Dodaj do ulubionych

Publikacja i swoisty rekord

09.10.07, 12:51
TADAM! niniejszym oświadczam, że dostałam właśnie tekst do pilnej
korekty. Czekałam na jego wydanie JEDYNIE 1,5 r. I jeszcze zgarnęłam
ochrzan, że na jakim świecie żyję, że to normalne.
To nie jest normalne.
Co ja mam wykazać w sprawozdaniach, skoro oddane teksty gniją między
kanapkami z serem na drugie śniadanie szacownego Profesorskiego
grona.
A teraz się zastrzel, nie ważne że masz nawał innej roboty, po pilna
korekta...
Ludzie, trzymajcie minie.
Obserwuj wątek
    • hatchet01 do recenzji 09.10.07, 14:53
      sytuacja w Polsce: tekst dotyczący komunikacji w Internecie recenzuje
      INFORMATYK, bo w tytule jest wyraz "Internet" - praca z językoznawstwa :)a na
      jej publikację czekam od prawie 2 lat, choć w maju zapewniano mnie, że "poszło
      do druku".
      • angelik1 Re: do recenzji 09.10.07, 18:20
        hatchet01-wiem, że to nie na temat ale w listopadzie jest konferencja w Elblągu
        o Komunikacji w Internecie.Mogę podesłać linka jak chcesz.Może jakoś tam to puścisz.
        • mrjulek Re: do recenzji 09.10.07, 18:58
          ta na PWSZ?

          Co by nie mowic o tej szkole - solidna uczelnia. Sam ja konczylem i
          nigdzie indziej nie nauczylem sie tyle, co w niej.
          Pozdrawiam z doktoranckiego pokoju w jednym z instytutow UWr:)
          • angelik1 Re: do recenzji 09.10.07, 21:47
            tak, na PWSZ.Kiedyś byłam u nich na konferencji-było super. A wybierasz się na
            tą o Internecie?
        • hatchet01 Re: do recenzji 09.10.07, 22:47
          poproszę
    • flamengista normalka 11.10.07, 10:40
      Mój rekord wynosi 2,5 roku. Od złożenia artykułu do jego publikacji. Nie muszę
      dodawać, że po wydaniu moje "dzieło" nadawało się wprost do kosza, bo było od 2
      lat nieaktualne.

      Wspomniano też o recenzjach w zagranicznych czasopismach. Niestety, tu nie jest
      dużo lepiej. I to nawet w czasopismach LF.
      • sutekh1 Re: normalka 11.10.07, 14:08
        jesli macie kochane pieniążki to macie też szansę na proste
        rozwiązanie palącego problemu zwanego "trudności z zaistnieniem
        (mojego artykułu)". najlepiej samemu zrobić konferencję - i mieć
        kasę na ksiażkę! - lub zebrać kasę na książkę albo jeszcze lepiej -
        i ciekawiej - molestować jakąś wpływową osobę o poparcie lub choćby
        konsultacje. jeśli nic z tego nie robicie, to leżycie na całej
        linii. W Polsce, jak i na świecie (ach, jak to brzmi!?), obowiązuje
        zasada towarzystwa naukowego, które wspiera się w tym, żeby nie było
        otwrtych pól i ogromnych możliwości dla kogokolwiek, kto sobie
        zamazry zrobić karierę naukową. Autorytety chcą i porzebują zbudować
        wokół siebie kokon 'bezpieczników', ochriniarzy, adwokatów, czy jak
        ich jeszcze precyzyjniej a zarazem metaforycznie określić.
        Można powiedzieć, że klika, można też , że gang (strukturalistów -
        na przykład, jak to wrzucono Głowińskiemu).
        • krysiulka Re: normalka 11.10.07, 16:56
          > Można powiedzieć, że klika, można też , że gang (strukturalistów -
          > na przykład, jak to wrzucono Głowińskiemu).

          .....albo mafia.

          Aż chce się pisemnie zastanowić, co na to nasz arcyszanowny doktor prawa ma na
          ten temat do powiedzenia (brat bliźniak profesora prawa), ale to chyba nie ma
          sensu, bo przecież doktor prawa nie jest "wykształciuchem"...
        • flamengista nieporozumienie 12.10.07, 12:29
          Słuchaj, tu nie chodzi o byle jaką publikację pokonferencyjną. Znam takie
          konferencje, co płacisz kilkaset złotych i najpóźniej za rok dostajesz książkę z
          artykułem.

          Ale takie publikacje są słabo punktowane i co najważniejsze - mało kto je czyta.
          Tu chodzi o porządną publikację w czasopiśmie listy A, albo jeszcze lepiej - w
          zagranicznym czasopiśmie z LF.
          • niewyspany77 Re: nieporozumienie 12.10.07, 14:03
            flamengista napisał:

            > Słuchaj, tu nie chodzi o byle jaką publikację pokonferencyjną. Znam takie
            > konferencje, co płacisz kilkaset złotych i najpóźniej za rok dostajesz książkę
            > z
            > artykułem.

            Ty zyjesz w innym matrixie. U mnie typowa konferencja to zazwuczaj 150-400 zl
            (ale te 400 to ekstremum). Oczywiscie bez papu i lulu, choc czesto jest jakis
            pozegnalny obiad, ognisko z kielbaska etc (wiadomo, ze to sie robi glownie w
            calach turystycznych, wiec sie nie dziw). No i teraz takie dwie wycieczki na
            "konferencje" i masz tyle punktow co w A. To sie zwyczajnie nie oplaca. To
            znaczy troche inaczej: Jakbym mial tekst wart A to bym go jeszcze dopiescil i
            uderzyl do LF. A noz a widelec.

            >
            > Ale takie publikacje są słabo punktowane i co najważniejsze - mało kto je czyta
            > .
            > Tu chodzi o porządną publikację w czasopiśmie listy A, albo jeszcze lepiej - w
            > zagranicznym czasopiśmie z LF.

            OK, ale jesli na A masz jeden periodyk z Twoich zainteresowan, z LF zero, i
            tylko liczysz ze "jakos przejdzie do journala o zblizonej tematyce" to sila
            rzeczy musisz korzystac z wlasnie "tych ktorych nikt nie czyta". Pol doktoratu
            nacytowalem wlasnie z takich ksiazeczek po konferencyjnych. Zas liczba cytowan u
            mnie z pism punktowanych A, B i LF to cos z 10 cytatow. Tyle samo jak nie wiecej
            mialem z bardzo powaznych polskich czasopism nie bedacych na zadnych "listach
            punktowanych". Po co to wszystko pisze - ano po to, by Ci uswiadomic, ze czasem
            prestiz i chwale za publikacje w LF mozna sobie w ciemne miejsce, bo czasem
            wychodzi ironicznie, ze te cale A,B i LF to wlasnie "to, czego nikt nie czyta" :-)

            Wiec jak najbardziej popieram: zrobic wlasna konferencje, opublikowac ksiazeczke
            z tekatami kolegow po fachu i tym samym wiecej zyskac niz pchanie sie w jakies
            "poczytne journale".
            • joannah31 Re: nieporozumienie 15.10.07, 08:05
              NIe chcę CIę zbijać z tropu, ale ile konferencji jesteś w stanie
              zrobić sam? Po za tym, nie masz takiej sytuacji, że Pani Profesor
              [Kierownik zakładu np.] świdrującym wzrokiem popartym jadowitym
              tonem głosu, składa CI propozycję nie do odrzucenia, bo to ona jest
              redaktorem tomu? Nie mówiąc już o konferencjach organizowanych przez
              Instytut? Paranoją jest fakt,że się robi zadymę a potem okazuje się
              że trzy profesorskie etaty nie są do pogodzenia z dodatkowym
              zajęciem, a jak jesszcze P. Profesor podpadnie (bo ma trzy etaty a
              inni nie) to się jej obetnie kasę na publikację...
              A to Polska właśnie...
              • sutekh1 Re: nieporozumienie 16.10.07, 17:32
                zgadzam się z tobą, Niewyspany. lepiej robić swoje i w dobranej
                grupie ludzi, którzy wiedzą o co chodzi. Bo sporo ludzi nie wie.
                jeśli chodzi o najatrakcyjniejsze konfy, to np. w
                literaturoznawstwie była w 2004 (rok gombrowiczowski) na temat
                Gombrowicza, w Krakowie chyba. Dotąd nie ma ksiązki, miały być dwa
                tomy, ludzie z całego świata. Szefem Jarzębski. Ksiązki nie ma. Może
                tyle trwają prace korektorskie?
              • krzyspp1 Re: nieporozumienie 26.10.07, 13:05
                nie wiem czy wam sie nie naraze, ale takie publikacje o jakich
                piszecie to trzeba wogole olac. po co mi recenzja po dwoch latach?
                bez sensu. ja nigdy nie "wskakiwalem w taki uklad". za to staralem
                sie jezdzic na konferencje. minus tej metody - trzeba placic z
                wlasnej kasy, bo z katedry nie chca puszczac za pieniadze "firmowe".
                zawsze znajdzie sie doktor X, ktoremu cytuje: "bardziej przydatna
                jest ta konferencja". no coz...zdarza sie.
                za to wydaje mi sie calkowitym nieporozumieniem organizowanie
                konferencji z pozniejszym wydawnictwem. z calym szacunkiem, ale nikt
                nie bedzie chcial publikowac jakichs wypocin jakiegos doktorancika.
                trzeba zasuwac za starych dziadow (profesorow), po to, zeby oni
                mogli sobie zaliczyc publikacje do pensum (zbiorowka jest lepiej
                punktowana niz pojedyncza ksiazka), a ty ciesz sie z artykuliku i
                czekaj na publikacje. ale warto tez upominac sie o publikacje. u
                mnie wygladalo to tak, ze jak tylko otrzymywalem sygnal, ze bedzie
                publikacja - od razu dzwonilem do prof z prosba o recencje. u mnie
                sie sprawdza.
    • angelik1 Re: Publikacja i swoisty rekord 24.10.07, 20:14
      rozchorowałam się i nie zaglądałam. do hatchet-ta konferencja jest
      organizowana przez PWSZ w
      Elblągu.www.pwsz.elblag.pl/aktualnosci.php?id=342
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka