mateuszchol
02.07.05, 13:52
Doktoranci niejednokrotnie pozbawieni są przez państwo i system szkolnictwa
wyższego jakiegokolwiek dochodu. Nie otrzymują stypendium, grantów, nie mówiąc
już o możliwościach zatrudnienia. Inni dostają jakieś ochłapy, które ledwo
wystarczają na opłacenie mieszkania. W efekcie rolę państwa przejmują rodzice
doktorantów. Bo doktoranci to desperaci i nawet za frajer będą zajmować się
nauką, a ktoś musi ich przecież utrzymywać.
Czy słyszeliście od rodziców sugestie, żeby zająć się jakimś "ludzkim"
zajęciem, znaleźć "normalną" pracę, bo doktorat i tak nie daje pieniędzy ani
gwarancji, że pojawią się one po obronie? Jeżeli macie własne rodziny - czy
wasi mężowie, żony nie mówią, że dłużej czegoś takiego nie zniosą i ten
"cholerny doktorat" to kosztowny kaprys?
Czy rodziny doktorantów nie mają racji? Po co doktorat? Społeczeństwo bez nas
funkcjonowałoby tak samo jak teraz.