a_melka
27.01.05, 17:26
Siedem lat temu straciłam Oleńkę (27tc), potem maleńkiego Aniołka (6tc), a
półtora roku temu Asię (16tc).Po śmierci Asi poczułam się tak, jakbym
przekroczyła jakąś granicę cierpienia w sobie. Jestem jak nieustannie otwarta
rana. Koszmarem są dla mnie święta, spotkania z rodziną, rozmowy z ludźmi.
Czuję, że wciąż muszę udawac, chodzę w masce. Moja pogodna twarz to fałsz.
Bez przerwy płaczę w środku.Myślę o Maleństwach bez przerwy. Tak bardzo
boli...