Dodaj do ulubionych

Rodzeństwo

27.08.04, 00:17
Dla niektórych z nas Aniołki są jedynymi dziećmi. Reszcie dane jest cieszyć
się pozostałym dzieckiem/dziećmi.
Niektórzy bracia i siostry są starsi, niektórzy młodsi; są i tacy, co
przyszli na świat dopiero po odejściu Waszych Aniołków.

Co mówicie Waszych dzieciom, jak z nimi rozmawiacie o zaistniałej sytuacji? O
Waszym bólu i stracie? O ich bólu i stracie?

Jak podtrzymać pamięć o zmarłym rodzeństwie, a jednocześnie nie ogniskować
całego życia wokół naszego bólu? Jak znaleźć równowagę pomiędzy światem
przeszłości, a prawem do szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa?

Próbowaliśmy „usystematyzować” naszą stratę i ból.
Najbardziej szkoda jest mi Alka, jego zbyt szybko przerwanego ziemskiego
życia. Że nie zdążył się nim jeszcze nacieszyć, że jeszcze tylu rzeczy nie
spróbował nie doświadczył. Że nie dane mu się było cieszyć młodością durną i
chmurną i rodzinnym szczęściem wieku dorosłego. Że sam nie przeżyje zachwytu
i uniesienia nad małym zawiniątkiem w szpitalu, które widziałam w oczach
mojego męża.

Następnie, w mojej „klasyfikacji” żal mi jest Adasia i Marysi, że tak krótko
było im się dane cieszyć starszym bratem? Adaś wciąż jeszcze pamięta, pyta,
drąży temat. Czy Marysia, choć podświadomie, zapamięta cicho szeptane słowa i
łaskotanie piętek?

Później żal nam jest nas samych. Liczyłam się z tym, ze kiedyś odejdzie, że
pójdzie w świat – wychowywałam go bardziej dla świata niż dla siebie na
podporę w starszych wieku – lecz w świat żywych, a nie Aniołów.

Adaś wie, co się stało, wie o wypadku, wie, że Alek nie może już z nami
dłużej mieszkać, że mieszka teraz w naszych sercach. Nie opowiadałam mu o
niebie i Aniołach. Jednak pewnego dnia, w kawiarni, wertując magazyn
wnętrzarski natknął się na aniołki: aniołki na obrazkach, aniołki z
porcelany, aniołki z włóczki, całe zatrzęsienie aniołów. Wskazał jednego z
nich palcem i powiedział: „to jest aniołek i nazywa się Aluś”. Od czasu do
czasu mówi mi, że widzi Alka, dokładnie opisując okoliczności i miejsca
zadziwiając mnie, chociaż wolałabym, by zadziwiał mnie innymi
spostrzeżeniami.

Czasami na cmentarzu opowiada Alkowi „newsy (np. nowe kalosze), czasami
całuje jego zdjęcie, a czasami mówi, że nie chce iść na cmentarz.

A wczoraj się zapytał, kiedy Alek wyjdzie z cmentarza.

Jakie są wasze doświadczenia i przemyślenia.
Proszę też o wypowiedź mam, których aniołki są jedynymi dziećmi, co powiedzą
o nich swoim kolejnym dzieciom (gdyż wierzę, że tak się stanie i gorąco Wam
tego życzę).

Polecam linki dotyczące powyższego tematu:
www.geocities.com/Heartland/Ranch/8207/sibling.html
www.geocities.com/Heartland/Woods/4671/ians_questions.html
Obserwuj wątek
    • agablues Re: Rodzeństwo 27.08.04, 00:37
      Kiedy pojawiły się pierwsze podejrzenia choroby Igi, zalewałam się łzami - jak
      to wszystko wpłynie na Martę, jej życie. Potem martwiłam się jeszcze bardziej.
      Ona to wszystko będzie dobrze pamiętała. Teraz martwię się, bo ona wie o forum,
      o tym, że tyle moich znajomych straciło dzieci. Wie czym ja żyję.
      Mam nadzieję, że pomoże jej grupa wsparcia dla rodzeństwa w hospicjum.

      Dzisiaj, w tym autobusie. Ta dziewczynka z takim ogromnym zachwytem patrzyła na
      Martę,usmiechała się całą swoją istotą, a Iga juz nigdy... O czym mogła myśleć
      Marta? O Igusi czy o rodzeństwie, o którym marzy?
    • malomi Re: Rodzeństwo 27.08.04, 08:23
      Mój Aniołek jest w moim sercu tak głęboko, że pewne daty będą w mojej pamięci
      na zawsze: 13 stycznia dzień śmierci Kropka i 8 lipca data kiedy miał się
      urodzić.
      Na zawsze pozostanie najstarszym rodzeństwem i jeżeli uda się żeby na świat
      przyszedł jego brat lub siostrzyczka, to będzie wiedziało o jedny takim
      niesfornym Aniołku który się nami opiekuje...
    • jaewa1 Re: Rodzeństwo 27.08.04, 08:29
      Moja Amelka, którą straciłam w 30 tygodniu ciąży to moje pierwsze dziecko.
      Teraz zaczęłam już starania o drugą ciażę. Często łapię się na wyobrażaniu
      sobie, jak idę z głębokim wózkiem do Amelki, albo z takim ledwo jeszcze
      drepczącym szkrabem. Nie myślałam jeszcze o tym co dziecku powiem, narazie
      raczej myślę o tym, żeby było. Tylko czasem przychodzi mi do głowy, że Amelka
      będzie zazdrosna, nie od dziś przecież wiadomo, że starsze rodzeństwo jest
      zazdrosne o młodsze, więc nie wiem co ja jej powiem?
      EwA
    • ewa5005 Re: Rodzeństwo 27.08.04, 08:43
      Niestety nie podzielę się swoimi doświadczeniami gdyż Misie To moje pierwsze
      dzieci.
      Chciałam tylko napisać, że Marysia jest prześliczna.
      • j0204 Re: Rodzeństwo 27.08.04, 08:51
        Magdo, bardzo pięknie wszystko to opisałaś, zadając pytania i na nie odpowiedzi.
        czy nie bęzdie jakimś paradoksem, że napisze iż matkom które mają jeszcze
        dzieci jest łatwiej po stracie jednego? Nie powinnam tak pisać, bo każde
        dziecko ma swe szczególne miejsce w sercu matki i ta strata boli najbardziej.
        Ale kiedy rozmwaim z matkami mającymi inne dzieci, mówią,że jest łatwiej. Niw
        wiem czy to wpływ obowiązków czy innych zajęc przy dzieciach zajmuje im czas i
        myślenie o tym które odeszło.
        Wczoraj byłam u Agi i tak może nieprzemyślanie powiedziałam Jej to. W duszy
        patrzyłam jaką jest wspaniałą matką dla swej córki, słyszałam jak ona mówi do
        niej "mamo". A ja? Czy usłysze kiedyś to słowo? Mówiłam wtedy, że już nie
        przetrę zupki dla Sylwi, że nie zmienię Jej pampersa, że już nic dla niej nie
        zrobię. Aga na to"nie zrobisz teraz , ale kiedyś może tak(tu:inne dzieciątko).
        Aga -bardzo Ci dziękuję.

        Kiedy przyjdzie czas i odpowiedni moment na przyjęcie nowego życia, kiedy
        pojawi sie dziecko - opowiem mu o Sylwuni, nie sposób o Niej nie mówić, pisać,
        nie wspominać.W domu zasze mówimy o Niej, Ona zawsze bęzdie żyć w naszych
        sercach i pamięci i moje dzieci dowiedzą się jaka była wspaniała i że teraz
        będzie opiekowała sie nami z góry.
        • amania Re: Rodzeństwo 27.08.04, 10:40
          j0204 napisała:

          > czy nie bęzdie jakimś paradoksem, że napisze iż matkom które mają jeszcze
          > dzieci jest łatwiej po stracie jednego? Nie powinnam tak pisać, bo każde
          > dziecko ma swe szczególne miejsce w sercu matki i ta strata boli najbardziej.
          > Ale kiedy rozmwaim z matkami mającymi inne dzieci, mówią,że jest łatwiej. Niw
          > wiem czy to wpływ obowiązków czy innych zajęc przy dzieciach zajmuje im czas
          i
          > myślenie o tym które odeszło.
          >

          Jolu, moim zdaniem tak właśnie jest. Wiem, że dużo trudniej byłoby mi poradzić
          sobie ze śmiercią Alicji, gdybym nie miała Marysi. Po prostu musiałam być dla
          niej dlaej taką mamą jak byłam, musiałam wziąć się w garść, a poza tymona
          dostarczała mnóstwa zajęć dzięki którym, trzeba było choć na chwilę przestać
          płakać.
          A wracając do tematu, to my nie powiedzieliśmy Marysi co sie stało.
          Chociaż była już wtedy całkiem dużą dziewczynką (4,5 roku, to długo nie mówiłam
          jej że jestm w ciąży. A potem nie mówiłam jej już celowo.
          Ona wiedziała, że jestem trochę chora, potem myślała że miałam operację i
          dlatego tak źle się po niej czuję. Zresztą rana po cesarce była dla niej
          namacalnym dowodem.
          Nie wiem czy dobrze zrobiliśmy, ale chcieliśmy ją chronić i chociaż jej
          oszczędzić cierpienia.
          Wiadomo, że kiedyś jej powiemy. Pewnie niebawem.
          Bo już niedługo zacznie się dokładniej wypytywać, do kogo chodzimy tak często
          na cmentarz.
          Niech jeszcze tylko troszkę podrośnie...
    • melka_x Re: Rodzeństwo 27.08.04, 11:02
      Nie wiem Magdo, nie mamy innych dzieci.

      Ale... kiedyś pisałam już o tym, przy innej okazji.
      Córeczka naszych przyjaciół bardzo cieszyła się na urodziny Natalii (może
      dlatego, że jest jedynaczką, a mieszkamy na tym samym osiedlu). Wyobrażała
      sobie, że będzie z Natalią chodziła na spacery, na rower. Odkładała dla niej
      zabawki. I kiedy przyszliśmy do nich po pogrzebie, okazało się, że właśnie z tą
      małą dziewczynką najłatwiej nam było rozmawiać. Bo ona traktowała śmierć jako
      coś bardzo smutnego, ale naturalnego. Przyniosła kask rowerowy, który odłożyła
      dla Natalii i zapytała, czy to, że Natalia nie żyje oznacza, że nigdy nie
      założy tego kasku. Powiedzieliśmy, że tak. Zapytała czy śmierć oznacza, że
      Natalia nigdy nie urośnie. Powiedzieliśmy, że tak. A wreszcie zamyślona
      stwierdziła "Miałam więcej szczęścia niż Natalia, prawda?".

      Jeśli będziemy mieć dzieci, to na pewno będą wiedzieć o Natalii. Nie będziemy
      ukrywać zdjęć, ani nielicznych pamiątek. Będziemy je zabierać na cmentarz (nie
      mówię oczywiście o codziennych odwiedzinach, ale na pewno częściej niż na
      Wszystkich Świętych i jeszcze kilka razy w roku).
      Natomiast sytuacja w ktorej dzieci przeżyły smierć rodzeństwa pewnie jest
      trudniejsza.
    • olga-roy Re: Rodzeństwo 27.08.04, 13:53
      Kiedy urodzila sie Iza Marcinek mial 6lat.Przez trzy lata mielismy w domu
      przepadajace za soba rodzenstwo.Nasz synek zmarl w szpitalu w innym
      miescie.Rozdzierajacy bol mieszal sie z pytaniem jak to powiedziec malej?Jak
      ona zaaraguj?.Tyle sie o niego wypytywala podczas jego nieobecnosci.Po powrocie
      jakby sama wyczula,ze to nie moment na zadawanie pytan.Nastepnego dnia mielismy
      najtrudniejsza rozmowe w zyciu...Jak to przyjela?...Nie jestem pewna czy do
      konca zdawala sobie sprawe.Przedstawilismy odejscie jej braciszka w formie jaka
      najbardziej by trafila do trzy letniego dziecka.Czesto z nim rozmawiala,czesto
      tez plakala co jeszcze bardziej potegowalo nasz bol.Plakala kiedy i my juz nie
      dawalismy rady sie wstrzymywac.Boze jaki to byl ciezki dla nas okres...Mysle,ze
      Iza jako 6.5letnia dziewczynka pogodzila sie juz z jego odejsciem.Wierzy
      podobnie jak my,ze jej brat jest gdzies blisko i czuwa nad nami.Wiem ,ze
      traktuje go jako swojego Aniola Stroza do ktorego moze zawsze sie zwrocic o
      pomoc.Przypomnialo mi sie jak ostatnio przed podroza powiedziala,mam
      nadzieje,ze jedziesz z nami i sprawisz,ze dojedziemy do Babci calo.
      Osierocone rodzenstwo jest tak samo naznaczone jak my rodzice.Watek smierci i
      widok zatroskanych rodzicow beda traktowaly jako czesc integralna swojego
      zycia.Cmentarz jako cos naturalnego gdzie sie czesto bywa.Zawsze wybiera ten
      sam ksztalt swiec,serduszko..Cholera jasna tak nie powinno sie dziac,to one
      powinny nas chowac i przynosic kwiaty.
      • mamaadama4 Re: Rodzeństwo 27.08.04, 14:35
        Adaś urodził się 3 lata po smierci Hanki. Jakoś tak samo wyszło, że zaczęłam mu
        mówic o starszej siostrze. Ponieważ często chodził ze mna na cmentarz a zdjęcia
        Hanki sa w domu na wierzchu to samo się stało. Nie pyta narazie o nic. Może to
        co wie - że jego siostra jest w niebie i jest "aniołem" mu narazie wystarcza?
        Dzisiaj rano, przez przypadek wyciągnęłam pozytywkę Hanki i słuchając melodii
        poryczałam sie okropnie (płakałam po raz pierwszy od nie pamietam kiedy). Adaś
        po chwili zafascynowania pozytywką i ruszająca się panienka zaczął mi się
        bacznie przyglądać. Powiedziałam mu, że jestem smutna, bo przypomniała mi się
        Hania, że to była jej pozytywka i że bardzo lubiła tę melodię. Musiałam się
        opanować, bo i Adasiowi oczy się zaszkliły jak widział po raz pierwszy płaczącą
        mamę. Powiedział mi, żebym się nie martwiła, bo hania jutro przyjdzie. Ot,
        młodszy brat. Sama się zastanawiam jak on Hankę "odbiera" i co z tego rozumie.
        Ale Hanka jakos w jego świadomości istnieje.
    • kk.650801 Re: Rodzeństwo 27.08.04, 16:40
      Trudno jest mi, czasem aż za bardzo byc w świecie, odłączyć się od bólu,
      tęsknoty, którą rozumiecie.
      Wspominamy Franusia, oglądamy zdjęcia - zrobiłam je po ubraniu i wlozeniu synka
      do trumny, rozwazamy jakie mógłby mieć oczka- chłopcy mają ciemne za mną , mąż
      ma niebieskie, więc może za tatusiem tym razem, że rączki miał z długimi
      paluszkami jak Kacperek, a nosek i uszka jak Bartek, zresztą bardzo przypomina
      swego starszego brata.
      Dzieci przyjeły, że Franek jest w niebie u Boga, że jest naszym aniołkiem, a
      opiekują się nim ci, którzy odeszli przed nim - dokladnie rok wczesniej mój
      ojciec, trzy miesiące później teść, potem siostra mojego ojca,a 3 dni przed
      śmiercią Franusia tragicznie zginął jego wujek, brat mojego męża....
      W ciagu jednego roku tyle śmierci - może juz nas oswoiła ze sobą...
      Jakiś miesiąc temu mój młodszy synek, 7 letni Kacperek powiedział, ze tęskni za
      Frankiem , i dziadkami i wujkiem, że wie ze "trzeba najpierw umrzec zeby byc z
      nimi, a to muszę tak długo czekać"
      Nie płaczę przy dzieciach, ale nie unikam mówienia o ich bracie, nawet
      zaglądamy do wózeczów z dzidziusiami i sumujemy - o taki byłby juz Franek
      Mnie równiez żal - i tego życia które jeszcze na dobre się nie rozpoczęlo a już
      zgasło, tego że nie usłyszałam płaczu dziecka, który jest " nagrodą " za trudy
      rodzenia, że nie jest z nami na ziemi i nie dotyka go nasza miłość tutaj ...juz
      dalej nie umiem
      Kasia
    • aniao3 Re: Rodzeństwo 28.08.04, 23:52
      Kiedy stracilam pierwszego maluszka w 7 tc mlodsza bratanica miala 2 latka wiec
      dla niej byla to abstrakcja. Za to starsza (5 latek) przytulila sie do mamy i
      powiedziala ze dzidzius jest w niebie.
      Dla niej bylo to oczywiste.
      Potem odeszla Malgorzatka (29 tc). Brzuszek byl juz widoczny, duzo planow i
      rozmow. I wydawalo sie ze dziewczynki i jej smierc przyjely bardzo naturalnie,
      ale... Czasem nas zaskakuja. Mlodsza ma juz 4 latka i potrafi w polowie zabawy
      odejsc z piaskownicy i pokazac na wozek mowiac: patrz mamo, Malgorzatka by taka
      byla, szkoda ze jej nie ma. A starsza (teraz juz 7) choc w domu prawie nigdy o
      tym nie mowila musiala odreagowywac w przedszkolu bo pani psycholog az spytala
      kim jest Malgorzatka, bo mala tak czesto o niej mowi.
      Jak opowiem o niej naszym dzieciom?
      nie wiem.
      Moze napisze im bajke o malej dziewczynce, ktora przyszla na chwile by zobaczyc
      swoich rodzicow i wrocila do nieba? Na pewno powiem im, ze kiedys z nami byla
      ich starsza siostrzyczka. Mysle ze przede wszystkim, nigdy nie kaze im
      zastepowac tej, ktora odeszla. Niech beda soba, niech zyja swym zyciem i tylko
      czasem mignie w nim plomyk znicza dla nieznanej im starszej siostry...
      Sciskam
      anka
      • anatemka Re: Rodzeństwo 29.08.04, 00:35
        ostatnio własnie często myslę, że to mojemu 3letniemu synkowi najbardziej
        brakuje brata. Starszego brata. A Jasiek miałby już 12 lat. Ludzie, jakiego
        dorosłego syna bym miała:)
        • zorka7 Re: Rodzeństwo 29.08.04, 12:56
          Bardzo bym chciała, by Martynka była kims istotnym w życiu Bartusia. Tylko boję
          się by nasz krzyż nie stał się jego krzyżem.
    • czaroffnica24 Re: Rodzeństwo 30.08.04, 16:47
      Bardzo ważny temat poruszyłaś.
      Jeśli jeszcze kiedyś zdecyduję się na dziecko, chciałabym, żeby wiedziało o
      Filipku, o starszym bracie. Żeby chodziło ze mną na cmentarz. Żeby wiedziało,
      że ten Aniołek jest częścią naszej rodziny i na zawsze będzie. Nie wiem jak to
      będzie, nie wiem czy strach o kolejną ciążę mnie opuści i zdecyduję się na
      powiększenie rodziny. A miałam taki zapał... na początku.

      Mam jeszcze inny problem - siostrzeniec. Miał 7 lat, gdy straciłam ciążę. Bawił
      się z moim brzuszkiem. Zawsze budził dzidziusia. Wtedy, w 2002r. gdy odwiedził
      mnie w szpitalu jedyne co przyszło mi do głowy, to to, że przez niemyte rączki
      miałam w brzuszku robaka i to on się ruszał a nie dzidziuś. Siostrzeniec
      uwierzył, bo dwa miesiące wcześniej był w szpitalu z powodu lambrii. Dziś ma
      już 9 lat. Raz był z babcią na cmentarzu i tylko spytał czy ten Filip to był
      ktoś z jego rodziny. Odpowiedż, że: Tak - usatysfakcjonowała go. Rośnie, robi
      się coraz mądrzejszy, w końcu będziemy musieli mu powiedzieć, ale jak ?
      Ciągle się dopytuje: czemu ty ciocia nie masz dzidziusia, już stara jesteś :)
      mogłabyś mieć. Na razie odpowiadam, że mamy remont, szkoła męża, że to jeszcze
      nieodpowiedni czas.
      Na początku baliśmy mu się powiedzieć, bo był jedynym dzieciakiem w rodzinie,
      że może to źle przyjąć, ale z każdym miesiącem coraz trudniej mu o tym
      powiedzieć. Boję się, że ktoś "życzliwy" mu powie. Może z okazji Wszystkich
      Świętych siądziemy i... nie, nie wiem.

      Monika, mama Aniołka Filipka
    • m.kusmierczyk Re: Rodzeństwo 30.08.04, 23:32
      Niełatwo było powiedzieć Tomkowi, że młodszy braciszek umarł... Tomek nmiał
      wtedy 20 miesięcy, ale dziecięca intuicja dobrze go wiodła. Doszło do tego, że
      kiedy sam był chory, płakał, bo bał się. Czego? Taki szkrab dwuletni
      powiedzxiał "Bogumił był chory i umarł. Ja teraz jestem chory..." Nie dokończę
      jego słów.
      Teraz Tomek ma 6,5 roku, pojutrze idzie do zerówki. Jest bardzo nerwowym
      dzieckiem, ale uważam, że warto mówić prawdę dostosowaną do wieku dziecka.
      Tomek wie, że miałby brata. Przez długi czas po śmierci Bogumiła główna zabawa
      to sprzedawanie zniczy... Troszkę się uspokoił po pojawieniu się na świecie
      Bogdana (to niesamowite, ale w pierwszą rocznicę śmierci Bogumiła pojawiły się
      2 kreski na teście...) Bogdan ma już 3 lata, a za kilka tygodni urodzę czwarte
      dziecko, też chłopca. Bogdan nie do końca ma świadomość, kim jest Bogumił, jest
      to dla niego zbyt abstrakcyjne jeszcze, ale kiedy pyta, odpowiadamy bez
      wykrętów, że to jego starszy brat, któy umarł, bo był chory.
      Tomek wiadomość o obecnej ciąży przyjął jak co najmniej nastolatek. Bardzo
      troskliwie dopytywał się, czy maluch nie umrze, pilnuje, żebym nie dźwigała
      itd. A przede wszystkim odczuwa jakiś lęk, niepokój, chociaż my jesteśmy dobrej
      myśli...
      Na pewno łatwiej było nam przeżyć śmierć Bogumiła mając już Tomka. Trzeba było
      po prostu dalej żyć. Nie mogliśmy się załamać, chociaż myślami byłam tak
      daleko, że robiąc Tomkowi kaszkę wsypywałam do mleka proszek do szorowania.
      Bałam się, żeby nie doszło do drugiej tragedii...
      Przepraszam za chaos, ale wspomnienia sprzed 5. lat wracają... Podsumuję
      jednak: łatwiej chyba tym, co już mają dzieci, ale i trudniej, bo trzeba pomóc
      nie tylko sobie, ale i żyjącym dzieciom uporać się z bólem po stracie
      rodzeństwa. A mówić trzeba prawdę. Bo dziecko i tak wie o wszystkim, a nas pyta
      po to, by sprawdzić, czy jego przeczucia są prawdziwe. I ufa właśnie rodzicom...
      Magda
      • ewamonika1 Re: Rodzeństwo 30.08.04, 23:52
        Magdo,
        pięknie opisałaś Wasze radzenie sobie ze śmiercią Synka.
        Życzę Ci dobrej końcówki ciąży, a może chłopiec okaże się dziewczynką (tak było
        ostatnio u naszych znajomych). A jeśli płeć się potwierdzi - gratuluję również -
        tylu chłopców w domu :))

        pozdr. ewa
        • mharrison Re: Rodzeństwo 31.08.04, 10:29
          Podrzucam jeszcze jeden link:
          www.fernside.org/grownups/how.html#intro
          w wolnej chwili przeklepię na polski.

          Był też kiedyś "pokrewny" wątek, jak rodzeństwo radzi sobie z
          niepełnosprawnością brata/siostry. Ewa, Kasia i Michał są w tej kwestii
          mistrzami.

          Pozdrawiam
          magda
          • ewamonika1 Re: Rodzeństwo 31.08.04, 13:52
            Magdo - dziękuję za przypomnienie :-))

            link do tamtego wątku:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=12356381&a=12356381
            pozdr. ciepło (bo za oknem jakoś pluchowato i jesiennie)

            ewa
    • oyate Re: Rodzeństwo 01.09.04, 08:32
      A ja jestem dzieckiem, które przeżywało śmierć brata. Moja mama straciła 3
      dzieci. Jedno już za mojego życia. Miałam wtedy 14 lat, kiedy mama powiedziła
      nam (mi i żyjącemu bratu), że będziemy mięli braciszka lub siostrzyczkę.
      Ucieszyłam się ...ale zaraz się popłakałam i wybiegłam z domu. W końcu jednak
      przyzwyczaiłam się do tej myśli. Niestety pamiętam dobrze jak wróciłam któregoś
      dnia do domu i niemąż mojej mamy powiedział, że mamie odeszły wody....to był 5
      miesiąc. Pobiegłam do szpitala (200 metrów od mojego domu). Mama leżała o
      zgrozo z innymi paniami, które przytulały swoje dzieci. A mama zapłakana,
      smutna... Zbytnio nie zwracała na mnie uwagi. Byłam przybita całą sytuacją.
      Tym, że nie ma już mojego braciszka, że może to moja wina bo na początku go nie
      chciałam. Pamiętam, że nawet pokłóciłam się z mamą jak była jeszcze w szpitalu.
      PRZEPRASZAM MAMO ZA MOJĄ GŁUPOTĘ. NIE WIEDZIAŁAM WTEDY JAK CIERPISZ!!!
      Nigdy mama nie mówiła o Kajtusiu dla niej wszystko było oczywiste.A i my nie
      pytaliśmy co się dokładnie stało, nie chcięliśmy jej ranić.Przecież dziecko
      było zdrowe (mama ze względu na wiek 43 lata miała amniopunkcję).
      Jak przyszła ze szpitala to codziennie chodziła na cmentarz. W końcu nie
      wytrzymałam powiedziałam jej, że Ja i Waldek (mój brat) żyjemy i potrzebujemy
      matki.Denerwowało mnie, że codziennie chodzi na grób Kajtusia a na nas nie
      zwraca uwagi. Teraz wiem, że było jej to potrzebne do pokonanie bólu.
      DZiś sama mam dzieci i one mimo młodego wieku (27 miesięcy)wiedzą, że tam na
      cmentarzu śpią ich wujkowie. Chodzą ze mną na cmentarz.A jak będą większe
      wszystko im wytłumaczę.
      Serdecznie pozdrawiam!
      • mharrison Re: Rodzeństwo 08.12.04, 18:45
        podbijam
        może ktoś jeszcze zechce się podzielić swoimi przemyśleniami.
    • 1megan Re: Rodzeństwo 09.12.04, 15:47
      Mój Maciek ma dopiero 2 i pół roku jest jeszcze mały ale sporo rozumie nigdy
      nie widział Mariny bo Niunia całe swoje malutkie życie spędziłą w szpitalu,
      kiedy do Niej jexdziłam mówiłam mu o tym że ma siostrzyczkę że jest bardzo
      chora ma duże "kuku" że musi leżeć w szpitalu i muszę pojechać do Niej żeby ją
      troszkę pogłaskać pocałować, kiedy Marinka odeszła powiedziałam Maćkowi że była
      już tak chora, że bardzo ją bolało i Pan Bozia powiedział chodź Marinko do
      mnie już dosyć twojego bólu już wystarczy u mnie już nie będzie cię bolało i
      Marinki dusza jest teraz u Bozi, Niunia jest naszym kochanym Aniołkiem i
      opiekuje się nami, jej ciałko leży w grobie i dlatego przychodzimy na cmentarz
      to jej nowy domek przynosimy jej świeczuszki zeby jej było widno i ciepło,
      opowiadałam mu że jak człowiek jest chory to Bozia go do siebie zabiera żeby
      długo nie cierpiał - może to wszystko bez sensu i nie tak , ale zauważam że
      Maćkowi taka odpowiedź wystarcza, pomijając fakt czy do końca coś łapie z tego
      czy nie - bardzo często też pokazuję Maćkowi zdjęcie Marinki, w domu zazwyczaj
      nie płacze, jeżeli mi się zdarza to mówię mu że jest mi smutno i tęsknie za
      naszą dziewczynką

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka