Dodaj do ulubionych

o mnie....

20.08.04, 12:33
Cześć!
Jestem z Wami od niedawna... i czas chyba przyszedł, żeby się przedstawić.
Mam na imię Monika i jestem ze Śląska. W 1998 roku mimo tego, że @ miałam
przed tygodniem, zaczęłam krwawić znowu i jakoś tak dziwnie. Wybrałam się
więc do gina, żeby coś poradził. I tam się dowiedziałam, że to poronienie.
Ciąża 7 tydz. Wysłała mnie do szpitala. Pamiętam jak dziś, że szłam i wyłam
na całą ulicę. Jeszcze do tego wszystkiego mojego męża nie było w domu
(pojechał na szkolenie). Z gabinetu gin. zadzwoniłam po przyjaciółkę i to ona
była ze mną przez czas oczekiwania na zabieg. W czasie, kiedy czekałam (5
godz.) nikt nie przyszedł, nikt nie zainteresował się czy czegoś nie
potrzebuję (np. czegoś na uspokojenie). Następnego dnia wyszłam do domu. A
jeszcze następnego obroniłam na 5 moją pracę magisterską. ......
Choć nie wiedziałam,że jestem w ciąży, bardzo przeżyłam jej utratę. Długo nie
mogłam się zdecydować, na powtórne zajście.
I w końcu zdecydowaliśmy się. We wrześniu 2004 podjęliśmy decyzję, że
będziemy rodzicami. W grudniu, kiedy zaczął spóźniać mi się @, zrobiłam test.
Dokładnie 6 grudnia mogłam podarować mężowi wiadomość, że zostanie ojcem.
Strasznie się cieszyliśmy. Kolejne wizyty u lekarza, kolejne USG, rewelacyjne
samopoczucie. Raz tylko w lutym pojawiło się malutkie plamienie, które
natychmiast po podaniu leków przeszło, ale i tak odleżałam 5 dni, żeby nie
było niebezpieczeństwa. Poważne USG w 13 tyg. pojechaliśmy do sławy, który
stwierdził, że dziecko nie jest chore na ZD. USG w 23 tyg, zrobione również u
specjalisty i diagnoza - dziecko zupełnie zdrowe.
Termin miałam na 9.08. Już od połowy kwietnia nie pracowałam, bo chciałam
oszczędzić dziecku stresów. Pracuję na kierowniczym stanowisku i czasem bywa
nieciekawie.
I tak mijał tydzień po tygodniu.... Żartowałam nawet, że poród będę miała
strasznie ciężki, bo tak rewelacyjnej ciąży to tylko pozazdrościć. Chyba
powiedziałam w złą godzinę:
W poniedziałek 12.07 poszłam zrobić badania krwi i moczu, wyszły rewelacjnie
( to był początek 37 tyg). Ale po południu powiedziałam do męża, że Szymuś
jakoś mało dziś się rusza... Ale, że mojemu synkowi już wcześniej zadarzały
się takie bezruchy, nię tylko trochę się niepokoiłam... Rano dziecko nie
kopało, co mnie już trochę bardziej zaniepokoiło. Więc udaliśmy się do gin.,
żeby nas uspokoiła. Czekałam na męża, aż wróci z pracy (chyba podświadomie
czułam, że to coś poważnego. Gin jak usłyszała, że nie czuję ruchów,
natychmiast zrobiła USG. Tętna nie było. Wysłała mnie do szpitala, ale
lekarz, po zrobieniu mi KTG twierdząc, że nic dziś nie zrobi, wysłał mnie do
domu.
Następnego dnia rano zostałam przyjęta na oddział, zrobili mi badania krwi i
USG, potwierdzili diagnozę, po czym dali zastrzyk z wit. B5 (podobno po to,
żeby przygotować macicę do skurczów) i tyle.
Następnego dnia przyszła moja gin. i powiedziała, że jeszcze dziś zastrzyk i
jutro będą wywołwać.
Pytałam, czy można poród trochę przyspieszyć, ale powiedziała, że nie.
Ale za to zapytałam, czy dostanę ZZO, więc przyprowadziła do mnie
anestezjolog, która zleciła badania na krzepliwość.
Po godzinie zaczęło się robić nerwowo.
Moja gin przyszła i powiedziała, że wywożą mnie do kliniki. Wystraszyłam się
tak, że z miejsca zadzwoniłam do męża. Przyjechł i uzyskał wyjaśnienie, że
krzepliwość wyszła zła i ten wyjazd to dlatego. Pośpiech, z jakim to wszystko
się odbywało, skłonił mnie do myślenia, że mój stan jest ciężki i próbują się
mnie pozbyć, żebym swoją śmiercią nie psuła im statystyk. Byłam w takim
szoku, że nie wiedziałam co robić....
Wywieżli mnie więc... I teraz bardzo się z tego cieszę. Przede wszystkim w
klinice postanowili o tym, że poród trzeba wywoływać natychmiast...
Podłączyli mnie do kroplówek praktycznie, jak tylko zrobili wszystkie
badania. Poza tym lekarze poinformowali mnie o stanie zdrowia, wiedziałam co
się ze mną dzieje, i co będą ze mną robić.
Jedyne, co mnie wkurzyło, to inne zdania dwóch dyżurujących lekarzy, z
których jeden chciał mnie odłączyć od kroplówki, żebym przespała się i
odpoczęła a rano zacząć na nowo (była 23), a drugi chiał, żeby poród
skońvczył się jak najszybciej.
Nikt też nie pomyślał o tym, żeby podać mi cokolwiek przeciwbólowego. Położna
uspokajała mnie, że jak będzie rozwarcie na 4 palce, to coś mi da, a potem
nie chciała.
Ja jednak wydarłam się tak, że w końcu podano mi w końcowej fazie dolargan,
który pomógł mi przetrwać końcówkę porodu.
Potem położono mnie na sali z dwiema dziewczynami, któe miały przy sobie
dzieci. Dali też tabletki na powstrzymanie laktacji.
Nie widziałam mojego synka.... Nikt w szpitalu nawet nie zapytał, czy chcę. A
w na zobaczenie dziecka w trumnie nie mogłam się zdobyć.
Sekcja zwłok malutkiego nie ujawniła przyczyny śmierci.
I tak musimy z mężem żyć, bez synka....
Obok nas mieszka moja szwagierka z rocznym maluchem, jak patrzę na niego ,
zawszę myślę, że nie będę nigdy miała okazji zobaczyć jak Szymek chodzi,
rośnie, rozwija się. Do żadnego dziecka nie będę mogłą powiedzieć: Szymuś-
synku. Bardzo mi ciężko. Boję się myśleć nawet o kolejnej ciąży...
Starałam się pisać możliwie rzeczowo, a i tak płaczę. Rany boskie, kiedy to
przestanie tak boleć?
Monika
Obserwuj wątek
    • czaroffnica24 Re: o mnie.... 20.08.04, 12:56
      Jezus maria słoneczko. Nonie wiem co pisać. Przez łzy jest ciężko.

      Współczuję.
      Wiem co przeżyłaś, takie poczucie, że denerwujesz tych lekarzy swoją
      obecnością, nie wiesz co się dzieje, nikt nic nie mówi, szeptają tylko między
      sobą. Mi także nie podano nic przeciwbólowego, mimo, że wcześniej przeżyłam nie
      udany zabieg zszycia szyjki macicy. I ból w tym miejscu był tak okropny, że
      mdlałam po każdym skurczu.
      Po porodzie jedna z położnych (zbiegło się tam bardzo dużo osób, już nie
      pamiętam ile, ale weszli żeby zobaczyć "tą w 25 tc, która rodzi"), odepchnęła
      ordynatora, żeby pokazać mi synka. On nie pozwolił. Widziałam go tylko przez
      chwilkę. Czarny łepek i ten wkurzony, ale słodki wyraz twarzy.
      Po porodzie musiałam leżeć z innymi kobietami w ciąży i dwa razy dziennie
      wysłuchiwać jak im dzieciom biją serduszka, patrzeć jak dotykają swoich
      brzuszków, ciesząc się kopniakiem. Jak to bolało... wypisałam się na własne
      żądanie, nie mogłam tego znieść.
      Na pożegnanie dostałam krzyki od ordynatora, naprawdę krzyczał za mną, że
      jestem nieodpowiedzialną gówniarą i przez swoje zachowanie już nigdy nie będę
      mieć dzieci. Ale ja tam nie mogłam dłużej zostać...
      Dostawałam leki, dopiero przy wypisie powiedzieli mi jakie. I wyobraźcie sobie,
      że trzy dni chodziłam sama do łazienki, po korytarzu i nikt mi nie powiedział,
      że leki które biorę, powodują te dziwne zawroty głowy, że nie wolno mi samej
      nigdzie chodzić, bo mogę upaść. Nie wiem skąd na znieczulica. Dopiero wychodząc
      zostałam poinformowana, a raczej pielęgniarka nakrzyczała na mnie, że nie wolno
      mi samej chodzić. OD wtorku do piątku, nikt nie raczył mnie poinformować.

      Ja znowu piszę, piszę i nawet nie wiem o czym, po prostu tak tęsknię za moim
      maleństwem...


      --

      • czaroffnica24 Re: o mnie.... 20.08.04, 13:03
        Monisiu, to nigdy nie przestanie boleć... :(
        Po prostu w pewnym momencie w jakimś tam stopniu starasz się z tym pogodzić...
        To tak bardzo boli...
        Moje serducho ból rozrywa już od 28 maja 2002 r.

        Monika, mama Aniołka Filipka, kocham cię robaczku
    • aniao3 Re: o mnie.... 20.08.04, 13:31
      Moniko...
      Strasznie, strasznie mi przykro ze ci ciebie dotknela ta tragedia. Zastanawia
      mnie ytlko dlaczego po pierwszym USG nic ci nie powiedziano i tak dlugo
      zwlekano z wywolaniem porodu...
      To wszystko zdarzylo sie tak niedawno, to musi jeszcze bolec... Z wlasnego
      doswiadczenia - jesli moge ci cos radzic - moj "oficjalny" wizerunek to pol-
      kobieta pol-camel trophy, ktora w kazdes sytuacji da sobie rade, ktorej nic nie
      zlamie, ktora nie placze i jest twarda jak tez z opowiesci o prawdziwym
      czlowieku. Ale po smierci mojej coreczki odpuscilam sobie. Schowalam sie przed
      swiatem za pelcami mego meza i pozwolilam sobie byc malutka dziewczynka, ktra
      los okrutnie skrzywdzil. Wyplakac te wszystkie lzy, wykrzyczec ta rozpacz.
      Badz dobra dla siebie i badzcie z mezem razem. Moze czasem wydawac ci sie ze on
      nie przezywa, bo faceci przechodza przez taka zalobe inaczej, ale dla niego to
      tez jest strasznie ciezkie. Tym bardziej ze czuje pewnie swa bezradnosc iz nie
      potrafil ochronic swojej rodziny (tak bylo u nas).
      Pisz - to pomaga.
      Gdzies przeciez trzeba wyrzucic te wszystkie emocje, a bywa ze w realnym
      swiecie to nie jest mozliwe, ze nie ma z kim pogadac. My tu bedziemy zawsze
      czekac na ciebie.
      Sciskam cie mocno
      anka
    • ewa5005 Re: o mnie.... 20.08.04, 18:35
      Bardzo mi przykro.
      Na prawdę wiem co czujesz, moje dzieci w skończonym 32 tc (za 3-4 tyg miał być
      poród) przestały się ruszać, rodziłam je pół doby.
      Dzieci zdrowe, ja zdrowa, trzy dni przed ich śmiercią opuściłam szpital z
      doskonałymi wynikami. I stało się. Tak po prostu i bez sensu.
      no właśnie, bez sensu - przecież to były kochane i chciane dzieci.
      Nie wiem jak mam cię pocieszyć. Wiedz że trzymam za ciebie kciuki: żebyś się
      nie poddała i mimo wszzystko żyła nadzieją na lepsze jutro.
      Ja od września zacznę starania o malucha (pewnie już nie zdarzą mi się dwa...).
      Ściskam cię mocno.
      • monikamm Re: o mnie.... 20.08.04, 19:01
        Ewa!
        Czy po tym wszystkim robili Ci jakieś badania? Bo jak rozumiem też nie wiedzą
        dlaczego Twoje dzieci nie żyją... Mnie lekarz powiedział, że mógł to być zawał
        łożyska (choć równie dobrze mógł zdarzyć się już po śmierci)
        Sama nie wiem czy szukać innego lekarza, czy zostać u niego?

        Kurczę tak wiele decyzji trzeba podjąć i wszystkie takie ważne....

        Pozdrawiam Was wszystkie dziewczyny i dziękuję
        Monika
        • j0204 Re: o mnie.... 20.08.04, 19:32
          Droga Moniko,
          przytulam Cię cieplutko.
          Nie mogę nic więcej mądrego napisać. Ślę duzo wytrwania i sił.
        • ewa5005 do Moniki 20.08.04, 19:34
          Monika,
          u mnie jedno z dzieci było 2 razy owinięte pępowiną. Sekcja dzieci i łożyska
          nie wykazała nic. Dzieci były w jednym łożysku (choć w dwóch workach
          owodniowych), dlatego można przypuszczać że jedno rzeczywiście zaplątało sie
          pępowinką, to zaburzyło krwiobieg w łożysku i dlatego udusiło się też drugie
          dziecko. Ale nie dostałam odpowiedzi jednoznacznej. To najprawdopodobniejsza
          wersja wydarzeń. Do końca nie wiadomo.
          u lekarza na razie jestem tego samego. Myślę że będzie bardziej na wszystko
          wyczulony w następnej ciąży znając moją historię. Ale nie wykluczam że będę się
          konsultować i u innych lekarzy.
          Cokolwiek się stało wolę wbić sobie do głowy że to rzeczywiście była ta
          pępowina, durny przypadek i że to już się nie powtórzy w następnej ciąży. Tak
          będzie mi łatwiej...
          pozdrawiam i trzymaj się.
          • monikamm Ewo 20.08.04, 21:29
            Dziękuję za te wyczerpujące informacje :)
            Trzymam kciuki za Wasze wrześniowe próby, Mam nadzieję że będę mogła obserwować
            rozwój wypadków :)
            Ściskam Cię mocno...
            Monika
            P.S. Nie kazali Ci zrobić 6 miesięcy przerwy? Szczęściara
            • ewa5005 Re: Ewo 22.08.04, 09:33
              Moniko,
              jeśli chodzi o długość przerwy to lekarze różnie mówią.
              Ten co odbierał poród mówił 3-4 m-ce
              mój gin najpierw mówił o ok pół roku, ale jak sprawdził ostatnio że mam
              owulację i miesiączka już jest normalna to powiedział że mogę nawet od września
              (to bedzie po 4 m-cach).
              po porodach naturalnych można czekać krócej niż po cc
              Ja pytałam się też eksperta na forum bociana, jak chcesz to zobacz odpowiedź:
              www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=19373
              A tak na prawdę mam świadomość że nie musi się od razu udać, więc i tak może
              wyjdzie dłużej. Czasem lekarze podają dłuższy termin mając na względzie nasz
              stan psychiczny.
              Koleżance z forum również pozwolił lekarz po porodzie starać się po 4,5 m-ca.

              Jeśli mogę ci coś poradzic z mojego doświadczenia (raptem 3 miesięcznego):
              my z mężem w ten czas oczekiwania na kolejnego bobasa postanowiliśmy się czymś
              zająć intensywnie. Zrobiliśmy remont kuchni, wyjechaliśmy na 2 tyg na wakacje,
              ja od 2 tyg wróciłam do roboty. A wszystko to po to aby szybciej ten cholerny
              czas przeleciał - i rzeczywiście im więcej zajęć tym lepiej to wszystko znosić.
              Bardzo pozdrawiam i trzymam za ciebie kciuki,
              pa
    • agacz2905 Re: o mnie.... 20.08.04, 22:04
      Kochana Moniko
      Twoja tragedia wydarzyła się tak niedawno, że to musi cholernie boleć. I nie da
      sie tu napisać nic mądrego, nic adekwatnego. Mogę się tylko domyślać ogromu
      Twojego cierpienia - tak samo jak domyślają sie chyba wszystkie
      forumowiczki "stąd". Świetnie, że masz przy sobie męża, który razem z Tobą moze
      opłakiwać tę niewyobrażalną stratę. Nasze sytuacje sa różne - ale strata chyba
      tak samo bolesna i tragiczna. I boli podobnie. Życzę Ci, żebyś na przekór miała
      jeszcze więcej miłości i cierpliwości do tego niesprawiedliwego świata.
      Przytulam Cię mocno i ślę ciepłe myśli do Szymusia. Wiary, nadziei i odwagi Ci
      zyczę, trzymaj się Kochana.
      Agnieszka
    • joanka741 Re: o mnie.... 21.08.04, 07:53
      tak bardzo Wam wspolczuje.......nie ma słow żeby pocieszyć.........
    • agablues Re: o mnie.... 22.08.04, 22:25
      Mocno przytulam. Aga
      • yen74 Re: o mnie.... 23.08.04, 14:32
        Chyba wszystkie słowa są tu zbędne i nie na miejscu...
        Jestem z Tobą, bo wiem, jak to strasznie boli...
        A jeszcze ta znieczulica tych lekarzy, koszmar.

        Ja trafiłam na lekarza i położną, którzy bardzo troskliwie się mną zajęli.
        Trafiłam do szpitala ok 17, po wczesniejszej diagnozie mojego gina. Tam ją
        potwierdzili - 39 tc-brak tętna. Pozwolono mi jednak jechać na kilka godzin do
        domu, zostawiłam tylko dokumenty, aby sami sobie je uzupełnili. Wróciłam do
        szpitala ok. 22. dostałam pszczółki. Położna dyżurująca zaglądała do mnie co
        godz. Rano miał dyżur mój gin i położna, zabrali mnie na porodówkę, obiecali,
        że zrobią wszystko, aby poszło szybko. Byli cały czas ze mną. Lekarz trzymał
        mnie za rękę. Położyli mnie sama na sali, żebym nie musiała oglądać innych mam.
        Lekarz dzwonił wieczorem z pytaniem jak się czuję. Pokierowali, co jak i gdzie
        załatwiać. Jestem im bardzo wdzięczna za okazane serce i życzliwość.
        Dlatego strasznie ubolewam, że są lekarze bezduszni i nie zyczliwi, bo to
        wszystko jeszcze bardziej przysparza niepotrzebnych cierpień.
        Jestem z Tobą
        Kaśka
        • sowa_hu_hu Re: o mnie.... 23.08.04, 17:19
          przykro mi tak że az trudno mi to wyrazić...
          pomodle sie o was...

          przykro mi...

          ściskam z całych sił!
    • jaewa1 Re: o mnie.... 25.08.04, 16:10
      Ja też straciłam zdrową córeczkę w 30 tygodniu ciąży. Ciąży, która przebiegała
      doskonale, w momencie, kiedy wydawało mi się, że jestem już na finiszu wszystko
      runęło... Malutka udusiła się pępowinką. Wiem, że każdy jest inny i każdemu być
      może coś innego może pomóc- mi pomaga upływajacy czas, z czasem wszystko jakoś
      w głowie w końcu musi się ułozyć!!! Żadne słowa pocieszenia nie zrobią tego co
      my same możemy dla siebie zrobić- człowiek sam sobie w głowie musi wszystko
      przemielić, musimy przetrwać ból i wszystkie te trudne chwile licząc na to, że
      zrozumiemy kiedys to co sie stało. Poza tym, a właściwie to przede wszystkim
      pomaga mi myśl o drugiej ciąży- od porodu minęło niecałe 5 miesięcy i właśnie
      czekam na efekty pierwszego miesiaca starań. Życzę Ci, żeby czas był dla Ciebie
      łaskawy.
      Twój Szymuś kocha Cię

      EwA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka