Jako, że poprzedni jest zarchwizowany to napiszę tutaj.
Mieszkamy z dziadkami. Franio starszy synek spędza z nimi dużo czasu. I widzę,
że to jest dobre. Widzę, że gdy spokojnym okiem człowiek popatrzy na to niby
rozpieszczanie to może zobaczyć jaki jest głupi i ograniczony jako rodzic.
Dziadkowie widzą fantazje dziecka i są bardziej nastawienie na dziecko, a nie
na to całe jak to nazywamy "wychowanie". Franio ma 2 lata, trudny to okres dla
mnie bardzo. Najpierw stawiałam się, że mają być granice, że to, że tamto, że
do kąta. Potem popatrzyłam jak zajmuje się Frankiem babcia (i owszem trochę
przesadzała w drugą stronę) ale w ten sposób wyrobiliśmy określony sposób
postępowania, granice zostały ustalone na zasadzie: Teraz nie możesz wziąć
noża, ale za kilka lat Ty będziesz kroić chleb. Nie ma konta, karnych jeży czy
innych rzeczy, za to jest dużo zabawy i radości. I gdyby nie dziadkowie to
pewnie mój dwulatek byłby tak samo cierpiący i ograniczony jak rzesza jego
rówieśników.
Czasami warto na dziecko i dziadków spojrzeć z innej perspektywy. Ach i
dziadkowie wcale nie robią nam na złość. Oni się po prostu dobrze bawią