Dodaj do ulubionych

Jest dyrektor!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.08, 12:13
Nowym dyrektorem szpitala został Janusz Hamryszczak z Żurawicy :)Nie
wiem czy mu gratulować,czy współczuć?
Obserwuj wątek
    • Gość: beer Re: Jest dyrektor! IP: *.ptvk.pl 06.02.08, 14:14
      brawo ! nareszcie będzie normalnie
      • Gość: oscylot Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.08, 14:50
        tak bedzie normalnie.... chwile bedzie dyrektorem pozniej odejdzie dostanie
        odprawe ... ja też tak chce brakuje mi do mieszkania
        • Gość: bardzo ciekawy Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.08, 15:35
          A jaką kasiorkę ma taki dyr.? Pewnie sporą,skoro zastępca finansowy, dobrze
          przecież zorientowany co jest grane w szpitalu,zdecydował się zostać głównym
          dyrem. A czy czasem przy publicznej forsie finansowy nie jest
          współodpowiedzialny razem z dyrem za stan szpitala?
    • Gość: umierajacy pacjent Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.08, 17:11
      o ile wiem to wczesniej pracowal jako ksiegowy w Pekao - zapewne
      doskonale umie ksiegowac operacje na ROR - ale jako dyrektor
      szpitala to o pracy lekarzy wie mniej niz statystyczny pacjent
      • Gość: Grabarz Re: Jest dyrektor! IP: 78.131.186.* 06.02.08, 18:37
        A co Dyrektora obchodzą lekarze,Oni mają zapracować na swoje pobory a nie wała
        robić z reszty personelu!
        • bwm9 Re: Jest dyrektor! 06.02.08, 18:57
          Jako zastępca dyrektora szpitala do spraw finansowych przez ostatnie pół roku nie podjął żadnych decyzji, które przyniosłyby większe dochody raczej miał duży udział w zaciąganiu kredytów to jest zadłużaniu szpitala. Raczej jest on po to, aby pogrzebać szpital przemyski i ciekawe za ile się sprzedał Rzeszowowi, który ma interes, aby szpitale rzeszowskie nie miały konkurencji i wszyscy leczyli się w „stolicy” tylko, że niektórzy nie dojadą, bo nie będzie ich stać lub nie zdążą to ich strata ZUS zaoszczędzi.
          • Gość: gah26 Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.08, 09:09
            1) Przez ostatnie pół roku nikt w szpitalu kredytu nie zaciągał
            (chyba, że masz na mysli przedłużenie na kolejny rok kredyt w
            rachunku biezącym z niezmienionym limitem).
            2) Ostatnia pożyczka zostala zaciągnięta w czasie protestu lekarzy w
            połowie 2007 r. i tylko dzięki temu wówczas komornicy nie zamknęli
            szpitala
            3) Przez pierwsze miesiące swojej pracy obecny Naczelny zajmował się
            doprowadzeniem systemu księgowości do akceptowalnej efektywności
            tzn. stanu w którym np. dowody księgowe będą rejestrowane na bieżąco
            a nie w podręcznym notatniku. Ponieważ decyzje trzeba podejmować w
            oparciu o możliwie wiarygodne dane a nie o to co się komu zdaje


            Na koniec mam nadzieję, że Janusz zbyt duzo nie zapłaci za swoją
            decyzję (myślę przede wszystkim o zdrowiu) i uda mu się wyprowadzić
            szpital na jako taką prostą. A będzie to musiało być bolesne,
            ponieważ będzie oznaczało, cięcie kosztów po stronie obsługi
            szpitala - czyli zrobienie tego co powinno być zrobione parę lat
            temu: outsourcing ochrony, pralni, stołówki, sprzątania, transportu
            i oddanie zbędnych nieruchomości Marszałkowi.
            • bwm9 Re: Jest dyrektor! 07.02.08, 20:07
              Tak od lat robi się tylko restrukturyzację obsługi, której koszty to niecałe, 20% lecz nic nie robi się z przerostem zatrudnienia lekarzy, którzy pracują na pół gwizdka i od godziny 11 zaczynają opuszczać szpital. Nic nie robi się z tym, że na niektórych oddziałach płace lekarzy przekraczają kwoty, które oddział zarabia. Nic się nie robi z tym, że wykonuje się diagnostykę pacjentom nieleczonym w szpitalu. Nic się nie robi z tym, że cała rzesza pacjentów nie jest w ogóle rozliczana z NFZ. Nic nie robi się ze źle prowadzoną dokumentacją medyczną, która do tego jest prowadzona z dużym opóźnieniem, przez co często pacjent wraca do szpitala, choć jeszcze ze szpitala nie został wypisany. Przede wszystkim nic nie robi się, aby zwiększyć dochody szpitala, czyli lepiej leczyć, więcej przyjmować i lepiej rozliczać. W Jarosławiu zwolniono ordynatora, bo jak tłumaczył Dyrektor niemiał pojęcia o rozliczaniu oddziału w Przemyślu ordynatorzy nie wiedzą jak się rozlicza z NFZ w większości a zarobki ich są niebotyczne. Przez pół roku pracy można było się przynajmniej zastanowić się jak liczyć koszty by dawały wskazówki do prawidłowego zarządzania tymczasem znowu outsourcing ochrony, który w szpitalu już dwa razy robiono i dwa razy był to niewypał zwiększający koszty. Szpitala nie zrestrukturyzują nowi ludzie, którzy uważają, że wiedzą o szpitalu więcej niż pracownicy tam pracujący i którzy podejmują decyzje bez konsultacji i przekonania załogi wydając nieprzemyślane decyzje z za biurka, które do tego są wbrew obowiązującym przepisom, co skutkuje brakiem kontraktów z NFZ. Jeżeli nie ukróci się prywaty na majątku szpitala to nie poprawi się jego kondycji. Życzę powodzenia nowemu Dyrektorowi i radzę, aby zamiast zastępcy do spraw lecznictwa powołał Radę ordynatorów składającą się z ordynatorów oddziałów, które mają największe kontrakty, tak jest w wielu szpitalach dobrze prosperujących.
              • Gość: ktoś Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.08, 21:30
                Jest Dyektor!!!! Hurrrra, a co nie było go wcześniej. Przecież ten
                człowiek i tak nic nie zrobi, bo mu niestety nie dadzą, a zawsze
                pare miesięcy być Dyrektorem, to przecież ładniej brzmi jak
                zastępca. A co z Panią Dyrektor, która jest ale nie podejmuje
                decyzji tylko wchwilach grozy, ucieka przecież biorąc pensję
                Dyrektora trzeba się liczyć, że decyzje trzeba podejmować. Dyrektra
                ds. lecznictwa najlepiej powołać z zewnątrz, bo wśród tej hołoty
                rozpuszczonej niema kandydata. Nowy Dyrektor powinien pierwsze
                zrobić przegląd pracowników i wreszcie rozliczać z pracy, ale
                napewno to nie zrobi, bo musiałby zacząc od siebie. Pielęgniarki nie
                popuszczą więc może jeszcze trochę będziemy pracować a co
                potem ????? czas pokaże. czepiają się administracji, praczek,
                sprzątaczek, a lekarze jak robili prywaty tak robią na oddzaiłach, i
                nikt tego nie widzi. Najprościej zawsze jest się czepić
                najsłabszych, ale pytanie ile na tym zyskamy. Moim zdaniem stracimy,
                bo ci ludzie nie znajdą pracy i będzie wylane morze łez, a tym samym
                polepszy się sytuacja w psychiatryku, gdyż nie jeden były pracownik
                tam trafi. Pozdrawiam i życzę powodzenia Panie Januszku, chyba nie
                wiedział Pan na co idzie, albo doskonale jest zorientowany i
                dokończy dzieło uprzednich dyrektorów czyli rozwali ten szpital.
                • Gość: przemyslanin2006 Re: Jest dyrektor! IP: *.mcon.pl 07.02.08, 23:50
                  Uwierzę, że jest szansa na lepsze, gdy dowiem sie, że choc jeden z
                  lekarzy mających prywatny gabinet i dorabiajacych w szpitalu,
                  poprosi o wystawienie mu np. rachunku za USG, które zrobił na
                  sprzecie szpitala swojemu pacjentowi z gabinetu prywatnego itd.
                  • Gość: przemyslanin2006 Re: Jest dyrektor! IP: *.mcon.pl 08.02.08, 10:19

                    no i mam nadzieje, ze taki jaj, jak w Gdansku, u nas nie ma:

                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4909392.html
                    • Gość: Kap Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.08, 15:52
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=75429447&v=2&s=0
              • gocze1 Tak uratował dyrektor szpital 08.02.08, 19:04
                Strajkujcie sobie, ile chcecie
                Marzena Kasperska2008-02-08, ostatnia aktualizacja 2008-02-08 12:15

                Nie uległ strajkom, głodówkom, łzom. Połączył trzy szpitale, zwolnił
                40 proc. pracowników. Wygrał wojnę z komornikami. W ciągu czterech
                lat uratował przed bankructwem wałbrzyską służbę zdrowia

                Fot.Maciej Swierczynski / AG
                2008 r. W czasie gdy media donoszą o kolejnych strajkach w służbie
                zdrowia,w wałbrzyskim szpitalu panuje spokój. - Podwyżki,tak jak
                obiecałem,będą w kwietniu - mówi dyrektor Roman Szełemej (w środku)
                SERWISY
                Witamy w Polsce
                Na dzień dobry zagrał ostro. Wszedł do gabineciku oddziałowej, w
                którym na materacach leżały głodujące pielęgniarki ze szpitala
                dziecięcego na Gaju. Patrząc im prosto w oczy, powiedział, że mogą
                sobie strajkować, ile chcą, ale on nie ustąpi.

                Ogłosił, że przeprowadzi szpital dziecięcy ze zrujnowanych budynków
                do wyremontowanego szpitala im. Batorego, zlikwiduje część łóżek,
                zwolni niektórych pracowników.

                Był maj 2003. Kilka dni wcześniej Roman Szełemej został
                pełnomocnikiem marszałka województwa ds. konsolidacji wałbrzyskich
                szpitali: dziecięcego oraz dwóch dla dorosłych - im. Batorego i im.
                Sokołowskiego.

                Wśród pielęgniarek wywołało to konsternację. Barbara Dziadosz ze
                związku zawodowego pielęgniarek była wtedy na Gaju zastępcą
                oddziałowej: - Wcześniej dyrektorzy zmieniali się co pół roku. Brali
                pensyjki, niewiele robili i odchodzili. Szełemej był konkretny i do
                bólu stanowczy. "Za rok zginiecie" - mówił. Bałyśmy się, że stracimy
                robotę, więc walczyłyśmy o nią ze wszystkich sił.

                Pielęgniarki powołały komitet obrony szpitala dziecięcego, dogadały
                się z rodzicami pacjentów i zaprosiły media. Rodzice lamentowali
                przed kamerami, telewizje chętnie to pokazywały.

                Pielęgniarki myślały, że znowu uda się zmiękczyć władzę.

                Kilka tygodni wcześniej, gdy zabrakło pieniędzy na opał, wsiadły do
                samochodu i pojechały do Urzędu Marszałkowskiego we Wrocławiu po
                pieniądze: - Powiedziałyśmy, że się nie ruszymy sprzed gabinetu
                marszałka, dopóki kasa się nie znajdzie. I się znalazła.

                Ale z Szełemejem tak się nie dało. One głodowały, on przynosił im
                bułki.

                One biły się o utrzymanie każdego łóżka, on w drugim pokoju
                negocjował z lekarzami. Lekarze stopniowo się poddawali, rezygnowali
                z kolejnych łóżek. Ostatecznie ze 120 zostało niewiele ponad 80.

                Oddziały dziecięce przeniesiono do szpitala im. Batorego w czerwcu
                2003.

                - Byłam wściekła i przerażona - wspomina Dziadosz. - Omal nie
                roztrzaskałam kamery operatorowi telewizyjnemu, który nas filmował
                podczas przeprowadzki.

                Zwolnił 400 osób

                Wałbrzych, wiosna 2003 roku. Bezrobocie około 30 proc. Po zamknięciu
                kilku kopalń i likwidacji koksowni w niemal każdej rodzinie ktoś
                jest bez pracy.

                Pracownicy trzech szpitali, w sumie ponad tysiąc osób, od miesięcy
                nie dostają pensji. Pielęgniarki głodują i manifestują na ulicach,
                lekarze nie mają za co leczyć, komornik zajmuje, co popadnie.

                SLD-owski marszałek Dolnego Śląska Henryk Gołębiewski decyduje:
                połączyć zadłużone na prawie 130 mln zł placówki w jedną.

                Ma to zrobić 43-letni Roman Szełemej, kardiolog, dyrektor szpitala
                im. Sokołowskiego. Został dyrektorem dwóch pozostałych i w praktyce
                miał je przejąć.

                - Jeden ośrodek decyzyjny to fundament tak potężnej
                restrukturyzacji - podkreśla.

                Trzech dyrektorów by się nie dogadało?

                - Nie o to chodzi. Szef publicznego szpitala tak bardzo się z nim
                identyfikuje, że ma kłopoty z podejmowaniem trudnych decyzji.

                Jemu było łatwiej - to on przejmował, a nie jego przejmowali.


                W ciągu trzech miesięcy Szełemej zwalnia ponad 400 osób, około 40
                proc. załogi. Odchodzą księgowe, referenci, salowe, kucharki, ale
                też pielęgniarki. Nerwy, płacz i strach. Z 722 łóżek na początku
                2003 roku w grudniu zostaje 561.

                - Kiedyś padło na pielęgniarkę, która utrzymywała męża i dwójkę
                dzieci. Zgłosiła się inna dziewczyna: "Nie mam rodziny, mieszkam z
                mamą, poradzimy sobie. Niech mnie zwolnią" - Barbara Dziadosz
                jeszcze dziś się maże, gdy sobie to przypomina. Dyrektor się zgodził.

                Nie zwolnił też oddziałowej, gdy pielęgniarki uznały, że bez niej
                nie urządzą się w nowym miejscu.

                Zwolnieni dostali odprawy, nikt nie poszedł do sądu pracy. Szełemej:
                Starałem się załatwiać wszystko zgodnie z prawem.

                Lekarze zgrzytają zębami

                W międzyczasie likwidował zbędne pralnie, kuchnie, sterylizacje,
                działy rozliczeń, działy zamówień, magazyny, ekipy budowlane.

                Z dwóch oddziałów ortopedycznych, które miały łącznie sto łóżek,
                zrobił jeden na 40 łóżek. I okazało się, że lekarze operują na nim
                więcej pacjentów. W ciągu trzech lat tzw. przychód na jedno łóżko
                wzrósł o połowę.

                Jako jeden z pierwszych w Polsce wprowadził system zmianowy, który
                ograniczył koszty dyżurów. - Lekarzowi pracującemu na drugiej
                zmianie płaciłem jak za normalną pracę w ramach etatu, a nie ekstra
                jak za dyżur. Zaoszczędziliśmy pieniądze na przetrwanie - opowiada
                Szełemej.

                I co, lekarze godzili się bez szemrania?

                Szełemej: - Wchodziłem do sali na spotkanie z setką zdenerwowanych
                pracowników bez ustalonej taktyki. Działałem intuicyjnie. Od 20 lat
                leczę chorych, którzy mają większe problemy niż ten cały szpital.
                Ważna jest szczerość. Mniej lub bardziej bezpośrednio, czasem
                brutalnie, ale szczerze.

                - Zgrzytaliśmy zębami, ale nie mieliśmy wyboru - mówi chirurg Paweł
                Pyka ze szpitalnego związku zawodowego lekarzy.

                - Nie było dyskusji. Mówił, że albo się zgodzimy, albo utoniemy
                wszyscy w długach - dodaje inny.

                - Liczyliśmy gaziki, strzykawki, wszystko. Ciągle nas straszył
                widmem upadku - opowiada pielęgniarka.

                Kilku lekarzy z ustaloną pozycją, w tym ordynatorzy oddziałów, nie
                zaakceptowali metod Szełemeja. Odeszli z pracy. Nie chcą rozmawiać o
                dyrektorze. Nawet anonimowo.

                Dziś dyrektor przyznaje, jak bardzo się bał: - Martwiłem się o
                wszystko. Że zabraknie pieniędzy, lekarzy, pielęgniarek, że zdarzy
                się coś nieoczekiwanego. Ale nauczyłem się tłumić emocje.

                Czy ludzie się pana boją?

                Szełemej: - To ostatnia rzecz, na której mi zależy.

                - To jakaś psychoza - diagnozuje kardiolog, który dziś pracuje w
                innym mieście. Zanim obwieścił Szełemejowi, że chce odejść, przez
                kilka dni szukał odpowiedniego momentu na rozmowę. - Byłem tak
                zestresowany, że tuż przed spotkaniem z dyrektorem kilka razy
                biegałem do toalety.

                Jak zareagował?

                - Spokojnie. Powiedział: "Trudno", i pożegnaliśmy się bez awantury.
                Dopiero wieczorem w domu uświadomiłem sobie, jaki byłem głupi. Nie
                wiem, skąd ten lęk.


                Lekarz ze szpitala im. Sokołowskiego: - Sieje strach, ale ma swój
                cel i wizję szpitala. Choć jest nieelastyczny, szanuję go.

                Lekarz ze szpitala im. Batorego: - Potrafi wybuchnąć. Zapala się i
                eksploduje. Czasem do szału doprowadza go byle drobiazg.

                Szełemej się obrusza: - Śmiertelnie poważnie traktuję swoje
                obowiązki i tego wymagam od innych. Jeśli ktoś nie rozumie, że
                stawką jest życie pacjenta, niech układa kafelki.

                Co pana denerwuje najbardziej?

                Szełemej wylicza: - Głupota, lenistwo, brud, brak szacunku dla
                wspólnego dobra, arogancja wobec pacjentów.

                Legendy krążą o wieczornych patrolach dyrektora. Kiedyś w szpitalu
                im. Batorego trafił na salową, która myła okna. Chwilę popatrzył,
                wyjął jej szmatę z rąk i pokazał, jak powinna to robić.

                Idziemy z dyrektorem po szpitalnym korytarzu. - Zna pani inny
                szpital na Dolnym Śląsku, w którym byłoby tak czysto? - pyta z
                satysfakcją.

                Faktycznie, szpital lśni. Pachnie nawet w ogólnodostępnej toalecie
                koło wejścia do szpitala.

                Po roku, gdy sytuacja finansowa szpitala trochę się poprawiła,
                Szełemej cofnął system zmianowy. Zatrudnił wszystkie zwolnione
                wcześniej pielęgniarki, bo okazało się, że jednak są potrzebne.
                Otworzył dwa nowe oddziały - zakaźny i rehabilitacyjny.

                Poskromienie komorników

                Szpital powoli zaczął się bilansować, ale stare długi nadal
                s
        • Gość: pacjent Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.08, 17:29
          i tu sie mylisz - dyrektor szpitala musi sie znac na normnowaniu
          pracy i ocenie procedur medycznych - czyli musi znac zagadnienia
          ZARZADZANIA JEDNOSTKA MEDYCZNA - a ksiegowy tego nie zna.
    • Gość: prokurator Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.08, 17:37
      nawet pan Hamryszczak nie pomoze, bo ta buda na Monte CAssino nadaje
      sie jedynie do zamkniecia - pielegniarki maja jakies absurdalne
      zadania placowe, lekarze potrafia mniej niz przedwojenny felczer, a
      chorzy jak slysza ze karetka jada na Monte Cassino to wyskakuja
      przez otwarte drzwi

      Jak sie chcecie leczyc a nie jedynie byc MATERIALEM BADAWCZYM to
      omijajcie podkarpacie z daleka
      • bwm9 Re: Jest dyrektor! 08.02.08, 23:25
        „ Prokurator” nie przesadzaj, który lekarz w szpitalu chciałby zajmować się materiałem badawczym oni zajmują się tylko kieszenią pacjenta jak jest już pusta to pacjent ich nie interesuje i tu przydałby się prawdziwy prokurator tylko nie z Przemyśla, bo to kolesie. „Gocze 1” to, o czym piszesz jest jedynym lekarstwem dla służby zdrowia, w której od lat restrukturyzuje się nie to, co potrzeba, aby ja uzdrowić. Lekarz w państwowej służbie zdrowia musi przynosić dochód zakładowi i ani grosz nie może wypłynąć z zakładu do kieszeni lekarza i wtedy będą dobre pensje. Niestety marszałkowie lub ich urzędnicy biorą duże łapówki za przekształcanie najlepszych kąsków w tak zwany outsourcing całkowicie nieopłacalny dla szpitali, przekazywanie najbardziej dochodowych stacji dializ prywatnym przedsiębiorcom. Stosując do tego wirtualną księgowość popierającą nieopłacalność najbardziej dochodowych działów służby zdrowia. Dyrektor, jeżeli będzie powtarzał restrukturyzacje swoich poprzedników będzie działał na szkodę prowadzonego zakładu pracy a tym powinni zająć się wreszcie prokuratorzy, ale chyba jacyś z innej planety.
        • Gość: Kap Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.08, 15:51
          I KOGO TEN SZPITAL OBCHODZI
          • Gość: Kap Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.08, 18:57
            właściwie powinien wszystkich bo dobrze jest byś pęknym i zdrowym ale to się szybko kończy i jest się starym i chorym
            • bwm9 Re: Jest dyrektor! 11.02.08, 22:07
              Skończyło się gloryfikowanie nowego Dyrektora, który nic nie zrobił od kilku miesięcy pracując w Szpitalu.
              • Gość: Kasia Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.08, 12:21
                Może by tak Dyrektor zabrał się do roboty i zapytał co robią pielęgniarki pod jego gabinetem, przecież pracownikowi nie wolno przebywać bez zezwolenia na terenie zakładu po godzinach pracy.
                • Gość: kasior Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.08, 12:37
                  Co się ma pytać. Głupi nie jest, TV ogląda to wie co robią!
                  • Gość: hepl Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 12:56
                    Dotychczasowy zastępca d/s finansowych został Dyrektorem! Brawo, to
                    chyba za zasługi w dziedzinie ratowania finansów szpitala! Juz nawet
                    nikt nie próbuje stwarzać nawet pozorów, że działa w imię dobra dla
                    tej placówki. Scenariusz można z góry przewidzieć- po kilku
                    miesiącach jeszcze bardziej zadłużony szpital przejmie kolejny
                    superkompetentny dyrektor wykreowany przez marszałka. Żałosne... i
                    tak dalej... w żywe oczy...bez skrupułów. Oto Polska, oto Przemyśl.
                    • Gość: zniecierpliwiony Re: Jest dyrektor! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.08, 13:59
                      A kto twoim zdaniem ma powoływać dyrektora szpitala jak nie marszałek? Może
                      ogólne zgromadzenie personelu, a może tylko lekarzy? A poza tym, gdzie Ci chętni
                      do kierowania szpitalem w stanie terminalnym? Kto przy zdrowych zmysłach,
                      wiedzący co zrobić,ale nie mający zgody na działania niezbędne (i bardzo
                      niepopularne),podejmie się takiego zadania. Pensja dyrektora może być szokująco
                      wysoka dla piszących na tym forum "że się należy", a nie dla kogoś, kto ma
                      świadomość zarówno problemu, jak i związanego z próbą jego rozwiązania ryzyka.
                • Gość: myslący Re: Jest dyrektor! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.08, 14:02
                  Gość portalu: Kasia napisał(a):

                  > Może by tak Dyrektor zabrał się do roboty i zapytał co robią
                  pielęgniarki pod
                  > jego gabinetem, przecież pracownikowi nie wolno przebywać bez
                  zezwolenia na ter
                  > enie zakładu po godzinach pracy.

                  tak samo, jak nie może opuścić swego stanowiska pracy bez
                  zezwolenia przełożonego. Jednym wolno wszystko,drugim nic, ot i
                  cala prawda.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka