demon1903
11.07.10, 12:18
W trzy miesiące po tym jak antyrosyjska fobia, przemożna skłonność do partiotycznej celebry oraz lekceważenie elementarnych zasad bezpieczeństwa zaprowadziły Lecha Kaczyńskiego w smoleńskie bagno, w Warszawie miał miejsce protest zorganizowany przez zwolenników jego prezydentury. Uczestnicy protestu odegrali na placu Piłsudskiego jakąś pantomimę udając lot samolotem pod Hotel Victoria, po czym opowiedzieli dziennikarzom, jaki jest ich problem. Oczywiście na tyle, na ile sami go rozpoznają, bo widać na pierwszy rzut oka, że nadal żyją w głębokim szoku i nie wszystko do nich dociera. Nie są w stanie zaakceptować kilku wniosków wskazujących jakie okoliczności doprowadziły do tej absurdelnej katastrofy, więc na wszelki wypadek nikomu nie wierzą. Współczuję, bo chyba trudno jest z czymś takim żyć.
Frustracja posmoleńska każe im domagać się od władz państwa:
Do Polski powinny powrócić szczątki samolotu, czarne skrzynki, rodziny zmarłych powinny być otoczone przez władze specjalną opieką, a śledztwem powinna zająć się międzynarodowa komisja. Członkowie ruchu mówią bowiem, że nie wierzą ani naszym śledczym, ani rosyjskim. Ich zdaniem, ponieważ otrzymujemy od strony rosyjskiej tylko kopie dokumentów istnieje możliwość manipulacji. l LINK
O bolączkach Ruchu 10 kwietnia – organizatorów akcji – wie prokurator generalny Andrzej Seremet. Ale on „nie widzi podstaw prawnych, dla których Polska – jak się wyraził – „miałaby zrzec się elementów suwerenności” i wystąpić o międzynarodową komisję ws. katastrofy. – To wyraz jakiejś nieufności do organów polskich i przekonania, że organy międzynarodowe zrobią to lepiej- mówił prok. Seremet
Prokurator nie musi tego wiedzieć, ale problem uczestników happeningu polega na tym, że chorobliwy brak zaufania to jest objaw paranoi i to raczej trzeba leczyć w poradni zdrowia psychicznego a nie rysując kontury samolotu na betonowej płycie. Symboliczna symulacja lotu do Smoleńska nie jest lekarstwem! Niechże im samym albo ich opiekunom, ktoś z autorytetem, (może Łukasz Warzecha z S24 ?) wytłumaczy, że nawet, gdyby powstało sześć Niezależnych Międzykontynentalnych Komisji d/s badania smoleńskiej mgły oraz drugie Sześć Komisji d/s zawartości czarnych skrzynek i przyczyn spóźnienia wylotu z Wa-wy, to dopóki wyniki badań nie pokryją się w 100% z teoriami wyznawanymi przez uczestników Ruchu 10 kwietnia – tak długo nieufność i negowanie wszystkich niesprzyjajacych faktów będzie tkwić w ich mózgownicach jak cierń w dupie. Po kolejnych 3 miesiącach i kolejnych 3 latach wciąż będą szukać winnych nie tam gdzie trzeba, wciąż domagać się dalszych badań Niezależnych od tych wcześniejszych, które nie okazały się wystarczająco Niezależne od tamtych zupełnie Zależnych. A najlepiej żeby Niezależne Dochodzenie przeprowadzili w trójkę Macierewicz, Mariusz Kamiński i Jan Pospieszalski.
Badania rzeczywiście są potrzebne, ale nie należy mnożyć komisji. Wystarczy kilku dobrych psychoterapeutów, aby pomogli happenerom pozbyć się traumy i w drodze treningu nauczyć akceptować także tę parszywą możliwość, że arogancja i lekceważenie warunków pogodowych oraz ustawianie się w pozycji nadczłowieka, który „ląduje tam gdzie chce” mogą być absolutnie wystarczającą przyczyną rozkwaszenia samolotu z 96 osobami na pokładzie.
Jest jeszcze druga opcja: ci ludzie nie są prawdziwymi paranoikami, tylko w imię interesów partyjnych swoich mocodawców udają chorobę, żeby wprowadzać społeczne zamieszanie i mnożąc pytania rozmywać niewygodne wnioski płynące z dotychczasowych ustaleń prokuratorów. Można to łatwo sprawdzić, pytając czy ufają prokuratorom krajowym badającym jakąkolwiek inną sprawę. W przypadku, gdy odpowiedź brzmi NIE, można sugerować leczenie. Ale coś mi się wydaje, że chodzi o perfidną symulację choroby.