Dodaj do ulubionych

co na to wszystko nasze rodziny???????????????????

19.01.05, 15:13
Zgodnie z sugestią Coalli niech się zjawi ten wątek z dawna żądany...

Moja rodzina fiksuje już powoli razem ze mną. Pisałem już kiedyś o moim
przybranym synku, który widząc po raz pierwszy kolumnę Zygmunta III Wazy
stwierdził, że to na pewno pomnik Papieża. Żona z mamą dziś wyjechały pod
Radom - oczywiście pytając, czy na pewno nie ma tam jakichś pomników, które
byłyby mi potrzebne...

Moja druga połówka traci już powoli cierpliwość. Tym bardziej, że dostrzega
równolegle ze mną, że ten doktorat właściwie tylko dla siebie robię...
Obserwuj wątek
    • coalla Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 19.01.05, 16:57
      tak, tak, mam na ten temat dużo o powiedzenia, ale....

      teraz nie zdążę pisać, bo dbając o poprawność stosunków rodzinnych zaraz lecę
      na imieniny tescia :)))
      w końcu tesciowie opiekują się moją córeczką i muszę o nic bardzo dbać (żeby
      nie pomyśleli, że traktuję ich instrumentalnie). Bedę więc piać przy toastach
      jaka jestem wdzięczna i gdyby nie tesciowie...;) myślę że to dla nich ważne.
      Wnuczka jest rzeczywiście świetna są z niej dumni, ale i ja chciałabym żeby mną
      mogli się pochwalić

      po imprezie wracam i znów do komputera, kbn, forum...
      • skrzydlaczek Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 19.01.05, 21:44
        Moj maz jest ze mnie okropnie dumny, stara sie jak moze, zebym miala czas na
        dlubanie przy doktoracie, nauczyl sie robic nalesniki i wczoraj wyprodukowal
        ich chyba ze 30 - na zapas.
        Jest tylko jeden problem: nie moge pisac nocami, gdy on spi, bo mamy komputer i
        lozko w tym samym pokoju... Niby nic nie mowi, ale sie wierci, budzi co chwila
        i rano jest nieprzytomny :)))
        Jednakowoz dzielny jest niezwykle i slowka nie pisnie np. o tym, ze moje
        zarobki regularnie oscyluja wokol zera...
    • coalla "Doświadczenie" ;) 20.01.05, 01:46
      kieyś dostalam taki tekst, bardzo go lubię więc się z Wami dzielę :)

      Pewnego dnia, pewien stary profesor zostal zaangazowany aby przeprowadzic kurs
      dla grupy dwunastu szefow wielkichkoncernow amerykanskich, na temat skutecznego
      planowania czasu. Kurs ten byl jednym z pieciu modulow przewidzianych na dzien
      szkolenia. Stary profesor miał wiec do dyspozycji tylko jedna godzine by
      wylozyc swój przedmiot.
      Stojac przed ta elitarna grupa (która gotowa była zanotowac wszystko, czego
      ekspert bedzie nauczal), stary profesor popatrzyl powoli na kazdego z osobna,
      nastepnie powiedzial: "Przeprowadzimy doswiadczenie".
      Spod biurka, ktore go oddzielalo od studentow, stary profesor wyjal wielki
      dzban (o pojemnosci 4 litrow), ktory postawil delikatnie przed soba. Nastepnie
      wyjal okolo dwunastu kamieni, wielkosci pilki do tenisa, i delikatnie wlozyl je
      kolejno do dzbana. Gdy dzban byl wypelniony po brzegi i niemozliwym bylo
      dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniosl wzrok na swoich studentow i
      zapytal ich: Czy dzban jest pelen?" Wszyscy odpowiedzieli: "Tak". Poczekal
      kilka sekund i dodal: "Na pewno?". Nastepnie pochylil sie znowu i wyjal spod
      biurka naczynie wypelnione zwirem. Delikatnie wysypal zwir na kamienie po czym
      potrzasnal lekko dzbanem. Zwir zajal miejsce miedzy kamieniami... az do dna
      dzbana. Stary profesor znow podniosl wzrok na audytorium i znow zapytal: "Czy
      dzban jest pelen?"
      Tym razem swietni studenci zaczeli rozumiec. Jeden z nich
      odpowiedzial: "Prawdopodobie nie". "Dobrze" odpowiedzial stary profesor.
      Pochylil sie jeszcze raz i wyjal spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwaga
      wsypal piasek do dzbana. Piasek zajal wolna przestrzen miedzy kamieniami i
      zwirem. Jeszcze raz zapytal: "Czy dzban jest pelen?"
      Tym razem, bez zajaknienia, swietni studenci odpowiedzieli chorem: "Nie".
      "Dobrze" odpowiedzial stary profesor. I tak, jak sie spodziewali, wzial butelke
      wody, która stala na biurku i wypelnil dzban az po brzegi.
      Stary profesor podniosl wzrok na grupe studentow i zapytal ich: "Jaka wielka
      prawde ukazuje nam to doswiadczenie?"
      Nieglupi, najbardziej odwazny z uczniow, biorac pod uwage przedmiot kursu,
      odpowiedzial: "To pokazuje, ze nawet jesli nasz kalendarz jest calkiem
      zapelniony, jesli naprawde chcemy, mozemy dorzucic wiecej spotkan, wiecej
      rzeczy do zrobienia".
      "Nie" odpowiedzial stary profesor, "To nie o to chodzilo". "Wielka prawda,
      ktora przedstawia to doswiadczenie jest nastepujaca: jesli nie wlozymy kamieni,
      jako pierwszych do dzbana, pozniej nie bedzie to mozliwe". Zapanowalo glebokie
      milczenie, kazdy uswiadomil sobie oczywistosc tego stwierdzenia.
      Stary profesor zapytal ich: "Co stanowi kamienie w waszym zyciu?" "Wasze
      zdrowie?" "Wasza rodzina?" "Przyjaciele?" Zrealizowanie marzen?" "Robienie
      tego, co jest wasza pasja?" Uczyc sie?" "Odpoczywac?" "Dac sobie czas...?""Albo
      jeszcze cos innego?"
      "Nalezy zapamietac, ze najwazniejsze jest wlozyc swoje KAMIENIE jako pierwsze
      do zycia, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegrac... wlasne zycie.
      Jesli damy pierwszenstwo drobiazgom (zwir, piasek), wypelnimy zycie drobiazgami
      i nie bedziemy miec wystarczajaco duzo cennego czasu, by poswiecic go na wazne
      elementy zycia.
      Zatem nie zapomnijcie zadac sobie pytania: "Co stanowi kamienie w moim zyciu?"
      Nastepnie, wlozcie je na poczatku do waszego dzbana (zycia)" Przyjacielskim
      gestem dloni, stary profesor pozdrowil audytorium i powoli opuscil sale...
      • donia6 Re: "Doświadczenie" ;) 02.02.05, 08:01
        Coalla masz może więcej takich tekstów - bardzo on pouczający i piekny.
    • coalla Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 20.01.05, 04:59
      no dość już na dzisiaj, trzeba idś spać...

      za 6 godzin muszę być w szkole na zajęciach ze studentami (na szczęście
      konsultacje, więc się przygotowywać nie muszę ;)

      wszystko możliwe dzięki mojemu kochanemu mężowi, który mnie na czas obudzi,
      poda kawę, wyprawi z domu (może jeszcze samochód odśnieży;) a w międzyczasie
      zajmie się córeczką, żebym nie musiała rozpraszać się przyziemnością
      jak on ze mną jeszcze wytrzymuje? kiedy dziecko zorientuje się, że powinnam
      szykować sanki, a nie projekty badawcze?

      mistyfikacja :)

    • green_woman Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 20.01.05, 10:16
      Cóż, moja druga połówka zaczęła się w to bawić parę latek wcześniej, więc popiera, dopinguje, snuje plany wspólnych projektów :) powiększania rodzinki na razie nie planujemy.
      • rilian tylko 20.01.05, 10:50
        Pamiętaj tylko, że po 30-tce gwałtownie wzrasta m.in. ryzyko urodzenia dziecka
        z zespołem Downa...
        • skrzydlaczek Re: tylko 20.01.05, 11:18
          Rilian, nie strasz!
          Owszem wzrasta, ale nie tak gwaltownie i nie po 30, tylko troszke pozniej. Po
          trzydzieste moga sie pojawic problemy z plodnoscia i donoszeniem ciazy. ale to
          tez sprawa indywidualna. A zreszta, malo mamy medykow na forum?
    • coalla Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 28.01.05, 19:41
      podciągam wątek :)

      jak sobie radzicie w żonglowaniu priorytetami, ustalaniem harmonogramów,
      uwikłaniem w przyziemne życie rodzinne, z dziećmi (mamo.tadka - do odpowiedzi!
      już kiedyś Cię podpytywałam ;)

      ja mam właśnie chwilę oddechu, brak zajęć na uczelni, następna ważna
      prezentacja za 3 tygodnie...
      odprężyć się nie potrafię, jakaś taka jestem zagubiona, śniegu na saneczkowanie
      z córką jednak nie starcza...
      za chwilę tłusty czwartek, może jeszcze zaszaleję kulinarnie karnawałowo?

      życzę Wam wszystkim miłego weekendu z bliskimi :)))
      • summerdays Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 28.01.05, 23:58
        wieki cale mnie tu nie bylo, ot kolowrotek straszny... i teraz nadrabiam
        zaleglosci, zamiast oczywiscie pisac...

        Wyobrazcie sobie sytuacje, gdy w domu dwie osoby usiluja wysilac sie naukowo
        (czyt. pisac doktorat). Frustracje do kwadratu, czasami wystepujace oddzielnie.
        Ja nawet tematu mezowskiego nie potrafie powtorzyc, rozumiem srednio co drugie
        slowo :) ale i tak dobrze, ze temat zostal ustalony po (bagatela) dwoch latach...
        Komentarze rodzinne: i jak Wam idzie? oraz tylko zeby najpierw obrona zanim
        zostane dziadkiem... Nie moge powiedziec, wszyscy nas bardzo wspieraja :)

        Pozdrawiam bardzo serdecznie z zasniezonego Wroclawia :))
        • skrzydlaczek Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 02.02.05, 10:22
          > Komentarze rodzinne: i jak Wam idzie? oraz tylko zeby najpierw obrona zanim
          > zostane dziadkiem... Nie moge powiedziec, wszyscy nas bardzo wspieraja :)

          A u mnie odwrotnie - raczej woleliby najpierw zostac dziadkami. No i zebym
          prace stala znalazla...
          • summerdays Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 03.02.05, 09:42
            u mnie tak sie trzesna, bo mieszkam w jednym miescie, doktorat pisze (dziennie)
            w drugim i pewnie boja sie, ze jakby co to bedzie trudno... Ze stala praca tez
            trudno (powod - patrz poczatek postu)

            Pozdrawiam bardzo serdecznie

            PS. Chyba sie tu troszke zadomowie:)
            • coalla Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 03.02.05, 10:32
              witaj Summer, miło że przynosisz nam myśli o lecie :)

              (czy to Ty miałaś kiedyś takie śliczne motto o wytyczaniu drogi? stało się
              jednym z moich ulubionych)

              czyli tak z mężem piszecie na "2 fortepiany"? to bardzo dzielni jesteście chyba?

              bez dziadków zaangażowanych i wspierających, pogodzenie roli rodziców i
              doktorantów (tak, żeby mieć satysfakcję i nie pracować z łbem przy ziemi)jest
              niemal wykluczone ;)

              pozdrawiam serdecznie :)
              • summerdays Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 03.02.05, 16:37
                Witaj Coallo,
                tak to moja sygnaturka :)) zreszta to takie moje motto zyciowe "Albo znajdziemy
                droge, albo ja wytyczymy" :) naprawde pomaga w przezwyciezaniu trudnosci :))

                Jestem pod wrazeniem Twojej pamieci :)) Mi sie wszystkie sygnaturki z podpisow
                okropnie mieszaja z autorami :)) Tym bardziej jest mi milo, ze pamietasz :))

                Dzis wlasnie pozaliczalam studentom semestr, za tydzien "niedobitki" na dopytke
                i ferie ;) czyt. moze wreszcie zabiore sie za pisanie dr :))

                Maz dostal "prikaz" otwarcia przewodu na najblizszej Radzie, ja mam wyrok w
                odroczeniu do czerwca :)))

                Pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie!!
                • cymesik6 Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 06.02.05, 18:27
                  Moja rodzinka bardzo mnie wspiera. Ja poszłam na doktoranckie dzienne( choć z
                  małą ilością zajęć i bez stypendium), a mąż pisze dokotrat zaocznie. Dzieci
                  mamy już w szkole, zresztą dziewczyny bardzo nas wspierają i są dumne.
                  Ale ja przeżywam kryzys, czy za stara nie jestem na doktorozywanie. Tyle się
                  dzieje, a ja przez kilka lat siedząc z dziećmi, mimo starań,żeby być w
                  temacie, jednak trochę straciłam. Teraz próbuję nadrobić, ale nie czasem nie
                  mam siły.
                  Dlatego bardzo się cieszę,że jest to forum, bo widzę,że nie jestem sama z
                  dołkami, że to normalne, i się zdarza. Więc żywię się nadzieją,że trochę
                  odpocznę jak wyśle córki na ferie, i coś tam w moich pracach drgnie.
                  Poza tym pozwolę sobie w związku z obecnym tematem zadać pytanie.
                  Czy, ile i w jakim wieku macie dzieci?
                  cym
                  • rilian Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 06.02.05, 18:54
                    Iiii tam, wyślesz je na ferie i coś nowego się zacznie jak znam życie... Ale w
                    końcu nadejdzie czas, że zacznie się pisać samo!...

                    Mam Kacpra, lat 7 (synka żony). W tej chwili wróciła mu faza misiów pluszowych
                    (czy to normalne?) śpi z nimi i rozmawia...
                  • edgar2005 Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 06.02.05, 20:02
                    Ja będę tatusiem za 3 miesiące :) Już go/ją uczę angielskiego :)
                    • coalla Re: co na to wszystko nasze rodziny?????????????? 06.02.05, 23:11
                      a moja Laura własnie jutro kończy 3 lata!
                      konkretnie za prawie 3 godziny, bo o 2:40!

                      jak ten czas zleciał... magia jakaś...

                      może jeszcze teraz zaraz wzniesiemy z mężem jakiś osobisty toast :)))

                      pozdrawiam wszystkich dzielnych doktorantów-rodziców!
                      • anaat Dylemat 08.02.05, 07:53
                        Ja dopiero zmierzam w stronę studiów doktoranckich. W moim przypadku oznaczać
                        to będzie wyjazd do UK. I jak czytam wasze posty, to czuję się strasznie stara
                        na zapas :)
                        No bo tak: zakładając, że zacznę studia w październiku 2005, skończę je za 3
                        lata i bedę miała 28 lat. I jeśli zechcę wrócić do Polski, będę zaczynać
                        praktycznie od 0. Bez pracy, bez mieszkania itd.
                        3 lata za granicą! a tu mam super połówkę, która ma dobrą pracę i perspektywy.
                        I czy będzie na mnie czekał? albo czy wyjedzie ze mną? Zalożenie rodziny w UK
                        jakoś mi się wydaje niemożliwe, zważywszy że w najlepszym przypadku dostanę
                        częściowe stypendium, więc pracować będę musiała bez dwóch zdań.
                        I znów - wychodzi na to, że będę musiała życie prywatne odłożyć na 3 lata!
                        I jak z tego wybrnąć i sobie wszystko poukładać?
                        A jak czytam posty rodziców-doktorantów i szczęśliwie sparowanych, to mnie
                        wątpliwości dopadają :(
                        Ech, wszystko było prostsze, kiedy byłam jeszcze zwykłą studentką :)
                        Pozdrawiam, życzę Wam Wszystkim (i sobie) wytrwałości :)
                        • edgar2005 Re: Dylemat 08.02.05, 09:25
                          Żyjąc na zbliżonym poziomie tyle ile w UK zaoszczędzisz w ciągu 10 lat
                          musiałabyś w Polsce oszczędzać 40 lat i to przy optymistycznych założeniach. Do
                          tego dodaj sprawę emerytury, kosztów leczenia (w UK praktycznie za darmo),
                          ekologii itp. to wyjdzie że w Polsce trzeba być naprawdę bohaterem żeby zostać.
                          Ja bym pewnie i został, ale na pracę w zawodzie, nawet za 1000 zł nie mam co
                          liczyć bo za bardzo wiązałaby się z tzw. dobrem publicznym, na którym chyba już
                          nikomu nie zależy. A jeśli chodzi o drugą połowę to jeśli mając tu perspektywy
                          może mimo wszystko spojrzeć w lustro to może masz wyjątkowe szczęście.
                          • anaat Re: Dylemat 08.02.05, 11:14
                            Taaak, dobro publiczne :)
                            Pracując w zawodzie pro publico bono mam 1100 netto :(
                            Moi koledzy z roku pracujący w prywatnych firmach mają 2-3 razy więcej ;(
                            I ponownie człowiek się zastanawia: być czy mieć... I czy poświęca się
                            słusznie, czy też dobro publiczne obchodzi już tylko idiotów i naiwnych :)
                            Po roku pracy i szarpania się zaczynam dochodzić do wniosku, że zdecydowanie to
                            drugie...

                            A co do szczęścia, to właśnie wiem, że je mam, i nie chcę tego zaprzepaścić tak
                            samo, jak nie chcę zaprzepaścić sznasy na lepsze jutro :) (z doktoratem
                            angielskiego uniwersytetu, jeśli wszysto pójdzie dobrze).
                            Co do oszczędzania, to w czasie studiów humanistycznych w mojej specjalności
                            raczej wiele nie zarobię a tym bardziej nie odłożę :)

                            Ale perspektywa miła się rysuje, oj miła, byle tylko nie zapeszyć :)
                        • pairs Re: Dylemat 03.03.05, 18:08
                          hej, anaat...
                          zdaje sie, ze mamy ze soba wiele wspolnego.
                          na to forum trafilam dopiero dzis, ale moze zagoszcze na dluzej, bo widze ze
                          wielu ludzi ma problemy podobne do moich.
                          studia skonczylam w pazdzierniku, aktualnie jestem w UK, gdzie od wrzesnia
                          chcialabym zaczac doktorat, o ile oczywiscie wszystko sie ulozy:) i musialabym
                          wtedy studiowac i pracowac jednoczesnie.
                          i tez mam dylematy typu, ze za 3 lata bede juz miec lat 28 bez pracy,
                          mieszkania, kiedy znajomi juz dawno beda mieli pozakladane rodziny...itd.
                          niby moja polowka tez jest tutaj, wlasnie na pierwszym roku doktoratu, ale o
                          zakladaniu rodziny nie moze byc mowy... trzeba poczekac te trzy lata co
                          najmniej - w wersji optymistycznej.
                          pozdrawiam i mam nadzieje, ze wszystko jednak sie ulozy po naszej mysli.

                          ps.jakbys chciala pogadac, to napisz na priv.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka