BOLI MNIE.....

08.01.05, 23:07
Byc moze odbiegne troche od tematu tego forum, ale czytam Wasze posty od
jakiegos czasu i mam ochote wlasnie z Wami podzielic sie pewnym problemem.
Jestem najstarsza z trojki rodzenstwa. Po mnie jest siostra, potem sporo
mlodszy brat. Jakis czas temu siostra przypadkiem dowiedziala sie, ze nasza
matka byla przede mna juz w ciazy. Niestety poronila. Nie wiem, co sie
dokladnie stalo, nie wiem dlaczego tak sie stalo, nie wiem nawet, czy
mialabym starszego brata czy siostre. Matka powiedziala jej o tym tylko
dlatego, ze w siostra w dokumentach musiala wpisac, ktora to byla ciaza
matki, gdy sie urodzila. Mama powiedziala, ze trzecia, i dorzucila, ze przede
mna stracila dziecko.
Odkad pamietam, chcialam miec starszego brata. Zanim dowiedzialm sie, skad
sie biora dzieci, pytalam rodzicow czy moge miec starszego brata albo
siostre. I dlaczego nie mam. Mialam dosc dlugo niemal obsesje na tym punkcie.
Czyzby jakies przeczucie...?
Mam zal do mamy, ze nic nam o tym nie powiedziala sama z siebie. Rozumiem
bol, tym bardziej po Waszych postach na tym forum. Ale uwazam tez, ze jako
siostra, powinnam wiedziec, ze moglam miec to upragnione starsze rodzenstwo.
Nie wiem, ktory to byl miesiac ciazy, ale mozna bylo przeciez pochowac
malenstwo. Chcialabym odwiedzic je na cmentarzu. Przywitac sie ze starszym
bratem. Porozmawiac. Porozmawiac z matka o nim.
Dlaczego ona nic mi nie powiedziala? Czy Wy tez ukrywacie takie informacje
przed zyjacymi dziecmi? Jesli tak to dlaczego? A jesli mowicie im o tym, to w
jaki sposob? Jak to przyjmuja?
Dodam, ze mama wszsytkie ciaze miala skomplikowane. Ja rodzilam sie
posladkowo, siostra miala sie w ogole nie urodzic, potem miala nie chodzic
(jest zdrowa), z bratem tez byly powazne problemy - prawie rok przez
wiekszosc czasu w szpitalu. Czy to chec "odgonienia demonow", uwolnienia sie
od tamtych przezyc? Proba zapomnienia? Nie wierze. Jestem pewna, ze mysli o
tamtym dziecku, porownuje je moze do nas, wyobraza sobie jakby to bylo, gdyby
zylo... Ale JA TEZ TO ROBIE!!!!!!!!!!!!! Robie to codziennie odkad sie
dowiedzialam o tym!!!!!!!! Dlugo bylam w szoku, siostra tez. Niedawno
powiedzialam o tym bratu. Nie chcial mi uwierzyc...
Dlaczego nie wiem tego od niej???????????
    • motyl_nocny Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 05:07
      Mysle, ze powinnas uszanowac jej decyzje.Tak postanowila, bo najwidoczniej
      uznala, ze tak bedzie najlepiej, dla niej, dla was.
      Co do grobu, to byc moze byla to tak wczesna ciaza, ze nawet pochowek nie
      przyslugiwal, a moze po prostu nie chciala by ten grob w ogole istnial.
      W gre moze czasem w takich przypadkach wchodzic aborcja, nie zrozum mnie źle,
      nie chce posadzac mamy, ale w koncu to sie zdarza i wowczas trudno wymagac od
      matki, by chciala te ciaze w ogole pamietac.
      Gdyby wam o tym powiedziala, to pewnie temat bylby czesto poruszany, moze tego
      wlasnie chciala uniknac.A najlepiej spytaj mamy, jak to bylo i dlaczego to byla
      taka tajemnica.

      Jestem pewna, ze mysli o
      > tamtym dziecku, porownuje je moze do nas, wyobraza sobie jakby to bylo, gdyby
      > zylo... Ale JA TEZ TO ROBIE!!!!!!!!!!!!!

      A skad ta pewnosc? Jako ze sama mam doswiadczenie w tym wzgledzie zapewniam, ze
      nie kazda matka po stracie ciazy bedzie porownywac, wyobrazac sobie, ciagle na
      nowo przezywac.
      • ewamonika1 Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 11:17
        motyl_nocny napisała:

        > W gre moze czasem w takich przypadkach wchodzic aborcja, nie zrozum mnie źle,
        > nie chce posadzac mamy, ale w koncu to sie zdarza i wowczas trudno wymagac od
        > matki, by chciala te ciaze w ogole pamietac.

        ----------
        dzięki temu forum i Osobie, którą tu poznałam, już wiem, że to, co jest
        wrzucane do "jednego worka aborcji" nieraz wygląda o wiele inaczej, niż nam się
        wydaje. I wiąże się z wielką, osobistą tragedią.

        I wiem też, że ciążę i dziecko się pamięta.

        Za tę naukę dziękuję.

        e.
        • motyl_nocny Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 19:36
          > dzięki temu forum i Osobie, którą tu poznałam, już wiem, że to, co jest
          > wrzucane do "jednego worka aborcji" nieraz wygląda o wiele inaczej, niż nam
          się
          >
          > wydaje. I wiąże się z wielką, osobistą tragedią.
          >
          > I wiem też, że ciążę i dziecko się pamięta.

          Z tym bywa roznie, bo ludzie sa rozni.Nie napisalam, ze wszystkie kobiety po
          aborcji nie pamietaja czy nie chca, ale ze takie tez sa.A jaka jest z matka, o
          ktora tu chodzi , nie wiemy przeciez, to jedna z hipotez.
    • wlekliczka Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 13:07
      Po pierwsze powinnaś sę uspokoić i zacząć szanować uczucia twojej mamy. Nie
      rozumiem twojej zajadłości w tym temacie. Co chcesz wymusić na swojej matce -
      łzy, cierpienie?
      Pomyśl trochę o niej, zamiast myśleć o tym, jak to jesteś poszkodowana w tej
      sytuacji, bo tak naprawdę robisz ofiarę ze swojej matki. Rozpowiadasz dookoła
      jej prywatną, intymną sprawę.

      Po drugie: nie ma co tu mówić o aborcji. Żadna matka, zabijając własne dziecko
      w młodości, przy wypełnianiu głupiego formularza w obecności swojej córki, nie
      przyznałaby się do abortowanej ciąży. Ukryłaby to i tym razem.

      Po trzecie: większość dzieci urodzonych przed czasem lub poronionych nie ma
      swoich grobów. Pali się ich ciałka w szpitalnych piecach. Nie pokazuje się
      rodzicom. Kiedyś (i do tej pory) jest takie przekonanie lekarzy, że jak rodzice
      nie zobaczą dziecka, to nie cierpią po nim. Palanty - tylko tyle mogę
      powiedzieć. Wybór powinien należeć wyłącznie do rodziców.
      W tamtych czasach twoja mama nie miała wyboru - nie wydali jej ciałka do
      pochowania. Pomyśl o tym, inna_mamo!!! Czy gdzies na cmentarzach widzisz mogiły
      dzieci poronionych? ("żył 6 miesiący od zapłodnienia"? widzisz gdzies takie
      napisy?)

      Po czwarte: w porównaniu z tym pierwszym poronieniem, urodzenie w późniejszym
      czasie trójki zdrowych dzieci jest błogosławieństwem. Nie chce się pamiętać o
      tym bolesnym i złym doświadczeniu.

      Po piate: kiedy miała wam, młodszym dzieciom powiedzieć o poronieniu? Przy
      wieczornej kolacji, w święta Bożego Narodzenia, po narodzinach pierwszego
      wnuka? Może gdybyś ty poroniła, to wtedy twoja matka pomogłaby ci, mówiąc o
      swoim poronieniu. Nie ma innej odpowiedniej chwili na takie zwierzenia.
      Jak miała ci powiedzieć o swoim poronionym dziecku, jeżeli nie wiedziała czy to
      chłopiec, czy dziewczynka (pewnie jej w szpitalu nie powiedzieli, nawet jeśli
      było widać)?

      Dlatego zastanów się nad swoją agresją wobec niej i na siłę nie
      szukaj "aniołków", do których mogłabyś płakać. Miej dla tej koiety więcej
      szacunku. I nie bądź egoistką - masz młodsze rodzeństwo i tym się ciesz.
      • kajka68 Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 15:16
        zgadzam się z moją poprzedniczką...moja córeczka zmarła gdzy miała 6 miesięcy
        życia płodowego" nie ma grobu ...nikt mi jej nie odedał...nawet nie zapytano..a
        ja byłam w takim szoku że nie zapytałam...zresztą...teraz to już nie ma takiego
        wielkiego znaczenia...choć przyznam że było by mi łatwiej gdyby ten grób
        istniał...ale minęło 14 lat...mam z innym człowiekiem 2 dzieci..syn wie że
        miałam przed nim dziewczynkę..ale zawsze mówimy sobiewszystlko dlatego
        wie...może twoja mama nie chce o tym mówić...ja chciałam...ale mój mąż nie wie
        że nasz syn wie o moim dziecku...nawet na wypisie ze szpitala gdy zapisanao że
        to trzecia ciążą to się wkurzył...różnie ludzie reagują...myślę jednak ze nie
        powinnaś naciskać mamay..dla niej to na pewno nie jest pomocne takie
        roztrząsanie problemu...
        • inna_mama Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 15:22
          Nie naciskam na mame, nie mam do niej pretensji, nawet nie probuje dawac jej do
          zrozumienia ze o tym wiem i mam jej za zle ze nie rozmawiala ze mna o tym.
          Wszystkie emocje o ktorych pisze, zachowuje dla siebie. Kilku osobom o tym
          powiedzialam, najblizszym przyjaciolom i tyle. Chcialam od Was dowiedziec sie
          co mama czula i czuje, i dlaczego nie rozmawia z nami o tym. Nie wiem, skad u
          Was tyle agresji wobec mnie? Przeciez moze mnie to bolec, prawda? No, chyba ze
          nie...
          • pullpecja Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 18:53
            Masz prawo do bólu. Masz prawo czuć się rozczarowana, rozżalona i smutna.
            Rozumiem Cię trochę. Ja dowiedziałam się od swojej mamy, w bardzo niemiłej
            okoliczności (był to wywiad zdrowotny z moją mamą, którego byłam światkiem).
            Zapytana o przebyte ciąże odpowiedziała, że miała ich cztery (a mam dwie
            siostry). To był szok! Byłam tak skrępowana całą tą sytuacją, że udałam iż ta
            informacja do mnie wcale nie dotarła. Później na osobności rozmawiałam z
            siostrą i dowiedziałam się prawdy. Okazało się, że moja mama będąc
            panienką "wpadła" i usuneła ciąże. Moje siostry są ode mnie starsze o 6 i 7
            lat, więc zawsze bardziej były wtajemniczone w sprawy rodzinne. W
            przeciwieństwie do Ciebie, ja jestem najmłodsza z rodzeństwa. Nawet już nie są
            pewne źródła tej informacji, było to tak dawno.
            Miałam trochę podobnie mieszane uczucia do Twoich. Uszanowałam wtedy mamy
            intymność i nie poruszałm już więcej nigdy tego tematu. Na pewno nie raz biła
            się sama ze swoimi myślami i przeżywała tę tragedię wewnętrznie (może bała się
            niezrozumienia i krytyki ze strony najdroższych osób). Każdy ma inne relacje ze
            swoimi rodzicami, więc rozstrzyganie takich spraw jest Twoim indywidualnym
            problemem -nic nie mogę Ci doradzić. Nie będę też potępiać Twojej decyzji, bo
            jesteśmy tu, aby dzielić się przecież swoimi uczuciami, a nie krytykować siebie
            na wzajem.
            Może odwiedź kiedyś cmętarz w swojej okolicy i zapal świeczuszkę na jakimś
            ospuszczonym grobku. Będzie to sposób uczczenia pamięci Twojego starszego brata
            bądź siostry. Faktycznie nie wszystkim dzieciom poronnym robi się pochówek,
            więc może nie ma swojego miejsca już na tym świecie...

            Pozdrawiam Cię serdecznie.
          • kajka68 Re: BOLI MNIE..... 15.01.05, 13:31
            przepraszam jeśli Cię uraziłam...nie taki miałam zamiar próbowałam tylko
            wyjaśnić że to bardzo trudne...wracania do tego...oczywiscie jak we wszystkim
            nie można generalizować...kazdy inaczej swój ból przeżywa...ja mówiłam każdemu
            kto chciał słuchać...tak jakbym dzielac się moim problemem pozbywała się
            go...aż nadszedł dzień kiedy zamilkłam...i teraz bardzo rzadko o tym
            mówię...tylko w wyjątkowych sytuacjach...może Cię boleć jasne że moze...mój
            synek żałuje i pali świeczuszki za swoją siostrzyczkę...więc?...pozdrawi am cię
            cieplutko
      • motyl_nocny Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 19:44
        > Po drugie: nie ma co tu mówić o aborcji. Żadna matka, zabijając własne
        dziecko
        > w młodości, przy wypełnianiu głupiego formularza w obecności swojej córki,
        nie
        > przyznałaby się do abortowanej ciąży. Ukryłaby to i tym razem.

        Tu sie mylisz, bo ja taki przypadek znam, z tym ze owa matka nie przyznaje sie
        oczywiscie do aborcji, a do tego ze poronila.W koncu nie musi mówic, ze to bylo
        sztuczne poronienie, a jednoczesnie widac uznaje za wazne, by podac ile razy
        rzeczywiscie byla w ciazy.
        No i nie kazda matka uzna aborcje za zabicie dziecka, ale to juz inna sprawa.

        Nie pokazuje się
        > rodzicom. Kiedyś (i do tej pory) jest takie przekonanie lekarzy, że jak
        rodzice
        >
        > nie zobaczą dziecka, to nie cierpią po nim. Palanty - tylko tyle mogę
        > powiedzieć. Wybór powinien należeć wyłącznie do rodziców.

        Oczywiscie, ze wybor powinien nalezec do rodzicow.Ja z premedytacja nie
        chcialam zobaczyc dziecka, uwazam ze cierpialabym o wiele bardziej, gdybym go
        widziala, dotknela.Cos w tym jest.
      • pullpecja Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 21:11
        Zastanawiałam się, czy to napisać... No i się odważyłam.
        Zrobiło mi się szczególnie przykro. Poczułam się dotknięta Twoimi ostrymi
        słowami, gdyż w pewnym sensie one mnie osobiście dotyczą. Autorka postu dzieli
        się z nami swoimi uczuciami, szuka pomocy, wsparcia i odpowiedzi na gnębiące ją
        pytania. Założycielka forum na początku macierzystej strony prosi abyśmy nie
        krytykowali i nie pouczali osób które tu szukają rady. Jesteśmy tu przecież aby
        służyć sobie ciepłym słowem i dodawać wzajemnie otuchy. Skąd więc ta agresja? W
        wielu sprawach nie masz racji. Już to uzasadniam:

        Napisałaś:
        > Po drugie: nie ma co tu mówić o aborcji. Żadna matka, zabijając własne
        dziecko
        > w młodości, przy wypełnianiu głupiego formularza w obecności swojej córki,
        nie
        > przyznałaby się do abortowanej ciąży. Ukryłaby to i tym razem.
        *Moja matka dopuściła się w młodości aborcji i wypełniając po latach właśnie
        taki "głupi" formularz nie zataiła prawdy. Przyznała się, nie ukryła tego i nie
        skłamała.


        > Czy gdzies na cmentarzach widzisz mogiły
        > dzieci poronionych? ("żył 6 miesiący od zapłodnienia"? widzisz gdzies takie
        > napisy?)
        * Faktem jest, że w wielu przyatkach (szczególnie jeśli jest to ciąża bardzo
        wczesna) nie dokonuje się pochówku poronionych płodów. Pytasz: "Czy gdzies na
        cmentarzach widzisz mogiły dzieci poronionych?". Odpowiadam: moja znajoma
        urodziła martwe dziecko dokładnie 6miesięcy od zapłodnienia. Po sekcji odbył
        się normalny pogrzeb, a na napis na nagrobku brzmi: urodzony i zmarł DATA a
        nie:"żył 6 miesiący od zapłodnienia".

        > I nie bądź egoistką - masz młodsze rodzeństwo i tym się ciesz.
        PO CZWARTE *Cieszę się, że mam dwie siostry, ale cieszyłabym się jeszcze
        bardziej gdyby mój ewentualny brat lub siostra też żył.

        Wiem, że bardzo emocjonalnie podeszłaś do tego tematu i to wychodzi z Twoich
        wypowiedzi. Ale proszę Cię abyś pisząc brała pod uwagę uczucia innych osób.
        Pozdrawiam
        • pullpecja Pullpecja do Wlekliczki 09.01.05, 21:17
          Nie zaznaczyłam, że poprzednia wypowiedź jest skierowana do Wlekliczki.
          Przepraszam i uzupełniam aby było wiadomo.
          • wlekliczka Wlekliczka do Pullpecji i Innej_mamy 10.01.05, 13:43
            Witaj. Ja odebrałam jednak post innej_mamy jako agresję wymierzoną w kierunku
            swojej mamy. Postawiła mnóstwo wykrzykników, ma żal, nie wierzy jej. Odebrałam
            to bardzo ostro. I stanęłam w obronie mamy. Może dlatego, że ja swoją traktuję
            wyjątkowo delikatnie.
            Moja również straciła dziecko, kiedy miałam 13 lat i ani razu nie wspomniała o
            tym przez 15 lat. Byłam na tyle duża, że wiedziałam o ciąży i rozumiałam, co
            się dzieje. Też była na zabiegu oczyszczenia macicy (czekałam na korytarzu
            szpitalnym), ale do głowy by mi nie przyszło, że usunęła ciążę, choć o tym nie
            rozmawiamy. Na tyle znam swoją mamę.

            Może dlatego, że jestem w ciąży, mam radykalne poglądy i na wspomnienie o
            aborcji przechodzą mnie ciarki. Ostatnio wszędzie pojawia się temat aborcji i
            aluzje, że każda kobieta to robiła albo robi. Takie to się modne zrobiło!

            Druga sprawa: mam czworo znajomych, których dzieci urodziły się w 6-7 miesiącu
            ciąży. Zdarzyło się to od 12 do 5 lat temu. Tylko jedni byli w stanie pochować
            swoją córeczkę na cmentarzu, przy ogólnym zdziwieniu lekarzy, że po co to
            robić - to nie dziecko, tylko płód. Na tabliczce jest wpisana oczywiście jedna
            data: narodzin i śmierci. Natomiast mój zwrot z poprzedniego postu: "żył 6
            miesięcy od zapłodnienia" to tylko metafora. Wiadomo, że się tak nie pisze.

            Oczywiście, że inna_mama ma prawo widzieć sprawę tylko ze swego punktu
            widzenia. Napisałam rzeczywiście ostro, a Ostre słowa robią wrażenie agresji.
            Myślę, że najlepiej szukać u źródła czyli porozmawiać z mamą. To trudne, ale na
            pewno nie aż tak, jak się wydaje.

            Poza tym, jak zauważyło dużo forumowiczek, to forum powoli odchodzi od idei
            pomocy ludziom przygotowującym się do myśli o chorobie, śmierci dziecka albo po
            stracie. Mnóstwo ludzi "podszywa się" i na siłę chce zrobić z siebie
            największych biedaków. Mnóstwo ludzi, nie dotkniętych żadnym nieszczęściem,
            pisze byle głupoty, aby ktoś się nad nimi poużalał.
            Nie piszę tu oczywiście o innej_mamie.

            Nie uważam, że na tym forum trzeba pisać wyłącznie pocieszenia. Czasem mocne
            słowo napisane w dobrej wierze, więcej pomaga. Może gdybyśmy się lepiej znali -
            każdy ma przecież inny temperament (na innych forach jest to lepiej
            dopracowane), wypowiedzi dosadne nie byłyby odbierane jako ataki.
      • pullpecja Re: BOLI MNIE..... 10.01.05, 15:12
        Jak każdy, masz prawo do własnego zdania, tylko ważna jest też forma w jakiej
        się je wypowiada.
        Ja nie odebrałam tego postu jako egoistycznego ataku na matkę. Uważam też, że
        nie jest to "rozpowiadanie do okoła prywatnej, intymnej sprawy matki" -było by
        gdyby przestało być anonimowe.
        Ja miałam 15 lat gdy się dowiedziałam o ewentualnym rodzeństwie. Dręczyły mnie
        podobne pytania, które zadawałam siostrze. Ten temat był dla mnie od tamtego
        czasu zamkniety. Też nie rozmawiałam z moją mamą na ten temat -tylko i
        wyłącznie z tego powodu, iż moja mama nie jest osobą zdrową (co wiesz). Może
        gdyby kiedyś takie forum istniało, też próbowałabym szukać odpowiedzi na
        podobne pynanie, jakie zadaje autorka listu.

        Każdy przeżywa swoją tragedię inaczej. Sama mówiłaś, że nikt nie powinien
        nikomu dyktować jak ma się czuć po stracie dziecka. Wydaje mi się, że to
        powinno dotyczyć wszystkich -nawet jeśli stracili rodzeństwo. Każdy ma prawo
        krzyczeć -chodźby na forum, z bólu. Nie do nas należy oceniać jak głęgokie jest
        jego cierpienie i czy użala się nad sobą.

        Piszesz też: "nie szukaj na siłę aniołków do których mogłabyś płakać". A ja
        pytam: dlaczego nie? Dlaczego ma mieć odebrane prawo do płakania po swoim
        nienarodzonym rodzeństwie? Ja kiedyś nie raz płakałam.

        Kiedyś nawet narodziny nieślubnego dziecka były w społeczeństwie i rodzinie
        tematem tabu, a co dopiero odejście dziecka. Teraz się to zmienia, m.in. dzięki
        takim forom jak to. Dbajmy o siebie na wzajem i bądźmy dla siebie bardziej
        wyrozumiali, aby każdy chętnie tutaj zaglądał i dzilił się z nami swoimi
        przeżyciami nie bojąc się, że zostanie wyśmiany bądź zaatakowany.

        Pozdrawiam
        • pullpecja Pullpecja do Wlekliczki 10.01.05, 15:17
          Kurcze! Przepraszam, ale znów nie zaznaczyłam tematu poprzedniej wypowiedzi -
          jest to odpowiedź na "Wlekiczka do Pullpecji i Innej_mamy
          Gapa ze mnie...
    • monanan Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 22:48
      ja chyba rozumiem Ciebie inna_mamo. Moja mama byla na studiach na 1. roku, gdy
      zaszla w ciaze. Wtedy bylo inaczej, usunac ja nie bylo problemem - ani
      technicznym, ani... moralnym. Kiedys znalazlam jej karte ciazy. Miala wpisane:
      C-2, A-1. To tylko literki, cyfry, ale juz wtedy czulam. Tez zawsze myslalam ze
      cos jest nie tak, ze powinnam miec brata starszego...
      Potem w trakcie pewnych nocnych zwierzen mama sama mi o tym powiedziala.
      Bolalo, ale nie moglam jej potepic - to moja mama. Najbardziej bolala data -
      zrobila to w Dzien matki :(((( 29 lat temu. Moj brat mialby teraz 28 czy 29 lat.
      A tak - jestem sama...

      Prosze Was, nie piszcie nic zlego o mojej mamie. Chcialam tylko dac znac
      innej_mamie, ze jestem z ni i rozumiem.
      • mharrison Re: BOLI MNIE..... 09.01.05, 23:05
        Zacznę może off topic, od wspomnianej wcześniej aborcji.
        Aborcja to bardzo pojemny worek. Niestety często (zbyt często) identyfikowany z
        młodzieńczą beztroską (studia, imprezy, brak wystarczających funduszy i
        niedojrzałość) albo małżeńskim bądź pozamałżeńskim wygodnictwem. Te stereotypy
        nie wyczerpują jednak powodów przerwania ciąży bądź wywołania wcześniejszego
        porodu. Niestety niezauważane jest ( w przestrzeni społecznej, mediach; tak
        naprawdę w ogóle) przerwanie ciąży z powodu wad dziecka uniemożliwiających nie
        tyle jego godne życie, ale i przeżycie (jak i matki). Może kiedyś… Te
        trzykropki zostawiam dla Waszych rozmyślań (przemyślcie „to” przez kilka dni),
        a nie pochopnych arbitralnych sądów oscylujących wokół „wszystko co poczęte
        winno być narodzone”, a „moja macica to moja sprawa”.

        Secundo: mam kilka znajomych, które wiedzą o przerwanej/ych ciąży/ach swojej
        mamy. W niektórych rodzinach to nie jest tabu. A reakcje są, jakby powiedział
        Norwid, „od uwielbienia aż do wzgardy”.

        To tyle na temat aborcji.
        Wracam do tematu właściwego. Nie udało mi się nigdzie, w wypowiedzi autorki,
        zauważyć agresji, zajadłości ani egoizmu czy braku szacunku dla uczuć jej mamy.
        Widzę natomiast żal; żal za rodzeństwem, które nie tylko nie dane było jej
        poznać, ale i dowiedzieć się, że zaistniało; choćby na chwilę. Przywodzi mi to
        na myśl żal dzieci adoptowanych, które dopiero w wieku młodzieńczym tudzież
        dorosłym dowiedziały się o fakcie adopcji, nierzadko z ust osób postronnych.
        Nie, nie jestem za tym by dziecko musiało wiedzieć wszystko o swoich rodzicach,
        począwszy od wysokości zarobków, liczby wcześniejszych „narzeczonych”, kończąc
        na „prozaicznych” problemach dnia codziennego. Jednak nieobecność poprzez
        śmierć jednego z członków rodziny należy do innego spektrum problemów niż
        tzw. „sprawy codzienne”. I nie sądzę, że ukrywanie takiej tajemnicy wychodzi
        komuś na dobre. Odbiera to możliwość pożegnania (choćby symbolicznego), swego
        rodzaju żałoby, a także poczucia życia w SZCZEREJ rodzinie, gdzie jej
        członkowie dzielą się zarówno swoimi radościami jak i smutkami.

        Dodatkowo, myślę że jest to powodowane tabu zbudowanym wokół śmierci dziecka w
        Polsce. O tym się nie mówi; to zbyt smutne. Zamiećmy to pod dywan i udawajmy,
        że tego nie było. I broń Boże nie mówmy o tym, bo rozdrapywanie ran. CICHO SZA!
        Ile z forumowiczek dowiedziało się o stracie dziecka w rodzinie czy też
        poronieniu dopiero gdy straciły swoje dziecko? Ilu dopiero wtedy rozwiązały się
        języki?
        Tylko dlaczego , jeśli milczenie jest tak dobrym rozwiązaniem, do audycji
        dotyczącej śmierci dziecka dzwonią kobiety, które je straciły 20, 30 lat temu;
        nie dostały one przyzwolenia na mówienie o swoim bólu, a on przez te wszystkie
        lata w nich tkwił? Czy wypieranie bolesnych wspomnień kogoś „uleczyło”?

        Świat się zmienia. Powoli, powolutku. Obok grobów wiekowych staruszków
        pojawiają się groby maluchów, nawet tych przedwcześnie urodzonych. To prawda –
        nie jest napisane na nich : żył 6 miesięcy od zapłodnienia, urodził się w 26
        tygodniu. Widnieją tam natomiast imiona: Kasia, Wojtek, Julia, Stefanek…
        Grzebie się coraz młodsze dzieci, gdyż coraz mniejsze dzieci rodzą się żywe,
        niestety nie na tyle silne i rozwinięte by przeżyć.

        Nie pokazywać dziecka, bo to zbyt boli! nie widzieć dziecka po śmierci, bo to
        zbyt boli! To wszystko dla Waszego dobra! Hmm… skąd my to znamy. Ilu z nas to
        powiedziano?
        Jeśli to nasza własna decyzja to w porządku, a gdy bezmyślnie powielany
        stereotyp…

        Inna mamo, spróbuj może porozmawiać ze swoją mamą, wyłożyć jej swoje „racje”
        i „zażalenia”. Szczera rozmowa nie wyklucza szacunku. Co więcej, szacunek
        winien być wzajemny.

        Co Twoja mama czuła? Nie wiem… Zapytaj ją.

        m.


        PS. Gratuluję pewności siebie wszystkim forumowiczom używającym zwrotu „na
        pewno”.


        • inna_mama Re: BOLI MNIE..... 10.01.05, 00:00
          Dziekuje wszystkim za odzew. Monanan za to, ze jest ze mna.
          Mharrison ladnie to ujelas i prawdziwie... W mojej rodzinie brakuje i zawsze
          brakowalo szczerosci i wzajemnego zaufania. Poczucia bezpieczenstwa i ufnosci.
          Moze dlatego nie bylo tej rozmowy? Moze za duzo bylo tematow tabu? Moze zbyt
          duza roznica charakterow miedzy rodzicami? Mnostwo odpowiedzi mi sei w tej
          chwili nasuwa.
          Zastanowilam sie przed chwila nad soba, nad tym dlaczego (pomijajac wzgledy
          oczywiste) tak bardzo chcialabym wiedziec o tym od matki. Chyba dlatego, ze
          przez cale dziecinstwo i wczesna mlodosc brakowalo mi wzorca do nasladowania.
          Zdecydowanie nie chcialam nigdy byc podobna do matki albo do ojca (i nie
          jestem). A jaki bylby ten moj starszy przyjaciel? Tego nigdy sie nie dowiem...
      • motyl_nocny Re: BOLI MNIE..... 10.01.05, 16:41
        Wiesz, moglo by byc i tak, ze gdyby zyl ten brat to nie byloby Ciebie.Bo Twoja
        mama nie zdecydowalaby sie na wiecej dzieci.
        Ja widze to wlasnie z takiej perspektywy.Moje pierwsze dziecko urodzone
        przedwczesnie zmarło, teraz mam córke, ale ze zamierzalam miec jedno dziecko,
        ona by sie w ogole nie poczela, czego sobie teraz nie wyobrazam, wcale nie
        byloby "parki".Albo on albo ona.
        • pullpecja Do mocny_motyl 10.01.05, 18:16
          Z Tego co piszesz wnioskuję, że Twoja wypowiedź jest skierowana do mnie -
          ponieważ jestem najmłodsza z rodzeństwa.
          A owszem mogłoby by mnie nie być... jeśli moja mama planowała by mieć troje
          dzieci.

          Można też "gybać", że moja mama rodząc nieślubne dziecko nie wyszła by w
          przyszłości za mojego ojca i nie było by też moich sióstr... Ale jaki jest cel,
          zastanawiąć się nad takimi rzeczami? Nie to jest tematem dyskusji.

          Autorka pyta o intencje matki, która ukrywa fakt straconej ciąży przed nią.
          Może nie umie z nią o tym rozmawiać i chce abyśmy próbowali (czysto
          teoretycznie) wyjaśnić pobódki, którymi się kierowała zachowując wszystko w
          tajemnicy. Uważam, że to jest tematem rozmowy.

          Po za tym dodam, że nie zawsze da się wszystko w życiu zaplanować.

          Pozdrawiam
          • motyl_nocny Re: Do mocny_motyl 10.01.05, 18:39
            Pisalam do monanan, przepraszam, ze nie zaznaczylam tego.
            Ja tylko zwracam uwage, ze na te sytuacje mozna patrzec i w ten sposob, a nie
            tylko rozpaczac, ze mialoby sie rodzenstwo.Bo moznaby sie bylo w ogole na tym
            swiecie nie znaleźć, od kiedy to mamy wpływ na to, ile dzieci zamierzamy
            posiadac.
            Nikt na to nie zwrocil uwagi, wiec napisalam to ja.Jeszcze a propos
            informowania dzieci: moja corka dowiedziala sie o poprzedniej mojej ciazy nie
            ode mnie,miala 4 lata, zaczely sie pytania, wyjasniania, itd.
            Kiedys miala pewien zabieg leczniczy, plakala, "madra" pigula stwierdzila, ze
            napewno jedynaczka, ze tak marudzi(a niejedynacy to niby takie dzielne dzieci,
            akurat), ta zas w placzu wypalila "mialam brata ale mi umarł!!!".Konsternacja,
            baba nie wie, co powiedziec, bo jej glupio, a ja bylam bardzo zla, ze ta
            informacja zostala zapodana obcej kobiecie w takiej sytuacji.
            Tak to wlasnie jest, gdy poinformuje sie rodzenstwo, potem nie ma sie wpływu,
            kto usłyszy te historie.Ja bynajmniej nie lubie, gdy tak intymna sprawa dociera
            do kazdego, komu moje dziecie zechce pochwalic sie niezyjacym braciszkiem.
            • pullpecja Re: Do mocny_motyl 10.01.05, 19:26
              A to przepraszam...:o)

              Znowu odbiegne od tematu postu:
              Ale babsztylowi musiało być łyso! Dobrze jej tak za niepotrzebne komętarze.
              Z Twojego stosunku do tego wydarzenia, widzę że się bardzo różnimy.
              Ja zawsze smiało rozmawiam o swoim aniołku. Nie krępują mnie np. przypadkowe
              pytania o to czy mamy z mężem dzieci -gorzej z odpowiedzią (jeśli nie chcemy
              oczywiście wprawić w zkłopotanie rozmówcy). Chętnie rozmawiam o swojej córci,
              jest dla mnie powodem do dumy.
              Ale każdy innaczej radzi sobie ze swoją tragedią.

              Patrycja była moim jedynym dzieckiem, ale byłaby trzecim -jestem po dwóch
              wczesnych poronieniach. Nigdy nie robiłam z tego tajemnicy, ale i nie chwalę
              się wśród znajomych...

              Są to problemy bardzo osobiste. Możemy się jedynie wymieniać swoimi
              doświadczeniami na tym forum.

              Pozdrawiam
        • mharrison Re: BOLI MNIE..... 13.01.05, 09:51
          Na wstepie zaznaczę, że bardzo sobie cenię odpowiedzialne planowanie rodziny.
          Jednak nawet w dobie dostępności i wysokiej skuteczności środków
          antykoncepcyjnych natura potrafi spłatać figla. Żadna metoda zapobiegania
          ciąży (nawet sterylizacja - chyba że mówimy o wycięciu macicy)nie daje 100%-
          owej pewności. Dlatego ja w planowaniu rodziny pozostawiam sobie/nam
          pewien "margines".

          Dlatego nie rozumiem i nawet nie widzę zależności "albo on albo ona". Co
          więcej, hipotetycznie będąc tym drugim dzieckiem nie chciałabym usłyszeć, że
          żyję "dzięki" temu, że moja starsza siostra/brat zmarła. I żyć z takim piętnem.

          Podążając tym tokiem rozumowania: Zamierzaliśmy mieć z mężem trójkę dzieci. I
          mieliśmy. Czy teraz kierując się sprostaniem naszym planom 5-osobowej rodziny
          mamy się zdecydować na kolejne dziecko?
          • toman5 Re: BOLI MNIE..... 15.01.05, 12:40
            No cóż. Ja jestem właśnie dzieckiem, które jest bezpośrednim beneficjentem
            zgonu starszego rodzeństwa. Moja mama po okrutnym pierwszym porodzie nie
            chciała więcej dzieci. Zwłaszcza, że to pierwsze było dla niej cudem i
            szczęściem.
            No, ale stało się tak, że dziecko umarło. Sepsa.
            Mama o mało nie oszalała. Jak wiele z matek z tego forum leczyła depresję. I
            chciała szybko, szybko nowego dziecka. Urodził się mój brat - a potem ja.
            Niejako na zapas.
            W moim przypadku wiedza o siostrze była konieczna - kiedy umarła, miała 5 lat.
            Ale osobiście, gdyby moja mama miała poronienie, czyli gdyby możliwe było
            uniknięcie wiedzy, że jestem polisą ubezpieczeniową - to taka właśnie opcja
            byłaby moim wyborem. Nie mam do mamy pretensji ani o jej decyzje, ani o moją
            wiedzę. W sytuacjach dramatycznych nie ma idealnego wyjścia: lepiej kłamać czy
            ranić prawdą? Prawdę tą, dodam, przekazano mi delikatnie, taktownie. Pretensje
            mogę mieć do losu - że tak paskudnie gmatwa ludzkie życie. Nie do mamy, którą
            kocham i szanuję. Dlatego myśląc o tych wszystkich strasznych dylematach, z
            którymi mamy do czynienia na tym forum apeluję o wyrozumiałość dla
            rodzicielskich decyzji.
    • filoruska Re: BOLI MNIE..... 10.01.05, 02:02
      Ja straciłam ponad 20 lat temu młodszą siostrę. Wiem, że była to siostra, a nie
      brat, bo ciąża była wystarczająco zaawansowana. Wiem, że moja mama bardzo
      cierpiała i nadal cierpi z tego powodu. Nigdy nie rozmawiamy o tym, bo to po
      prostu zbyt bolesne. Nawet nie bardzo wiem, co mogłaby dać taka rozmowa teraz,
      po tak wielu latach. Bo co można powiedzieć? Że boli? to oczywiste... Chodzimy
      razem na cmentarz, rozumiemy się, więc każda z nas widzi, co w tym momencie
      przeżywa druga. Pewnie bym chciała wiedzieć o każdym rodzeństwie, również
      starszym. Mam jednak pewność, że byłam pierwszym dzieckiem mojej mamy.
      Bardziej podczytuję to forum, niż coś piszę, od kilku miesięcy. Wydaje mi się,
      że my, rodzeństwo, które straciło brata lub siostrę, trochę inaczej przeżywamy
      nasza stratę niż mamy i ojcowie stratę swoich dzieci. Nie bardzo potrafię
      wytłumaczyć, o co chodzi, ale jednak to trochę inne doświadczenie. Może właśnie
      tak mało piszę, bo tu nie do końca pasuję.
      Dla mnie moja siostra to coś jak nieskończona nadzieja. Kiedyś się
      dowiedziałam, że będę miała siostrę i nadal czekam, choć nigdy już się nie
      doczekam, to czekać chyba będę do własnej śmierci. Może wtedy się spotkamy...
      Czasami zastanawiam się, jak by to było, gdyby była z nami. Byłaby dużo młodsza
      ode mnie, może wprowadzałabym ją w jakimś stopniu w świat. Może byłybyśmy
      skrajnie od siebie różne. Nie mam pojęcia. A szkoda...
    • ewamonika1 Re: BOLI MNIE..... 12.01.05, 12:32
      znalezione w necie:

      "... Poznanie prawdy
      Ludzie powinni wiedzieć o śmierci swego rodzeństwa, niezależnie czy miała
      miejsce w wyniku aborcji, poronienia, ciąży pozamacicznej czy innych rodzajów
      utraty ciąży. Mają oni do tego prawo, gdyż te dzieci są pełnoprawnymi członkami
      swej rodziny. Potrzebują poznać prawdę, która zawsze wyzwala z mroków pseudo
      sekretów. Oczywiście bardzo ważne jest, jak i kiedy to zrobić. Najważniejsze
      wydaje się, by uczynić to w bezpiecznej atmosferze rodzinnej, opowiadając ich
      językiem, dostosowanym do wieku, stopniując informacje, bez drastycznych
      szczegółów, bez obarczania kogokolwiek winą. Potrzebują obecności obojga
      rodziców podczas tej rozmowy. Dobrze żeby obydwoje rodzice byli obecni przy
      takiej rozmowie. Może się to stać na spacerze, na cmentarzu, w domu.

      Dzieci powinny mieć możliwość wyrażenia swego smutku i rozpaczy, na własny
      sposób. Tak jak i rodzice potrzebują przeżyć żałobę i smutek. To trudne i
      bolesne. Jednakże to ważne i konieczne doświadczenie, może być jednym z
      ważniejszych na ich drodze do dojrzałości.

      W swej pracy spotykam się z ludźmi, którzy zdobywają się na odwagę, by
      podzielić się ze swymi żyjącymi dziećmi informacją, że był ktoś jeszcze, ale
      umarł. Przeważnie dzieci bardzo przeżywają tę rozmowę. Są przez pewien czas
      smutne, płaczą, krzyczą, zamierają w ciszy, reagują nerwowym śmiechem lub
      wybuchem agresji. Jest to normalne, gdyż tak tragiczna sytuacja jak śmierć
      rodzeństwa wywołuje żałobę i drastyczne zachowania. Z czasem jednak dzieci są w
      stanie docenić tę rozmowę, szanują bardziej swych rodziców i przeważnie stają
      się bliżsi sobie nawzajem. I, co być może najważniejsze, poprzez doświadczenie
      szczerej i trudnej rozmowy z rodzicami, nabierają przekonania, że mogą się z
      nimi podzielić każdą swą trudnością, a nawet najgłębsza tajemnicą. Nie jest to
      bez znaczenia, biorąc pod uwagę fakt, że któregoś dnia same mogą być w ciąży.

      Z punktu widzenia duchowego, jeżeli dziecko zrozumie, że Bóg przebaczył
      rodzicom dokonanie aborcji, łatwiej mu będzie uwierzyć, że i jemu wszystko może
      być wybaczone..."


      [jest to wypowiedź księdza] e.

    • bkoniecz Re: BOLI MNIE..... 15.01.05, 13:05
      Moim zdaniem nie wiesz tego od niej bo to... nie twoja sprawa. Po prostu.
      Kwestia utraty ciąży to jest coś czym kobieta nie musi się dzielić jeśli nie
      chce. Może Twoja mam nie chce. A może nie chcieć z wielu powodów: odłozyła to
      gdzieś w głąb siebie i nie chce aby jej przypominano (ma do tgo prawo), może
      chciała abyś żyła w bezpiecznym świecie bez takich informacji, może tak chciała
      zająć się tym co miała (3 dzieci), że odłożyła w niepamięc przeszłość. I ma do
      tego pełne prawo. A ty powinnaś przyjąć to ze zrozumieniem a nie rozszarpywać
      rany, że Ciebie boli. Ją boli dużo bardziej i pewnie chciał aby was ten ból
      nigdy nie dotyczyl.

      Twierdzisz, ze jako siostra mialas prawo wiedziec, ze mialas szanse na
      upragnione starsze rodzenstwo: jakie prawo? Moje dzieci nie beda wiedzialy o
      moich straconych ciążach: bo po co? To jest sprawa moja i ojca dzieci. Ale nie
      dzieci. Tak jak nie będą wiedziały o niektórych innych kłopotch i problemach.
      Bo to są moje problemy.
    • agablues Re: BOLI MNIE..... 15.01.05, 20:22
      Rozumiem Twoje żale, masz do nich prawo. I myslę, ze dobrze, ze tutaj piszesz o
      tym, a nie atakujesz Mamę w realu. Jak chcesz, napisz na priv. Ja tez miałam
      rodzeństwo, siostrę, żyła niecały miesiąc. Wiem o niej, bo byłam juz dorosła,
      kiedy się urodziła. Pamiętam ból mojej mamy, ale zrozumiałam go dopiero
      niedawno. Ona była całkiem sama, nie było forum... W dodatku była w takim
      wieku, że nawet lekarz ginekolog robił jej niemiłe uwagi na temat tak późnej
      ciąży. Niewiele osób wiedziało o mojej siostrzyczce, niewiele było na jej
      pogrzebie. Teraz czasami rozmawiamy o niej i o sytuacji sprzed lat, ale głównie
      dlatego, ze jest mi żal mamy i bardzo jej współczuję.
      Rodzice mają prawo do swoich tajemnic. I trzeba to uszanować. Nie nam i nie
      Tobie oceniać dlaczego tak zrobiła.

      szkoda tylko, ze znowu temat podryfował w jakieś dziwne strony... :( Co tu się
      dzieje? Dywersja jakaś? Ktoś chce "wykończyć" to forum?

      Aga
Pełna wersja