tawnyroberts
14.03.11, 11:25
Końcem lutego w "Nowinach" pojawił się artykuł pióra Piotra Potaczały na temat kondycji turystyki w Bieszczadach. Niestety, z tekstu ani przez moment nie powiewa optymizmem: jest źle, a może być jeszcze gorzej. Ciekawe, czy i Wy podzielacie krytyczną opinię redaktora. A może dostrzegacie coś, o czym nie ma wzmianki w artykule? Zachęcam do dyskusji.
"Turyści omijają Bieszczady. Co zrobić, by wrócili?"
Turyści zimą coraz częściej omijają Bieszczady. Niektórzy przedsiębiorcy zawiesili nawet działalność. W poprzednich sezonach też nie było różowo, ale nigdy aż tak nędznie. Co zrobić, aby za rok odbić się od dna?
Znana w całym kraju, a nawet opiewana w piosenkach Cisna, nie narzeka na brak gości tylko latem. Przez resztę roku nie dzieje się tu niemal nic. Odbija się to na dochodach samorządu i mieszkańców. Może byłoby nieco lepiej, gdyby w gminie powstała planowana od dawna stacja narciarska i kolej linowa w masywie Jasła. Projekt został jednak oprotestowany przez przyrodników i raczej nie ma szans na realizację, przynajmniej w najbliższych latach.
Nie pomogły starania najpierw posłanki, a teraz europosłanki Elżbiety Łukacijewskiej, nic nie dało szukanie przez samorząd biznesmenów gotowych wyłożyć pieniądze na nowoczesne nartostrady. Chcąc nie chcąc lokalne władze muszą skupić się na innych projektach mogących przyciągnąć turystów.
- Chcemy zrobić sztuczne lodowisko w Cisnej i tor saneczkowy w Wetlinie - wylicza wójt Renata Szczepańska. - Ale sami tego nie udźwigniemy, musimy się starać o pieniądze unijne.
I to niezwłocznie, bo jeśli tej zimy już kilka hoteli i pensjonatów w gminie Cisna zamknęło podwoje z braku gości, to za rok lub dwa może być jeszcze gorzej.
*Ukraińcy raczej nie wrócą*
Nie lepiej jest tej zimy w innych bieszczadzkich gminach. Mimo, że Ustrzyki Dolne mają kilka wyciągów, w tym krzesełkowy, i są one w razie potrzeby sztucznie naśnieżane, daleko do liczby narciarzy sprzed kilku lat, a konkretnie sprzed wejścia Polski do strefy Schengen.
- Mało kto zamawia noclegi - zamartwia się właściciel gospodarstwa agroturystycznego położonego 200 metrów od stacji narciarskiej Gromadzyń. - W porównaniu z ubiegłym sezonem nie zarobiłem nawet jednej trzeciej, a wciąż trzeba coś remontować, ulepszać.
Nie inaczej jest w hotelach, pensjonatach. Świecą pustkami, a jeśli już trafi się gość lub mała grupa, to tylko na jeden, dwa noclegi. - Może gdyby zima była ostra i śnieżna, jakoś wyszedłbym na swoje, w obecnych warunkach nie ma szans - kręci głową hotelarz z Ustrzyk, dodając, że jedynie na przełomie roku miał nieco większe obłożenie, ale to normalka, bo sylwester i Nowy Rok w górach zawsze przyciągał.
Bronisław Mrugała, właściciel wyciągów na Gromadzyniu i Laworcie, pogodził się z sytuacją, że czasy najazdu gości ze Wschodu już nie wrócą. Ukraińcy, którzy kiedyś zjeżdżali tłumnie, dzisiaj wybierają ośrodki narciarskie w Słowacji lub u siebie, bo i na Ukrainie powstaje ich coraz więcej.
- Generalnie to i miejscowych, z Podkarpacia, coraz mniej. I pierwsza tura ferii była nieudana (odwilż), a druga tylko trochę lepsza. Kiedyś na parkingach nie można było zliczyć samochodów z warszawskimi czy lubelskimi rejestracjami, dzisiaj trudno je znaleźć - podsumowuje Mrugała.
Tłoku nie ma też na innych bieszczadzkich wyciągach. Mariusz Skubisz, szef stacji Lesko-Ski w Weremieniu, nie ukrywa, że o tym sezonie wolałby szybko zapomnieć. - Nawet gdyby przez najbliższe tygodnie wyciągi nieustannie pracowały, strat i tak nie odrobię. Również dlatego, że jeździ nieporównanie mniej narciarzy niż w ubiegłych latach. Czasami nie opłaca się nawet uruchamiać wyciągu, bo energia jest droga i mocno bije po kieszeni.
*Skazani na nudę*
Jeszcze gorzej jest tam, gdzie turyści nie mogą pojeździć na nartach lub mają bardzo ograniczone możliwości. W drugiej co do wielkości w Polsce gminie Lutowiska (pierwsza obszarowo jest gmina Ustrzyki Dolne) funkcjonuje zaledwie jeden niewielki wyciąg w Dwerniczku.
Niedawno Bieszczadzki Park Narodowy chciał wydzierżawić podobny w Ustrzykach Górnych, ale nikt nie przystąpił do przetargu. - W lutym już za późno na szukanie chętnego, może w kolejnym sezonie - mówi Ryszard Prędki z BdPN.
Tereny w wysokich Bieszczadach są iście bajkowe. Cóż z tego, skoro oblegane głównie latem i trochę jesienią, dla mieniących się kolorami lasów? Co najmniej od dekady mówi się tutaj (wśród mieszkańców, w samorządzie) o potrzebie budowy wyciągów, lecz na pobożnych życzeniach się kończy.
Większość gminy Lutowiska to park narodowy, park krajobrazowy albo inne formy ochrony. A gmina Cisna niemal w całości objęta jest siecią Natura 2000 i ma z tego powodu poważne ograniczenia inwestycyjne.
Jeśli w Bieszczadach jest akurat śnieg i pełną parą pracują stacje narciarskie, to turyści i tak narzekają. Powód? Wieczorami są skazani na nudę. W Ustrzykach Dolnych bary, kawiarnie i restauracje zamykane są o 22 (oprócz jednej przy ul. Fabrycznej), nie ma koncertów, dyskotek, dansingów (dopiero ostatnio zaczęła je organizować jedna z restauracji), innych form zabawy.
Tylko kino w weekendy. Nie lepiej jest w Lesku, zaś gdzie indziej turysta z konieczności siedzi w wynajętym pokoju i zmuszony jest oglądać telewizję. Nie będzie się przecież bez celu włóczył po wsi, nie przyjechał też po to, by popijać piwo w sklepie.
- Ustrzyki Dolne mienią się zimową stolicą Podkarpacia, więc muszą zadbać o relaks dla gości - powtarzają od lat przyjezdni. - Wyciągi i kryta pływalnia, nawet z sauną, siłownią i solarium, to za mało, toteż z roku na rok turystów jest w Bieszczadach mniej.
- Byłem w Ustrzykach na kilkudniowym wypoczynku w styczniu i uważam, że miejscowość nie wykorzystuje możliwości - pisze do naszej redakcji Paweł z Rzeszowa. - Chciałem przehulać kasę, ale nie miałem gdzie. Dołowałem się w pensjonacie i po trzech dniach wróciłem struty do domu.
Henryk Sułuja, burmistrz Ustrzyk Dolnych, podziela opinię, że po zmroku miasto zamiera. - To duży mankament, mam nadzieję, że wreszcie ktoś z tutejszych biznesmenów się przebudzi i wyjdzie z pomysłem prowadzenia wieczornego lokalu, w którym byłoby nie tylko jedzenie i picie, ale też jakaś rozrywka.
Burmistrz zastrzega jednak, że obecna zima jest przede wszystkim fatalna z uwagi na kapryśną aurę. Jest przekonany, że właśnie dlatego turyści ominęli Bieszczady, choć wyciągi, przynajmniej te na Laworcie i Gromadzyniu, niemal nieustannie pracowały.
*Trzeba obniżać ceny*
Z niepokojem na turystyczną mizerię patrzy wójt gminy Solina Zbigniew Sawiński. Przyznaje, że chętni do wypoczynku w Bieszczadach dzwonią, ale od razu pytają, ile jest śniegu. - W czasie styczniowych ferii niemal wszyscy, którzy mieli do nas przyjechać, zrezygnowali. Bo liczyli na kuligi, narty, mieli pomysły na śnieżne konkursy rzeźbiarskie, a pogoda spłatała figla.
Przykładów jest sporo, oto kilka: parokrotnie odwoływano niezwykle popularny bieg narciarski szlakiem kolejki wąskotorowej w Cisnej; przekładano termin wyścigów psich zaprzęgów w Baligrodzie; musiano przełożyć prestiżowy Bieszczadzki Bieg Lotników w Ustianowej oraz wyścigi psich zaprzęgów w Lutowiskach. - Nie ma się co czarować, zimy są coraz słabsze i trzeba będzie zacząć wymyślać alternatywne do narciarstwa formy wypoczynku - mówią mieszkańcy Bieszczadów.