Mord na żołnierzach pod Birczą

02.03.09, 21:40
Popiół czy diament, czyli kto pisze prawdę w książkach

Ostatnio Ukraińska Powstańcza Armia zmagająca się na terytorium
dzisiejszej Polski z „okupantami”, czyli polską władzą komunistyczną, jest w
ukraińskiej kinematografii przedstawiona niewątpliwie w sposób piękny i
chwytający za serce. Rzeklibyśmy: diament w popiele. Czy rzeczywiście jednak
diament? Po wyjątkowo krótkiej chwili polerowania tego „diamentu” rozsypie się
on i pozostanie tylko popiół... Dlaczego? Ponieważ filmy pokroju „Żelaznej
sotni” gloryfikują UPA i ukazują jej historię w krzywym zwierciadle. Reguła
jest prosta: dobrzy Ukraińcy, źli Polacy, Ukraińcy walczą jak rycerze, Polacy
mordują i tchórzą przy byle okazji. Obraz fałszywy, ale jakże wygodny.
Niestety nie dla prawdy historycznej.
Należy wziąć pod uwagę, że Ukraińska Powstańcza Armia była armią
konspiracyjną, działającą w podziemiu, prowadzącą walkę na sposób partyzancki.
Wojna partyzancka wbrew pozorom różni się zdecydowanie od regularnych starć na
froncie. Cechują ją jeszcze większa brutalność i brak jakichkolwiek reguł w
stosunku do przeciwnika. Doktor Grzegorz Motyka zajmujący się działalnością
UPA, w swej książce „Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie
1943-1948” stwierdził kategorycznie, że wydarzenia przedstawione w sensacyjnej
powieści Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach” nigdy nie miały miejsca i są
jedynie wytworem wyobraźni autora. O jakie wydarzenia chodzi? Otóż Gerhard
pokazał w „Łunach...” drastyczne sceny, w których upowcy dokonują masakry
schwytanych żołnierzy Wojska Polskiego. Znęcają się nad nimi, torturują,
wreszcie odrąbują im głowy siekierą. Ten wstrząsający obraz został ukazany w
ekranizacji powieści, w filmie „Ogniomistrz Kaleń”. Niby wszystko w porządku,
przecież skoro specjalista stwierdził, że to komercyjny chwyt dla zdobycia
widowni, nie należy brać go pod uwagę. Tyle tylko, że po dokładniejszym
zbadaniu tej kwestii okazuje się, że to Gerhard napisał prawdę. Ostatnio
przeglądając akta Archiwum Wschodniego natknąłem się na wspomnienia Henryka
Mielcarka, żołnierza Wojska Polskiego, który brał udział w zwalczaniu UPA w
Bieszczadach. Przypatrzmy się jego historii.
Latem 1946 r. jedna z kompanii szkolnych WP ćwiczyła na łąkach pod Birczą.
Nagle pod lasem ukazały się uzbrojone postacie. Dowódca kompanii rozpoznał w
nich upowców i rozkazał atakować. Przeciwnicy rzucili się do ucieczki,
pociągając Polaków za sobą na rozległą polanę leśną. Tam przywitał ich
zmasowany ogień broni maszynowej. Młodzi, nieostrzelani rekruci nie wytrzymali
nawały ogniowej i rzucili się do ucieczki, ale części nie udało się uciec. Gdy
nadeszła pomoc, na feralnej polanie znaleziono ciała 26 żołnierzy. Jak
stwierdził lekarz pułkowy, tylko 7 zginęło w walce. Pozostali (ranni lub
pochwyceni) zostali zabici ciosami saperek lub toporków. Zwłoki zostały
okradzione z butów.
Przytoczmy jeszcze jedną sytuację wspominaną przez p. Mielcarka: „Dwaj
żołnierze (woźnica i jednoosobowa, a więc iluzoryczna eskorta) pojechali po
furaż dla koni. Nie wiem czy na koniec tej samej wsi [gdzie stacjonował
oddział-Damian Markowski] czy w pole do stogu siana. Więcej ich nie widziano.
Dopiero wiosną, po spłynięciu śniegów, znaleziono zwłoki jednego z nich. Były
nagie, przywiązane drutem do pnia drzewa. Trup miał wyłupione oczy i obcięty
język.”
Podobne zdarzenia były na porządku dziennym. Upowcy dopuszczali się ich nie
tylko wobec żołnierzy, ale również w stosunku do cywilów. Można zabić 100,
200, 1000 czy nawet 100 000 ludzi, ale nie można zabić pamięci. Próby
wybielenia UPA i przedstawiania jej członków jako rycerzy walczących honorowo
o słuszną sprawę jest niczym więcej, niż najzwyklejszą farsą i posuniętym do
granic cynizmem. Można próbować zrozumieć, że Ukraińcy bronili przed
wysiedleniem swoich wiosek-było to ich prawem. Można próbować uwierzyć, że
tym, którzy wcześniej walczyli w UPA po powtórnym zajęciu ziem II
Rzeczypospolitej przez Armię Czerwoną w 1944 i 1945 r. pozostała już tylko
walka, bo nie mieli innego wyboru. Ale w żaden sposób nie można usprawiedliwić
okrucieństwa i mordów, jakie powszechnie stosowały oddziały UPA, nie
respektując żadnej z międzynarodowych konwencji. Ich walka o „samostiijną
Ukrainę” oparta była o faszystowską ideologię stojącą u podstaw tej
organizacji. W rezultacie musiało to doprowadzić do wylania morza krwi i
ludzkiego cierpienia.

Krwawiące Bieszczady

Kurenie i sotnie UPA operujące w Bieszczadach były w dużej części
złożone z ludzi, którzy już wcześniej mieli do czynienia z bronią i stanowiły
nierzadko groźnego przeciwnika dla całych batalionów Wojska Polskiego. Dobrze
uzbrojone, posiadały dużą ilością broni maszynowej, były obeznane z terenem i
wspierane przez miejscową ludność ukraińską , ruską i łemkowską (czasem pod
przymusem). Ich działalność stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo dla
słabych i nielicznych placówek Wojsk Ochrony Pogranicza i Milicji
Obywatelskiej. Nie powinno więc dziwić, że większa część Bieszczad aż do końca
1947 r. pozostawała pod faktyczną kontrolą ukraińskiej partyzantki.
W Bieszczadach wybuch wzajemnej nienawiści wystąpił po tym, gdy na
ten obszar zaczęli napływać Polacy z Kresów, uciekający przed rzeziami. Już w
sierpniu 1944 r. miejscowi nacjonaliści bestialsko zamordowali we wsi Muczne
74 uciekinierów. W niepamięć poszły czasy sąsiedzkich stosunków, gdy dwa
narody żyły obok siebie mimo dzielących ich różnic. UPA pragnęła za wszelką
cenę oderwać od Polski jak najwięcej terenów, na których mieszkała ludność
ukraińska. Przez długi czas umiała skutecznie walczyć na trudnych, górskich
obszarach, gdzie umiejętność dobrego maskowania się i wciągnięcia
nieprzyjaciela w zasadzkę równoważyła ewentualną dysproporcję sił. Walki były
niezwykle krwawe i pociągnęły liczne ofiary z obu stron.
Bieszczady mają swoją duszę. Wie o tym ten, kto w nich był. Wśród wierchów i
połonin można znaleźć ciszę, spokój, pustkę, zadumę. Jakże odległe wydają się
wydarzenia sprzed przeszło 60 lat. Tylko czasem wiatr głośniej zahuczy w
ruinach cerkwi, zazgrzyta zardzewiała furtka porośniętego trawą cmentarza,
szeleszczące liście opadną na zapomnianą leśną mogiłę...


Damian Markowski
    • mariusz9959 Mord na żołnierzach pod Birczą? 03.03.09, 00:06
      No tak, zaczyna się wklejanie prymitywnej propagandy z portalu www.wolgal.pl
      • piotrzr Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 03.03.09, 07:17
        autor tego cytowanego tekstu - musi być kryptobanderowcem !! sądzę to po wyraźym
        jego podziwie dla sprawnej organizacji upa.
        A poza tym - ....pornografia zbrodni :)) siekierki, toporki, saperki i głowy
        fruwające w powietrzu....:)))
      • venus99 Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 03.03.09, 09:52
        mam tylko jedno pytanie:czy relacja orła jest zgodna z prawdą czy
        nie?
        • orzelbialy15 Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 03.03.09, 10:12
          Oczywiście,żyją jeszcze naoczni swiadkowie.
          PiS -żyją z kłamstwa i w kłamstwie-POPIERAM!
          • venus99 Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 10.03.09, 15:58
            miałem nadzieję,że na to pytanie odpowie piotrzr ale chyba zabrakło
            mu odwagi cywilnej.
      • ciekawy344 Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 03.03.09, 22:41
        tam zaraz propagandy :) jak piewco rezunów znajdujesz fakt że 90% wrogów
        pokonanych przez UPA to bezbronni cywile, coś cieniutko z bitwami, przewagami,
        zwycięstwami. Wprawdzie "historycy" pokroju Darino pracują nad tym piszą klechdy
        domowe czy inne bajkopisy o bitwach niebywałych gdzie UPA niszczy 2 czołgi
        zabija 200 NKWD'zistów przy stratach własnych 20 zabitych. To wszystko mało
        dalej do roboty jakoś wypadałoby zrównowazyć heroicznymi czynami te tysiace
        pomordowanych na progach chałup. W końcu UPA to nie tylko pacyfkacje, mordy,
        pogromy czy inne wianuszki ale też bohaterska walka z 3-ema okupantami (szkoda
        że 2-ch z nich nie zdążyło opuscić kołyski ).
        • ciekawy344 Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 03.03.09, 22:42
          do Mariusza piszanie powyższe adresowane.
      • podkarpacie_nieukraina Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 10.03.09, 10:43
        Czyzby brak argumentów striłczi?
        • venus99 Re: Mord na żołnierzach pod Birczą? 10.03.09, 16:00
          problem chyba leży nie po stronie braku argumentów ale po
          nacjonalistycznym szowiniźmie i braku odwagi do przyznania prawdy.
    • tawnyroberts Zasadzka w lesie brylińskim 17.03.10, 14:47
      Prawdopodobnie w opisie Markowskiego chodzi o słynną zasadzkę UPA w
      lesie brylińskim, w której według Grzegorza Motyki zginęło 22
      niedoświadczonych żołnierzy szkoły podoficerskiej z 28 pp 9 DP. Było
      to największe zwycięstwo ukraińskiej partyzantki w tamtym okresie.


      "W końcu czerwca 1946 r. dowództwo 9 DP skierowało do powiatu
      przemyskiego szkołę podoficerską 28 pp w składzie 6 oficerów i 75
      podoficerów i szeregowców. 26 czerwca otrzymała ona rozkaz wyjścia w
      rejon lasów pomiędzy miejscowościami: Kopyśno, Gruszów, Koniusza,
      Brylińce. Następnego dnia w lesie brylińskim natknęła się ona na
      dobrze przygotowaną zasadzkę. Znajdująca się w tym rejonie szkoła
      podoficerska UPA, osłaniana przez sotnię "Łastiwki", zawczasu zajęła
      dobre stanowiska ogniowe i rozmieściła na drzewach strzelców
      wyborowych. Skradającą się kompanię szkolną przepuszczono i
      ostrzelano z tyłu i z góry. Po chwili przypuszczono atak. Próba
      obrony i przejścia do kontrataku nie dała rezultatów. Wojsko poszło
      w rozsypkę, pozostawiając na polu walki rannych kolegów. Ostatnią
      grupę obrońców upowcy zarzucili granatami. W sumie zginęło 22
      Polaków, a siedmiu zostało rannych. Jeden z peerelowskich autorów,
      Bolesław Jagielski, wyjątkowo celnie nazwał tę bitwę "lekcją na polu
      śmierci"."

      Grzegorz Motyka, "Tak było w Bieszczadach", str. 334.


      Jak widać, opis walki przedstawiony przez obu autorów różni się i to
      znacznie. Motyka nic nie wspomina o dobijaniu rannych i jeńców.
    • ceicei Re: Mord na żołnierzach pod Birczą 08.01.11, 01:54
      Mój mąż w ramach odbywania zasadniczej służby wojskowej był dwa lata (1945-1947) w Bieszczadach. Gdy opowiada co widział i przeżył, to ja dostaję mdłości i jestem bliska ataku serca. W zeszłym roku po raz pierwszy odważyliśmy się pojechać szlakiem jego żołnierskiej drogi. Trochę żałowałam, że namówiłam go do tego, bo widziałam co się z nim działo, zwłaszcza w miejscu gdzie został ranny. A nie jest on ani nigdy nie był lękliwym "maminsynkiem". Naprawdę odważny facet " z jajami". To, co jest napisane w artykule, to bajeczka na dobranoc dla dzieci w porównaniu do faktycznych zbrodni dokonywanych przez UPA.
      • tawnyroberts A może tak więcej szczegółów... 08.01.11, 21:21
        No cóż, skoro mąż ma tak dobrą pamięć i potrafi po 65 latach odnaleźć w bieszczadzkiej głuszy szlak swojej żołnierskiej drogi, a nawet bezbłędnie wskazać miejsce, gdzie został ranny, to chyba nie powinien mieć problemów z przypomnieniem sobie kilku najciekawszych (nie wiem czy to odpowiednie słowo) walk z oddziałami UPA. Nie chcę zbytnio przemęczać z pewnością sędziwego już człowieka; interesuje mnie po prostu: kto, z kim, gdzie, krótki opis starcia, straty po obu stronach. Proszę też nie zapomnieć o przedstawieniu okropności, jakich rzekomo dopuszczali się upowcy. Bez takich konkretów raczej trudno poważnie traktować Pani wpis.
        • ceicei Re: A może tak więcej szczegółów... 08.01.11, 21:28
          Uzupełnię niezwłocznie, gdy mąż będzie się lepiej czuł. Ta pogoda jest nie najlepsza dla chorych na serce. Pozdrawiam.
          • tawnyroberts Re: A może tak więcej szczegółów... 08.01.11, 21:50
            O.K., czekam więc cierpliwie. Ja także pozdrawiam.
    • tawnyroberts Re: Mord na żołnierzach pod Birczą 07.01.12, 20:06
    • tawnyroberts Re: Mord na żołnierzach pod Birczą 06.01.13, 21:00
Pełna wersja