dragica
30.10.06, 10:59
Mam nadzieję, że może moim pisaniem komuś pomognę...
Jak widać w sygnaturce – jestem mamą dwóch Aniołków, Jovana, który urodził
się martwy w 35tc i Aniołka, który odszedł w 12tc. Od śmierci Jovana minęło
16 miesięcy, od poronienia 7 miesięcy. Jaki jest bilans tego okresu?... Wieli
kryzys małżeństwa, nawet nie wiem czy jest co sklejać w takim związku.
Nerwica, która mi momentami nie pozwala normalnie funkcjonować.Zmiana,
totalna zmiana sposobu patrzenia na świat.
Pierwsze miesiące po porodzie i stracie Jovana były koszmarem. Dodatkowo-
oprócz jako takiego oparcia męża nie miałam nikogo-nie mieszkam w Polsce, a
rodzina męża mnie nigdy nie akceptowała, co więcej, winili mnie ( i myślę, że
to dziaisj mnie winią )za to co się stało. Potem przyszła myśl o drugiej
ciąży. 3 miesiące starań i udało się. Głupi lekarze ze szpitala, w którym
miałam cc nastraszyli mnie, że możliwe, że nigdy nie będę więcej mogła zajść
w ciążę, bo po porodzie doszło do krwawienia, które ledwo zatrzymali...Ale,
udało się. Były 2 kreski na teście, tych testów zrobiłam w ciągu 3 miesięcy
conajmniej dwadzieścia... Udało się i zaczął sie strach. Ogromny, niemożliwy
do opanowania strach. Ciągłe sprawdzanie wkładki i szukania kropel krwi,
sprawdzanie czy mam jeszcze objawy ciąży...Wszystko było w porządku do 12tc.
Wtedy zaczęły się bóle, plamienie i krwawienie. I dziecko, cyz jak to
określił lekarz „ normalny 12-tygdniowy płód” po prostu się urodził. Po
poronieniu czułam jedynie pustkę. Po 2 miesiącach zaczęły się problemy z
sercem. Tak mi się przynajmniej wydawało. W tym czasie robiłam setki wyników,
wszytko po to aby znaleźć przyczynę strat. I-okazało się, że ze mną jest
wszytko w jak najlepszym porządku. Nic, ale zupełnie nic niepokojącego.
Jedynie-nerwica wegetatywna. Stąd bóle serca, uczucie duszenia itd.Potem
terapia, leki uspokojające, antydepresyjne. Powolutku zaczęłam porządkować
mój mały, smutny świat.
Bardzo, ale to bardzo ucierpiało na tym wszytkim moje małżeństwo.Oddaliliśmy
się od siebie. On nie mół więcej słuchać o jednym-śmierci, ciąży,
chorobach.Rozumiem go, jednak...Potrzebowałam więcej zrozumienia, czułości.
Wydawało mi się, że on strat nie przeżywa, że jemu jest wszystko jedno. Wiem,
że nie jest tak, wiem, że on bardziej woli milczeć niż mówić o tym. Jednak –
jego pozorna obojętność bolała mnie i chyba nie potrafię tego zapomnieć.
Szybkie zajście w ciążę po stracie nie jest najlepszym rozwiązaniem. Przede
wszystkim organizm musi wrócić do stanu przed ciążą,a to trwa najmniej pół
roku. Trzeba zrobić określone badania, ale przede wszystkim należy zrozumieć
stratę, zaakceptować ją i pokonać strach . I muszą to zrobić oboje, nie tylko
kobieta. Mojemu organizmowi było potrzebne ponad rok, aby wrócił do
normalnego stania po 2 ciążach. Moejj psychice-nie wiem ile czasu jeszcze
potrzeba. Na razie nie myślę o ciąży.
Oczywiście, nic nie będzie jak kiedyś. Życie straciło i smak, i tę naiwną,
dziecinną radość. Ale, jakoś trzeba iść dalej. Ja zapłaciłam straszną cenę za
wszytsko ( szczególnie, że pierwsze dziecko straciłam z powodu błędu
lekarskiego ), ale za wzselką cenę próbuję normalnie żyć.
Wiem, że osobie, która straci dziecko mówienie-będzie dobrze, minie itd. jest
bez sensu. Każda z nas musi przejść przez wszytskie etapy-od obwiniania
siebie, drugich, po obojętność i rozpacz...Wiem jak nas boli obojętność
innych ludzi, ktorzy zapomnieli o naszym dziecku albo udają że
zapomnieli.Najważniejsze w tym wszystkim jesteśmy my i partner, o ile go
kochamy. My zawszy pamiętamy o naszych dzieciach i to jest najważniejsze.