Bez Dzieci

27.01.05, 17:26
Siedem lat temu straciłam Oleńkę (27tc), potem maleńkiego Aniołka (6tc), a
półtora roku temu Asię (16tc).Po śmierci Asi poczułam się tak, jakbym
przekroczyła jakąś granicę cierpienia w sobie. Jestem jak nieustannie otwarta
rana. Koszmarem są dla mnie święta, spotkania z rodziną, rozmowy z ludźmi.
Czuję, że wciąż muszę udawac, chodzę w masce. Moja pogodna twarz to fałsz.
Bez przerwy płaczę w środku.Myślę o Maleństwach bez przerwy. Tak bardzo
boli...
    • zorka7 Re: Bez Dzieci 27.01.05, 20:16
      ...Nic mądrego nie powiem.
      Ale jestem.
      Otwarta na rozmowę, na milczenie z Tobą.
      • a_melka Re: Bez Dzieci 27.01.05, 21:11
        Dziękuję za to, że jesteś.
    • alana5 Re: Bez Dzieci 27.01.05, 23:47
      Nie wiem co napisać. Może tyle, że rozumiem, bo czuję podobnie.
    • mamafilipa26 Re: Bez Dzieci 27.01.05, 23:59
      Posiedzę tu i pomilczę z Tobą. Pomodlę się za Twoje Aniołki jeśli pozwolisz...
    • zorka7 Re: Bez Dzieci 28.01.05, 08:39
      A_melko - napisałam na priv gazetowy.
    • vinga_o Re: Bez Dzieci 28.01.05, 10:26
      Czuję to samo ...
      Dobra mina do złej gry, a dusza ciągle płacze.
      Moja przyjaciółka, dobra dusza zapytała mnie wczoraj, jak się trzymam, bo na
      zewnątrz wygląda, jakbym była twarda. Moje dwa zdania rozwiały jej wątpliwości.
      Dla otoczenia jesteśmy "twardzielami", a sami wiemy jak jest naprawdę ... :(

      Przytulam Cię wirtualnie bardzo mocno. Trzymaj się dzielnie ...
    • mamawikusia Re: Bez Dzieci 28.01.05, 10:31
      a-melko
      Czytając Twoje słowa,pomyślałam,że i ja bym mogła być ich autorką.Ja poroniłam
      pierwszy raz w wieku 18 lat(niespełna) w 12 t.c.Wstyd się przyznać,ale w pewien
      sposób poczułam ulgę.Bałam się,że zawiodłam rodziców,że pozostawią mnie samej
      sobie.Bałam się świata,jak poradzę sobie sama z maleństwem..i nagle
      poroniłam.Nie chciałam wiedzieć dlaczego.Wyszłam za mąż i zapragneliśmy z mężem
      mieć dzieci.Przygotowywaliśmy się,pragneliśmy dziecka.Udało się,czułam się
      rewelacyjnie.W 16 t.c poszliśmy na usg.Mieliśmy nadzieję,że lekarz zdradzi nam
      już płeć naszej kruszyny.Pamiętam to jak dziś kładę się gotow do badania.Lekarz
      mnie bada i widzę w jego oczach jakiś niepokój.Nagle mówi,ż enasze maleństwo
      nie żyje od 11 t.c. Jedziemy na sygnale do szpitala.Czuję się jakby mój świat
      przestał istnieć,zawalił się.W szpitalu potwierdzają wcześniejsząą diagnozę i
      każą nam jechac do domu i wrócić rano na zabieg.Myślałam ,że to najgorsza noc w
      naszym życiu,ale jakże się poimyliłam.Leżeliśmy przytuleni i płaka;iśmy z
      niemocy.To uczucie pozostało we mnie.Wiedziałam,że moje maleństwo nie żyje ,ale
      nadal było we mnie.Długo nie mogłam się pozbierać,Po 2 latach spróbowaliśmy
      ponownie.Kiedy zaszłam w ciąże byliśmy tacy szczęsliwi.Jednak lęk
      pozostał.Każdy drobny ból a ja klękałam i modliłam się by Bóg nie zabierał nam
      naszego maleństwa.Całaą ciąże sie panicznie bałam.Prosiłam lekarza o
      skierowanie na badania prenatalne ,ale on mówił,że panikuję.Wikuś urodziłsię w
      40 t.c.Wielki chłop 4220 kg,59 cm długości.Boże jacy my byliśmy
      szczęśliwi...przez dwie doby.Potem nasz swiat legł w gruzach.Wiktor miał ciężką
      wrodzoną wadę hlhs.ż aczęla się walka o jego życie.Kraków -2 operacje
      serduszka.Był z nami 6 miesięcy i 1 dzień.Dał nam tyle radości.Całe jego zycie
      byliśmy w szpitalu,nie znał swojego domku,łóżeczka,to wszystko na niego
      czekało.Dziewczyny ja tak walczyłam z Bogiem o
      Niego.Prosiłam.błagałam,groziła m.Ta niemoc jest we mnie nadal,chociaż Wici już
      tutaj nie ma.Nie potrafię sie odnależć.Chcę wierzyć ,ze to okrutne cierpienie
      Wici miało sens,że Bóg wie co robi.Tylkonie raz zastanawiam sięczy On chce mnie
      zniszczyć?Też wielokrotnie myślałam,że to już mój kres wytrzymałości,że dalej
      to ja poprostu umrę z żalu,ale życie pokazywało że jeszcze mogę
      wytrzymać,jeszcze trochę.Teraz ,liżę rany, i chyba tak do końca ni rozumię,że
      Wici już nie ma .Oszukuję samą siebie żeby nie zwariować.
      Proszę Was nie myślcie o mnie zle,nie osądzajcie.To taka moja spowiedz.
      Karolina-mama Wici.
      • zorka7 Re: Bez Dzieci 28.01.05, 11:55
        Mamo Wikusia... Jak mogłabym źle pomyśleć o tobie...?
    • bunio1 Re: Bez Dzieci 28.01.05, 12:48
      Ja czuje i myśle tak samo jak Ty.Najbardziej mnie bolą święta bo pozostała
      pustka po Buniu-Robercie.

      Tak długo czekałem a tak szybko odszedł.Pamiętajmy o naszych aniołkach.
      • a_melka Re: Bez Dzieci 28.01.05, 14:35
        Niedawno ktoś mnie spytał, czy "przeszłam już nad tym, co się stało". Nad tym
        nigdy nie można przejśc!!!!! Wiele osób oczekuje, że w pewnym momencie
        wszystko "wróci do normy", a my będziemy takie jak przedtem. Ale ja już nigdy
        nie będe taka jak przedtem. Mogę tylko zbudowac sobie twardszą skorupkę na
        zewnątrz, Wiem już, że czas nie leczy ran. Uczy tylko życ z cierpieniem i
        lepiej ukrywac uczucia. Ja też próbowałam szukac sensu w tym, co się stało. Bez
        skutku.
    • calineczka71 Re: Bez Dzieci 28.01.05, 19:13
      Witaj,
      znam to uczucie.
      Wkurza mnie jak znajomi mówią: tak spokojnie to zniosłaś, jakoś sobie
      radzisz... i inne podobne bzddury.
      Skąd oni moga wiedzić co czuję.
      Jestem, czekam jeśli chcesz, masz ochotę napisać, pogadać...
      Calineczka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja