trelcia84
23.05.10, 03:01
18 maja 2009 roku urodziłam synka był wcześniakiem 32tc. Kevinek
miał 1030gram, 8 i 9 w skali apgar. Od paru lat mieszkam w Hiszpani,
w dziu 18 maja poszłam na zwykłą wizytę na usg, i 3 godz później
już miałam cesarkę, okazało się że nie miałam wód płodowych mimo że
wcześniej mi nie odeszły wody. Pierwsze dni płakałam bo się bałam o
synka mimo że lekarze po całej serii badań zapewniali mnie że jest
całkowicie zdrowy jedynie musi nabrać masy ciała powyżej 2kg aby
wrócić do domu. Między czasie miał dużo badań i był pod stałą
opieką. Wszysko było dobrze przybierał na wadze, wróciliśmy do domu
byłam najszczęśliwszą mamą pod słońcem, stałe kontrole lekarskie i w
szpitalu, wszystko szło jak najlepiej.
Aż nagle 29 sierpnia zwymiotował, buźka mu zbladła i pojechałam na
pogotowie przy ambulatorium bo mam blisko domu, do szpitala prawie
25km. Ponad 40 min lekarz go badał, powiedzał że to tylko ból
brzuszka i gazy, żadnej gorączki ani innych objawów. Gdy spytałam
czy mam jechać do szpitala to mi odpowiedzał,że "jak chcesz".
Ja widziałam że stgan się pogarsza już wargi zaczęły sinieć,
odpowiedź lekarza mnie zaszokowała, "ja nie widzę żeby z dzieckiem
było tak źle". i po paru sekundach Kevinek zmarł mi na rękach w
gabinecie lekarskim. Gdy powiedziałam do niego z podniesionym głosem
że on nie oddycha, on jedynie podniósł oczy na mnie z spojrzeniem
jak na wariatke co za bardzo lamentuje.
Inni lekarze to usłuszeli, zaraz przybiegli i tam zaczęli
reanimacje, kazali mi z tamtąd wyjść. Karetką która stała tam na
miejscu zabrali go do szpitala, nie pozwolili mż jechać razem z nim
i jak dojechałam do szpitala wezwali mnie do pokoju i oznajmili ze
nic nie mogli już zrobić.
Tego dnia cały świat mi się zawalił. Urodził sie jako malutka
krucha istotka która zmieniła całe moje życie na 3 miesiące,szybko
przybierał na wadze miał już 4700 prawie 5 kg.
Bardzo ciężko mi było załatwiać wszystkie formalności, ale Kevinka
sprowadziłam do Polski, i tu go pochowałam. Ma piękną tablicę, co
jakiś czas nowe aniołki, kwiatki i znicze. A teraz na pierszy roczek
nawet miał torcik ze świeczą i prezencik na urodzinki. Koroner
powiedział że mój synek zmarł śmiercią naturalną i nie znaleźli
żadnej przyczyny śmierci, i że miałam po prostu pecha, bo jestem
jedną z tysiaca której umiera dziecko z nie wyjaśnionych przyczyn.
Mimo ze minął rok, boli tak samo jak w dniu jego śmierci, nie
kończąca się depresja, łzy i ból, który nic nie jest w stanie
wyleczyć. Był moim jedynym synkiem. Miesiąc przed śmiercią Kevinka
zmarł mój ojciec, nawet nie mogłam być na jego pogrzebie, bo Kevinek
nie miał paszportu. W zeszłym roku Bóg zabrał mi ojca i syna. Teraz
mój tato się nim opiekuje w niebieskiej krainie, moim malutkim
aniołkiem.
A tak bardzo chcę go mieć znów w swoich ramionach, kąpać go,
całować, karmić, chodzić na spacery, i nucić mu do snu....