Dodaj do ulubionych

Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje małżeńst

03.02.05, 08:17
Już tu chyba nie pasuje skoro moje małżeństwo wczoraj legło w gruzach. W
sumie wiedziałam że może się tak stać . Przez 9 miesięcy niemogliśmy współżyć
ze sobą . Mąż tak by chciał ....dla mnie był jeden cel ... donosić ciąże.
Udało mi się ,tym razem tak . Wczoraj się dowiedziałam że mój mąż miał kogoś
i .....................a. Non stop miałam telefony od niej do prawie 5 nad
ranem , nie spałam całą noc , chciałam z nim porozmawiać przed wyjściem do
pracy, on się tłumaczy że niewie kto dzwoni. Sama już niewiem co mam myśleć ,
wiem co czuje , czuje się podle , czuje się oszukana !!! Dziś miałam do
załatwienia tyle spraw Ważnych ( związanych z mieszkaniem ) jakoś teraz mi
się nie chce.Wiem że dla dzici ( muszę , powinnam zrobić wszystko ) ale jakoś
się ziemia podemną usunęła , sparaliżowało mnie..... niewiem co mam robić !!!
Czy ratować małżeństwo , czy mieszkanie , czy może wogóle samą siebie ;;-(((
Co mam robić ??

Jest miłość co była ciałem , a stała się duchem.....
Obserwuj wątek
    • urszula5 Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 08:34
      Zapomniałam w tym wszystkim ...dziś byłam umówiona z dziennikarzem z telewizji
      TVN na program dotyczący NAS ( czyli matek które straciły dzieci lub poroniły )
      jeżeli któraś by chciała wziąć udział w tym programie to proszę o kontak na
      moją poczte . Program ma być nagrywany 23.02 w Krakowie. Niewiem ja
      przynajmniej tak myślę że znajdzie się ktoś komu nie jest obojętne ( życie
      fasolek, maluszków które odchodzą w łonie matki czy maluszków które odchodzą po
      porodzie bądź ( kilka dni ,tygodni, miesięcy po porodzie ) Niewiem dlaczego
      znowu znaleźli tylko mnie , ale może któraś dołączy do mnie . Prosze o kontakt.

      Pozdrawiam Ula

      Jest miłość co była ciałem , a stała się duchem.....
      • anuszka_bishi_buluu Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 09:18
        Uleczku ja tak wracając do Twojego małżeństwa. To jest chyba tak, że po śmierci
        dzieciaczka jego rodzice albo się do siebie zbliżają maksymalnie albo się
        maksymalnie oddalają.
        Ja przezyłam fatalne chwile po śmierci mojego synka..i nadal nie jest tak
        dobrze jak kiedyś. Takie wzajemne przezucanie się odpowiedizlanością za to co
        się stało, moje poczucie że to przez mnie, bo przecież ja to dziecko nosiłam w
        brzuchu i to że co ze mnie za kobieta jak nawet nie potrafię urodzić zdrowego
        dziecka. Prosiłam męża żeby sobie poszedł i zostawił mnie w spokoju.
        Potem okazało się że nie możemy mieć więcej dzieci. I znowu załamka i znowu
        MOJA WINA!!! Teraz znowu okazało się że w ogóle nie powinniśmy mieć dzieci ze
        sobą bo choroba naszego synka jest dziedziczna.Więc ja się rzuciłam w wir
        imprezowo-rozrywkowy bo w sumie co mam do stracenia...
        I takie małżeństwo? Takie do d...Pracujemy całe dnie, spotykamy się w weekendy,
        seksu prawie nie ma bo mąż ciągle zmęczony, zapracowany
        On ciągle powtarza że mnie kocha nad życie a ja? Już sama nie wiem..za dużo
        tego złego było między nami albo nigdy nie było miłości.
        Smutno mi jak o tym pomyślę
        Trzymaj się Uleczko
        Wsparcie jest chociaż tu na tym forum jak go nie ma w domu zawsze można odpalić
        komputer.
        Dorota mama Aniołka Marcinka
      • grubakama Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 10:10
        Ula nie mogę wysłac do Ciebie maila, napisz go mnie na gg 2262693 lub na
        grubakama@gazeta.pl, chce się z Toba skontaktować. Pozdrawiam Kama
    • mamawikusia Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 09:31
      Ciężko powiedzieć coś mądrego,doradzić kiedy w grę wchodzi miłośc.To ,ze Twój
      mąż zachował się jak... nie ulega dyskusji.Ja uważam,ze nie jesteś niczemu
      winna.W zyciu nieraz trzeba postawić na to co najważniejsze i ty to
      zrobiłaś...donosiłaś maleństwo.Dla mnie jesteś wielka,pokazałaś jak mądrą
      jesteś kobietą.Nie wiem,nie znam Twojego męza i waszych relacji.Wiem,ze masz
      teraz w środku mętlik,ale proszę postaraj się wsłuchać w siebie.Ja
      porozmawiałabym z mężem ,wiem,że to trudne i napewno czułabym się upodloa,ale
      Urszulko chyba warto.Sama będziesz widziała czy mężowi zależy
      na ,zgodzie,.Jeśli nie to wiem z obserwacji,że nie warto.Dziecko wcale nie musi
      mieć dwójki rodziców jeśli ma to być rodzina,gdzie matka jest zastraszona i
      upodlona.Wybór należy do Ciebie,może warto będzie dać mężowi szanse,może
      zrozumiał swój bład iteraz ucieka ze wstydu przed rozmową.
      Urszulko wygrałaś los na loteri- maleństwo i możesz być z siebie dumna.Jestem
      pewna ,ze taka wartosciowa kobieta jak Ty napewno nie będzie w życiu sama.
      Ściskam Ciebie mocno,trzymaj się.
    • mamawikusia Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 09:32
      A i jeszcze jedno.TUTAJ KAŻDY PASUJE niezależnie od tego jak układa mu się w
      małzeństwie.
    • igga-81 Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 10:26
      Droga Ulo, wiem dobrze jak wygląda kryzys, kiedy odchodzi dziecko - świat się
      zmienia, my już nie jesteśmy tacy sami (nigdy już nie będziemy...). Ja też z
      moim partnerem nie jestem szczęśliwa (chociaż nie wchodzi w gre osoba trzecie).
      Żyjemy w zasadzie obok siebie, każde zajęte swoimi sprawami, bez czasu i ochoty
      nawet na zwykłą czułość. Czasami czuję, że jesteśmy
      tylko "koleżeństwem" "współlokatorami" - tak mi łatwiej go potraktować , bez
      roszczeń o to, że nie daje mi wsparcia, opieki, miłości... takiej jaką bym
      chciała czuć.
      Jeśli mogę Ci cokolwiek doradzić - myśl w tej chwili tylko o sobie, ułóz
      wszystko tak, aby Tobie było dobrze..
      pozdrawiam serdecznie
      • anuszka_bishi_buluu do Iggi-81 03.02.05, 14:23
        Iga mamy to samo-koledzy -kiedyś rodzice-teraz tylko koledzy.
        Ja sobie z tym radzisz bo ja nie wiem jak wytrzymać, takie zero uczuć tylko
        automatyczne chodzenie do pracy, wracanie razem do domu, robienie zakupów,
        posiłki? I wszytsko takie jakieś puste. Mój mąż się stara jak może, ale ja
        jestem taka pusta! Ni cholery nie mogę wykrzesać z siebie tego gorącego uczucia
        które było kiedyś.
        A może my się potwornie boimy, że stracimy naszych partnerów tak samo jak
        straciłyśmy dzieci i boimy się ich mocniej polubić, pokochać. Przecież nie
        warto tak mocno kochać to się wcale nie opłaca potem tylko ból i rozpacz i
        cierpienie...?
        Nie wiem sama.Jak długo tak będzie, u mnie już ponad 3 lata...czy to trzeba się
        rozstać czy ciągnąć to wspólne mieszkanie razem dalej...?
        Dorota mama Aniołka Marcinka
        • igga-81 do Anuszki 03.02.05, 14:35
          Anuszko, masz rację pisząc że to może być strach przed stratą kolejną bliskiej
          osoby - dlatego wolimy dystans. U nas też gorące uczucie to przeszłość, mimo,
          że sie staramy, próbujemy razem bywać, wyjeżdżać i "szukać miłości"... ale
          czesto zupełnie na próżno. Brakuje mi tej bliskości fizyczno - emocjonalo -
          intelektualnej... ale chyba juz nic nie da sie z tym zrobić. On nie chce nawet
          zdjęc mojego dziecka w domu bo "nie chce z mieszkania kostnicy" i inne kwiatki,
          które mnie od niego jeszcze bardziej oddalają. Ja tone we własnych myślach, on
          we własnych sprawach. I tak sobie żyjemy obok siebie. I chyba jemu też to w
          pewnien sposób pasuje, albo przyzwyczaił się??
    • annall Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 14:26
      Uleńko, przytulam mocno i ciepło...

      Napisałam na gazetową
      Ania
    • mamabenia Re: Ja już tu chyba nie pasuję ... skoro moje mał 03.02.05, 14:57
      Droga Ulu, codziennie jesteśmy myślami z Tobą i pamiętaj, że wciąż nasze
      Aniołki nad nami czuwają,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka