Dodaj do ulubionych

Czy to tylko mnie się dotyczy?

09.09.05, 14:12
Odkąd zmarła Daria wiele znajomych, kolegów, koleżanek odwróciło się odemnie.
ostatnio spotkana koleżanka (jest w 6 miesiącu ciąży) powiedziała
tylko"cześć" i jak najszybciej odeszła nie tylko ona tak się zachowała.
Ostatnio myslałam, że może boją się o swoje dzieci może myslą, że
nieszczęścia zarażają czuje sie jak trendowata zostałam sama dzięki Bogu mam
męża i syna (choćiaż też po trudach pierwszych miesięcy urodził się bowiem w
26tc).
ale ja tego nie mogę pojąć nie chodzę smutna można ze mną porozmawiać o
róznych sprawach nie mówię tylko i wyłącznie o Darii jej chorobie i
cierpieniu, naprawdę dla mnie jest to za ciężkie
Ania
www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec203.htm
Obserwuj wątek
    • ela2225 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 14:18
      Aniu myślę że nie tylko Ciebie to dotyczy.W moim gronie też zostało bardzo
      niewielu znajomych.Oni nie wiedzą co powiedzieć,boją się żeby nas nie urazic
      czy coś takiego.dziwią się przynajmniej moi że normalnie funkcjonujemy że
      żyjemy itp.
      • zorka7 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 14:25
        Też czułam się jak trędowata. W dodatku odbierano mi prawo mówienia o córce
        jakbym popełniała jakąś notoryczną gafę.
        Doświadczylam zaniechania od wielu - do tamtej pory - bliskich mi osób.
        Bolało. Teraz zło staram się zamieniać na dobre - spotykając się z takimi
        mamami jak ja.
    • achulka1 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 14:25
      wiesz Aniu chyba każda z nas się tak czuje. Tak jakbyśmy rozsiewały
      nieszczęścia. Też tak to wszystko odczuwałam. Dopiero na spotkaniach
      Duszpasterstwa Osieroconych Rodziców ksiądz powiedział, że ci ludzie po prostu
      nie wiedzą jak mają się wobec nas zachować. czy rozmawiać z nami o stracie
      dziecka, czy samo słowo "dziecko" nie wzbudzi w nas smutku, żalu, tęsknoty albo
      łez, a jak zaczniemy płakać to co dalej z nami zrobić. jak to usłyszałam to
      mnie powaliło na kolana- jakie wtedy głupie mi się to wydawało. ale po pewnym
      czasie po przemyśleniu tego wszystkiego- to ma sens. ludzie nie wiedzą jak mają
      się wobec nas zachowywać, żeby nie sprawiać nam bólu. a niestety panuje takie
      przekonanie, że absolutnie nie można poruszać tematu zmarłego dziecka. smutnie,
      bardzo smutne. z tego co się zorientowałam to wiekszość z nas chce mówić o
      swoim dziecku i o swoim bólu i chce się wypłakać( a łzy bywają oczyszczające!).
      nie jesteśmy naznaczone a najgorsze co możemy zrobić to wmówić to sobie.
      Aniu głowa do góry, może to Ty pierwsza podaj rękę- choć to wcale nie jest
      proste.
      powodzenia Asia
      • zorka7 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 14:26
        Achulko, w jakim mieście jest Duszpasterstwo Osieroconych Rodziców?

        Pytam jako współzałożycieka "Dlaczego"

        (www.dlaczego.org.pl)
        • ewamonika1 Re: do zorki 09.09.05, 14:32
          zorka7 napisała:

          > Achulko, w jakim mieście jest Duszpasterstwo Osieroconych Rodziców?
          >

          --------
          witaj współzałożycielko :-)

          zajrzyj tu: chodzi o Szczecin:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=25292773&a=25571388
          e.
        • achulka1 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 14:33
          już kilka razy o tym pisałam, i chętnie odpowiem na każde pytanie- możecie
          pisać też prywatnie.
          Duszpasterstwo Osieroconych Rodziców jest w Szczecienie. Na początku
          spotykaliśmy się co tydzień- jedna para( bo chodzi też tatuś Piotrusia)
          była "świeżo" po pożegnaniu dziecka. Teraz spotykamy się co dwa tygodnie.
          Spotkania były w piątki teraz zaczynamy spotykać się a niedzielne wieczory.
          Wymiana doświadczeń dużo daje, pozwala zdystansowac się do spraw, które nam
          ciążą. Polecam każdemu taką forme własnej terapii. Przynajmniej każda z nas wie
          o czym mówi ta druga, zna te uczucia, wie jak to jest.
          pozdrowienia Asia
          • ancia11 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 14:48
            Dziękuję za odpowiedzi i dodam, że jest to straszne odczuć strach i lęk przed
            nami innych rodziców. Ale są też osoby które odważnie pytają sie o Darię chcą
            zobaczyć jej zdjęcia i to mnie podnosi na duchu, że pamiętają o Niej. A z Wami
            Mamy jestem codziennie, chociaż nie zabieram głosu.
            Ania
            www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec203.htm
            P.S. Asiu daj znać kiedy następne spotkanie ja postaram się wtedy podrzucić
            Danielka moim rodzicom i jeśli to nie problem zabrać się z Tobą
            • achulka1 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 17:04
              nastepne spotkanie w kolejna niedziele czyli 17.09nie ma problemu z transportem
              czekam na Twoj znakzapraszam innych Asia
      • jaskoolka Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 15:49
        ja jestem z tych właśnie po drugiej stronie ... nierozumiejących
        z pewnością jest tak, że trudno Wam osieroconym mamom zrozumieć reakcje nas mam,
        które nie straciły dzieci ... i na odwrót
        przyznaję się do błędów jakie popełniam wówczas, kiedy zorka7 mnie najbardziej
        potrzebowała, a mnie nie było ... żałuję tego, ale wówczas nie wiedziałam, co
        mam zrobić, jak się zachować (to mnie nie tłumaczy wiem, ale mówię jak było)..
        nie rozumiałam głębi tego cierpienia, a nie wpadłam na pomysł, aby zapytać, aby
        być, aby wysłuchać nic nie mówiąc, aby ... ech ... jedno tylko powiem, że nigdy
        nie myślałam o mamie czy tacie, którzy stracili dziecko jako o trędowatych czy
        rozsiewających nieszczęścia - nie wierzę w takie przysłowiowe rzeczy .. szalenie
        Wam współczułam, ale dopiero teraz wiem, że można cos zrobić - trzeba tylko
        zapytać albo po prostu być ...

        cieszę się, że jest takie grono osób gdzie możecie znaleźć wsparcie i czuć się
        zrozumiane ...

        teraz jestem otwarta i chcę być :) na ile mi sił starczy

        pozdrawiam
        • ancia11 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 15:59
          Ja powoli zaczynam rozumieć ale i tak dziwi mnie to, że ludzie boją się łez
          innych ludzi. 6 tygodni od pogrzebu Darii szliśmy z mężem na pogrzeb dzidziusia
          męża kuzyna (mały Kubuś urodził się martwy) i aby rodzice zapomnieli o bólu
          zaproponowaliśmy zaraz po obiedzie wycieczkę nad morze (dodam, że byliśmy barzo
          bliziutko od niego)tam w spokoju moglismy porozmawiać na najbardziej bolesne
          tematy. Mam nadzieję, że to choć troszkę pomogło. Ludzie bliscy nam nie są po
          to aby uciekać przed nimi,czy aby oni uciekali przed nami, ale aby pomagać
          sobie nawzajem.
          Ania
          www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec203.htm
          • edycia11 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 17:20
            Moi najbliżsi mąż,rodzice,przyjaciele i dobrzy znajomi pozostali.Nie uciekaja
            od rozmów,rozumieją,nie boją się.Kilka jednak osób zapomniało.....i to boli bo
            nie wiem dlaczego.
    • agablues Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 09.09.05, 22:01
      Pierwsze dni po śmierci Igi czułam się, jakbym również ja umarła, ale chodziła
      po ulicy. Nigdy nie zapomnę tego, jak jedna koleżanka na mój widok przeszła na
      drugą stronę ulicy i udała, ze mnie nie widzi..wiem, ze to ze starchu, wiem,
      ale to było bardzo przykre. Potem, rozmowę zczynali ci, którzy nie wiedzieli co
      się stało, no i oczywiście za chwilę rozmowa się konczyła.
      Nie wiem jak Wy, ale dla mnie nawet najbardziej nieporadne, ale szczere słowa
      są o niebo lepsze, niż udawanie, ze nie było dziecka. chciałabym, zeby o tym
      wiedzieli
      aga
    • mamajaromira Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 10.09.05, 01:01
      Z moimi znajomymi i przyjaciółmi było różnie. Większość zwyczajnie nie wie co
      powiedzieć. Tak jak moje koleżanki z pracy, które są ze mną (czuje to), tylko
      nie potrafią rozmawiać na "ten" temat, ale jak przychodzi kryzys to przytulą w
      milczeniu i to wystarczy. Była też "przyjaciółka", która przestała się ze mną
      kontaktować. Okazała się na tyle w porządku, żeby powiedzieć, że sprawa ją
      przerosła (choć i tak myślę, że niewiele trzeba, żeby być obok). Ale
      najbardziej boli to, że miałam dwie bliskie kumpeli, które, jak tylko
      dowiedziały się o moim Synku, na siłę chciały się ze mną
      spotkać, "pocieszyć", "pomiczeć". Atakowały telefonicznie i smsowo. Nie
      wiedziałam wtedy dlaczego tak bardzo nalegają. Dziś wiem, że nie była to chęć
      jakiegokolwiek pomocy, tylko zwykła chęć szukania sensacji. Rozpowiadały potem
      moją historię wszystkim i wszędzie. Założę się, że byłam na wielu językach,
      właśnie przez to że ktoś chciał się "pochwalić" nowinkami. Mam wrażenie, że one
      już wymyśliły, za moimi plecami cały scenariusz tego jak powinna sobie z tym
      radzić, jak się pogodzić. To wstrętne. Nie wiem jak mogłam kiedyś im ufać!! A
      one nadal bez skrupułów roztrząsają moje cierpienie. Nienawidzę ich za to i za
      swoją głupotę....
      • kama.garbi Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 10.09.05, 02:49
        przy mnie pozostał mąż
        i to jest najważniejsze choć oddalenie innych i tak strasznie boli nie spotykam
        się nawet z najbliższymi rodzicami siostrami a przed dalszą rodziną sama
        uciekam wstydzę się tak wstydzę się że pewnie jestem wybrakowana bo to we mnie
        zmarło moje dzieciątko

        ale mam teraz Was
        dziękuje
        • mama68 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 10.09.05, 05:50
          U mnie jest trochę inaczej,to ja boję się spotkań z innymi ludżmi,boję się ich
          wzroku,myśli.Tak naprawdę dobrze mi jest tylko w otoczeniu tych znajomych i
          rodziny która była przy mnie i pomagała mi przejść przez to wszystko.
          Niemogę powiedzieć że się ktoś odemnie odsunął wręcz przeciwnie znajomi z
          którymi nie miałam stałego kontaktu przychodzili aby spytać czy jakoś mogą pomóc.
          Niedawno jeden z moich znajomych powiedział mi że właściwie się nie zmieniłam po
          za tym że przestałam się śmiać.
          • ancia11 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 10.09.05, 19:10
            Ja długo czułam, że to iż Daria urodziła się tak bardzo ciężko chora (złozona
            wada serduszka i wada genetyczna CATCH22) jest moją winą, że zrobiłam coś co
            Jej zaszkodziło teraz jest mniej we mnie samooskarżenia ale nigdy nie zdecyduję
            się na następne dziecko z lęku i poczucia winy (wiem od lekarzy że następne w
            90% bedzie wczesniaczkiem, Daria też urodziła się za wcześnie)nie chcę poraz
            trzeci patrzeć jak moje dziecko musi cierpieć.
            A co do tematu wątku: pogodziłam się z myslą że z mężem straciliśmy wielu
            znajomych (dziś koleżanka jadąc samochodem dodam że bardzo powoli, udała że
            mnie nie widzi, odwruciła głowę w druga stronę jak nasze spojrzenia się
            spotkały) może kiedyś będą gotowi podejść i porozmawiać.
            P.S dziś Daria skończyła by pół roku, to dla Ciebie mój skarbie(*)(*)(*)kocham
            Cię
        • dalia771 kama.garbi 10.09.05, 11:10
          kama.garbi napisała:

          > uciekam wstydzę się tak wstydzę się że pewnie jestem wybrakowana bo to we
          mnie
          > zmarło moje dzieciątko
          >

          czuję dokładnie to samo
      • janiotonio Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 13.09.05, 11:32
        Hej, Mamojaromira,
        Nie straciłam dziecka, syn chorował i było ryzyko, że może się gorzej rozwijać
        i przeżyłam strach z tym związany i walkę - lekarzy, szpital, rehabilitację.
        Ale znam osoby, które straciły dzieci. I teraz tym bardziej, po przeczytaniu
        twego postu, nie wiem, co robić. Bo ja też dzwoniłam, sms-owałam, jak twoje
        kumpele, żeby dać znać, że w każdej chwili mogę cokolwiek dla nich zrobić. Ty
        takie zachowanie oceniasz bardzo negatywnie. A ja bardzo ich straty przeżyłam -
        pamiętam o datach narodzin, datach odejścia, bardzo często o nich myślę, bardzo
        to przeżywam.
        Z kolei brak zachowania jakiegokolwiek boli rodziców po stracie. Nie wiem, jak
        zacząć rozmowę o dziecku, któe odeszło, nie raniąc rodziców, gdy o tym sami nie
        zaczynają mówić. Może nie chcą? Naprawdę chciałabym być blisko, ale mam
        wrażenie, że każda moja akcja może wywołać negatywne uczucia u osieroconych
        rodziców.
        jestem pewna, że ci, którzy szybko odchodzą, nie boją się, ze nieszczęścia
        zarażają, tylko nie wiedzą, jak nie zranić dodatkowo.
        Serdecznie, gorąco pozdrawiam,
        Magda
        • mamajaromira Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 14.09.05, 22:32
          Witaj Magdo. Przepraszam, że dopiero teraz, nie zauważyłam Twojego postu. Ale
          już Ci odpowiadam.
          Oczywiście że, wsparcie otoczenia jest bardzo bardzo potrzebne!!! Nie neguję
          zainteresowania, dzwonienia i smsów, choć moim zdaniem trzeba mieć w tym umiar,
          a nie "bombardować", jak to robiły osoby, o których pisałam.
          Najbardziej jednak zabolało mnie w tej całej sytuacji to, że osoby, którym
          ufałam rozpowiadały na lewo i prawo, co się u mnie wydarzyło. Po co??? W jakim
          celu??? Ja nie chcę, żeby moja tragedia była "podwórkowym" lub "imprezowym"
          tematem. Sama chciałabym decydować komu i co mam powiedzieć o Jaromirku i o tym
          co przeżywam. Mój ból potęguje tylko świadomość, że np. ktoś, kogo nie znam, za
          moimi plecami, znając tylko jakieś strzępki informacji, roztrząsa ten temat.
          I to wszystko.
          Nie wiem jacy są Twoi znajomi, którzy stracili dziecko. Każdy przeżywa inaczej
          to cierpienie i innego wsparcia potrzebuje.
          Na tym forum piszemy o swoich uczuciach, więc na koniec mogę tylko dodać, co
          jest ważne dla mnie:
          potrzebuję czuć, że jest obok mnie ktoś, na których mogę liczyć
          potrzebuję rozmowy o moim Synku, o tym co się stało
          potrzebuję zrozumienia, gdy nie chcę gadać, spotykać się
          potrzebuję czyjejś koszuli do wylania łez kiedy powraca rozpacz
          potrzebuję wiedzieć, że ktoś pamięta o „Jaromirkowych” datach
          potrzebuję szczerości, kiedy ktoś nie wie co powiedzieć lub co zrobić.
          I jak moje doświadczenie pokazało, nie trzeba nadludzkiego wysiłku, żeby temu
          sprostać, a jedynie trochę wrażliwości, wyczucia, no i przełamania strachu.
          Dziękuję losowi, że na mojej drodze postawił, kilku prawdziwych przyjaciół.
          Pozdrawiam Cię serdecznie
          monika
    • szymus4 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 10.09.05, 11:42
      witam,
      też się spotkałam z unikaniem rozmowy na temat mojego syneczka, urodzonego w
      27tc. który zmarł następngo dnia po porodzie. Nawet mi powiedziano, że szybko
      zapomnę!!!czasami naprawdę niektórzy powinni milczeć!!!
      Mam pytanie o Twojego synka, jak się rozwija, ile ważył jak się urodził, czy
      rodziłas w Wa-wie?
      • ancia11 Re: Do szymus4 10.09.05, 19:02
        Danielek ma obecnie 4 latka (skończy je w grudniu)rozwija się prawidłowo
        fizycznie i psychicznie (wczoraj zaczęliśmy naukę literek)i nikt nie jest w
        stanie go przegadać, ma bardzo dobrą pamięć (zna całą "Lokomotywę" dodam, że
        pociągi to jego pasja).Ważył przy urodzeniu 980 gram (to bardzo dużo jak na ten
        tydzień ciąży)i mierzył około 35 cm. Przez pierwsze pół roku była ostra walko o
        jego życie, zdrowie, wzrok, słuch i inne wcześniacze sprawy. Rodziłam w
        Szczecinie
        Pozdrawiam Ania
        • szymus4 Re: Do szymus4 10.09.05, 19:50
          ojej, tak się cieszę że rozwija się dobrze. Moj synek ur sie w 27tc i ważył
          1150 g, niestety zył 1 dzień. Pytam dlatego, że teraz po stracie pocieszałam
          się, że niebędzie cierpiał, bo czytałam że wsześniaki takie jak on nają prawie
          100% szanse na retinopatię IIIst. i inne wcześniacze choroby, których
          konsekwencją są problemy poradzenia sobie samodzielnie w życiu. A jednak to
          nieprawda. Są wcześniaczki bardzo dobrze sie rozwijające. Czyli i mój synek
          miał szanse na zdrowe życie. Byłam jak on odchodził i widziałam jak go
          reanimowali i mialłm wrażenie że wogóle nie wiedzą co robią i czy inkubator
          działa czy nie itd. Tymbardziej mi smutno że odszedł. Życzę dużo dużo zdrowia
          Syneczkowi, a Tobie radości i pociechy. anna
          • ancia11 Re: Do szymus4 10.09.05, 20:06
            Wierzę, że teraz Twój synek bawi się z moją córeczką i patrzą z góry na swoje
            mamy. Nie napisałam wcześniej ale Daniel miał trzy razy przymrażaną siatkówę i
            w konsekwencji ma lekką krótkowzroczność ma okularki i wygląda w nich słodko. A
            co do innych chorób ja cały czas jestem wdzięczna lekarzom że mam Danielka
            pomimo, że gdy miał 3 tygodnie zachorował na posocznicę (na tle grzybicznym) i
            zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych nie wahali się nawet przez sekundę i szybko
            zamawiali antybiotyki z Warszawy. Potem jak Danik był już w domu pediatrzy
            załatwili mu z Kasą Chorych (bo wtedy one istniały) refundację szczepionki. 3
            dawki jej kosztowały około 40 tyś zł
            Ania
            • szymus4 Re: Do szymus4 10.09.05, 20:49
              ojej to rzeczywiście dobrzy ludzie, i szybko działali i odnieśli sukces, a taka
              krótkowzroczność to w sumie pryszcz w porównaniu jak mogą być chore i
              upośledzone tak malusieńkie noworodki, później dzieci.
              Dzisiaj płakałam i przytulałam śpioszki synka i pamiętam jaki był malutki, a te
              śpioszki rozmiar 62 były by na niego dwa razy za duże. Boże jak to dobrze że
              Twój synek jest taki zdolny i wyjątkowy. Żałuję tylko że nie trafiłam do
              lepszego szpitala, (choć mieszkam blisko Wa-wy) z lepszą opieką
              neonatologiczną, faktycznie mój syneczek miał świetny inkubator dzięki WOŚP ale
              lekarze niezbyt umieli obslugiwać sprzęt. Jeszcze słowa, że moze wcelowali z
              anytbiotykami...no comend. pozdrawiam. Bardzo dziękuję za rozmowę.
    • edytek1909 Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 11.09.05, 11:29
      Aniu.
      Przepraszam Cie.Nie mialam pojęcia jak bardzo czujesz sie opuszczona...
      Przyznaje czasem sama nie wiedzialam jak mialabym rozmawiac z Toba gdy chcialam
      zadzwonic..Nie chcialam Cie urazic...Duzo też wyjezdzalismy i nie bylo nas w
      domku ale wkrotce nadrobię te zaleglości i mam nadzieje ze uda nam sie spotkac
      Pozdrawiam
      Edyta
    • kama.garbi uczę się... 11.09.05, 23:24
      Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie?
      Czy aż siedem razy?
      Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt
      siedem razy.

      Przepraszam Was...

      że nie potrafiłam wybaczyć swoim bliźnim
      -zaniechania
      -sobie niewiedzy
    • annadoml Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 13.09.05, 18:11
      Nie tylko,moze te osoby nie chca sprawic ci przykrosci.Moga nie wiedziec jak
      zaczac rozmawiac.Sprobuj sama rozpoczac jakas rozmowe,jezeli to nie pomoze to
      zostaw ich a oni kiedys sami wkoncu zrozumieja ze zle robia.
    • mamarafka Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 16.09.05, 14:04
      Nie jest mi zupełnie obce uczucie wyalienowania po śmierci syna. Dzięki Bogu
      były to tylko chwile, które już wymazałam z pamięci. Szczególnią podporą było
      dla mnie grono bliskich znajomych, którzy wspierali mnie, kiedy leżałam na
      patologii ciąży , kiedy o życie walczył Rafał i kiedy umarł.
      Bardzo szybko po śmierci syna postanowiłam z mężem, że nie będziemy się
      izolować, że wyjdziemy do ludzi, będziemy odpowiadać na ich zaproszenia,
      będziemy ich gościć u siebie. To wielki szczęście, że mamy wokół siebie ludzi
      gotowych słuchać, życzliwych i mądrych. Dzięki nim powrót do normalności był
      łatwiejszy.

      Oczywiście zdarzały się bardzo trudne momenty, choćby kiedy innym rodziło się
      zdrowe dziecko. Ale przecież świat toczy się swoim rytmem, ciężarne kobiety
      rodzą dzieci i nie posiadają się z tego powodu z radości. Aby nie poddać się
      zgorzknieniu zawalczyłam o to, by dzielić ich radość, z nadzieją, że i mnie
      jeszcze spotka to szczęscie.

      Jeśli chodzi o zarażaniu nieszczęściem, to, moim zdaniem, nie wolno ani tak
      myśleć ani tym bardziej takich hipotez wypowiadać. Jeśli same będziemy się w ten
      sposób postrzegały, to przecież inni mogą zacząć tak o nas myśleć! To nie naszą
      decyzją skazałyśmy się na tragedie, które nas dotknęły. I nie my mamy wpływu na
      doświadczenia innych.

      Iza
    • joamol Re: Czy to tylko mnie się dotyczy? 18.09.05, 21:38
      Aniu,współczuję ci,że straciłaś Darię.Czytając twój post zrozumiałam, że mam
      wiele szczęścia.Znajomi bardziej mojego męża niż moi i może bardziej
      przyjaciele,nie zapomnieli o nas,nie odsunęli się od nas, zapraszają nas do
      siebie i nas odwiedzają.Parę dni po pogrzebie naszej córci byli u nas.
      Wszystkim nam było smutno,ale rozmawialiśmy i smialiśmy się nawet,gdy
      opowiadali o wakacjach...Wśród nich jest para w ciąży i zupełnie nie czuli się
      przy nas skrępowani.Dzięki nim poczułam,że życie płynie nadal i możemy uciec
      choc na chwilkę od naszego żalu.Jedyne,co zauważyłam to,że czekają aż sama
      zacznę coś o tym, co się stało, mówić i dziwnie cichną,gdy opowiadam coś o
      ciąży (urodziłam martwą córeczkę).Nie wiem,czy boja się,że zaraz się rozpłaczę,
      czy wolą,żebym nie wspominała o tym,czy dziwią się,że mówią o tym tak
      normalnie.Ale rozumiem te dylematy poniekąd.Nie wszyscy wiedzą jak się
      zachować,to raczej nie jest strach,że nieszczęście zaraża,ale strach przed tym,
      że zranią cię jeszcze bardziej.Natomiast w rodzinie jest różnie,z mamą mogę o
      tym rozmawiać,popłaczemy czasem razem,ale tata udaje,że nic się nie stało, a
      jak już się popłaczę,to mam wrażenie,że irytuje go mój płacz,żal a to z kolei
      mnie denerwuje.Jeśli już płaczę,to nie chcę słyszeć, że mam już przestać,
      skończyć itp.Męża mam wspaniałego...
      Myślę, że z czasem twoi znajomi,koleżanki odnajdą się w tej sytuacji,oby
      prędzej niż później...
      (???)Jeśli to bliskie osoby to może warto zagadać i wyjaśnić(???)
      Asia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka