venus99
15.11.11, 14:11
Wołyń i Sahryń
Ewa Siemaszko
Nie można zrównywać zbrodni ludobójstwa z uprzedzaniem ataków i odwetem za zabójstwa, terror i poniżenie
Od kilku miesięcy pojawiają się w mediach zapowiedzi uroczystości odsłonięcia upamiętnień dwu krwawych wydarzeń z lat 40. ubiegłego wieku z obszaru wspólnej polsko-ukraińskiej historii – w Sahryniu koło Hrubieszowa oraz Woli Ostrowieckiej i Ostrówkach na Wołyniu. Choć były to dwa różne wydarzenia, a zapowiadana jest teraz jedna uroczystość – tego samego dnia w dwóch miejscowościach – uświetniona obecnością prezydentów Polski i Ukrainy, co społeczeństwa obu państw skłania do własnych interpretacji, warto się przyjrzeć, co się wówczas stało.
Pierwsze wydarzenie to wymordowanie 30 sierpnia 1943 r. przez UPA z udziałem okolicznej ludności ukraińskiej dwu położonych obok siebie wsi polskich na Wołyniu, założonych w XVI w., Ostrówek i Woli Ostrowieckiej. Zginęło w obu wsiach ok. 1080 Polaków, od niemowląt po starców. Nie był to jednostkowy atak na wytypowane specjalnie te właśnie miejscowości, lecz fragment szczególnie nasilonej w ostatnich dniach sierpnia 1943 r. ludobójczej depolonizacji Wołynia, podczas której zaatakowano Polaków w co najmniej 95 miejscowościach i – jak zeznał sądzony przez władze sowieckie dowódca Okręgu Wojskowego „Turiw" UPA-Północ Jurij Stelmaszczuk „Rudyj", przeprowadzający sierpniowe rzezie – zamordowano wtedy ok. 15 tys. Polaków.
Ludobójcza depolonizacja trwała już od początku 1943 r. na Wołyniu, od połowy 1943 r. w Małopolsce Wschodniej, a jesienią 1943 r. napady nacjonalistów ukraińskich na Polaków zaczęły się we wschodnich powiatach Lubelszczyzny, na teren której zresztą napłynęły od lipca 1943 r. rzesze polskich uchodźców z Wołynia, w tym wielu rannych i okaleczonych liczących tam na bezpieczeństwo.
Drugie wydarzenie to prewencyjno-odwetowa akcja dokonana 10 stycznia 1944 r. przez lubelskie oddziały Armii Krajowej, wspomagane przez pododdział Batalionów Chłopskich, na nacjonalistyczną bazę we wsi Sahryń, z której były dokonywane wypady na Polaków w okolicy. Decyzja o rozgromieniu Sahrynia została podjęta pod wpływem ustaleń wywiadu podziemia, że 16 marca 1944 nastąpi zmasowany atak bojówek ukraińskich. Chodziło zatem o niedopuszczenie do mordów na skalę wołyńską, gdzie polskie kontrakcje były słabe, spóźnione, a przede wszystkim rzadkie, bo gdyby było ich wiele i skutecznych, to nie straciłoby tam życia aż 60 tys. Polaków. Wiadomości wywiadowcze, choć może nieprecyzyjne, bo zapowiadające ofensywę antypolską z Sahrynia, jednak były bliskie prawdy, bowiem 16 marca na Lubelszczyznę przybyły z Małopolski Wschodniej oddziały Ukraińskiej Narodowej Samoobrony, przemianowane później na UPA, nie w celach turystycznych przecież. W Sahryniu znajdowały się: silnie uzbrojony posterunek policji ukraińskiej oraz bojówki zorganizowane przez OUN oraz grupy Ukraińców z niemieckich jednostek SS, w wiejskich warunkach usadowione w chłopskich zabudowaniach pośród ukraińskiej ludności cywilnej, której oszczędzanie było nakazane rozkazami akowskich dowódców. Jednakże kilkugodzinna walka z zaciekle broniącymi się Ukraińcami, podczas której podpalano zabudowania, a także niepohamowane odwetowe zachowania części uczestników akcji, którzy niejednokrotnie już stykali się z zabójstwami Polaków przez nacjonalistów ukraińskich, spowodowały niestety również znaczne straty wśród ukraińskich cywili, w tym kobiet i dzieci. Nie tylko w Sahryniu, ale też w kilku okolicznych miejscowościach uznanych za siedliska nacjonalistyczne, zaatakowanych jednocześnie z Sahryniem lub bezpośrednio po nim, wyniosły one łącznie ponad 600 osób (według trudnego do zweryfikowania wykazu przedstawionego przez środowiska ukraińskie), wśród nich uzbrojonych mężczyzn.
Liczba ofiar napadu na Ostrówki i Wolę Ostrowiecką, które należy ujmować wspólnie, przewyższa liczbę ofiar w Sahryniu, nawet z włączeniem ofiar w sąsiednich miejscowościach (647 osób z siedmiu miejscowości). Tymczasem na etapie podjęcia decyzji o równoczesnym uczczeniu ofiar z tych dwu różnych miejsc rzucało się w oczy, że liczba ofiar akcji prewencyjno-odwetowej jest wyższa niż ofiar akcji ludobójczej, która wtedy była ograniczona w upamiętnieniu do Ostrówek (co najmniej 474 zabitych). Zapowiadało się więc świadome czy nieświadome zacieranie różnic w urzędniczych gabinetach. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, dysponując gromadzoną przez wiele lat bogatą dokumentacją stanowiącą podstawę obecnych i przyszłych upamiętnień, wykazała jednak konieczność umieszczenia na pomniku listy ofiar z obu wsi polskich: Ostrówek i Woli Ostrowieckiej.
Kolejna różnica pomiędzy omawianymi wydarzeniami dotyczy ich przebiegu. W Sahryniu były toczone walki i nie zabijano ludzi młotkami do uboju zwierząt, siekierami, widłami itp., jak mordowano Polaków na Wołyniu. Ukraińcy w Sahryniu ginęli od kul, granatów i dusząc się w schronach od żaru i dymu palonych zabudowań. Jednakowa jest tylko trauma obu wydarzeń, odczuwana do dziś po stronie polskiej i ukraińskiej – z ludzkiego punktu widzenia uzasadniona. Ten sam ból umierania, taka sama groza i rozpacz tych, którzy utracili bliskich. I tu, i tam: nieszczęście, przed którym należy się pochylić.
W Sahryniu od ponad dwu lat stoi pomnik pomordowanych połączony z częścią cmentarza, gdzie znajdują się mogiły ofiar z 10 marca 1944. Gdyby nie samowolna ingerencja w formę pomnika i treść przez stronę ukraińską (podmiana krzyży zatwierdzonych w projekcie, dopisanie nieuzgodnionych z ROPWiM miejscowości i nazwisk), odbyłoby się już odsłonięcie pomnika. W Ostrówkach pomnik ma dopiero powstać, czym intensywnie zajmuje się obecnie ROPWiM. Latem tego roku, dzięki silnemu zaangażowaniu ROPWiM i ofiarnej pomocy dra Leona Popka z lubelskiego oddziału IPN, który od ponad 20 lat prowadzi badania nad zbrodnią w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, została tam dokonana ekshumacja z kilku mogił masowych. To drugi etap ustalania miejsc spoczynku i godnego pogrzebania ofiar. Pierwsza ekshumacja, dzięki determinacji dra Popka, była przeprowadzona w 1992 r.
Życzliwość i słowne napaści
Na uznanie zasługuje życzliwe podejście władz obwodu wołyńskiego wobec naszych przedsięwzięć upamiętniających. Na cmentarz w Ostrówkach, gdzie ma stanąć pomnik, jest już doprowadzona droga, a wcześniej bez problemu dojechać można było tyko pojazdem na gąsienicach. Również miejscowa ludność ukraińska okazywała serce, pomagając w wyszukiwaniu mogił i troszcząc się o członków polskiej ekipy badawczej.
Niestety, są też trudności. Kością niezgody stała się lista ofiar, którą kwestionują ukraińskie środowiska nacjonalistyczne, wywierając naciski na trzy szczeble władzy (centralną, obwodową i lokalną wiejską), by jej nie zaakceptowały, i to blokuje postęp prac nad budową pomnika.
Umieszczenie listy ofiar z nazwiskami 1080 Polaków, podpartej wynikami ekshumacji, dezawuuje legendę o „rycerzach" z UPA, tak silnie lansowaną przez ukraińskie organizacje nacjonalistyczne, część ukraińskich środowisk naukowych i publicystów. Jak bardzo jest to niewygodne dla nacjonalistycznej propagandy, świadczą następujące fakty: najpierw, jeszcze w sierpniu, brutalna słowna napaść przedstawicieli ultranacjonalistycznej „Swobody" na polskich archeologów, zarzucająca zawyżenie liczby osób, których szczątki odnaleziono, połączona z próbą niekompetentnego liczenia kości, i w ostatnich dniach, o czym dowiedziałam się właśnie od lwowskich informatorów – wyrzucenie z pracy ukraińskiego archeologa, który współpracował z polską ekipą. Zarzucono mu, że nie dopilnował Polaków!
Mimo tych bulwersujących incydentów, pokazujących, jak trudno pogodzić się niektórym ukraińskim środowiskom z niechlubnymi kartami historii i jak silna bywa chęć ich ukrycia, polska strona w sprawie upamiętnienia Ostrówek i Woli Ostrowieckiej spotykała się na Ukrainie ze zrozumieniem i pomocą. Toteż trzeba mieć nadzieję, że w końcu powstanie pomnik ofiar tej tragedii.