A propos DR.

22.01.06, 23:07
Witam
mam pytanie dotyczące doktoratu, mam taka perspektywe:
czekam na odp. z zagranicznej uczelni o stypendium doktoranckie i jest ok, bo
znaja juz moj plan.ale, nie powiem zeby bylo zle, chcialbym np robic dr u
mnie,np na uczelni,albo w ogole w kraju,moze mi ktos pomoc co i jak?jak jest
ze stypendiami, jak jest ze studiami dr, i w ogole?moja promotorka niewiele
jest mi w tej materii pomoc bo ona po polsku ani me ani be, coz...sam nie
wiem dokladnie o co pytac, orientuje sie jak to jest w niemczech ale jak u
nas nikt mi nie chce powiedziec,ba spotyka mnie zamiast odpowiedzi albo
cyniczny usmiech(a masz plecy?)albo calkowita ignorancja.wiec czekam na
ewentualną pomoc:)
    • pseudodoktorant Re: A propos DR. 22.01.06, 23:58
      Witam nowego Forumowicza. Być może ów cyniczny uśmiech pojawiający się na
      twarzach Twoich rozmówców na hasło "studia doktoranckie w Polsce" wynika stąd,
      że zdają sobie oni sprawę, iż robienie doktoratu w kraju nie ma zbytniego
      sensu, zwłaszcza jeżeli ma się możliwość robić go w takich np. Niemczech - tam,
      jak podejrzewam, dostawałbyś jakieś konkretne stypendium, a tu, w najlepszym
      razie, marne ochłapy, które normalnemu człowiekowi wystarczyłyby może na
      tydzień.
      Reasumując, studia doktoranckie w Polsce stanowią sztukę dla sztuki, swoistą
      zabawę, zwłaszcza jeżeli nie ma się przyznanych świadczeń stypendialnych.
      Doktorantów w naszym kraju nikt poważnie nie traktuje - począwszy od
      przedstawicieli ośrodków akademickich, a na szarych obywatelach skończywszy.
      Owszem, można się bawić w doktorat, ale należy go raczej traktować jako zajęcie
      poboczne, swego rodzaju odskocznię, a żyje się i tak z czego innego.
      • maximal2 Re: A propos DR. 23.01.06, 00:03
        Przepraszam, wszystkich witam, gdzie moje maniery...:)
        ok,ok ale chodzi mi np jak sie zalapac na takie ,,swiadczenia stypendialne"?w
        ogole zielono z tym u mnie
        • pseudodoktorant Re: A propos DR. 23.01.06, 00:14
          maximal2 napisał:
          > ok,ok ale chodzi mi np jak sie zalapac na takie ,,swiadczenia stypendialne"?

          O stypendium należałoby się ubiegać na uczelni, na której zamierzasz podjąć
          studia doktoranckie. Tylko nie zdziw się, jak, nie dość że Ci odmówią, to
          jeszcze będą chcieli, żebyś prowadził zajęcia dydaktyczne ze studentami (no ale
          może będziesz miał więcej szczęścia ode mnie). Ja stypendium nie dostałem, a
          prowadzenia zajęć odmówiłem - nikt mnie do tego nie jest w stanie zmusić.
    • dunia77 Re: A propos DR. 23.01.06, 01:16
      A masz jakies konkretne powody, zeby wracac do Polski ?
      Bo jak to tylko taki kaprys, to naprawde nie radze...
      • node Re: A propos DR. 23.01.06, 01:18
        :o))))))))))

        Widze ze ci zagraniczni sa wyjatkowo jednoglosni...
        • jonasz14 Re: A propos DR. 23.01.06, 07:31
          polskie zupki sa pyszne ale strasznie tuczace.........
    • node Re: A propos DR. 23.01.06, 01:17
      A nad dr. w Mongolii albo Nigerii sie zastanawiales??? Ok, dalej na powaznie.

      Wytlumacz co toba kieruje. Ja widze, jeden, jdeyny powod.... chce sie do domku,
      do kolegow z podworka, do kolezanek z ogolniaka i do polskich zupek. Bo z
      innych powodow to sie nie kalkuluje. Prawda?

      • maximal2 Re: A propos DR. 23.01.06, 10:26
        no wlasnie, moze to tylko sentyment, akurat wiem jak sie czasem studiuje za
        granica,i zdaza sie ze poziom moze byc nizszy. ale z drugiej strony zaplecze
        naukowe,i czas poswiecony wiekszy. a dlaczego u nas?a dlaczego nie, bo mam taka
        irracjonalna potrzebe, i nie ukrywajmy, az takiej rownosci jeszcze w europie
        nie ma(jakkolwiek to brzmi, nie uzalam sie).tak czy owak, widze ze niezbyt
        optymistycznie nastrajaja wasze posty, ale szukam dalej, i za kazde slowo
        wdzieczny jestem i bede.pozdr;)
        • node Re: A propos DR. 23.01.06, 11:10
          Normalnie zlosliwie zartuje na tym forum, ale tobie odpowiem powaznie.

          Jezeli myslisz o Polsce w kategoriach 'u nas' to mi sie berdzo wyraznie widzi
          ze pobyt za granica nie jest dla ciebie. I nie dla wszystkich musi byc, nie ma
          w tym nic zlego. Wiec nie zrazaj sie presja ze jak masz okazje wyjechac to
          powinienes. Powinienes robic to z czym ty sie czujesz wygodniej.

          Jezeli chodzi o zajmowanie sie na powaznie nauka, to w Polsce masz male
          szanse... twierdze to obserwujac sytuacje z daleka, na podstawie wizyt na
          forach (nie tylko tym), obserwacji polskich naukowcow na konferencjach
          miedzynarodowych i rozmow z polskimi naukowcami za granica. Np 'Polski
          noblista' z mojej dziedziny nie publikuje na najlepszych konferncjach, tam
          gdzie naprawde robi sie najnowsze rzeczy...

          Problem bynajmniej nie jest w pieniazkach, bo w mojej np. w mojej dziedzinie
          wystarczy zwykly komputer... ale mimo wszystko 'polska nauka' w tej dziedzinie
          jest praktycznie zadna. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie. Mysle ze tak
          naprawde to kultura pracy i podejscie starszego pokolenia stoi na
          przeszkodzie... ale to z cala pewnoscia przelewa sie na mlodsze pokolenie wiec
          nagle nie bedzie wielkiego skoku jakosciowego.

          Jak chcesz konczyc doktorat za granica i potem wrocic do Polski, zastanow sie
          czy warto, bo mozesz miec z tym trudnosci. Z drugiej strony, mozesz byz pare
          lat do tylu jezeli skonczysz doktorat w Polsce i bedziesz jednak chcial
          wyjechac.

          • madaminka Re: A propos DR. 23.01.06, 14:20
            Jak chcesz konczyc doktorat za granica i potem wrocic do Polski, zastanow sie
            > czy warto, bo mozesz miec z tym trudnosci.

            Node uscislij jakie problemy masz na mysli.....czy robienie doktratu za granica
            jest in minus dla kogos kto sie tego podejmuje i potem nie ma co wracac do
            polski bo go nikt nie przyjmie?? czemu?
            a jak z sytuacja gdy ktos robi badania za granica a promotora ma w polsce i
            broni sie z wolnej stopy?

            • node Re: A propos DR. 23.01.06, 14:51
              Jak masz promotora w Polsce, to i doktorat robisz w Polsce. To troszeczke inna
              sytuacja.

              Znam historie dobrych, naprawde dobrych naukowcow, nanaych na arenie
              miedzynarodowej, ktorzy maja problem z powrotem do Polski. Dlaczego? Poniewaz
              miejscowy establishment nie bardzo przepada za takimi
              • klee Czy wolno spytać? 23.01.06, 18:16
                Skoro ci naukowcy, o których wspominasz, są tacy dobrzy i skoro tam jest im tak
                dobrze, to czemu chcą wracać do Polski?
                • node Re: Czy wolno spytać? 23.01.06, 18:19
                  Bo niektorym 'odbija' ze np. chca zalozy rodzine w Polsce. Inni na stare lata
                  chca wrocic do kraju... a inni po prostu zle znosza emigracje. Bardzo wiele
                  powodow... to chyba oczywiste...
                  • klee No widzisz 23.01.06, 18:38
                    Czyli nie jest tak różowo zagranicą.

                    Ale przyznam, że jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że dobry naukowiec z
                    zagranicznym doświadczeniem nie znajdzie posady w jakiejś placówce naukowo-
                    badawczej. Jeśli tak by było, znaczyłoby to, że jest niezaradny po prostu albo
                    gorszy jednak od krajowych. Rozumiem, że bywają kliki itp., które utrudniają
                    wygranie konkursu, ale te kliki bywają jedynie.
                    • node Re: No widzisz 23.01.06, 18:48
                      Bosze, oslabiaja mnie komantarze typu 'a jednak tak rozowo nie jest za
                      granica'... wszedzie jest normalne zycie, podatki choroby i ubezpieczenia przy
                      zalatwianiu ktorych krew czlowieka zalewa... tyle ze w niektorych miejscach
                      mniej a niektorych bardziej...

                      Z takim podejsciem nigdy nie zrozumiesz dlaczego ja wole wyjechac do Afryki
                      zamiast siedziec w USA... kazde miejsce ma swoje zalety i wady.

                      Czy ty naprawde myslisz, ze ktos kto ma dobry rekord publikacji za granica i
                      przyjedzie na wydzial do Polski gdzie nikt nie opublikowal na
                      konferencjach/journalach na podobnym poziomie moze byc niewystarczajaco dobry?
                      Znam takie przypadki... nie mowiac o tym ze habilitacja jest bardzo skutecznym
                      srodkiem zapobiegawczym... teoretycznie zaden naukowiec z USA nie jest
                      samodzielnym naukowcem w Polsce... niezaleznie czego dokonal... bo nie ma
                      habilitacji...


                      • klee Globtroterzy 23.01.06, 19:05
                        node napisał:

                        > Z takim podejsciem nigdy nie zrozumiesz dlaczego ja wole wyjechac do Afryki
                        > zamiast siedziec w USA... kazde miejsce ma swoje zalety i wady.

                        A Ty ze swoim podejściem, ze swoimi uprzedzeniami nigdy nie uchwycisz mojego
                        podejścia, jak widzę.

                        Jeśli masz duszę wagabundy, gratuluję. Jestem strzelcem i też lubię podróże.
                        Chociaż mówi się, że one poszerzają horyzonty, otwierają nas, a Ty taki
                        zamknięty zdajesz się być na postawy inne niż Twoja własna.

                        > Bosze, oslabiaja mnie komantarze typu 'a jednak tak rozowo nie jest za
                        > granica'... wszedzie jest normalne zycie, podatki choroby i ubezpieczenia
                        przy
                        > zalatwianiu ktorych krew czlowieka zalewa... tyle ze w niektorych miejscach
                        > mniej a niektorych bardziej...

                        Oczywiście "różowo nie jest" odnosiło się do bardzo konkretnych wcześniej
                        poruszanych wątków, a nie do tego, o czym piszesz teraz. Forsowaliście z Dunią
                        pogląd (choć raczej niezależnie od siebie), iż by móc się naprawdę rozwijać
                        naukowo, trzeba koniecznie wyjechać zagranicę, z czym zresztą nikt specjalnie
                        nie polemizował. Rzecz w tym, że lekceważyliście wszelkie wady ewentualnego
                        wyjazdu. Kilka z nich przytoczyłeś właśnie (w poprzednim swoim poście), a
                        właściwie zaprezentowałeś przykładowe negatywne skutki takiego wyjazdu. I o to
                        mi tylko chodziło. Zachęca się ludzi do emigracji, choć wie się, że ewentualny
                        powrót będzie niemal niemożliwy. OK. Część osób wyjedzie i będzie szczęśliwa,
                        część wyjedzie i zechce wrócić, a część nie wyjedzie, bo świadoma jest swej
                        przyszłej chęci powrotu, a jednocześnie i tego, o czym Ty piszesz. W tej
                        sytuacji staje się dla mnie jeszcze mniej zrozumiałe, dlaczego tak
                        jednoznacznie negatywnie wartościować ich decyzję o zostaniu w kraju. Jest ona
                        przecież jak najbardziej racjonalna i uzasadniona.

                        > Czy ty naprawde myslisz, ze ktos kto ma dobry rekord publikacji za granica i
                        > przyjedzie na wydzial do Polski gdzie nikt nie opublikowal na
                        > konferencjach/journalach na podobnym poziomie moze byc niewystarczajaco
                        dobry?
                        > Znam takie przypadki... nie mowiac o tym ze habilitacja jest bardzo
                        skutecznym
                        > srodkiem zapobiegawczym... teoretycznie zaden naukowiec z USA nie jest
                        > samodzielnym naukowcem w Polsce... niezaleznie czego dokonal... bo nie ma
                        > habilitacji...

                        Myślę sobie też jednak, abstrahując już od publikacjach w tych zagranicznych
                        periodykach, że trudność z zaczepieniem się gdzieś nie tyle wynika z tego, że
                        ktoś jest z zagranicy, ile raczej z tego, że ktoś jest z zewnątrz. Trudno
                        przenieść się z jednej uczelni na drugą w obrębie kraju, chociaż trudności
                        takie mają raczej młodzi pracownicy, a nie ci ze sporym stażem. Jakkolwiek,
                        ludzie to robią, udaje im się.

                        I tak sobie myślę, jeśli rzeczywiście jest tak, jak to w wielu miejscach wiele
                        osób podnosi (nie tylko Ty), że tworzą się takie betony, które nie dopuszczają
                        do grajdołka innych zdolnych, to naprawdę smutne. Ale wiem też, że są bardzo
                        dobre ośrodki badawcze, których szefostwu zależy na rozwoju, poziomie i
                        prestiżu. I w takich miejscach bez oporów zatrudnia się najlepszych. Choć jasne
                        też jest, że dba się o to, by właśni adiunkci robili szybko habilitacje i by
                        nie trzeba było zatrudniać osób z zewnątrz.

                        A jeśli o habilitacje idzie, to wiem, że na politechnikach można zostać
                        samodzielnym pracownikiem, nie robiąc habilitacji, chociaż wiem też, że jest to
                        bardzo trudne.
                        • node Re: Globtroterzy 23.01.06, 19:32
                          Wybacz, ale trudno mi naprawde zrozumiec otwartosc twojego umyslu... i twoje
                          szerokie perspektywy...

                          > Jestem strzelcem i też lubię podróże

                          Wypowiedz naukowca... rece opadaja...

                          Ok, powiem ci ze ja nie podrozuje... ja chce mieszkac w wielu miejscach. To
                          jest bardzo duza roznica... bo podrozujac nie poznaje sie miejsc. A ja cenie
                          poznanie klimatu miejsca, mentalnosci ludzi. Tak naprawde. Ty nawet nie widzisz
                          roznicy pomiedzy podrozowaniem a zyciem w roznych krajach.

                          O wadach... czy raczej o trudnosciach zwiazanych z wyjazdami z Dunia wiemy o
                          duzo lepiej niz ty... bo twoja wiedza jest czysto teoretyczna i naprawde nie
                          wiesz o takich malych a bardzo dokuczliwych niedogodnosciach jak np.
                          przekierowywanie poczty z jednego kraju do drugiego czy przelewanie pieniedzy
                          pomiedzy katami z jednego kraju do drugiego. Nie bierz tego personalnie, ale
                          tak juz jest.

                          Wlasne sie mylisz... Prawda jest jedna... powrot jest ZAWSZE mozliwy... tele ze
                          w Polsce nie bylbym samodzielnym naukowcem a na Zachodzie jestem. Cos za cos...



                          • klee Nie zgadzam się z sobą, bo Klee się ze mną zgadza 23.01.06, 20:18
                            node napisał:

                            > Wybacz, ale trudno mi naprawde zrozumiec otwartosc twojego umyslu... i twoje
                            > szerokie perspektywy...

                            Nie oczekuję tego od Ciebie, ba, nawet od siebie tego nie oczekuję. Wystarczy,
                            jeśli zrozumiesz, co piszę, a nie będziesz dodawał coś od siebie do moich
                            postów. Wtedy na pewno się porozumiemy.

                            > > Jestem strzelcem i też lubię podróże
                            >
                            > Wypowiedz naukowca... rece opadaja...

                            Hmm, naukowiec, który nie odróżnia rozmowy na forum na tematy luźne (a
                            właściwie zagajenia do tej rozmowy) od artykułu naukowego - toż to ręce
                            opadają. ;-) Czy uspokoję Cię i trochę polepszę w Twoich oczach wizerunek
                            polskiej nauki, jeśli napiszę, że nie wierzę w astrologię, a chciałem być po
                            prostu miły?

                            > Ok, powiem ci ze ja nie podrozuje... ja chce mieszkac w wielu miejscach. To
                            > jest bardzo duza roznica... bo podrozujac nie poznaje sie miejsc. A ja cenie
                            > poznanie klimatu miejsca, mentalnosci ludzi. Tak naprawde. Ty nawet nie
                            widzisz
                            >
                            > roznicy pomiedzy podrozowaniem a zyciem w roznych krajach.

                            Ależ widzę ją doskonale, ba, nawet są mi właściwe potrzeby, których nie mógłbym
                            być świadom, gdybym tego rozróżnienia nie był w stanie dokonać i już nie
                            dokonał. Ja poprzez podróże chcę poznać ludzi, a poznać ich można dobrze, tylko
                            wtedy, gdy się z nimi jakiś czas pomieszka. Nasze potzeby nie różnią się zatem
                            tak bardzo od siebie.

                            Zastanwiam się natomiast, czy nie ma dysonansu w sytemie twoich potrzeb. No bo
                            skoro wyjechałeś z Polski, by móc się rozwijać naukowo, bo - jak mówiłeś -
                            rozwój ten jest dla Ciebie największym priorytetem, to nie rozumiem, dlaczego
                            teraz przedkładasz ponad to realizację innej potrzeby, takiej mianowicie, by
                            żyć w Afryce. Tam chyba nauka nie stoi mocno. A skoro chciałbyś, abym ja
                            zrozumiał, dlaczego ważniejsze jest dla Ciebie bycie tam, gdzie chcesz być, niż
                            robienie kariery naukowej, to dlaczego Ty sam nie rozumiesz Polaków, którzy
                            chcą zostać w Polsce, bo ważniejsze jest dla nich pozostanie w ojczyźnie, niż
                            robienie błyskotliwej kariery naukowej? To pytanie powtarzam po raz któryś,
                            więc byłoby milo, gdybyś zechciał w końcu na nie odpowiedzieć. Uzyskanie tej
                            odpowiedzi wiele by wyjaśniło.

                            A że nie wiedziałem, że zamierasz pomieszkiwać w różnych miejscach, to dość
                            oczywiste. Po prostu nie przeczytałem nigdzie żadnego posta, w ktorym byś tę
                            potrzebę, ten zamiar komunikował, a jak mówię, nie czytam z gwiazd. Tobie
                            jednak wróżenie z fusów zdaje się odpowiadać. Najpierw rezygnujesz z podania
                            przyczyn wyjazdu do Afryki, o którym jednak wspominasz, gdyż wiesz już, że i
                            tak nie byłbym w stanie ich zrozumieć, a teraz na podstawie tego, co w fusach
                            wyczytasz, bo na pewno nie w moich postach, stwierdzasz jakich rozróżnień ja
                            jestem w stanie dokonać, a jakich nie. Gratuluję wiedzy na mój temat. Jak
                            chcesz wiedzieć, lepiej ode mnie, jaki jestem, bardzo proszę, ale wtedy może
                            zakończmy rozmowę, bo w takim układzie i tak traci ona jakikolwiek sens.

                            > O wadach... czy raczej o trudnosciach zwiazanych z wyjazdami z Dunia wiemy o
                            > duzo lepiej niz ty... bo twoja wiedza jest czysto teoretyczna i naprawde nie
                            > wiesz o takich malych a bardzo dokuczliwych niedogodnosciach jak np.
                            > przekierowywanie poczty z jednego kraju do drugiego czy przelewanie pieniedzy
                            > pomiedzy katami z jednego kraju do drugiego. Nie bierz tego personalnie, ale
                            > tak juz jest.

                            Ja już kiedyś Duni pisałem, że argumenty typu: "nie masz prawa wypowiadać sie
                            na temat alkoholizmu, bo go nigdy nie doświadczyłeś" są niedorzeczne i jako
                            człowiek nauki powinieneś być chya tego świadom. Znam profesorów polonistów z
                            zagranicy, którzy mają nieporównanie większe pojęcie o języku polskim i
                            potrafią się nim nieporównanie lepiej posługiwać od wielu Polaków, mimo że
                            wcale nie są native-speakerami. No ale, OK niech będzie, że wiecie lepiej, bo
                            tego doświadczyliście. Zresztą - mimo że nie trzeba być chemikiem, by wiedzieć,
                            że to, czym się oddycha, to mieszanka gazów - nigdzie Wam tego prawa nie
                            odbierałem, nigdzie nie stwierdzałem, że ktoś wie lepiej niż Wy (co oczywiście
                            nie świadczy o tym, że Wy wiecie w sposób dostateczny ;-)). Jakkolwiek, nie ma
                            to tu znaczenia, bo ja formułując moje sądy, nie bazuję na swoim doświadczeniu,
                            którego istotnie nie ma, ani na swojej wiedzy, która jest (zostawmy ocenę, jak
                            wielka innym), tylko na tym, co piszesz. To w Twoich wypowiedziach pojawiły się
                            sprzeczności, nie w moich myśleniu na zadany temat. Bo to co z nich wynika,
                            można przedstawić następująco:

                            Zachęcamy ludzi do wyjazdu, żeby mogli się realizować naukowo, być lepszymi
                            naukowcami, choć nic im po tym, bo później wrócą do Polski i zostaną
                            bezrobotnymi. A przy tym - potępiamy jednoznacznie (!) ludzi, którzy są
                            świadomi powyższego i zostają w kraju, gdzie są trochę gorszymi być może
                            naukowcami, ale mają pracę i są szczęśliwi (pomijam fakt, że mogą mieć
                            jeszcze "powody osobiste", by chcieć w kraju zostać).

                            A jeszcze tak sobie myślę, żeby pozostać przy tym porównaniu z alkoholizmem, że
                            gdyby taki alkoholik naprawdę miał pojęcie, czym jest alkoholizm, to potrafiłby
                            sobie z nim poradzić, nie? Ale on nie ma o nim pojęcia tak naprawdę, on tylko
                            wie, jak to jest być alkoholikiem. I tak samo Wy, czegoś doświadczacie, ale
                            poprzez to doświadcznie tracicie ogląd tej sprawy, stjaecie się uczestnikami
                            jakichś sytuacji. Wasze spojrzenie na te sprawy ogranicza się do Waszego tylko
                            spojrzenia. To widać dobrze w postach Duni - "nie doświadczyłam
                            dyskryminacji/nietolerancji, więc jej nie ma". Potrzebne byłoby tu jakieś
                            tertium comparationis, nie?

                            A akurat o problemach z bankami i pocztą wiem doskonale, bo przez rok
                            pracowałem w niemieckiej instytucji. :-]

                            > Wlasne sie mylisz... Prawda jest jedna... powrot jest ZAWSZE mozliwy... tele
                            ze
                            >
                            > w Polsce nie bylbym samodzielnym naukowcem a na Zachodzie jestem. Cos za
                            cos...

                            Ja wiem, że cokolwiek bym nie napisał i jakbym się z Tobą nie zgodził, zawsze
                            będę się mylił. ;-) Bo prawda jest jedna i pokrywa się ona jednako z Twoimi
                            poglądami. Ale to przecież Ty pisałeś o trudnościach z powrotem, nie ja. Po co
                            więc o nich pisałeś, skoro powrót jest zawsze możliwy, o czym i ja jestem
                            przekonany zresztą.

                            Dlaczeg nie byłbyś samodzielnym pracownikiem w Polsce? Gdybyś nim został, to
                            byś był. Tak samo jak tam nim zostałeś i nim tam jesteś. Proste.
                            • node Re: Nie zgadzam się z sobą, bo Klee się ze mną zg 23.01.06, 21:23
                              klee,

                              > Hmm, naukowiec, który nie odróżnia rozmowy na forum na tematy luźne (a
                              > właściwie zagajenia do tej rozmowy) od artykułu naukowego - toż to ręce
                              > opadają. ;-) Czy uspokoję Cię i trochę polepszę w Twoich oczach wizerunek
                              > polskiej nauki, jeśli napiszę, że nie wierzę w astrologię, a chciałem być po
                              > prostu miły?

                              Mily? Zarty tez swiadcza o poziomie myslenia. Ktos wczesniej na tym forum
                              tlumaczyl zartem totalnie nietrafiona wypowiedz na temat wykorzystywania
                              seksualnego na uczelniach w USA... nawet jako zart to nie mialo sensu ani
                              podtekstu. Tak samo mysle ze z tym znakiem zodiaku... nieswiadomie plasnales a
                              zlapany na tym tlumaczysz sie.

                              > Zastanwiam się natomiast, czy nie ma dysonansu w sytemie twoich potrzeb. No
                              > bo
                              > skoro wyjechałeś z Polski, by móc się rozwijać naukowo,

                              Nigdy czegos takiego nie twierdzilem... sam to wyprodukowales w swoim umysle
                              wciskajac mnie w jakis tam swoj schemat. Reszta wiec nie wymaga tlumaczenia...

                              Jezeli chodzi o podawanie przyczyn moich zachowan... raz juz ci nie
                              odpowiedzialem na WYJATKOWO NIETAKTOWNE pytanie dlaczego nie chce byc w USA.
                              Ktos inny nawet zwrocil uwage na duzy nietak jaki popelniles, ty ta osoba
                              potraktowales bardzo grubiansko. Gwarantuje, ze gdybys zadal takie pytanie na
                              jakims amerykanskim party czy angielskim spotkaniu przy kawie, wszyscy by
                              zamilkli ze zdumienia. Ale widocznie to jest poziom polskich doktorantow... do
                              tego jeszcze humanistow.

                              Zepsuje ci humor... wystarczy jeden moj email zebym mogl tam wrocic do
                              wygodniej pracy za ponad $100K rocznie, wciaz zarabiam w USA nie bedac tam, a
                              robia to tylko dlatego ze chca zebym wrocil tam jesiania i zostal szefem start-
                              up'u finansowanego z pieniedzy Homeland Security. Mial kilka innych ofert mimo
                              ze nie szukalem tam pracy, headhunterzy dzwonili do mnie...

                              ... uwierz mi ze musze naprawde sie starac zby sie nie zlamac i nie dac sie
                              podkupic.

                              W Polsce zeby byc samodzielnym pracownikiem trzeba miec habilitacje... w
                              cywilizowanych krajach formalnosci koncza sie na Ph.D.... Do tego mialbym caly
                              park geriatryczny udawadniajacy ze jestem za mlody zeby byc dobry... po co mi
                              to?
                              • klee Przerwę w tym miejscu... 24.01.06, 05:02
                                (...) jeśli pozwolisz.

                                node napisał:

                                > Mily? Zarty tez swiadcza o poziomie myslenia. Ktos wczesniej na tym forum
                                > tlumaczyl zartem totalnie nietrafiona wypowiedz na temat wykorzystywania
                                > seksualnego na uczelniach w USA... nawet jako zart to nie mialo sensu ani
                                > podtekstu. Tak samo mysle ze z tym znakiem zodiaku... nieswiadomie plasnales
                                a
                                > zlapany na tym tlumaczysz sie.

                                Słońce, to nie był żart, tylko zagajenie rozmowy. Żarty nie świadczą o sposobie
                                myślenia, tylko o poczuciu humoru, a to mam rzeczywiście specyficzne, więc
                                rozumiem, że możesz go nie chwytać. Nie znaczy to jednak, że należy je
                                krytykować, bo jeśli krytykujesz rzeczy, których nie rozumiesz, to na czym tak
                                rytyka się opiera? Mnie zresztą ona nie przeszkadza, ale krytykowania kogoś
                                tylko z tego powodu, że jest inny, że nie dzieli naszych wartości, właściwego
                                nam poczucia humoru etc., nigdy nie pojmę i zawsze będę uważał to za niskie.

                                Podtekstem wspomnianego żartu zaś z innego wątku byłeś Ty sam po prostu. :-] I
                                dla mnie był on o tyle trafiony, że Ty wystąpiłeś w tym wątku jako aprobujący
                                romanse ze studentkami, a jednocześnie podkreślasz w wielu miejscach swe
                                amerykańskie doświadczenie, pozostali zaś w większości odnosili się do takich
                                romansów z dezaprobatą. No i stąd takie a nie inne niewinnie złośliwe moje
                                stwierdzenie, w którym z tej dychotomii zdałem sprawę. A że nie było to
                                śmieszne? Bo i niespecjalnie być miało. Nie był to przecież dowcip. Miała być
                                to raczej moja ironiczna ocena Twojego stanowiska w omawianej tam sprawie.
                                Wiesz, to, że w czymś nie dostrzegasz sensu, nie oznacza, że jest to sensu
                                pozbawione. Troszkę pokory wobec własnego "poziomu myślenia", wszak to cecha
                                wyróżniająca prawdziwego naukowca. A jak ktoś zamieszcza, obok jakiegoś zdania
                                emotikon o takiej postaci: ";-)", to po ty, by zakomunikować, że nienależy tego
                                zdania brać na poważnie. Zapamiętaj, pozwoli Ci to uniknąć kolejnych
                                niezrozumień. ;-]

                                Ale nie wiem, czemu się na tym skupiasz na tej sprawie, bo to nie jest meritum
                                rozmowy. Jak chcesz sobie o mnie pogadać, to załóż oddzielny wątek mnie
                                poświęcony ;-), albo odwiedź mojego bloga na FW: klee.filmweb.pl/


                                > Nigdy czegos takiego nie twierdzilem... sam to wyprodukowales w swoim umysle
                                > wciskajac mnie w jakis tam swoj schemat. Reszta wiec nie wymaga tlumaczenia...

                                Wiesz, jeśli gdzieś popełniłem błąd - co jest możliwe, bo Twoje poglądy
                                mieszają mi się z poglądami Duni -, to mnie popraw, przedstawiając swoje
                                podejście do sprawy. Nie robiąc tego, a w zamian zarzucając mi fantazje,
                                niczego nie wyjaśniasz, nie prostujesz, rzucasz puste oskarżenia. A jeśli
                                ostatecznie nie zaprzeczasz, to znaczy, że się zgadzasz; zaprzecznie ma jakąś
                                wartość, jeśli zostaje uzupełnione o argumenty. Zaprzeczenie jako takie jest
                                tylko wyrazem czyjejś woli, czyichś emocji i poglądów, ktorych inni nie muszą
                                podzielać.

                                > Jezeli chodzi o podawanie przyczyn moich zachowan... raz juz ci nie
                                > odpowiedzialem na WYJATKOWO NIETAKTOWNE pytanie dlaczego nie chce byc w USA.
                                > Ktos inny nawet zwrocil uwage na duzy nietak jaki popelniles, ty ta osoba
                                > potraktowales bardzo grubiansko. Gwarantuje, ze gdybys zadal takie pytanie na
                                > jakims amerykanskim party czy angielskim spotkaniu przy kawie, wszyscy by
                                > zamilkli ze zdumienia. Ale widocznie to jest poziom polskich doktorantow...
                                do
                                > tego jeszcze humanistow.

                                Słuchaj, ja nie oceniam Twoich zachowań na forum i prosiłbym, żebyś i Ty tego
                                nie robił wobec mnie. Jeśli coś Ci się gdzieś nie spodobało w tym, co
                                powiedziałem, trzeba było dać temu wyraz tam. Jeśli zmilczałeś, nie wracaj do
                                tego teraz.

                                Ja Cię nie proszę, żebyś mi podawał swoje motywacje dotyczące czegokolwiek w
                                Twoim postępowaniu. Proszę jedynie, byś nie oceniał moich zdolności ich
                                zrozumienia lub nie, jeśli ich nie podajesz. A wiesz, według mnie natomiast -
                                choć nie tyle nietaktowne, co płytkie po prostu - jest bezpodstawne
                                krytykowanie innych i niesprawidliwe ich ocenianie,w którym zdajesz się
                                celować. Piszesz o mnie to, tamto, owamto, ale nigdzie nie piszesz, skąd to
                                bierzesz, te różne opinie. Inna rzecz, że one nijak się mają do rozmowy.

                                A we wspominanym przez Ciebie wątku nie prosiłem o podanie powodów, tylko
                                napisałem, że jeśli prosisz o ich podanie innych, to i sam powinieneś to
                                zrobić. Tylko tyle. Prosta zasada wzajemności. Jeśli więc uważasz za
                                nietaktowne pytanie kogoś o jego motywację (ja nie uważam), to sam zachowałeś
                                się w sposób niegrzeczny.

                                A tak swoją drogą, to na czym nietaktowność tego pytania polega? Mój umysł jest
                                zbyt ograniczony, by to dostrzec, a zawsze fajnie nauczyć się czegoś nowego.

                                Wiesz, nie obchodzi mnie, co by powiedzieli na moje zachowanie ludzie na innym
                                forum, bo na nim nie jestem. A gdybym już był, to nie próbowałbym zachowywać
                                się w sposób, który oni określają jako "na poziomie", tylko w sposób mnie
                                właściwy. Jeśli oni nie są w stanie znieść osób, które zachowują się inaczej od
                                nich, to ich problem, a nie mój. To, że jakomuś nie odpowiadam, mimo że go nie
                                krzywdzę, źle świadczy tylko o nim, a nie o mnie. A jeśli Ty dostoswujesz swój
                                sposób bycia do kogoś innego, to to jest Twoja sprawa i nie jest to zachowanie
                                lepsze od dokładnie odwrotnego. Jeśli uważasz, że moje podejście do tej sprawy
                                jest złe, to Twoja rzecz. A co do mojego grubiańskiego zachowania (znowu
                                bezpodstawna ocena), to Jańcio jest w tym niedościgniony, więc nie ośmieliłbym
                                się nawet stawać z nim w szranki na tym polu, nie miałbym szans ;-]. A inna
                                jeszcze rzecz, że mnie się wydaje, że to Ty tam zabrałeś głos tak naprawdę. Ten
                                Jańcio jakoś ma poglądy zbieżne z Twoimi, poziom frustracji macie zbliżony (on
                                daje jej upust poprzez swe grubiaństwo, a Ty przez tworzenie obrazu innych jako
                                gorszych, by poczuć się lepszym, a przez to lepiej, jak rozumiem) i jakoś
                                dziwnie w Twojej obronie on staje... To wszystko może być przypadkowa
                                zbieżność, ale nie musi. To dopiero grubiańskie z mojej strony, nie? ;-]
                                Publicznie wyrazić takie podejrzenie. Ale w moim systemie wartości szczerość i
                                otwartość jest zaletą, za to szafowanie bezpodstawnymi negatywnymi ocenami jest
                                złe. To, że zgodnie z Twoim systemem, jest inaczej, nie czyni go w moich oczach
                                gorszym. Jednak już to, że zgodnie z nim mój system należy oceniać
                                pejoratywnie, pozwalaga wartościować go negatywnie.


                                > Zepsuje ci humor... wystarczy jeden moj email zebym mogl tam wrocic do
                                > wygodniej pracy za ponad $100K rocznie, wciaz zarabiam w USA nie bedac tam, a
                                > robia to tylko dlatego ze chca zebym wrocil tam jesiania i zostal szefem
                                start-
                                > up'u finansowanego z pieniedzy Homeland Security. Mial kilka innych ofert
                                mimo
                                > ze nie szukalem tam pracy, headhunterzy dzwonili do mnie...
                                >
                                > ... uwierz mi ze musze naprawde sie starac zby sie nie zlamac i nie dac sie
                                > podkupic.

                                A dlaczego sądzisz, że mnie to może zepsuć humor? Znowu jakieś bezpodstawne
                                założenia dotyczące mojej osoby. Mnie tam cieszy, kiedy inni mogą się
                                realizować. Czy podejrzenie, które wyraziłeś, bierze się tylko stąd, że Tobie
                                psuje humor informacja, że ktoś radzi sobie lepiej - Twoim zdaniem - od Ciebie?
                                (To jest takie dziwne w Tobie. Czujesz się wtedy zagrożony, czy jak?) Mnie to
                                ani nie przeszkadza, ani nie pomaga. Bowiem hierachię swoich celów wyznaczam w
                                oparciu o coś innego, niż osiągnięcia ludzi wokół mnie. Gdybym miał wobec nich
                                się sytuować, byłbym bardzo nieszczęśliwy. I pewnie zacząłbym wtedy jak Ty,
                                postrzegać ich i przedstawiać jako gorszych, bo im oni wydawaliby mi się gorsi,
                                tym ja sam jawiłbym się sobie jako lepszy. To logiczne. No i niebezpieczne.

                                > W Polsce zeby byc samodzielnym pracownikiem trzeba miec habilitacje... w
                                > cywilizowanych krajach formalnosci koncza sie na Ph.D....
                                • klee c.d. 24.01.06, 05:03
                                  > W Polsce zeby byc samodzielnym pracownikiem trzeba miec habilitacje... w
                                  > cywilizowanych krajach formalnosci koncza sie na Ph.D....

                                  Jestem tego świadom. Ale Ty się przecież wyzwań nie boisz, więc co tam taka
                                  habilitacja dla Ciebie. Zrobiłbyś ja raz dwa na podstawie dotychczasowego
                                  dorobku.

                                  Wiesz co, jeśli masz potrzebę, napisz tu jeszcze coś miłego o mnie, bo Ty
                                  raczej o mnie piszesz, niż do mnie, a ja już sobie pójdę, jeśli pozwolisz. Bo
                                  na żadne pytania nie odpowiadasz, rozmowy żadnej nie ma. Jak się z Tobą w czymś
                                  zgodzę, to zmieniasz zdanie. Jak braknie Ci argumentów lub kiedy przyłapać Cię
                                  na sprzeczności, to zaczynsz pisać, że ktoś nie dorasta do Twego poziomu lub
                                  coś wymyśla, ewentualnie ignorujesz to. Poza tym oceniasz i krytkujesz stale,
                                  choć tych ocen nie uzsadniasz nijak. E, nie lubię takich ludzi. Szczególnie, że
                                  wtedy rodzi się we mnie potrzeba odpwoiedzi moją oceną tego kogoś, a tego z
                                  kolei w sobie nie lubię. Ale to wszystko by mi dawało odpowiedź na jedno z
                                  moich pytań, które już tradycyjnie pozostawiłeś bez odpowiedzi, pytanie o to,
                                  po co tu jesteś. To wszystko pozwala przypuszczać, że jesteś tutaj, by
                                  poprawiać sobie samopoczucie kosztem innych, by się dowartościowywać, by poczuć
                                  się lepszym na tle innych, Twoim zdaniem, gorszych. No bo skąd ta wieczna
                                  zapiekła krytyka, ocenianie i stawianie siebie jako wzorca dla innych? Tylko
                                  czy ktoś zadowolony z siebie, realizujący się, pewny siebie, swoich zalet, musi
                                  się dowartościowywyać w taki sposób? Takie osoby siedzą na swoich ulubionych
                                  forach, na których dobrze się czują i nie są to fora "ę" i "ą", które - jak
                                  powiedziałeś - odwiedzasz na angielskich stronach. ;-]
                            • node A tak na marginesie.... 23.01.06, 21:25
                              Zauwazyles ze masz jakas fobie odnosnie osob z zagranicy?
                              • klee Nie 24.01.06, 04:34
                                Trudno dostrzegać rzeczy, które nie istnieją.

                                Jak się stawia jakąś tezę, to trzeb ją uzasadnić, bo inaczej tyle jest warta
                                co zeszłoroczny śnieg lub Twoje różnorakie opinie na mój temat, kórymi tak
                                ochoczo mnie w tym wątku raczysz. Jakby powiedział Node, powinieneś to wiedzieć
                                jako naukowiec (i to ścisłowiec!). ;-]

                                A jakie Ty dostrzegasz fobie u siebie?
Pełna wersja