezy od mojej Tesciowej, ktora jest bardzo madra i
                  roztropna niewiasta (wlasnie do niej pasuje mi to okreslenie)

                  3)od poczatku mamy osobna kuchnie -to byl warunek moje Tesciwej ,
                  ktora zeby ratowac swoje malzenstwo musila uciekac przed rodzicami i
                  tesciami na koniec Polski w skrajnie trudne warunki, po swoich
                  doswiadczeniach uparla sie, ze mamy miec swoja kuchnie-no i byla:
                  plytka na prad stojaca na kartonach, prowizoryczny zlewik i
                  pozyczona malenka lodowka oraz biurko z lat 6-tych w roli szafek
                  kuchennych i blatu roboczego ale to bylo moje i nikt mi na rece nie
                  patrzyl jak upichcilam pierwsze mielone ktorych mozna by uzywac w
                  roli granatow burzacych wink, czy wybiegajac do pracy zostawialismy
                  zapchany garami z poprzedniego dnia zlew.

                  4) z biegiem lat bywa paradoksalnie trudniej a nie latwiej. W pewnym
                  momencie nie daje sie dluzej "przymykac oka" ani udawac ze pewne
                  tematy nie istnieja czy sa "pierdolami" jak to okreslilas.
                  Pisze to z cala zyczliwoscia do Ciebie -uwazaj! takie spychane
                  sprawy lubia wylazic spod dywanu w najmniej odpowiednim momencie-
                  kiedys trzeba z nimi stanac twarza w twarz i sie zmierzyc.
                  Im dzieci strasze tym tez trudniej w relacjach z dziadkami.

                  5)dwa lata temu mielismy na gorze remont i 3 tygodnie mieszkalismy
                  razem na dole (w warunkach metrazowych lepszych niz na co dzien
                  musi sobie radzic niejedna rodzina -3 pokoje i dwie lazienki na 7
                  osob) .
                  Jak sie skonczyl to otworzylismy w spolnie z Tesciami wino i zgodnie
                  stwierdzilismy, ze choc sie bardzo kochamy to cudownie ze na codzien
                  nie musimy mieszkac razem bo kiepsko by sie to skonczylo (mojego
                  tescia do pasji doprowadzaly rozrzucane przez dzieci rzeczy i
                  zachlapana podloga w lazience, mojego meza denerwowal ryczacy
                  wieczorami telewizor, my we dwie ciagle obijalysmy sie w kuchni i
                  bylysmy totalnie wykonczone uwazaniem zeby tej drugiej nie wlezc w
                  parade)

                  Podsumowujac -ucze sie na razie przez obserwacje jak byc dobra
                  Tesciowa (ale nie wiem czy bym potrafila jak moja idealna Tesciowa,
                  ktora kiedy moj biedny maz wkrotce po slubie niby zartem przyszedl
                  sie na mnie poskarzyc pogonila go tak ze malo ze skarpetek nie
                  wyskoczyl i juz wiecej na taki pomysl nie wpadl zale kierujac
                  bezposrednio do mnie).
                  Jesli ktores z moich dzieci bedzie chcialo mieszkac z nami -warunek
                  twardy -swoja (chocby) prowizoryczna kuchnia!
              • anndelumester Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 20.03.09, 14:38
                verdana napisała:

                > Ja, jako starsza dama i tesciowa in spe (nawet zyczenia mi w tym
                > roku złozono) bylabym w stanie zrobić WSZYSKO, aby nie mieszkać z
                > moim ukochanym synem i jego przyszłą zon, ktora jest - no, cóz tu
                > dużo mowic - najlepszą chyba osoba, która mogła mu się trafić.
                > Przede wszystkim chcę być u siebie i nie musieć dostosowywac sie
                do
                > innych wymagań (ja np. mam był balagan, a dziewczyna sumiennie
                > sprząta). Owszem, chce byc babcią, ale zdecydowanie nie chce
                > wychowywać wnuków - moge ich porozpieszczać z przyjemnoscią, ale o
                > systematycznym wychowywaniu mowy nie ma - dziecko dostanie
                > rozdwojenia jaźni, albo bedę musiała podporzadkowywac się rodzicom
                > nawet w sytuacji, gdy jestem pewna, ze robia źle.
                > Moi teściowie mieszkali ze swoimi rodzicami, nie rozwiedli się,
                ale
                > wiem, ze o tym mysleli. Moim zdaniem dwa zawały teścia sa teo
                > bezposrednia konsekwencją. Nie mowiac już o tym, ze co najmniej
                > jedno dziecko (a moze i dwoje) bardzo na tym ucierpiały.

                Nie jestem jeszcze tesciowa, ale mam podobnie.
                Rob co chcesz, ale u siebie.

                Mialam fanastyczne babcie i fantastycznych dziadkow, i jako dziecko
                żalowalam, ze nie mieszkamy wszyscy razem - dziadkowie mieli i mają
                duzy dom. Moi rodzice zawsze mowili, ze kiedys zrozumiem wink
                I teraz mam podobnie - moj syn placze z zalu, gdy wyjezdzamy od
                dziadkow, dzwoni do nich/a oni do niego co 2 dzien, ma super kontakt
                i my tez - bo kazdy realizuje sie u siebie.
                I uwazam, ze z naszymi charakterami jest to sytuacja idealna.

                Jednoczesnie mam mozliwsc obserwowania szkód jakie wyrzadzilo
                wspolne mieszkanie ze soba i to tylko przez rok z kawalkiem i to w
                duzym domu, nie w ciasnym mieszkaniu, ludzi o bardzo roznym
                podejsciu do zycia oglednie mowiac. W efekcie sa wielkie
                rozczarowania, pretensje, a wnuki - w głupi sposob straszone
                dziadkami - dziadków , u ktorych mieszkaly, sie wrecz panicznie
                boją.

                Jak to z ludzmi, róznie bywa, rózne rozwiazania sa optymalne.
    • mader1 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 17:49
      I gdyby nie dziadkowie to
      > pewnie mój dwulatek byłby tak samo cierpiący i ograniczony jak rzesza jego
      > rówieśników.

      smile)))
      świetny tekst wink))) gdyby nie to forum, dostałabym jakiejś depresji smile))))
      Moje dzieci miały niecodzienny kontakt z dziadkami. Przy tym, że stosunki z nimi
      były poprawne a czasem dobre, odwiedziny u nas RAZ w TYGODNIU na kilka godzin -
      w tym wspólną z rodzicami - czyli nami - herbatkę i ciasteczko nazywają do tej
      pory pomocą przy wnukach wink)))
      ( no bo normalnie to my powinniśmy wpadać do nich od kiedy zostali dziadkami )
      Pomimo to moje dzieci nie były ani ograniczone ( cokolwiek to miałoby oznaczać,
      do tej pory nie są) ani nieszczęśliwe.
      Myślę, wspominając dziadków z tamtego czasu, że dużo bardziej ograniczaliby im
      zwłaszcza zabawy ruchowe ( bo złamie nóżkę, rozbije głowę, dziś jest zbyt zimno
      na spacer), eksperymenty z jedzeniem ( zobacz jaki chlew Ci w kuchni zrobiła,
      kto to słyszał żeby pozwalać jeść kluski palcami), kontakty towarzyskie ( cały
      dom pełen dzieci, czy to wy musicie je zapraszać ?) smile))))))))))
      • mader1 F-olka :) 18.03.09, 18:02
        ale lubię Cię wink)))
        po prostu nasze babcie nie mają dzieci jedynaków wink))) i były mocno czynne
        zawodowo wink)))
        i być może z jedną zamieszkamy - wcale nie dlatego że tacy jesteśmy dobrzy -
        może być taka konieczność.
      • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 19:20
        kluski palcami to pół biedy, ale Ty pewnie masz na myśli makaron
        (jak większość warszawiaków)

        I bardzo mocno myślę nad tym, dlaczego ja - która miałam Babcię (ale
        może jedna Babcia wiosny nie czyni, nawet cudowna), jestem jeszcze
        bardziej ograniczona i cierpiąca niż moi rówieśnicy
        • mader1 Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 19:40
          "no i masz" ! Makaron wydłubywany z pomidorowej !!! smile)))) Ale kluski też
          musiały brać w tym udział, bo wszystko było wsadzane łapami do buzi smile

          ja też miałam nawet dwie babcie - jedna niedostępna, ale druga
          sprawna,energiczna, wymagająca ( mówiła na mnie pieszczotliwie " zdechlizna" i
          nauczyła mnie w wieku przedszkolnym Dziesięciu Przykazań wraz z Przykazaniem
          Miłości wink)). i patrz, też nieszczęśliwa przynajmniej w niektórych momentach
          życia wink))) o ograniczeniu nie wspomnę wink
          • sulla Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 18.03.09, 19:50
            Moi dziadkowie mieszkali zawsze daleko,widywałam ich parę razy w roku zaledwie.
            I zawsze dobrze mi z nimi było,i nieszczęśliwa jakoś nie jestem. Ale może to
            dlatego, że jestem ograniczona i nie wiem, że powinnam być nieszczęśliwa wink

            A w kluskach i makaronie to ja mam już wprawę. Niejednokrotnie w pracy
            toczyliśmy krwawe boje o to, czy makaron jest czy nie jest kluską smile
            • mamalgosia Re: mój wątek o dziadkach i rozpieszczaniu :) 19.03.09, 08:44
              Na opakowaniu stoi "makaron", to w środku chyba jest makaronsmile

              Chociaż i z tym bywa różnie, bo kiedyś kupiliśmy coś, co na
              opakowaniu miało napis "szafa", a w środku był zwykły szrank
          • mamalgosia zdechlizna 19.03.09, 08:42
            Myślę, że nie do końca rozumiem to słowo, ale nie pytam Ciebie co
            ono oznacza, bo pewnie nie jesteś w stanie wytłumaczyć. Natomiast
            coś mi intuicyjnie mówi, że mogę je zastosować do siebie w 100%.

            BTW - myślę, ze warto wrócić do tego i innych na ten temat wątków za
            jakieś 30 lat
    • a_weasley Dziadostwo, rodzicielstwo, teściostwo 19.03.09, 11:04
      Koncepcji dziadostwa wink jest wiele, i nie ma jednej słusznej, równie jak koncepcji rodzicielstwa.
      Minerwa miała dwoje rodziców pracujących na pełny etat i babcia w domu, przy wszystkich swoich wadach, była pożyteczna, a nawet bardzo pożyteczna. Ja miałem mamę niepracującą i babcia na odległość też miała swoje zalety - zresztą z babcią ze strony mamy mój ojciec nie wytrzymałby długo pod jednym dachem. Ba, zapewne i w jednym mieście.
      Łączy nas to, żeśmy mieli rodziców dużo z dziećmi rozmawiających, z upodobaniem opowiadających, jak drzewiej bywało, i o Bogu co trzeba też nam potrafili powiedzieć (to raczej wzmiankowana babcia mogłaby wszystko zepsuć, sądząc po efektach w przypadku kuzynów - już o tym kiedyś pisałem chyba?). Gdzie indziej oba te zadania spełni babcia lub nie będzie to zrobione wcale - na forum "Wychowanie w WIERZE" należy to chyba brać pod uwagę.
      Nie ma też jedynie słusznego modelu odległości od teściów. Być może są teściowie, którzy się nie nadają do mieszkania u, być może są zięciowie (i synowe), którzy się nie nadają do mieszkania u teściów, najprawdopodobniej zaś są zestawy teściowie-zięć(synowa), które się nie nadają do mieszkania razem, choć z innymi osobami ten układ mógłby wypalić. Muszą, na dzień dobry, primo - rodzice akceptować (nie szanować, ale właśnie akceptować) wybór swojego dziecka, muszą tego zięcia/tę synową po prostu lubić (i nawzajem), po wtóre - muszą być z tej samej bajki. Teściowa-pedantka i zięć "przewróciło się, niech leży" mogą się bardzo lubić i znakomicie współpracować przy wychowywaniu dzieci, ale o wspólnym mieszkaniu można zapomnieć.
      Fiamma robi ten sam błąd, który Minerwa zarzuca F-Olce - absolutyzuje doświadczenia, które wcale regułą być nie muszą. Na tle moich obserwacji odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że źródłem kryzysów nie jest mieszkanie z teściami per se, lecz wadliwe relacje małżonków z własnymi rodzicami oraz między sobą. Jeżeli ktoś się nie odpępił, to mieszkanie osobno nic nie da. Jeżeli się odpępił, to rodzina wielopokoleniowa może być znakomitym pomysłem.
      Swego czasu opisałem w →dyskusji na sąsiednim forum kilka znanych mi rodzin wielopokoleniowych (w tym zresztą rodzinę Minerwy tyż). Że zacytuję:

      "Opowieść na bis: Osobno... i co z tego?

      Kaśka i Władek mieszkają na swoim. Mają
      małe dziecko, drugie w drodze. Rodzice
      obu stron mieszkają w tym samym mieście.
      Rodzice Władka dzwonią do nich raz na
      tydzień mniej więcej. Jakoś z raz na dwa
      tygodnie, może rzadziej, u nich bywają,
      z podobną częstotliwością Władkowie
      bywają u nich (lub sam Władek czasami).
      Natomiast matka Kaśki dzwoni najrzadziej
      co drugi dzień i zawsze ma dużo do
      powiedzenia, niezależnie od tego,
      czy młodzi chcą słuchać jej rad, czy nie.
      Syn i synowa pani Marii bardziej się czuli
      na swoim, mieszkając u matki, i mniej od
      niej słyszeli rad (tym bardziej
      nieproszonych), niż Kaśka i Władek
      mieszkając na swoim. Odkąd wprowadzono
      sprawnie działające telefony, a potem
      komórki, wiele się zmieniło.
      • minerwamcg Re: Dziadostwo, rodzicielstwo, teściostwo 19.03.09, 12:04
        Arthur Weasley napisał:

        >Na tle moich obserwacji odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że
        > źródłem kryzysów nie jest mieszkanie z teściami per se, lecz
        > wadliwe relacje małżonków z własnymi rodzicami oraz między sobą.
        > Jeżeli ktoś się nie odpępił, to mieszkanie osobno nic nie da.
        > Jeżeli się odpępił, to rodzina wielopokoleniowa może być
        > znakomitym pomysłem.

        Odpowiem moim ulubionym minerwizmem - tak i nie smile Podajesz tutaj
        albowiem za mało warunków. Odpępienie i wzajemna akceptacja jest
        oczywiście warunkiem koniecznym - ale absolutnie i dalece nie
        wystarczającym.
        Bo wyobraź sobie sytuację, kiedy układy między młodszym a starszym
        pokoleniem są idealne, wszyscy się lubią, wszyscy są ludźmi z tej
        samej bajki, nie ma opozycji "pedantka-bałaganiarz" ani "luzaczka-
        sztywniak", odpępili się w swoim czasie i bez traumatycznych
        wspomnień - a jednak np. mieszkanie jest trochę zbyt małe. I kiszka.
        Ludzie nie są aniołami, a nawet jeśli by nimi byli, gdyby musieli
        codziennie o siebie zahaczać skrzydłami, też by ich w końcu diabli
        wzięli...
        Albo jakiś odcisk na mózgu po którejś ze stron: np. teściowa lekarka
        ma obsesję na punkcie bakterii, a zięć po kontrakcie w tropikach
        błogosławi wszystko, co jako dziecko zjadł z ziemi brudnymi rękami,
        bo mu tak nabyta odporność nieraz ratowała życie. I on nie może
        patrzeć, jak ona sterylizuje przyniesione ze sklepu bułki, a ona jak
        on podnosi z podłogi (czystej!) plasterek pomidora i zjada
        mrucząc "będzie bardziej kaloryczne" smile Być może piszę o drobiazgu,
        nad którym przy odrobinie dobrej woli można przejść do porządku
        dziennego (zięć będzie udawał, że nie widzi, teściowa przyjmie do
        wiadomości, że jej dziecko poślubiło strusia) - ale jeżeli odciski
        na mózgu są dostatecznie duże i rozciągają się na więcej aspektów
        życia, mogą zatruć wzajemne układy, szczególnie, jeśli na styku
        tatowych i babciowych obsesji ma funkcjonować jeszcze małe dziecko.

        Zatem warunków do spełnienia, aby wspólne mieszkanie z dziadkami
        mogło się powieść jest dużo, i nie, w żadnym wypadku nie
        wystarczy "wzajemne zrozumienie" ani żeby wszystkim "zależało przede
        wszystkim na rodzinie". Jeśli gdzieś te wszystkie warunki są
        spełnione i wielopokoleniowa rodzina funkcjonuje pod jednym dachem w
        zgodzie i pokoju ku pożytkowi i młodego i starszego pokolenia - to
        naprawdę trzeba bardzo, bardzo dziękować Bogu. Do zamówienia mszy
        dziękczynnej włącznie. Bo to jest dar cenny, rzadki, i wart wysiłku
        włożonego w jego rozwijanie.
        • a_weasley Ps 127:1 19.03.09, 12:26
          "Jeżeli Pan sam domu nie zbuduje,
          Próżno nad domem robotnik pracuje,
          Jeżeli miasta Pan nie strzeże z góry,
          Próżno straż czujna opasuje mury".

          Żywy dowód, że wszystko się może zdarzyć, napisał słowa te:

          > warunków do spełnienia, aby wspólne
          > mieszkanie z dziadkami mogło się
          > powieść jest dużo

          Warunków, żeby mogło się powieść wspólne mieszkanie z mężem/żoną, też sporo i
          też ta integracja nie musi przebiegać i z reguły nie przebiega bezwstrząsowo
          (gdybym był niedyskretny...) jednakże chyba w tym towarzystwie wniosek, by
          małżeństwo było samo w sobie złym pomysłem, zgodnie uznajemy za zbyt radykalny.
          Małżeństwo wymaga różnych ustępstw i kompromisów, a też pogodzenia się z tym, że
          będą czasem konflikty - również i głównie o pierdoły - między ludźmi, którzy się
          kochają. Integracja dwóch w pełni ukształtowanych osobowości wymaga wysiłku.
          Dlaczego z tworzeniem rodziny wielopokoleniowej miałoby być inaczej?

          Z cyklu →Rzeczy, za które nie musisz przepraszać swojej kobiety:

          33. Że kochasz swoją mamusię.
          34. Że nie kochasz jej mamusi.
          • minerwamcg Re: Ps 127:1 19.03.09, 12:36
            A ja znowu zwrócę uwagę na pewną różnicę. Albowiem z małżonkiem,
            jeśli chcesz małżonkiem pozostać, mieszkać MUSISZ. I jeśli nie
            zakładasz, że "najwyżej się rozwiedziemy, co za problem" - to jakoś
            z tą najukochańszą zarazą dogadać się trzeba. Natomiast z teściami
            mieszkać - lepiej dla wszystkich, żebyś CHCIAŁ, nie musiał.
          • sulla Re: Ps 127:1 19.03.09, 13:19
            Ale tu chyba nikt nie twierdzi, że mieszkanie z teściami jest samo w sobie złym
            pomysłem, prawda? Jedynie, że mieszkanie z teściami:
            1.nie zawsze jest dobrym pomysłem
            2. nie jest jedyną drogą do szczęścia rodzinnego i prawidłowego rozwoju wnucząt.
            To nie jest zbyt radykalna teza, czyż nie?
            • a_weasley Re: Ps 127:1 19.03.09, 13:26
              sulla napisała:

              > Ale tu chyba nikt nie twierdzi, że
              > mieszkanie z teściami jest samo w sobie
              > złym pomysłem, prawda? Jedynie, że
              > mieszkanie z teściami:
              > 1.nie zawsze jest dobrym pomysłem
              > 2. nie jest jedyną drogą do szczęścia
              > rodzinnego i prawidłowego rozwoju
              > wnucząt.
              > To nie jest zbyt radykalna teza, czyż nie?

              To nie. Natomiast że się sprawdza "sporadycznie", a do problemów prowadzi
              "zazwyczaj" - już tak.
              • minerwamcg Re: Ps 127:1 19.03.09, 14:28
                Ale gdybyś "sporadycznie" i "zazwyczaj" zmienił na "czasem"
                i "często" - byłoby już i mniej radykalnie, i bliżej prawdy smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka