Dodaj do ulubionych

po czym poznajecie czy dobrze nauczacie?

16.04.05, 00:21
z życia dydaktyków...
wiemy już jak się ubieramy na zajęcia i jak się zwracamy do studentów

a po czym poznajecie jak nauczacie - tj. czy ktoś Was ocenia, czy
studenci/uczniowie zauważają Wasze wysiłki, czy doceniają, jakoś dzielą się z
Wami swoimi opiniami?

pytam, bo właśnie dostałam od studentki sympatycznego maila z podziękowaniami
za egzamin i dobre podejście do studentów na zajęciach, motywowanie do nauki
i zrobiło mi się bardzo miło, że ktoś zauważył jak się staram - więc
nieskromnie się tu chwalę, bo to dla mnie satysfakcja i znak, że warto
ślęczeć nocami przygotowując się do zajęć ;)

u nas na uczelni są ankiety oceniające - studenci różne rzeczy punktują i
potem z tego sobi się jakiś taki profil jak wypada się na tle innych
(anonimowo) uczących ten przedmiot, ale nigdy nie potrafię wyciągnąć z tego
wniosków co poprawić, a co robię dobrze i powinnam utrwalać

godziny stażowe oczywiście mam, zaliczam i rozliczam się z godzin ale nigdy
na temat jakiegoś spodziewanego standardu jakości nie ma mowy (więc pewie
dałoby się zwyczajnie odbębniać zajęcia i dać łatwe zaliczenia, żeby studenci
nie skarżyli się ;)

więc tak milo, gdy po trzech latach przychodzą do mnie inne dawne studentki z
prośbą o pomoc przy magisterce, bo promotor mało chętny lub niedostępny, a
one pamiętają, że ja zawsze chętnie i skutecznie pomagałam

pozdrawiam :)
Obserwuj wątek
    • biatka1 Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 16.04.05, 14:43
      :)
      Ja na poczatku po kwiatkach - i to juz po zajeciach i po rozliczeniu:) Czasem
      przed dziekuja, ale to nie wszystkie grupy oczywiscie:)
      Czesto przychodza byli moi studenci do mnie na konsultacje, rozmawiamy o
      zyciu...
      Czasem nosza na rekach;)[serio - mialam taka sytuacje]. Czasem krzycza dzien
      dobry z drugiego konca korytarza.
      Jak sie koncza zajecia w danym semestrze - wyrazaja zal - ze to juz koniec i ze
      byc moze juz nie ze mna miec beda...
      No i co jest mile - to jak juz prace znajda - to czuje sie, ze dobrze sie
      wykonalo robote - skoro radza sobie dobrze, szczegolnie Ci, ktorzy podczas
      studiow dzialali w kole naukowym. Jestem opiekunem kola i jak tylko maja
      pomysly - to realizujemy jakos:) Choc czesto brak czasu...
      Generalnie nie jest zle, ankiety tez rozne wypelniaja i jestesmy oceniani...
      Zdarzaly sie fajne dopiski na nich - szczegolnie gdy moj przedmiot prowadzilam
      na specjalnosciach, gdzie nie byl on podstawowym. Pisali - przedmiot ciezki i
      trudny, ale z Pania ..... to sama przyjmnosc" Hehe. Ale czlowiek sie zmienia i
      juz inaczej prowadze zajecia, bo brak czasu...:( I juz chyba mniej z siebie
      daje niz na poczatku... eh. Ale na razie dobrze jest. Zawsze sluze pomoca i
      tluamcze w nieskonczonosc jak cos jest trudnego:)
      To tyle
      Pozdrawiam
      B
      • skrzydlaczek Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 16.04.05, 18:16
        U nas tez sa ankiety z miejscem na dodatkowe uwagi - zawsze sie tych uwag
        domagam jak najwiecej, bo to pozwala na ewentualne dostosowanie sie do
        oczekiwan studentow. Choc moje ostatnie doswiadczenia sa takie, ze studenci
        chcieliby dostac wpis juz w pazdzierniku i koniec :(. Ale w poniedzialek moze
        mi sie humor dydaktyczny poprawi.
        A maile tez pare razy dostalam od wdziecznych studentow. I czasem pisza /
        przychodza z prosba o porade. I czasem krzycza z konca korytarza :). Ogolnie
        chyba nie jest zle.
    • mireek2 Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 16.04.05, 23:39
      coalla napisała:

      > z życia dydaktyków...
      >
      > a po czym poznajecie jak nauczacie - tj. czy ktoś Was ocenia, czy
      > studenci/uczniowie zauważają Wasze wysiłki, czy doceniają, jakoś dzielą się z
      > Wami swoimi opiniami?
      >
      > pytam, bo właśnie dostałam od studentki sympatycznego maila z podziękowaniami
      > za egzamin i dobre podejście do studentów na zajęciach, motywowanie do nauki
      > i zrobiło mi się bardzo miło, że ktoś zauważył jak się staram - więc
      > nieskromnie się tu chwalę, bo to dla mnie satysfakcja i znak, że warto
      > ślęczeć nocami przygotowując się do zajęć ;)

      Zdecydowanie takie podziękowanie jest najwięcej warte. Ja wielokrotnie
      doświadczyłem studenckiej wdzięczności i uznania. Najbardziej miłe jest to, że
      czasem moi "byli" kłaniają mi się z uśmiechem z drugiej strony ulicy...
      :)
      Pozdrawiam.
    • node Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 17.04.05, 00:01
      Sadze ze krytyczne uwagi w formularzach wypelniane na koniec semestru to
      musztarda po obiedzie.

      Ja zachecam do pisania do mnie anonimowych email'i i odpowiadam na nie
      publicznie na nastepnym wykladzie. Jak jest konkretny problem, to puszczam
      anonimowa ankiete na wykladzie (np, czy prace domowe sa za trudne, proszac
      wtedy o podanie ile godzin pracowali, ocenic trudnosc na skali 1-5, etc).

      Email'e dzialaja zaskakujaco dobrze. Jezeli jakis student czy studenci chca
      zeby obnizyc poziom, i ja powiem o tym na wykladzie, dostaje w odpowiedzi
      (anonimowe!) email'e ze poziom jest ok i zebym nie sluchal cwaniaka ktory
      sprawdza czy jestem slaby. Jezeli z czyms przegialem, dostaje potwierdzenie.
      Naprawde latwo wyczuc wtedy czy to ja przegialem czy studenci cwania.
      • skrzydlaczek Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 17.04.05, 12:12
        Jak ja zadalam raz czy dwa prace domowa, to pewni studenci z pierwszego roku
        obrazili sie na mnie dokumetnie, pyskujac jeszcze na zajeciach (inaczej sie
        tego nie da nazwac)...:(
        Owszem, dla tej grupy ankiety na koniec semestru to musztarda po obiedzie, ale
        przy projektowaniu zajec w przyszlym roku sie przydaja.
        A poza tym - jestes doktorantem i prowadzisz wyklady?
        Na cwiczeniach latwiej sie po reakcjach studentow zorientowac, czy cos jest nie
        tak. Ostatnio bylo bardzo tak i dodalo mi to skrzydel na caly tydzien.
        Zobaczymy, czy podobnie bedzie jutro.
        Ale i tak z moich obserwacji wynika, ze coraz wiecej jest studentow, ktorym sie
        nie chce czytac i przygotowywac do zajec :( i ktorzy szukaja zawodowego
        przygotowania, a nie wiedzy ogolnej "do niczego nie potrzebnej".
        • bambolina1 Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 17.04.05, 19:39
          Witajcie!

          nie jestem JESZCZE;) doktorantka, ale studentka i chcetnie sie wypowiem jak to
          wyglada z mojej strony!
          zachcialo mi sie studiowac zarzadzanie i z wielka checia zapisalam sie na ten
          kierunek(jestem juz po fil.ang.)!jednak moj wielki entuzjazm zamienil sie w
          czarna rozpacz po kilku tygodniach! mam 15 zajec (cwiczenia i wyklady)z czego
          lubie tylko 2;/ i co najsmieszniejsze nie chodzi tu o to CZEGO sie tam ucze ale
          KTO mnie uczy!!
          jeste wiele ciekawych przedmiotow ale wykladaja je osoby zupelnie
          niekompetentne,nieprzygotowane!!zmuszaja nas do przepisywania ksiazek i sami
          dyktuja ksiazki,nie mowiac nic ponad to!najlepsza jest jedna baba z cwiczen
          (mloda)usiadzie na krzeselku, zalozy rece, patrzy sie za okno,macha nozka i
          dyktuje jakies niestworzone androny!przestalam chodzic na zajecia,chodze tylko
          na te 2 ktore lubie, bo to strata czasu! po takich beznadziejnych zajeciach az
          chce sie wymiotowac!!
          zadnego zainteresowania SWOIM!!przedmiotem, nieciekawy sposob prowadzenia
          zajec,zadnych praktycznych przykladow,tylko dyktowanie ksiazek,jechanie po
          studentach itp itd!!moja motywacja juz dawno przestala istniec:((
          nie rozumiem jak takie osoby moga wykladac!czasami mam ochote isc do dziekana i
          mu to wszystko powiedziec,choc pewnie i tak z tym nic nie zrobi!

          wielka szkoda ze przez takich 'uczonych' wielu studentow sie zniecheca (w mojej
          grupie jest 20 osob i tylko 2 nie zaluja ze sie tam ucza!!!!!!!!!!)to jakas
          paranoja!

          jak czytam, ze sa tacy wykladowcy jak Wy to az wyc sie chce!u nas nikt nikogo
          nie motywuje,a wrecz odwrotnie!

          eh pisac sie nawet nie chce!:((

          tak trzymac!! pzdr

        • node Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 17.04.05, 20:52
          Skrzydlaczek,

          Najpierw sie przyznam ze robie doktorat w USA, jednym z wymogow otrzymania
          Ph.D. na moim wydziale bylo samodzielne prowadzenie zajec. Dostalem przedmiot,
          nikt nawet nie chcial spojrzec na plan wykladow, jak sie okazalo ze zapisalo
          sie 60 studentow (dopuszczalny gorny limit), to jeszcze dostalem asystenta do
          dyspozycji na 10 godzin tygodniowo. Totalna wolna amerykanka. Ale pamietam z
          Polski, jak robilem magisterke tez mialem doktorantow wykladajacych. To byly
          naprawde sensowne wyklady.

          Z innej beczki. Studia powinny przygotowywac zawodowo! Jakies 95% studentow
          nigdy nie bedzie zajmowac sie nauka... nalezy ich ignorowac?

          A jezeli chodzi o takich, co maja podejscie ze chca dyplom i tyle. Na pierwszym
          wykladzie klaruje jasno, ze ja zakladam ze studenci obecni tutaj chca sie
          czegos nauczyc. Jezeli chca miec dyplom
          • skrzydlaczek Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 20.04.05, 12:30
            W Hameryce siedzisz....:))
            Problem z podejsciem czytso zawodowym jest taki, ze moj przedmiot jest dopiero
            wprowadzeniem do ewentualnego orientowania sie zAwodowego. Staram sie im to
            upraktycznic jak tylko sie da, ale nie wszystko sie da. Poza tym nawet te moje
            proby u niektorych spotykaja sie z postawa: to nawt ciekawe, ale po co my
            musimy czytac te beznadziejne teksty? Niech nam to Pani opowie na zajeciach i
            juz....
            Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy
    • rilian Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 17.04.05, 09:08
      Ja tam pewnie nigdy studentów nie będę uczył bom głupi a moje badania i
      zainteresowania "są znikome dla nauki i dydaktyki" (z recencji wniosku o grant
      z KBNu). Ale uczę dzieci w szkole i czasem dostaję e-maile od zadowolonych
      gimnazjalistów, że wiedzie im się świetnie z zeszytem z podstawówki itd... Choć
      znacznie częściej przychodzą rodzice, którzy dziwią się, jak to możliwe, że ich
      syn ma same 1 i 2. Wam ten wrzód na pupie przynajmniej odpada... ;)
    • 22pagoda Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 18.04.05, 21:22
      trudno odpowiedziec.
      u nas tez przeprowadza sie ankiety...
      prowadze przedmiot - "kobyle", na poczatku studiow,
      rzadziej zdarza mi sie poprowadzic przedmiot specjalistyczny na ostatnich
      latach..
      probuje sobie odpowiedziec na pytanie, czy studenci moga polubiec moj
      przedmiot, chyba wszystko a przynajmniej wiekszosc zalezy ode mnie

      nie wiem jak moge ich zmotywowac,
      prowadzacy nade mna wyklad, podaje mi gotowy program i 2 pozycje ksiazkowe,,,
      od dawna to moj problem, mam wrazenie ze sie nie chca uczyc, ale przeciez zeby
      polubic przedmiot, nie trzeba wcale sie uchylac od nauki...

      po czym poznaje?
      hmm, trudno powiedziec, standardowym sposobem sa testy, nie ma kolokwiow
      opisowych (nie czuje sie na silach obiektywnie to sprawdzac)
      a testy, jak sami wiecie, i nie raz tu padaly komentarze, sa jakie sa, poza tym
      na zalizceniach czesto przy testach rozmawiaja i sciqagaja od siebie, robi to
      niepotrzebna atmosfere - negatywna - na zaliczeniu

      lubie jak studenci przychodza na zajecia z pytaniami, widac ze mysleli, mam
      zawsze na koniec semestru tych moich ulubionych - ambitnych, zdolnych i
      pracowitych.
      nad bdb nawet sie chwili nie zastanawiam, mimo, ze kolokwium moglo wypasc
      slabiej

      ale caly czas, mam wrazenie ze jeszcze wiele przede mna, jak ich zmotywowac?
      jakkk....
      • kas.ia Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 20.04.05, 14:01
        dużo zalezy od prowadzącego, ale tez od studentów. mam juz 2gi rok dydaktykę i
        generalnie studenci są super, choc raz trafiła mi sie grupa, ze pozal się Boże..
        serce mi sie raduje jak dostaje emaile z podziekowaniami, że moje zajecia
        zainspirowały np. do wyboru tematu pracy mgr. w kazdym razie tych maili miłych
        mam juz zbiór i jak mam doła to sobie je czytam;))
        motywacyjnie - to unikam stanowczo rozwiązania (zwł. na kursach tzw.
        kanonicznych)- że jest kolokwium na koniec, ktore załatwia sprawę, tj. dostaje
        sie ocenę i tyle. wprowadziłam za to oceny cząstkowe, które studenci zdobywają
        przez cały kurs, a na koniec sumuje je i wyciągam ocenę. kazda z ocen musi byc
        pozytywna: np. praca (studenci dostają wczesniej listę, co bedę oceniac w
        tejże, żeby było jasne, na co mają zwracac uwagę). prezentacja - jako ze mam
        WTS m.in. to wymóg takiej prezentacji to - obrazowe zaaplikowanie teorii do
        wyjasnien empirii. aktywnosc (zdobywanie plusów na zajeciach - trzeba sie
        wybornic, bo 0-2 plusów to lufa. dla niesmialych wprowadziłam alternatywę do
        zdobywania punktów. i na koniec - na ostatnich zajeciach daje im do rozwiązania
        zadanie praktyczne przy skorzystaniu z narzedzi, o których uczyli sie na
        zajeciach. w kazdym razie - widzę, ze największym problemem studentów jest
        TWORCZOSC. jak słyszą - prosze coś wymyslec, mają państwo wyobraznie, to trzeba
        jej uzywac, to cierpią własnie, bo wolą wykuc na pamiec i tyle.
        no i wskaznikeim jest to: że mam kurs fakultatywny, do wyboru, generalnie
        wyklad mimo żem mgr, i nie sprawdzam obecnosci a na sali jest full, a nawet
        osoby z innych kierunków zachecone opinia przychodza.
        • skrzydlaczek Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 21.04.05, 10:57
          Ha, WTS prowadzisz? Nie wsopminam tego przedmiotu najmilej z czasu moich
          studiow, choc teraz zaluje okropnie, ze byli sredni wykladowcy, a i ja sie
          niezbyt przykladalam... Ale kto wtedy myslal o doktoracie.. :((
          • kas.ia Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 21.04.05, 15:03

            Skrzydlaczku, ja tez nie bardzo wspominam. Dlatego stosuję zupełnie inne metody
            do uczenia tego kursu, od moich wykładowców. tym wiekszy problem jednak mam, że
            prowadze zajecia bez wsparcia, tj. bez wykładów, a jedynie mam ze studentami
            ćwiczenia - raz w tyg. po 2,5 godziny. Zobaczymy jak tym razem mnie ocenią, bo
            to mój pierwszy raz sam na sam z WTS. w kazdym razie złoze sprawozdanie na
            koniec na forum;))
    • coalla Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 04:58
      no więc ja w tym roku stosuję taką metodę, że na każde zajęcia studenci muszą
      samodzielnie układać 3 pytania "egzaminacyjne" z przeczytanej-zadanej partii
      materiału (egzaminacyjne - czyli z 4 propozycjami odpowiedzi do wyboru abcd,
      jedna dobra) - czyli chcąc-niechcąc muszą zajrzeć do lektury ;)

      inspiracja była taka, że jak bylam w ogólniaku wiele lat temu, zbuntowaliśmy
      się polonistce przed czytaniem "Pana Tadeusza", a ona na to, "jak nie to nie,
      ale policzcie i wypiszcie gdzie było slowo <ostatni>" - no i jak każdy
      przejrzał, to wszyscy lekturę znali ;)

      dla studentów wysiłek - niby niewielki (nie oceniam jakości pytań, tylko
      terminowe wywiązywanie się z obowiązku) ale pomęczyć się jednak trzeba,
      zwlaszcza nad odpowiedziami nieprawidłowymi
      mają obiecane, że najciekawsze pytania pojawią się na egzaminie końcowym, więc
      jak będą układać pytania banalne, beznadziejne, to sama wszystko ułożę

      korzyść też taka, że jakby się przyłozyli, to będę mieli potężną pulę pytań do
      poćwiczenia materiału (po 3pytania x 10 tematów x 25 osób)na quiz
      przedegzaminacyjny

      dzięki temu widzę, kto czyta, myśli, pracuje systematycznie, a kto przed
      zajęciami sięga tylko do moich materiałów z wykładu i pyta banalnie "kto
      zajmował się zjawiskiem X?"
      • skrzydlaczek Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 10:59
        Fajne pomysly.
        Ale powiedzcie mi jedno - co robicie, jak nie przygotuja?
        • kas.ia Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 15:14
          a to zależy:
          jak są to zajecia, na których sprawdzam obecnosc, to jesli ktos jest
          nieprzygotowany, to wstawiam... nieobecnosc. A argumentuje to tym, że mnie
          oebcnosc tylko i wyłącznie ciałem nie interesuje, bo liczy się duch i
          umysł;))). jak płaczą, że nie maja czasu bo to i tamto, bo pracują, to mówię,
          że nie każdy musi miec magistra.
          na zajeciach, gdzie nie sprawdzam obecnosci, wprowadzam zasadę, że osoby
          aktywne mogą nawet o stopień swoją aktywnoscią na zajeciach podwyzszyc ocenę
          koncową. zawsze to jakoś motywuje.
          gdy jest bardzo zle, a dzień zupełnie nieruchliwy intelektualnie, to wprowadzam
          pracę w grupach - rozkładam zagadnienia do dyskusji tak, aby studenci 1)
          omówili publicznie problem, 2) argumentowali za / przeciw problematyce. a żeby
          sluchała grupa, to czesto proszę osobę jedną na koniec albo nawet dwie o
          podsumowanie zagadnienia. czasami jak gadają i są rozkojarzeni to wprowadzam na
          koniec kartkówki z materiału, przerabianego na zajeciach. I wtedy.. pozwalam
          korzystac z notatek, ale nie z xer, ksiazek itd. tylko z tego, co notowali. to
          motywuje do skupienia na zajeciach.

          można tez tak: za nieprzygotowanie np. prezenetacji.. - grupa pisze kolosa z
          tego materiału.

          albo: za olanie obowiazku - ocena koncowa spada w dół o stopień. notorczyne
          zlewanie konczy się tym np. że w minionym semestrze zrobiłam komisa z ćwiczeń.
          był przedstawiciel studentów, była osoba wykłądajaca , ja (od cwiczeń) oraz
          studentka. generalnie "proces pokazowy", bo wkurza mnie, jak studenci chodzą
          przez kolejne miesiace, podchodzą do zaliczenia ćw. i liczą na fuksa.
          • skrzydlaczek Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 15:53
            kas.iu, patrze i oczom nie wierze... a u mnie w pracowni pomysl kolokwiow na
            koniec cwiczen spotkal sie z odrzuceniem przez reszte mlodszej kadry, w tym
            jednej p. doktor, "bo to przeciez nie szkolka, bo nie mozemy ich zmuszac, w
            koncu sa dorosli, bo oni sami z siebie beda sie przygotowywac, jak bedziemy
            prowadzic ciekawe zajecia, bo to, bo smo, bo owo". Skutek jest taki, ze chyba
            tylko ja robie kolokwium na koniec. I nie odpuszcze.
            A co zrobic z kolesiem/kolezanka, ktory pojawia sie na zajeciach w polowie
            semstru, ma nawet jakies tam wytlumaczenie? Poradzcie, bo ja miekkie serce mam
            i pewnie kaze mu zaliczac nieobecnosci, ale w koncu go przyjme do grupy :((
            • kas.ia Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 16:05
              jasne. są dorośli, nie przeczę, ale ja sie pytam zawsze studentów W CZYM
              PROBLEM? bo nie panimaju, że trzeba sie uczyc? to oczywiste? ze kolokwium to
              sprawdzi? wiec gdzie jest trudnosc, PRZECIEZ i tak czytają. a ja to traktuje
              jako dodatkową mozliwosci dostania np. plusa.
              na pierwszych zajeciach rozdaję zawsze studentom karteczke z informacją.
              pozwole sobie skopiowac:

              "Obecność na zajęciach jest obowiązkowa. Dozwolona jest jedna nieobecność,
              wszystkie pozostałe muszą być zaliczone indywidualnie podczas dyżuru.
              Zaliczenie wszystkich nieobecności jest warunkiem uzyskania zaliczenia
              końcowego kursu. 50% nieobecności jest równoznaczne ze skreśleniem studenta z
              listy uczestników kursu. "

              jesli wiec ktos przychodzi w połowie, jesli sie miesci w 50% (ponizej) to
              pytam, ale dokładnie baaardzo, ze ledwo wychodzi na 3 (i to kilka razy
              najlepiej, wiem wredota jestem). a jak powyzej, to nie daje zaliczenia, i
              wysyłam do dziekanatu żeby złożył ów delikwent na mnie skargę a przy okazji
              przyniósł regulamin studiowania (to moja tarcza;)) w sytacji trudnosci). raz
              dziekan interweniował u mnie, ze przeginam ale ja mu powiedziałam, ze to nie w
              porzadku wobec tych co chodzą i sie uczą, ze ja muszę to doceniac, że jest
              grupa, ktora sie stara. że nastepny rok bedzie cały zlewać sobie zajecia.
              i na tym dziekan poprzestał. po tym zreszta studenci chodzą i zaliczaja i jest
              fajnie. ;)))
              • skrzydlaczek Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 18:22
                Chyle czola :))
                I wezme sobie Twoje uwagi do serca - wykorzystam w przyszlym roku. Z pewnymi
                modyfikacjami (u nas powszechne sa dwie dozwolone nieobecnosci) :)))
                • kas.ia Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 18:31
                  Skrzydlaczku, jak być chciała to mogę ci wysłac syllabus, a tam mam dokłądnie
                  omowione wsjo. Ale to jak byc chiała, nie narzucam..
                  usciski sie, powtarzajac Habermasa na jutro...
                  brrr
                  • skrzydlaczek Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 21:10
                    Chce, chce!!! Wielkie dzieki. W zamian moge Ci wyslac cos o edukacji
                    miedzykulturowej :))
                    • kas.ia Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 21.04.05, 21:21

                      Hej ho, poszło;)

                      w razie czego bedę pamietac;)) o mozliwosci wsparcia z Twej strony;)))

            • mama.tadka Re: Najchetniej by nic nie czytali :( niektorzy 22.04.05, 06:41
              Mnie się wydaje, że kolokwia, i to nie tylko końcowe, mobilizują. W zeszlym
              roku mialam dwie kobyly teoretyczne bardziej - językoznawstwo i opisówkę - i
              kolokwia w semestrze po 3-4 robilam. Nikt się jakoś nie buntowal, zwlaszcza, że
              to które bylo na koniec obejmowalo tylko ostatnią ćwiartkę materialu, a nie
              calość.
              Inna sprawa, że i tak musieli wszystko do egzaminów powtórzyć :) Ale owe
              odbywają się nieco później i jest czas na przygotowanie.

              Tak generalnie to lubię, gdy studenci mają dużo ocen cząstkowych. Latwiej wtedy
              o obiektywną ocenę calorocznej pracy.
          • aryma Studenci na uczelniach państwowych i prywatnych 01.05.05, 00:49
            Zazdroszcze wam swobody mówienia ze nie każdy musi miec magistra. Pewnei
            pracujecie na państwowej uczelni.
            Na uczelni niepaństwwoej, niesttety, z taką uwaga student idzie na skarge do
            rektora i uwierzcie asystent wylatuje z pracy. ankieta studencka tez robi
            swoje, studenci sie mszczą a potem nie dostaje zajęc i zarabia marne 900 zł
            • malwaaa Re: Studenci na uczelniach państwowych i prywatny 01.05.05, 10:16
              A później część z "prywatnych" przychodzi do "państwowej" i to samo próbuje robić.
              A co do ich wiedzy, no dość często zadarzało się, że nie mieli pojęcia jakie
              studia skończyli...
    • donia6 Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 22.04.05, 07:55
      Ja się też wypowiem ale z tej drugiej strony. choc studentką już nie jestem od
      roku.
      Musz eprzyznac że do tej pory w pamieci pozostało mi prowadzenie ćwievczeń z
      Strategii Marketingowych przez panią któa się doktoryzowała. U nie wygladało to
      tak:
      1. mówiła zawsze co będzie przerabiać na następnych ćwiczeniach i prosiła aby
      sobie poczytać, bo będziemy omawiać je wspólnie co oczywiście procentowało w
      postaci punktów za aktywność,
      2. zawsze miała przygotowane "keys-y", które rozwiązywalismy na ćwiczeniach i
      za nie też były punkty,
      3. a na koniec był test.
      I dodatkowo powiedziała, że 5-tka z zaliczenia zwalnia z egzaminu, co bardzo
      zmobilizowało studentów.
      Nie lubię określenia że nie wszyscy muszą być magistrami - bo jeżeli studiujemy
      zaocznie i pracujemy po np 12h (w jakimś gorącym okresie) a czasami pracodawca
      życzy sobie przyjście w sobotę to wiąże się to oczywście z opuszczeniem zajęć.
      Ale jeżeli ktoś ewidentnie olewa studiowanie to wtedy jestem za skreśleniem z
      listy i uważam to za sprawiedliwe.
      Też wypełnialiśmy ankiety oceniajace wykładowców - ale te pytania wg mnie w
      niej postawione nie za bardzo odzwierciedlały prace wykładowców.
      Zdarzył nam się kiedyś profesor który oceniał nas (trzeba było wtedy obronić
      projekt)na który z resztą nie zwracał najmniejszej uwagi - jak mu podpowiadało
      sumienie albo za piękne oczy. A dodam że jest to szanowany profesor, który
      wydał wiele książek naukowych z zakresu ekonomiki. I to jest ta własnie jakość
      nauczania.
      • kas.ia Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 22.04.05, 11:35
        jak juz pisałam, ja jestem wredna..
        a tak serio - to wychodze z załozenia, że skoro dyplom studiów dziennych i
        zaocznych w niczym sie nie różnią, to wymagania wobec studentów również nie
        powinny. to, że się pracuje - ja rozumiem, ALE w takim razie nie bardzo widzę
        wyjscie z takiej sytuacji. np. wkurza mnie niemiłosiernie - "nie mogłem
        przeczytac, bo pracuję i nie mam czasu isć do biblioteki" - to niby na jakiej
        podstawie mam wstawic zaliczenie? bo nie bardzo widzę i tu rozwiazanie. dlatego
        stwierdzenie, ze nie kazdy musi miec magistra ma sens, bo ja nie chcę
        przykłądac ręki do degradacji systemu edukacji wyższej.

        Bo wtedy - bedzie sie potwierdzać stereotyp, ze na zaocznych to mniejsze
        wymagania i w góle studia ... i zeby było jasne, na podstawie mojego
        doswiadczenia, lepiej pracuje mi sie z zaocznymi, bo to dorosli ludzie,
        swiadomie wybrali studia i podjeli decyzję.
        • coalla Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 22.04.05, 14:13
          kas.ia - "lejesz miód na moje uszy (oczy;)"

          studenci zachowują się czasami - jawnie demonstrując taką postawę - jakby ktoś
          ich na studia z ulicy, w łapance zgarnął, za karę, albo jakby wojsko odrabiali?

          ja również czasami pozwalam sobie na "wredne" uwagi, że przecież nikt ich nie
          zmusza do studiowania, wyższe wykszłałcenie nie jest obowiązkowe, łatwiej i
          taniej byłoby studiowć w jakiejś ukraińskiej akademii, albo w Edusat, przecież
          przychodzą do szkoły dobrowolnie - ja "muszę" przychodzić bo się do tego
          zobowiązałam (ale dobrowolnie :) ale oni jak nie chcą, to nie muszą, przecież
          świadomie decydują

        • biatka1 Zachowanie sie studentow zaocznych 22.04.05, 17:58
          A co byscie radzili odpowiedziec studetowi zaocznemu (facet po 50-tce), ktory
          ma wlasna firme, zatrudnia ludzi(w tym glowna ksiegowa) i uczeszczajac na moje
          zajecia z rachunkowosci - zadaje pytanie typu: "A czy ja musze osobiscie na
          zaliczenie przybyc, czy nie moge przyslac mojej glownej ksiegowej?" :)
          Twierdzi, ze od rachunkowsci to on ma swoja pracownice, a sam nie musi wiedziec
          szczegolow. Oczywscie sie nie zgadzam z tym co mowi, argumentujac, ze lepiej
          zeby jednak wiedzial czym sie ona zajmuje i czy oby napewno ma zawsze racje -
          wszak to jego firma i dobrze jesli bedzie mial z nia wspolny jezyk;)
          • malwaaa Re: Zachowanie sie studentow zaocznych 22.04.05, 19:12
            Kiedyś przez takiego "zaocznego" trafiłam na dywanik do dziekana. Poskarżył się,
            że nie chciałam mu dać wpisu. Okazało się, że nie ja jedna. Koleś nie pojawił
            się na żadnych zajęciach, bo "nie miał czasu", a ja byłam wredna, bo tego nie
            rozumiałam. No nie rozumiałam, bo ja skończyłam studia dzienne, poszłam do pracy
            i kończyłam zaoczne. Jakoś nigdy ani mnie ani moim kolegom z "zaocznych" nie
            przyszło do głowy "nie mieć czasu".
          • aryma Re: Zachowanie sie studentow zaocznych 01.05.05, 00:46
            mój znajomy dr z rachunkowości miał takiego studenta który zatrudniał ksiegową.
            i nie chciał sie uczyc, wtedy dr pokazał mu jak można zastosowac różne przepisy
            by cos skorzytsac, po tej załej edukacji student (szef firmy) zwolnił ksiegową.
            Al emysle ze tylko dobry dydaktyk i praktyk potrafi tak przekonac do nauki
            ipokazać pasje w rachunkowości.
            • biatka1 Re: Zachowanie sie studentow zaocznych 01.05.05, 08:59
              Masz absolutna racje!!! Nie wiem jak sie maja jego dalsze losy, ale ostatecznie
              zaliczal u mnie ustnie, bo mial wypadek drogowy i cala jego radosc zycia
              przygasla - bo byl to facet "wesoly" choc "miskowato-mrukowaty". Przyszedl
              jeszcze w dodatkowym usztywnieniu, pokazywal mi zdjecia z wypadku... i auto do
              kasacji. A ksiegowa to akurat mial bardzo dobra:)
          • 22pagoda Zachowanie sie studentow zaocznych 25.05.05, 21:53
            wznawiam watek, na razie nie poruszam szczegolow, ale dzis mnie ostro kopneli.
            :(
            nie poruszam szczegolow bo na razie chce zostac tymbardziej anonimowa
            czy kiedykolwiek zaoczni na _prywatnych_ Was zalamali do bolu?
    • p.d.james Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 05.05.05, 15:11
      Po tym, ze studentka mowi mi po skonczonym semestrze ( i juz po wpisie, i to
      wcale nie bdb :-)), ze co prawda nadal miewa watpliwosci, czy dobrze wybrala
      kierunek ale po moich zajeciach dochodzi do wniosku, ze chyba jednak tak....

      Pozdrawiam ;-)
    • ladypurple Re: po czym poznajecie czy dobrze nauczacie? 05.05.05, 17:27
      "a po czym poznajecie jak nauczacie "

      ucze pierwszy rok fonetyki/fonologii po raz drugi i-

      u mnie są tez ankiety anonimowe przeprowadzone gdy mnie nie ma w sali, dostaje
      tylko podsumowanie od szefa z komentarzem co bylo najgorsze (czyli srednia ocen
      pzry ktorym pytaniu byla najgorsza i komentarze, poniewaz w skali 0-6 mialam
      wszystko duzo powyzej 5 a najnizsza ocene chyba 5,3 z tego jak student czul sie
      osobiscie zachecony do udzialu w dyskusji, wlasnie to kazal mi szef poprawic,
      przy sredniej 5,3 mind you!!, teraz poprawiam bardziej pytajac na lekcji tych
      cichych i spokojnych - moze sie polepszy wynik na 5,4 ;))

      koresponduje ze studentami mailem, wyjasniam, sluze radą, jestem mila, zawsze
      mam dla nich czas - baaaaardzo to cenią, dostalam mail od studentki zasmuconej,
      ze nie udalo jej sie zapisac na moje cwiczenia na drugi semestr, bylo mi
      przykro ale i troche przyjemnie mnie połechtało, oni są przez to dla mnie
      rownie uprzejmi i szanuja mnie za to odpowiadając tym samym (chyba, i hope so),
      nieuki sie nie witaja i chowaja po katach jak idę - co by znaczylo ze sie
      wstydzą - i dobrze!!

      poniewaz ogolnie rzecz biorac 1-y semestr to pamieciowka, a 2-i - myslenie -
      studenci sa w miare dobrzy na 1-ym (robia prace domowe, doceniaja porzadne
      handouty), a na drugim robi sie gorzej - na lekcjach sa dyskusje, albo powinny
      byc i musze ich ciagle wyrywac do odpowiedzi, ale to dziala - cala lekcje sa
      przeze mnie bombardowani pytaniami i zachetami do dyskusji az nie maja wyjscia
      i dyskutują, jak zaczynaja uzywac rzeczowych argumentow i logicznie myślą, mają
      wlasne pomysly ktore nie sa od czapy, ciesza sie jak zadaje pytanie bo czują
      pismo nosem itp, to wiem, ze jest dobrze

      mam strone int z materialami - wytykaja mi bledy w handoutach ktore tam wisza,
      to jest super!

      pytaja o referencje i trzymaja mnie po lekcji zebym cos wiecej o czyms
      powiedziala, co bylo jedynie wspomniane - na 1-m roku! - np. do teorii o ktorej
      wspominam, a ktorej sie nie przerabia - no wtedy to widze, ze to prawdziwe
      zainteresowanie a nie lizusostwo ewentualne i wiem ze ich zachecam

      ale brakuje mi bezposredniego feedbacku w rodzaju maila nawet anonimowego lub
      rozmowy z konstruktywną krytyką co bylo źle od studentów, co im sie nie
      podobalo i w tym roku zamierzam ich o to poprosic (choc pewnie beda sie bali
      irracjonalnie przed zaliczeniem, ze im niby obnize za krytyke.. ), ale to by
      chyba byl dobry sposob

      pzdrw
      Lady P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka