sierdzimir
19.10.04, 01:59
I jeszcze jedna rzecz którą kiedyś "popełniłem" - bardzo luźno nawiązująca do
przeżytej przygody rpg w krainie Kryształów Czasu:
Z pamiętnika młodego zabójcy
16
Zaczęło się niewinnie. Przyszedł do mnie taki jeden gość z problemem. Mówił,
że jest zabójcą i że ma robotę dla dwóch osób. Chciałem go spławić historią o
tym, że jestem wojownikiem, ale on na migi powiedział mi coś o mojej matce,
no to mu nastukałem... I dopiero wtedy wpadłem w to g... po uszy.
17
W końcu się zgodziłem. Po wczorajszym dniu koleś miał niepowtarzalny
argument. Po odpowiednim naświetleniu jego propozycja okazała się nie do
odrzucenia...
18
No to ruszamy! Niestety, muszę opuścić jedną bardzo gościnną wioskę elfów, w
której byłem już całkiem nieźle ustawiony.
19
Jedziemy.
20
Wracamy... Perhan, tak ma na imię ten koleś, zapomniał dowiedzieć się kogo
trzeba zabić... Wstyd mu wracać otwarcie do wioski, więc postanowił dostać
się do wioski leśnych elfów potajemnie...w nocy... Hm.
22
Perhan wreszcie wrócił. W złym humorze i ze śliwą pod okiem. Jak na mój gust
strażnicy obeszli się z nim bardzo przyjacielsko... Swoją drogą miał dużo
szczęścia.
26
Nic.
29
Piszę, żeby nie wyjść z wprawy.
3
Dalej nic. Gdyby nie te bandy goblinów to zanudziłbym się na śmierć.
5
W porządku. Jest kasztel. Jest właściciel, była nawet straż... Wszystko
poszło zgodnie z planem.
6
Coś mi tu śmierdzi (oczywiście oprócz głowy gościa): miał być młody – był
stary, miał być półelfem – był człowiekiem, miał być blondyn – był siwy, miał
być wysoki – był niski. Hm...
7
Ups... Znowu kasztel. Teraz już jestem pewny. Pomyliliśmy się... Ale to nic.
Bardzo serdecznie przeprosiłem staruszka i obiecałem poprawę...
8
Cholera! Tutaj mają więcej strażników.
12
Przeżywam ciężkie chwile. A wszystko szło tak gładko. Weszliśmy po linie na
mury; strażnik spał – najwyraźniej pijany. Po krótkiej, pięciominutowej
wymianie migów postanowiliśmy go nie zabijać, żeby nie zostawiać śladów. Już
po następnych pięciu minutach zorientowaliśmy się, że jednak zostawiliśmy
ślad, a raczej linę. Wróciłem po nią i... chyba przez kwadrans musiałem
wisieć na blankach, bo jakiś dupek obudził strażnika. Latali po piwo tam i z
powrotem, ale w końcu udało się. Dotarliśmy do wieży. Zamek otworzyłem bez
trudu, poczym zamknąłem go od środka, oczywiście, żeby nikt się nie
zorientował. Po krótkim przeszukiwaniu zaczęliśmy mieć wątpliwości czy tym
razem mamy rację. Nic w wieży nie wskazywało na to, że właściciel jest
poszukiwanym przez nas czarnoksiężnikiem. Postanowiliśmy poczekać do rana,
żeby pogadać z gościem i wszystko wyjaśnić, szczególnie, że na murach
zmieniono straż na trzeźwą i w żaden sposób nie mogliśmy się wyślizgnąć z
wieży. Rankiem faktycznie wszystko się wyjaśniło. Gość jest czarnoksiężnikiem
i mamy przerąbane. Perhan szybko opracował plan. On ucieka, ja odwracam
uwagę. Plan powiódł się w stu procentach i siedzę sobie teraz w wysokiej
wieży. Przynajmniej jest sucho i ciepło...
13
Cofam to, co napisałem wyżej. Dach przecieka, okna bez szyb, szczeliny w
murze... Jeszcze trochę, a dostanę zapalenia płuc.
15
Burza. Teraz będę się cieszył, jeśli skończy się tylko zapaleniem płuc.
16
Burza trwa. Postanowiłem ją wykorzystać. Co prawda zabrali mi cały mój
arsenał, ale zostawili zbroję – magiczną kolczugę. Wystawiłem ją w oknie.
Może trafi w nią piorun i wyrwie te cholerne kraty.
17
Ale pier... Szkoda, że tego nie widzieliście. Ja zresztą też nie... Kraty
oczywiście tkwią w murze jak tkwiły, tylko zbroja poszła w drzazgi. Niektóre
całkiem spore. Jeszcze trochę, a rozpracuję ten zamek. Co dalej - pomyślę
później.
18
Uff. Trzeba było jednak pomyśleć wcześniej. A tak - musiałem improwizować. To
był widok: strażnik z kawałkiem kolczugi w oku. Sam sobie winien. Ciekawość –
pierwszy stopień do piekła. Myślałem, że jak mu jeszcze do tego dołożę
drzwiami, to będę miał spokój. Ale gdzie tam. Narobił takiego wrzasku, że
zleciało się chyba pół tutejszego garnizonu. W sumie ta wieża jest całkiem
fajna. W życiu nie widziałem tylu zakamarków. Już po trzech kondygnacjach
byłem w pełni uzbrojony. Chłopaki zdążyli trochę ochłonąć i zaczęli być
bardziej ostrożni. Niektórym i tak to nie pomogło... Znalazłem kawałek liny i
nieokratowane okno. Dzięki temu znalazłem się znów trochę niżej. Przypadkiem
wszedłem do jakiejś komnaty. Zajmowała ją chyba jakaś służąca. Trochę ją
wystraszyłem, ale szybko doszliśmy do porozumienia. Było bardzo przyjemnie.
Niestety, nie mogłem jej narażać i przed świtem się wyniosłem.
19
Siedzę w stajni zakopany po uszy w sianie. Chłopaki się gorączkują bo nie
mogą mnie znaleźć. Chyba nawet poleciała czyjaś głowa.
20
Zrobił się dym. Zdarzają się tajemnicze morderstwa. Coś obiło mi się o uszy o
jakimś demonie.
21
Znalazł mnie. Na szczęście byłem wystarczająco szybki, a strażnicy
wystarczająco przerażeni. Chybnąłem przez mur jakbym w życiu nic innego nie
robił. Teraz jestem w miarę bezpieczny.
22
„W miarę” to bardzo oględnie powiedziane. Ten nieuprzejmy czarnoksiężnik
urządził sobie na mnie polowanie z demonami.
23
Znalazłem Perhana. A właściwie Perhan znalazł mnie. W samą porę. Demon był
już tuż, tuż. Zauważyłem u Perhana bardzo oryginalną rękawicę, którą nosił w
czasie walki z demonem. Miała taki piękny, srebrzysty (żeby nie powiedzieć
mitrylowy) poblask. O mało co nie straciłem dla niej głowy. Dosłownie.
24
Zupełnie nie rozumiem Perhana. Nic nie chce mi powiedzieć o tej rękawicy.
25
Spotkaliśmy w lesie czarnoksiężnika. Perhan chciał go zastrzelić z łuku, ale
stracił przytomność. Bredził coś potem o zemście Atlara. Właściwie to nie
mówił wcześniej jak ten gość się nazywa, ale mnie i tak wszystko jedno. Jak
chce się mścić, to niech będzie wojna.
26
Perhan mi wszystko wytłumaczył o tej „zemście”. To taki czar i to bardzo
nieprzyjemny. Ale znaleźliśmy na niego obejście. Jedziemy do miasta.
1
Jesteśmy. Udało się nam „wynająć” kilku żebraków, więc wracamy.
7
Nuda. Nawet żebracy się skarżą i mówią coś o swoich stratach. Wychodzi nas to
za drogo.
9
Wreszcie. Czarnoksiężnik znowu wyjechał! Wszyscy są na swoich miejscach.
(po godzinie)
Hura! Gość wpadł w pułapkę! Żebracy rzucili w niego kamieniami, a właściwie
rzucił tylko jeden (reszta padła) i to nawet trafił. Ale to nas już nie
obchodziło. Nasze strzały okazały się bardzo śmiercionośne i gość spłynął.
Szybko też przekonaliśmy gwardzistów, że ich lojalność jest już tylko
przeżytkiem. „Zemsta” okazała się też świetnym sposobem na nasze finansowe
kłopoty.
10
Ten żebrak był bezczelny! Żądał zapłaty za wszystkich. Nie cierpię takich
ludzi! Szkoda na takich dobrej stali, ale co zrobić... Do tej pory nie mogę
ochłonąć! Jak tak można? I jeszcze zakrwawił mi ubranie...
11
Perhan nadal milczy na temat rękawicy. Przez całą drogę próbuję coś z niego
wyciągnąć i nic. Zaczyna mnie to niepokoić.
28
Wróciłem. Odebrałem pieniądze za zlecenie. Spotkałem kuzynkę Perhana.
Złożyłem jej kondolencje i opowiedziałem o bohaterskiej śmierci kuzyna. Swoją
drogą to niesamowite, ale rękawica pasuje na mnie jak ulał. To musi być
przeznaczenie...