melka_x
02.11.04, 17:40
Będzie malkontencko, ostrzegam w tytule;).
Wczoraj byłam na Powązkach. Oczywiście bywam tam częściej niż raz w roku na
Wszystkich Świętych, ale to na przełomie października i listopada, kiedy
cmentarze są tak tłumnie odwiedzane najczęściej zdarzają się rzeczy, które
mnie niewymownie denerwują i o których chcę napisać. Jak część z Was wie
Natalia leży w grobie rodzinnym, grób można zamknąć tak, że nie widać niczego
co jest w środku. My zamykamy zazwyczaj tylko bramkę, tak żeby nie można było
ukraść zniczy czy kwiatów, ale żeby tablice z nazwiskami zmarłych, lampki i
kwiaty były widoczne. Ogromna część grobów tego typu ma zamknięte drzwi (nie
można więc obejrzeć środka, co niestety automatycznie sprawia, że nasz grób
dla części staje się czymś w rodzaju atrakcji turystycznej). No i stoimy
wczoraj przed grobem, podlewamy kwiaty, stawiamy znicze, a tu co chwila ktoś
przystaje i zaczyna się przyglądać. Niektórzy nawet literują w głos nazwiska
i daty. Rozumiem ciekawość, sama często przyglądam się bardziej
interesujących mnie grobom ('masońskim piramidom', co okazalszym kaplicom,
czy po prostu bardzo starym), ale na litość boską nigdy tego nie robię, gdy
widzę, że przed grobem stoi ktoś bliski. A już kobieta przechodząca z
dzieckiem na koniec dobiła mnie. Podchodzi do grobu, nas traktuje jakbyśmy
byli niewidzialni i odzywa się do dziecka "a widzisz Maciusiu, tu jest taki
sam jak tamten, co ci się podobał (grób - moje przyp.), tylko że otwarty,
więc możesz obejrzeć go w środku. Podsadzę Cię, żebyś mógł dobrze zobaczyć. O
widzisz ołtarzyk, o widzisz -tu następujące literowanie nazwisk mojej
rodziny, dat urodzin i śmierci, komentowanie jak kto długo żył i wreszcie
niemalże radosne - o popatrz i nawet leży jakaś maleńka dzidzia". Wszystko to
w mojej obecności. Żeby to były wyjątki, ale to wgapianie się i literowanie
nazwisk jest nagminne. Rozumiem, że to stare Powązki, że ludzie spacerują,
oglądają groby, odczytują nazwiska, ale czy nikomu nie przychodzi do głowy,
że nie robi się tego w obecności bliskich? O epizodzie z zeszłego roku, gdy
jakaś paniusia zaczęła mnie poszturchiwać i wobec braku reakcji
syknęła "prosze się przesunąć, nie widzi pani, że chcę popatrzeć" już mi się
nie chcę opowiadać.
Pytanie konkursowe, czy Wasze groby z racji tego, że leżą tam małe dzieci też
wzbudzają ciekawość, która objawia się w podobny sposób, czy ja mam jakiegoś
pecha? Bo aż mi trudno uwierzyć, że tyle osób może być tak porażająco
bezmyślnych.
Ja tam w przyszłym roku wybieram się na Powązki z kałasznikowem.