Drodzy Państwo!
Od czasu jakiegoś (rok, może dwa...) nurtuje mnie pewne pytanie u podstaw
którego leżą moje - nazwijmy to - "doświadczenia" w sferze uczuciowej.
Mam swoich - jakże niewiele - 21 lat i za sobą JEDEN związek i JEDNO
zakochanie. Oba te zjawiska nie pokrywały się ze sobą. Zakochałam się jako
nastolatka, kilka lat próbowałam się z tego "wyleczyć", w końcu wpakowałam się
w związek, który mi tym pomógł, ale. Właśnie - jest ALE. Rzecz w tym, iż
partner mój był człowiekiem hmm... zacnym. Kilka lat starszy ode mnie,
inteligentny, opiekuńczy.. zarazem temperamentny, sarkastyczny (gwoli
ścisłości - są to dla mnie zalety). Byliśmy ze sobą jakieś pół roku. Problem
polegał na tym, że nie wzbudził we mnie żadnych głębszych uczuć. Nikt od 4 lat
nie wzbudził we mnie głębszych uczuć.
od 1,5 roku jestem sama, bo i nie widzę sensu wiązać się z kimś, do kogo nic
nie będę czuła. Spotykałam się z kilkoma osobami, ale żadna nie wzbudziła -
emocjonalnie

- mojego zainteresowania. Posucha trwa już dosyć długo i
niepokoi mnie to.
Po tym długim, rozlazłym wstępie zadam wreszcie pytanie - czy jest tutaj ktoś,
kto także ma problemy z "wykrzesaniem" uczuć? Chciałabym wiedzieć, czy jest
więcej osób, które chciałyby pokochać, ale nie potrafią?