Dodaj do ulubionych

księża - proszę o radę, świadectwo

27.07.09, 08:58
Aż mi wstyd...
Wstyd, że się tu o radę proszę. Wstyd, że w takim temacie. Wstyd, że
chodzi o rodzinę uncertain
Temat banalny, ale ważny - bogactwo księży sad((
Wiecie, znam tylko jednego (JEDNEGO!) księdza diecezjalnego, o
którym mogę powiedzieć, że jest skromny. No i jeszcze w naszej
aktualnej parafii - spokojnie pod tym względem jest. Remontują teraz
plebanię, dom - normalne rzeczy. Mają samochody - też normalne.
Ale mamy wujka, którego odwiedziliśmy ostatnio z okazji odpustu w
jego parafii. Jeździ niezłą bryką prosto z salonu. Jakoś to sobie do
tej pory tłumaczyliśmy... Buduje teraz kościół. Stoi barak pełniący
funkcje kaplicy. Budowę zacznie od domu parafialnego... To mnie już
zszokowało. Wydaje mi się, że to może razić, tym bardziej, że z
drugim budującym w okolicy księdzem mają mieszkanko dwupokojowe na
spółę w pobliżu - więc mieszkać jest gdzie.
Głupio mi, że tak tu wymieniam, ale chciałabym Was prosić o opinie.
Czy zdarzyło Wam się z miłością upomnieć jakiegoś księdza pod tym
kątem???
Trudno jest cokolwiek powiedzieć przy ogólnej aprobacie rodziny,
przy całej sympatii do wujka... Myślę jednak, że milczenie nie jest
dobre.
Ja tylko raz miałam odwagę otwarcie o tym porozmawiać. Kolega, który
poszedł do seminarium po 4 latach zrobił się nie do poznania.
Nauczono go, że ksiądz musi wyglądać lepiej od przeciętnej (skąd ten
pomysł??). Nie mogłam w to uwierzyć... sad
Nie zrozumcie mnie źle - nie chcę tu bić antyklerykalnej piany.
Zaczął się właśnie rok modlitwy za kapłanów. Podzielcie się swoimi
doświadczeniami. Czy próbowaliście poruszać ten temat? Jak
zostaliście przyjęci?
A może nie warto? Może to jednak da się jakoś zrozumieć???
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 10:36
      Ja musże uczciwie przyznać, ze łatwiej mi wybaczyc księdzu złamanie
      celibatu niż złamanie ślubów ubustwa.

      Drażni mnie to niesłychanie. Wystarczy spojrzeć na ks. Jankowskiego
      czy o. Rydzyka. Ale przecież to nie jedyni, tylko najbardziej znani.
      Kapłanowi nie przystoi takie bogactwo. NIe przystoi jeździć
      samochodem za kilkaset tysięcy. Nie przystoi pławić się w luksusie.
      Nie, ja nie wymagam, by kapłan jeździł rowerem. Ale na potrzeby
      parafii w zupełnosci wystarczy auto średniej klasy. Niech bedzie
      nawet wieksze, jeżlei jest taka potrzeba, ale to naprawde nie musi
      być najnowszy model toyoty czy audi. Tak samo jak patrze na wiele
      parafii. Drażni mnie ich rozmach. U nas wybudowano nowy dom
      katechetyczny tak ok 3000 m2. Oczywiście obecnie w wiekszości
      wynajmowany. W jednym skrzydle, na samym poddaszu mieszkają siostry,
      niżej kapłani. Pozostała stara plebania. ok 500 m2. Mieszka tam sam
      proboszcz. Uważam, ze to naprawdę duuuuża przesada. Kiedyś w starej
      plebani mieszkali wszyscy ksieża, była biblioteka i salki
      katechetyczne dla naprawde dużej parafii. I jak już pisałam
      proboszcz twierdzi, ze nie ma miejsca na katecheze dla
      przedszkolaków.

      Ja wiem, ze te złe przykłady bardziej rzucają sie w oko niz skromni
      kapłanii, ale dlaczego nikt na to nie reaguje? Dlaczego papież czy
      biskupi nie upominają kapłanów? Dlaczego wszyscy uznają, ze tak ma
      być? A jakby tego było mało powłowa kazań dotyczy problemu
      pieniedzy - oczywiście w parafii. Nie pametam by choć jedna zbiórka
      dotyczyła pieniedzy dla biednych parafian. A szkoda.

      • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 10:46
        No właśnie... Przykład idzie gdzieś z góry i po drodze chyba się
        dodatkowo wypacza jeszcze.
        Ale księża nie składają ślubów ubóstwa. To zakonnicy.
        Pamiętam jak nasz ojciec szykował się do przeprowadzki do innego
        domu zakonnego. Rywalizował z innymi zakonnikami w ilości kartonów -
        który mniej będzie miał smile)) Sam cały swój "dobytek" upchał w 3
        kartony... Chodzi w strasznych łachmanach czasem. My mu na różne
        okazje dajemy to koszulę, to kurtkę. Wszystko puszcza dalej... Nic
        się nie trzyma tego człowieka, ale też świadomie nad tym cały czas
        pracuje...
        • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:02
          nie jestem teologiem, ale jesteś pewna z tymi ślubami? Wydawało mi
          sie, zę jest tam też ślub ubóstwa. Tak przynajmniej pamietam z
          literatury.

          Na mnie ogromne wrażenie zrobił testament JPII. Miał w zasadzie
          jedynie rzeczy osobiste i wieczne pióro. I wspomnienia z jego
          przeprowadzki do Watykanu, gdy przysąłno tira po Jego rzeczy, a on
          miał jedynie narty i troche ksiażek.

          Sam cały swój "dobytek" upchał w 3
          > kartony... Chodzi w strasznych łachmanach czasem. My mu na różne
          > okazje dajemy to koszulę, to kurtkę. Wszystko puszcza dalej..

          Godne uznania, choć przecież nie wymagamy od kapłanów aż takiej
          ascezy.
          • isma Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 22:54
            Ubostwa to nie. Ale:

            Kan. 282 -

            § 1. Duchowni powinni prowadzić życie proste i powstrzymywać się od
            wszystkiego, co trąci próżnością.

            § 2. Z dóbr, które im przypadły z racji wykonywania kościelnego urzędu,
            to, co im zbywa po zapewnieniu godziwego utrzymania i wypełnieniu wszystkich
            obowiązków własnego stanu, niech zechcą przeznaczyć na dobro Kościoła i dzieła
            miłości.
        • mama_kasia Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:11
          My mu na różne
          > okazje dajemy to koszulę, to kurtkę. Wszystko puszcza dalej... Nic
          > się nie trzyma tego człowieka, ale też świadomie nad tym cały czas
          > pracuje...

          Też takiego znajomego mamy smile - franciszkanin. Ale
          ostatnio obiecał, że prezentu nie rozda. Dostał od naszych
          wspólnot na 25-lecie (chyba wink kapłaństwa pieniądze na
          pielgrzymkę śladami św.Pawła.
          • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:16
            Na szczęście też mamy w rodzinie franciszkanina. Jeździ taką ruderą,
            że aż dziw, że się ten samochód jeszcze kupy trzyma. I chodzi w
            sandałach (bez skarpetek), cały rok!!! smile))) Raczej dlatego, że
            lubi. Myślę, że jednak zakon by mu dał na zimowe buty raz na 10
            lat wink))

            No ale co z tymi diecezjalnymi? Komuś udało się spokojnie
            porozmawiać z takim księdzem? Jakoś w duchu zrozumienia,
            niekoniecznie od razu będąc posądzanym o wrogość?
            Widzicie sens w zwracaniu uwagi w ogóle? Przyznam, że się trochę
            łamiemy, bo sprawa jest delikatna. Zostawić tego jednak nie należy.
            No zdaje mi się, że milczeć nie można...
            • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:22
              > Widzicie sens w zwracaniu uwagi w ogóle? Przyznam, że się trochę
              > łamiemy, bo sprawa jest delikatna. Zostawić tego jednak nie
              należy.
              > No zdaje mi się, że milczeć nie można...

              nie bardzo wyobrazam sobie jak można zwrócić uwagę kapłanowi.
              Jeżeli, to chyba raczej napisałabym do biskupa, jako do
              przełożonego. Zwąłscza, ze w liście można łatwiej zapanowac nad
              słowem. Ale jak to ktoś bliski, to lepiej porozmawiać. Listu mógłby
              wam nie wybaczyć wink
              • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:30
                Nie no na wujka do biskupa kablować nie będziemy smile)))
                Ale takie spotkanko dyskusyjne w seminarium to już by mi się
                marzyło...
              • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:38
                > nie bardzo wyobrazam sobie jak można zwrócić uwagę kapłanowi.
                > Jeżeli, to chyba raczej napisałabym do biskupa, jako do
                > przełożonego.

                a ja sobie jak najbardziej wyobrażam. To wyglada zupełnie tak samo, jak wtedy
                gdy ja bym coś źle zrobiła i kapłan zwróciłby mi uwagę.
                No chyba, że w ogole bym z księdzem nie rozmwiała. to wtedy faktycznie podejść i
                nagle wypalić, że dla mnie to jesgo samochód jest zbyt drogi, głupio może
                zabrzmieć wink))))
      • izazdo no patrz a u nas jest odwrotnie! 21.09.09, 22:40
        > U nas wybudowano nowy dom
        > katechetyczny tak ok 3000 m2. Oczywiście obecnie w wiekszości
        > wynajmowany. W jednym skrzydle, na samym poddaszu mieszkają siostry,
        > niżej kapłani. Pozostała stara plebania. ok 500 m2. Mieszka tam sam
        > proboszcz. Uważam, ze to naprawdę duuuuża przesada.


        No patrz, u nas dokladnie odwrotne zmartwienie. Za przedostatniego proboszcza
        parafianie wybudowali GIGANTYCZNY dom parafialny (wielkości sporej szkoly).
        Sluzyl nie tylko jako plebania, byla tam prywatna szkola, przedszkole,
        biblioteka i pare innych rzeczy. Niestety, nastal nowy proboszcz i wyrzucil
        wszystkich najemcow. Parafianie byli zalamani, bo nie dosc, ze nie bylo gdzie
        dzieci poslac (nie ma u nas domu kultury, w ogole kiepsko z lokalami, same domki
        jednorodzinne), to dom parafialny przestal zarabiac na swoje utrzymanie (i
        przynosic zyski) i parafia sie zadluzyla (ogrzewanie, oswietlenie). Proboszcz
        byl nieugiety, chociac parafianie prosili, zeby jakos go wykorzystac, bo szkoda,
        zeby wybudowany kosztem wielkich wyrzeczen stał i marniał. Przerastalo go chyba
        to wszystko, bo byl w podeszlym wieku. Na szczescie biskupowi to sie nie
        spodobalo, odwolal starego proboszcza na emeryture, dal nowego i ten nowy juz
        byl na spotkaniu z burmistrzem zeby sie naradzic, co powinno sie w domu
        parafialnym znalezc (jakie inicjatywy). Przeciez organizacja czasu dzieciom i
        mlodziezy (odplatna, bo parafianie chcieli posylac dzieci na platne zajecia) to
        tez troska o dobro duchowe, bo z nudy glupie pomysly przychodza do glowy.


        > A jakby tego było mało powłowa kazań dotyczy problemu
        > pieniedzy - oczywiście w parafii.

        U nas tez ludzie dostawali szału, kiedy proboszcz apelował o zbiorke pieniedzy,
        bo parafia ma dlugi w elektrowni, a z drugiej strony mial budynek, ktory mogl
        zarabiac, i nic z nim nie robil.


        > Nie pametam by choć jedna zbiórka
        > dotyczyła pieniedzy dla biednych parafian.

        No co Ty, nie ma u Was zbiorek na potrzebujacych? U nas sa stale (przed
        rozpoczeciem roku szkolnego, przed swietami, przed wakacjami) oraz okazjonalne
        (w zeszlym tygodniu byla dla pogozelcow). Oczywiscie sa to zbiorki darow
        rzeczowych albo pieniedzy do puszek, bo zasady rozliczania tacy są ściśle
        określone (odpowiedni % trzeba przekazac wyzej).


        A co do skromnych ksiezy, to znam jeden budujacy przyklad. Pewna dziewczyna
        poszla do ksiedza mowiac, ze chce dokonac aborcji, bo nie stac jej na utrzymanie
        dziecka (byla uczennica). Ksiadz zaproponowal, ze da jej pieniadze na utrzymanie
        dziecka, dopoki nie wywalczy alimentow. A wcale nie byl z tych bogatych. O
        sprawie wiem oczywiscie od dziewczyny, nie od ksiedza.

        I proboszcz z poprzedniego miejsca mojego zamieszkania tez byl bardzo fajny.
        Parafianie mowili na niego "drugi swiety Franciszek", bo mial na imie
        Franciszek, niczego sie nie dorobil, i cokolwiek dostal, to zawsze komus
        biednemu oddal. Sa jeszcze tacy ksieza.
        • sylwia0405 Re: no patrz a u nas jest odwrotnie! 22.09.09, 07:38
          izazdo napisała:
          > I proboszcz z poprzedniego miejsca mojego zamieszkania tez byl
          bardzo fajny.
          > Parafianie mowili na niego "drugi swiety Franciszek", bo mial na
          imie
          > Franciszek, niczego sie nie dorobil, i cokolwiek dostal, to zawsze
          komus
          > biednemu oddal. Sa jeszcze tacy ksieza.
          >

          Oczywiście, że są. Znamy księdza, który od lat w tej samej
          powycieranej marynarce chodzi. Jest bardzo skromnym i wartościowym
          człowiekiem. Dla mnie to w zasadzie autorytet nie do obalenia. Kiedy
          w domu rodzinnym bywało naprawdę ciężko, jak urodziła się najmłodsza
          siostra - to jak przyjeżdżał, zawsze zostawiał "na mleko". Mama za
          każdym razem mówiła, że nie trzeba, że damy radę, bo przecież ksiądz
          ma wielu znajomych bardziej potrzebujących. A On te pieniądze zawsze
          gdzieś pod serwetką czy w filiżance zostawił. Niejednokrotnie te 20
          czy 50 zł ratowało nam życie, bo już na najbardziej podstawowe
          rzeczy brakowało. Teraz już właściwie powinien iść na emeryturę, ale
          jeszcze pełni posługę spowiednika w sanktuarium.
    • anik801 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:01
      Temat dość trudny(u nas w rodzinie cżesto poruszany zwłaszcza przez
      jednego osobnika,który nie może znieść że księża mają dobre
      samochody itd.)Księża są różni-jedni są z powołania inni
      niekoniecznie. Znam księdza,ktory jeździł starym maluchem,a potem
      tico i ogólnie raczej skromny był(a był proboszczem).Ale znam też
      takich,który żyje się bardzo dobrze i na wysokim poziomie.Kiedyś
      mieszkałam na tym samym terenia co księża(chodziłam do szkoły
      katolickiej z internatem).Oj naprawdę jak na tamte czasy to mieli
      wszystko!Tylko z drugiej strony nie powinno mnie to obchodzić,bo ja
      im na to nie daję!Osobnik w naszej rodzinie kłóci się,że ksiądz żyje
      za jego pieniądze!Jak może żyć za jego skoro ten chłopak jest w
      kosciele może raz na pół roku(a na tace daje 1zł).Ksiądz uczy w
      szkole(a nawet 2),więc dostaje również nauczycielską pensję i o jego
      sprawa co za to kupuje.Mnie tam bardziej od ich "bogactwa"rażą ich
      czasem pomysły ze średniowiecza.Zwłaszcza na wsi ksiądz dalej ma się
      za alfę i omegę!U nas to niedługo większość rzeczy będzie grzechem-
      ksiadz jest naprawdę bardzo srowy.W mieście to by nie przeszło
      wszystko,ale na wsi ludzi się boją.
      • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:08
        Ja jestem w kościele cześciej. I nie jest mi obojętne, na co idzie
        moja ofiara. Chciałabym, by szła na potrzeby kościoła, a nie na audi
        proboszcza (ten nie ma pensji, nie uczy w szkole). I bardzo mnie
        boli, zę dom katechetyczny budowany wysiłkiem także mojej rodziny
        nie ma dzis miejsca na 2 godziny katechezy dla maluchów. Boli. I żal.
        • anik801 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:15
          Niestety,ale są to moim zdaniem pozostałości z dawnych czasów.Kiedyś
          Kościół był bogaty,mieli majątki ziemskie,księża byli traktowani jak
          wyrocznia(nie można było krytykować władzy kościelnej).Te maatki
          były często marnowane(przypadek z mojej okolicy-proboszcz przegrał
          ziemię w karty,oczywiście było to ładnych parę lat temu).Nadal mają
          dużą władzę-zwłaszcza ludzie na wsi się podporządkowują.Ja na tacę
          nie rzucam dużo(przeważnie 2zł)Daję więcej jeśli jest zbiórka na
          jakiś cel.Osobiscie wolałabym aby księża żyli tak jak zakonnicy,ale
          to nie jest realne!
          • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:21
            ja też zdecydowanie chetniej daje na zbiórki celowe smile)
        • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 14:20
          nati1011 napisała:

          > Ja jestem w kościele cześciej. I nie jest mi obojętne, na co idzie
          > moja ofiara.

          Nati, jest na to lekarstwo. Osoby prężne, bardziej od innych świadome i mądre
          powinny zasiadać w radach parafialnych. Jeżeli trudno Ci pogadać z proboszczem,
          zapewne możez odnaleźć świeckich, którzy są w radzie i z nimi porozmawiać. Albo
          samemu się zaangażować.
          • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 18:25
            nie da się smile
    • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:29
      Myślę, że powinnaś porozmawiać, skoro jest o czym. Bo jeżeli nie Ty, to kto ?
      Myślę, że to tym łatwiej zrobić, że jesteście ze sobą blisko i lubicie go w
      gruncie rzeczy. Czyli jest dobrym człowiekiem.
      Księża, których znam bliżej, nie są bogaci. Niektorzy , pomimo pracy w wielu
      miejscach i posługi, nie mają samochodu, nawet tego małego... Starego to nawet
      nie mieliby co mieć, bo ewentualne naprawy sporo kosztują... A ja jestem skłonna
      samochód, w tym nowysamochód uwazać za narzędzie pracy w tym wypadku - trzeba
      być na czas w wielu miejscach, jest się w wiele oddalonych miejsc wzywanym.
      Znam jednego księdza, proboszcza, który mnie oburzył, ale... nie jestem z nim w
      dobrych stosunkach. No i dowiedziałam się, że nie jst tak calkiem do niczego.
      Zmobilizował swojego czasu wiernych do znacznej pomocy dzieciom w Afryce -
      znacznej a nie symolicznej.I wspaniale zorganizował dość uśpioną parafię wokól
      czytania Pisma św. W porównaniu z ubogim poprzednim proboszczem ( bardzo go
      lubiłam), raził, ale i podczas, gdy przy poprzednim parafia " zasypiała", przy
      nim jakoś się pobudziła.No ale nie porozmawiam z nim, nie ma szans wink))
      • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 11:37
        No właśnie. Nie znamy całości, nie wiemy ile przeznacza na pomoc
        parafianom... Nie chcę urazić, niesprawiedliwie posądzić.
        Festyn z okazji odpustu był. I wszystko było do kupienia (mięsko z
        grilla, bigos), loteria itp. Ale to dla mnie zrozumiałe, bo kościół
        ma się dopiero budować. Szkoda tylko, że zacznie od domu dla
        siebie... ech...
        Chyba jakoś tak neutralnie z nim pogadamy, co sądzi na ten temat.
        Sami przy okazji powiemy, co sądzimy. I jak to z zewnątrz może
        wyglądać i jak jest postrzegane. Są oceniani, często o wiele
        surowiej niż przeciętny Kowalski.
        Lekarz za pieniądze, które zarobi może sobie kupić i furę i chałupę
        postawić. Nikt się nie przyczepi. U księdza to razi... Oczekuje się
        skromności. Dlaczego?
        • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 12:00
          > Lekarz za pieniądze, które zarobi może sobie kupić i furę i
          chałupę
          > postawić. Nikt się nie przyczepi. U księdza to razi... Oczekuje
          się
          > skromności. Dlaczego?

          Bo ksiadz powinien dawać przykład właściwego stosunku do dóbr
          ziemskich.

          Od lekarza tego nie wymagam. A razi mnie tak samo, jeżeli lekarz -
          którego stan majątkowy znam - w telewizji się żali jak to on jest
          marnie opłacany przez szpital. Ciekawe wiec za co wybudował tę 500-
          metrowa chałupę z basenem, skoro zarabia jedynie 2000 zł miesięcznie
          (jak twierdzi)?
        • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 14:16
          Tym bardziej jeżeli nie chcesz niesprawiedliwie osądzić, powinniście
          porozmawiać. Zdarza się, ze ktoś się " zapędzi" - pamiętamy jeszcze z wątku o
          luksusie, że lubimy porównywać się z innymi. Dobrze byłoby, żeby mógl się obronić.
          Według mnie ... problem nie polega na tym, że ksiądz ( zwłaszcza proboszcz) ma
          nowy samochód ( no... do pewnej ceny, ale tu długo by gadać, jaka jest rozsądna,
          skoro nie mogliśmy się porozumieć czy buty za 200 czy 400 zł to duży wydatek
          wink))), buduje plebanię i ją wynajmuję, tylko... " jaka jest tego racja"- po co ?
          Jeżeli ten ksiądz naprawdę dużo działa sam, wiele spraw załatwia, zamist
          zlecajac ludziom wokół, zwłaszcza spraw organizacyjnych, musi mieć sprawny
          samochód. Bardzo dobrego, ubogiego i starszego księdza z parafii , którą znam
          parafianka wozi na badania i doo lekarza. Dopóki Bóg jej nie zesłał, ksiądz
          niektórych wizyt nie odbywał... Mój brat też mógł pozwolić sobie na " niemanie"
          samochodu - niektorych prac nie bierze, w niektorych miejscach nie może być " bo
          nie ma jak dojechać" a jak jest potrzeba, dzwoni do nas... Nie ma też problemu z
          tym, żeby mamę gdzieś zawieźć ( a trzeba to robić), bo poprostu dzwonią do nas
          sad(( Drugiej stronie najbliższej rodziny też samochód niepotrzebny - badania,
          szpital, zakupy, lekarze, jeżdzenie do podawania lekarstw dla drugiej mamy
          nalezy do nas.
          Nie wyobrażam sobie więc osoby zarzadzającej sporą ilością osob na dość
          rozległym terenie, w dodatku z dodatkowymi obowiązkami, dyspozycyjną bez
          samochodu. I to super sprawnego. No chyba, że jak proboszcz jednej ze znanych mi
          wiejskich parafii - dzwoni do wiernych, żeby go podwieźli i prowadzi osiadły
          tryb życia albo " nie zdąża"...
          Wynajęcie...wyobrażam sobie taką sytuację, kiedy wynajęcie jednego budynku jest
          potrzebne, żeby utrzymać inny budynek. Jeżeli wie się, ze nie ma co liczyć na
          datki z parafii, bo biedna ani dobrego dziedzica, tóry zapewnia pensję, trzeba
          wymyśleć coś innego.Trzeba wymyśleć coś takiego, żeby moc samemu utrzymać
          budynek kościoła, kupić niezbędne rzeczy i jeszcze wspomóc biednych.
          Dlatego warto porozmawiać.
          Zdarzają sie ksieża niegospodarni, rozrzutni, skąpi... różni zupełnie jak inni
          ludzie. Dobrze to omówić.
          Czytałam kiedyś polecaną przez Marzek i Mamalgosię książkę o pastorze. Gdyby nie
          ich polecenie, nie sięgnęłabym do niej, a dobrze się stało. Lekka , przyjemna
          lektura. Wynika z niej, że o finanse parafii marwi się nie tylko pastor, ale i
          wierni. I nie wypada się chwalić, że na taę nic się nie daje... Wcale nie jest
          dziwne, że apstor pyta o pensję,o miejsce, w którym zamieszka i wstyd proponować
          mu zbyt ubogie ( !) że jest zapraszany na obiady, że choć ich tylko dwójka
          dorosłych osób, do pomocy mają panią do sprzątania... Na decyzję pastora ma
          wpływ największy sponsor. A pastor dostaje od żony zupełnie niepraktyczny,
          bardzo drogi samochód o ktorym marzył cale zycie. Wszyscy oni są bardzo mili,
          dobrzy, pozytywni. I naprawdę dużo robią dla siebie i innych.
          A... i nie boją się rozmawiać o pieniądzach.
          • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 16:56
            Dziękuję Ci Mader! Dodałaś mi wiary, że taką rozmowę da się
            przeprowadzić na spokojnie, w atmosferze wzajemnej troski...
            smile)
          • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 18:15
            mader1 napisała:

            buduje plebanię i ją wynajmuję, tylko... " jaka jest tego racja"- po
            co
            > ?

            Właśnie problem w tym, ze dla naszego proboszcza liczy sie tylko
            budynek. Remontuje kosciół od 30 lat. To jest dzieło jego życia.
            Tylko ludzie się nie licza. Wszystko w parafii padło. Każdy ksiadz,
            który przychodził i robił coś pozytywnego: typu zajecia z młodzieżą,
            schola, ministranci.... wylatywał najpóźniej po 2 latach. Tylko
            kapłąni bez charyzmy i bez sympatii (takiej wiekszej) parafian maja
            szansę zostać na dłuzej. Jak tylko który ksiądz potrafił zebrać
            wokół siebie ludzi kończył karierę w naszej parafii. Jak ktoś chce
            należeć do jakiejś grupy parafialnej to ... idzie do sąsiedniej
            parafii (to jedyny plus, ze jest ich dużo). U nas ostało sie
            jedynie ... apostolstwo dobrej smierci. Nawet ministrantów i
            lektorów nie ma. Nawet na niedzielnej mszy ksiadz nie ma pomocników.
            Jedyną pozytywną grupą jest schola dziecięca i ERM, ale to prowadzą
            urszulanki.

            3 lata temu w ludzi wstąpiła nadzieja - proboszcz miał odejść na
            emeryturę. Był już nawet planowany nastęca. ALe nagle sie okazało,
            że proboszcz zostaje jeszcze rok. A z tego roku zrobiło się już 3.
            Nie sądze by cokolwiek mogło sie zmienić póki nie odejdzie. Mam
            szczerą nadzieję, ze w końcu przyjdzie ktoś inny i parafia odżyje.
        • zuzasza Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 17:13
          Gdy księża nie epatują bogactwem i nie mówią ciągle o pieniądzach, to ludzie
          chyba są znacznie ofiarniejsi. Nasz proboszcz robił duży remont w kościele,
          częściowo na kredyt. Efekt wspaniały, wszyscy zachwyceni, zbiórka raz na
          miesiąc. I tyle rozmów. Po kilku miesiącach wzruszony Proboszcz mówi, że spłacił
          wszystko dużo szybciej niż sądził... dalej wrzucamy chętnie wink

          A może tamten ksiądz-budowniczy nie lubi tego innego proboszcza, z którym
          mieszka. Może nie potrafią się dogadać i dlatego zaczyna od domu dla siebie?
          • verdana Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 22:54
            Z drugiej strony...
            W inym wątku padlo tutaj zdanie, ze facet bez samochodu nie liczy
            się w ogole jako kandydat na mężą. Czyli sporo osob ocenia zaradność
            i chyba także całokształt osobowości męzczyzn po ich zamozności.
            Może nie bogactwie, ale zamozności na pewno. No i czy osoby, ktore
            uznaja, ze ktos, kto nie ma samochodu, nie jest dostatecznie
            wartosciowy, aby być partnerem - uznaja, ze jest dostatecznie dobry,
            aby być księdzem?
            Obawiam się, ze nie. Że nie tylko "chciwość" księzy, ale i postawa
            parafian nakreca tę spiralę, ze aby być szanowanym w spolecznośći,
            szczegolnie niewielkiej, trzeba mieć. I co gorsza - dla księży -
            jednoczesnie nie mieć. To błędne koło.
            • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 23:38
              swietne spostrzeżenie Verdano.
              Nawiązując do tamtego wątku - jak to przeczytałam, ucieszyłam się, że
              wychodziłam za mąż w zamierzchłych czasach, gdy trudno było o samochód a do tego
              obydwoje byliśmy młodzi , do głowy nie przyszło mi to kryterium wink)) Ani
              samochodu, ani nawet prawa jazdy wink)))

              W tamtych czasach pewien świetny ksiądz, który prowadził świetną katechezę dla
              nas wszystkich, został proboszczem. Pamiętam, że postanowił ( teren wiejski,
              rozległy)kupić samochód zanim zamieszka na probostwie, żeby parafianie nie mieli
              do niego pretensji. Na gospodynię wziął swoją mamę.
            • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 07:03
              To my zupełnie niereprezentatywni jesteśmy, bo pobraliśmy się bez
              samochodu... i to w tej epoce o zgrozo! wink
              Może dlatego szacunkiem darzę człowieka bynajmniej nie za
              samochód...

            • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 07:39
              verdana napisała:

              > Z drugiej strony...
              > W inym wątku padlo tutaj zdanie, ze facet bez samochodu nie liczy
              > się w ogole jako kandydat na mężą. Czyli sporo osob ocenia
              zaradność
              > i chyba także całokształt osobowości męzczyzn po ich zamozności.
              > Może nie bogactwie, ale zamozności na pewno. No i czy osoby, ktore
              > uznaja, ze ktos, kto nie ma samochodu, nie jest dostatecznie
              > wartosciowy, aby być partnerem - uznaja, ze jest dostatecznie
              dobry,
              > aby być księdzem?

              A mnie nie podoba się ten argument. Jest z rodzaj: dziewczyna musi
              mieć duży biust, albo facet powinien czasem skoczyć w bok. Tzn te
              stereotypy funkcjonują, co wcale nie znaczy, ze sa dobre.

              Ksiadz to nie potencjalny maż. I dobry kapłan obroni się i bez
              samochodu. JPII nie miał chyba nawet prawa jazdy. A wątpię, by ktoś
              miał zastrzeżenia do Jego pasterstwa.
              • verdana Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 08:47
                Ale JPII byl prostym ksiedzem dawno temu. A potem mial kierowcę. I
                cóz - stereotypy istnieją , czy nam sie to podoba czy nie i
                wiekszość ludzi ocenia innych wg. stereotypu. Sadzę, ze w wielu
                malych miejscowosciach ksiądz bez samochodu, niezamozny nie bedzie
                się cieszył szacunkiem - czy nam sie to podoba , czy tez nie. I co
                wobec tego ma zrobić?
    • magdalaena1977 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 27.07.09, 23:48
      myślę, że to tak jak z tym luksusem.

      Wszyscy zgodzimy się, że kilkunastoletnie rozpadajace się Tico jest dla księdza
      zbyt skromne (który ma pieniądze oczywiście). Bo małe, niepewne, niebezpieczne ...
      Najnowsze BMW w wersji kabriolet będzie totalnym konsumpcjonizmem i tarzaniem
      się w niepotrzebnym luksusie.
      Ale gdzie jest granica :
      używany Logan z dużym bagażnikiem ?
      nowa Skoda Octawia ?
      Nowa Toyota Corolla ?
      nowa wypasiona terenówka (wiejska parafia + słabe drogi) ?
      Ocena tej granicy będzie zależała przede wszystkim od zamożności oceniającego.
      • anik801 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 09:21
        Ja się pobraliśmy mieliśmy starego trabantawinkFajne to były
        czasy.Nawet nad morzem nim byliśmy(i się nie rozpadł).Potem jeszcze
        mój tata nim jeździł.Dziś każdy ma swoje auto(ja co prawda fiata
        cc,ale swojego).Mój teść i mój mąż mają całkiem przyzwoite fajne
        autka,a tak ciągle gadają o zmienie na lepszy.Co do księdza na wsi-
        uważam,że auto musi mieć.Parafia to nie jest jedna wieś,ale kilka
        często oddalonych od siebie o ładnych parę km.A przecież często
        trzeba jechać do chorego,trzeba jechać załatwić różne sprawy w
        mieście,kupić kwiaty na ołtarz itd.Auto musi być,ale bez
        przesady.Uważam,że takie do 10tyś.spokojnie by wystarczyło.Tylko
        gorzej jak ksiądz co 2 lata bierze nowe z salonu(tego to akurat nie
        rozumiem).I dlatego ludzie często pytają "skąd on na to ma?"
        Przeciętnego człowieka nie stać na kupno tak często nowego
        auta.Niektórzy muszą tyrać latami,by wziąć wymarzone auto z salonu(i
        to wcale nie jakiś mega wypas,bo za ok 50tyś.)a jego stać,by
        zmieniać co 2 lata.To razi ludzi i w sumie mnie to nie dziwi,choć ja
        osobiście mam to w nosie(mnie rażą zupełnie inne sprawy,niż stan
        posiadania księdza).
        • magdalaena1977 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 11:22
          anik801 napisała:
          > Auto musi być,ale bez przesady.
          > Uważam,że takie do 10tyś.spokojnie by wystarczyło.
          IMHO do 10.000 zł to są same stare graty (wiem, bo mam 10 letniego matiza i to
          jest grat). Zwłaszcza, jeśli zgodzimy się, że samochód ma być duży i z bagażnikiem.
          www.otomoto.pl/index.php?sect=search&sub=car&page=1&qid=591320703&order_by=i
          • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 11:57
            masz Magdaleno rację , niestety. Za małe pieniądze można oczywiście kupić
            samochód i często, gdy nie ma pieniędzy, musi wystarczyć.
            Ale samochód do pracy , a nie taki, ktorym się podjeżdża do pracy parę
            przystanków, powinien być w dobrym stanie. Dlaczego ? No bo inaczej będzie stał
            w warsztacie i jeszcze trzeba będzie za jego naprawę zapłacić. Wiem, co piszę,
            bo ostatnio nasz samochód, właśnie do pracy, stał w warsztacie, czekał na części
            i mało, że nie mogliśmy nim dojechać ( więc koszty taksówki sad to jeszcze trzeba
            było zapłacić za warsztat. Dlaczego nowe auto ? Bo jest na gwarancji i w czasie
            naprawy dają samochód zastępczy gratis. W momencie kiedy TRZEBA dojechać i nie
            ma znikąd pomocy w postaci dowozu, może być koniecznością.
            Zdarzyło mi się być świadkiem sytuacji zresztą, kiedy rodzina, zwłaszcza w
            przypadkujedynaka, kupowała księdzu samochód albo przynajmniej się do niego
            dokładała. Tak pewien znajomy, młody ksiądz jakiś czas temu dostał tico i to
            nowe, które rodzice wzięli mu na raty - bo dostał od proboszcza mnóstwo zadań,
            które nijak nie chciały być dochodowe, a musiałby części zaniechać, gdyby nie
            miał czym dojechać.Miał opinię księdza " który taki jest prężny, tyle dla ludzi
            robi". No i fajnie, ze i pomogł załatwić parafiance sprawy w KRU-sie i zawióżł
            niepełnosprawną amtkę dzieciom do opieki społecznej, a jego parafianie mieli
            iluzję, że to z ich pieniędzy ma samochód. Tylko prawda była inna - na którą
            zresztą nie narzekał wink

            Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą św. Augustyn
            Tam ciągle giną chrześcijanie!
          • mama_kasia Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 12:38
            > > Uważam,że takie do 10tyś.spokojnie by wystarczyło.
            > IMHO do 10.000 zł to są same stare graty (wiem, bo mam 10 letniego matiza i to
            > jest grat). Zwłaszcza, jeśli zgodzimy się, że samochód ma być duży i z bagażnikiem.

            A myśmy w zeszłym roku kupili samochód duży, 12-letni,
            za niewiele więcej i byliśmy przeszczęśliwi smile ...Poprzedni
            miał 17 lat wink Chwalimy sobie. W warsztacie nie stoi.
            Naprawdę zależy od ludzi, od ich stanu majątkowego, od tego,
            gdzie mieszkają. Co dla kogoś będzie normalnym wydatkiem, dla
            innego będzie rozrzutnością.
            • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 12:48
              Ale gdzieś ta granica chyba jednak przebiega? Kiedyś, w jakimś
              momencie wyczuwalnym przez większość, pojawia się jakiś przerost...
              Zastanawiam się, czy jeśli ksiądz ma lepiej niż parafianie, to wtedy
              można mówić o przegięciu?
              I znowu te porównania nieszczęsne... uncertain
              Powoli dochodzę do wniosku, że taka rozmowa jednak nie będzie miała
              większego sensu. Moje odczucie jest subiektywne. Postawa tego
              proboszcza może wcale innych nie razić.
              Czy wymieni swoją Lagunę na Kangoo? Wątpię.
              No bo ani nie mogę wiedzieć, czy gorszy innych.
              Ani nie wiem czy jego stosunek do tego wszystkiego jest jakiś
              niewłaściwy...
              Czy mi osobiście przeszkadza, że wybrał sobie taki samochód, a
              budowę planuje zacząć od plebanii? Szczerze przyznam, że nie.
              Potrafię sobie ten samochód wytłumaczyć. Jak się tak porządnie
              zastanowię, to bardziej boję się o jego duszę i ewentualne
              zgorszenie, które może siać. A to chyba już nadużycie, prawda???
              • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 13:27
                a ja myślę, ze powinniście porozmawiać. Ale tak spokojnie i rzeczowo. żeby się
                nie zapędził.
            • mader1 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 13:36
              jest wiele pomysłów, wiele dobrych rozwiązań. Inne są dla osoby, ktora jeżdzi
              do pracy w określone miejsce, jej samochód ma " mały przebieg" . Inne jeżeli
              ktoś jeździ codziennie ok. 100 km i pożycza go innym , wozi nim potrzebne
              rzeczy.On się wtedy musi częciej psuć sad Inne jeżeli ktoś ma samochod dla
              dwóch, trzech osób, inne dla dużej rodziny, jeszcze inne gdy jest samochodem
              przedsiebiorcy. Jeszcze inne dla kogoś, kto ma samochód zafundowany wink)) Jeszcze
              inaczej może sprawę rozwiazać ktoś, kto zna się na samochodach i ma czas w nim
              "pogrzebać" albo ma zaprzyjaźniony warsztat, który zrobi" po kosztach"... No a
              jak się nie ma pieniędzy, wszędzie dojdzie się na piechotę albo dojedzie na
              rowerze. Albo zatrzyma okazję. I dobrze jest.
            • anik801 zgadzam się z mama_kasia 28.07.09, 13:43
              Ja na swój użytek mogę mieć tzw.grata.Nie oczekuję od auta bajerów i
              mega wygody.Chcę tylko przekręcić kluczyk i jechać.Mój mąż patrzy
              już na to inaczej.A to czy auto często stoi w warsztacie nie zależy
              tylko od jego wieku.Moja ciocia kupla nową toyotę z salonu i po
              2tyg. awaria.Mój tesc miał naprawdę dużo aut i ich częstość awarii
              nie zależała od ich ceny i wieku.Często nawet te młodsze z bajerami
              były o wiele gorsze.Jakoś poprzedni ksiądz dojeździł swoim tico aż
              do emerytury.Chciałam zapytać od jakiej kwoty auto to nie grat?
              • nati1011 Re: zgadzam się z mama_kasia 28.07.09, 14:34
                ja 2 lata temu sprzedałam mikrę - 9 letnią - za 5 tys. Dziewczyna,
                która nia jeździ do dziś bardzo chwali i nie popsuło się nic. Jeżlei
                samochód jest zadbany to kosztuje tylko eksploatacja. A ta jest
                wszedzie i w nowym i starym aucie.

                Za to w ubiegłym roku kupiliśmy relatywnie nowy (5 letni) samochód,
                średniej klasy, z bardzo małym przebiegiem za 25 tys. zł. I szacuje,
                zę spokojnie da sie nim pojeździć następne 10 lat. Tena sam nowy
                samochód kosztuje ok 60 tys. I wg nie nie opłaca sie kupowac nowego -
                tylko wąłśnie taki 3-5 letni. Jeszcze prawie nowy, a kosztuje 1/3
                ceny smile
                • anik801 Re: zgadzam się z mama_kasia 28.07.09, 15:30
                  Mój teść ma teraz na sprzedaż 10 letniego seata kombi.Autko
                  pojemne,wygodne,zadbane.Przez ponad 2 lata(tyle nim jeździ)nie było
                  żadnej awarii.Sprzeda go za 7tyś.W zasadzie ja bym na jego miejscu
                  nadal nim jeździła,bo nie liczy się wiek auta,ale jego ogólny stan(a
                  stan jest naprawdę dobry).No,ale faceci chcą mieć coś nowszego,poza
                  tym kombi mu się znudziłwinkNaprawdę można za 10tyś.kupić dobre autko
                  i mam na to mnóstwo przykładów.Natomiast kuzyn męża kupił rok temu
                  lagunę za prawie 30tyś.i ciągle coś się psuje(nawet wczoraj był w
                  naprawie,bo coś tam znowu mu świrowało).Nie mamy gwarancji,że jak
                  kupimy auto za 50tyś.to nam się nie zepsuje.Miałam kiedyś starego
                  malucha z 89r.i jeździł super(jeśli można powiedzieć to o
                  maluchu).Odpalał i nie było problemu.A potem miałam malucha z 96r.-
                  tragedia!Musiałam się go szybko pozbyć,bo bałam się tym jeździćwink
                  Oczywiście maluchy to graty z założenia i nie namawiam nikogo do ich
                  kupnawink
              • mader1 atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 15:53
                W odpowiedzi Anik - oczywiście nie podejmuję się napisać powyżej jakiej kwoty
                auto to " niegrat". Raz, że wcale się na tym nie znam wink)))) Drugi, że zapewne
                zależy to od kwoty wyjściowej, trzeci,od tego do czego będzie służyło wink
                Pokazałam tylko pewien punkt widzenia, ktory wydaje mi się racjonalny - tzn.
                mnie przekonuje.
                Natomiast jak widać z naszej dyskusji i dobrze, że zrobiła się ona taka
                konkretna - zgorszenie może budzić posiadanie auta młodszego niż kilkuletnie za
                więcej niż 10 tys.I to wśród osób, ktore same mają auta, są wykształcone oraz
                korzystają z internetu. Więc jest o czym rozmawiać z księdzem.
                • nati1011 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:04
                  Jeżeli chodzi o mnie, to nie zgorszy mnie ani nowy samochód, ani
                  droższy niż 10 tys. Ale myślę, ze ta nieprzekraczalna granica w
                  warunkach polskich jest w okolicach 60 tys zł (o ile móimy o sam.
                  osobowym, bo moge sobie wyobrazić, zę w parafii jest potrzeba auta
                  wiekszego). Na pewno rażą niektóre marki: mercedes, bmw, audi...
                  uchodzace powszechnie za luksusowe i mozliwe do zastąpienia
                  merytorycznie przez auto o połowe (przynajmniej) tańsze smile

                  Ale też prawda jest taka, że ksiądz powinien coś oferować w zamian.
                  Czyli ten samochód powinien być wykorzystywany do pracy
                  duszpasterskiej a nie jako element posiadania. No ksiadz to trochę
                  jak urzednik - opłacany z naszych pieniędzy (i jeden i drugi). I to
                  auto takie trochę służbowe jest - mimo wszystko.

                  A ja mam jeszcze jedno pytanie - czy ksiadz może mieć majątek? Np
                  gospodarstwo, dom (własny), firmę? Co sie dzieje, jeżeli np
                  odziedziczy po rodzicach?
                  • anik801 może mieć 28.07.09, 16:18
                    Może mieć co chce.To jest jego majątek jeśli takowy dostał.U nas
                    ksiądz dostał dom i ziemię(od parafianki).Zapisane było to na
                    niego,a nie na parafię.I to jest jego własność,którą po nim
                    odziedziczy bratanek.Parafianka wykiwała własną rodzinę i dała
                    księdzu-swoją drogą niezłewink
                    • magdalaena1977 Re: może mieć 28.07.09, 16:29
                      anik801 napisała:

                      > Parafianka wykiwała własną rodzinę i dała księdzu
                      > -swoją drogą niezłewink
                      dlaczego niezłe ?
                      • anik801 Re: może mieć 28.07.09, 17:19
                        Czy mając dzieci zapisałabyś dom księdzu?Ja tego nie rozumiem.Wiesz
                        czasem ludzi stają się "nawiedzeni".Mieliśmy takiego sąsiada już ś.p.
                        chodził i namawiał wszystkich do wpłat na radio Maryja.Co miesiąc
                        przesyłał im kasę(a dzieci jego i wnuki wesołej sytuacji finansowej
                        nie miały).Ja rozumiem,że każdy może ze swoją własnością robić co
                        chce.Gdyby przepisała na parfię to bym zrozumiała.Gdyby w tym
                        budynku zrobiono przedszkole lub jakieś zajęcia dla dzieci to
                        rozumiem.Ale zapisać księdzu?a ten ksiadz zapisał to bratankowi.To
                        tak jakby bogacić obcych ludzi,to nie jest robienie dobra.
                • anik801 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:09
                  To nie chodzi o zgorszenie.Parafia nie liczy 100km.żeby ksiądz
                  musiał mieć super wóz.Mój mąż ma do pracy ponad 200km..Ja jeżdżę po
                  tzw.kątach(czyli po wsiach okolicznych)oraz do miasta(20km.w jedną
                  stronę),do mamy(40km.w jedną stronę),czasem jadę swoim do szkoły
                  (120km.w jedną)i jakoś jeżdżę starym fiatem cc.(jakoś nikt mnie nie
                  holuje co 2dni).Nawet gdyby auto się księdzu zepsuło w drodze(na
                  jakiejś wsi)to znajdzie się mnóstwo chętnych,którzy go odwiozą i
                  auto do warsztatu zaciągną.Zresztą we wsi jest mechanik(który z
                  księdzem żyje bardzo dobrze).Ja rozumiem,że auto musi być,no ale bez
                  przesady!Większość ludzi,których znam mają 10 letnie auta i jakoś
                  dojeżdżają wszędzie.Ok to niech sobie kupi za 15tyś.(za tą cenę to
                  już są przyzwoite auta),ale nie za 50tyś!A poźniej się dziwić,że
                  ludzie mówią,że ten kto ma księdza w rodzinie to z głodu nie
                  umrze.Sami bogactwo pokazują,a mają pretensję że ludzie ich
                  postrzegają jako bogatych.
                  • nati1011 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:17
                    anik801 napisała:

                    Ja rozumiem,że auto musi być,no ale bez
                    > przesady!Większość ludzi,których znam mają 10 letnie auta i jakoś
                    > dojeżdżają wszędzie.Ok to niech sobie kupi za 15tyś.(za tą cenę to
                    > już są przyzwoite auta),ale nie za 50tyś!

                    Anika - tak sie skłąda, że w ubiegłym roku szukaliśmy auta w
                    granicach 15 tys. I przez 3 miesiace nie znaleźliśmy nic. Miał być
                    średnio duży i w dobrym stanie. Wszystko w tej cenie kwalifikowało
                    się do remontu za min 5-10 tys zł. Prawda jest taka, ze samochód 10
                    letni o sporym przebiegu wymaga po prostu napraw. A te są naprawde
                    drogie. Naprawa 1 elementu moze kosztować nawet 5 tys. Więc nie
                    zawsze sie to opłaca. Oczywiście można trafić dobry egzemplarz, ale
                    cześciej po prostu ludzie jeżdżą nie do końća sprawnymi autami. A
                    takie potrafi nie tylko rozsypać sie na drodze - pół biedy - co
                    przyczynić się do wypadku.

                    Zakup to jedno, ale utrzymanie potem auta tez swoje kosztuje. I
                    należy policzyć obie wartości smile) No ekonomista sie w e mnie
                    odezwał wink
                    • nati1011 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:22
                      i warto pamietać, ze auto relatywnie nowe posłuży dłuzęj, a zakup
                      auta 10-cioletniego wymaga najcześciej zmiany za 2-3 lata.
                    • anik801 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:23
                      Już pisałam,że mój teść ma na sprzedaż 10 letniego seata kombi.Cena
                      7tyś.Stan bdb.Sama bym od niego odkupiła,gdyby nie był kombi.Auto
                      wygodne,zadbane,nie wymaga wkładu finansowego.Przebieg 165tyś.Mój
                      teść dba o auta(zawsze garażowane),wszystko wymieniane na czas.Można
                      znaleźć jak się dobrze poszuka.
                      • nati1011 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 17:34
                        anik801 napisała:

                        > Już pisałam,że mój teść ma na sprzedaż 10 letniego seata
                        kombi.Cena
                        > 7tyś.Stan bdb.Sama bym od niego odkupiła,gdyby nie był kombi.Auto
                        > wygodne,zadbane,nie wymaga wkładu finansowego.Przebieg 165tyś.Mój
                        > teść dba o auta(zawsze garażowane),wszystko wymieniane na
                        czas.Można
                        > znaleźć jak się dobrze poszuka.

                        Anika z całym szacunkiem, ale auto, które przejechało 165 tysięcy
                        nadaje sie najszybciej na złom. Jest po prostu juz wyeksploatowane.
                        Jak jest naprawdę dobrze utrzymane to pojeździ jeszcze może z 50
                        tys. ALe wiekszość samochodów z takim przebiegiem w najlepszym
                        wypadku nadaje sie do kapitalnego remontu. A i tak nie zapewni
                        bezpieczeństwa na drodze. I jeżlei ktoś dużo jeździ to nie powinien
                        wogóle oglądać aut z przebiegiem powyżej 100 tys km.

                        Wiesz, ja jestem ostatnia do wyrzucania pieniędzy przez okno. Ale
                        stan samochodu to równiez jego bezpieczeństwo. Nie kupie samochodu,
                        gdzie przy byle kolizji odpoadnie mi podwozie. Albo jak naszemu
                        znajomemu, na zakrecie skręcił w prawo, a auto pojechało w lewo.

                        Mój mąż pracował w nadzorze ruchu, potem zajmował się likwidacja
                        szkód komunikacyjnych moge opowiedzieć jak te świetne samochody za
                        10 tys wygladały po kolizji. A co gorsze, jaki był stan ich
                        pasażerów. Jak sie dużo jeździ, to trzeba dbać o bezpieczeństwo. A
                        to oznacza przede wszystkim sprawny, i w miarę wytrzymały samochód.
                        • anik801 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 18:43
                          Ale co to znaczy dużo jeździ?Czy przejechanie z jednej wsi do
                          drugiej i do miasta 20km dalej wymaga auta za 60tyś.?My nie mówimy
                          tu o kimś kto robi 400km dziennie(bo wtedy oczywiście to już auto za
                          10tyś.się nie nadaje).
                          • nati1011 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 19:11
                            Dla mnie dużo jeździ to powyzej 30 tys rocznie.

                    • magdalaena1977 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:42
                      nati1011 napisała:

                      > Anika - tak sie skłąda, że w ubiegłym roku szukaliśmy auta w
                      > granicach 15 tys. I przez 3 miesiace nie znaleźliśmy nic. Miał być
                      > średnio duży i w dobrym stanie. Wszystko w tej cenie kwalifikowało
                      > się do remontu za min 5-10 tys zł.
                      Mój tata przez 10 lat miał Lanosa - i też wydawało nam się, że w dobrym stanie,
                      że zadbany, że jeździ, więc po co zmieniać.
                      Ale właśnie wtedy samochód zaczął się psuć - a to jedno, a to drugie. A byle
                      naprawa kosztowała 300 - 500 zł, co przy samochodzie wartym jakieś 5000 zł jest
                      dość nieproporcjonalne. Trzymaliśmy kciuki, żeby przed sprzedażą nie poszło
                      jeszcze coś.
                      Teraz tata ma nowe auto z salonu i widzimy jak bardzo tamto było już zużyte,
                      wytarte, przestarzałe.
                  • magdalaena1977 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 16:29
                    anik801 napisała:

                    > Ok to niech sobie kupi za 15tyś.(za tą cenę to już są przyzwoite auta),
                    To zalinkuj. Takie kilkuletnie, w dobrym stanie, nieporysowane, z poduszką
                    powietrzną ...
                    Zgadzam się z tym, że jak ktoś nie ma pieniędzy na terenówkę z salonu, to
                    kupuje auto za 10 czy 15 tysięcy i cieszy się, że mu na głowę nie pada. Ale
                    jeśli twierdzi, że to są przyzwoite auta, to IMHO wypada strasznie żałośnie i
                    niepoważnie.
                    • anik801 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 17:21
                      Dla jednego przyzwoite auto to takie za 200tyś( i to za 100tyś.
                      wypada wtedy żałośnie).Dla nie za 15tyś.można kupić przyzwoite auto.
                    • anik801 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 17:29
                      Nie wiem jaka marka Cię interesuje,ale np.za 15tyś można kupić skodę
                      fabię z 2000r.Pełna elektryka,poduszki,itd.Bezwypadkowe,zadbane.
                      Peugeot 206 z roku 2001 diesel(też ma poduszki i resztę).Zresztą
                      poduszki to żadna rewelacja(większość aut je ma).Teraz w modzie są
                      inne bajery(oczywiście poduszek nie zaliczam do bajerów).No jest
                      trochę tych aut.Dla mnie są to przyzwoite auta.Jeśli dla Ciebie
                      nie,to widocznie żyjesz na wyższym poziomie czego Ci gratuluję.
                      • magdalaena1977 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 17:46
                        anik801 napisała:

                        > za 15tyś można kupić skodę fabię z 2000r.
                        > Pełna elektryka,poduszki,itd.Bezwypadkowe,zadbane.
                        > Peugeot 206 z roku 2001 diesel(też ma poduszki i resztę).
                        Ale te auta są stare - jedno ma 9, a drugie 8 lat, a ja szukam kilkuletniego (2
                        - 4 lata).

                        > Jeśli dla Ciebie nie,to widocznie żyjesz na wyższym poziomie
                        Ale nasza dyskusja wyszła od tego, że Twoim zdaniem auto za 10 - 15.000 jest po
                        prostu dobre i nie ma powodu, żeby ksiądz (który ma pieniądze) kupował lepsze.

                        A ja zgadzam się z nati co do poziomu 60.000 zł przy czym akceptowałabym raczej
                        sensowne inwestycje (nowe auto na gwarancji) niż niepotrzebny szpan.
                        • anik801 Re: atamo, jest o czym rozmawiać ;) 28.07.09, 18:12
                          Dlatego napisłam,że auta są PRZYZWOITE a nie że są SUPER! I
                          uważam,że takie by księdzu wystarczyło.Jakoś poprzedni ksiądz mógł
                          jeździć tico i wszędzie gdzie chciał to dojechał.Tylko,że był
                          starszy,a młody wiadomo-chce mieć fajną brykę.
          • anik801 magdalaena 28.07.09, 13:27
            No nie wiem czy same graty!Bez przesady!Matiz to akurat za załozenia
            jest grat,więc akurat takich na myśli nie miałam.Mam
            znajomych,którzy jeżdżą fajnymi autkami i nie dali za nie więcej niż
            10tyś.Moja koleżanka niedawno kupiła renówkę megankę(no może nie
            jest to super firma,ale nie też znowu taka najgorsza).Dała za nią
            8tyś.autko zadbane,nie wymagało wkładu finansowego,bardzo przyjemnie
            się nim jeździ.Okazji jest wiele,trzeba tylko mieć ochotę je znaleźć.
            • mader1 Re: magdalaena 28.07.09, 13:41
              > No nie wiem czy same graty!Bez przesady!Matiz to akurat za załozenia
              > jest grat,

              Od samego początku ? Nie wiedziałam. Ale ja jeżdżę komunikacją, więc nie muszę
              się znać wink
              • anik801 mader 28.07.09, 13:48
                Tak się składa,że mam w rodzinie eksperta od aut(zajmującego się tym
                zawodowo).Są pewne auta,których lepiej nie kupować(choć ja sama mam
                takiego grata).matiz nie jest akurat jakąś rewelacją(i nie chodzi to
                u to ile ma lat).Tico również można sobie darować(choć ja akurat na
                swój użtek bym chciała mieć matiza lub tico).Właściwie fiaty i
                deawoo to raczej hity nie są.Wolałabym 10 letnie auto innej marki
                niż tico lub matiza z salonu.Choć ja tak jak mówię wymagająca nie
                jestem-może być gratwink
                • mader1 OT 28.07.09, 15:39
                  a jakie auta radzisz kupować ? ( stare i nowe ?)
                  • anik801 Re: OT 28.07.09, 16:00
                    Ja to się na tym nie znam.Dla mnie jest wszystko dobre-jak odpala i
                    jedziewinkJa myślę o zmianie swego fiata cc(grata z założenia)na grata
                    lepszej klasywinkMyślałam o matizie,ale wszyscy mi mówią,że to
                    szajs,tak samo tico.Dobrą opinię mają hondy i ogólnie japończyki
                    ponoć dobre.Ople podobno mają słabą blachę.Nie ma auta idealnego są
                    tylko lepsze i gorsze(ale każde może się zepsuć).Tyle się przewinęło
                    u nas aut,że musiałabym każde opisać(co było nie tak,albo co było
                    super).Mieliśmy kiedyś hodnę i rzeczywiście była ok.Teraz mamy
                    renówkę scenic i tak średnio.Następnym autem jakie kupimy będzie
                    honda cr-v(ja gustuję w takich autach lub vanach).Oczywiście to
                    będzie auto męża,więc nie będę miała za dużo okazji do jazdy nimwink
            • magdalaena1977 Re: magdalaena 28.07.09, 16:07
              anik801 napisała:

              > No nie wiem czy same graty!Bez przesady!
              > Matiz to akurat za załozenia jest grat,
              > więc akurat takich na myśli nie miałam.
              No jest. Jak go kupowałam (jako używany) to był super, bo miał 5 drzwi a nie 3
              jak seicento, które stanowiło jedyną konkurencję w tej klasie cenowej.
              A teraz ciągle szukam nowego (używanego) i nie znajduję sensownego kompromisu
              między ceną - wiekiem - wielkością. I jeszcze nie chciałabym, żeby był paskudny.
              • anik801 Re: magdalaena 28.07.09, 16:14
                Każdy chciałby mieć nowy,śliczny i bezawaryjny.Ale jak się nie ma na
                nowego mercedesa to się kupuje nowego "grata".Mój teść też miał tico
                z salonu i był wniebowzięty.Mi się matiz podoba(lubię małe autka),bo
                np.tico jest paskudny.No,ale jakby mi się trafiło takie tico za
                grosze to bym braławinkMoimi ulubionymi autami są terenowe i vany(ale
                nie stać mnie będzie żeby takiego mieć na własny użytek).Dlatego
                muszę się cieszyć z aut z przedziału "grat z założemia".I cieszę
                się,że w ogóle mam czym jeździć,bo na wsi bez auta to tak jakby być
                w więzieniuwink
    • isma Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 18:03
      Wiecie co?
      Czytam sobie ten watek, i wyjsc z podziwu nie moge wink)).
      Bo dla mnie sprawa, no, prosta jest. Jesli jestem z kims blizej, i cos mi u
      niego rzeczywiscie przeszkadza (czy raczej: zastanawia) to predzej czy pozniej
      jakos sie na ten temat zgada, no. Obojetne, czy ksiadz, czy nie.
      Natomiast z drugiej strony... jakos mnie nigdy nie ekscytowal ksiezowski stan
      posiadania jako taki. Skadinad zreszta wiem, ze mozna nie miec wprawdzie
      klujacego parafian w oczy auta, ale za to wydawac - co juz nie jest tak
      spektakularne - spore sumy na alkohol. Stad nie zastanawiam sie "do jakiej sumy"
      ksiadz (czy ktokolwiek) "moze" miec auto. Czy cokolwiek. Jesli z kims blizej
      jestem, to zazwyczaj wiem - i to nierownie wazniejsze jest - jaki on robi uzytek
      z tego, co ma. Jaki ma do tego stosunek. Jak wywazony - taki wlasnie, ze sprawa
      nie "trąci próżnością", to nie ma problemu.
      • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 18:12
        isma napisała:

        > Wiecie co?
        > Czytam sobie ten watek, i wyjsc z podziwu nie moge wink)).

        > Natomiast z drugiej strony... jakos mnie nigdy nie ekscytowal
        ksiezowski stan
        > posiadania jako taki.

        Mnie w większości przypadków tez nie. I nie zastanawiam sie dlaczego
        jeden ksiądz jeździ toyotą a drugi tico wink

        Ale z drugiej strony... wink jak co niedzielę słyszy sie 5 minutowe
        listy proboscza lub jego we własnej osobie i tylko ciągle: mało
        kasy, mało kasy... to człowiek zaczyna sie zastanawiać gdzie leży
        problem i na co tez ten ksiadz ciagle tej kasy potrzebuje...

        I tak po babsku zaraz zaczynam sie zastanawiać, z czego mozna
        zrezygnować, skoro tej kasy brakuje. Tak jak we własnym domowym
        budżecie. Wydaje sie tyle ile sie ma dostępne. Życie na kredyt nie
        jest najlepszym pomysłem i wydatki ponad miare tęż nie wink
        • isma Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 18:29
          No, ale mi sie wydaje, ze to sa dwie rozne rzeczy - finanse parafii, i finanse
          ksiedza.
          I o ile oczywiscie rozumiem, ze te pierwsze moga parafian interesowac zywo, o
          tyle niewiele mi do tego, ile ksiadz stułowego (co łaska) dostaje, jak sie tym
          rzadzi.
          • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 28.07.09, 18:34
            isma napisała:

            > No, ale mi sie wydaje, ze to sa dwie rozne rzeczy - finanse
            parafii, i finanse
            > ksiedza.
            > I o ile oczywiscie rozumiem, ze te pierwsze moga parafian
            interesowac zywo, o
            > tyle niewiele mi do tego, ile ksiadz stułowego (co łaska) dostaje,
            jak sie tym
            > rzadzi.
            >

            Formalnie masz racje, ale chyba mało kto rozróżnia te 2 kasy. I tak
            na marginesie - żeby na te lepszejsze auta uzbierać, to raczej
            obecnie trudno z co łaska wink To by jakas bardzo bogata parafia
            musiała być.

    • mader1 kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:03

      na bardziej szczegółowe pogadanki o samochodach to chyba powinnyśmy się
      przenieść na pogaduchy wink
      ( pamietając o tym, że forum jest czytane przez wszystkich i niektórzy z tych
      wszystkich mogą zwijać się ze śmiechu, skoro się nie znamy na tym smile))))
      Ja tylko napiszę, czemu tak sporo pisałam o kosztach, jakości, przebiegu w
      stosunku do ceny i o prowadzeniu dużej działalności smile
      Bo wiecie, co ? Marzy mi się proboszcz, ksiądz z troską i dbałością traktujący
      swoich parafian ( i takiego teraz mam, więc marzenia się spełniają), ale marzą
      mi się też parafianie z troską traktujący służących im księży - urzędników.
      Uczestniczący w rozmowach o wydatkach i wspolnie je, racjonalnie planujący. To
      znaczy... wiedzący o tym, co konkretnie ich proboszcz robi i dbający o narzędzia
      pracy dla niego, o miejsce do spania, jedzenie.On dbający o nich i oni dbający o
      niego. Bez zbędnej hojności i rozrzutności, ale i bez skąpstwa. Pobożnie, ale i
      racjonalnie.
      Tak, samochód proboszcza ( no chyba, że jest on złym, niegospodarnym
      proboszczem, a taki będzie nawet jak mu tańszy samochód damy) jest samochodem
      slużbowym, tak jak jego życie jest życiem służbowym. Zdarza się więc, ze nie
      jest on potrzebny - bo parafianie chętnie podwiozą, załatwią przy okazji, można
      im zlecić przywiezienie czegoś albo parafia w mieście i mała.
      Ale marzy mi się ta wzajemna świadomosć potrzeb i dbałość o siebie. Zupełnie jak
      w tych romantycznych książkach o pastorze wink
      Muszę przyznać, że mój proboszcz ma gorsze auto służbowe niż ja bym mu
      "przydzieliła" widząc , co robi, wiec łatwo mi mówić wink)))

      A tak z ciekawości, skoro wycofaliśmy się z tych 10 tys.- żeby pomóc Atamie- czy
      uważamy, że średniej jakości auto ( średnia klasa niższa, można spojrzec w
      salonach, jakie to) nowe z złożeniem używania przez okres do 5 lat, jako
      służbowe ( ew. też więc pożyczane w razie potrzeby księżom czy świeckim
      załatwiajacym jakieś zakupy) dla pracujaćego nim proboszcza w trakcie budowy
      kościoła, jeżeli moglibyśmy w swojej parafii znaleźć na nie fundusze jako rada
      parafialna, byłoby do przyjęcia ? czy nie ?

      • nati1011 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:16
        mader1 napisała:

        >
        > Bo wiecie, co ? Marzy mi się proboszcz, ksiądz z troską i
        dbałością traktujący
        > swoich parafian ( i takiego teraz mam, więc marzenia się
        spełniają), ale marzą
        > mi się też parafianie z troską traktujący służących im księży -
        urzędników.
        > Uczestniczący w rozmowach o wydatkach i wspolnie je, racjonalnie
        planujący. To
        > znaczy... wiedzący o tym, co konkretnie ich proboszcz robi i
        dbający o narzędzi
        > a
        > pracy dla niego, o miejsce do spania, jedzenie.On dbający o nich i
        oni dbający
        > o
        > niego. Bez zbędnej hojności i rozrzutności, ale i bez skąpstwa.
        Pobożnie, ale i
        > racjonalnie.

        Tak Mader, ale chyba mentalnie nasi kapłani jeszcze do tego nie
        dorośli. Jakos tak odnoszę wrażenie, zę ogromna wiekszość z nich
        sama sie od parafian izoluje. 2 rózne światy. Przynajmniej w moim
        mieście. Nie znam takiej parafii.


        A tak z ciekawości, skoro wycofaliśmy się z tych 10 tys.- żeby
        pomóc Atamie- cz
        > y
        > uważamy, że średniej jakości auto ( średnia klasa niższa, można
        spojrzec w
        > salonach, jakie to) nowe z złożeniem używania przez okres do 5
        lat, jako
        > służbowe ( ew. też więc pożyczane w razie potrzeby księżom czy
        świeckim
        > załatwiajacym jakieś zakupy) dla pracujaćego nim proboszcza w
        trakcie budowy
        > kościoła, jeżeli moglibyśmy w swojej parafii znaleźć na nie
        fundusze jako rada
        > parafialna, byłoby do przyjęcia ? czy nie ?
        >
        >


        Oczywiście. Przy budowie koscioła to pewnie bym i rozważyła zakup
        samochodu transportowego - w końcu wiele rzeczy jest robionych we
        własnym zakresie - przynajmniej kiedyś tak było smile
      • isma Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:17
        Taaaa... zlecic parafianom przywiezienie czegos wink)).

        Jeden z naszych znajomych mial passata, nieco nowszego, niz nasz. Bylo to
        zreszta zawsze zrodlem przyjacielskich docinkow, bo ze my troje mamy duze kombi,
        w ktorym sie swego czasu musial miescic przy wakacyjnych wyjazdach wozek,
        rowerek i inne takie, to zrozumial, ale po co taka landara mlodemu wikaremu wink))?
        No i od kilkunastu miesiecy kaplan ow samochodu nie ma wcale. Znajomym oddal, bo
        im bardziej byl potrzebny. Tyle tylko, ze teraz parafianin, znaczy slubny, musi
        nocami po wspolnotowych spotkaniach rozwozic po domach te wszystkie satelitki,
        co to dawniej ksiadz wozil ;-/. A niektore mieszkaja te 50 kilometrow od Krakowa...
        Zlosliwie mowie, ze to spisek przeciw swietosci malzenstwa jest wink)).
        • nati1011 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:20
          smile))

          A co to jest staelitka???
          • nati1011 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:26
            miało być satelitka?
            • isma Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:40
              No to przeciez napisalam, satelitka. Czyli kobieta niesamodzielna transportowo.
              Wprawdzie mamy jeszcze jedna zmotoryzowana, siostre zakonna, ale ona, eeeee,
              jest Wloszka, i prowadzi auto w sposob wlasciwy swojej nacji. I u wiekszosci z
              nas poboznosc wydatnie wzrasta, jak mamy wsiasc do jej samochodu wink)).
        • mader1 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 19:11
          ja jako praktyczka też wiem, jak się ta współpraca kształtuje wink))))
          W praktyce to jest jeden "chętny", ktoremu głupio odmówić, a reszta parafian się
          cieszy z tego, że ich ksiądz nierozrzutny taki wink)))))
          • anik801 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 19:19
            Mój teść chętnie woził starego księdza(jak ten nie miał jeszcze
            auta).Nawet uczył go jeździć-bo mój teść wtedy młody byłwink(a ksiądz
            prawka nie miał).
      • verdana Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:20
        Ja w ogóle do dyskusji o cenie samochodow odnieść się nie potrafie,
        bo dla mnie wydatkiem aurat jest wydatek na bilet miesięczny - ale
        to oczywiscie tylko w miescie, w malym miescie i na wsi samochod
        jest konieczny.
        I w ogole dyskusji nie rozumiem. Bo przeciez nie jest wazne, czy
        ksiądz ma mercedesa, czy 12-letniego fiata, ktrego popycha pół
        parafii, tylko jak to auto traktuje, i z jakich pieniedzy je kupił.
        Mercedes, kupiony ze spadku, czy z jakiś oszczednosci , jesli sluzy
        parafii, ksiądz dojedzie nim na czas, nie narzkając, ze sobie
        zarysuje lakier na polnej drodze, czy zerwie błotnik, jesli nie
        patrzy na to, czy parafianin ma czyste buty, tylko w śnieżną zamieć
        podwiezie od przystanku - to w gruncie rzeczy mniejszy powod do
        zgorszenia, niz codziennie myty fiat, gdzie nikomu nie wolno wsiąść,
        aby nie zabrudzic dywaników, ktory do odleglej chalupy nie dojedzie,
        bo zawieszenia szkoda, ktory psuje sie, gdy ksiądz ma pilne
        wezwanie, a jego właściciel nie przepusci zadnej okazji do
        wyciągniecia pieniedzy od swojej trzodki, bo zbiera na lepszy
        model.
        Nie samo posiadanie, ale sposob korzystania z tego co sie ma jest
        IMO gorszacy lub nie...
      • anik801 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:37
        Służbowy to byłby wtedy gdyby był parafii(i jeśli ksiądz odchodzi
        musi zostawić dla nstępcy).A jest własnością księdza.I nie rozumiem
        potrzeby zmiany auta co 2 lata(salon).W dodatku ostatnia zmiana na
        auto droższe(również salon).Ja mu nie zazdroszczę,wiem że samochód
        być musi.Tylko niech się nie dziwi,że ludzie dziwnie patrzą.
        • nati1011 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:45
          Dla mnie jedynym uzasadanieniem wyniany nowego samochodu po 2 latach
          jest przejechanie nim 200 tys km smile Wtedy faktycznie to ma sens. W
          innym przypadku... no coments
          • anik801 Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 28.07.09, 18:53
            Oj to musiałby naprawdę dużo jeździćwinkSwoją drogą on jest z tych co
            ich nigdy na plebanii nie zastaniesz-no to może robi te 200tyś.wink
            A w parfii mojej mamy(księży jest sporo,bo to w mieście)każdy ksiądz
            ma swoje auto(nie bylejakie).A przecież mogłby być np.3.Miasto nie
            jest duże-z jednego końca na drugi jedzie się max.10min.Ale akurat
            nie można się u nich do niczego doczepić-wszystko super
            zrobione,zadbane,nie wołają co chwila składek,parafia bardzo prężna
            (bo poprzedni proboszcz zostawił ruinę z cieknącym dachem itd).Jak
            wszystko gra i nie wołają kasy na co drugiej mszy to jakoś łatwiej
            ludziom znieść widok tych aut.
      • isma Re: kobiety o samochodach albo marzenia ;0 29.07.09, 19:48
        A, to ja mam odczucia ambiwalentne wobec takiego rozwiazania.
        Bo ja, wiecie, bardzo nie lubie, jak sie traktuje ksiedza jako fachowca
        wynajmowanego przez parafian - do slubow, pogrzebow, chrztow i swiecenia jajek.
        Oraz ewentualnie budowy kosciola, prowadzenia kuchni dla ubogich i innych dziel
        milosierdzia. Nie lubie, jak sie kaplanstwo traktuje jak jakas aktywnosc
        quasi-zawodowa.
        I mam obawy, czy tego rodzaju zaleznosci - ze rada parafialna ksiedzu udostepnia
        "sluzbowy" samochod, to nie jest wlasnie krok w takim kierunku: "wynajmujemy
        cie, placimy ci pensje, dajemy ci auto, a ty rob te msze krotsze i nie wglebiaj
        sie za bardzo, czy ci, co chca dziecko ochrzcic, maja slub koscielny."

        Ksiadz tez czlowiek, i np. na wakacje ma ochote pojechac. A co, jak rada
        parafialna powie: do Rabki to sobie jedz (tylko za benzyne nam oddaj!), ale mowy
        nie ma, zebys NASZYM autem jechal nad Adriatyk ;-P?
    • atama Re: księża - proszę o radę, świadectwo 29.07.09, 07:41
      O rety! Ale się porobiło smile)))
      Dziękuję za wszystkie, bardzo konkretne uwagi. Wskazuje to niezbicie
      na jedno - sprawa względna z tym samochodem.
      I chyba w ogóle majątkiem... Na to wychodzi. Jednych drażni, inni
      rozumieją.
      Ksiądz, od którego zaczął się ten wątek jest dla parafian i z nimi.
      To najważniejsze. Swoją Laguną (taką spod igły) podjechał kiedyś do
      naszej sąsiadki o 2 w nocy (już nie jego parafia) do umierającej
      mamy... Był z nimi, dodał otuchy i wszystko załatwił od strony
      formalnej, bo w domu wiadomo - nikt nie był w stanie.

      Zaczynając ten wątek zależało mi na Waszej opinii, czy taka rozmowa
      ma w ogóle sens. A przede wszystkim, czy zdarzyło się komuś z Was o
      prywatnych finansach księdza z jakimś porozmawiać. Mi się zaczyna to
      wydawać trochę niestosowne. Jak wyszło w toku wymiany naszych
      motoryzacyjnych spostrzeżeń - sprawa rozgrywa się w sumieniu, nie
      portfelu. Dlatego się waham, czy mi wolno się w to mieszać. Gdybym
      zauważyła coś ewidentnie niestosownego, wiedziała, że kogoś
      zgorszył, to inaczej... Na razie chyba tylko Mader uważa, że
      porozmawiać należy. Isma uważa, że to naturalne, ale takich znowu
      bliskich kontaktów z tym wujkiem nie mamy - siódma woda po
      kisielu...

      A tak przy okazji - czy rada parafialna ma jakiś wpływ na decyzję o
      kolejności inwestycji przy budowie nowego kościoła???

      Niemniej dziękuję za wszystkie wypowiedzi - przydały mi się smile))
      • anik801 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 29.07.09, 09:20
        U nas rada parafialna to tylko jest żeby sobie była(żeby nikt nie
        zarzucił,że jej nie ma).Ksiądz sam podejmuje decyzje,o których
        informuje parafian-to wszystko.
      • nati1011 Re: księża - proszę o radę, świadectwo 29.07.09, 11:01
        ja u siebie nigdy nie słyszałam hasła: rada parafialna. Nie wiem czy
        jest wogóle, kto do niej należy, jak się tam znalazł, albo co takowa
        robi.

        A moze nie ma jej wcale?
      • nati1011 Atama, 29.07.09, 11:03
        a może uda ci sie zapytać, dlaczego zaczęto budowę od parafii?

        Proste pytanie - bez zwracania uwagi czy pouczeń lub oburzenia.
        Być moze odpowiedź rozwiej twoje obawy i wątpliwości.
        • atama Re: Atama, 29.07.09, 12:21
          Budowy jeszcze nie zaczęli. Z rozmowy wiem, że proboszcz chce zacząć
          od plebani. Wytrzeszczyłam oczy, bo mnie to szczerze zaskoczyło i
          nie omieszkałam zapytać dlaczego???
          No bo trzeba gdzieś mieszkać...
          Zapytam czy to aktualne, skoro już nie w sąsiedniej parafii 2km
          dalej (bo mowa o mieście), tylko w mieszkanku tuż obok teraz
          mieszka wink))
          • stukotek Re: Atama, 22.09.09, 09:56
            długi wątek się zrobił - trochę nawet samochodziarski smile

            !. Kiedyś, dawno temu jescze w liceum ksiądz podwoził mnie i
            koleżanki do domu. Miał jak na owe czasy porządne auto. I któraś z
            dziewczyn powiedziała coś o tym aucie, że takie fajne. NA to ksiądz
            odpowiedział, że przecież rodzice MUSIELI mu takie dobre auto kupić.
            Pamiętam jak mnie to nieprawdopodobnie zbulwersowało i natychmiast
            nie myśląc o niczym mu wypaliłam: "Jak to musieli? Skąd niby taki
            obowiązek?" Strasznie się temu księdzu zrobiło głupio. Nie bronił
            się i nie miał mi tego za złe, że tak mu to wytknęłam smile

            2. W parafii w moim mieście zaczęto budowę od postawienia garaży,
            ale ksiądz tłumaczył to dość rozsądnie tym, że będzie to miejce na
            składowanie różnych materiałów.

            3. z tym budowaniem najpierw plebanii, to może być tak, że proboszcz
            obawia się, że po zbudowaniu kościoła parafianie przestaną dawać
            datki w wysokosci wystarczającej na jej budowę.
            Taka moja teoria spiskowa smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka