konika1
24.06.07, 15:23
Pewnie pamiętacie moją historię... Nieszczęśliwy poród...
Właśnie wróciłam ze szpitala i . . . Mój 3 letni Synulek opada z sił, a
najgorsze jest to, że w żaden sposób nie umiem Mu pomóc. Tak mnie to cholernie
boli, że czasami myślę, że nie wytrzymam. Lekarze mówią, że :"cudów nie
będzie", a ja na to schylam się nad łózeczkiem i cichuteńko z miłością mówię
Mu do uszka: będą, będą. Zobaczysz, że będą wielkie cuda!"
Takl mi cholera ciężko... A Jemu tak gasną oczka... JEZU!!!
Co robić ?... Bezsilność i bezradność zabija mnie jak wielki pal, co wali się
przez moje ciało. W takich momentach, aż mi wstyd, że myśle o swoim bólu, a
przeciez powinnam o Jego cierpieniach.
Obmyślam każdy szczegół, całuję każdą część jego chorego ciałka i tylko patrzę
z olbrzymim niepokojem na stópki i rączki, czy już nie czarnieją. To okropne,
choć tyle razy tak się stawało, to nie umiem, no nie umiem tego znieść. Nie
umiem się do TEGO przygotować. Choć zdroworozsądkowo wiem, że powinnam. Ale co
ja tu wypisuję o zdrowym rozsądku! Chyba naprawdę wariuję