Wczoraj impreza, wrocławski Rynek, kilka osób z pracy, niby nie było źle ale
nie o to tu chodzi. Chodzi o to, że wracając do siebie później pomyślałem, jak
zabawne jest uczucie, że można do domu wrócić nad ranem albo nawet wcale i
nikogo to nie interesuje. Tego rodzaju wolność coraz mniej mnie cieszy. Jestem
w domu i mogę stanąć na głowie albo ubrać się na różowo

albo pomalować
twarz w barwy wojenne. I nic...
Mam gdzieś taką wolność. Chyba nic, co w nadmiarze, nie cieszy. A wolność
prawdziwa to umiejętność narzucania sobie ograniczeń...
Koniec refleksji na dziś

...