tawnyroberts
23.09.09, 19:28
W poprzednim internetowym wydaniu "Naszego Słowa" pojawił się tekst
o pracach renowacyjnych na cmentarzu w Żukowie (obecnie Kowalówka),
na którym przed rokiem działał "Magurycz". Wspaniale, że znaleźli
się kontynuatorzy dzieła rozpoczętego przez Szymona i spółkę, ale...
O tym może później.
„Żuków wstaje spod ziemi”
„Małe ojczyzny kończą się tam, gdzie kończą się mogiły naszych
przodków” – powiedział Ryszard Kapuściński. Kiedy mowa o Ukraińcach
w Polsce, to słowa te brzmią aktualnie jak nigdy. Dzisiaj na
Zakerzonniu jest wiele cmentarzy z datami śmierci nie późniejszymi
niż 1947 r. Na nich nierzadko krzyże zarastają mchem, rozsypują się
lub w ogóle leżą, przykryte warstwą ziemi.
Jednak są nekropolie, którym, jak to się mówi, „poszczęściło się”.
Do takich należy cmentarz we wsi Żuków na Lubaczowszczyźnie. Już od
kilku lat prowadzone są na nim prace w celu zachowania tego znaku
naszego tam istnienia. Kilka lat temu postanowili podnieść cmentarz
z ruiny potomkowie żukowian.
W 2007 r. prowadził tam swoje prace „Magurycz”. W minionym roku na
zaproszenie przemyskiego oddziału ZUwP studenci z Instytutu
Architektury Narodowego Uniwersytetu „Politechnika Lwowska”
przeprowadzili ekspedycję pod nadzorem dwóch docentów. Cel
ekspedycji: wykonanie inwentaryzacji wszystkich krzyży i nagrobków
na cmentarzu. 9 sierpnia do Żukowa znów przyjechali studenci
politechniki, a obok cmentarza swój obóz „Wyrij” rozbili starsi
płastuni z Polski i Ukrainy.
„Idea przeprowadzenia płastowego obozu na ukraińskich ziemiach
etnicznych w Polsce wynikła podczas odsłonięcia pomnika poświęconego
Ukraińcom zamordowanym w Pawłokomie – opowiada komendant „Wyrija”
st. pł. Andrij Kotliarczuk. – Po ubiegłorocznej ekspedycji
inicjatywna grupa płastunów wzięła się za organizację takiego obozu
wspólnie ze studentami. Dołączyli do nas płastuni z Polski. Nie
można nie wspomnieć o wielkich wsparciu ZUwP w osobach Marii Tuckiej
i Stefana Kołosowskiego.”
Studenci mieszkali w miejscowej szkole, a płastuni w namiotach.
Wśród uczestników z Polski byli także nieskauci. Od rana do wieczora
wszyscy pracowali na cmentarzu. W niedzielę do cerkwi, a później
wycieczka po okolicznych wioskach. Zajęcia nie brakowało – od
ciężkiej fizycznej pracy, do takiej, która wymaga niemało
cierpliwości, czy nawet delikatności.
Komendant wyjaśnia: „Każdy nagrobek jest artystyczną pamiątką
bruśnieńskiej szkoły kamieniarstwa, która zniknęła po deportacji
Ukraińców. Tutaj są potrzebni fachowcy z instytutów architektury,
restauracji – właśnie dlatego niezbędna jest pomoc Politechniki
Lwowskiej. Ale zrozumiałe, że uporządkowanie cmentarza potrzebuje
także siły fizycznej – dla podniesienia, przeniesienia i czyszczenia
krzyży. Do tego jest potrzebna świadoma, inicjatywna ukraińska
młodzież. A „Płast” to dobra organizacja, która wychowuje świadomą
młodzież, co z wielką inicjatywą, zrozumieniem i entuzjazmem
podchodzi do takich rzeczy”.
„-Trzeba pozostawić po sobie piękną dokumentację. To konieczna
rzecz. Komputerowa mapa cmentarza, na którą naniesiono granice
cmentarza, kapliczkę, największe drzewa i każdą mogiłę, jest już
sporządzona. Oprócz tego dla każdej mogiły sporządzono kartę
inwentaryzacyjną (w języku ukraińskim i polskim), na jakiej mieści
się fotografia i parametry nagrobka: rozmiar, daty i rozszyfrowany
napis. Mapa została wykonana jeszcze minionego roku, ale przez to,
że w tym roku odkopano wiele krzyży, zaktualizowano ją. Dodatkowo, z
tego co udało się rozszyfrować, sporządzamy spis wszystkich
pochowanych na cmentarzu. Pracy jest jeszcze na następny rok” –
akcentuje Ołena Stasiuk, odpowiedzialna za naukowy nadzór nad
robotami. [...]
St. pł. Ihor Horkiw
Pełna treść artykułu: 27 września 2009 r.
„Nasze Słowo” Nr 37, 13 września 2009 r.
nslowo.pl/content/view/625/94/