verdana
18.05.04, 13:22
To wyjatkowo wredny post i dlatego nie będę miała pretensji, jesli go
wyrzucicie, ale naprawdę b. długo zastanawiałam się, czy to napisać.
Ewomoniko! Chodzi mi o Piterka. O ile rozumiem, poza brakiem części rączki
jest zupełnie zdrowy? Po prostu zastanawiam się, wybacz, czy ta w gruncie
rzeczy dosyć nieistotna wada, nie przesłania wam dziecka, jako całosci.
Martwicie się nią - to oczywiscie rozumiem - ale do rozpaczy, ani
szczególnego traktowania dziecka, jak dziecka chorego, nie ma chyba powodu?
Przecież oprócz zostania mechanikiem, zegarmistrzem czy pilotem, wasz synek
ma przyszłość przed sobą, nie gorszą niż inne dzieci! Nie przeszkodzi mu to
tak bardzo w życiu, jak myślicie - mój teść stracił cała rękę jako 7-latek i
może zrobić własciwie wszystko! Sasiadka urodziła się bez dłoni i twierdzi,
że wcale jej to za bardzo nie przeszkadza! Chodzi mi o to, ze zamiast myśleć
o metodach operacji, powinniście nauczyć synka, jak posługiwać się chorą
ręką, a przede wszystkim starać się, aby nie nabawił się kompleksów z tego
powodu. A przede wszystkim przestać o nim myśleć jako o "Piterku z misiową
łapką" a zacząć myśleć po prostu jako o "Piterku".