Dodaj do ulubionych

Jestem bankrutem!

25.03.07, 22:18
Miałam nieszczęście zajrzeć do Merlina. A tam pełen zestaw książek z
serii "Monstrualna erudycja" "Strrraszna historia" i zbliżonych. Syn, sliniąc
się, zaznaczył 15 pozycji.
W zwiazku z powyzszym czarno widzę nasze obiady do 10 , kiedy to dostanę
pensję. Czarno tez widzę jego przygotowywanie sie do egzaminu po podstawówce.
Tylko czy egzamin to taka wazna sprawa?
Obserwuj wątek
    • abepe Re: Jestem bankrutem! 25.03.07, 22:32
      Dlatego cieszę się, że moje dziecko na razie nie ma pociągu do komputera i mówi
      tylko "mama kliknij". A ja mu pewnych stron nie pokazuję. Niedawno sprawdziłam
      przy nim pocztę i na nieszczęście zauważył informację o nowych Findusach:(

      Ale za to dziś przywieźliśmy od teściów nową ksiązkę o dinozaurach i "Kometę nad
      Doliną Muminków". Tę, którą mamy musimy wkrótce oddać do bibliotekii już czułam
      przymus zakupu. Hehe, ciągle coś teściom podkradamy. Niech no tylko szwagierka
      przyjedzie na święta do rodziców, to się nam oberwie:))

      To co, Verdano, podesłać Ci paczkę żywnościową (wałówkę też dostaliśmy od
      teściowej:))??
    • micafe Re: Jestem bankrutem! 26.03.07, 12:43
      Myślę nad cytatem literackim stosownym do Twojej sytuacji. Może "nie samym
      chlebem żyje cżłowiek"?
    • ana119 Re: Jestem bankrutem! 26.03.07, 14:31
      świetnie rozumiem i łączę się w bólu:)))
      • abepe Re: Jestem bankrutem! 26.03.07, 14:41
        Ciiiiii, właśnie się wybieram po dziecię do przedszkola. Planuję potem z nim
        zajrzeć do księgarni. Muszę jeszcze raz przemyślec swój plan:))
        • nchyb Re: Jestem bankrutem! 26.03.07, 15:06
          no cóż,
          o moim bankructwie na forach ksiązowych płaczę od dawna. Na jednym ustaliliśmy,
          że wzorm becikowego, dla namiętnych czytaczy przydałoby się bibliotczkowe
          niestety, chętnych do wypłaty brak...

          U mni dziecię przedszkolne grmkim głosem domaga się nowych książek, starsze
          dziecię jeszcze głośie chce nowości, dobrze że chociaż częściowo wspomagają nas
          biblioteki, bo pod most iść bym musiała...

          A do tego wszystkiego ja też nałogowy biblioholik jestem i czytać muszę ciągle
          i stale, bo jak nie to mam dreszcze i inne objawy odstawienia... :-)

          Więc jeno malwersacja mnie ratuje i ciągle wydaję więcej niż zarabiam... Jak ja
          to czynię? Cholera wie... :-)
          A w merlinowej przechowali, co 10 ubędzie i u mnie się pojawi to kolejnych
          kilkanaście pozycji rzybywa. I tak stale, syzyfowa praca przątnoąć tę
          przechowalnię...
          • mpalasz Biblioteczkowe!!! 26.03.07, 17:26
            Stanowczo jestem ZA!!! :)
            Może napiszemy jakąś petycję do "góry" w tej sprawie? Podpiszę się pod nią
            obiema rękami, nogą i czym tam jeszcze można będzie.
            Bowiem, po ostatnich danych statystycznych dotyczących czytania książek przez
            przeciętnego Polaka, opadły mi ręce, niestety. Wiem, że Wam również, bo chyba
            była gdzieś o tym mowa, w innym wątku.
            Teraz będzie ostrzej: skoro mamy prawo rodzić (tzn. nie ja osobiście, ale mimo
            wszystko) dzieci, skoro mamy obowiązek zapewnić im wychowanie i odpowiedni
            poziom kształcenia, to należy zapewnić nam środki na książki - takie czy inne -
            dla naszych dzieci! Niech powrócą domowe biblioteczki wypełnione zarówno
            starociami, jak i nowościami!
            Z drugiej strony - wiem, że mamy mało czasu na czytanie. Czas (oprócz tych
            nieszczęsnych pieniędzy) to najbardziej deficytowa rzecz w życiu. Ale spróbujmy
            coś z tym zrobić!
            Verdano, jestem z Tobą! Sam zadłużam się niemiłosiernie, aby kupić to, co mam
            ochotę przeczytać.. Padła propozycja paczek żywnościowych - może choć w takiej
            formie "góra" nam zaoferuje pomoc? ;)
            To jak, piszemy petycję? :))

            Z humorem i pozdrowieniami dla wszystkich -
            M.P.
            • verdana Re: Biblioteczkowe!!! 26.03.07, 17:54
              Może mi nie starczyć kasy. Ale czas na czytanie mam zawsze. Nawet gdy byly w
              domu noworodki. Czytałam przy karmieniu.
              • abepe Re: Biblioteczkowe!!! 26.03.07, 19:28
                verdana napisała:

                > Może mi nie starczyć kasy. Ale czas na czytanie mam zawsze. Nawet gdy byly w
                > domu noworodki. Czytałam przy karmieniu.
                >

                Właśnie czekam na ten słodki czas, hehe. Już szykuję wygodne siedzisko:))I
                odpowiedni stolik na lekturę. Tylko, cholipa, nasza biblioteka na czas remontu
                przeniosła się do miejsca niedostępnego uwózkowionym. A jak zacznę wydawać na
                pampersy to na inne prostokątne przedmiotymoże nie starczyć. Chyba, że becikowe,
                hehe, przeznaczę na zapas lektury:))
              • mama_kasia Re: Biblioteczkowe!!! 26.03.07, 22:10
                Wtedy to było czasu na karmienie... :-)))
                Ale teraz też nie narzekam. Dzisiaj czytałam przy piaskownicy :-),
                książkę tanią z allegro ;-))
                • mama_kasia Re: Biblioteczkowe!!! 26.03.07, 22:11
                  Na "czytanie" miało być :-)))
        • abepe Re: Jestem bankrutem! 26.03.07, 19:31
          abepe napisała:

          > Ciiiiii, właśnie się wybieram po dziecię do przedszkola. Planuję potem z nim
          > zajrzeć do księgarni. Muszę jeszcze raz przemyślec swój plan:))

          Noo i? (czy słychać w tym W. Manna?) Wyszliśmy z księgarni z nowym Findusem.
          Dobrze, że tylko, bo w czasie, gdy ja szukałam swoich Grześ przygotował stertę
          książeczek "dla naszego maluszka":)) Po negocjacjach zrezygnował, uffff.
          • akve Re: Jestem bankrutem! 26.03.07, 23:03
            Też poszalałam w NK,na allegro i w empiku,wiec wiem o czym piszesz ;-)

            Co do noworodka w domu-niemowlaka karmionego piersią -scisłej, to takowego mam
            i bardzo sobie chwale jego zbawienny wpływ na czytalnictwo,hehe.Albo dłuuugo
            karmię ,albo po karmieniu usypiam :-) Z ksiązka na kolanach ,ma się rozumieć !
            • verdana Re: Jestem bankrutem! 27.03.07, 11:36
              Paczka przyszła. Lezy na stole, a ja zajrzec nie mogę, bo syn jeszcze w szkole!
          • i2h2 Re: Jestem bankrutem! 27.03.07, 17:36
            abepe napisała:
            > Dobrze, że tylko, bo w czasie, gdy ja szukałam swoich Grześ przygotował stertę
            > książeczek "dla naszego maluszka":)) Po negocjacjach zrezygnował, uffff.
            Po kimś on ma ten życiowy spryt ;-P
    • bea-sjf Re: Jestem bankrutem! 27.03.07, 12:04
      Kurczaki ,też widziałam te nowości a na dodatek promocja na te starsze ,ze trzy
      tytuły nam brakuje ,no i co teraz ? Ksiązkowe prezenty na urodziny córki
      kupione ,nie ksiązkowe też ,nie ma z czego zrezygnować ,nawet wodę muszę
      kupować ,bo nie mogę się do kranówki przekonać;) .
      A becikowe już w połowie na ksiązki wydane właśnie ,reszta zasili konto wózka
      wspólnego dla chłopaków .
      Ja to się zastanawiam nad jakąś formą "podaj książkę" w naszym forumowym
      gronie ,bo po prostu nie sposób kupic wszystko na co się ma ochotę .
      Idę pokroić babkę na osłodę ( babka jest piaskowa i powstała dzięki
      córce :))) .
      • verdana Re: Jestem bankrutem! 27.03.07, 13:22
        Syn odmówił nakrywania do stołu, jedzenia obiadu, odrabiania lekcji i innych
        czynnosci. Książek jest piętnaście.
        Straciłam dziecko?
        • judytak Re: Jestem bankrutem! 28.03.07, 11:16
          verdana napisała:

          > Syn odmówił nakrywania do stołu, jedzenia obiadu, odrabiania lekcji i innych
          > czynnosci.

          moja córka jest w stanie czytać książki w trakcie większości tych czynności
          ja też...

          niemniej wiosna w pełni, i dziecko ostatnio większość czasu spędza w parku na
          rolkach
          oczywoście w ramach przygotowania się do testu, bo trzeba mózg dotlenić ;o)))

          pozdrawiam
          Judyta
          • abepe Re: Jestem bankrutem! 28.03.07, 11:57
            judytak napisała:


            >
            > moja córka jest w stanie czytać książki w trakcie większości tych czynności
            > ja też...
            >
            > niemniej wiosna w pełni, i dziecko ostatnio większość czasu spędza w parku na
            > rolkach


            Jesteś pewna, że nie zabiera ze sobą książki na rolki? Marna szansa, żebym
            akurat ja ją spotkała (w moim mieście dróżki nie sprzyjają rolkarzom) ale może
            stanowić zagrożenie dla siebie i innych:))
      • pszczolamaja No właśnie... 28.03.07, 00:08
        ostatnio spotkałyśmy się z przemiłą Koleżanką z forum, sąsiadką niemal zza
        miedzy (prawda, Koleżanko?) i wymieniłyśmy się książkami
        przeczytanymi/podwójnymi. Teraz przemiła Koleżanka zaoferowała się, że pożyczy
        mi kilka białych kruków ze swojej kolekcji, a dodatkowo doradziła, po
        własnoręcznym i własnoocznym przestudiowaniu kilku nowości, co warto kupić.
        Niezwykle sobie cenię takie spotkania, bo ja jednak głęboko jestem przekonana,
        że niewiele jest książek zdecydowanie koniecznych do zakupu, i trochę to takie
        już obsesyjne się u mnie zrobiło- kupić, kupić. Niby dlaczego zaraz "kupić"? Bo
        książka? E tam. To też się robi takie chorobliwe obżarstwo.
        Tak rozmawiałyśmy z przemiłą Forumowiczką, że nasze dzieci są w zasadniczo innej
        sytuacji, niż my w dzieciństwie. Liczba książek dostępnych wówczas umożliwiała
        zgromadzenie w miarę zamkniętego księgozbioru, który wiele z nas w szczegółach
        pamięta do dziś. Do książek tych wielokrotnie wracałyśmy, był na to czas. A czy
        nasze dzieci mają taką szansę? Czy naprawdę do pełni rozwoju czytelnictwa
        konieczne są obfite zakupy książkowe co tydzień? Jeśli tak - sorry, ale moje
        dzieci odpadają.
        • verdana Re: No właśnie... 28.03.07, 10:49
          No, wybacz, ale kompletnie nie rozumiem. Ale to kompletnie.
          Po pierwsze dla mnie posiadanie ksiązek i zakupy innych dobr materialnych sa
          rózna rzeczą.
          Po drugie - mogę najwyzej ubolewać, ze władza ludowa nie troszczyła sie o
          rozwój intelektualny obywateli i wydawała mało książek, a nie cieszyć się z
          tego, ze kiedyś książek było malo - nic, ale to absolutnie nic pozytywnego w
          tym nie widzę. Nie mowiac już o tym, ze o ile pamietam mój księgozbiór nie był
          zamknięty i absolutnie nie pamietam go w szczególach - za co bardzo jestem
          rodzicom wdzieczna.
          Po trzecie - owszem, jestem za wracaniem do ulubionych książek - ulubionych, bo
          zostały wybrane z wielu przeczytanych, a nie czytanych na okrągło, bo innych po
          prostu nie ma. To jakieś ograniczanie horyzontów. I zupełnie nie rozumiem w
          imię czego? Nauczenia dziecka, ze nie należy czytać zbyt róznorodnej
          literatury? Że lepiej miec mały księgozbiór i nie siegac po nowosci?
          A ja pytam - co jest dobrego w nie kupieniu dziecku wartosciowych książek? Co
          dziecko przez to zyskuje? Pieniądze na lody?
          • domil Re: No właśnie... 28.03.07, 13:19
            verdana napisała:

            > No, wybacz, ale kompletnie nie rozumiem. Ale to kompletnie.
            > Po pierwsze dla mnie posiadanie ksiązek i zakupy innych dobr materialnych sa
            > rózna rzeczą.
            > Po drugie - mogę najwyzej ubolewać, ze władza ludowa nie troszczyła sie o
            > rozwój intelektualny obywateli i wydawała mało książek, a nie cieszyć się z
            > tego, ze kiedyś książek było malo - nic, ale to absolutnie nic pozytywnego w
            > tym nie widzę. Nie mowiac już o tym, ze o ile pamietam mój księgozbiór nie
            był
            > zamknięty i absolutnie nie pamietam go w szczególach - za co bardzo jestem
            > rodzicom wdzieczna.
            > Po trzecie - owszem, jestem za wracaniem do ulubionych książek - ulubionych,
            bo
            >
            > zostały wybrane z wielu przeczytanych, a nie czytanych na okrągło, bo innych
            po
            >
            > prostu nie ma. To jakieś ograniczanie horyzontów. I zupełnie nie rozumiem w
            > imię czego? Nauczenia dziecka, ze nie należy czytać zbyt róznorodnej
            > literatury? Że lepiej miec mały księgozbiór i nie siegac po nowosci?
            > A ja pytam - co jest dobrego w nie kupieniu dziecku wartosciowych książek? Co
            > dziecko przez to zyskuje? Pieniądze na lody?
            >

            Wiesz Verdano, wszystko zależy od tego, jakie funkcje ma pełnić domowa
            biblioteczka dziecka. Jeśli ktoś uważa, że jest to celowe, a także ma sporo
            miejsca i pieniędzy, może w dziecięcym pokoju otworzyć filię biblioteki
            publicznej. Pozostali muszą kompletować księgozbiór według dość surowych
            kryteriów. Czy to źle, jeśli dziecko pod ręką będzie miało głównie książki
            szczególne, wysmakowane, a po resztę powędruje do biblioteki?

            W dzieciństwie byłam zasypywana dobrymi książkami - do momentu, gdy okazało
            się, że trzeba kubić mleko, buty, a na książki nie starcza już pieniędzy. I
            czytałam w kółko to, co już miałam na półkach, oraz oczywiście książki
            biblioteczne. Po latach okazało się, że najbardziej wryły mi się w pamięć
            właśnie książki wielokrotnie wertowane, z mojego "zbioru zamkniętego". Do dziś
            mam do nich szczególny stosunek.

            Nie krytykuj osób, które z różnych powodów nie kupują wszystkich interesujących
            nowości oraz wszystkich książek, jakie dziecko się domaga. To naprawdę nie jest
            konieczne.

            • domil Re: No właśnie... 28.03.07, 13:26
              domil napisała:
              > Nie krytykuj osób, które z różnych powodów nie kupują wszystkich
              interesujących nowości oraz wszystkich książek, jakie dziecko się domaga.

              Z autopoprawką: "JAKICH dziecko się domaga", oczywiście.
        • bea-sjf Re: No właśnie... 28.03.07, 12:23
          Pszczoła być może się doczekasz takich chwil - u nas licznych- gdy dzieci
          ślęczą w merlinie i wołają "jeszczę tę i tę i... mamo ,kuuuup .... " , a potem
          czytają z wypiekami - co w wypadku tych serii jest murowane :).Na prawdę
          książka bywa artykułem pierwszej potrzeby ,dla mojej najstarszej dwójki na
          pewno :))))
          • abepe Re: No właśnie... 28.03.07, 12:26
            bea-sjf napisała:

            > Pszczoła być może się doczekasz takich chwil - u nas licznych- gdy dzieci
            > ślęczą w merlinie i wołają "jeszczę tę i tę i... mamo ,kuuuup .... " , a potem
            > czytają z wypiekami - co w wypadku tych serii jest murowane :).Na prawdę
            > książka bywa artykułem pierwszej potrzeby ,dla mojej najstarszej dwójki na
            > pewno :))))

            Tak, tak, Beatko, napisz, dlaczego w Waszej łazience nie ma zameczka:))
            • verdana Re: No właśnie... 28.03.07, 13:27
              Oczywiście, ze jak nie ma kasy, to się książek nie kupuje - to dla mnie jasne i
              oczywiste.
              Natomiast Pszczołamaja nie występuje z pozycji "nie mam na książki, więc
              wybieram bibliotekę" - co jest chyba bezdyskusyjne, tylko raczej krytykuje ideę
              kupowania nadmiaru książek jako zasadę. To znaczy, jak zrozumiałam z Jej
              wypowiedzi, kupowanie książek jest "obżarstwem" i jako takie, niezaleznie od
              finansów nie powinno mieć miejsca. Dzieci powinny mieć mało książek i wracać do
              nich, niż żeby kupowano im nowości, a one czyta ły stale coś nowego.
              No i z tym się nie zgadzam.
              • abepe Re: No właśnie... 28.03.07, 14:56
                verdana napisała:

                > Oczywiście, ze jak nie ma kasy, to się książek nie kupuje - to dla mnie jasne i
                >
                > oczywiste.
                > Natomiast Pszczołamaja nie występuje z pozycji "nie mam na książki, więc
                > wybieram bibliotekę"

                Pragnę jednak zauważyć, że temat wątku oraz pierwszy Twój post, Verdano,
                sugerował, że kupujesz książki mimo barku środków na życie:))


                , tylko raczej krytykuje ideę
                >
                > kupowania nadmiaru książek jako zasadę. To znaczy, jak zrozumiałam z Jej
                > wypowiedzi, kupowanie książek jest "obżarstwem" i jako takie, niezaleznie od
                > finansów nie powinno mieć miejsca. Dzieci powinny mieć mało książek i wracać do
                >
                > nich, niż żeby kupowano im nowości, a one czyta ły stale coś nowego.
                > No i z tym się nie zgadzam.


                Chyba rozumiem, o co chodziło Pszczole i się z nią zgadzam. Albo przynajmniej
                rozważam różne możliwości postępowania i sposób rozumowania Pszczoły jest mi
                bliski.
                Na razie nie mam czasu na argumentację. Uciekam po przedszkolaka.

                A Wy tu sie kulturalnie sprzeczajcie:)
              • domil Re: No właśnie... 28.03.07, 16:24
                verdana napisała:

                > Oczywiście, ze jak nie ma kasy, to się książek nie kupuje - to dla mnie jasne
                i oczywiste.


                Nie napisałam, Verdano, że jedyną przyczyną niekupowania stosów książek jest
                brak pieniędzy. Przyczyny mogą być też inne – np. alergia na kurz, brak miejsca
                czy też bliskie mi przekonanie, że dziecko nie musi MIEĆ wszystkich ciekawych
                pozycji; wystarczą najciekawsze, resztę można pożyczyć (co nie znaczy, że nie
                robię licznych wyjątków ;-).

                Nie twierdzę, że Twoja strategia jest zła. Dla wielu osób pewnie jest
                optymalna. Ale lansowanie jej jako najlepszej z możliwych może wpędzać w
                bezsensowne poczucie winy wiele osób, które chciałyby, ale nie mogą jej
                zastosować.


                > Natomiast Pszczołamaja nie występuje z pozycji "nie mam na książki, więc
                > wybieram bibliotekę" - co jest chyba bezdyskusyjne, tylko raczej krytykuje
                ideę kupowania nadmiaru książek jako zasadę. To znaczy, jak zrozumiałam z Jej
                > wypowiedzi, kupowanie książek jest "obżarstwem" i jako takie, niezaleznie od
                > finansów nie powinno mieć miejsca. Dzieci powinny mieć mało książek i wracać
                do nich, niż żeby kupowano im nowości, a one czyta ły stale coś nowego.
                > No i z tym się nie zgadzam.

                Na tym forum raczej wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że im więcej książek
                dzieci przeczytają, tym lepiej. Kontrowersje dotyczą tego, ile książek powinny
                mieć na własność i czy koniecznie musi to być bardzo dużo.
              • i2h2 Re: No właśnie... 28.03.07, 17:02
                Verdano, myślę, że chyba jednak w tym przypadku źle Pszczołę zrozumiałaś - toż
                jej chodzi o nadmiar w zakupach, a nie w czytaniu. Zazdrość przez Pszczołę
                przemawia, i tyle ;-D Rozumiem ją doskonale, bo nie mam jeszcze półek tylko w
                kuchni i w łazience... A tyle jeszzce dobrych ksiażek, które bym chciała mieć
                pod ręką zawsze;-(
                • verdana Re: No właśnie... 28.03.07, 19:43
                  Tyle, ze ja nie widzę (przy zalozeniu juz powtarzanym, ze jest to możliwe, nikt
                  nie ma alergii na kurz, a porządany wystrój mieszkania sklada się ze stert
                  książek) nic dobrego w niekupowaniu. To znaczy owszem, nie ma sensu kupowanie
                  hurtowo wszystkich książek, dlatego ze wyszły, a dziecko "może" po nie sięgnie.
                  Natomiast nie kupowanie dziecku książek z ukochanej serii, wyczekiwanych,
                  książek dobrych, wartosciowych - i powiedzenie - jak chcesz przeczytać, to
                  mozesz przecież pożyczyć - to dla mnie uczenie, ze ksiązki szczególnie wazne
                  nie są. Nie warto ich zbierać, nie warto miec ich pod ręka. Przeczytać, oddać -
                  koniec.
                  No, a moze nie mam racji. Może dziecku wystarczą dzieje Stuartów, a Tudorów
                  będzie sobie mogł kiedys pożyczyć. Moze i to i to - to już obżarstwo.
                  • i2h2 Re: No właśnie... 28.03.07, 19:58
                    verdana napisała:
                    > To znaczy owszem, nie ma sensu kupowanie
                    > hurtowo wszystkich książek, dlatego ze wyszły, a dziecko "może" po nie
                    >sięgnie.

                    Tylko tak to rozumiem - również nie wyobrażam sobie nie kupić kolejnej książki
                    z jakiejś ulubionej i wyczekiwanej serii. Toż to byłby wyrafinowany sadyzm!
                  • domil Re: No właśnie... 28.03.07, 20:47
                    W zupełnym niekupowaniu rzeczywiście trudno znaleźć coś dobrego, w kupowaniu
                    powściągliwym – i owszem. Dziecko, przynajmniej do pewnego wieku, jest w stanie
                    wchłonąć ograniczoną liczbę książek. Jedno mniej, drugie więcej, to już
                    indywidualna sprawa. Dając w domowych zbiorach priorytet książkom
                    najwartościowszym zwiększam prawdopodobieństwo, że dziecko po nie właśnie
                    sięgnie.
                    Oczywiście staram się nie odmawiać, gdy coś jest dla dziecka bardzo ważne.
                    Natomiast czytelniczym zachciankom czasem ulegam, a czasem nie, tak jak i
                    różnym innym zachciankom.
                    • verdana Re: No właśnie... 28.03.07, 21:53
                      Moje dziecko wchłania jedną-dwie książkę z tej serii dziennie. Może ma
                      zaburzenia wchłaniania.
                      • domil Re: No właśnie... 28.03.07, 22:09
                        verdana napisała:

                        > Moje dziecko wchłania jedną-dwie książkę z tej serii dziennie. Może ma
                        > zaburzenia wchłaniania.

                        No to faktycznie jesteś poważnie zagrożona bankructwem :-)
                      • pszczolamaja To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 00:24
                        dodam, że wczoraj wyłączyli mi prąd i ominęła mnie ta pasjonująca dyskusja,
                        którą niechcący (no, dobra, tere-fere) wywołałam ;-)
                        Bardzo, ale to bardzo lubię irytować Verdankę i śmiem twierdzić, że robię w tym
                        postępy :-D
                        Dużo już miłe Koleżanki przywołały argumentów mi bliskich (ach, jakże poczułam
                        się zrozumiana :-) - buziaczki!)
                        Tak już zupełnie z innej beczki, to myśląc o różnych wielkich i znanych
                        bibliofilach nie przypominam sobie, by ich bibliofilstwo było przez nich w tak
                        nachalny sposób manifestowane i przeliczane na zakupione egzemplarze.Nie wiem,
                        czy miłość do książek mierzy się liczbą pozycji na fakturze z księgarni. Nie
                        wiem, czy moim marzeniem rodzicielskim jest rozwinąć w dziecku postawę
                        konsumowania książek (fast food), czy też ich smakowania, delektowania się,
                        budowania z nimi intymnych relacji (wielka uczta). Nie wiem, czy niespełnianie
                        wszystkich książkowych zachcianek uczy, że książki są nieważne.
                        W dyskusji trudno uniknąć uproszczeń, a te zazwyczaj mają dużą siłę rażenia...
                        • abepe Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 14:03
                          pszczolamaja napisała:

                          > dodam, że wczoraj wyłączyli mi prąd i ominęła mnie ta pasjonująca dyskusja,
                          > którą niechcący (no, dobra, tere-fere) wywołałam ;-)
                          > Bardzo, ale to bardzo lubię irytować Verdankę i śmiem twierdzić, że robię w tym
                          > postępy :-D
                          > Dużo już miłe Koleżanki przywołały argumentów mi bliskich (ach, jakże poczułam
                          > się zrozumiana :-) - buziaczki!)
                          > Tak już zupełnie z innej beczki, to myśląc o różnych wielkich i znanych
                          > bibliofilach nie przypominam sobie, by ich bibliofilstwo było przez nich w tak
                          > nachalny sposób manifestowane i przeliczane na zakupione egzemplarze.Nie wiem,
                          > czy miłość do książek mierzy się liczbą pozycji na fakturze z księgarni. Nie
                          > wiem, czy moim marzeniem rodzicielskim jest rozwinąć w dziecku postawę
                          > konsumowania książek (fast food), czy też ich smakowania, delektowania się,
                          > budowania z nimi intymnych relacji (wielka uczta). Nie wiem, czy niespełnianie
                          > wszystkich książkowych zachcianek uczy, że książki są nieważne.
                          > W dyskusji trudno uniknąć uproszczeń, a te zazwyczaj mają dużą siłę rażenia...

                          Kurczaki, nadal nie mam czasu na argumentowanie ale tak sobie muślałam, że
                          Pszczole właśnie o to chodzi:)) Może w weekend skrobnę cos od siebie:)
                          • verdana Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 15:01
                            Hm, a czym dziecko ma się delektować, skoro nie ma z czego wybierać? To juz nie
                            fast-food, tylko restauracja z eleganckim menu (poniżej homara w karcie nic nie
                            znajdziemy), która jest urocza raz na pół roku, ale zeby tak codziennie?
                            Znam, znam sporo osob, ktore czytaja "tylko wybitne książki". W tlumaczeniu na
                            język potoczny oznacza to, ze czytają jedną książkę na pół roku. Wybitną.
                            Bo czowiek czasem ma ochotę sobie po prostu poczytać, ot tak, podobnie jak ma
                            ochote zjeść loda. Wybieranie żywnosci tylko zdrowej i wartosciowej powoduje,
                            ze to jedzenie jakos malo przyjemne sie robi. Jemy tyle, by nie zmarnieć z
                            glodu, ale zeby tak dla przyjemności? Nie.
                            • i2h2 Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 15:06
                              A wiesz - niegłupia ta analogia do jedzenia. Tak sobie pomyślałam: urozmaicona
                              dieta jest zdrowa, nawet jeśli ją mcdonaldem od czasu do czasu zakąsimy, byle
                              nie strychniną. Z książkami tak samo - wszystko w miarę, czasem jakiś chłamik
                              disneyowski czy harlekinowy (o dorosłych myślę), byle bez tych "ulepszaczy" w
                              postaci skróconych lektur albo po prostu książek z błędami stylistycznymi,
                              ortograficznymi itp. Nawet wtedy bardziej się docenia te lepsze. Byle nie
                              odwrócić tej piramidy żywieniowej, bo w obu przypadkach efekt podobny ;-))
                              • verdana Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 15:17
                                Podpisuję sie co najmniej dwoma rękami. Ja nawet zastanawiam się, czy ta
                                piramida powinna na samym dole, jako podstawę mieć te "wartościowe" pozycje. Bo
                                wartościowych naprawdę dużo przczytać się nie da (bo i pomysleć trzeba, i tak
                                dużo znowu ich nie ma) i forsujac czytanie głównie takich pozycji - moim
                                zdaniem - oduczamy dziecko, ze czytanie jest po prostu przyjemnoscią, a nie
                                zawsze musi być pożyteczna nauką.
                                Jak nie nauczymy dziecko, ze czytanie to rozrywka (czasem dostojna, wysokich
                                lotów, ale zwykle po prostu prosta, taka sobie, codzienna), to prawdopodobnie w
                                ogóle nie będzie w wieku dorosłym czytać.
                                No i jak już jestesmy przy jedzeniu. Jeść za dużo nie należy, nie nalezy
                                dziecku kupować, kazdego batonika, który akurat lubi. Każdej książki, którą
                                zobaczy też nie. Ale nie kupowanie, aby się "nie przejadło" książek z
                                ulubionych serii, ulubionych autorów - to juz nie jest " zdrowa dieta", tylko
                                głodzenie.
                                • i2h2 Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 15:24
                                  To zależy od definicji "wartościowych". Dla mnie wartościowa jest m.in.
                                  Chmielewska, bo ma ogromny zasób słów i umie się nim posługiwać. Za to
                                  niezjadliwa okazała się np. "Anna In..." - może to tak, jak z niektórymi
                                  owocami morza ;-P Idąc tym tropem nie każda tzw. klasyka jest wartościowa,
                                  niektóra jest wręcz zwietrzała i nieświeża, he he.
                                  • verdana Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 16:14
                                    Dla mnie Harry Potter też jest wartościowy! A duża część klasyki jest
                                    cięzkostrawna.
                                    • i2h2 Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 16:27
                                      A propos Pottera:
                                      www.ksiazka.net.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=6626
                                      Bardzo lubię przekłady Polkowskiego, może już niedługo będę mieć okazję z nim
                                      porozmawiać o niuansach warsztatu tłumacza:-)
                            • domil Re: To ja tak nieśmiało... 30.03.07, 22:39
                              verdana napisała:

                              > Hm, a czym dziecko ma się delektować, skoro nie ma z czego wybierać? To juz
                              nie
                              >
                              > fast-food, tylko restauracja z eleganckim menu (poniżej homara w karcie nic
                              nie
                              >
                              > znajdziemy), która jest urocza raz na pół roku, ale zeby tak codziennie?
                              > Znam, znam sporo osob, ktore czytaja "tylko wybitne książki". W tlumaczeniu
                              na
                              > język potoczny oznacza to, ze czytają jedną książkę na pół roku. Wybitną.
                              > Bo czowiek czasem ma ochotę sobie po prostu poczytać, ot tak, podobnie jak ma
                              > ochote zjeść loda. Wybieranie żywnosci tylko zdrowej i wartosciowej powoduje,
                              > ze to jedzenie jakos malo przyjemne sie robi. Jemy tyle, by nie zmarnieć z
                              > glodu, ale zeby tak dla przyjemności? Nie.


                              Słusznie, słusznie. Tylko że nie o to się spieramy, co dziecko powinno czytać,
                              lecz na co warto wydać pieniądze (ewentualnie ryzykując bankructwem). Nie
                              rozumiem też przekonania, że świetna książa to trudna książka. "Czytadła" też
                              mogą być świetne albo takie sobie.
                              • pszczolamaja Re: To ja tak nieśmiało... 31.03.07, 09:46
                                Oczywiście, że nie spieram się o liczbę książek przeczytanych, lecz o liczbę
                                kupionych. O zasadę, że warto czytać, naprawdę nie musimy się na tym forum jakoś
                                szczególnie spierać ;-)O inne sprawy nie zaszkodzi się czasem pięknie poróżnić,
                                czyż nie? :-D
            • bea-sjf Re: No właśnie... 28.03.07, 13:58
              > Tak, tak, Beatko, napisz, dlaczego w Waszej łazience nie ma zameczka:))

              Historia zameczka opowiadana jest tym wybrańcom ,którzy zmuszeni fizjologią
              zderzają się z pewną niedogodnością w naszej łazience ;).He,he ,że też
              pamiętasz takie drobiazgi :))))) Proszę tylko nie wyciągać pochopnych wniosków
              jakoby pieniądze przeznaczone na zameczek były wydawane na książki ;).Rzecz
              jest bowiem bardziej dramatyczna ...
              • i2h2 Re: No właśnie... 28.03.07, 14:03
                bea-sjf napisała:
                > Rzecz jest bowiem bardziej dramatyczna ...

                Nie mów, że ktoś zasnął nad niezbyt interesującą lekturą i trzeba było drzwi
                wyważać... ;-P
    • i2h2 Re: Jestem bankrutem! 27.03.07, 17:33
      verdana napisała:
      > Czarno tez widzę jego przygotowywanie sie do egzaminu po podstawówce.
      > Tylko czy egzamin to taka wazna sprawa?
      Jak już je wszystkie przeczyta, te "Erudycje..." zwłaszcza, to egzamin ma w
      jednym palcu ;-)
    • michmaja Re: Jestem bankrutem! 27.03.07, 22:45
      A nam się udało nie zbankrutować przy zakupie 15 książek - Monstrualna erudycja
      i Straszna historia,na allegro zapłaciliśmy za ten komplet, w stanie idealnym,
      110zł.Michał teraz czyta w każdej wolnej chwili.
    • judytak Re: Jestem bankrutem! 28.03.07, 11:12
      verdana napisała:

      > Czarno tez widzę jego przygotowywanie sie do egzaminu po podstawówce.

      jeśli robi tylko tyle testów próbnych i tym podobnych, ile robią w szkole, to i
      tak już jest przetrenowany ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • verdana Re: Jestem bankrutem! 28.03.07, 11:44
        Zgadzam sie w zupełnosci!!!
        W szkole mojego syna każdy następny test wypada gorzej od poprzedniego,
        dzieciaki sie stresuja.
        Ale gdyby się nauczył np. mnożyc, to byłoby całkiem nieźle. Za mnożenie i
        dzielenie regularnie traci 4 punkty.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka