darino
06.09.10, 09:49
Mój tata opowiadał mi o transporcie drewna po wojnie. Otóż dłużycę z większej części gminy Bircza wożono samochodami lub końmi do Bachowa na bindugę, i wrzucano do wody. Tam mieszkańcy Bachowa zajmujący się spławem wbijali w kloce specjalne klamry, łącząc je później za pomocą długich prętów metalowych. Tratwy były łączone po dwie, na początku i na końcu zestawu montowano dwa długie wiosła. Jeden taki zestaw obsługiwało 2 ludzi, a pływało się grupami po 10-12 takich zestawów. Drewno dopływało do Jarosławia, gdzie kłody były rozpinane, i wyciągarka wyciągała kloce na brzeg. Ciężarówka wiozła sprzęt z powrotem do Bachowa, a flisacy wracali PKS-em.
Taka opowiastka ...