Aż mi wstyd...
Wstyd, że się tu o radę proszę. Wstyd, że w takim temacie. Wstyd, że
chodzi o rodzinę

Temat banalny, ale ważny - bogactwo księży

((
Wiecie, znam tylko jednego (JEDNEGO!) księdza diecezjalnego, o
którym mogę powiedzieć, że jest skromny. No i jeszcze w naszej
aktualnej parafii - spokojnie pod tym względem jest. Remontują teraz
plebanię, dom - normalne rzeczy. Mają samochody - też normalne.
Ale mamy wujka, którego odwiedziliśmy ostatnio z okazji odpustu w
jego parafii. Jeździ niezłą bryką prosto z salonu. Jakoś to sobie do
tej pory tłumaczyliśmy... Buduje teraz kościół. Stoi barak pełniący
funkcje kaplicy. Budowę zacznie od domu parafialnego... To mnie już
zszokowało. Wydaje mi się, że to może razić, tym bardziej, że z
drugim budującym w okolicy księdzem mają mieszkanko dwupokojowe na
spółę w pobliżu - więc mieszkać jest gdzie.
Głupio mi, że tak tu wymieniam, ale chciałabym Was prosić o opinie.
Czy zdarzyło Wam się z miłością upomnieć jakiegoś księdza pod tym
kątem???
Trudno jest cokolwiek powiedzieć przy ogólnej aprobacie rodziny,
przy całej sympatii do wujka... Myślę jednak, że milczenie nie jest
dobre.
Ja tylko raz miałam odwagę otwarcie o tym porozmawiać. Kolega, który
poszedł do seminarium po 4 latach zrobił się nie do poznania.
Nauczono go, że ksiądz musi wyglądać lepiej od przeciętnej (skąd ten
pomysł??). Nie mogłam w to uwierzyć...

Nie zrozumcie mnie źle - nie chcę tu bić antyklerykalnej piany.
Zaczął się właśnie rok modlitwy za kapłanów. Podzielcie się swoimi
doświadczeniami. Czy próbowaliście poruszać ten temat? Jak
zostaliście przyjęci?
A może nie warto? Może to jednak da się jakoś zrozumieć???