Dodaj do ulubionych

wyrzucic studenta za drzwi???

18.11.05, 22:07
Mam problem i prosze o rade :(
Dzisiaj moja grupa seminaryjna "odstawila" taka szopke na zajeciach, ze po raz
pierwszy w swojej "karierze" nie wiedzialam co mam zrobic. Bylo: rzucanie w
siebie papierkami, rozmowy przez telefony, o rozmowach i smiechach nie
wspomne. Dodam, ze nie mowie o przedszkolakach tylko o studentach ostatniego -
III roku. Jezeli sytuacja powtorzy sie w przyszlym tygodniu to sama nie wiem
co mam zrobic?
- wypraszac za drzwi "prowodyrow"???
- samej opuscic sale???
- wyjsciowki???
- inne propozycje "dyscyplinowania"????

Poradzcie, bo zalapalam dola na koniec tygodnia :(
Obserwuj wątek
    • lodziasta Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 18.11.05, 23:39
      Hmmm... Ciężka sprawa. Moim zdaniem wskazywanie palcem prowodyrów to zły pomysł. Nie można mieć do końca pewności kto wywołał zadymę, poza tym "winni" są wszyscy, którzy sie nieodpowiedni zachowywali. Nikt nie kazał reszcie dołączać się do zabawy. Zadaj sobie pytanie - dlaczego tak się stało? Czy zajęcia byly nudne? Czy może trafiła i się wyjątkowo koszmarna grupa? A może nudzą się, bi nie rozumieja materiału omawianego na zajęciach? Jak znajdziesz przyczynę, łatwiej będzie obmyśleć sposób postępowania.

      Pozdrawiam:-)
      • vovel123 Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 19.11.05, 11:10
        Zgadzam się z przedmówczynią. Znalezienie przyczyny i próba jej eliminacji
        powinny pomóc. A jeżeli już widzisz, że zanosi się na jakieś nieprzewidziane
        wyskoki - ostro reaguj; można zaostrzyć nieco ton wypowiedzi, podnieść głos
        ( choc oczywiście nie wrzeszczeć jak kobieta w reklamie jednej z sieci
        komórkowych... ) i wyraźnie, pewnym tonem, zaznaczyć, że nie życzysz sobie tego
        typu zachowań.Można też postraszyć ponadprogramowym kolokwium. Jeżeli sytuacja
        wydaje się jeszcze do opanowania można też ostentacyjnie przerwać zawieszjąc
        głos w połowie wypowiedzi....zapytać, czy może im nie przeszkadzasz....

        Wyrzucanie za drzwi nie wydaje się raczej dobrym rozwiązaniem, zastanowiłabym
        się nad ewentualnym zarekwirowaniem tel. komórkowego, jeśli oczywiście
        delikwent korzysta z niego w czasie zajęć, choć byc może byłaby to już zbyt
        daleko posunięta ingerencja...

        Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, choć z opisu wynika, że faktycznie
        sytuacja nie należała do przyjemnych.Osobiście staram się jednak zawsze
        utrzymać pewien poziom dyscypliny, tzn. żarty żartami, ale porządek musi być. W
        trudnych sytuacjach staram się nie dać wyprowadzic z równowagi i pamiętać, że
        tak naprawde to ja jestem tu "szefem" ;-)

        Pzdr. i życzę powodzenia!
        • lidia.d Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 19.11.05, 13:55
          Też się zgadzam, że trzeba się zastanowic nad przyczyną. Jeżeli przyczyną jest
          wyjątkowo okropna grupa, to ja bym ich zdyscyplinowała małym szantażem.
          Nie wiem, z czego prowadzisz zajęcia, ale zawsze można powiedziec, że skoro nie
          uważają, to na pewno wszystko wiedzą, ale Ty musisz miec co do tego 100%
          pewności, więc im zrobisz test na następnych zajęciach, albo kazac im napisac
          jakąs pracę związaną z dzisiejszym tematem i potem b. ostro ją ocenic...
          Pozdrowienia
          Lidka
    • suffo Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 19.11.05, 18:03
      Ja bym powiedziała, że kogo nie interesuje temat i ma ważniejsze sprawy do
      załatwienia właśnie w tej chwili, proszę o wyjście. Jeżeli są to obowiązkowe
      laboratoria powinno poskutkować, jeżeli nie, przy kolejnym wyskoku wyprosiłabym
      grupę. Jeżeli z przedmiotu jest egzamin też w interesie studentów jest
      uczestniczenie w zajęciach. A gdy zajęcia są nieobowiązkowe, bez konsekwencji w
      postaci ocen też lepiej prowadzić je w ewentualnie mniejszym, ale rozsądnym i
      zainteresowanym tematem gronie.
      Zachowania opisane przez Ciebie oznaczają brak elementarnej kultury i bez
      względu na to, czy zajęcia są ciekawie prowadzone, czy nie, studenci nie powinni
      robić takich "wyskoków".
    • krysiulka Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 20.11.05, 15:40
      > Mam problem i prosze o rade :(
      > Dzisiaj moja grupa seminaryjna "odstawila" taka szopke na zajeciach, ze po raz
      > pierwszy w swojej "karierze" nie wiedzialam co mam zrobic. Bylo: rzucanie w
      > siebie papierkami, rozmowy przez telefony, o rozmowach i smiechach nie
      > wspomne. Dodam, ze nie mowie o przedszkolakach tylko o studentach ostatniego -
      > III roku. Jezeli sytuacja powtorzy sie w przyszlym tygodniu to sama nie wiem
      > co mam zrobic?
      > - wypraszac za drzwi "prowodyrow"???
      > - samej opuscic sale???
      > - wyjsciowki???
      > - inne propozycje "dyscyplinowania"????
      >
      > Poradzcie, bo zalapalam dola na koniec tygodnia :(

      Boże, co za towarzystwo... Po co oni przyszli?
      A jakie to są zajęcia? Może na następnych da się zrobic "kartkówkę - wejściówkę" i natychmiast poprawić, jak ktos nie zda, to wylatuje.
      Ewewntualnie zrobic "kartkówke - przejściówkę" albo ostatecznie "kartkówkę - wyjściówkę"...Działa też zasypanie ludzi zadaniami (proszę, oto 150 zadań do zrobienia, dwa z nich będą na sprawdzianie na nast. zajęciach - oczywiście zadania tak dobrane, żeby miesiąc dziergali...).
      Trzecia sprawa - jesli to możliwe - branie do tablicy. Nie wie człek, o co chodzi? Lufa i brak dopuszczenia na I termin kolosa zaliczeniowego.
      I rzecz w takich sprawach bezwzględnie ważna - kontakt i porozumienie z wykładowcą - to on ich będzie potem pytał, niech wie, co sie dzieje i Cie wspomoże.
      Tak to robiono na moich studiach (gliwicka informatyka) i tak też robie teraz...
      Choć powiem szczerze, że studenci rzadko zmuszają do takich zachowań...

      Na codzień nie stosuje tak ekstermalnych działan, choc studenci wiedzą, że "dla ich dobra" jestem w stanie siedzieć "w bibliotece przez miesiąc" i wynaleźć takie zadania z przedmiotu, których nie zrobią...
      Bądź silna
      Powodzenia
      Krysia
    • summerdays Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 20.11.05, 18:00
      Wzielam sobie bardzo do serca Wasze rady. W sumie na tym roku sa dwie grupy i
      prowadze dwa rozne przedmioty. Na pozostalych zajeciach do tej pory byl spokoj,
      wiec mam nadzieje ze byly to wybryki wyjatkowe. Od kolezanki wiem, ze ta sama
      grupa dzien wczesniej wystawila ja "do wiatru" na jej zajeciach - na 18 osob w
      grupie przyszlo 6...
      Jutro maja planowe zaliczenie z drugiego przedmiotu. A w piatek kolejne starcie
      z ekonomika. No nic zobaczymy jak bedzie. Dziekuje za rady i pocieszenia :)
    • klee Profilaktyka ;-) 25.11.05, 14:35
      Napiszę coś, co Tobie chyba jakość szczególnie nie pomoże, ale nuż, okaże się
      przydatne dla innych osób czytających ten wątek. A Tobie nie pomoże dlatego, że
      jest już moim zdaniem trochę za późno. Wydaje mi się, że najważniejsze, aby na
      początku semestru w sposób bardzo określony i jak najbardziej stanowczy
      wyjaśnić studentom, jak wyobrażasz sobie pracę z nimi, czego oczekujesz, a na
      co się pod żadnymi warunkami nie zgadzasz.

      Przypominam sobie, że na pierwszych zajęciach tyle razy użyłem
      sofrmułowania: "nie wyobrażam sobie...", że kiedy padło po raz któryś, jedna z
      pań z pierwszej ławki uśmiechnęła się i zacząłęm sobie żartować, że sam nie
      przypuszczałem, iż mam taką małą wyobraźnię. To jest też ważne - aby nie brać
      siebie nazbyt poważnie. Satnowczość nie oznacza bycia sztywnym. I jaki był
      efekt?

      Przez cały semestr tylko raz zadzwonił na zajęciach telefon, a jeśli zdarzyło
      się już zupełnie incydentalnie, że ktoś zaczynał z kimś rozmawiać, wystarczyło,
      że na niego spojrzałem, by przestał. I było tak, mimo że wyglądem przypominam
      gimnazjalistę, jestem zniewieściały i ogólnie wzbudzam śmieszność otoczenia.
      Pewien standard można w każdym razie zawsze wypracować. Trudniej to jednak
      zrobić, jeśli się najpierw popuściło.

      No i trzeba się liczyć z tym, że jak będziesz bardziej ostra, przypną Ci
      etykietkę doktoranta cierpiącego na kompleks młodego asystenta. Moje koleżanki,
      którym bardzo zależy na dobrych oipniach na swój temat, bardzo się tego
      obawiają i starają się być łagodne dla studentów, by tego uniknąć. Ja mam to
      gdzieś. :-)

      I jeszcze taka smutna obserwacja. W jednej z grup zdarzyło się raz faktycznie,
      że dwie panie zaczęły z sobą rozmawiać i śmiać się, więc poprosiłem, by się
      podzieliły ze wszystkimi swoimi obserwacjami. Zrobiło się przez moment
      nieprzyjemnie, ale nigdy potem już takich zachowań nie było. Za to, kiedy
      rozmawiałek z nimi na koniec semsetru o tym, co im się nie podoabło, to niktóre
      stwierdzały, że ja się za bardzo przejmuję sobą i że jak one się śmieją, to
      myślę, że ze mnie, a one przecież - tu cytat - "czasem myślą też o innych
      rzeczach na zajęciach i nie są one związane z tymiż czy ze mną". Przyznam, że
      trochę mnie to zszokowało i zasmuciło. Bo to tak otwarte stwierdzenie pokazuje,
      że według nich jest czymś zupełnie natrualnym, iż na zajęciach można nie
      uważać, dają sobie na to wewnętrzne przyzwolenie. Ba, nawet nie wydaje im się
      niestosowne mówić o tym otwarcie prowadzącemu zajęcia. I jest to tak silne
      przeświadczeniem, że wydaje im się, że jeśli ktoś nie aprobuje zachowań
      wynikających z takiego podejścia do sprawy, to musi być przewrażliwiony na
      swoim punkcie i bierze szepty do siebie. Nie chwytają, że jego dezaprobata
      wynika z tego, że chce po prostu utrzymać porządek i atmosferę pracy.

      To zwrócenie uwagi było jednym jedynym, ale źle to wspominam. Nie chciałbym
      musieć robić czegoś podobnego w przyszłości. Uważam, że takie metody -
      zwracanie uwagi, straszenie kartkówkami, robienie kartkówek, wypraszanie
      pojedynczych osób czy całej grupy etc. - są metodami szkolnymi, a to przecież
      uniwersytet i nie miejsce tu na coś takiego. Myślę, że uciekanie się do takich
      tanich rozwiązań świadczy raczej źle o nas niż o nich, pokazuje, że jesteśmy
      kiepscy, dowodzi naszej bezradności - nie umiemy ich zmotywować, zainteresować
      czy, nie niech będzie, zdyscyplinować.

      Co wydaje mi się jeszcze ważne? Jeśli wprowadza się dość srogie metody, to
      ważne, by przekonać przy tym studentów, iż mogą zawsze zgłaszać, co im się nie
      podoba, przedyskutowywać z nimi ewnetualne sugestie i wprowadzać w życie lub
      odrzucać z solidnym uzasadnieniem. Chodzi o to, by czuli, że to są ich zajęcia,
      a nie Twoje, że stanowicie grupę, której jesteś liderem, a nie grupę
      ćwiczeniową nad którą stoi pani magister.

      Przyznam, że kłopotliwe było dla mnie czasem coś innego. Nie wiedziałem, jak
      się zachować, kiedy to dochodziło do bardzo dziwnych interakcji, wręcz spięć
      miedzy samymi uczestniczkami zajęć. No właśnie miałem jedną grupę złożoną z
      samych pań, które czasem po prostu w dyskusji ujawniały agresję wobec siebie...

      A inny problem, że często stawiałem pytanie i sam sobie na nie odpowiadałem.
      Jedna ze studentek poradziła mi na koniec, że powinienem bardziej ich cisnąć,
      jakoś przymuszać, posługiwać się metodami stresogennymi ;-), by mobilizować do
      mówienia. Wiem, że powinienem, ale było mi po prostu szkoda czasu na wyciąganie
      czegoś od nich. Wolałem sam powiedzieć i zdążyć zrobić więcej. W tym roku
      poprawię się w tym względzie. :-)

      Powodzenia!
    • kakofonia Re: wyrzucic studenta za drzwi??? 26.11.05, 02:05
      Raz mi się zdarzyło wyprosić studenta z zajęć. Bardzo był zdziwiony, bo nie
      przyszło biedakowi do głowy, że uparte i głośne rozmowy są czymś niestosownym.
      Najpierw zwracałam mu uwagę, a potem machnęłam ręką.

      Ku mojemu zdziwieniu nawet zadziałało i potem nie miałam z nim większych
      problemów.
      • klee Aż trudno to pojąć 26.11.05, 05:19
        Muszę powiedzieć, że mnie aż trudno sobie taką sytuację wyobrazić. Z jednej
        strony to, że ktoś może się aż tak rozgadać na zajęciach, a z drugiej, że go
        wypraszam. Bo to ostatnie jest przecież nie mniej niegrzeczne od
        przeszkadzania. Nie wiem, może miałem szczęście do studentów... Jakkolwiek,
        bardziej jednak pasują mi metody zaproponowane przez Vovel123 czy Lodziastą.
        • suffo Re: Aż trudno to pojąć 26.11.05, 11:23
          Hmm, a za moich czasów wypraszanie z zajęć było wcale nie takie rzadkie - za
          brak przygotowania, za brak teczki na laboratorium, za głośne rozmowy. Inne kary
          za szeroko pojęty brak kultury - wywalenie z egzaminu za brak odpowiedniego
          stroju (np. brak krawata), za brak poprawnie wpisanych tytułów w indeksie przy
          nazwisku prowadzącego, nieobecność prowadzącego na zajęciach, w sytuacji gdy
          tydzień wcześniej studenci sie nie stawili, itp. I większość prowadzących
          zdobywała posłuch wprowadzając element strachu, a nie udowadniając, że temat
          zajęć jest super ciekawy. Strasznie biedną studentką byłam, miałam się uczyć i
          tyle. Sama musiałam zdobywać tony książek, z interentu nie można było ściągnąć
          materiałów dydaktycznych, instrukcje do ćwiczeń leżały, trzeba było robić i
          nikogo nie interesowało, że na wykładzie tematu jeszcze nie było, że skrypt
          trudno dostać. A teraz? Trzeba studentów prowadzić za rączkę, a ci się jeszcze
          obrażają, że mało ciekawie ;-)
          Dopadł mnie kryzys dydaktyczny ;-)))))


          • flamengista zgadzam się 26.11.05, 13:54
            Niestety, pochodzimy często do zajęć z założeniem, że mamy do czynienia z
            ludźmi dorosłymi. Faktycznie w większości wypadków tak jest. Ale jedni
            dojrzewają wcześniej, inni nieco później. Słowem - czasami student jest
            dzieckiem, który potrzebuje dostać klapsa.

            Ponadto - niezależnie od dojrzałości - coraz większym problemem jest
            wszechobecny brak wychowania. W takiej sytuacji trzeba czasem pokazać, kto tu
            rządzi... Inaczej nas zjedzą;)
            • kakofonia Re: zgadzam się 26.11.05, 15:08
              Szczerze mówiąc też sobie nie wyobrażam takiej sytuacji w odniesieniu do
              studentów wyższych lat.

              Ten, którego wyrzuciłam był pierwszoroczny. I niestety, trzy czwarte grupy
              zachowywało się jak dzieci. Czasem jak rozwydrzone bachory.

              Oczywiście, należy się starać takich sytuacji unikać. Prowadzić zajęcia
              ciekawie etc. Ale prawda jest taka, że czasem choćbyśmy stanęli na uszach i
              odtańczyli tango na stole, to niektórzy studenci zainteresowani nie będą. I
              koniec. Ci, którzy jakieś normy dobrego wychowania mają nabyte, będą się nudzić
              po cichu. Ci, których tych norm brak, będą rozwalać zajęcia.

              Nie mam przekonania, że obowiązkiem wykładowcy jest studentów wychowywać. Oni
              powinni już być wychowani. Dlatego chłopak został wyproszony.
              • iwoniaw Otóż to 29.11.05, 00:58
                Rzadko mi się zdarzają jakieś niewłaściwe zachowania ze strony studentów, a
                jeśli już to najczęściej - mam wrażenie - wynikają właśnie z najzwyczajniejszego
                braku kindersztuby, świadomości, co wypada, a co nie. Studenci 1. roku często są
                autentycznie zdziwieni, że piszczące komórki czy rozmowy na zajęciach są
                niewłaściwe dlatego, że przeszkadzają prowadzącemu zajęcia,
                _jak_i_kolegom_z_grupy_. Niemniej parę żartobliwych uwag na początku zajęć (o
                konieczności nauczenia się obsługi własnego telefonu ze zidentyfikowaniem opcji
                "wyłącz dźwięk" na czele), jak również pokazanie studentom, że traktuje się ich
                poważnie - tzn. wymaga od nich, ale i od siebie - to zazwyczaj wystarcza.
              • klee Re: zgadzam się 29.11.05, 03:34
                kakofonia napisała:

                > Nie mam przekonania, że obowiązkiem wykładowcy jest studentów wychowywać. Oni
                > powinni już być wychowani. Dlatego chłopak został wyproszony.

                Wiesz, moim zdaniem to nie tylko nie jest ich (nasz) obowiązek, ale coś
                podobnego po prostu nie przystoi. Byłoby oznaką większego może jeszcze braku
                wychowania, wyczucia niż studenckie przeszkadzanie. Rzecz tylko w tym, że ja
                postrzegam wypraszanie za drzwi właśnie jako jeden z wielu - tanich, dodam -
                zabiegów wychowawczych. Nie twierdzę oczywiście, że Tobie takie intencje
                przyświecały - wychowawcze. Być może nie tyle miałaś na celu wpłynięcie na
                zmianę postawy studenta, co po prostu wyeliminowanie czynnika burzącego
                zajęcia ;-), bo o wyrażaniu dezaprobaty dla jego zachowania trudno tu już chyba
                mówić. No ale już robienie kartkówek, czy straszenie nimi to są dla mnie jak
                najbardziej metody wychowawcze i to takie z najniższej półki. No bo za co taka
                kartkówka, za karę, nie? Myślę, że jeśli już, to lepiej jednak motywować niż
                karać, choć to jest na pewno znacznie trudniejsze.

                Tak sobie myślę, wspominając swoje studenckie czasy... :-) Jeśli prowadzący
                zajęcia, w których uczestniczłem, wyprosiłby z nich kogoś, to chyba spadłbym z
                krzesła z wrażenia :-], nie wiem, z oburzenia lub ze śmiechu, zależy od
                wykładowcy, naturalnie. :-) Ale inna rzecz, że nie wyobrażam sobie, aby ktoś z
                nas miał się tak kiedyś rozgadać, aby coś podobnego było konieczne, a jeśli
                już, to pozostali członkowie grupy by go raczej sami uciszyli.

                Ale może jeśli tego rodzaju metody są akuteczne, to warto je jednak stosować...
                Jeśli piszecie, że ci studenci tacy straszni... Sam nie wiem. Bo faktem jest,
                że czasami studenci stawiają opór prośbom, sugestiom, zaleceniom. Uczestnicy
                prowadzonych przeze mnie zajęć, zachowywali się w ich trakcie jak należy, ale
                miałem problem "z teczką". :-] Zostawiałem im w niej zawsze kopie tekstów do
                przeczytania, ot tak, żeby ułatwić im życie, żeby nie musieli biegać po
                bibliotekach. Na pierwszych zajęciach poprosiłem, by teczki nie przetrzymywali.
                Odniosłem się oczywiście do własnych doświadczeń w tym względzie, do tego, jak
                wkurzające było, kiedy ktoś wziął teczkę na ksero, a potem biegał z nią przez
                dwie godziny po mieście, a ty, bracie, stałeś i czekałeś na nią pod biblioteką.
                No a teczka i tak była przetrzymywana, mało tego - artykuły ginęły. Rozmowom na
                ten temat byli niechętni, traktowali je raczej jako chęć wyrażania przeze mnie
                pretensji, strofowanie, atak... Jeśli już, to stwierdzali, że ja jestem
                idealista, że tak było, jest i będzie, że mentalności się nie zmieni i takie
                tam. Pesymistyczne to było dla mnie. Oni są w końcu młodzi, a gadają jak nasi
                rodzice. Nie wierzą, że coś od nich zależy, że można budować społeczeństwo
                obywatelskie, że może nam się wszystkim razem dobrze żyć w kraju etc. Dziwne,
                nie? Myślałem o tym, by zrezygnować w tym roku z kopiowania tekstów dla nich. W
                końcu jeśli nie szanują siebie nawzajem i nie szanują mnie (mojego czasu,
                energii)... Nie ma sensu czegoś dla kogoś robić, jeśli i tak nie może on potem
                z tego skorzystać. No ale w ankietach na koniec niektórzy mi napisali, że to
                było dla nich dużym ułatwieniem i że ich zdaniem nie powinienem z tego
                rezygnować. Jakże bym zatem mógł? :-)

                A słowa Iwoniaw brzmią jak moje przykazanie: :-)

                > jak również pokazanie studentom, że traktuje się ich
                > poważnie - tzn. wymaga od nich, ale i od siebie - to zazwyczaj wystarcza

                Tylko czy ja go aby na pewno przestrzegam?
                • kakofonia Re: zgadzam się 29.11.05, 18:40
                  Przystoi, nie przystoi... Nie wiem - wiem natomiast, że ten młody człowiek nie
                  wiedział, że pewnych rzeczy robić nie wypada.

                  Traktowałam moich studentów poważnie, poważnie traktowałam także swoje zadanie
                  prowadzenia zajęć i przekazania im jakiejś wiedzy. I generalnie - na szczęście -
                  nasze stosunki układały się naprawdę dobrze.

                  Ten wyrzucony raz nieszczęśnik też zresztą z czasem zaczął zachowywać się
                  normalnie.

                  Nie bardzo wiem, klee, jaka jest Twoja recepta na podobną sytuację. Mam
                  sugerować studentom, żeby sami spacyfikowali jednego czy dwóch źle wychowanych?
                  Przerywać zajęcia i dawać wykład pt "ABC dobrego wychowania"? Udawać, że nic
                  się nie dzieje i przewrzaskiwać gadających? Pogrozić paluszkiem i
                  powiedzieć "oj, nieładnie, kolego, nieładnie"? Wolne żarty.

                  Nie przeszkadzało mi, jeśli ktoś na moich zajeciach czytał książkę czy gazetę
                  albo przysypiał. Ok. To daje do myślenia, nakazuje zastanowić się nad
                  prowadzeniem zajęć i ich jakością etc. Ale jeśli ktoś zajęcia zwyczajnie
                  rozwala, to ja nie będę udawać, że mi to nie przeszkadza.

                  Ja nie twierdzę, że wyrzucanie studentów za drzwi jest cudowne i że jest to
                  znakomita strategia ułatwiająca prowadzenie zajęć. Twierdzę tylko tyle, że
                  czasem nie ma innego sposobu.
                  • klee Re: zgadzam się 29.11.05, 21:08
                    kakofonia napisała:

                    > Nie przeszkadzało mi, jeśli ktoś na moich zajeciach czytał książkę czy gazetę
                    > albo przysypiał.

                    No to już rozumiem, skąd się biorą Twoje problemy. ;-P Dobra, a tak poważnie,
                    to ja już swoją metodę przedstawiłem, jeśli o nią pytasz. Skutkuje, a jeśli
                    przestanie i jeśli zacznie dziać się u mnie coś takiego, co opisujecie - choć
                    jeszcze raz powtórzę, że trudno mi to sobie wyobrazić - to będę kombinował i na
                    pewno się tymi kombinacjami podzielę. :-)

                    Pozdrawiam!
                    • kakofonia Re: zgadzam się 29.11.05, 22:41
                      klee napisał:

                      > kakofonia napisała:
                      >
                      > > Nie przeszkadzało mi, jeśli ktoś na moich zajeciach czytał książkę czy ga
                      > zetę
                      > > albo przysypiał.
                      >
                      > No to już rozumiem, skąd się biorą Twoje problemy. ;-P

                      :D
                      Też pozdrawiam :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka