Dodaj do ulubionych

kiedy miłość się wypala..

10.02.05, 10:33
Moi Drodzy...
Co robicie kiedy miłość się wypala..? Kiedy nie chce się już Wam patrzeć na
partnera, w moim przypadku męża..?? Kiedy rzeczy ważne dla Was przestają być
ważne dla drugiej strony?? albo nigdy ważnymi nie były:(
Z dnia na dzień czuję , że coraz więcej nas dzieli..Smutno mi się robi, kiedy
słyszę od męża :"kocham Cię", a coraz mniej to dla mnie znaczy..Coraz mniej,
bo nie szanuje moich marzeń, bo coraz trudniej iść na kompromisy..:(
Czy warto próbować budować coś od nowa??
Obserwuj wątek
    • anuszka_bishi_buluu Re: kiedy miłość się wypala.. 10.02.05, 12:06
      Mońka!
      Jakiś czas tu zamęczam wszystkich moimi opowieściami jak to zniekochałam męża,
      jak jest mi obojętny...Miłość się wypaliła i nie jest to myślę temat na inne
      forum tylko własnie na to bo ja mama wrażenie że nasz związek się kruszy
      właśnie przez śmierć naszego synka. Może podstawy były zbyt słabe????
      Ja wzięłam ślub z rozsądku-byłam w ciązy, mój partner dobrze stojący finansowo
      wiedziałam że z nim ani ani dziecku nie będzie brakowało niczego. I do tego
      taki bardzo wrazliwy ,kochający facet.
      Co z tego? Po śmierci Marcyśka i pierwszym szoku, po tym ja się do siebie
      zbliżyliśmy żeby się nawzajem pocieszać -zaczęliśmy się od siebie
      oddalać.Dziecko nas połączyło jego odejście nas podzieliło...
      Jesteśmy 4 lata po ślubie a ja tak cholernie żałuję żę na ten ślub się
      zgodziłam. Szłam do ołtarza z brzuchem -6 miesiąc-w białej sukience- jak w
      kiepskiej komedii.
      Mońka-ja często słyszę od męża kocham Cię i nie odpowiadam mu nic. Czuję się
      podle. Wykorzystuję każdą jego podróż służbową żeby spotkać się z którymś z
      moich adoratorów, albo wyrwać nowego. Nie tylko na kawę. Rozumiesz to ? Bo ja
      siebie nie mogę zrozumieć!!!
      Wraca mój mąż ja mu się rzucam na szyję jak mała dziewczynka on to uwielbia
      takie okazywanie uczuć z rzucaniem się na szyję i głośnymi całuskami. Rzucam mu
      się na szyję i czuję się jak szmata. Przez chwilę, do jego kolejnej
      nieobecności. Potem znowu -jestem chyba uzależniona od innych facetów, tylko
      nie od mojego męża. Do niego nie potrafię czuć zupełnie nic oprócz podziwu że
      jest taki dobry, mądry, bogaty, uczciwy, wrażliwy. Pan pełen zalet!
      Czemu ja nie mam ochoty na niego patrzeć, przytulać się do niego?
      Się zrobiłam zimną suką ????
      Tak o ? Podczas gdy zawsze byłam jego kochaną pieszczoszką?
      A może to przez to co mi ten genetyk powiedział, żebym nie miała już więcej
      dzieci ze swoim mężem bo będą znowu chore. Może ja podświadomie szukam sobie
      innego partnera jak jakaś kocica w rui.
      No co to jest ?
      Normalne?
      Czy już jestem zwierzęciem?
      Dorota mama Aniołka Marcinka
      • elpasso1 Re: Anuszko 11.02.05, 23:44
        Poruszył mnie Twój post
        Masz prawo czuć to, co czujesz, i wyrażać to w dowolny sposób!
        Myślę, że pomogłoby ci porozmawianie z kimś, zebranie swoich uczuć, potrzeb,
        wątpliwości, żalu i bólu. Ogarnięcie tego mogłoby Ci pomóc odnależć klucz.
        serdecznie Cie pozrdawiam
        j


    • agusia_o Re: kiedy miłość się wypala.. 10.02.05, 12:20
      życie idzie dalej, po pieknej euforii zakochania i zauroczenia przeminął i co
      dalej, trud dnia pracy, sprzątanie, zakupy i ciągła monotonia, z każdym innym
      człowiekiem byloby tak samo... ja też sie często łapię, że jak sie pokłóce z
      mężem, to zadaje sobie pytanie, dlaczego wyszłam za niego a nie za tego czy
      tamtego, ale staramy sie obydwoje lub czasami ja sama pokazywać sobie wzajemnie
      cos dobrego, to są wyjścia na spacer do lasu, zostawiamy małego synka pod
      opieką babci czy niańki i idziemy do kina, do znajomych, czytamy wspólnie na
      głos różne pisma poruszające problematykę małżeństwa, rozmawiam z nim o
      naszych problemach ale staramy sie od siebie nie odwracać. Często też oglądamy
      kasetę z nazego slubu, żeby zobaczyć co sobie obiecaliśmy przed Bogiem (miłość,
      wierność i uczciwość małżeńską), kupuje mu kwiatki, piszę kartki na poduszce,
      wysyłam sms-y ze słowami pamięci, nawet wtedy gdy nie odzywamy sie do siebie...
      ale wiem ze możemy na siebie liczyc i musimy sie kochać, bo zło tylko czeka na
      to, żebyśmy byli skłóceni ... przecież sama sobie go wybrałam i mam z nim
      naszego ukochanego półtorarocznego synka i chce dać mu prawdziwą rodzinę, niech
      sie uczy jak dawac sobie rade w trudnych sytuacjach.....
      • anuszka_bishi_buluu Re: kiedy miłość się wypala.. 10.02.05, 13:38
        Jakie to wszystko piękne jak o tym czytam Agusiu tylko że Ty swojego faceta
        naprawdę kochasz, a moja miłośc wypaliła się po smierci synka do reszty .... Ja
        mam 30 lat parę związków za sobą i z grubsza wiem czym się różni zauroczenie
        się i zakochanie takie że miekkkie nogi od zdrowego związku takiego "po latach".
        To nie chodzi o jakiś zarąbisty magnetyzm ,ale wydaje mi się że małżonków
        powinno łączyć coś trochę więcej niż wspólne mieszkanie. Jak sypiać ze
        współlokatorem to chyba tak samo jak z każdym innym facetem?
        Nie wymagam od życia ciągłego miłosnego haju i jazdy na karuzeli tylko chodzi
        mi o to że nie mogę wykrzesać z siebie ciepłych uczuć do własnego męża.
        I nie wiem czy to wina tragedii która nas dotknęła czy to ja jestem jakąś
        ostatnią łajzą...
        Dorota mama Aniołka Marcinka
        • ladyhawke12 kiedy miłość się wypala.. 10.02.05, 13:52
          Może to jest tak że, nie miłość sie wypaliła tylko nasz ból ja przyćmił i
          zgasił. Jesteśmy wściekłe na to co się stało, a on jest tuz, tuż pod ręką, więc
          nienawidzimy go za to że, nie jest nami że, nie czuje i nie myśli tak samo jak
          my. Kiedy otwieramy oczy, nie widzimy że on tez cierpi, widzimy ze nie płacze,
          że jest w wirze pracy, a to przeciez u faceta to najwiekszy dowód cierpienia,
          nie umie sobie tak radzic jak kobieta, nie bedzie płakał bo nie potrafi łzami
          przekazac że serce mu pękło, ma żal że tego nie widzisz, wiec jest coraz dłużej
          w pracy. Jest bezsilny bo nie radzi sobie ze swoimi uczuciami a co dopiero z
          Twoimi, naszymi uczuciami kobiet. I tak miłość gdzieś przycupła, przygnieciona
          smutkiem i żalem. Kiedys usłyszałam zdanie, Ono nie umarło jest w innym
          czasie, ale sie spotkamy, więc się cieszę że bedzie taka możliwość, a poza tym
          wymyslam sobie kim mogło by byc i jest mi lżej, bo z nim o tym w myślach
          rozmawiam. Przyznam że mnie zatkało. I teraz staram siętak myśleć choć jest
          czasami straszliwe trudno.
        • agusia_o Re: kiedy miłość się wypala.. 10.02.05, 14:04
          anuszka_bishi_buluu napisała:

          > Jakie to wszystko piękne jak o tym czytam Agusiu tylko że Ty swojego faceta
          > naprawdę kochasz, a moja miłośc wypaliła się po smierci synka do reszty ....
          Ja
          >
          > mam 30 lat parę związków za sobą i z grubsza wiem czym się różni zauroczenie
          > się i zakochanie takie że miekkkie nogi od zdrowego związku takiego "po
          latach"
          > .
          > To nie chodzi o jakiś zarąbisty magnetyzm ,ale wydaje mi się że małżonków
          > powinno łączyć coś trochę więcej niż wspólne mieszkanie. Jak sypiać ze
          > współlokatorem to chyba tak samo jak z każdym innym facetem?
          > Nie wymagam od życia ciągłego miłosnego haju i jazdy na karuzeli tylko chodzi
          > mi o to że nie mogę wykrzesać z siebie ciepłych uczuć do własnego męża.
          > I nie wiem czy to wina tragedii która nas dotknęła czy to ja jestem jakąś
          > ostatnią łajzą...
          > Dorota mama Aniołka Marcinka



          witaj Dorotko, przepraszam, nie chciałam Cię uraz, nie do końca zrozumiałam
          twój problem, nie wzięłam pod uwage faktu, że to z powodu smierci niuni.... ja
          w takim razie też nie wiem, jakbym sie zachowała ... ale chyba starałabym sie
          potrzymywac tę miłość ...to nie jest wina żadnego z nas ni waa
        • dziunia32 Do Anuszki... 10.02.05, 16:25
          Witaj!
          Od jakiegos czasu sledze Twoje posty.Wspolczuje Ci bardzo z powodu smierci
          synka,ale jednoczesnie coraz mniej rozumiem Twoje postepowanie.Dochodze do
          wniosku,ze glownie uzalasz sie nad soba w zwiazku z relacjami z mezem,uzywajac
          przy tym dosc niewybrednego slownictwa,zamiast radykalnie cos zmienic.
          Dlaczego po prostu nie powiesz mezowi prosto w oczy,ze go nie kochasz i nie
          zakonczysz tego zwiazku?To byloby chyba uczciwsze niz zdradzanie meza i
          udawanie,ze nic sie nie zmienilo?Z tego,co piszesz wynika,ze Twoj maz to dobry
          i wartosciowy czlowiek,wiec chyba nie zasluzyl na takie traktowanie?
          Twoje posty w wiekszosci sa dosc agresywne-chyba pora,zebys cos zmienila w
          swoim zyciu?
          Przepraszam za moralizatorski ton,ale denerwuje mnie narzekanie bez proby
          zmiany czegokolwiek.
          Byc moze powinnam napisac na priva, ale skoro podejmujesz taki watek na forum
          wiec i ja odpowiadam Ci wlasnie tutaj.
          Pozdrawiam!
          Agnieszka





          • margotka28 Re: Do Anuszki... 10.02.05, 18:21
            zgadzam się z moją poprzedniczką. Zdaję sobie sprawę jak bardzo cierpisz, ale
            swoim postępowaniem udowadniasz jaka jesteś małostkowa. Ja wiem jak to jest,
            kiedy żyje się z mężczyzną, którego się nie kocha. Ale nigdy nie przyszło mi do
            głowy zdradzać go ani tym bardziej oszukiwać. Po co z nim jesteś? Dla własnej
            satysfakcji? Czy może z własnego egozimu? Bo boisz się, że już nikt ciebie nie
            pokocha? Ale zadadaj sobie pytanie: czy warto ciebie kochać? Przecież jesteś
            oszustką. Przepraszam, za moje ostre słowa, ale po tym co przeczytałam, same mi
            się nasunęły.
            • moniao1 Re: Do Anuszki... 11.02.05, 01:12
              hm...dziewczyny...a znacie coś takiego jak autodestrukcja?? co więcej: świadoma
              autodestrukcja?? robi się coś przeciwko sobie ze świadomością , że to nas
              pogrąży, ale coś pcha nas do przodu i ze złością robimy coś dla siebie ale i
              przeciwko sobie ( hehe:) nie wiem czy dość jasno się wyraziłam )...Przykład:
              mówię mężowi coś co mnie gnębi mocno i po cichu, coś co jest sprawą delikatną i
              zasadniczo tematem tabu...ale mówię to w sposób bardzo złośliwy ze
              świadomością, że zranie swojego partnera..( o zgrozo! i na dodatek jestem z
              tego zadowolona!)..
              Może i ze zdradą tak trochę jest..pchamy się w coś niewiadomo czemu..z jednej
              strony sprawia to przyjemność...z drugiej strony wiemy, że to jest złe i
              pogrążamy się w tym świadomie i z przyjemnością...Ja się do tego nie
              posunęłam...ale czasami mam ochotę..
              • zorka7 Re: Do Anuszki... 11.02.05, 09:10
                Wiem o czym mówisz Monia.

                Banalne pytanie - ale mi pomogło:
                Czy Martyna chciałaby bym źle traktowała jej tatę... Czy byłaby ze mnie dumna
                gdybym go "rozwaliła" na strzępy i przy okazji siebie samą...?
                ...
              • anuszka_bishi_buluu Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 09:29
                Posypuję głowę popiołem przed Wami bo czuję się po przeczytaniu Waszych postów
                jakbym osiągnęła poziom ewolucyjny osiemnascie szebelków niższy od Was!
                Moje posty są agresywne Agnieszko??? Używam niewybrednego słownictwa ????
                Deenrwuje Cię że narzekam???
                Jestem małostokową oszustką ????!!!!!!
                No tak moze rację Wy mądre prawe, kobiety ,o których zawsze się tak ciepło
                wyrażałam i jak miałam nadzieję- o ja głupia naiwna-mogę się Wam wyżalić,
                połakać i znajdę choć jedno ciepłe słowo. Wy kochane dziewczyny kopnełyście
                mnie w dupę ( uuupppsss przepraszam znów zieję wulgaryzmami)
                Może faktycznie jestem już takim zwierzęciem że nie warto mnie kochać jak
                piszesz Margo...
                Tak myślę że najlepiej będzie jak wykopiecie mnie z tego forum chociaż mnie
                prawie wcale nie znacie..No ale skoro po tych dwóch powyższych wypowiedziach
                możecie tak wiele o mnie powiedzieć i tak mnie mieszać z błotkiem do woli to
                bardzo proszę mieszajcie, opluwajcie.
                Spadam
                Forum wsparcia a to dobre!
                Aż się poryczałam przykro trochę...
                Dorota mama Aniołka Marcina i kurew największa na świecie
                • zorka7 Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 09:40
                  Anuszko, spokojnie.
                  Zasadą tego forum jest nie oceniać i nie radzić. To czasem trudne, zresztą, jak
                  nigdzie, mnóstwo tu poranionych osób, które żywiołowo reagują na wszystko.

                  Mi po prostu zrobiło się smutno po przeczytaniu twojego posta. Trudno coś
                  zrobić na odległość. Napisałam więc o sobie - o tym, co mi pomogło. Tylko tyle
                  mogłam zrobić.
                  Forum nie jest i nigdy nie będzie grupą wsparcia - z tej prostej przyczyny, ze
                  jest tylko zbiorem literek, że zamiast czyjejś twarzy widzisz monitor. Może
                  natomiast pomóc gdy człowiek ma owo nieznośne poczucie wyjątkowości po stracie
                  dziecka.
                  • moniao1 Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 09:52
                    Anuszko..ja Cię wcale nie krytykuję..raczej próbuję zrozumieć..
                    Sama mam tysiące wątpliwości co do sensu mojego małżeństwa...Nie posunęłam się
                    jeszcze do zdrady, ale mam ostatnio takie niedobre myśli...Bo chyba się
                    zgodzisz, że zdrada partnera nie jest czymś co nam laury przynosi..? i przyczy
                    nia się do budowania relacji...??
                    Jak coś to pisz do mnie na priva...
                    • anuszka_bishi_buluu Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 12:12
                      Zorka! Monia!
                      Dzięki wielkie za niespalenie mnie na stosie i niewywiezienie na kupie
                      gnoju.Może trochę się rozpędziłam ,ale mnie te wypowiedzi Margo i Agnieszki
                      zupełnie rozwaliły. Poczułam się że ja tu z sercem na dłoni, piszę co mnie
                      dręczy jakie koszmary we łbie zakutym mieszkają a tu ..ciach i nastepuje tak
                      zwana zjebka. I nie sądzę żebym była zbyt wulgarna pisząc zjebka bo nikogo to
                      słwo nie obraża i nie robi nikomu przykrości już lepiej napisać co leży nam na
                      sercu niż się wygłupiać z fałszywą cenzurą: "o k..., ale ten świat jest
                      po...ony"
                      No nikt nie obecywał nam że będzie łatwo i w małżeństwie i w macieżyństwie.
                      Bardzo chciałam od życia dostać mega prezent przewiązany czerwoną wsążeczką:
                      wielką miłość, wspaniałego męża i zdrowe, cudne dzieci.Prezent dostałam
                      zupełnie inny więc od czasu do czasu muszę zrobić mały bunt na pokładzie. Tak
                      dla higieny.
                      Trochę mi się życie rozsypało, jak je próbuję zgarnąć do kupki to rozsypuje się
                      z drugiej strony.
                      I to nie jest tak, że mojego męża traktuję jak ostatnie pomiotło i zdradzam go
                      na lewo i prawo. Nawet nic takiego nie napisałam!
                      Nie mogę- raczej nie powinnam- mieć więcej dzieci z moim mężem a wokół
                      wszystkie latają z brzuchami co mnie dopowadza do płaczu. Już pisałam co mi
                      lekarze doradzili więc mam po prostu troszkę problemu, nie wiem co mam robić,
                      miotam się jak szalona.
                      Może za bardzo Was zasypuję moimi problemami, za to sorki wielkie, nie bardzo
                      sobie czasami radzę chociaż stara baba ze mnie
                      Jeszcze raz dzięki za tolerancję dla słabiaków.
                      Dorota mama Aniołka Marcinka
                      • bkoniecz Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 14:02
                        anuszka kochanie,

                        ja tez goscinnie, ale... Czasami wystraczy duzo mniej, zeby zniekochac swojego
                        faceta i szukac chwilowego szczescia gdzie indziej. Ja ciebie doskonale
                        rozumiem i pod skórą wiem, dlaczego tak sie dzieje. Tylko, że zupełnie nie
                        umiem tego wytłumaczyć. Więc piszę tylko po to, żebyś wiedziała, że nie jesteś
                        z tym sama. I nie tylko ty zachowujesz sie tak, żeby sprawić sobie i jemu tyle
                        bólu. Bo czy to trochę nie jest na zasadzie że skoro mnie tak strasznie boli to
                        ja zrobię wszystko, żeby i ciebie bolało choć nawet o tym nie wiesz? Ja raniłam
                        mojego faceta na tej zasadzie. Ale on wytrzymał ze mną i Bogu za to dziękuję.

                        Życzę ci dużo spokoju.
                      • mmmmmm2 Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 15:07
                        Nie wiem dlaczego, ale od samego początku poczułam do Ciebie sympatię. Nie
                        wiem, może podobne przypadki po (czyli - nieudane starania), może miłość do
                        zwierzaków. Poza tym po sposobie wypowiedzi - podobny do mojego (w moich
                        wcześniejszych postach pisałam, że znajomi stwierdzili że się zmieniłam -
                        stałam się asertywna, złośliwa i agresywna).
                        Mnie akurat ten styl odpowiada. Bo nie zawsze jest pięknie - Aniołki bawiące
                        się w niebie. Czasem jest totalny dół i myśli o tym, że moje dziecko leży tam w
                        ciemnym grobie a pada deszcz.
                        I czasami już nie ma łez żeby płakać. Jest chęć innego odreagowania. Na
                        przykład złość - nawet na kochającego męża.
                        Jest dół psychiczny, wieczór, a tu dzwoni moja mama i opowiada mi przez telefon
                        że jej wnusio (ten żyjący - czyli nie moje dziecko) fiu fiu już ząbki i taki
                        inteligentny. Na szczęście wie, że jak odpowiem krótko "no to zaje..ście"
                        znaczy że ma skończyć opowiadać.
                        Ale niektórzy nie wiedzą.
                        A ja już nie chcę przed obcymi płakać. Wolę być agresywna i wulgarna.
                        Anuszka, pisz, pisz dalej i wylewaj żale (nawet do rymu).
                        Pozdrawiam, życzę miłego weekendu, uściskaj koty!!!!!!!!!!!
                        Ewa - mama Aniołka Julii
                      • speni do Anuszki 11.02.05, 15:25
                        Anuszko Droga !
                        Mysleliście z mężem o adopcji ? mam taką cichą nadzieję, że dziś niechciane
                        dziecko w Waszym domu znalazłoby miłośc a Wam pomogło przetrwac i zacząc
                        wszystko od nowa.
                • soussignee Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 12:43
                  Ja Was tylko czytam i wspieram ciepłymi myślami. Ale dziś się odezwę.
                  Anuszko, jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie - odkąd rano przeczytałam posty do
                  Ciebie ciągle o tym myślę. Choć to nie mnie tak ostro oceniono jest mi przykro.
                  Trzymaj się. Czytam Twoje wypowiedzi od samego początku i nawet przez moment
                  Cię nie oceniłam źle.
                  Jako, że wsępuję tu gościnnie, to wiecej nic nie napiszę poza tym, że popieram
                  twoją wypowiedź.

                  Pozdrawiam, Aneta
                  • ladyhawke12 Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 13:22
                    Anuszka-Dorotka, nie wiem jak to napisać, żeby nie zabrzmiało jak rozumie.
                    Złośc na świat, na zycie, jest straszna, destrukcujna, zniewalająca, rzuca nami
                    nie zawsze w tym kierunku w ktorym wszyscy naokoło by chcieli. Robimy wszytko
                    aby siebie tez znienawidziec, nie wiem czemu, sama tak miałam jakiś czas temu,
                    obudziłam sie po nastepnej tragedii, nie chce żeby tak było z Toba. Jesli
                    chcesz pogadać to napisz na adres ladyhawke@interia.pl lub na gg 6872893.
                    • dziunia32 Re: Mądre i prawe kobiety... 11.02.05, 23:12
                      Przyznam,ze zamurowalo mnie po przeczytaniu Twojego postu Anuszko...
                      Naprawde,nie sadzilam,ze Twoja reakcja bedzie tak emocjonalna!Nie zmieszalam
                      Cie z blotem i nigdy nie mialam takiego zamiaru!Wyrazilam tylko swoje
                      zdanie,gdyz wydawalo mi sie,ze Twoje posty sa pelne pytan i watpliwosci-jak
                      dalej zyc?
                      Na pewno nie chcialam urazic ani Ciebie,ani zadnej z dziewczyn na forum.Staram
                      sie rzadko odzywac i nie oceniac,bo choc z moim Tomkiem bylo bardzo zle,to on
                      zyje-wiec moze nie powinnam pouczac nikogo po stracie dziecka.Moj post
                      napisalam dlatego,ze dla mnie zawsze bylo naturalne,ze jesli sie kogos nie
                      kocha lub jest nam z kims zle,to po prostu rozstajemy sie i zaczynamy wszystko
                      od nowa.Nie sadzilam,ze to zdanie wywola takie negatywne reakcje.
                      Bardzo cenie i szanuje osoby z tego forum-ciagle pamietam,jak milo
                      przyjeliscie Tomka,gdy na jesieni pisalam o jego urodzinach:).Dlatego nie
                      chce,by ktos uznal mnie za jakas zolze,ktora wpycha sie pouczac.Nie jestem tez
                      ani tak madra,ani prawa-jak to mnie nazwalas,zreszta ktoz z nas jest...?
                      Moja zas niechec do niewybrednego slownictwa to pewnie skrzywienie
                      zawodowe,pewnie wiesz,ze jestem pedagogiem:)?
                      W kazdym razie zycze Ci powodzenia i wiecej spokoju!
                      Pozdrawiam!
                      Agnieszka
    • vinga_o Anuszka ... :-) 11.02.05, 15:27
      Dorotko, rozumiem Twoje zachowanie i Twoje zdenerwowanie na niektóre posty w tym
      wątku. Czasem robimy różne głupoty, wiemy że takie zachowanie jest złe, ale nie
      potrafimy się zmienić. To powinno przejść samo. Czego Ci życzę :-)

      Jeśli chodzi o to, że nie możesz zajść w ciążę z mężem - rozmawiałaś z mężem o
      tym ? Są inne sposoby zajścia w ciążę, urodzenia dziecka, nie posuwając się do
      zdrady. Może szczera rozmowa, a potem ciąża i dziecko zbliżyłyby Was do siebie.
      Trzymam kciuki :-)

      Dziewczyny - nie oceniać, nie pouczać.

      Dorotko, pozdrawiam
      Kinga
      • alana5 Re: Anuszka ... :-) 12.02.05, 10:29
        Weszłam na forum, bo wkurzył mnie mąż i trafiłam na ten wątek. Jak dobrze.
        Anuszka, dzięki ci za to. Nawet nie wiesz jak mi pomogłaś. Czuję dokładnie to
        samo, tyle, że nie nie jestem pewna, czy to przez śmierć dziecka. Mój Czaruś
        zmienił moją samodestrukcję w chęć tworzenia, dawania, miał być
        moim "lekarstwem". Starczyło na krótko... Jutro mija rok od jego śmierci.
        Rozumiem cię.
        Monia.. ty wiesz.
    • anuteczek Re: kiedy miłość się wypala.. 12.02.05, 18:37
      Monia,
      Nie jest tajemnicą, że jestem w trakcie rozwodu, we wtorek kolejne starcie, mam
      nadzieję, że już ostatnie.
      Rozstaliśmy się w momencie, kiedy zdawało się, że znowu zaświeciło dla nas
      słońce - zaszłam w ciążę... Miłość się wypaliła, stało się jasne, że nie możemy
      być dłużej razem, pojawiła się ona.
      Dziś jestem znowu szczęśliwa - mój Maciuś ładnie rośnie, mam przy sobie Kogoś
      Bliskiego. Dziś nie zdecydowałabym się na budownie z mężem od nowa, wiem, że
      moja walka o niego, o nas nie miała sensu. W pewnym momencie okazało się, że
      mamy inne marzenia, inne sny... Przestałam walczyć, odeszłam, dziś nie żałuję.
      Musimy jednak pamiętać, ze każda z nas ma swoją osobistą Historię, którą sama
      pisze, Monia - nie rób niczego wbrew sobie, nie rób niczego na siłę...
      przemyśl, odpocznij, porozmawiajcie
      a.
      • anuszka_bishi_buluu się porobiło!!!! 14.02.05, 14:01
        Ale narobiłam zamieszania!!!
        Ale słowo daję bardzo mnie ubodła krytyka. A że krytyka tym bardziej bodzie im
        bardziej jest szczera i im większe mamy poczucie winy to wyszło jak wyszło...
        Zatem bardzo a'propos piszę w Walentynki...spędziłam zakręcony weekend z mężem-
        tylko słowo"zakrecony" tu pasuje bo ani romantyczny ani cudowny ani nawet
        fajny. W sobotę spontaniczna impreza do bólu (WIELKI POST!!!!!), powrót o
        świcie i nastepnego dnia wystawa kotów. Zmusiłam męża żeby nas zawiózł na
        wystawę chociaż oboje spaliśmy chyba ze 3 godziny i byliśmy
        jeszcze...hmmm....że się tak wyrażę...lekko wstawieni.A na pewno nie na tyle
        trzeźwi żeby wsiadać w auto. To że nas nie złapała policja to był cud boski
        wyraźny. Zionęłam szanownemu kociemu jury przetrawionym mohijto...Okropne. Mega
        kac nas z mężem połaczył i śmialiśmy się jak głupki jaką jesteśmy udaną parą
        dyfterytów.
        I tak właśnie jest są chwile całkiem ok, takie jak wczoraj kiedy nie możemy
        sobie poradzić z kotami bo ręce się trzesą. Są chwile kiedy mamy dokładnie
        takie samo zdanie na każdy temat, sięgamy po tą samą muzykę bo mamy taki sam
        nastrój.
        Ale są też takie podłe chwiliska, paskudy prawdziwe kiedy wszystkie babki wokół
        chwalą się dziećmi albo brzuchami a mnie skręca. Wtedy to nachodzi. Szalona
        ochota żeby wrzasnąś "ja też tak chcę!!!!!!". A adopcja....wspaniała sprawa.
        Przepracowałam rok w Domu Małego Dziecka i te wszystkie sprawy że nie wiadomo
        z jakiego domu jest dziecko, że choroby, że matka pijaczka(hehehe to mnie
        akurat średnio rusza!) są dla mnie przemyślane miliard razy i wiem że nie ma co
        przesadzać. Biorę to pod uwagę coraz bardziej...
        Dzięki za wszystkie Wasze głosy!
        A....jeszcze się pochwalę-moje kotowate miłości zajęły drugie miejsce i dostały
        tytuł Excellent!
        Nie muszę chyba opisywać jak je wycałowałam mokro i dźwięcznie-dokładnie tak
        jak koty najbardziej NIE LUBIĄ :)))
        ...Sie musiałam pochwalić
        Dorota mama Aniołka Marcinka
        • mamawikusia Re: się porobiło!!!! 14.02.05, 18:03
          No to gratulacje dla kotków.
          Przeczytałam Twój post na głos mojemu pieskowi i ,aż się zaślinił z wrażenia.
          On lubi takie dorodne kociaczki.
          A tak całkiem poważnie to gratuluje serdecznie Anuszko -Dorotko.

          Ps.Twoje posty jakos mnie tak zawsze pozytywnie podładuja .Dzisiaj naprzykład
          miałam doła do "potęgi entej",a tu proszę weszłam na forum,Dorotka opowiada o:
          1.alkoholu
          2.zwierzaczkach
          3.no i zawiści na widok dorodnych mamuś.
          Podsumowują moje ulubione tematy(za wyjątkiem trzeciego).
          Pozdrawiam.Karolina.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka