Dodaj do ulubionych

do osób które przeżyły stratę już dawno temu

04.10.04, 12:58
Chciałabym się zapytać osób, mam nadzieję, że takie się znajdą, które
przeżyły stratę dziecka wiele lat temu. Stratę nienarodzonego dziecka. Mój
synek urodził się martwy w 32 tygodniu - dwa lata temu.
Zaraz po tym jak to się stało, czułam bardziej stratę ciąży. Ciąża była
bardzo trudna dla mnie, szpitale, badania, coraz gorsze diagnozy ... masywne
wielowodzie i jednocześnie zagrożenie dla mnie samej. Jak sie skończyła ta
ciaża nie ukrywam że czułam ulgę, że już po wszystkim i wreszcie mogę wrócić
do domu w wytęsknione ramoiona mojej 4-letniej wówczas córeczki.
Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc ból rośne.
Wtedy czułam się jakbym straciła ciążę, teraz czuję jakbym staciła dwu-
letniego chłopczyka. On cały czas jakby był ze mną i każdego dnia jakby ode
mnie odchodził.
Czy to kiedyś minie? Czy zawsze już nie będzie dnia bez łez? Jak jest z wami -
tymi którzy przeżyli stratę dziecka wiele lat temu? Nie można o tym zapomnieć
wiem, ale czy można zrobić coś, żeby było coraz lżej a nie coraz ciężej? Ktoś
powie: trzeba się czymś zająć. To wiem. Zajmuje się. Cały czas. Staram się
nie mieć ani chwili wolnej na myślenie o tym ... ale to dopada i tak ...
Obserwuj wątek
    • zorka7 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 13:27
      Wiele lat to nie jest więc powinnam siedzieć cicho. W styczniu miną trzy. Aż.
      Dopiero.
      A przeżywam wszystko "falami". Jest dobrze, bywa, że już potrafię czuć się
      szczęśliwa, za jakiś czas, nagle, dostaję obuchem w głowę. Tak jak teraz.
      Patrzę na 11-miesięcznego Bartusia i nie czuję... nic.
      Gdzie jest moja córeczka? Co ja w ogóle wiem o byciu mamą trzyletniej
      dziewczynki?
      Właściwie, Natko, nic mądrego dziś nie powiem, ale ...mogę przytulić (ciebie
      chętnie, bardzo, bardzo) i się pożegnać.
    • stary71 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 13:28
      To tak jest. Ból pozostaje, ale rozpacz mija. Napisałem o tym w watku "Mój
      Antek". Odnajdziesz się. Nie zapomnisz, ale nauczysz się na nowo serdecznie
      śmiać. Zobaczysz sama. Wiele zależy od tych, co są z Toba najbliżej. Pozdrawiam.
      Stary71
    • annall Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 14:56
      Natko!
      Czy prawie 6 lat od pierwszej straty to dużo? Nie wiem, ja czasem śnię o mojej
      córeczce, wyobrażam sobie jak bawi sie z 4 letnim bratem. Czas nie zawsze
      potrafi pomóc, u mnie po prostu powoli pozwolił mi nauczyć się z tym żyć. Są dni
      gdy wszystko powraca, boli nadal, najtrudnie chyba zawsze było gdy traciłam moje
      kolejne "kruszynki"( ostatnią 3,5 tygodnia temu). No i czasu nie mam zbyt wiele
      na rozmyślania, z małym coraz to więcej kłopotów, ciągła bieganina od lekarza do
      lekarza i tylko te noce...
      Wiem, że to co napisałam nie pomoże, ale przytulam cieplutko i wierzę, że
      nadajdzie taki dzień, kiedy i Ty nauczysz się z tym po prostu żyć- bo pogodzić
      się nie można.
      Pozdrawiam Ania ( mama chorego Mateuszka i 3 Aniołków)
    • blankka_m Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 15:23
      Mój Mateuszek umarł ponad 5 lat temu. Na poczatk było starsznie. Teraz jest
      trochę inaczej. Nie ma już tak dużo łez ale zdażają się chwilę , że sie
      pojawiają(przy kazji świąt, dnia dzieck czy święta zmarłych). Wiesz w sercu
      zostaje jednak jakiś ból, który w miarę upływu czasu jest inny ma inny wymiar
      ale jest obecny. No i w myślach mój synek mi towarzyszy. Wiesz czasem jak leżę
      w łózku w nocy to sobie z nim rozmawiam tak w myślach.
      Zostają wspomnienia, chodz u mnie jest ich nie wiele ale są i pamiętam
      wszystko. Pozdrawiam mama aniołka Mateuszka.
      • mamaadama4 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 16:26
        Hanka zmarła 6,5 roku temu. Uczucie pustki i okropnego bólu minęło, ale
        poczucie straty i smierci nie tylko Hanki ale i części mnie pozostało.
        Hanka "rośnie" z każdym rokiem. Bardzo przeżywałam dzień kiedy dzieci z jej
        rocznika szły do szkoły, potem do komunii. Nie budzę się już z mysla o niej ale
        często "zasypiam z nią". Sa jednak takie momenty, niekoniecznie czyms
        konkretnym spowodowane kiedy cos ściska mnie za serce, łzy same płyną a ja
        czuję się tak jak wtedy, gdy lekarz powiedział, że Hania odeszła. Ból nie jest
        mniejszy, ale zdarza się rzadziej. Da się z tym żyć.
        • natkaszczerbatka Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 16:29
          ja ciągle słyszę, tak jakby to było dziś
          "bicia serca nie stwierdzam"
          łzy mi same napływają do oczu i nie mogę się opanować, choć wydawać by się
          mogło, że już wszystko jest Ok i nagle .... znów to samo ....
          nawet nie mogę pwiedzieć, że czuje to samo co wtedy ... czuje to jeszcze
          gorzej, tak jakbym powoli dopiero teraz orientowała się co straciłam...

          • odlipcadomarca Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 04.10.04, 17:42
            To napisalam jak przyszlam na to Forum po raz pierwszy:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=14437989&a=14437989
            Taka i ta moja odpowiedz na pytanie watku.
    • margaretek Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 05.10.04, 00:51
      Ciężko mi, minęło tyle lat, a ja nie potrafię się pogodzić . Osiem lat temu
      straciłam mojego Synusia. W 41 tc, zaplątał się w pępowinę i niepostrzezenie
      umarł. Moze 8 lat , to za mało , zeby przestało boleć? Kazdego dnia myśle o
      moim Syneczku .Nigdy Go nie widziałam ( wszyscy , łącznie z moim mężem
      stwierdzili , że tak bedzie lepiej dla mnie). Po narkozie, oszalała z rozpaczy
      nie wiedziałam , że mogę rządać pożegnania z Synkiem. Żałuję tego strasznie.
      Czasami mam wrazenie jakby ta ciąża nie miała końca, cały czas czekam ....
      czekam , żeby zobaczyć moje dziecko. Razem z Nim umarła częśc mnie, już nigdy
      nie będzie jak dawniej. Potem urodziłam dwie córeczki.... i myślałam , że one
      zagłuszą ból i tęsknotę, ale nie. Zawsze będzie brakowało tego jednego.
      Starsza Córa ma 6 i pół roku , młodsza 10 miesiecy... jak były maleńkie takie
      kilku godzinne.... wtedy bolało okrutnie, patrząc na nie , wyobrażałam sobie ,
      że taki sam mały Cudek leży pochowany w ziemi. Nie potrafię sobie dać rady,
      niby na codzien jest wszystko wporzadku, nikt nic nie widzi, a w sercu wieczny
      cień....

      Magda mama Aniołka Michałka, Weroniki i Michaliny
    • vitalia Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 05.10.04, 11:36
      Dawno ...?? to rzecz względna.Straciłam czworo dzieci w tym jedno bliżnię a syn
      ma 18 lat i zawsze patrząc na niego ,myślę o tym drugim.No i gdyby żył
      Tomaszek ,to nie było by mojej ukochanej Ani,bo już dwa miesiące po jego
      stracie byłam znów w ciąży.I w tym wypadku mam mieszane uczucia,naprawdę.Może
      to straszne ,ale tak jest.Dwoje następnych, to też już baaardzo dawno,ale mam
      je w sercu zawsze,A zmarły przez moją chorobę.Wiele lat robiłam sobie wyrzuty z
      tego powodu ale teraz inaczej na to patrzę.Nie ważne kiedy straciło się
      dziecko.To nie ma żadnego znaczenia.I nikt już o nich nie pamięta,i nikt nie
      wspomina.Ale serce matki wciąż krwawi.
      • k8.75 do vitalia 14.10.04, 11:46
        Chciałam Cię zapytać o Twojego bliźniaka (poznałyśmy się już przy innym wątku,
        też straciłam bliźnię)- czy on sam też odczuwa jakoś brak brata? Czy jakoś ma
        to w głowie patrząc na inne bliźniaki?
        Pozdrawiam wszystkich rodziców - myślę, że zawsze będziemy 'pamiętać' o naszych
        maleństwach.
        • vitalia Re: do vitalia 14.10.04, 13:16
          k8.75 napisała:

          > Chciałam Cię zapytać o Twojego bliźniaka (poznałyśmy się już przy innym
          wątku,
          > też straciłam bliźnię)- czy on sam też odczuwa jakoś brak brata? Czy jakoś ma
          > to w głowie patrząc na inne bliźniaki?
          > Pozdrawiam wszystkich rodziców - myślę, że zawsze będziemy 'pamiętać' o
          naszych
          >
          > maleństwach.

          Owszem odczuwa na swój sposób.....jak był jeszcze mały, bardzo chciał mieć
          brata,,ale nie tak normalnie jak każde dziecko chce mieć rodzeństwo,,on wręcz
          chorobliwie chciał brata..i trwało to kilka lat aż do czasu kiedy urodziłam
          córeczkę.Tak jakby się pocieszył.Teraz jest już wspaniałym 18 latkiem ale
          zawsze na swoje każde urodziny odwiedza grobek braciszka i zawsze sam .Moja
          koleżanka ma bliżniaki i syn zawsze nie lubił okropnie jednego z tych chłopców
          a są niemal identyczni.Nie wiem czy był zazdrosny,nie wiem czym się kierował w
          wyborze tego,,WROGA,,jak go kiedyś nazwał.Był też taki moment,że obwiniał za
          śmierć brata siebie,bo wyczytał gdzieś że to bliżniaczy wampiryzm czasem
          powoduje że jedno z bliżniąt umiera..
          • k8.75 Re: do vitalia 14.10.04, 15:08
            Dziękuję za odpowiedź,
            Miałam nadzieję, że dziecko nie przeżywa tak straty, jak jego rodzice... Ale
            mam też nadzieję, że nasz Filip będzie oprócz straty odczuwał też
            nadprzyrodzoną opiekę swojej siostry... która, w co wierzę, w końcu jest
            świętą... tak ja my teraz ją odczuwamy - za każdym razem, kiedy jest mi ciężko
            z Filipem (nie jest to częste, bo jest kochanym dzieckiem), proszę o pomoc jego
            siostrę i wiesz, zawsze mi pomaga:)
            Czego i Wam życzę i serdecznie pozdrawiam,
            K8
            • vitalia Re: do vitalia 14.10.04, 17:44
              To dobrze że wierzysz,,,dzieci są szczególnie chronione przez anioły.
    • kaaama Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 05.10.04, 15:20
      Natko
      Ja straciłam swoją Drobinkę 2.12.1999r. - z tym, że moje przeżycie było
      zdecydowanie mniej traumatyczne od Twojego (nie mam najmniejszego zamiaru
      wprowadzać rankingu cierpień - bo to całkowicie bez sensu, staram się tylko
      zachować obiektywizm). To było poronienie w 11 tc. Dla osób postronnych, być
      może moja reakcja była "niewspółmierna do przyczyny", "to się przecież zdarza
      wielu kobietom" - ale ja byłam zdruzgotana. Być może mój ból był tak mocny,
      dlatego że wydawało mi się wcześniej, że nareszcie zaczęło mi się w życiu
      układać i to dziecko było przeze mnie bardzo upragnione i wymarzone i nagle
      dosłownie w ciągu kilku minut marzenia prysły jak bańka mydlana. Co prawda los
      się do mnie szeroko uśmiechnął, bo pół roku później zaszłam w ciążę, którą
      donosiłam i urodziłam drugiego synka (mój straszy syn miał wtedy 11 lat) -
      trochę stresu przeżyliśmy, bo mały wylądował na Oddziale Intensywnej Terapii i
      Patologii Noworodka GCZDiM - ale wszystko skończyło się happy endem. No i
      wydawałoby się zgodnie z tym co głosiły różne "światłe osoby", że wszystko
      powinno być OK - przecież pojawiło się dziecko, które w ich
      odczuciu "zastąpiło" tamte - ale to nieprawda. Cierń w duszy został i ból też.
      Jak już pisały wcześniej dziewczyny, odczuwam go falami - czasami to tylko
      lekkie kłucie, ale są dni gdy bardziej daje znać o sobie. Myślę, że tak już
      zostanie. Nauczyłam się z nim funkcjonować. Dla mojego męża temat jest
      zamknięty, jak gdyby Drobinki nigdy nie było - ale w moim sercu będzie zawsze...
      Chyba nie bardzo Ci pomogłam...
      kaaama
    • mader1 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 07.10.04, 15:23
      17 lat i pamietam. Nie bede sie porownywala do innych piszacych tu mam, bo mi
      wstyd.Moze nie powinnam...
      To bylo pierwsze dziecko. Krotka ciaza , zaledwie 12 tygodni. To byly
      nieludzkie czasy - wtedy nikt nie przejmowal sie zyciem od poczecia. Oprocz
      nas. Tylko ja szukalam zdjec plodu w danym tygodniu ciazy i sie cieszylam,
      opowiadalam mezowi. Jak zaczelo sie poronienie, nikt nie chcial mi pomoc. To
      byl weekend, Warszawa, USG bylo w niewielu miejscach, prosto od mamy zajechalam
      do duzego, dobrego szpitala. Potem dowiedzialam sie, ze USG bylo za drzwiami.
      Bardzo bylismy naiwni. Odeslano mnie do domu, z No-spa, zebym lezala. Na drugi
      dzien bylo juz po... lyzeczkowali mnie w tym samym szpitalu.
      Oprocz meza nikt sie tym nie przejal. Uwazano, ze taka mloda ciaza czasem sie
      tak konczy. Ze przesadzam. Ciagle przesadzam. Mam troje fajnych dzieci,
      wszystkie zdrowe, wydarte sila Bogu. Kocham je, smieje sie, zartuje, w ogole
      jestem wesola ale PAMIETAM.
      To bylo straszne.
      Tylko maz, dzieciaki, ktorym powiedzialam pamietaja.
      Chcielibysmy , zeby w naszej parafii postawiono Pomnik Dziecka Nienarodzonego.
      Chcielibysmy, zeby dzieciaki mialy gdzie zapalic Mu swieczke.
      • mygda Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 07.10.04, 15:43
        rozmawialam kilka razy na ten temat z moja babcia,
        stracila dwoje dzieci,
        jednego doroslego syna w 1986 r.
        po tej stracie jak mowi ciagle ma rane w sercu
        ale tez stracila malego synka 3 letniego.....ponad 60 lat temu
        i wydawac by sie moglo ze to tyle czasu...
        a jak opowiada mi o nim to zawsze placze.......
        ktos kto nie przezyl takiej straty nie moze tego pojac
        ludziom sie wydaje ze skoro szczesliwie wychowala pozostalą 6 dzieci
        to .....nie powinno bolec (?)

    • marcel25 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 07.10.04, 20:34
      Droga Natko,
      Miałam takie samo uczucie - ulgę. Poronienie stwierdzono w 11 tygodniu ale
      dzidziuś był tak mały, że wyglądał jakby umarł w 7 tyg. Czułam tylko żal, że
      tak cichutko odszedł jakby nikomu nie chciał przeszkadzać. Wróciłam do domu, do
      starszej córki i byłam szczęśliwa, że jestem z nią po krótkiej (naszej
      pierwszej) rozłące. A potem - z miesiąca na miesiąc, z roku na rok coraz
      bardziej boli.
      M.
      • aggu Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 09.10.04, 12:48
        Natko, nie wiem, czy wiele pomogę, bo ja jestem tylko obserwatorem. Moja mama
        rodziła moją siostrę jak ja miałam 5 lat, Teraz Alicja miałaby 23 lata. Zmarła
        podczas porodu... Mnie natychmiast wysłano na wakację z ciocią, niewiele
        pamiętam z tego okresu, pamiętam tylko jak tata wrócił ze szpitala i stojąc w
        drzwiach powiedział mi "przykro mi, kochanie, nie będziesz miała
        siostrzyczki..." Ja nie przeżyłam tego traumatycznie, schowano mnie pod
        kloszem, skrywano przede mną łzy i cierpienie, a całą historię znam dzięki
        tacie, który po latach wszystko mi opowiedział. Z mamą o Ali nie można
        rozmawiać do dzisiaj, a ja dopiero teraz, jak staram się o własne maleństwo,
        powoli zaczynam uświadamiać sobie, co przeżyła... Mama jest cudowną osobą,
        roześmianą, wesołą, z sercem na ręku, ma masę przyjaciół i naprawdę szczęśliwe
        życie. Na pewno z czasem przestaje się myśleć i płakać codziennie, życie toczy
        się wokół innych radości lub problemów, a ból powraca przy konkretnych
        sytuacjach, np. Ali urodziny, Święto Zmarłych... Nawet dzisiaj, po 23 latach,
        gdy stoimy razem nad malutkim grobkiem, przytula mnie i płacze... i potem już
        do wieczora jest taka smutna, odległa, przybita. Ze śmiercią takiej malutkiej
        istotki nie można się pogodzić, szczególnie będąc jej matką. Lecz z czasem
        życie chyba przestaje kręcić się wokół tego bólu, masz jeszcze córeczkę, która
        potrzebuje widzieć Cię szczęśliwą...

        A parę miesięcy temu przekonałam się, że wciąż nie znam mamy bólu, nie potrafię
        go pojąć... Powiedziałam mamie cała radosna, że jeśli będę mieć kiedyś
        córeczkę, nazwę ją Alicja... na pamiątkę naszej Aluni. Byłam pewna, że będzie
        to dla niej piękny prezent. A tymczasem mama rozpłakała się mi na ramieniu i
        poprosiła, abym nigdy tego nie robiła... Chciałabym to zrozumieć...

        Natko, daj sobie czas, ból na pewno zostanie, ale przykryje go taka masa
        uśmiechów i iskierek radości, że coraz rzadziej będzie dawał o sobie znać...
        Tak mi się przynajmniej wydaje...
        • odlipcadomarca Do aguu 10.10.04, 21:27
          Jest taki watek "Lista zyczen osieroconych rodzicow", tam wpisalam jako kolejne
          zyczenie cos, co moze pomoze Ci zrozumiec Twoja Mame:
          * Gdy urodzi Ci sie dziecko, nie nadawaj Jemu lub Jej imienia mojego dziecka,
          ktore odeszlo. Tak - swiat jest pelen Adasiow, Jasiow, Tomkow, Markow, Mart,
          Anek, Julek czy Iwonek ale Ty jestes moim przyjacielem i MUSISZ wiedziec w
          swoim sercu, ze zranisz mnie do glebi wybierajac to samo imie dla Twojego
          malucha, bo dla mnie to jedno, jedyne imie jest swiete i niedotykalne - ma je
          na zawsze moje dziecko, ktore nigdy nie urosnie i nie przybiegnie, gdy je
          zawolam. Na to, jakie imiona nadaja swoim dzieciom obcy mi ludzie, nie mam
          zadnego wplywu, ale od Ciebie - moj przyjacielu - oczekuje, ze zrozumiesz jak
          bardzo to imie nie jest mozliwym wyborem chocby i od smierci mojego dziecka
          minelo juz wiele lat.
          A caly watek jest tu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=16175892
          Pozdrawiam Cie serdecznie. Twoja Mame tez, to naprawde tak trudno wytlumaczyc
          ukochanym ludziom, ze nawet gdy chca jak najlepiej czasem to najlepiej to po
          prostu uscisk reki :)
    • czaroffnica24 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 10.10.04, 16:40
      To chyba nigdy nie minie... i wiesz co? nie chcę żeby mineło. Już prawie dwa i
      pół roku, miałabym dwu i pół letniego szkraba, a mam ranę w sercu, której nie
      jest w stanie ukoić malńkie, tulące się do mnie ciałko mojego synka...
      Myślę o nim codziennie, w każdej godzinie mojego życia, staram sie żyć
      normalnie, zachowuje pozory szczęśliwej mężatki, nie wchodzę tutaj bo nie chce
      czytać, nie chcę pamiętać, nie chcę ryczeć... ale to nic nie daje, widzę
      dzieci, widzę kobiety w ciąży, widzę zabawki, ubranka, głupie pampersy w
      markecie i ... pamiętam i znowu moje oczy robią się wilgotne.
      Ale dorosłam (i to bardzo szybko) i już wiem, że ta pamięć, ten ból oznacza po
      prostu miłość, ja kocham moją kruszynkę, mimo, że nie ma go koło mnie, że nie
      mogę go tulić w ramionach i wycałować. Kocham go nad życie i nigdy go nie
      zapomnę i ... nie chcę.
      Monika, mama Aniołka Filipa

    • lenka70 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 10.10.04, 23:01
      jakos trudno mi pisać o Anusi ... nie robiłam tego za często. Jeżeli juz to
      mówiłam. Mówienie jest juz łatwiejsze, myślenie jest chyba troszke mniej
      bolesne, wspomnienia tak samo żywe...
      W listopadzie minie 6 lat od śmierci Ani. Czas szybko płynie, czas leczy
      rany... trochę...ale wszystko pozostanie w sercu na zawsze... i dobrze, bo to
      wszystko, co mam...
      Dzis mi wyjątkowo... nie wiem czy to smutek czy wzruszenie...chyba wzruszenie.
      Czytam Wasze posty, wspomnienia, myśle o Ani. Kocham Ją bardzo. Na zawsze.
      Mojego Aniołka.
    • marta_i3 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 11.10.04, 13:13
      Witaj,
      O tym, że ten ból nie mija, że nigdy się nie zapomina, że zawsze już bedę sobie
      wyobrażać jak by to teraz było świadczy choćby to, że minęło już 10 lat, mam
      trójkę chłopaków z którymi nigdy się nie nudzę (ostatno średni złamał rękę) a
      ciągle zaglądam tu na forum. I choć rzadko piszę i nie uczestniczę w w
      pozaforumowym życiu to trzymam kciuki i cieplutko o wszystkich myślę.

      Marta
    • marcelaa Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 12.10.04, 18:08
      straciłam dziecko, ale nie mysle o tym zapomniałam dopiero gdy weszłam na ta
      strone wszystko wróciło:( zaszłam drugi raz w ciaze tym razem donosilam ,ale
      dziecko jest niepełnosprawne(zespol downa)czasem mysle ze to jakas
      kara............
      • anuszka_bishi_buluu Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 24.11.04, 08:43
        Marcelko proszę nie mysle że to kara jakaś, bo ten banał że czas rany leczy to
        nie taki do końca banał bo czas leczy rany to prawda ale pamięci nie
        odbiera.Mam dokładnie to samo co Ty, tez dopiero jak weszłam na tą stronę-
        wczoraj -to mi moje wszystkie wspomnienia przezycia i łzy wrócimy. A już się
        tak zakręciłam, zamotałam tym zyciem, już nowa praca, szkolenia, kariera,
        podróże, już miejsce dla mojego Marcinka coraz mniejsze się zrobiło a moje
        serca coraz bardziej jakby wysuszone na wiór. I jeszcze to..Nie mogę mieć
        więcej dzieci z powodu wtórnej niepłodności i jeszcze dużego ryzka wystąpienia
        tej samej wady u kolejnego dziecka. Nie powinnam mieć dzieci z własnym mężem.
        Niby w żartach, ale możesz się domysleć na co mnie namawiają lekarze, moja
        rodzina, przyjaciele. Lekarze doradzają mi niemalże taka planowaną zdradę albo
        chociaż bank nasienia. I wiesz co ja przez chwilę się na to godzę a potem myslę
        że wtedy to juz Bóg mnie tak pokara, tak mi dołozy, że się nie pozbieram. Ze
        wtedy to już stracę wszystko i męża i dziecko potencjalne, nawet jak się zdrowe
        urodzi to wpadnie w jakieś paskudne nałogi albo zginie w wypadku albo ja umrę
        przy porodzie albo... To jakieś fatum co wisi nade mną tak się koszmarnie
        boję!!! I tak się już boję te 3 i pół roku. Popatrz na innych ludzi-niektórzy
        robią takie straszne rzeczy, są tacy podli a mają wszystko to czego my tak
        pragniemy, bez wiekszego wysiłku. Zdrowe dzieci, żywe dzieci. I teraz co kara
        nie kara ? Dlaczego tej kobiecie co zabiła kilkoro swoich dzieci nie spotkała
        kara tylko mogła sobie w spokoju rodzic nastepne ????I gdzie tu jest
        sprawiedliwość. Duzo zdrowia proszę dla Twojego maluszka...
    • kam.rat Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 12.10.04, 22:18
      "czas leczy rany" slyszalam to od kazdej osoby po 17 godzinnym porodzie ( 23
      tydzien, serduszko przestalo bic). Wtedy myslalam, ze zabije kazdego kto tak
      mowil, teraz wiem, ze nie wiedzieli po prostu co powiedziec, wiec mowili to co
      kiedys uslyszeli, banalne prawda? Minelo pol roku, dla wszystkich naokolo to
      duzo, juz pytaja czy probuje, czy juz sie pozbieralam, szczerze mowiac nie wiem
      co odpowiadac, co to znaczy, ze sie pozbieralam, pewnie, ze tak, bo nie
      strzelilam sobie w glowe, bo chodze do pracy, dbam o siebie i nie wyje 24
      godziny na dobe, zadko tez zdarza sie, ze maz jak na poczatku zbiera mnie z
      podlogi w lazience zaplakana i zrozpaczona. Czy to oznacza, ze sie pozbieralam,
      nie to oznacza, ze nauczylam sie z tym zyc, ze potrafie sie smiac, ze umiem
      opanowac lzy tam gdzie trzeba, ze w ogole zyje. Czy w srodku tak jest naprawde,
      nie, wewnatrz jestem wypalonym czlowiekiem, ktorego boli widok kobiet w ciazy,
      ktory boi sie kolejnej ciazy, ktoremu sciska sie serce na widok malych dzieci,
      szczegolnie mojej bratanicy, ktora ma miesiac, czlowiekiem, ktory kazdego dnia
      budzi sie i kladzie sie spac z mysla o dzieciatku, ktore nie moglo zyc...
      przepraszam, ze nie potrafie pocieszyc, ale pisze co czuje.
      kam.rat
    • magania Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 14.10.04, 17:24
      Moje dziecko mialoby juz 4 latka.Mialam termin na 9.11.2000r,ale niestety
      stracilam dziecko w 13-tym tyg ciazy.Sposob w jaki uzyskalam ta informacje od
      lekarza byl straszny,wiec cala sytuacja byla dwukrotnie bolesna.Powiem ci,ze
      chyba nie ma sposobu,zeby nie myslec o straconym dziecku.Ja bardzo czesto
      mysle,placze,a szczegolnie jak zbliza sie termin wyznaczonego porodu.Ale
      wiem,ze tak musialo byc.Juz nauczylam sie tak myslec.Mam teraz coreczke 1,5
      rocznego skarba i ona jest dla mnie nagroda,darem za wszystko co
      przeszlam.Pozdrawiam serdecznie
    • majuta Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 19.10.04, 13:39
      Mój synek urodził się dwa tygodnie po terminie, z licznymi wadami. Starczyłoby
      na dziesięcioro dzieci. NIe byłam na to przygotowana. Pan doktor nie raczył
      mnie poinformować po zrobieniu usg. W szpitalu lekarzn dyżurny (kobieta!!!)
      palcem pokazywał poelęgniarkom na mo nitor, jak zniekształcone nóżki i rączki
      ma mój synek. Miał miec na imię Mikołaj. Nie miałam siły, żeby go tak ochrzcić.
      Został Olkiem. Próbowałam bronić się przed stratą dziecka w taki irracjonalny
      sposób - nie mój Mikołajek, to jakiś inny chłopiec. Dziś miałby 10 lat.
      Chodziłby do czwartej klasy. Nie wiem, jak wyglądał. Nie pokazano mi go.
      Każdego dnia o nim myślę, ale już nie przez cały czas, kilka razy dziennie.
      Czasem mi się śni. Teraz jej Maja. Jego młodsza siostra. Urodziła się rok po
      Nim. Ale nie zamiast Niego, nie jest Nim. To wciąż boli. Ta tęsknota. Razem z
      Nim umarła moja radość, z Mają narodził się strach o to, ile dni jeszcze
      będziemy mogły spędzić razem.
    • kajka68 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 26.11.04, 20:29
      witam...jestem tu po raz pierwszy...
      Sara w marcu skończyłaby 14 lat...mam jeszcze 13 -letniego chłopca i 19-
      miesieczna dziewczynke...ale to co tkwi we mnie ...nigdy sie nie
      zarosnie..pozdrawiam cieplutko....moze tylko mysl ze jest moim aniołkiem daje
      mi siłe..
    • ika_281 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 29.11.04, 10:08
      Witaj!
      Mój synek umarł prawie cztery lata temu ... i ból nie minął. Mam wrazenie, że
      ten ból nigdy nie minie.
      Cokolwiek robię, robie to tak jakby Jakub zył.
      Obraz synka zmienia sie i jest teraz, natko-to aż dziwne, czteroletnim
      chłopcem.
      Pozdrawiam
    • monlil1994 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 01.12.04, 20:23
      Mamy kontaktakt?
    • monlil1994 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 01.12.04, 20:29
      Czy mam z Tobą kontakt?
      • ladyhawke12 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 02.12.04, 14:32
        Przyjeto do pracy mlodego czlowieka, bardzo mlodego, patrze na niego i zaczynam
        liczyc ile by miala Natalia, ile Lukasz a ile Tomek, juz zapomnialam jak to
        boli. Teraz przezywam strate Damiana, zapomnialam o moich dzieciaczkach.
        Zastanawiam sie czy jestem dobra matka, bo przeciez powinnam pamietac.
    • alina30 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 02.12.04, 16:27
      Natalio! mój Mateuszek umarł 2,5 roku temu. Był cudownym zdrowym chłopcem, miał
      3 latka i zaczynał chodzić do przedszkola. Umarł nagle, na raka mózgu, o którym
      nie wiedzieliśmy. W środe był jeszcze w przedszkolu, a w niedziele umarł.
      Młodszy synek miał wtedy 6 miesięcy. Zajmowanie się nim nie pozwalało mi na
      przeżywanie straty tak jak tego chciałam. Bardzo mi było z tym źle, że nie
      mogłam jeździć na cmentarz wtedy kiedy to czułam, tylko wtedy kiedy albo była
      pora spania, albo pora po karmieniu. Nie mogłam całe dnie płakać, musiałam
      wychodzić z młodym na spacer, etc, etc... Poza wściekłością na los za odebranie
      Mateuszka, czułam wściekłość na młodszego synka.
      Dzisiaj nie jest nic lepiej, choć młodszy synek ma już 3 latka. Nie mogę przy
      nim płakać, nie lubi jeździć z nami na cmentarz (mówi, że tam jest nudno).
      Ja czuję w sercu dziurę. Najbardziej boli, jak biorę głęboki oddech, żeby się
      odprężyć. Boli przy każdym spotkaniu z rodziną i ich radosnymi pociechami. Boli
      przy każdym wydarzeniu, które już kiedyś było z Mateuszkiem (wycieczki, zabawy,
      imprezki). Boli w przedszkolu jak spotykam Mateuszka grupe, jego kolegów i
      panią Beatę. W święta, urodziny ... boli tak, że nic nie czuje, jakby mnie ktoś
      znieczulił.
      Kiedy przestanie? Wiem, że nigdy. Trzeba nauczyć się z tym żyć, ale to też boli.

      Pozdrawiam
      Alina
      • ewak101 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 03.12.04, 16:44
        Alino.Mój synek miałby teraz prawie 13 lat.Cierpiałam podobnie jak Ty,w
        zasadzie nie pamiętam pierwszego roku po jego smierci,mąż zajmował sie córką,a
        ja siedzialam całe dnie gapiąc się bezmyślnie w telewizor,mąż wszystkie
        obowiązki wziął na siebie,jestem mu za to ogromnie wdzięczna.Pochowaj wszystkie
        zdjecia,za jakiś czas będziesz mogła spokojniej do nich wrócić.Moja córka też
        nie chciała chodzic na cmentarz,nie zmuszałam jej,ona była na tyle duża,że
        doskonale orientowała sie w sytuacji.
        Dużo pomogła mi moja przyjaciółka,osoba bardzo zaufana,wypłakałam sie do
        niej,wyrzuciłam z siebie wszystko co mnie męczyło i......ulżyło,przynajmniej
        częściowo,jeżeli nie masz nikogo takiego idź do psychologa,wspaniali są w
        hospicjach.Pozdrawiam i przepraszam za bałagan wypowiedzi,ale nadal to wszystko
        jeszcze we mnie siedzi,ale wierz mi można już z tym żyć
    • fibo1 Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 02.12.04, 18:22
      Próbowałem już na ten wątek odpowiedzieć jakiś czas temu, ale chyba zbyt
      emocjonalnie go potraktowałem i ... się nie ukazał.Teraz się poprawię.
      Prawie 6 lat minęło od śmierci mojej córeczki. Czy to już " dawno temu "?
      Obiektywnie chyba tak. Dla mnie jednak to najwyżej rok, może dwa. Cierpienie już
      nie jest tak dojmujące i wszechobecne, myśl, że Marta umarła nie towarzyszy mi
      bezustannie, patrzę na młodziutkie dziewczyny bez pustki w sercu, nawet tymi
      samymi ulicami co z nią już potrafię przejechać normalnie. Czy w zw. z tym
      wszystko powróciło do normy? Nie, nic nie jest tak jak przedtem. Ból wraca,
      tyle, że nie demoluje mnie już na długo, na Suwalszczyznę nie pojadę nigdy, nie
      oglądam żadnych filmów o dzieciach, tatusiach, szczęśliwych zakończeniach itp bo
      wzbudzają moją natychmiastową agresję ( i tęsknotę chyba ). Cały czas nie godzę
      się z tym co się stało, ale już wiem, że nic tego nie wróci.
      Zmiana we mnie nastąpiła wtedy, gdy wreszcie pojąłem swoją odmienność teraz.
      Już jestem kimś innym, mam tę dziurę w sobie na stałe. To tak jak człowiek bez
      nogi przez czas jakiś myśli pewnie o sobie jako o dwunożnym i szarpie się
      wewnętrznie, bo nie ma w nim spójności.
      To odkrycie innego siebie bardzo mi pomogło w ułożeniu sobie życia na nowo. Nie
      dążę już nerwowo do odzyskania dawnego siebie. Już znowu wiem kim jestem. Po
      prostu jestem osieroconym ojcem.Ta świadomość pozwala z tego co pozostało jakoś
      od nowa poukładać życie. Bez pytań: dlaczego ona? czy: gdzie byłeś Panie?
      Pozwala też odseparować miłość od cierpienia, a więc kochać ją cały czas
      najmocniej jak potrafię, ale bez bólu.
      Umiejętność akceptacji siebie innego i nauka życia dawnego Piotrka w nowym,
      okaleczonym Piotrze to chyba właśnie dar od upływającego czasu. I na to ( tylko
      i aż ) możemy liczyć.
      • jwachnik Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 10.01.05, 10:26
        Witam
        Dopiero niedawno odkryłam,że istnieje forum rodziców podobnych do mnie i
        przeżywających to co ja. Moj Marek 26.stycznia obchodziłby 8 urodziny. Nistety
        żyl tylko( a może aż) 3,5 miesiąca. Miał straszną wadę serca. Teraz znowu
        zbliża się dla mnie trudna data.Nie mogę pisać, bo płaczę. Proszę napiszcie coś
        do mnie żeby łatwiej było mi przetrwac ten okrropny okres. Dziękuję i obiecuję,
        że jak tylko się trochę pozbieram to też postaram się komuś pomóc. Asia
        • ulkar Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 10.01.05, 12:23
          Mój Tomek zostawił mnie tutaj samą 2 lata 2 miesiące i 17 dni temu. Miałby
          dzisiaj 16 lat .... kardiomiopatia... :(
        • kartoflanka Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 10.01.05, 15:42
          Trzymaj sie...moj Piotrus tez zyl tylko 3,5 miesiaca.
    • pullpecja Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 10.01.05, 19:02
      Moja dzicinka odeszła mając 8,5miesiąca -pod koniec sirpnia 2005 miną cztery
      lata jak to się stało.
      Przez pierwszy rok odwiedzałam ją kilka razy dziennie (mieszkałam wtedy parę
      bloków od cmętarza). Pierwszą rzeczą po przebudzeniu, była myśl że muszę do
      niej iść. Wieczorami po 22.00 chodziliśmy z mężem śpiewać jej kołyskanki.
      Nie mogłam patrzeć w lustro, bo mój wzrok zawsze szukał jej na moim ramieniu
      (uwielbiała stroić miny do lustra -nawet wkładałam jej lustro do łóżeczka i
      piała z zachwytu widząc swoje odbicie).
      Kiedyś się obrażałam jak ktoś mówił mi chcąc mnie pocieszyć: "Czas leczy rany".
      W moim przypatku to się trochę sprawdziło. Walczyłam z tym i zarzucalam sobie
      że jestem złą matką, ponieważ nie osiwiałam i nie schudłam głodząć się z
      rozpaczy.
      Teraz do wielu spraw podchodzę już z dystansem. Rzadziej płacze nocami w
      poduszkę. Potrafię się cieszyć się z tego co daje mi życie. Jestem zrospaczoną
      matką, ale i szczęśliwą żoną, szwagierką, synową, siostrą i córką. Mam
      kochającą rodzinę -mam dla kogo żyć.


      Jest jeszcze jedna sprawa, która pomogła mi spełnić częściowo swoje uczucia
      macierzyńskie: zostałam opiekunką do dziecka. Zaproponowano mi tę opiekę w pół
      roku po śmierci mojej córeczki. Rodzice mojej podopiecznej znali moją
      tragiedię, ale mimo to nie bali mi się zufać i powieżyli mi swoje maleństwo.
      Dodam, że przed urodzeniem Patryji wielkokrotnie pracowowałam jako opiekunka.
      Madziula kończy już trzy lata w styczniu i chodzę bardzo często z nią na
      cmętarz do mojej córci.

      Od maleństwa uświadamiałam ją, że miałam dzidziunię, której wyrosły skrzydełka
      i odleciała do nieba -do Bozi. Na pytania dlaczego tak się stało ,odpowiadam że
      Patrysia była chora i musiała odejść aby już ją nic nie bolało. Cieszy mnie, że
      dziecko z chęcią odwiedza Patynię i cieszy się gdy podczas wizyty w Zoo może
      wybrać dla niej balonik, który potem wspólnie wbijamy w ziemię.

      Nigdy nie próbowałam zapełnić pustki w sercu po Patrycji, po prostu ta praca
      daje mi wiele radości. Wiecie na pewno z własnego doświadczenia, że nawet
      kolejne własne dzieci nie zastąpią tej jedynej istotki...

      Pozdrawiam
    • martagoryczka Re: do osób które przeżyły stratę już dawno temu 11.01.05, 00:46
      Natko, zabierałam się za ten wątek, tyle razy... Nigdy go nie mogłam skończyć.
      Teraz spróbuję.
      Dokładnie za 20 dni Wiktoria miałaby 6 lat. Byłąby tu z nami, roześmiana,
      radosna i zniecierpliwiona czekaniem na pójście do zerówki. Tak ją sobie
      wyobrażam. Ból jest wielki, ściska i nie daje odetchnąć. Przychodzi falami,
      nieraz zadomawia się na dłużej, czasem trwa to tylko chwilkę. Ale jest. Maksio
      nie zastąpi mi mojej małej córeczki. Najbardziej boli gdy patrzę na Niego, a
      inni ludzie mówią " o, jaka ładna dziewczynka". Wtedy boli najbardziej. Bo
      pewnie tak śliczna byłaby teraz moja Wikusia. Mój Aniołek z kręconymi blond
      włosami....
      Ból nie minął, pozostał na zawsze. I choć nie raz staram się zapomnieć,
      żyć "normalnie" pełnią życia, cieszyć się tym co mam, nie potrafię.
      Myślę, że czas z pewnością goi rany, ale pamięci nie wymaże.
      Na Twoje pytanie odpowiadam więc, że mnie boli coraz bardziej z każdym dniem,
      tygodniem, miesiącem.... Każdego roku ginie jakaś cząstka mnie. Nawet już
      blizna po cc nie jest już tylko blizną po Niej. Maksio też jest
      jej "przyczyną". I nie raz mam takie uczucie jakby okradł mnie z tej smutnej
      pamiątki.

      Pozdrawiam Cię ciepło
      Marta
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka