iorek
13.12.06, 22:53
moja dobra koleżanka od kilku tygodni wciąż narzeka, że jest sama, że nie ma
nikogo, że nikt jej nie potrzebuje (a jest osobą bardzo lubianą). myślę, że
to taka "samotność w tłumie". próbuję jej pomóc, staram się jakoś pocieszyć,
bo znamy się naprawdę bardzo długo. od jakiegoś czasu już nie zamęczam jej
moją tęsknotą za Linką, bo widzę, że nie potrafi tego zrozumieć, powiedziała
nawet parę rzeczy, które zabolały...
dzisiaj jednak mnie zatkało.
mówię jej, żeby już tak w kółko nie wmawiała sobie tej samotności, bo to już
prawie jak obłęd...
na co dostałam odpowiedź: "Teraz widzisz, jak ja odbierałam twój obłed, który
nazywa się Karolinka. Mój nazywa się samotnośc."
zatkało mnie.
i zabolało.
chciałam jej pokazać, że może na mnie liczyć, że wcale nie jest sama, a
dowiedziałam się, że popadłam w obłęd zwany Karolinką i to się niczym nie
różni od jej poczucia, że jest "samotna".
po prostu mi przykro :(
napisałam Wam o tym, bo wiem, ze nikt inny mnie nie zrozumie...