agablues
03.04.05, 15:46
Jakie macie wspomnienia o Papieżu?
Moje najwcześniejsze to dwie fotografie oprawione w ramki. Na jednym Papież
jest w czerwonych szatach, na drugim - w białych - tych typowo papieskich.
Były w moim domu od zawsze.
Następne to chyba z 79 roku. Pamiętam jak wyszłam na dwór, było gorąco, pusto
na ulicach i z kazdego okna słychać było relacje z wizyty Papieża. Nikogo na
ulicach, a w każdym domu to samo słychać.
Pamiętam też jak płakała moja mama po zamachu na życie Papieża. Nic z tego
nie rozumiałam, ale pamiętam nastrój strachu i łez.
W 83 roku mama zabierała mnie na msze z Papieżem. Teraz trudno mi zrozumieć
jak tego dokonała. Nic nie rozumiałam z tego, co Papież mówił, nawet nie
słyszałam dobrze. Pamiętam Mszę na Stadionie X lecia. Znowu było ciepło,
długo, co jakiś czas ludzie bili brawo ( na co Papież chyba się lekko
denerwował), pamiętam znaczki Solidarności i palce ułożone w znak wiktorii.
Pamiętam pieśń "Boże coś Polskę..." i te zakazane słowa " Ojczyznę, wolność
racz nam zwrócić Panie". Pamiętam też powrót z tej Mszy, przez most, chyba
Poniatowskiego. Puszczano ludzi partiami, żeby się most nie zawalił... Byłam
też z mamą w Niepokalanowie. Dziwię się sobie - jak to możliwe, że nie
marudziłam, że wytrzymywałam tyle godzin. Teraz jestem wdzięczna mamie, ze
mnie ciągała. Cieszę się, że choć nieświadomie, uczestniczyłam w czymś
wielkim.
Potem już się buntowałam. Mama jeździła sama.
Podczas ostatniej pielgrzymki do Polski Papieża byłam już dorosła, miałam
dziecko. Nie miałam telewizora. I muszę powiedzieć, że kiedy słuchałam
relacji z Wadowic, chyba po raz pierwszy pożałowałam, że go nie mam.
Uwielbiam słuchać i oglądać relację z Wadowic. Jak dobrze, ze to się
zachowało.
Ogromne wrażenie zrobiły na mnie przeprosiny Papieża za błędy Kościoła. I to,
że tak bardzo dążył do pogodzenia Kopścioła ze wszystkimi religiami.
Ostatnie lata były dla Niego trudne. Żal było patrzeć na Jego cierpienie i
chorobę. Ostatnie miesiące... Chyba najbardziej dramatyczna była, wg mnie,
nieudana próba pobłogosławienia miasta i świata. Kiedy w piątek stan Papieża
tak się pogorszył, czułam, ze umiera. I złościły mnie próby mydlenia oczu, te
pobożne życzenia, żeby jeszcze został. Jakby zbyt mało jeszcze zrobił dla
całego świata, jakby jeszcze miał się dla nas męczyć. Ja zyczyłam Mu, żeby
przestał cierpieć. Myślę, ze mozna Go nazwać Jezusem Chrystusem XX wieku.
Zrobił tak dużo. Dla mnie, dla której był od zawsze, to było normalne i
oczywiste, ze jeździ po całym świecie, ze wpływa na losy tego świata. Dopiero
w dorosłym życiu zrozumiałam, ze to było coś nadzwyczajnego.
Dla mnie Papież jest kolejnym wysłannikiem czy pośrednikiem, który
uwiarygadnia Boga. Nie lubię instytucji Kościoła, zbyt dużo zakłamania było
kiedyś, jest teraz. A On był zawsze wiarygodny, zawsze konsekwentny. Nic Mu
nie mozna zarzucić. Jego całe zycie było prawdziwe i pełne godności. Takiego
chcę pamiętać. Mądrego, kochającego, jednocześnie pełnego pogody ducha i
humoru.
Myślę, że spełnił doskonale swoje życie. Umierał pogodny, pogodzony ze
światem, ludźmi, Bogiem. Piękne życie i piękne pożegnanie. I wcale to nie
znaczy, ze było lekko. A jednak przyjmował wszystko z pokorą. Nawet Jego
umieranie było lekcją dla ludzi. Mam nadzieję, ze to, co robił za życia nie
pójdzie na marne.
Aga