zennobi
06.12.04, 08:02
Kilka dni temu minał miesiąc, odkąd pochowalismy naszego synka. Właściwie
nawet nie wiemy, na co chorował: był po prostu za malutki, żeby żyć.
Chciałbym się juz tym pogodzć, ale nie mogę. Codziennie patrzę na swoją żonę
i serce mi się kraje, kiedy widzę, jak ona cierpi. NIe może znaleźć sensu w
życiu, czuje nienawiśc do swego ciała, które przecież zmieniło sie przez
ciążę. A nade wszystko nie może wybaczyć BOgu, że pozwala na takie rzeczy.
PRzeciez tak się staralismy. Prawie 3 lata walczylismy o ciążę, jedno dziecko
zmarło w 12 tygodniu. Jedyne o co się modliliśmy, to nasze dziecko. A teraz?
Teraz się okazuje, że nie warto żyć "porządnie". Bo łatwiej jest urodzić
zdrowe dziecko naszej przyjaciółce, która paliła całą ciążę a na porodówce
właściwie myslała tylko o papierosie. łatwiej jest dziewiczynie, która
poznalismy w szpitalu - była narkomanką, miała potężny konflikt serologiczny.
NIe możemy się z tym pogodzić.
Czy ktoś z Was wie, jak wybaczyc Bogu to zawiedzione zawierzenie?