Dodaj do ulubionych

Mala z Auschwitz

28.01.05, 00:29
Chciał bym przedstawiac wam prawdziwą historie. Historie która nie miała się
prawa nigdy wydarzyć. Nie w tym czasie i nie w tym miejscu. W srodku wielkiej
wojny, w srodku miejsca ktore było największego piekłem w czasie tej wojny. W
miejscu ktore stworzyli ludzie dla ludzi, gdzie nie było miejsca na zwykłe
wspołczucie dokonało się coś niesamowitego. Poznajcie prawdziwą historie Mali
i Edka.
Obserwuj wątek
    • wojciasf Mala 28.01.05, 00:31

      Kobieta 1

      Kiedy przyjechałam do Brzezinki, zaprowadzono nas do bloku nr 15, gdzie
      przebywało około 1000 kobiet. Pierwszy mój apel trwał bardzo długo. Zapytałam,
      dlaczego. Powiedzieli mi, że kogoś brak. Rzeczywiście, znaleziono chorą Polkę
      (nawet nie wiedziała, gdzie jest) i esesman Anton Tauber zakopał ją nogami na
      śmierć. Zapytałam, jak nazywa się ten przestępca. „Co ciebie to obchodzi” -
      usłyszałam. „Może kiedyś - mówię - jak przeżyję, powiem, że taki kryminalista
      zabijał ludzi.” Tam stały różne osoby, a wśród nich młoda dziewczyna, która
      odezwała się do mnie: „Ty jesteś z ostatniego transportu?” Usłyszałam, jak ona
      dziwnie mówi po polsku. Zapytałam: „Ty jesteś z Polski?” „Tak, urodziłam się w
      Polsce” - odparła. To była Mala. Powiedziała: „Ja bym ci chętnie pomogła, ale
      opiekuję się już grupą z Belgii.” „Ja sobie sama poradzę” - odpowiedziałam.
      Jeszcze nie rozumiałam, gdzie jestem. Mala zobaczyła mnie po kilku miesiącach i
      mówi: „Jakoś sobie nie poradziłaś?” Wyglądałam strasznie, traciłam na wadze z
      dnia na dzień.
      • wojciasf Re: Mala 28.01.05, 00:32
        Kobieta 2

        Tatuowali nas w 1943 roku, gdy zaczęły się nasilać ucieczki z obozu. Wtedy Mala
        podeszła do mnie i powiedziała: „Wiesz co, ja tobie wytatuuję numerek taki
        maleńki, żeby był nieznaczny, bo po co ci taki ogromny numer.” I mówi: „Jak cię
        będzie boleć, to powiedz.” I wytatuowała mi ten numerek. Drugi raz spotkałam ją
        w roli tłumacza. Zostałam wtedy wezwana do komendantki. Stałam na bramie cały
        dzień. Od rana po pierwszym apelu do wieczornego apelu, kiedy mnie wreszcie
        przesłuchano. Komendantka zapytała, czy znam niemiecki. Odpowiedziałam - nie. A
        Mala stała przy mnie, więc komendantka mówi: „No to, Mala, będziesz tłumaczem.”
        Pierwsze pytanie, które usłyszałam, brzmiało: „Czy ty chcesz żyć?” Ja
        mówię: „Chcę żyć.” „A ile masz lat?” Mówię: „Skończyłam dwadzieścia.” Na to
        ona: „No widzisz, jak chcesz żyć, to musisz być posłuszna i to, co my damy,
        trzeba zjadać, a nie wolno tu nic ruszać.” Zaczęłam się tłumaczyć: „Przecież ja
        tu nic nie ruszyłam.” W końcu przyznałam się, że tylko wzięłam dla siebie
        kawałek kiełbasy. I padły słowa: SK - Karna Kompania. Mala wyszła ze mną i
        pogłaskała mnie po twarzy. „Nie martw się, nic się nie bój, komu życie
        przeznaczone, ten będzie żył, a komu nie, to widzisz przecież - nie powinna być
        tu dla nas dziwna jakaś śmierć.”
        • wojciasf Mala 28.01.05, 00:33
          numer obozowy 17524 (k)

          Mala zasadniczo pełniła funkcję Läuferin, czyli gońca obozowego. Tych gończyń
          było kilka, stały zawsze przy Blockführerstubie - pod bramą. I one strasznie
          marzły w zimie. Na zawołanie (to był zawsze ryk) Läuferin musiała pędzić i
          wykonywać to, co jej powiedziano. Ale Mala oprócz tego miała jeszcze drugą
          funkcję, to znaczy odbierała z rewiru chore więźniarki, którym udało się
          przeżyć szpital, które nie poszły do gazu, i rozprowadzała je na bloki. Od niej
          w dużej mierze zależało, gdzie kogo zaprowadzi. Mala przychodziła po odbiór
          tych, które z rewiru zwalniano, i zawsze miałyśmy chwilkę czasu, żeby
          porozmawiać. Mówiła bardzo dobrze po niemiecku i francusku. Po polsku mówiła
          słabiej i z akcentem żydowskim. Ja też znałam dobrze francuski i to nas bawiło -
          mówiłyśmy sobie po francusku. To było coś więcej niż... zabawa, nie chodziło o
          popisywanie się językiem, tylko że ten francuski nas wyodrębniał z otaczającego
          nas koszmaru. Mala była już wówczas ważną postacią. Stała się ulubienicą
          Aufseherin Drechsler i Aufseherin Mandel, obie ją szalenie lubiły. Była
          doskonałym pracownikiem: znała dobrze języki, zawsze chętna, uprzejma,
          uśmiechnięta, bardzo szybka, doskonale zorganizowana. Jej kariera obozowa
          rozwijała się.

    • wojciasf Mala 28.01.05, 00:37
      numer obozowy 37255 (K)

      Któregoś dnia przyszła po mnie do bloku. Szłam przerażona, bo do biura
      obozowego nikogo na przyjemną rozmowę nie wzywano. Ale okazało się, że
      Aufseherin wręczyła mi list z domu, a w tym liście było zdjęcie moich maleńkich
      bratanków. Marylka miała pół roku, jak mnie aresztowano, a Waldek półtora.
      Przysłano mi to zdjęcie wtedy, kiedy dzieci były już półtora roku starsze.
      Spojrzałam na to zdjęcie i zapachniało mi wolnością, domem, tym wszystkim, co
      kochałam i co zostawiłam za drutami. I pomimo że nie byłam nigdy w życiu beksą,
      to rozpłakałam się. To był płacz taki ciężki, taki mocny, że nie umiałam
      opanować szlochu, a Aufseherin myślała, że to moje dzieci. Ale zdjęcia mi nie
      dała, bo nikomu nie wolno było mieć zdjęć w obozie. Taką beczącą Mala
      wyprowadziła mnie przez bramę do obozu i kiedy nikt ze straży nie mógł słyszeć
      tego, co ona mówi, powiedziała: „Nie becz, nie płacz już, ja ci to zdjęcie
      przyniosę.” Nie bardzo wierzyłam, myślałam, że mnie tylko pociesza, ale na
      drugi dzień przyniosła zdjęcie. Później przeszłam ciężkie zapalenie płuc,
      miałam bronchit i bez przerwy kasłałam. Kiedy byłam w szpitalu, leżała koło
      mnie taka śmieszna dziewczyna. Miała sterczące jak jeż włosy, chuda okropnie.
      Zrobiłam jej karykaturę. Od tamtej pory rozpoczęła się moja kariera malarska w
      obozie. Malowałam mnóstwo portrecików. Za kawałek chleba, za trochę cukru. I to
      mi też pomogło przetrwać. Jedna z sióstr ze szpitala, która się mną zajęła,
      załatwiła mi przez Malę pracę w Stickerei. To była praca pod dachem,
      błogosławieństwo dla chorego człowieka. Nie musiałam chodzić w pole, nie
      musiałam moknąć i marznąć. Dzięki tej pracy pod dachem przetrwałam zimę i to
      zawdzięczam Mali.
      • wojciasf Mala 28.01.05, 00:39
        numer obozowy 37255 (K)
        Mala miała funkcję, a jednocześnie była zawsze wyciszona, subtelna, delikatna.
        Tu muszę zaznaczyć, że prawie wszystkie funkcyjne więźniarki wrzeszczały,
        ryczały. One nigdy do nas nie mówiły normalnie. To był ordynarny wrzask
        połączony z biciem, a Mala zachowywała się jak dama. Zawsze mówiła grzecznie,
        półtonem. Tak bardzo wyróżniała się spośród funkcyjnych, które miały coś do
        powiedzenia w obozie. W ogóle była objawieniem.

        numer obozowy 17524 (K)
        Zwróciła mi kilkakrotnie uwagę na wygląd: „Staraj się o siebie, jakoś się
        musisz umyć.” Nie było wtedy jeszcze wody i światła w Brzezince. Było błoto,
        wszy, tyfus i trupy. Skarżyłam się, że tak mi źle, że ledwo powłóczę nogami, że
        jest mi ciężko, bo przeszłam tyfus, że jestem bardzo osłabiona. A ona mówi: „A
        ty wiesz, jak ja przeszłam tyfus?! Ja w ogóle nie mogłam się położyć, bo byliby
        mnie od razu wzięli do gazu.”

        numer obozowy 1287 (K)
        Mala poza tym była bardzo dumną dziewczyną. Ja też pracowałam jako goniec,
        stałam więc często na bramie. Kiedy przyjeżdżali esesmani, podbiegałam i
        otwierałam drzwi auta. Mala widząc to złościła się bardzo i mówiła: „Nie
        otwieraj, nie pomagaj im, nic nie rób!” Ona była bardzo dumna.

        numer obozowy 6866 (K)
        Inteligentna. Przystojna. Nie miała semickich rysów. Ciemna blondyna,
        niebieskie oczy.

        numer obozowy 17524 (K)
        Myśmy nosiły chusteczki, więc te włosy nie rzucały się tak bardzo w oczy. Była
        szczupła, bardzo zgrabna.

        Kobieta 3
        Więcej niż średniego wzrostu. Zawsze uśmiechnięta. Zawsze w dobrym humorze.

        numer obozowy 23368 (K)
        Ale jednak w tych jej oczach był smutek.

    • wojciasf Edek 28.01.05, 00:44

      numer obozowy 7524 (K)
      Edek był bardzo przystojnym, wysokim chłopcem.

      numer obozowy 3008 (M)
      Wysportowanym, energicznym.

      numer obozowy 7524 (K)
      Edek z Malą widywali się dosyć często. Nieraz codziennie, nieraz były dłuższe
      przerwy, bo do kobiecego obozu nie zawsze można było wejść.
    • wojciasf Miłość 28.01.05, 00:45

      numer obozowy 37255 K
      Mala była w ogóle wyjątkiem. Wcale się nie dziwię, że Edek się w niej zakochał.

      Kobieta 4
      Wiedziałam, że Mala to jest miłość Edka. Skąd ja znałam Edka? Byłam bardzo
      zaprzyjaźniona z pewną Polką, która nazywała się Maria Maniakówna. Pracowałam z
      nią w Bekleidungskammer i dziwiłam się, skąd ona ma długie włosy. Powiedziała
      mi, że przebywała osiem miesięcy na Pawiaku za politykę i później przywieźli ją
      do Oświęcimia i trzymali osiem miesięcy w Stehbunkrze - to jest najgorsza kara,
      bunkier, gdzie się stoi. I teraz dali ją do pracy w Bekleidungskammer, gdzie
      kapo wiedziała, że ją trzeba obserwować. Na początku nie miałyśmy wspólnego
      języka. Ona raz spojrzała na mnie (tak po dwóch, trzech dniach) i
      powiedziała: „Pani nic nie robi, pani spędza czas tylko?!” Ja na to: „Proszę
      pani, jak długo nie ma esesmanów, zrozumiałam, że nie trzeba nic robić.” Ona
      tak spojrzała, po czym powiedziała: „Pani ma rację.” I od tego czasu zostałyśmy
      przyjaciółkami. Pewnego dnia przyszedł młody człowiek. Myśląc o mnie zapytał po
      polsku: „Czy można przy niej mówić?” Pani Maria powiedziała: „Naturalnie.” I on
      rozmawiał z nią, a później ze mną. I poszedł. „Pani Mario - mówię do niej - jak
      patrzę na tego młodego człowieka, to sobie przypominam, że istnieje miłość, że
      istnieje inny świat.” I ona to jemu powtórzyła. Byłam na nią zła. „Dlaczego
      pani to zrobiła?” - zapytałam. „Przecież to normalne” - odpowiedziała. Okazało
      się, że to był Edek.
      • wojciasf Miłość 28.01.05, 00:46

        numer obozowy 7524 (K)
        Byli świetną parą, bardzo do siebie pasowali, mimo że ona była o pięć lat od
        niego starsza.

        numer obozowy 290 (M)
        Zachody Edka miały swe podstawy. Mala była bardzo ładna. Nie miała może urody
        aktorki filmowej, ale posiadała dużo wdzięku i coś, co trudno jest nazwać, co
        nie każdy z ludzi ma - miała osobowość. Natomiast widać było, że Edek jest
        obiektem bezgranicznej miłości ze strony Mali. Trudno się dziwić, bo był
        niezwykle przystojny, bardzo męski, odważny, ze skłonnością do ryzyka. W obozie
        rozwinął się z chłopca w mężczyznę.

        • wojciasf Miłość 28.01.05, 00:47

          numer obozowy 37255 (K)
          Ponownie spotkałam Malę, kiedy zapragnęła mieć swój portrecik i dać go
          ukochanemu. Pamiętam, że znalazłam się u niej w pokoiku - w sztubie. Była
          cisza, stół i stołki - to, czego nie miałam przez prawie dwa lata w obozie. Bo
          my, te szare więźniarki, które nie miały żadnych funkcji, mieszkałyśmy na
          kojach po kilka. Siedziałyśmy jak małpy na drzewach. Bez stołu, bez takich
          rekwizytów, którymi otaczają się ludzie na wolności. I przy tym stole malowałam
          Malę. Zdobyła skądś kolorowe kredki i malowałam ją. To był mój najszczęśliwszy
          czas, najszczęśliwsze godziny, gdy tak siedziałam w tym cichym pokoju, kiedy
          koło mnie nie było więźniarek, tego wiecznego szmeru rozmów kilkuset osób. Po
          skończeniu Mala powiedziała, że portrecik bardzo się jej podoba. Była mi
          naprawdę wdzięczna. Zrobiła przyjęcie. Kanapki smarowane margaryną. To było
          królewskie przyjęcie. Przecież ciągle byłam głodna i ciągle marzyło się tylko o
          jedzeniu. Raptem najadłam się tak, że było mi ciężko dojść do bloku.

          numer obozowy 17524 (K)
          Spotkałyśmy się na Lagerstraße i pytam się jej: „Mala, co u ciebie słychać?”
          Wiedziałam już, że istnieje Edek, że się kochają, ale chciałam to od niej
          usłyszeć. A Mala wtedy taka rozpromieniona, taka rozjaśniona od środka,
          mówi: „Kocham się. Jestem zakochana.” Po polsku to powiedziała: „Jestem
          zakochana i jestem kochana.”

          • wojciasf Miłość 28.01.05, 00:49
            numer obozowy 290 (M)
            Wydawało się to niemożliwe w obozie, wśród tych dymiących krematoriów. U
            niektórych nawet budziło to pewien niesmak. Niemniej życie jest życiem.
            Pragnęli siebie. Może nie powinienem tego mówić, bo nawet nie opisałem tego w
            mojej książce, ale uważam, że już tak wiele czasu minęło, a wnet i moje usta
            się zamkną. A niech będzie jeszcze i ten kawałek prawdy. Przeważnie działo się
            to w miejscu, którego by się najmniej spodziewał każdy esesman. Na bloku 30 w
            tak zwanym Rentgenraum, gdzie dr Mengele i Schumann prześwietlali rentgenem
            kobiety i mężczyzn wybranych uprzednio do eksperymentów. Do tego służył stół.
            Służył on do zabijania, do sterylizowania więźniów, a służył też i jako łoże
            miłości tych dwojga.
    • wojciasf Ucieczka 28.01.05, 00:51
      numer obozowy 290 (M)
      Zimą z 1943 na 1944 zaczęliśmy z Edkiem coraz poważniej myśleć o sprawach
      ucieczki. To trwało dosyć długo i dojrzewało w nas. Po różnych wersjach
      doszliśmy do przekonania, że dobrze będzie uciec jako esesmani, czyli w
      przebraniach esesmańskich. Tylko jak zdobyć mundury? Zacząłem nawiązywać
      kontakty z esesmanami, oczywiście handlowe, z myślą wykorzystania ich do
      zrealizowania naszych zamierzeń.

      numer obozowy 290 (M)
      Pod koniec lutego 1944 roku Lubusch dostarczył jeden z mundurów. Po pewnym
      czasie doniósł mi także, że Lubusch przekaże mu pas i pistolet.. W pistolecie
      były trzy naboje. Starania o drugi mundur nie przynosiły skutku, wobec tego
      zmodyfikowaliśmy pierwotny plan ucieczki, ustalając, że w mundur przebierze się
      Edek i będzie mnie „eskortował” jako więźnia w kierunku Bud. Dla zrealizowania
      tego wariantu ucieczki konieczne było posiadanie zezwolenia na wyjście poza
      obręb dużego łańcucha straży. Termin ucieczki ustaliliśmy na drugą połowę
      czerwca, kiedy zboża będą wystarczająco wysokie.
      Ponieważ to wszystko trwało dość długo, Galiński zaczął się niecierpliwić, aż
      wreszcie w czasie jednej z rozmów oświadczył, że oprócz nas dwóch uciekać
      będzie także Mala Zimetbaum. Ją, jako Żydówkę, czeka śmierć - argumentował. Oni
      są blisko siebie. Nie mówił, że się kochają, bo Edek takiego słowa nie uznawał.
      Ale ich wiązało już coś więcej niż przyjaźń, wtedy już to wiedziałem. Robiłem
      mu wyrzuty przypominając poprzednie plany. Oświadczył, że naprzód ucieknie on z
      Malą, a po ucieczce prześle do obozu mundur i Passierschein i wówczas będę mógł
      zorganizować ucieczkę dla siebie
      • wojciasf Ucieczka 28.01.05, 00:52
        numer obozowy 290 (M)
        Mundur oraz broń już kilka dni wcześniej została przeniesiona z odcinka B II d
        i ukryta przez Edka w Kartoffelbunker, do którego dorobił wytrych. Mala miała
        podcięte włosy i ubrana była w spódnicę i sweter. Po krótkim pożegnaniu Edek
        wymeldował się w Blockführerstube obozu żeńskiego i poszedł w kierunku
        Kartoffelbunkrów, mieszczących się obok odcinka B I a. Edek wymeldował się na
        Lauführerstubie i poszedł jeszcze jakieś 100 czy 150 metrów do Kartoffelbunkra.
        Zrzucił z siebie pasiak i uchylając drzwi pokazał się w mundurze. W południe 24
        czerwca 1944 roku Mala Zimetbaum udała się do Blockführerstube obozu kobiecego.
        Na tym się skończył nasz kontakt. Kilkanaście minut później zobaczyłem, jak od
        strony budynku Blockführerstube, stojącej przy kwarantannie wyjściowej
        kobiecej, wyszła Mala przebrana w granatowy kombinezon, niosąc na głowie białą,
        porcelanową umywalkę. Obok niej szedł Jerzy niosąc ze sobą skrzynkę z
        narzędziami. Kiedy dochodzili do Kartoffelbunkra, wyszedł z niego Galiński
        przebrany w mundur esesmański. Jerzy zawrócił, a Galiński i Mala odeszli drogą
        w kierunku Bud. Widziałem jeszcze, jak przechodzili szlaban na dużej
        Postenkecie. Esesman tkwił na bocianówce, Edek pokazał z daleka swój Ausweis,
        że prowadzi więźnia do instalowania urządzenia sanitarnego. Odtąd oczekiwałem
        syreny obozowej oznajmiającej ucieczkę

        • wojciasf Ucieczka 28.01.05, 00:54
          numer obozowy 2861 (M)
          Szum straszny. Co się dzieje? Uciekł ktoś! Jednego brak, ale nie wiadomo kogo?!
          Patrzę po komandzie, że u szklarzy brak jednego. Myślę sobie: kto? Edek! Tak
          pomyślałem, że to nikt, tylko Edek! Nie spodziewałem się! Ja już miałem dosyć,
          bo czułem, że może być ze mną nieszczęście. I nic nie mówiłem do nikogo, ale
          ciągle myślałem, że jak ich złapią, to już wiadomo, że ja też leżę. Kombinezon
          dla Mali Edek wziął przecież ode mnie. Przecież byłem nawet zaskoczony. „Taki
          nieduży - mówił - daj mi.” No i ja mu dałem.

          numer obozowy 7524 (K)
          Usłyszałam syrenę. Kogoś brakowało w obozie męskim, a potem okazało się, że
          brakuje i w naszym.

          • wojciasf Ucieczka 28.01.05, 00:55

            numer obozowy 1287 K
            Mandel czy Drechsler, nie pamiętam już, która to z nich powiedziała: „Ja nie
            wierzę, że Mala wyszła poza druty.” Wkrótce też usłyszałyśmy z obozu męskiego,
            że Edek uciekł. Wiedziałyśmy, że kochał Malę. Zrozumiałyśmy wtedy, że Mala
            uciekła razem z nim. Stałyśmy i stałyśmy na tym apelu, a oni wciąż jej szukali.

            numer obozowy 17524 K
            Jako Läuferin ona bardzo często gdzieś chodziła, coś załatwiała i nie
            przychodziła na sam początek apelu. Chorowała na malarię, wobec tego Drechsler
            szalenie się zaniepokoiła, czy ona gdzieś nie upadła, czy nie leży gdzieś chora
            i kazała jej szukać. Ciągle nie dawali sygnału, że ona uciekła. Po prostu
            esesmani nie chcieli w to uwierzyć. Poza tym ucieczka Mali musiałaby być
            szalenie trudna. Mala należała do więźniów, którzy wprawdzie poruszali się po
            całym obozie, ale nigdy nie wychodziła poza druty. Nikomu nie przychodziło do
            głowy, że osoba tak znana uciekła. Bardzo długo więc trwał ten apel.
            Czekałyśmy, co dalej. W końcu zawyły syreny i zapanowała wśród nas wielka
            radość.

            numer obozowy 48693 (K)
            Taka radość! Po prostu stoimy na apelu i wiemy, że będzie kara, że Bóg wie, jak
            długo będziemy musiały tak stać w tym błocie i nie móc wejść do bloku, żeby się
            położyć chociaż na chwilę i zasnąć w tym smrodzie, ale udało jej się uciec! Ona
            jest na wolności! Ona opowie! Świat się dowie! Myśmy się modlili, żeby im się
            udało. To było tak, jak byśmy sami zdołali uciec.

            numer obozowy 48693 (K)
            Jeden dzień, drugi dzień, nie znaleźli ich. Czyli jednak można ich
            przechytrzyć, można stąd wyjść!
    • wojciasf Znów obóz 28.01.05, 00:57

      numer obozowy 1287 (K)
      Przez jakiś czas nie wiedziałyśmy o nich nic, aż któregoś dnia rozeszła się
      wiadomość, że Edek i Mala zostali aresztowani. Mówiono, że popełnili straszny
      błąd.

      numer obozowy 37255 (K)
      Kiedy dowiedziałyśmy się, że ich schwytano, że Mala siedzi w bunkrze-bloku
      śmierci, padła rozpacz na cały obóz.

      numer obozowy 290 (M)
      Otrzymałem gryps pisany przez Edka z bunkra bloku 11. Donosił również, że
      oddział polityczny odnosi się do nich łagodnie i mają możliwość rozmawiania ze
      sobą (dzięki kalifaktorowi Jakubowi), a jedzenie dostarczają mu więźniowie z
      rewiru. Edek podkreślał, że ani on, ani Mala nie dadzą się powiesić.
      • wojciasf Znów obóz 28.01.05, 00:59
        numer obozowy 127829 (M)
        Pewnego dnia więźniarka, Ukrainka z czarnym winklem, zaledercowała mnie.
        Powiedziała, że brałem od niej rzeczy cywilne. Rzeczywiście brałem, ale tylko
        buty. Od razu zaprowadzili mnie do bunkra na 11 blok. Po przesłuchaniu trafiłem
        do celi zbiorowej i tam zastałem Edka. . Po pierwszym przesłuchaniu Edek był
        mocno posiniaczony. Myślał nawet o popełnieniu samobójstwa. Później jednak
        podczas dalszego śledztwa już go tak nie maltretowano i nie wspominał o tym
        zamiarze. Opowiadał mi natomiast o swojej ucieczce. Mówił, że Mala niosła
        umywalkę wysoko nad głową i że całą drogę miał z nią kłopot, bo ona była wątła,
        słabej kondycji i bardzo ją to zmęczyło. Miała obolałe ręce. W cierpieniu więc
        szli. Takie było ich wyjście z obozu. Potem doszli aż w pobliże granicy ze
        Słowacją. Mala chciała w jednej miejscowości jeszcze po polskiej stronie coś
        kupić, oferując jako zapłatę złoto, które wynieśli z obozu. Zwróciła tym na
        siebie uwagę kogoś, kto doniósł o niej Niemcom. Aresztowano ją, kiedy wracała
        ze sklepu do Edka. Nie przychodziła chyba z pół godziny i on nie wiedział, co
        jest, ale sobie przyrzekli, że jedno drugiego nie pozostawi, że jak zginą, to
        razem. Rzeczywiście poszedł po nią do tego sklepu. A tam zastał gestapowca,
        który z nią rozmawiał. I jak przyszedł, to ten gestapowiec kazał Edkowi zdjąć
        czapkę. Przebywając w jednej celi z Edkiem nigdy się od niego nie dowiedziałem,
        że Mala też była więziona w bloku nr 11. Zastanawiało mnie jednak zachowanie
        Edka, który zawsze po wieczornym apelu stawał przy skośnym otworze okiennym i
        pięknie śpiewał włoską piosenkę „Serenata in Messico”. Podobno skomponował ją
        czy też napisał do niej słowa przed wojną Claudio Villa. Do dzisiaj potrafię
        zanucić i zagrać jej melodię, nie pamiętając już słów, które Edek śpiewał
        podczas prawie wszystkich więziennych nocy w bloku śmierci. W ciszy nocnej jego
        śpiew lub czasami tylko gwizd mocnym echem wracał do bunkra. Nie domyślałem się
        wtedy, że w ten sposób daje Mali o sobie znak życia.

        • wojciasf Znów obóz 28.01.05, 01:00
          numer obozowy 127829 (M)

          Siedzieliśmy początkowo we dwójkę, skazani na fatalne warunki sanitarne, bez
          możliwości umycia się, ze śmierdzącym obok kiblem, który dopiero wtedy
          opróżniano, gdy był pełen. Robił to kalifaktor Jakub ze swoim pomocnikiem. W
          celi panował zaduch. Do tych nieludzkich warunków dochodziła jeszcze niepewność
          naszych dalszych losów. Każde wejście esesmanów do podziemi bloku 11 oraz
          wcześniejsze otwieranie kraty powodowało w nas niepokój i nerwowość, które
          narastały, jeżeli zbliżali się do naszej celi. W bunkrze obowiązywała cisza,
          stąd też każde otwieranie drzwi wejściowych i kroki było wyraźnie słychać, co
          potęgowało jeszcze nastrój grozy. Dźwięk kluczy i łańcuchów oraz otwieranie
          krat rozlegały się i odbijały w podziemiach echem, paraliżując nasz system
          nerwowy. Ciągle myśleliśmy, że już idą po nas i bardzo często żegnaliśmy się ze
          sobą oraz przekazywaliśmy sobie nawzajem swoje ostatnie życzenia. Nigdy bowiem
          nie było wiadomo, czy się jeszcze zobaczymy. Kiedy nie dochodzili do naszej
          celi nr 20, która była ostatnia w korytarzu, wówczas oddychaliśmy z ulgą. Ten
          scenariusz powtarzał się przez całą dobę, w dzień i w nocy, nawet kilka razy.
          Po około miesiącu przebywania w ciemnościach (bo światło elektryczne włączano
          tylko wtedy, kiedy przychodzili do niej esesmani lub kiedy wydawano posiłki),
          wyprowadzono nas schodami z podziemi na plac straceń. Pierwszy raz po tak
          długim czasie ujrzałem światło dzienne. Okazało się, że wyprowadzono nas na
          gimnastykę - bieganie oraz chodzenie wokół placu po żwirze. Tym razem
          zostaliśmy zamknięci w celi nr 18. Nasza cela przylegała do celi nr 17, która
          była celą rotacyjną. Zdarzało się, że w celi nikogo nie było pół dnia, a nawet
          cały dzień. Do tej celi, kiedy była pusta, często wchodził kalifaktor bunkra
          Jakub Kozelczuk. Dopiero później zauważyłem, że w ścianie dzielącej tę celę z
          naszą, w jednym z jej rogów przy podłodze, znajdował się mały otwór, przez
          który Edek porozumiewał się z kalifaktorem Jakubem. Ten otwór służył im do
          rozmów oraz przekazywania grypsów zwiniętych w małe ruloniki. W czasie
          posiłków, gdy zapalali światło, Edek odczytywał ukradkiem ich treść. Dlatego
          wiedzieliśmy, co dzieje się w obozie i poza nim. Miejsca w tym narożniku
          Galiński nigdy nam nie odstępował.
          • wojciasf Znów obóz 28.01.05, 01:02
            numer obozowy 127829 M
            Pewnego razu przyprowadzono do bunkra młodego Żyda węgierskiego, miał około
            osiemnastu lat. Kilka godzin przebywał z nami w celi nr 18, po czym zabrano go
            prawdopodobnie na stracenie. Niedługo potem Jakub po apelu wieczornym,
            zorganizował półgodzinne spotkanie Edka i Mali. Pamiętam, że Edek razem z nim
            wyszedł z celi, ale nie wiem, gdzie ono się odbyło. Przypuszczam jednak, że to
            spotkanie miało miejsce w bloku nr 11 i spotkali się na parterze tego bloku.
            Jeszcze tego samego wieczoru zaczął w tynku celi nr 18 wykonywać rysunek twarzy
            jakiejś kobiety. Przypuszczam, bo tego w rozmowie ze mną nie zdradził, że to
            był portret Mali, który udało mu się ukończyć. Miał również zwyczaj wykonywania
            napisów w tynku ścian cel, w których przebywaliśmy, między innymi często żłobił
            w tynku przy pomocy łyżki swoje imię i nazwisko oraz Mali Zimetbaum, ich numery
            obozowe oraz datę ponownego osadzenia w KL Auschwitz (po schwytaniu ich w
            pobliżu granicy słowackiej): 6 lipca 1944 roku. Potrafił to robić nawet w
            ciemnościach. Całą teraz nadzieję na uratowanie Mali i Edka pokładałem w
            Jakubie.
    • wojciasf Pożegnanie 28.01.05, 01:05

      numer obozowy 3008 (M)
      Po apelu wszystkich więźniów spędzili w pobliże kuchni, gdzie powstał czworobok
      wokół szubienicy.


      numer obozowy 290 (M)
      Natychmiast podbiegłem pod przybudówkę do kuchni, gdzie zwykle zamykano
      skazańców. Usytuowałem się tak, żeby być w miejscu, gdzie Edka będą
      wyprowadzać. I trafiłem rzeczywiście dobrze. Za chwilę otworzyły się drzwi i
      wyszedł Galiński poprzedzany przez Lagerkapo Jupa i jednego z Blockführerów.
      Galiński miał ręce związane z tyłu. Przeszedł obok mnie w odległości kilkunastu
      centymetrów, a ja nie mogłem zrobić żadnego ruchu ani odezwać się, by zwrócić
      na siebie jego uwagę. Myślałem, że może on zobaczy mnie i zdołamy chociaż
      wymienić spojrzenia. Ale Edek patrzył gdzieś dalej, dalej, a w tłumie nic nie
      widział oprócz tysięcy twarzy, masy twarzy.
      • wojciasf Pożegnanie 28.01.05, 01:07
        numer obozowy 290 M
        Na zakończenie Jup dał mi karteczkę, którą otrzymał od Edka w momencie
        prowadzenia na stracenie. Kartka zawierała pukiel włosów jego i Mali Zimetbaum.
        W ciągu dnia przyprowadzono Edka do przybudówki koło kuchni, gdzie kapo Jup
        przygotowywał ofiary do śmierci przez powieszenie. Ale nim związał mu ręce, to
        Edek poprosił go, żeby dostarczył mu kartkę i ołówek, bo chciałby napisać parę
        ostatnich słów. I Jup zgodził się na to. To był Krwawy Jup, bandzior, który
        znęcał się nad więźniami, ale w tym przypadku zachował się po dżentelmeńsku.
        Dostarczył tę kartkę. Edek wiele nie pisał. Włożył przygotowane wcześniej pukle
        włosów i napisał swoje nazwisko oraz imię, nazwisko i numer obozowy Mali
        Zimetbaum. Na drugi dzień, jak byłem w obozie kobiecym to dowiedziałem się.

        • wojciasf Pożegnanie 28.01.05, 01:08
          numer obozowy 6866 K
          Gdzieś tak po południu przyprowadzono Malę do starej wartowni.


          numer obozowy 29682 k
          Wracając po pracy zobaczyliśmy Malę stojącą przy bramie obozowej, twarz miała
          prawie żółtego koloru, w ręku trzymała jakiś węzełek.

          numer obozowy 7524 K
          Mogło być około 200 osób, może trochę mniej.

          numer obozowy 17524
          No i zobaczyłyśmy bardzo bladą Malę przyprowadzoną przez Arbeitsführera
          Ruittersa. Mandel trzymała w ręce papier.

          • wojciasf Pożegnanie 28.01.05, 01:10
            numer obozowy 29682 (K)
            Obok pojedynczej przenośnej szubienicy ustawiono Malę. Przy Mali stał także
            niedużego wzrostu, o śniadej twarzy esesman nazwiskiem Ruitters. Z drugiej
            strony szubienicy stanęła Lagerführerin Maria Mandel.

            numer obozowy 1287 (K)
            Stałyśmy i czekałyśmy, co teraz nastąpi. Mandel wreszcie odezwała się i
            powiedziała, że zgodnie z rozkazem z Berlina za to, że Mala uciekła z obozu,
            będzie żywcem spalona w krematorium. W szeregach więźniarek rozległy się
            szmery.

            • wojciasf Pożegnanie 28.01.05, 01:11
              numer obozowy 29682 (K)
              Przemawiała w ten sposób: „Każdy, kto tak jak Mala odważy się uciec z obozu,
              to... würde ausgeschaft” („zostanie załatwiony”). Treść tych słów zapamiętałam
              dokładnie, gdyż powtarzałam je później wiele razy, kiedy opowiadałam przebieg
              tej egzekucji. W momencie wypowiadania przez Mandel powyższych słów Mala
              nieznacznym ruchem sięgnęła do zawiniątka trzymanego w ręku. Następnie z
              całkowitym spokojem zaczęła przecinać sobie żyły, prawą ręką w lewej. Pierwszy
              raz w życiu widziałam, jak ktoś podcina sobie żyły. Myślałam, że przecina się w
              nadgarstku, a ona przecięła w łokciu.
              Ze zdumieniem spostrzegłam, jak stopniowo znikał żółty kolor z jej twarzy.
    • danway1 Re: Mala z Auschwitz 28.01.05, 19:22
      Wspaniała historii, podczas czytania której łza może zakręcić się w oku. Skąd
      ty Wojtek wziąłeś tą historyjkę??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka