sardonically86
02.09.10, 12:55
Witam. Widzę że kilka osób udziela tu wielu sensownych rad, więc czemu by nie
skorzystać z okazji. Mam 24 lata, jedną koleżankę jeszcze ze szkoły, troje
dobrych znajomych ze studiów. Miałam w sumie tylko jednego przyjaciela płci
przeciwnej - w podstawówce ;P Liczby jak sądzę mówią same za siebie.
Kobietę widzą w mnie chyba tylko robotnicy na budowie (wiadomo, na bezrybiu i
rak ryba) ale niestety ich stan uzębienia i stan cywilny nieszczególnie mi
odpowiada.
Do nieśmiałych się nie zaliczam, do brzydkich ani puszystych też nie, ale
atrakcyjnością nie grzeszę. Inteligentna, ale bez przesady - chętnie pomagam w
projektach, tłumaczę, gdy ktoś mnie o coś pyta (czyżby to była prawda, że
altruistów nikt nie lubi;P). Głupota i niezaradność mnie z lekka denerwuje,
jak mam akurat migrenę bywam złośliwa. stanowię typ raczej antysocjalny, nie
tańczę (astma), ale nie gardzę okazjonalnym piwem i pizzą. To tak pokrótce o
mnie.
A oto pytania:
dlaczego każde napotkane stworzenie płci męskiej traktuje mnie jak bezpłatnego
korepetytora/ znajomą której można opowiedzieć o kłopotach z dziewczyną,
współlokatorami, pracą a nie ewentualną dziewczynę?
Czy alergia na kosmetyki w połączeniu z astmą i wadą wymowy a la Gronkiewicz
Waltz są aż tak odpychające, czy raczej chodzi o złośliwość, cynizm,
inteligencję, a może ten nieszczęsny altruizm, hmm?
Co by tu zmienić (ale tak, żeby ciągle jeszcze pozostać sobą!) żeby kogoś poznać?
Z góry dziękuję za ewentualne odpowiedzi.;]