Gość: maszyna prosta
IP: *.tktelekom.pl
31.07.09, 13:22
w naszej wolnej od myślenia, demokratycznej, wyborczo-parlamentarnej
Polsce. Pokazują to też wątki 'polityczne' na tym forum, w ktorych
zawiść i bezsilność wzajemnie się uzupełniają. Nie chodzi nawet o
stare powiedzonko impotentów "A co my możemy zrobić?" jak o bardziej
optymistyczny aspekt impotencji uświadomiony przez demokratyczne
media, impotencję tych wszystkich, którzy w swoich pasjach i ideach
rządzą się logiką nowobogackich według, której to co realne jest
realistyczne. To oni i ich demokratycznie wybrani lokaje narzucili
temu krajowi amerykański model życia: służalczość wobec tych, którzy
mają władzę, dominacja bogatych, ciężka praca biedaków,
monitorowanie każdego, systematyczna podejrzliwość wobec
obcokrajowców mieszkających tutaj, pogarda dla ludzi, którzy nie
żyją tak jak my no i wtedy wszystko będzie dobrze.
Porzucenie iluzji zawsze oznacza ponowne rozeznanie się w sytuacji.
Jest przyznaniem, że myśl i istnienie mogą wyrażać się poza pasjami
emocjonalnymi. Wybory w ogóle, a szczególnie głosowanie proponowane
nam dzisiaj, jest mechanizmem państwowym, który samą dezorientację
prezentuje jako wybór: zdezorientowane umysły, które nie wiedza, do
którego świętego, albo, którego Tuska się zwrócić, przekonane są
jednocześnie o wielkiej wadze wyborów. Idą, więc i głosują na tego
czy innego niczym nieróżniącego się od innych kandydata. Są
całkowicie zdezorientowani, co pokazuje fakt, że następnym razem
zmieniają zdanie, tylko żeby zobaczyć, co będzie. Jednocześnie,
państwo i jednogłośne media, w swoich komentarzach przedstawiają
jawną dezorientację jako wybór, wypierając się, tym samym,
jakiejkolwiek odpowiedzialności. Rząd (i Sejm), który niczym nie
różniłby się, gdyby został wybrany w loterii, deklaruje, że posiada
mandat z wyboru obywateli i może działać w imię tego wyboru. Wybory,
więc produkują pojedynczą iluzję, która przepuszcza tę dezorientację
przez filtr wyboru. "Polacy zdecydowali ...' mówi rozsądna prasa.
Niczego nie zdecydowali, a ponadto temu kolektywowi Polacy brakuje
istnienia. Niby dlaczego 47% obywateli Polski ma być 'Polakami'?
Czyż nie jest historycznym faktem, że słowo 'Polacy' najczęściej
znaczyło niewielką mniejszość, jak na przykład w kluczowych
momentach historii takich jak zabory z małymi grupami konspiratorów
wysyłanymi na Syberię, okupacja niemiecka i ruch oporu, którego
członkowie gineli męczeńsko na Pawiaku i w obozach, a władze
przezornie zwiały do Londynu, czy też niewielkie ugrupowania
dysydenckie w PRL, zewsząd zagrożone przez miliony sługusów Biura
Politycznego KC i lokalnych szefów partyjnych. Charakterystyczną
cechą Polski jest zawsze aktywna, liczebnie bardzo mała mniejszość,
która działa w tle tępej, reakcyjnej i przestraszonej większości.
Nasz kraj może tylko istnieć i będzie istniał tylko przez działanie
tych, którzy nie zaakceptowali poniżenia, jakich domaga się logika
zachowania przywilejów, albo po prostu 'realistyczne' przystosowanie
do uniwersalnych praw, których domaga się świat. To ci ludzie
dokonali wyborui i na pewno nie zrobili tego przez głosowanie.
"Porzucenie naszych iluzji', znaczy kategoryczne zaprzeczenie, że
głosowanie jest operacją prawdziwego wyboru. Oznacza też zdanie
sobie sprawy, że jest to zorganizowana dezorientacja, która
personelowi państwowemu daje wolną rękę. Cały problem to pozytywne
odrzucenie tej iluzji i poszukanie gdzie indziej zasady połączenia
myśli z istnieniem.
Odwaga jest dzisiaj największą cnotą. Mao mówił: "My nie lubimy
wojny, ale się jej nie boimy", to powinno być dewizą każdego
upokorzonego przez arogancję dzisiejszych władz. Faszyzm i komunizm
20 wieku już nie wrócą. Pytanie jest tylko jaką formę przybiorą
represje autorytarnych rządow w dobie technologicznej kontroli
wszystkich? Jaką formę przybierze terroryzm państwowy?
Czy można mówić, tak jak nasi deluzjańscy przyjaciele
o 'społeczeństwie kontroli' zasadniczo różnym od 'społeczeństwa
suwerenności'? Nie sądzę. Kontrola przejdzie w czysty i prosty
terroryzm państwowy, kiedy tylko okoliczności staną się o drobinę
poważne. Już na świecie podejrzani wysyłani są na tortury do mniej
wrażliwych 'przyjaciół'. (Polskie władze były takim przyjacielem
USA, a może i są) W końcu my też będziemy tak robić. Lęk nigdy nie
ma innej przyszłości niż terror, w najbardziej pospolitym dobrze
znanym sensie.
Filozofowie, jeśli tylko naprawdę wykonują swoją pracę, wiedzą
lepiej od innych, że świat mężczyzn i kobiet, jednostek i
społeczeństw jest zawsze mniej nowatorski niż wyobrażają to sobie
jego mieszkańcy. A technologia, która przedstawiana jest jako
ostateczny sens i nowatorstwo naszej przyszłości, wspaniałej, czy
też katastroficznej, prawie zawsze pozostaje na usługach najbardziej
antycznych procedur. Z tego punktu widzenia pewny siebie 'nowoczesny
człowiek postępu, który dostrzega postęp wszędzie tam, gdzie
kapitalizm rozmieszcza swoją maszynerię, pokazuje, że jest tak samo
głupi jak ekolog, który z religijnym impetem zwalcza produktywne
urządzenia.